O różdżce i o niani

Dostałam różdżkę! To takie fantastyczne! Oczywiście mama zdążyła już wrzasnąć na mnie z milion razy, żebym przestała nią wymachiwać "jak maniaczka". No cóż, przecież nie umyślnie podpaliłam te zasłony. Naprawdę. Po prostu skupiłam się na różdżce, biegnąc przez pokój i chciałam wydobyć z jej końca kolorowe iskierki. Wtedy zobaczyłam promienie słoneczne, które wpadając przez okno, tańczą przepięknie na stole i pomyślałam, że wyglądają zupełnie jak małe ogniki. W tym momencie właśnie przypadkowo skierowałam różdżkę na zasłony. To był wypadek!

A tata też nie był gorszy od krzyków mamy. W sumie to nie. On był gorszy od niej! No bo uczy mnie zaklęć, które są kompletnie bezużyteczne. Do czego jest mi w ogóle potrzebne zaklęcie, które powoduje lewitację filiżanki? Przecież to głupie! Kiedy spytałam go w końcu, żeby pokazał mi jakieś lepsze zaklęcia, to tylko uśmiechnął się i powiedział, że wszystko w swoim czasie. Co to za odpowiedź? Idę do Hogwartu już za dwa lata! To już za niedługo! I jak ją będę wyglądać przed innymi, znając tylko zaklęcia dobre dla dzieci?

Już wolałabym, żeby wrzeszczał na mnie, jak mama. Westchnęłam markotnie, stukając końcem różdżki w pergamin. Który oczywiście się podpalił. Tak. Zaczynam myśleć, że specjalizuję się w podpalaniu

przedmiotów.

Ale co tam. Różdżka. Mam swoją różdżkę. To brzmi dumnie. Ale wszystko się zmieni, kiedy Bella wróci, przeszło mi przez myśl, kiedy przemierzałam pokój dzienny, wirując wokół własnej osi. Siedziała tam nasza niania, cały czas obserwując nas niczym orzeł. Głupia krowa. Chciałabym ją kiedyś "przypadkowo" podpalić.

Po chwili kominek zapłonął. Ale przecież ten kominek nie był od dawna używany. Nawet nie wiedziałam, czy nadal działał. Myślałam, że tata odłączył go od sieci Fiu, po tym, jak Bella i ja... nieważne. Ważne jest to, że byłam trochę zszokowana, widząc nagle wielkie, buchające z paleniska płomienie. Dzięki temu zamieszaniu, moja różdżka wypaliła w dywanie małą dziurkę. Argh! O, nie. Wymówka. Potrzebuję dobrej wymówki. Po prostu mnie zabiją, kiedy zobaczą tę dziurę!

Ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Cyzia i niania wciąż patrzyły na mamę i tatę, którzy... właśnie wyszli tanecznym krokiem z kominka. Jak w ogóle im się to udało? Ha! Ale ich zachowanie dało mi czas, by zakryć stopą wypalony dywan. Teraz tylko muszę to naprawić, kiedy sobie stąd pójdą. I mi się upiecze. I nie będę mieć kłopotów. Ciekawe co powie na to Bella po powrocie.

Stałam tak, zadowolona z siebie, kiedy nagle dotarło do mnie, co podśpiewywali rodzice.

- Nasza Bella jest wyjątkowa! Nasza Bella jest wyjątkowa!

A co ze mną..? Przecież też jestem wyjątkowa.

- Mamo...

- Och, tylko pomyśl, Cygnusie! Nasza mała dziewczynka.

- Ja też jestem waszą małą...

-Druello, zobacz ile nowych, wspaniałych zaklęć nauczy się nasza Bella!

- Ja też chcę się ich nauczyć...

- A te, które już zna? Och, Cygnusie! Są tak zaawansowane! Dlaczego nigdy tego nie zauważyliśmy?

- Ja też chcę umieć zaawansowane zaklęcia...

- Ona jest tak utaletowana, Druello. Nie miałem pojęcia, że zaklęcia, których ją uczyłem były dla niej wprost dziecinne. Uczyła się ich tak szybko...Po prostu po jakimś czasie uznałem, że to u niej norma. Że jest taka jak inne dzieci. A teraz!

-Ja też szybko się uczę...

- Och, Cygnusie!

- Och, Druello!

Urgh! Rodzice się pocałowali. I kompletnie mnie ignorowali! I to wszystko wina Belli! Dlaczego, no?! Bo nawet jak jej tutaj nie ma, to i tak skutecznie rujnuje mi życie! Ale ja też jestem utalentowana! Jestem wyjątkowa i gdyby zaczęli mnie uczyć, też bym była tak dobra jak Bella.

- Podpaliłam dywan - oświadczyłam głośno.

- To dobrze, kochanie - odpowiedziała mama radośnie, a tata tylko chrząknął.

Że co? Powinniście na mnie wrzeszczeć. Powinniście wlepić mi porządny szlaban! A nie wpadać sobie w ramiona, kompletnie mnie ignorując! Niestety moi rodzice byli jedynymi, którzy nie zwracali na mnie uwagi. Inaczej sprawa miała się z nianią.

- Panienko Andromedo! Ile razy już powtarzałam, że nie wolno panience podpalać żadnych rzeczy?!

Ta głupia krowa! Jak ona w ogóle śmiała! Przed chwilą byłam zaskoczona, ale teraz poczułam wściekłość. Nie miała żadnego prawa, żeby złapać mnie za ramię, próbując przesunąć tak, by mogła zobaczyć wypalone miejsce na dywanie.

- Puszczaj mnie, ty przebrzydła, półkrwista kobieto! - Wykrzyczałam.

W tym momencie w jej kierunku wystrzelił promień białego światła. Cofnęła swoją rękę tak szybko, jakbym ją oparzyła. Na jej przedramieniu pokazała się paskudna, czerwona pręga.

- Jak śmiałaś - wysyczała, łapiąc mnie znowu, wybijając swe paznokcie w moje ramię i potrząsając mną mocno. - Taka z ciebie bezczelnie panienka. Powinnam...

- Puść moje dziecko, plugawa, półkrwista dziewczyno - ton głosu mojego taty był niski i niebezpieczny. To był najstraszniejszy ton, jakiego kiedykolwiek użył. Ale ja się nie bałam, bo wiedziałam, że tata nie był wściekły na mnie, tylko na nianię. I to mnie pocieszyło. Wiedziałam, że teraz niania musi zrobić to, co tata jej nakazał. I puściła mnie tak szybko, jak wcześniej. Ale tym razem zrobiła parę kroków w tył.

Odwróciłam się w miejscu i pobiegłam do mamy, by rzucić się wprost w jej ramiona. Teraz, z mojej nowej, bezpieczniejszej pozycji uśmiechnęłam się triumfująco. Zarówno mama, jak i tata mierzyli rożdżkami w nianię.

- Nie będziemy potrzebować już więcej twoich usług - powiedziała mama podobnym głosem jak tatuś wcześniej. - Natychmiast się stąd wyniesiesz.

Niania zadrżała, jakby miała zamiar protestować.

- WYNOCHA! - Ryknął tata.

Ona tylko jęknęła i wybiegła. Usłyszałam tylko trzaśnięcie frontowych drzwi.

Mama poklepała mnie po głowie i puściła mnie. Tata przytrzymał jej drzwi.

- Musimy przestać zatrudniać ludzi z tak dużą domieszką mugolskiej krwi, Cygnusie. To nie jest dobre dla dziewczynek.

- W rzeczy samej. Ta suka! Próbowała po prostu zniszczyć tę wyjątkową chwilę naszej Belli...

Nie słyszałam już nic więcej, kiedy poszli dalej korytarzem.

Wyjątkowa chwila Belli...

Spaliłam dywan. Posłałam w kierunku niani palące, jak sądzę, zaklęcie. Naraziłam swoje życie, a to była tylko wyjątkowa chwila Belli.

Z napadem złości i płaczu rzuciłam się na podłogę, waląc w nią pięściami.

Bella, Bella, Bella! Zawsze ta pieprzona Bella!