Niespodzianka, drugi pod rząd rozdział "Dlaczego?"!

Kiedyś może uda mi się to skończyć, to dobry pierwszy krok w tym kierunku :P

Ostatnio zyskałam kilka wątpliwości (poza tymi dotyczącymi sensu istnienia). Pierwszy temat: poprawiania rozdziałów z ery przedbetowej. Korci mnie żeby owe rozdziały poddać edytorskiej inkwizycji, ale pojawiły się głosy, żeby je zostawić jak są (co by można podziwiać wszelkie upośledzenia, które zawierają). Drugi temat: nowy fik. Zapytałam was czy macie ochotę na kolejny fik AU (wspominałam, że fantasy) mego autorstwa i wyszło, że "Pisz nie pierdol". Problem mam taki, że w pewnym aspekcie jest on podobny do "How to be mercenary?" i zastanawia mnie, czy ma sens wrzucanie go, ale o tym lepiej wy zadecydujcie.

Nie mam w sumie wiele więcej do powiedzenia w tym miejscu (to chyba niedobrze), więc zapraszam do czytania.


- Zaczynam rozumieć o co ci chodziło, kiedy mówiłeś, że nie powinniśmy się cieszyć z pobytu tutaj - mruknął Eduard.

- Dopiero teraz? - zapytał ponuro Toris.

Zostali wysłani do piwnic, gdzie mieli przeprowadzić inwentaryzację zgromadzonych tam zapasów, uporządkować je i w miarę możliwości zrobić miejsce na następne dostawy. Niemcy wolał dmuchać na zimne, więc gromadził zapasy, póki były jeszcze łatwo dostępne.

- No… właściwie to bardziej w momencie, w którym Niemcy kazał ci pobić Polskę. Od tamtej pory rozumiem to coraz lepiej, chociaż wolałbym żyć w błogiej niewiedzy.

Litwa wzruszył ramionami i zabrał się za przesuwanie kolejnych skrzyń z jedzeniem. Nie chciał do tego wracać. Wciąż czuł się paskudnie po tamtym dniu, nawet jeśli upłynęło już trochę czasu, a Feliks nie miał mu tego za złe.

- Zastanawia mnie tylko, dlaczego Ludwig aż tak się uwziął na Feliksa. - Estonia spojrzał ukradkiem na bruneta. Wydarzenia, które miały miejsce tych parę dni wcześniej w jadalni, wciąż były dość gorącym tematem. Jednak podczas gdy zdecydowana większość domowników zastanawiała się, czy dojdzie do kolejnego takiego „widowiska", on i Łotwa myśleli raczej nad tym, dlaczego Litwa się powstrzymywał… znali go wystarczająco długo, by wiedzieć, że Polska skończyłby o wiele gorzej, gdyby naprawdę chciał zrobić mu krzywdę.

- A bo ja wiem? To raczej nie mój interes…

Eduard westchnął cicho i wrócił do zapisywania w notatniku stanu magazynów. Ciężko było się czegoś dowiedzieć, kiedy Toris unikał jakichkolwiek tematów związanych z Feliksem jak ognia. Nie wiedział tylko, czy było to spowodowane niechęcią do blondyna, czy raczej czymś zgoła innym.

- A tak w ogóle, to jak ci się z nim mieszka w jednym pokoju? - zapytał ostrożnie.

- Myślę, że normalnie? - Litwa nie przejawiał zbytniego zainteresowania tematem. - Co mogę powiedzieć... skoro codziennie jest coś do roboty, to nie spędzamy zbyt dużo czasu razem. Dlaczego tak cię to interesuje?

- Na przykład dlatego, że byliście naprawdę blisko przez długi czas. Zastanawia mnie, czy nadal jesteś na niego wściekły za zagarnięcie twojej stolicy i terenów przyległych. - Estonia zamilkł na chwilę, skupiając się na dokładnym zapisaniu informacji. - Chociaż tak po prawdzie bardziej zastanawia mnie, czy byłeś… lub nadal jesteś... bardziej zły o utratę Wilna, czy może raczej o to, że właśnie Feliks to zrobił? To nie był pierwszy raz, kiedy straciłeś kontrolę nad swoim terytorium, ale chyba pierwszy raz, kiedy aż tak cię to zbulwersowało.

Toris zamarł z rękami opartymi na kolejnej skrzyni. Nigdy wcześniej nie patrzył na to z tej perspektywy. Zazwyczaj, kiedy wracał myślami do tamtych wydarzeń, skupiał się raczej na tym palącym uczuciu gniewu, zamiast na jego przyczynie. Zamiast na tym, że ktoś nie mógł uszanować niezależności jego kraju, tym że osoba, która miała nigdy go nie zdradzić, zrobiła to już drugi raz…

- Moglibyśmy się skupić na skończeniu roboty? A jeśli już koniecznie chcesz rozmawiać w trakcie, to zmień chociaż temat.

- No dobra, już dobra… faktycznie, siedzenie w zatęchłej piwnicy przez cały dzień nie wydaje mi się szczególnie kuszące.

Litwa skinął głową, wracając do przerwanej pracy. Chciał już wyjść z tego podziemia. Było zimno, ciasno, wszędzie pełno kurzu i prawie zupełnie ciemno… ale to nie był główny powód, dla którego pragnął mieć tę inwentaryzację za sobą. Następną robotę miał wykonać razem z Polską, bo Austria kazał im się zająć przeglądem żarówek i wymianą tych przepalonych w chyba całym domu. Ze względu na wielkość posiadłości nie była to najprzyjemniejsza perspektywa, ale była to pierwsza od dłuższego czasu robota, którą miał zająć się wspólnie z Feliksem. Do spisania zostało jeszcze tylko parę skrzyń i kartonów, kiedy przy przesuwaniu kolejnej partii pudeł jeden z pojemników o coś zahaczył.

- Co to jest? - Estonia uniósł brew, starając się dojrzeć przeszkodę w mroku.

- Nie wiem… - Toris przyklęknął, żeby zbadać sprawę. Jego palce zacisnęły się na czymś zimnym i podłużnym, chyba jakimś pręcie. - To chyba jakaś krata – stwierdził po nieco dokładniejszych oględzinach. Prętów było więcej, a poniżej znajdowała się jakaś pusta przestrzeń. - Szkoda, że nie dali nam latarki, jestem ciekaw co tam jest…

- Latarki, świeczki, słoika ze świetlikami… czegokolwiek, co dawałoby więcej światła niż ta dogorywająca żarówka – mruknął Eduard. - Ja myślę, że to może być jakieś zejście do kanału burzowego lub czegoś w tym rodzaju… albo po prostu kolejna piwnica.

- Jest przyśrubowane… chyba nie zabezpieczaliby kolejnej zwykłej piwnicy w taki sposób – mruknął Litwa, przesuwając palcami po śrubach mocujących kratę. - Umierająca żarówka, hmm? No to mam pierwszą kandydatkę do wymiany.

- Do wymiany?

- Całą resztę dzisiejszego dnia spędzę wraz z Feliksem na sprawdzaniu każdej jednej żarówki w tym domu i wymianie tych przepalonych.

- Ach, czyli nie jesteś już na niego zły, skoro używasz jego imienia. - Estonia niezbyt przejął się spojrzeniem, które po tym stwierdzeniu posłał mu Litwa. - Przynajmniej tyle. O wiele przyjemniej się z tobą przebywa, jeśli nie warczysz na każdego, kto wspomni go chociażby przez przypadek… albo powie słowo brzmiące podobnie do „Polska" albo „Feliks".

- Teraz przesadziłeś…

- Gdybyś miał szansę spojrzeć na siebie sprzed kilkunastu lat, to byś wiedział, że nie przesadzam.

- Zostało nam parę skrzynek, możemy to w końcu skończyć?

- Śpieszno ci do Feliksa, rozumiem. Spokojnie, już prawie wszystko mam.

- Czy Węgry umarła i jej duch przejął twoje ciało, czy po prostu dołączyłeś do jej koła zainteresowań?

- Ani jedno, ani drugie, po prostu siła własnej dedukcji. To zrozumiałe, że się o niego martwisz, zawsze to robiłeś.

- Martwienie się nic tu nie da, muszę mu pomóc, a żeby to zrobić, wcześniej muszę go jakoś stąd wyciągnąć. - Skoro Eduard i tak go przejrzał, to nie było sensu dłużej udawać.

- To wyjaśnia, dlaczego tak cię ciekawi co jest za tą kratą. Gdyby to faktycznie był kanał burzowy, to byłoby to chyba jedyne w miarę bezpieczne wyjście. - Estonia, jak gdyby nigdy nic, zabrał się za zapisywanie zawartości ostatnich pojemników.

- Jest tylko parę problemów… Nie ma pewności, co tam właściwie się znajduje, ponadto nie mam narzędzi do odkręcenia śrub, a pożyczenie ich od Austrii lub Niemiec raczej nie jest dobrym pomysłem. - Mimo tych przeszkód Toris poczuł ukłucie ekscytacji. Być może znalazł drogę, którą mógł się stąd wydostać razem z Feliksem. Może chociaż jeden punkt planu mógłby się powieść bez żadnej tragedii po drodze, w końcu zdobycie odpowiedniego klucza nie mogło być trudniejsze niż dostanie się tutaj.

- Skończone, przesuń te ostatnie pudła i możemy wracać na powierzchnię. - Estonia zamknął notatnik i poprawił okulary. - Sugerowałbym ci zasłonięcie twojego cennego znaleziska, żeby przypadkiem ktoś jeszcze się nim nie zainteresował.


- Powinienem zaczekać jeszcze chwilę, czy już zabrać się do roboty? - zapytał Feliks, wpatrując się w trzymaną przez siebie żarówkę. Dostał ich całe pudło i miał nadzieję, że wystarczy. Nie miał ochoty prosić Austrii o dodatkowe, gdyby jednak zabrakło. Jak zwykle podczas wizyty Ludwiga, Roderich był jeszcze większym bólem w rzyci niż normalnie. - Zupełnie jakby chciał oznajmić „Hej! Popatrz, jakim jestem zajebistym gospodarzem, nie ma się do czego przyczepić!"… Trochę jakby chciał coś ukryć, czy coś…

- No doooobra… chyba nie jest dobrze, skoro rozmawiasz z żarówką.

- Szukałem oświecenia – stwierdził Polska, chowając żarówkę do opakowania i wrzucając je z powrotem do pudła. - Ponadto żarówka wcale nie jest złym towarzystwem, kiedy czekasz aż twój partner raczy się w końcu zjawić, żebyście mogli zacząć robotę.

- Partner? - zapytał Toris z zaciekawieniem. Odkąd tylko się tu znalazł, Feliks zwracał się do niego albo ksywką, albo po imieniu. To była dla niego miła odmiana.

- No tak, dostaliśmy razem zadanie do wykonania... A podobno to ja zwracam uwagę na te elementy wypowiedzi, które są najmniej istotne.

- Dla mnie to bardzo istotne.

- Zdążyłem się domyślić. Ale zanim pogrążymy się w emocjonującej rozmowie o uczuciach, lepiej weźmy się w końcu za te żarówki. Najlepiej jeszcze zanim Austria albo Niemcy wsadzą nam je tam, gdzie słońce normalnie nie dociera. - Feliks podniósł pudło z żarówkami i spojrzał pytająco na Torisa. - Wolisz zacząć od góry czy od dołu?

- Od góry, chcę zrobić sobie chwilę przerwy od zbyt wysokiej temperatury i przytulnej atmosfery panującej w podziemiach – zadecydował Toris. Nie chciał też, żeby ktoś nabrał podejrzeń, że tyle czasu kręci się po piwnicach. Niby miał na to wymówkę, ale wolał być naprawdę ostrożny. Nie chciał przez przypadek zaprzepaścić prawdopodobnie jedynej szansy na ucieczkę z tego miejsca.

- Niegłupi pomysł, mniejsza szansa, że nadzieję się na Ludwiga. Och, to nie tak, że jak mnie spotka, to z automatu dostaję od niego łomot – sprostował szybko Polska, widząc minę bruneta. - Wiesz, nawet jeśli Niemcy powiedział, że wrócił żeby odpocząć, to i tak większość czasu spędza na pracy… zupełnie jak inna osoba, którą znam. - Na widok ponurego spojrzenia swojego towarzysza zagryzł wargi, żeby powstrzymać uśmiech cisnący się mu na usta. - Po prostu wolę zachować ostrożność. Może to nie w moim stylu, ale kilka pierwszych miesięcy tutaj nauczyło mnie, że Ludwiga drażni moje poczucie humoru. Podobnie jak otwarte wyrażanie niezadowolenia z konieczności przebywania tutaj i dostosowywania się do jego zasad.

- Ale to nadal nie jest wyjaśnienie dla tego, jak cię traktuje. Co mu niby zrobiłeś, że tak się na ciebie uwziął?

- A cholera go wie, chociaż osobiście zwaliłbym to na jego szefa. Gość może z powodzeniem konkurować z przywódcą Związku Radzieckiego. Obaj są zdrowo jebnięci, a ja mam tego pecha, że mój kraj leży akurat pomiędzy dwoma psycholami. - Feliks ruszył w stronę najodleglejszego zakątka posiadłości.

- Ludwig, jak by nie patrzeć, jest dość młody… - mruknął Toris, ruszając za nim.

- A nawet znacznie starsze państwa mogą z łatwością ulec wpływowi swoich przywódców lub obywateli – dokończył za niego Polska, obrzucając go przelotnym spojrzeniem. - Od czego by tu zacząć…

- Może od biblioteki? - zasugerował Litwa. Ciekawiło go, czy znalazłyby się tam jakieś ciekawe książki, chociaż podejrzewał, że raczej nie znajdzie pozycji w języku który dobrze zna. Z niemieckim jeszcze nie do końca sobie radził.

Feliks poczuł się jakby ktoś wylał mu na głowę kubeł lodowatej wody. Unikał biblioteki od czasu ostatniego spotkania z Ivanem. Może nie miało to większego sensu, ale sama myśl o tym miejscu przyprawiała go o mdłości.

- Halo? Litwa do Polski, wszystko w porządku?

Blondyn podskoczył w miejscu, wystraszony, o mały włos nie upuszczając pudła z żarówkami, kiedy poczuł dotyk Torisa na ramieniu. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że stanął jak wryty na środku korytarza. Minę zapewne też miał nietęgą.

- Jeśli powiem, że wszystko dobrze, to pewnie i tak mi nie uwierzysz, co? - odparł z nerwowym uśmiechem.

- Zgadłeś. Co cię aż tak przeraża w bibliotece?

- Te wszystkie książki napisane w języku niemieckim…

- Feliks, to nie jest dobra pora na żarty.

- Po prostu… mam złe wspomnienia związane z tym miejscem…

Miał nawet pamiątkę po tamtych wydarzeniach, nie miał jednak ochoty pokazywać brunetowi blizny nad prawym biodrem. Ten widok pewnie by mu się nie spodobał, podobnie zresztą jak wszystkie pozostałe szramy, których jeszcze nie widział.

- No dobra, to zaczniemy gdzie indziej, nie ma problemu. Jeśli będzie trzeba, sam obskoczę bibliotekę.

- Nie, dam radę… muszę tylko… muszę wziąć się w garść. - Polska wziął głęboki wdech i ruszył przed siebie. - Nie mogę przecież unikać każdego miejsca, z którym wiąże się jakieś przykre wspomnienie, bo inaczej chyba musiałbym się wyprowadzić na Antarktydę.

Litwa kiwnął głową z lekkim uśmiechem. Feliks chyba odzyskał nieco pewności siebie, a ostatnio zaczął przejawiać nieco większy optymizm, co znacznie ułatwiało i uprzyjemniało przebywanie z nim.

- Nie szczerz się tak, Toris, jeszcze nie słyszałeś najlepszych wieści odnośnie naszego zadania.

- Mam się bardzo bać?

- Cóóóóż, to zależy… pamiętasz jak kiedyś myliśmy okna w salonie?

- No pamiętam i dalej nie wiem o co… czekaj… o kurwa... błagam, nie…

- Szybko kojarzysz fakty. Wiesz, osobiście twierdzę, że to subtelna próba pozbycia się nas obu.


- Litwo! Ojczyzno moja…!

- Feliks, myślę, że to nie najlepsza pora na recytowanie Inwokacji…

- … Trzymaj tę kurewską drabinę, to może się dziś nie zabiję!

- Och… chyba że tak… - mruknął Litwa. Chwycił drabinę mocniej, starając się ze wszystkich sił zapewnić nieco więcej stabilności balansującemu na jej szczycie Polsce. Znów byli w salonie, razem z dobrze już sobie znaną felerną drabiną, i próbowali wymienić żarówki w żyrandolu, nie tracąc przy tym życia. Salon to ostatnie, co ich czekało przed zejściem do piwnicy. Pomimo wcześniejszej deklaracji Feliksa, sporo czasu upłynęło im na sprawdzaniu biblioteki, a koniec końców i tak większość pracy w tamtym miejscu musiał wykonać Toris. Litwa zastanawiał się, co tam się stało, że przez sporą część spędzonego tam czasu Polska wyglądał jakby miał zaraz zwymiotować albo zemdleć, a pierwsze pięć minut spędził z ręką na klamce drzwi wejściowych z wyraźną ochotą na jak najszybszą ucieczkę. Postanowił jednak na razie o to nie pytać i dać blondynowi czas na uspokojenie się.

- Ale dostrzegam jasne strony tej sytuacji – stwierdził po chwili Feliks. Stanął na palcach, modląc się, żeby nie stracić równowagi, i zaczął wykręcać jedną z żarówek, żeby sprawdzić czy jest spalona. Niby już wcześniej to sprawdzali zapalając światło, ale wolał się upewnić, że wymienia właściwą. - Jest szansa, że wyrobimy się przed kolacją. Nikt nas nie obserwuje, bo od paru godzin się nie pobiliśmy i jesteśmy nudni. A to ostatnie pomieszczenie, które wymaga użycia drabiny.

- Ponadto masz w kieszeniach kilka nowiutkich żarówek, jaśniej już chyba nie będzie.

- Będzie, jak mnie prąd popieści, z tymi żarówkami to się będę świecił jaśniej niż słońce...

- Może lepiej nie przesadzajmy z tą jasnością.

- A potem zazdrosny Litwa zabije prąd i ludzkość znów pogrąży się w mrokach średniowiecza.

- Jesteś pewny, że już cię nie strzeliło? Co to niby za pomysł? Dlaczego miałbym być zazdrosny o prąd?

- Bo mnie popieści, a ty nie. A skoro tobie zaczyna odwalać, jak tylko ktoś się na mnie patrzy w jakiś podejrzany sposób, to prąd nie ma szans.

W starciu z taką logiką Toris zaliczył gwałtowny opad szczęki i zaniemówił z wrażenia. Z kolei Feliks usilnie starał się nie spojrzeć w dół. Był pewny, że gdyby zobaczył minę bruneta, nie dałby rady powstrzymać śmiechu, a że wciąż stał na drabinie, nie skończyłoby się to dla niego dobrze.

- Tylko przypadkiem nie puść drabiny – wykrztusił Polska, wkręcając żarówkę z powrotem, gdy okazało się, że jest dobra.

- Nie jestem aż tak zazdrosny! Poza tym prądu nie da się zabić i… Czemu ja w ogóle się nad tym zastanawiam?! To nie ma najmniejszego sensu!

To już było dla Feliksa za dużo. Zaczął chichotać, przytrzymując się jednego z ramion żyrandolu dla lepszej równowagi.

- Ciebie to śmieszy, tak?! Widzę, że samopoczucie ci dziś dopisuje, skoro trzymają się ciebie takie durnowate żarty!

- N-no… n-no ale Liet… - wysapał Polska, starając się jakoś opanować. Marnie mu to szło. - Łyknąłeś to jak małe dziecko! I… i j-jeszcze to oburzenie! T-trzymaj tę d-drabinę! - powiedział z zaniepokojeniem, czując, jak rzeczona drabina zachwiała się niebezpiecznie. Mimo to nie przestał chichotać. Wręcz przeciwnie - kiedy przez przypadek zobaczył minę Litwy, śmiech przybrał na sile.

- Zejdź tylko na ziemię, to przestaniesz mieć powody do śmiechu, ty mały, złośliwy…

- Ej! Ale wzrostu proszę w to nie mieszać! O-oł… mam wrażenie, że drabina zaraz dokona żywota…

- Nie ona jedna…

- Ale tym razem mówię powa… - Zanim Feliks zdążył dokończyć zdanie, rozległ się głośny trzask i grunt dosłownie uciekł mu spod nóg. Toris cudem uniknął szczątków drabiny, odskakując na bezpieczną odległość. A przynajmniej ich większości, bo jednym ze szczebli oberwał centralnie w twarz, co zaowocowało „lekkim" ogłuszeniem.

- I tak oto zginęła mordercza drabina… - wymamrotał Litwa, rozcierając obolałą facjatę i mrugając zawzięcie, żeby pozbyć się gwiazdozbioru, który rozkwitł mu przed oczyma.

- Świeć panie nad jej duszą… hmm… teraz zaczyna docierać do mnie, że tu jest w sumie dość wysoko… - Zdziwiony brunet spojrzał w górę, w sumie nie przypominał sobie, żeby blondyn poleciał razem z drabiną…

- Sytuacja zrobiła się nieco niezręczna – stwierdził Polska, w najlepsze dyndając sobie na żyrandolu.

- To… chyba lepsze niż gdybyś zleciał razem z drabiną. Czekaj chwilę, zaraz cię stamtąd ściągnę, tylko przypadkiem się nie puszczaj…

- No chyba byś mnie zabił, gdybym zaczął… Wystarczy, że już się zdążyłem powiesić.

- Gdyby nie to, że martwię się o twoje zdrowie, zasadziłbym ci takiego kopa za te żarty, że nie usiadłbyś przez tydzień.

- Jaaaasne, zawsze tak mówiłeś, a koniec końców udobruchać cię wcale nie było tak trudno.

- Chyba nie ma sensu szukać teraz nowej drabiny… wychodzi na to, że będę musiał cię po prostu złapać.

- Zanim byś skołował nową to albo odpadłyby mi ręce, albo żyrandol poszedłby w ślady drabiny… no to powiedz, kiedy będę mógł... hmm… zeskoczyć.

Toris uważnie przeanalizował, gdzie powinien się ustawić, żeby bez problemu złapać Feliksa, nie mogąc się nadziwić absurdowi tej sytuacji. Trwała chyba jedna z najokrutniejszych wojen, w jakiej mieli okazję wziąć udział, byli jeńcami wojennymi w posiadłości wroga, on o mało nie został znokautowany przez drabinę, a jego ukochany wisiał sobie jak gdyby nigdy nic na żyrandolu. Chyba najstraszniejszą rzeczą było to, że wcale nie był tym aż tak zdziwiony jak powinien… to chyba był rezultat spędzenia kilku stuleci u boku Polski. Zanim zdążył poinformować Feliksa, że już może skakać, ten praktycznie spadł mu na głowę, nie mogąc już dłużej się utrzymać. Jakoś udało mu się go chwycić, ale poleciał przy tym na plecy, skulił się żeby jakoś zamortyzować ich upadek, ale i tak zaparło mu dech w piersiach, a blizny na odpowiedziały tępym bólem.

- Przepraszam Liet… puściłem się… - wymamrotał Feliks po dłuższej chwili milczenia, wtulony w pierś bruneta.

- Cóż… przynajmniej poleciałeś na właściwą osobę. - Toris parsknął cichym śmiechem, leżąc z zamkniętymi oczyma, to było tak niedorzeczne… - Okoliczności są mniej niż nieodpowiednie, ale nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłem…

- Ja też… nawet nie wiedziałem, że potrafię jeszcze śmiać się w ten sposób.

- Skoro wciąż potrafisz żartować w taki sposób, to mnie to nie dziwi. Nic ci nie jest?

- Potłukły mi się żarówki…

- Pytałem o ciebie, nie o żarówki, ale to chyba znaczy, że wszystko w porządku.

- Nie do końca… podejrzewam, że za ich zniszczenie i zakończenie żywotu drabiny zdrowo nam się oberwie.

- Dobrze, że żyrandol się nie zerwał.

- Wiesz, miło się tak leży, ale chyba powinniśmy już… - tym razem wypowiedź Polski została przerwana przez okrzyk bólu. Litwa najpierw poczuł, jak przytłaczający go ciężar znika, a potem jak ktoś kopniakiem przewraca go na brzuch i wykręca mu rękę do tyłu. Dopiero po chwili odważył się otworzyć oczy i natychmiast pożałował, że to zrobił.

- Wesoło wam, co? - wysyczał Ludwig. Jedną ręką trzymał wykręcone ramię Torisa, a drugą przyciskał Feliksa do ziemi za gardło. - Wiedziałem, że cała ta historia o tym, jak to się nawzajem nie znosicie, to bujda.

Ani Torisa, ani Feliksa nie zdziwiło, że ktoś w końcu przyszedł do salonu. Narobili takiego huku, że z powodzeniem obudziliby całą armię umarłych. Ale, że ze wszystkich możliwych opcji, to musiał być akurat Niemcy...

- O czym ty mó… - Litwa jęknął boleśnie, gdy Niemcy mocniej wykręcił mu rękę.

- Zamilcz, Untermensch! - Podejrzewał to już od Ponar, widząc reakcję bruneta na to co zrobił, a upewnił się podczas tamtego obiadu. Teraz już w pełni wiedział, jaka relacja łączy tę dwójkę. - Naprawdę myślałeś, że to przedstawienie sprzed kilku dni mnie przekona, że nie widziałem twojego wahania? Myślałeś, że nie mam pojęcia, jak wygląda uderzenie kogoś z całej siły? Jeden twój cios powinien był posłać twojego „przyjaciela" na ziemię.

- Ludwig, puść go… - wysapał brunet, patrząc z rosnącym lękiem jak Polska walczy o każdy następny oddech.

- Nie waż się do mnie mówić po imieniu, śmieciu… Obaj jesteście siebie warci, obaj jesteście pieprzonymi zboczeńcami, niedobrze mi się robi na wasz widok! Takich jak wy powinno się wyrżnąć bez litości już wieki temu! - Po tych słowach Feliks wydał z siebie dźwięk, przypominający charkotliwy śmiech. Niemcy spojrzał na niego z uniesioną brwią. - Co cię tak bawi? - zapytał rozluźniając odrobinę uścisk na gardle blondyna.

- Och, nic takiego… - wycharczał Polska. - Chciałbym tylko zobaczyć, jak mówisz to samo Włochom. Ciekawe, jak Feliciano by zareagował…

Litwa poczuł jakby do żołądka opadła mu bryła lodu, to było ostatnie, co Feliks powinien był teraz powiedzieć. Wściekły grymas na twarzy Ludwiga tylko to potwierdzał.

- Ty pieprzony, bezczelny skurwysynu, bękarcie Traktatu Wersalskiego! - zawarczał Niemcy, ponownie zaciskając palce na gardle swej ofiary. - Znów zebrało ci się na podskakiwanie do silniejszych od siebie?! Chyba powinienem po raz kolejny osobiście zająć się uczeniem cię dyscypliny, bo Austria chyba nie daje sobie z tym rady. A może lepiej będzie skontaktować się z Fleischerem? Wygląda na to, że dawno nie był u ciebie z wizytą.

- Żeby niesamowity ja musiał się zakradać, żeby porozmawiać z własnym bratem! Ludwig, gdzie cię posiało?!

Zaskoczony Niemcy uniósł głowę, słysząc głos Prus. Przecież nie powinno go tu być! Osobiście nakazał strażnikom nie wpuszczać Gilberta na teren posiadłości.

- Aaaa, tutaj jesteś! - Prusy energicznym krokiem wszedł do salonu. - Twój wielki brat wpadł z wizytą, żeby wyciągnąć cię do baru, gdzie będziesz mógł się trochę odpocząć od pracy i przy okazji wyjaśnisz mi, dlaczego nie chcą mnie tu wpuszczać. - Dopiero po chwili Gilbert zauważył, że coś tu jest nie tak. - Co tu się…

- Gilbert, dlaczego nie potrafisz zastosować się do ani jednej mojej prośby? - Ludwig starał się zachować spokój. Nie puścił ani Torisa, ani Feliksa, ale odrobinę zmniejszył siłę z jaką ich trzymał. - Wystarczyło przesłać mi wiadomość przez jednego ze strażników.

- Tylko że taki system mnie irytuje. - Prusy obrzucił spojrzeniem Polskę i Litwę. - To dlatego nie pozwalasz mi tu przychodzić? Co ci dwaj zrobili, że wycierasz nimi podłogę?

- Dlaczego miałoby cię to obchodzić? Z tego co kojarzę, nie pałasz do nich miłością i sam chętnie byś to zrobił.

- Tak bez powodu? W trakcie inwazji to rozumiem, ale ci dwaj już zostali pokonani. Po co pastwić się nad kimś, kto już nie ma szans? Nie ma w tym krzty zabawy.

Chyba nie tylko Litwa był zdziwiony słowami Prus. Niemcy powoli wstał i podszedł do brata, puszczając jego i Polskę. Feliks przetoczył się na brzuch, kaszląc i krztusząc się, żeby złapać oddech. Toris podpełzł do niego, chcąc się upewnić, że nic poważnego mu się nie stało, nasłuchując przy tym, co wyniknie ze spotkania braci.

- Wytłumacz mi to – zażądał Ludwig, stając przed Gilbertem. - Wiesz, jakie mamy rozkazy, a los tych dwóch nie powinien cię obchodzić, zwłaszcza, że to oni upokorzyli cię kilkaset lat temu.

- Wiem, ale nie zmienia to faktu, że nie widzę w tym nic zabawnego. - Gilbert wzruszył ramionami. - Wygrać, pokonać wroga i udowodnić swoją wyższość, czemu nie. Ale jeśli zniszczę wszystkich swoich przeciwników, to komu będę udowadniał swoją wspaniałość?

- Swojemu narodowi. I tylko to powinno cię interesować. Dobrze wiesz, że wschód i tak czeka czystka, trzeba będzie pozbyć się tego całego ścierwa, żeby zrobić miejsce dla naszych ludzi.

- To dlaczego ich po prostu nie zabijesz? Po co pastwisz się nad nimi zupełnie jak… - Prusy urwał, niepewny czy powinien powiedzieć to co przyszło mu na myśl.

- Jak kto, bracie? - zapytał Niemcy zimnym tonem.

- Zupełnie jak Rosja. Zniszczyć kogoś zupełnie, zanim się tego kogoś zabije, to bardzo w jego stylu – powiedział cicho Gilbert. - Ludwig, nie jestem idiotą, to, że nie chciałeś mnie tutaj wpuścić nie znaczy, że nie mam zielonego pojęcia co tu się dzieje. - Rozmawiał ze strażnikami, rozmawiał z niektórymi nacjami, które miał okazję spotkać na podczas prac na zewnątrz. W pamięć zapadła mu szczególnie rozmowa, którą odbył z Węgrami, jeszcze zanim została wysłana na front wschodni. Chociaż nie był pewny, czy mógł to nazwać rozmową... bardziej jednostronnym zwymyślaniem i kilkoma wyzwiskami. Rozmawiał też z tym całym doktorem Fleischerem, typ przyprawiał go o ciarki, podobnie jak Rosja… i w chwili obecnej Ludwig.

- Nie porównuj mnie do tego przerośniętego psychopaty!

- Wcześniej uważałem, że nasz wódz jest nieomylny, ale patrząc na to, co jego zwierzchnictwo z tobą zrobiło, zaczynam mieć wątpliwości!

- Czy to ma być bunt? Zrobiło ci się żal tych insektów i postanowiłeś mnie zdradzić?

- Na litość boską, nie! Po prostu zastanawiam się, co się stało z moim bratem, że zaczął zachowywać się jak kompletny czubek! Przed chwilą posądziłeś mnie o zdradę, mnie, własnego brata, co będzie dalej? „W Wielkiej Rzeszy nie potrzeba nam dzieci, które nie potrafią się grzecznie bawić" i wyślesz mnie do obozu? Czy po prostu mnie zastrzelisz?

- Chyba miałeś rację co do przywódcy Trzeciej Rzeszy – mruknął cicho Litwa. Nie był pewny, co teraz mają z Polską zrobić. Wolałby się zmyć czym prędzej, ale wątpił, żeby im na to pozwolono.

- Mój wewnętrzny sensor psychopatów działa bez zarzutu – wychrypiał Feliks, rozcierając szyję. - Ale że Gilbert się przejął… najwyraźniej nie odbiło mu tak jak Ludwigowi… ciekawe dlaczego?

- Cóż, zapytać raczej nie możemy…

Przez chwilę myśleli, że Niemcy wkurzy się jeszcze bardziej, ale ku ich zaskoczeniu następne słowa wypowiedział spokojnym tonem.

- Gilbert, jesteś moim bratem, nie ma mowy, że zrobię ci krzywdę albo pozwolę żeby ktoś inny cię skrzywdził. Nie chcę się też kłócić. Może zamiast robić awanturę porozmawiamy na spokojnie przy piwie, które proponowałeś?

- Teraz zaczynasz mówić jak Ludwig, którego znam. No może poza tym, że zabrzmiałeś trochę jakbym był jakimś lamusem, który nie umie o siebie zadbać. Chodźmy, bo jak wrócimy na front, to nie będzie okazji się napić.

- Wy dwaj, sprzątnijcie ten syf, zanim wrócicie do roboty. - Niemcy upewnił się, że Prusy wyszedł z salonu, zanim odezwał się ponownie. - Policzymy się później. Możecie być pewni, że nie puszczę wam tego płazem.

- No to mamy przejebane – wyszeptał skulony Feliks. - Miałem nadzieję, że unikniesz „specjalnego" traktowania, a teraz… nie zniosę tego, Liet, jeśli każą mi patrzeć na twoje cierpienie… nie poradzę sobie z tym wszystkim...

- Wszystko będzie dobrze, Feliks, zobaczysz…

- Nie będzie dobrze, już nie jest dobrze, a chwilę temu zrobiło się wręcz tragicznie.

Toris zagryzł wargi, myśląc gorączkowo nad tym, jak uspokoić blondyna. Nie chciał, żeby doznał kolejnego załamania. Zdawał sobie sprawę, że słowa w stylu „będzie dobrze" brzmią jak żart w tej sytuacji, zwłaszcza, że przed chwilą obaj zyskali kolejny, naprawdę poważny powód do zmartwień. Wahał się, czy powinien powiedzieć mu o tym, że być może znalazł drogę ucieczki. Nie sprawdził jeszcze tej opcji, a dawanie Feliksowi fałszywej nadziei nie było najlepszym wyjściem.

- Słuchaj… - zaczął powoli. - Zacznijmy od posprzątania tego bałaganu. Bez drabiny wiele tutaj nie zdziałamy, więc myślę, że lepiej zrobimy zabierając się za wymianę żarówek w piwnicy… Jest tam coś, co chciałbym sprawdzić…

- Jak chcesz. - Feliks wzruszył ramionami, podniósł się powoli z podłogi i zabrał się za zbieranie szczątków drabiny. Toris obserwował go z zaniepokojeniem. Nawet ślad nie pozostał po wcześniejszej wesołości blondyna, zamiast tego widział narastające w jego oczach strach i panikę, oraz apatię, która zapewne miała je maskować.

- Przynajmniej będzie z tego dodatkowy opał na zimę… no i może na przyszłość dostaniemy taką drabinę, która nie będzie próbowała nas pozabijać. - Brunet próbował jakoś rozluźnić atmosferę, ale Polska wydawał się go w ogóle nie słuchać, więc po kilku próbach dał sobie spokój. Musiał pomyśleć nad czymś lepszym.

- Chodźmy już do tej piwnicy… wrzućmy śmieci do kotłowni i wymieńmy w końcu te pierdolone żarówki – mruknął Feliks, gdy zgarnęli już do kupy wszystkie kawałki drewna.

- Aj, a cóż to za słownictwo? Chyba trochę się rozbestwiłeś podczas mojej nieobecności.

- To jest chyba jakiś chory żart… albo koszmar… to musi być sen… - wyszeptał blondyn, bojąc się spojrzeć w kierunku wejścia do salonu. Słowa wypowiedziane były po angielsku, ale tego głosu nie był w stanie zapomnieć.

- Obawiam się, Toris, że niestety będziesz musiał sam uporać się z zadaniem które wam powierzono – powiedział Fleischer, z zainteresowaniem przyglądając się stosowi drewna, który jeszcze jakiś czas temu był drabiną. - Ja i Feliks mamy masę zaległości do nadrobienia, nie było mnie w końcu tak długi czas… Miało mnie nie być tylko kilka dni a tu… cóż, miałem bardzo dużo pracy, w końcu jestem lekarzem.

- Jakich zaległości? - Patrząc na Polskę Litwa doszedł do wniosku, że to na pewno nie było nic miłego. Nie znał szczegółów, to była kolejna z tych rzeczy, o których Feliks nie chciał mu powiedzieć, wiedział tylko, że osoba doktora wywoływała u niego śmiertelne przerażenie i że zarówno on, jak i Czechy ostrzegali go, żeby trzymał się od gościa z daleka.

- Feliks pomaga mi w pewnych prywatnych badaniach, nie będę cię zanudzał szczegółami. Zresztą pewnie i tak cię to nie interesuje. Muszę jednak przyznać, że jestem miło zaskoczony tym, że pomimo waszych wzajemnych relacji nie zrobiliście sobie krzywdy… no i widzę, że podczas mojej nieobecności podłapałeś co nieco niemieckiego. Uczyłeś się sam, czy ktoś ci pomógł?

- Sam – odparł Toris bez wahania. Ku jego zdziwieniu wyglądało na to, że doktor nie rozmawiał przedtem z Ludwigiem, może nawet się nie spotkali? Jeśli tak było, ich przykrywka nie była tak do końca spalona, może dało się z tego jeszcze wyciągnąć kilka korzyści.

- Hmm… to by wyjaśniało słaby akcent. Gdybyś potrzebował pomocy, możesz się do mnie zgłosić, z miłą chęcią pomogę. A teraz wybacz, mamy masę pracy. - Fleischer podszedł do Polski i położył dłoń na jego ramieniu. - Chodź, Feliksie, nie marnujmy już więcej czasu… no dalej, chyba nie chcesz, żebym ci pomógł, prawda?

Z pewnymi oporami Feliks pozwolił się poprowadzić w stronę wyjścia. Gdy Toris został sam w salonie, jeszcze przez chwilę stał w miejscu, starając się otrząsnąć z wrażenia, jakie pozostawiło na nim ostatnie pół godziny. Po paru minutach podszedł do pudła leżącego w jednym z foteli, wyciągnął z niego jedną z ocalałych żarówek i ruszył w kierunku zejścia do piwnic, z trudem powstrzymując się, żeby nie zacząć biec. Dopiero na samych schodach do podziemi puścił się biegiem, chcąc jak najszybciej dostać się do piwnicy, w której uprzednio przeprowadzał z Estonią inwentaryzację. Wpadł do pomieszczenia i zabrał się za wymianę starej żarówki, co w kompletnej ciemności do najłatwiejszych nie należało. Z mocno bijącym sercem pstryknął przełącznik, mrużąc oczy, gdy oślepiło go jaskrawe światło. Odsunął na bok kilka skrzyń, którymi zasłonił znalezione wcześniej kraty. Pręty były mocno pordzewiałe, ale trzymały się mocno, mocujące je śruby były w nie lepszym stanie i wyglądały na takie, które łatwo się nie poddadzą. Ale to, do czego krata broniła dostępu, w jego opinii nie mogło być niczym innym, jak zejściem do kanałów.

- Potrzebuję odpowiedniego klucza… - mruknął Litwa, przyglądając się śrubom. - Gdybym dorwał jakiś odrdzewiacz byłoby pięknie, ale w tych warunkach pewnie będzie mi musiała wystarczyć modlitwa o to, żeby udało mi się to odkręcić… no i nie dać się przy tym złapać.


A teraz powróćmy na chwilę do biednej drabiny. Mam dla was piękną poezję, przy której Mickiewicz się chowa:

Litwo, ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie,
ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
kto się zjebał z drabiny i dostał po głowie!

Ach, piękne arcydzieło XD
Normalnie kocham swoją betę, tyle mondrych rzeczy jesteśmy w stanie wymyślić, o tylu mondrych rzeczach podyskutować, kiedy czekam na powrót rozdziału z emigracji... z edycji znaczy się.

A teraz inne ogłoszenie, zaczęłam sobie bazgrać KOLEJNEGO fika, ZNOWU AU, ale jak na razie piszę to bardziej dla siebie, bo sobie wymyśliłam taką jedną śmieszną scenkę i koniecznie musiałam ją przelać na papier. Tematyka: mocno oklepany motyw szkoły (rozkminiam jak to otagować, żeby moja beta tego nie znalazła, bo jeśli jest coś, czego nie cierpi od AU, to jest to szkolne AU).

Ktoś zainteresowany? XD