Witajcie. Tak jak obiecałam wstawiam kolejny rozdział. I to o czasie.
Rome: Myślałam raczej o pojednaniu. Pokazaniu Lily, że Sev jest jednym z tych dobrych. Może nawiązanie nici zrozumienia między nim, a Jamesem…No, ale to graniczy z cudem.
Gisia: Potterowskie. No dobra, zobaczę co się da zrobić. W roli głównej znów Remus, czy może Syriusz? Na obie ewentualności jestem przygotowana.
I po kolejnej dawce musicalu (tym razem A Very Potter Senior Year) prezentuję:
Rozdział 28
Zajęta swoim bólem i wściekłością nie zwróciła uwagi na dziwne wrażenie oscylujące dookoła jej prawego nadgarstka. Nie zastanowiło jej też, że z każdą chwilą rękaw jej bluzki staje się coraz bardziej mokry, a jej samej robi się słabo.
Dopiero Harry zareagował. Jego krzyk wyrwał ją z chwilowego otępienia jakiemu poddała się, nie mając siły walczyć. Ale tylko na moment. Dobrze, że ją trzymał bo nogi miała jak z galarety i w każdej chwili mogła się wywrócić. Powoli opuścił ją na ziemię, układając jej głowę na swoich kolanach i gorączkowo ściskając jej nadgarstek. Nieprzytomnie zauważyła czerwień brudzącą jego ręce.
W sekundę później była przy niej Hermiona z wyciągniętą różdżką. Przez mgłę otaczającą jej umysł Bryony nie słyszała jakich zaklęć używała, ale po chwili jej wizja nieco się przejaśniła. Zaczęła też rozumieć słowa.
-Co się stało? – spytała Granger, na moment przerywając mamrotanie zaklęć. Nad głową Byrony Harry spojrzał na nią ze strachem w zielonych oczach.
-Greyback. – odparł ponuro. Hermiona syknęła i zmieniła taktykę. Zamiast magicznie walczyć z raną (bo Bree wreszcie zrozumiała, że czerwień to krew, a jej nadgarstek musiał ucierpieć pod pazurami wilkołaka), wyczarowała mugolską apteczkę i zabrała się do roboty.
-Zęby?
-Nie – jęknęła Bryony, głosem dziwnie zachrypłym. – Pazury.
-Dobrze. – Hermiona pozwoliła sobie na krótki uśmiech skierowany w stronę pacjentki, choć jej oczy pełnie były niepokoju. – Z zębami byłby problem. Choć i pazury są…irytujące. Magia nie leczy ran zadanych przez wilkołaki.
-Hermiona… - Harry zawahał się na moment i przełknął ślinę. – Ta cała krew…
-Nie uszkodził tętnicy – zapewniła szybko dziewczyna – Choć było blisko. Zdaje się, że szczęście odziedziczyłeś po niej.
-Szczęście i parę innych cech – szepnęła Bryony, wywołując śmiech u swoich towarzyszy. Na chwilę zapomniała o wszystkim co się wydarzyło. Przymknęła oczy i odetchnęła głęboko. Harry delikatnie gładził jej włosy i dziewczyna poczuła jak odpływa. Pozwoliła na to, nie miała siły walczyć ze zmęczeniem.
Gdy się obudziła, ujrzała nad sobą dach namiotu. Leżała w części sypialnej, zawinięta w koc. Zerknięcie na prawą rękę owiniętą bandażem upewniło ją, że wydarzenia z Little Hangleton wcale jej się nie przyśniło. Znów zemdlała z upływu krwi i Harry musiał zanieść ją do łóżka. Z rozbawieniem pomyślała, że musi przerwać ten irytujący nawyk.
Odrzuciła koc i wstała powoli, oczekując zawrotów głowy, które jednak nie nadeszły. Kiedy spała ktoś przebrał ją w pidżamę, więc ubrała się szybko (uważając na opatrunek) i powędrowała do części mieszkalnej.
Harry siedział na fotelu, z dłońmi złożonymi pod brodą, głęboko zamyślony. Włosy miał potargane bardziej niż zwykle, a na twarzy niepokój. Nosił czyste rzeczy, ale na policzku miał czerwoną szramę, pozostałość po walce. Hermiony nigdzie nie było widać.
-Cześć. – powiedziała Bryony schodząc ze schodków do sypialni. Chłopak szybko podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko na jej widok.
-Cześć. – odparł radośnie, wstając by mocno ją przytulić i poprowadzić na fotel obok siebie. Usiedli oboje - Jak się czujesz?
-Lepiej. – Bryony uśmiechnęła się lekko i przeczesała włosy palcami. - Długo spałam?
-Kilka godzin. – westchnął Harry, a jego ramiona opadły nieco. Na oczach Bryony opuszczało go całe napięcie po walce. Dopiero teraz, gdy upewnił się, że jest cała i zdrowa. Mniej lub więcej. Widać po nim było cały wysiłek minionego dnia, wszystko co przeżył, ten stres i strach. Ujęła jego dłoń w obie swoje i uścisnęła, chcąc choć w ten sposób mu ulżyć.
Chłopak westchnął ciężko i oparł się o nią, kładąc jej głowę na ramieniu. Był tym momencie tak bezbronny, że Bryony na sekundę ujrzała na jego miejscu niemowlaka, którego urodziła pół roku wcześniej. Mimowolnie zaczęła nucić i poczuła jak jej syn odpręża się pod wpływem prostej melodii.
-Harry? – spytała z wahaniem po chwili. Podniósł na nią wzrok i uśmiechnął się ze zmęczeniem, zachęcając do kontynuowania. - Udało nam się?
-Tak. – mruknął z cieniem wesołości i dumy. - Przedostatni horkruks znaleziony i zapakowany. Został dziennik.
-Ekstra. – Bryony uśmiechnęła się bardzo szeroko i triumfalnie. Zaraz potem coś nowego przyszło jej do głowy. - A gdzie jesteśmy?
-W Irlandii. – odpowiedział jej nowy głos. U wejścia do namiotu stała Hermiona, już przebrana i doprowadzona do porządku. Gdyby nie nerwowy spazm, nie dałoby się poznać, że kilka godzin wcześniej walczyła o życie z bandą Śmierciożerców. - Po tym wybryku postanowiliśmy ukryć się nieco dalej. Wiedzą już, że istniejemy.
-Dobry pomysł. – przytaknęła Bryony. A potem przygryzła wargę. Słowa Greybacka ciążyły jej na sercu. Nie miała pojęcia co oznaczał termin „partner", ale wiedziała, że miało on niezwykłe znaczenie dla niej i dla Remusa. Tylko jakie? Oddałaby wszystko by się dowiedzieć.
Niestety, jedyną osobą, która mogłaby jej wyjaśnić był sam Remus, który nigdy nie wykazał ochoty do rozmowy o wilkołakach i ich zachowaniu. Jeśli chodzi o literaturę tematyczną, to Bryony przeczytała już wszystko co się dało. Całymi godzinami ślęczała w bibliotece zagłębiając się w tomy, które choć odrobinę nawiązywały do wilków. Z całego serca pragnęła zrozumieć mężczyznę, którego kochała. Wiedziała więc, że żaden badacz nie zgłębiał tego aspektu życia wilkołaków.
Hermiona jednak…w przyszłości przyjaźniła się z Remusem. Może coś jej powiedział? Może coś wywnioskowała sama? Z całą pewnością była do tego zdolna.
-Hermiono… - zaczęła z wahaniem, podczas gdy druga dziewczyna siadała na fotelu naprzeciwko i nalewała sobie herbaty, jak na rasową Angielkę przystało. - czy wiesz może, kim dla wilkołaka jest partner?
-A ty nie? – zdziwiła się panna Granger, spoglądając na nią ze zdumieniem – Myślałam, że…biorąc pod uwagę ciebie i Remusa…
Zarumieniła się i nie dokończyła zdania. Bree roześmiała się.
-Nigdy nie rozmawialiśmy o wilku. Remus tego nie lubi. – wyznała, wzruszając ramionami na tyle na ile mogła, gdyż Harry powoli odpływał oparty o nią. – Ale Greyback powiedział dziś coś co nie daje mi spokoju.
Hermiona uniosła brew, zachęcając ją do dalszych zwierzeń. Bryony westchnęła.
-Stwierdził, że jestem Partnerką jakiegoś wilkołaka. Że nim pachnę. Odniosłam wrażenie, że to czyni mnie kimś ważnym dla tego wilka. – powiedziała zwieszając głowę. – Ale jedynym wilkołakiem jakiego znam jest Remus. Gdybym była ważna…nie zostawiłby mnie. A nawet gdyby, to nie w taki sposób.
-Greyback zasugerował, że jesteś Partnerką Remusa? – Hermiona raptownie podniosła wzrok z filiżanki na swoją rozmówczynię. Wyglądała na zaniepokojoną, a jednocześnie zdumioną. A potem dodała ciszej, jakby do siebie – To by wiele tłumaczyło.
-Co by tłumaczyło? – spytała nerwowo Bryony, prostując się na fotelu, na co Harry zareagował pełnym niezadowolenia burknięciem.
-To dłuższa historia. – mruknęła Hermiona, a w jej tonie było coś takiego, co zniechęciło Bree do pytania o szczegóły. – Jeśli chodzi o Partnerów, to czytałam kiedyś…
-Są na ten temat książki?! – przerwała jej druga dziewczyna, nieco podniesionym głosem. Obudziło to Harry'ego, który usiadł prosto, zamrugał i poprawił okulary, nagle zupełnie przytomny. – Tyle lat szukałam informacji, ale o tym nigdy nic nie widziałam!
-Są książki na wszystkie tematy – Hermiona uśmiechnęła się triumfalnie – Podejrzewam jednak, że tu nie zostały jeszcze napisane. Poszukam potem, może mam coś o wilkołakach w torbie. Na razie mogę powiedzieć ci co pamiętam, jeśli chcesz.
W odpowiedzi otrzymała tylko skinienie głową, lecz to wystarczyło. I zrobiła jak zaproponowała. Zaczęła opowiadać o fenomenie Partnerów, a Bree słuchała jej uważnie, właściwie się nie poruszając i nie zauważając niczego dookoła. Umknął jej nawet fakt, że Harry w pewnym momencie odsunął się od niej, by dać jej trochę przestrzeni na przyswojenie informacji.
A kiedy Hermiona skończyła, Bryony długo siedziała w zupełniej ciszy, wpatrując się w swoje dłonie. Przez jej twarz przebiegały różne emocje. Żal, ból, gorycz. Ale też radość czy miłość. W końcu zacisnęła pięści i wstała energicznie.
-Wiecie co? Chyba musze coś zrobić.
Najdroższy mój!
Po pierwsze chciałabym z pełną szczerością oświadczyć Ci, że jesteś upośledzonym umysłowo półmózgiem, którego najchętniej potraktowałabym kilkoma paskudnymi i bardzo bolesnymi zaklęciami. A uwierz mi, ostatnio nauczyłam się paru takich, z których zdjęciem i Ty miałbyś problem. Co więcej, zrobiłabym to bez cienia żalu, ponieważ zasługujesz na wszystko co spotkałoby Cię z moich rąk.
Po tym jakże interesującym wstępie przejdźmy do głównej części tego listu. Kocham Cię. Powinnam Ci to powiedzieć już dawno, ale za bardzo się bałam i w efekcie przegapiłam swoją szansę. A teraz nie wiem kiedy znów się zobaczymy i będę mogła rzucić Ci się w ramiona i powtórzyć to po tysiąckroć, aż wreszcie do ciebie dotrze. Na razie zadowolę się napisaniem tego tyle razy ile mi przyjdzie ochota. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię.
Nawet nie wiesz jak się cieszę mogąc wreszcie powiedzieć to bez wstydu. Jeszcze przedwczoraj nie potrafiłam przyznać się do mojej miłości nawet przed sobą, co dopiero przez Naszym Synem, sądziłam bowiem, że jestem Ci obojętna. Wolałabym chyba byś mnie nienawidził, bo to przynajmniej uczucie, podczas gdy chłód z jakim mnie żegnałeś tamtego dnia w szkole bolał o wiele bardziej. Ale dziś już wiem…o tak, wiem dobrze, że i Ty mnie kochasz!
Nigdy nie zgadniesz kto mi o tym powiedział. Szczerze powiedziawszy i ja w to nie wierzę, tak jest to dziwne. Bo ta wiadomość, najważniejsza i najszczęśliwsza w moim życiu pochodziła od Fenrira Greybacka. Dziwne prawda? Czy naprawdę to on musiał zdradzać mi Twoje uczucia? Nie mogłeś sam tego zrobić? Wtedy wszystko byłoby znacznie prostsze, wiesz? A tak musiałam spotkać innego wilkołaka, by dowiedzieć się jak jestem dla ciebie ważna. Powiedział mi, powiedział, że jestem Twoją Partnerką. Że mam na sobie Twój zapach i każdy z Was to wyczuje. Ale co to dokładnie znaczy musiała wyjaśnić mi Hermiona. Gdyby nie ona…pewnie dalej nie miałabym pojęcia o co chodzi.
Wiesz jak się poczułam? Jakby ktoś zdjął mi wielki ciężar z serca. Nareszcie mogłam przestać być na siebie wściekła, że zakochałam się nie w tym mężczyźnie co trzeba! A jednocześnie jestem na ciebie wściekła… Niewyobrażalnie wściekła!
Jak śmiałeś nie poinformować mnie o tak nieistotnym fakcie jak to, że jestem Twoją Partnerką?! Skąd Ci to w ogóle przyszło do głowy?! Przecież bym zrozumiała. To nie tak, że boję się zaangażowania…Kocham Cię. Tak bardzo Cię kocham. Do tego stopnia, że wybaczę Ci wszystko. Nawet tamten wieczór.
Ale i Ty będziesz musiał coś dla mnie zrobić. Będziesz musiał zrozumieć, że nie jestem już tamtą dziewczynką, którą zostawiłeś na błoniach. Zmieniłam się, wiesz? Przeszłam przez piekło i przetrwałam to. Widziałam rzeczy, o których istnieniu mi się nie śniło. I pewnie wiele ich jeszcze zobaczę zanim ta przygoda się skończy i będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
Poznałam naszego syna. Jest niesamowity. Odważny, inteligentny, przystojny…przypomina mi Ciebie. Nad nim też ciąży klątwa. Całe życie oglądał się przez ramię, czekając na pogoń. Nie miał łatwego życia, ale wyrósł na wspaniałego młodzieńca. Najlepszego ze wszystkich. Tak bardzo chciałabym być go poznał. Choć może się to okazać dla Ciebie bolesne. Nie jest teraz Twoim największym fanem.
Hermionę też byś polubił, nie mam co do tego wątpliwości. Nigdy nie spotkałam tak inteligentnej, młodej czarownicy. Wieki moglibyście spędzić na uczonych dyskusjach. No i ma sposób na twój futerkowy problem.
Tęsknię za Tobą i z niecierpliwością oczekuję dnia, gdy ponownie się spotkamy i będę mogła powiedzieć Ci to wszystko na co zawsze miałam ochotę.
Twoja,
Bree
Bryony z westchnieniem odłożyła pióro i przeczesała włosy palcami. Czuła się niewyobrażalnie zmęczona, a jej nadgarstek promieniował bólem, na który nie pomagały lecznicze zaklęcia Hermiony. Rozluźniła mięśnie i odrzuciła głowę do tyłu, starając się rozruszać kark. Ostatnie kilkadziesiąt minut spędziła w niewygodnej, zgiętej pozycji, gorączkowo zapełniając pergamin swoim eleganckim pismem.
-Lepiej ci? – spytał Harry, przysiadając obok. W jego głosie dało się odczuć wahanie, nie wiedział co powiedzieć by poprawić jej humor. Jej jednak wystarczyło samo jego towarzystwo i by mu to okazać uśmiechnęła się lekko.
-Trochę – wzruszyła ramionami – Idealnie by było, gdybym mogła wygarnąć mu prosto w twarz co o nim myślę, ale…list też się nada. Na razie. Nie to żebym zamierzała go kiedykolwiek wysyłać.
-Nie zazdroszczę mu – mruknął chłopak, a Bryony zachichotała. Zamierzała uczynić życie Remusa piekłem, kiedy tylko ta wojna się skończy i będzie mogła wreszcie zająć się prywatnymi sprawami. Miała już w listę zaklęć, jakie chętnie by na nim przetestowała.
-Jesteś facetem, powiedz mi, skąd mu to wszystko przyszło do głowy? – spytała, wbijając wzrok w chłopaka i oddychając głęboko. To najbardziej ją bolało. Jak człowiek, któremu ufała, którego kochała (i który kochał ją) mógł jej coś takiego zrobić? - Jak mógł pomyśleć, że lepiej będzie mi nie mówić?
-Może sam nie wiedział? – zaproponowała Hermiona. Spłoszyła się nieco, kiedy oboje spojrzeli na nią z niedowierzaniem – Znaczy…Remus nie spędził chyba zbyt wiele czasu z innymi wilkołakami. A w waszych czasach nikt jeszcze uważnie nie bada ich natury. Więc istnieje możliwość, że nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ważna jesteś dla niego. Tak tylko mówię.
-Co nie zmienia faktu, że jest idiotą – burknęła Bryony, zakładają ręce na piersi. – Wszystko byłoby znacznie prostsze, gdyby powiedział mi co do mnie czuje! Czemu tego nie zrobił?!
-Wiesz… - Harry zawahał się na moment – Remus, którego znałem miałby na to idealne wytłumaczenie.
-Hmm? Jakie? – prychnęła dziewczyna, patrząc na syna rozognionymi, zielonymi oczami.
-Stwierdził pewnie, że lepiej ci będzie bez niego. – wyjaśnił chłopak, przypominając sobie analogiczną sytuację z alternatywnej przyszłości. – Że związek z nim to kłopoty. Że jest niebezpieczny.
-Że łatwiej ci będzie przetrwać jego stratę, jeśli zrani cię na tyle, że nie będziesz za nim tęsknić – wpadła mu w słowo Hermiona.
-I tak dalej – zakończył ze smutnym uśmiechem Harry.
Bree prychnęła wściekle.
-No mówiłam, że idiota – warknęła przez zaciśnięte zęby. – Niech ja go tylko dorwę…
N/A.: No. I w ten sposób Bryony poznała prawdę. Nie chciałabym być w skórze Remusa, jak się już spotkają.
Rozdział 29 jest w trakcie prac i powinien pojawić się w środę lub czwartek.
