- Miło mi powitać was na pierwszym spotkaniu Klubu Pojedynków. Moim asystentem będzie wszystkim wam znany Severus Snape, który na ochotnika zgodził się prowadzić ze mną te zajęcia. Jak wiecie czarodziejski świat jest w stanie wojny i właśnie te zajęcia mają was drodzy uczniowie do niej przygotować. Z tym wyjątkiem, że tutaj nie będziecie walczyć na śmierć i życie – lecz błysk w jego oczach sugerował zupełnie coś innego – Severusie. Chciałbyś coś dodać?
- Tak. Uważam, że podczas tej wojny przyda się nie tylko umiejętność walki z czarodziejami ale też z magicznymi stworzeniami. Wszyscy wiedzą doskonale, że Czarny Pan współpracuje z wilkołakami, olbrzymami. Kwestią czasu jest kiedy tylko zacznie wysyłać swoich ludzi na rokowania z wampirami. I dlatego właśnie na nich powinniśmy się ze wszystkich magicznych stworzeń szczególnie skupić.
- Dlaczego akurat na nich? Wilkołaki czy olbrzymy są równie niebezpieczne.
- Tak. Ale wilkołaki nie licząc pełni są zwykłymi ludźmi a olbrzymy boją się magii. Wystarczy, że banda debili rzuci w nich drętwotą a one już uciekają gdzie ich miejsce. Natomiast z wampirami jest gorzej, bo wyglądają jak normalni ludzie lecz oprócz magii dysponują też innymi mocami i zdolnościami o czym oczywiście pan doskonale wie, prawda?
- A dlaczego ja mam być tak obeznany ze zdolnościami wampirów? Czyżbyś coś sugerował?
- Oprócz tego, że ta wiedza należy do twojej specjalizacji czyli Obrony Przed Czarną Magią to nic nie sugeruję.
- Dosyć tej bezsensownej dyskusji. Czas zacząć zajęcia. Ktoś na ochotnika? Może Granger? Z tego co słyszałem to nauczyciel gdy zadaje pytanie jesteś pierwszą osobą która chce odpowiadać, więc jestem zdziwiony, że nie widzę twojej ręki w górze. Chyba, że masz w niej zakwasy po wczorajszym sprzątaniu klasy – powiedział intensywnie wpatrując się dziewczynie w oczy. Lecz nie z Hermioną te numery. Co jak co ale oklumencję opanowała do perfekcji – dlaczego jeszcze cię nie ma na podwyższeniu? Rusz się dziewucho jak się do ciebie mówi!
- Oczywiście profesorze i najmocniej przepraszam za moje zachowanie.
- Nic nie szkodzi Hermiono. A teraz wybierzemy twojego przeciwnika. Jakieś specjalne życzenia?
- Jest mi bez różnicy.
- Jak chcesz. Podejdź do profesora Snape, który wyjaśni ci zasady a ja w tym czasie wybiorę kogoś z twojego poziomu. Może Nevile? Chociaż lepiej nie. jeszcze by nic nie zostało z naszej szkolnej kujonki…
- Coś ty mu zrobiła Granger, że tak po tobie jeździ? Jest gorszy ode mnie.
- Jak profesor to teraz przeżyje…
- Zacznę ci bardziej dokuczać.
- Jak ja to przeżyje…
- O tym jak przeżyjesz to potem. Teraz póki jest zajęty pogrążaniem ciebie i szukaniem drugiego chętnego musze ci wyjaśnić zasady. Po pierwsze: musisz przegrać.
- Dlaczego?
- Myślałem, że jesteś mądrzejsza ale jak widać się pomyliłem. Nasz nowy profesorek nie może mieć możliwości ocenienia twoich prawdziwych zdolności. Musisz być najgorsza jak tylko potrafisz. Wierze w ciebie. Uda ci się zrobić z siebie totalną ofiarę. W końcu masz to we krwi.
- Widzę, że docinki profesora Crice nieźle pana zmotywowały by pogrążyć mnie jeszcze bardziej.
- Cicho. Podchodzi do nas. Nie możesz używać żadnych ostrych zaklęć. Nie chcemy by Skrzydło Szpitalne uległo przeludnieniu prawda?
- Mam nadzieje, że profesor Snape zdążył ci wszystko wytłumaczyć Hermiono, bo znalazłem przeciwnika w sam raz dla ciebie. Michael Corner.
xxx
- Boże Hermiono! Co to było? Przecież mogłaś go spokojnie pokonać!
- Daj spokój Ron. Mam zły dzień.
- Nawet mając zły dzień powinnaś go pokonać palcem w du…
- Daj już jej spokój Ron – przerwał mu gwałtownie Harry – Wszystko w porządku Miona?
- Tak Harry. Chce być sama. Później pogadamy – powiedziała znacząco patrząc na rudowłosego.
- To my wtedy idziemy do dormitorium, a ty się ogrzej przy kominku, bo ręce masz zimne jakbyś Antarktydę odśnieżała. Choć Ron. Zostawmy ją samą.
- Dziękuję ci – powiedziała praktycznie bez głośnie tak by tylko czarnowłosy chłopak mógł usłyszeć.
xxx
- Hermiono?
- O Harry! Ty już z powrotem?
- Jest ładne parę minut po północy Miona.
- Już? to o której ty tu byłeś?
- Ja jakoś przed północą. Zasnęłaś więc nie chciałem cię budzić.
- Trzeba było, a nie siedziałeś tak bezczynnie.
- A kto powiedział, że bezczynnie? Poczytałem sobie, powtórzyłem eliksiry…
- Uczyłeś się? Nie wierzę!
- Czasem potrafię zaskoczyć. Lepiej powiedz co cię tak trapi i dlaczego dałaś się pokonać co?
- Musiałam.
- Dlaczego?
- Romuald Crice nie jest tym za kogo się podaje. Choć coś czuje, że Dumbledore o wszystkim wie.
- Skąd te wnioski?
- Harry. Nie bądź śmieszny… wystarczy to, że to Dumbledore.
- No tak. Ale dlaczego przegrałaś?
- W sumie profesor Snape mi kazał ale miał rację. Niebezpiecznie dla mnie jest pokazać nowemu profesorowi jaką tak naprawdę moc posiadam.
- Nie rozumiem.
- A ja ci nie mogę powiedzieć.
- Miało nie być między nami już żadnych sekretów.
- Wiem, ale mam coś na swoje usprawiedliwienie.
- Tak? Słucham więc. Zobaczymy czy jest do przyjęcia.
- Dumbledore i Przysięga Wieczysta. Wystarczy ci?
- W zupełności.
- Nie znienawidzisz mnie za to co się stanie za tydzień?
- A co się stanie?
- Voldemort i Śmierciożercy…
- Co z nimi?
- Dodam jeszcze słowa: zadanie oraz przysięga, zaprzysiężenie i tym podobne. Szczegółów ci podać nie mogę podać, bo…
- Obowiązuje cię Przysięga Wieczysta.
- Dokładnie. Chociaż się domyślasz co stanie się za tydzień?
- Staniesz się jedną z nich. Chociaż nie do końca. Będziesz jak Snape.
- Dokładnie.
- Powiedz mi jeszcze dlaczego nowy nauczyciel nie jest tym za kogo się podaje.
- Przypomnij sobie co powiedział profesor Snape na początku zajęć z klubu i przemyśl, a ja idę spać. Dobranoc Harry.
- Dobranoc Miona.
xxx
- Ciekawe wspomnienia pokazałeś mi mój Obserwatorze.
- Cieszę się, że się podobają Pani.
- Dawno się tak nie uśmiałam oglądając walkę czarodziei. Pojedynek Hermiony z Cornerem to była istna parodia.
- Myśli Pani, że Hermiona dobrze postąpiła ukrywając swoje umiejętności.
- Tak. Dobrze, że Severus zachował zimną krew i jej o tym powiedział. Bez niego by już przepadła.
- Ciekawi mnie dlaczego on jej tak nienawidzi…
- Dlatego, że jej umysł jest dla niego zagadką i nie potrafi odczytać jej myśli.
- To wszystko tłumaczy Pani. Ciekawe czy chociaż ktoś z uczniów zastanowi się nad przemową Severusa na temat magicznych stworzeń.
- Szczerze w to wątpię mój Obserwatorze. Niestety…
xxx
Brązowowłosa dziewczyna kładła się właśnie spać gdy jej pokój nawiedziła srebrna łania. „Chcę cię widzieć w moim gabinecie. Natychmiast!" Przemówiła i się rozpłynęła. Dziewczyna zaraz wiedziała do kogo należy ten głos. Tylko jedna osoba przemawia do ludzi takim głębokim barytonem, który niestety, między innymi jak w tej chwili, prawie zawsze przepełnia jad. Wiedziała również, że jego profesor nienawidzi czekać więc rzuciła na siebie zaklęcie kameleona i ruszyła przed siebie. Na szczęście nie natknęła się na nikogo. Chciała już pukać do drzwi gabinetu swojego profesora lecz te otworzyły się zanim nawet zdążyła je dotknąć.
- Co tak długo?
- Przyszłam jak najszybciej się dało!
- Widocznie nie dość się starałaś.
- Oj przepraszam, lecz to nie ja wzywam pana w środku nocy!
- Siadaj i przestań urządzać sceny.
- Co się stało, że chciał mnie profesor natychmiast widzieć?
- Crice zaczyna coś podejrzewać.
- Coś czyli?
- Czyli to, że wiemy czym jest.
- Przecież my wcale nie ukrywamy tego, że wiemy.
- I to jest błąd. Na pewno doniesie o tym Dumbledorowi, a wtedy ten się będzie dopytywał skąd to wiemy.
- O tym nie pomyślałam…
- A trzeba było!
- Czyli to wszystko moja wina?
- A kogo innego? Bo chyba nie moja!
- To pan walnął tą mowę o magicznych stworzeniach nie ja!
- Ale to ty wyciągnęłaś z Cornera te informacje!
- Czyli nie miałam wykonać zadania i dać się zabić Voldemortowi? Tego pan chciał? W sumie co się dziwić. Miałby pan wreszcie święty spokój i jedną nastolatkę mniej do niańczenia!
- Nie to miałem na myśli Hermiono…
- Teraz Hermiono?
- Uspokoisz się do cholery? Nie to miałem na myśli i dobrze o tym wiesz! Więc z łaski swojej przestań się drzeć, bo głowa mnie już boli o tych twoich wrzasków!
- Znam świetny sposób by przestała. Do widzenia! – i wyszła trzaskając drzwiami zostawiając mężczyznę w stanie totalnego zdziwienia. Niestety zaraz zerwał go z miejsca ból w lewym ramieniu.
Do kurwy nędzy. Czarny Pan nie mógł sobie znaleźć lepszej pory na przyjacielskie pogaduszki? Jest środek nocy! – powiedział narzucając na siebie wcześniej przywołane szaty i z maską w ręku udał się to punktu teleportacyjnego.
- Widzę, że już jesteś Severusie.
- Witaj Panie.
- Mam dla ciebie zadanie.
- Zrobię dla ciebie wszystko.
- Masz przygotować pannę Granger do ceremonii zaprzysiężenia. Zrozumiałeś?
- Oczywiście mój Panie.
- To dobrze. Możesz już odejść. Nie będę cię dłużej przetrzymywał. W końcu nie mogę pozwolić byś prowadził zajęcia nieprzytomny. Żegnam Severusie.
- Do widzenia mój Panie.
