--------------------------------------------------------------

Niegustowne lądowanie na twarzy

--------------------------------------------------------------


Gdy Severus skorzystał wreszcie z połączenia siecią Fiuu, momentalnie stwierdził, że musi niezwłocznie przebudować kominek. Palenisko było tak niskie, że wylądował praktycznie na twarzy. Wypełzłszy na dywan, spojrzał za siebie zniesmaczony. Mugole nie mieli pojęcia o budowaniu kominków.

O wystroju wnętrz również, uznał, rozejrzawszy się po salonie. Choć może to tylko gust cioteczki Matyldy. Czy raczej jej bezguście. Koszmarna tapeta w różyczki oraz podobna tapicerka budziły w Severusie wrażenia przypominające podróż mugolską koleją.

Najwyższy czas wziąć sprawy w swoje ręce i gruntownie zmienić wszystko co się da. Nawet jeśli przeharuje resztę wakacji, to przynajmniej w domu można będzie normalnie mieszkać.


--------------------

KONIEC

części 29

--------------------


Powoli zbliżamy się ku końcowi i nawet jeśli nie wszyscy jeszcze wszystko wiedzą, to przynajmniej niektórzy część. A to i tak dużo. Może nawet zbyt dużo... Może powinnam trochę namieszać... Hm... Zastanowię się nad tym porządnie. Tymczasem zaś dziękuję za komentarze i jak zwykle polecam się na przyszłość.

duszek_zły To dobrze, że może, bo już się naprawdę przyzwyczaiłam. Pewnie przez Forum Mirriel... Ja nic o duchu Salazara S. nie pisałam, wypraszam sobie :-P. A kim jest porywacz, dowiemy się niebawem. Jeszcze przed ostatnim odcinkiem, w każdym razie. Jeśli dobrze pamiętam, to konkretnie w przedostatnim :-D.

Daimon Frey Lubię motać, a jeżeli uważasz, że potrafię, to tym lepiej. Od razu czuję się dowartościowana ;-). Przy okazji: śliczna dedukcja. Tylko czy to jeden Harry na świecie musi mieć uraz do słowa "chłopcze"? :-P Harry ma pewność, bo... A nie powiem. Ale ma pewność. Na tyle, na ile może mieć - dlatego głową kiwa niepewnie. Bo niby wie, ale nie jest do końca przekonany. Nie ma do tego zbyt dużych podstaw, powiedzmy. Ja do Szkocji też chcę! W ogóle jak się już znajdę w Wielkiej Brytanii, to pewnie latami nosa stamtąd nie wyściubię. Tylko kiedy to będzie...

Klio Wiesz, niejeden Harry chodzi po świecie... ;-) Rzeczywiście, nadrabianie materiału to zdecydowanie nie to samo, co odpowiadanie przy tablicy. W liceum miałam takiego historyka, przy którym prawie wszyscy tracili mowę - czasem tak zadał pytanie, że nie wiadomo wtedy było, o co mu właściwie chodzi. Mnie też się zdarzało. Tylko że ja wtedy spokojnie mówiłam: "Nie rozumiem pytania, panie profesorze. Czy mógłby je pan zadać w inny sposób?" I on zadawał. Chyba doceniał uczniów, którzy się go nie bali... Czytelnika w pole to ja lubię wyprowadzać; w niektórych tekstach samo mi wychodzi, chociaż wcale tego nie zamierzałam. Na przykład w "Gdzie diabeł nie może" - naprawdę nie chciałam nikogo wprowadzić w błąd, po prostu nie pomyślałam, w którą stronę podążą w pierwszej kolejności myśli większości czytelników. Z kolei przy "Zawsze razem" już się starałam, aby zakończenie było zaskakujące, a większa część utworu w ogóle na nie nie naprowadzała. Czasem fajnie tak... trochę zamotać. Ja już nic nie powiem na temat tego, czego będzie można się dowiedzieć w kolejnych rozdzialikach... :-D

Do przeczytania jutro, w czwartek, jak Merlin da. Miłego popołudnia wszystkim czytelnikom, a komentatorom miłego wybitnie. Skoro wprawiacie mnie w świetny nastrój, to czemu miałabym Wam tego nie życzyć? ;-)