Rozdział betowała wspaniała 100-ki. Yakou. no. Ou.
Rozdział miał być rano, wrzucił się w południe. Wybaczcie. To był (będzie) naprawdę szalony dzień, to niesamowite, że w ogóle udało mi się na chwilę przystanąć i wrzucić rozdział. Starałam się :).
Koma, nie, reszta Ślizgonów doskonale pamięta to, co się wydarzyło. Tom wychodzi z założenia, że są mu za wierni, aby cokolwiek powiedzieć.
Okey - nic a nic nie mówię. Już i tak dużo wcześniej powiedziałam, tyle wystarczy. Wszystkiego dowiesz się w trakcie czytania :). Pocieszę, że na trochę pytań pojawi się niedługo odpowiedź. Nie powiem których, w sprawie czego i w ogóle, ale zaczną pojawiać się odpowiedzi. No i, oczywiście, kolejne pytania :). I dziękuję za pochwałę :).
Mahakao - taaak? :)
Ekhm... no.. *rozgląda się za kimś, za kim mogłaby się schować*... nie będzie mnie przez kilka dni. Oficjalnie zaczynam od dzisiaj, ale jako, że rozdział miałam przygotowany już wcześniej, to byłam w stanie go wam dzisiaj wrzucić. Niestety do niedzieli nie będę miała zupełnie czasu, głowy i możliwości, aby choćby na chwilę wejść na internet. Obiecuję, że jeżeli tylko uda mi się w poniedziałek zczołgać z łóżka, to wrzucę kolejny rozdział. Zamiast tego zostawiam was na kilka dni w niepewności, spekulacjach i mam nadzieję, że podzielicie się nimi w komentarzach :). Wszystkie je, oczywiście, jak zawsze przeczytam i pewnie narobię się przez nie wielkich wyrzutów sumienia... w każdym razie do poniedziałku :).
Ulubieniec Losu
Rozdział dwudziesty dziewiąty
- Ktoś wysłał ci przypominajkę? – zapytała Hermiona. – To dziwnie… Masz jakiś pomysł kto? Albo dlaczego?
Harry wzruszył ramionami, obracając kulkę w ręce. Była czerwona. Zawsze czerwona.
- Żadnego pomysłu. I nie mogę przypomnieć sobie o czym zapomniałem…
- Może zapomniałeś o czymś, czego zapomniałeś? – Ron uśmiechnął się. Odwzajemnił uśmiech, to było dość mało prawdopodobne.
- Może – przyznał, marszcząc lekko brwi.
Ta czerwona chmura obracająca się wewnątrz kuli naprawdę go teraz dręczyła. Naprawdę bardzo męczyła. To musiało być ważne, bo po co inaczej ktoś wysyłałby mu przypominajkę z tak bardzo zaszyfrowaną wiadomością? Po prostu chciał przypomnieć sobie, co jest tą bardzo ważną rzeczą, o której zapomniał.
- Od kiedy masz przypominajkę? – zadał pytanie znajomy głos. Spojrzał w górę. Tom. Wzruszył ramionami.
- Od wczorajszej nocy – stwierdził. – Nie kapuję!
Tom przez chwilę patrzył na kulkę.
- Mogę? – Ślizgon wyciągnął rękę.
Coś w niewytłumaczalny sposób sprawiło, że się zawahał.
Czuł, jak oczy nastoletniego Czarnego Pana palą jego skórę, intensywnie mu się przyglądając. Udając beztroskę, podał mu przypominajkę. Wydawało mu się, że w Tomie było coś... dziwnego. Niebezpieczeństwo. Oczywiście, Tom był Tomem, a Tom zawsze zataczał wokół ciebie aurę niebezpieczeństwa, ale teraz była ona bardziej wyraźna.
- Jakikolwiek pomysł co mogłem zapomnieć? – zapytał, obserwując ostrożnie ciemnowłosego chłopca. Oczy Toma skierowały się na niego, a następnie z powrotem na kulkę.
- Swoich szarych komórek? – odparł z uśmieszkiem. Harry zmrużył oczy.
- Och, jesteś taki zabawny – odwarknął sarkastycznie. Tom uśmiechnął się do niego rozbrajająco wilczym uśmiechem.
- Wiem o tym.
Spojrzał jeszcze raz na przypominajkę, po czym nagle odrzucił ją z powrotem. Był to niefortunny rzut i tylko dlatego, że był Szukającym, mała piłka nie rozbiła się o stół. Czuł rosnący mu w klatce piersiowej dziwny niepokój, nie mający nic wspólnego z tym, że był dzień przed Halloween, chociaż to też powodowało u niego takie uczucie. Nienawidził Halloween. Zawsze w ten dzień działo się coś złego, poza tym nienawidził bycia zmuszanym do świętowania nocy, w której zginęli jego rodzice. Jego krew zamarzła. Wpatrywał się w zamyśleniu to w przypominajkę, to w Toma. Te oczy były mroczne, tak bardzo mroczne. Nagle uśmiechnął się i schował ją.
- Prawdopodobnie ktoś robi sobie żarty – rzucił ostrożnie.
- W rzeczy samej – zgodził się cicho Tom. – Prawdopodobnie najlepiej się nad tym nie rozwodzić, Harry.
Wkrótce nastał wieczór. Był w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Przypominajka wciąż była czerwona, niczym płomień uwięziony w wazonie. Dokuczliwe uczucie świadomości, że o czymś zapomniał nie zniknęło. Gniewnie wepchnął kulkę z powrotem do swojej kieszeni. Część niego chciała po prostu rozwalić ją o ścianę, a druga, niewielka, uspokoiła jego ręce ze wzrastającym niepokojem.
- Jesteś roztrzęsiony – zauważył leniwie Tom. – Koszmary?
Spojrzał w górę. Blask ognia w kominku powodował, że twarz Riddle'a wyglądała w jakiś sposób starzej, sprawiając, że jej linie stały się ostrzejsze i surowsze, zimniejsze. Mógł wyczuć magię tańczącą wokół starszego chłopca, mroczną, nawet teraz.
Nie był pewny, czy jest przyciągająca, czy odpychająca, co najbardziej go w niej przerażało. Jakaś część niego chciała uciec z wrzaskiem od tego nieskończonego niebezpieczeństwa w czystej postaci poruszającego się z każdym ruchem Toma. Z drugiej strony przyciągało go to, uzależniało od niebezpieczeństwa, chciał zbliżyć się do tej szalejącej burzy.
W pewnym sensie było to trochę fascynujące. Potrząsnął głową, powoli zaczynając się o siebie martwić. Tom miał to, czego Voldemort nie posiadał. Jego starsze ja było przerażające, z całą pewnością, ale było też zupełnie odrażające. Tom wciągał cię jak zimna czarna dziura i nawet wtedy fascynował swoim mrokiem.
- Jutro Halloween – odpowiedział.
- Staramy się tym razem siebie nie zabić? – zaproponował Riddle. Harry nie był pewny, czy Tom sobie z niego żartował, czy mówił śmiertelnie poważnie. Był kimś trudnym do odczytania.
- To może być dobry pomysł – powiedział udając, że się nad tym zastanawia. Tom uśmiechnął się krzywo, po czym w jego oczach pojawił się nowy błysk, pomysł.
- Zastanawiam się… - Tom urwał. Takie zachowanie sprawiło, że Potter stał się bardziej uważny. Każde wahanie się Toma był złowieszcze, zazwyczaj oznaczało, że nawet mistrz masek nie był pewny, jaka będzie jego reakcja. Natychmiast się napiął, uspokajając i jeszcze raz podnosząc wzrok.
- Nad czym? – zapytał, zadowolony, że jego głos nie zdradził go łamiąc się lub drżąc.
- Zechciałbyś odwiedzić ze mną Dolinę Godryka?
Że co?
