Widział wyraźnie jej bladą twarz, drżące wargi, szeroko otwarte, przerażone oczy. Trzęsła się z niewyobrażalnego bólu, krew spływała po jej rękach i plecach. Własna bezsilność rozrywała go od wewnątrz. Chciał wziąć ją w ramiona, dać ukojenie, ale bał się, że sam dotyk sprawi jej jeszcze większe cierpienie. Upadł na kolana przy łóżku, łapiąc się z rozpaczą za głowę. Obiecywał, że jej pomoże, że ją wyleczy, a teraz wszystko na nic. Wszelkie nadzieje prysły. Niemal zawył z desperacji, gdy z jej ust wyrwał się mrożący krew w żyłach wrzask bólu. Ostatkiem sił obróciła głowę, by spojrzeć na niego z przerażeniem. Serce mu pękło na widok gasnącego błysku w jej oczach. Kurczowo chwycił jej wyciągniętą dłoń.
- S… Seve… rusie… – wykrztusiła. Ścisnął mocniej jej dłoń, dławiąc w sobie lament. – Severusie! – zawołała nagle silniejszym głosem. Zamknął oczy, bojąc się patrzeć na uciekające z niej życie. – Severusie, obudź się!
Znieruchomiał na te niespodziewane słowa. Nim zastanowił się nad ich nieprawdopodobnością, ktoś szarpnął go mocno za ramię. Z wolna otworzył oczy, by odkryć, że leży na łóżku, a nad nim pochylała się właśnie mocno zaniepokojona Tonks. Jedną ręką szarpała go za ramię, zaś jej druga dłoń tkwiła w jego kurczowym uścisku. Ku wielkiego zdumieniu Severusa w żadnym stopniu nie wyglądała jak ktoś, kto właśnie miał się udać na tamten świat. Wręcz przeciwnie, była idealnym okazem zdrowia, a gdy tylko spostrzegła, że otworzył oczy, z wielką ulgą opadła na niego, by przytulić go mocno, mrucząc pod nosem:
- Już dobrze, to był tylko sen.
Jednak ten „tylko sen" był tak niesamowicie realistyczny, ze bardzo długą chwilę zajęło Severusowi zrozumienie, że Nimfadora naprawdę się nie wybierała na łono Merlina. Gdy zaś w pełni to do niego dotarło, objął ją z taką siłą, że aż sapnęła, próbując złapać uciekające z płuc powietrze. Nieznacznie rozluźnił uścisk i wtulił twarz w jej szyję, wdychając kojący zapach. Uspokajająco głaskała go po głowie, szepcząc słowa otuchy. Dławiło go prawdziwe przerażenie na myśl, że mógłby ją stracić. Tym bardziej teraz, gdy uświadomił sobie, że sprawiła, że zaczęło mu na niej zależeć.
- Nie pozwolę ci odejść – szepnął, nie do końca świadomy, że wypowiedział to na głos.
Kilka dni wcześniej
Po feralnym rozpoczęciu roku, obudził się w dużo lepszym nastroju. Z lekkim rozbawieniem spojrzał na leżącą na nim Nimfadorę. Poczuł wredną potrzebę zrzucenia jej bezceremonialnie, ale udało mu się ją przezwyciężyć. W końcu jak mógłby ją potraktować w taki sposób po tym wspaniałym masażu, który mu zafundowała? Miał nadzieję przekonać ją do powtórzenia tej chwili relaksu, a w takim wypadku nastawienie jej wrogo raczej nie byłoby dobrym pomysłem.
Musnął palcami jej policzek, odgarniając jej włosy z twarzy. W jednej chwili zamarł, gdy na jej ustach niespodziewanie zagościł uśmiech. Zamruczała, przeciągając się. Przełknął ślinę, czując dziwne gorąco, rozchodzące się po jego ciele. Miał wielką nadzieję, że kiedy obróciła głowę, by na niego spojrzeć, niczego nie było po nim widać. Wstrzymał na moment oddech, czując jej delikatną dłoń, błądzącą po jego torsie. Chwycił ją lekko za nadgarstek.
- Nie miałem w planach cię budzić – powiedział cicho, odsuwając jej rękę na bok.
- Zamierzałeś się wymknąć po kryjomu? – zapytała z rozbawieniem, lekko zaspanym głosem.
- Nie ukrywam, że rozważałem taką możliwość – odparł spokojnie.
Zmarszczył brwi, gdy z powrotem położyła dłoń na jego brzuchu. W każdy inny poranek mogłoby mu to nie przeszkadzać, ale czekały go podwójne eliksiry z Gryfonami, więc wolał nie mieć w głowie Nimfadory i tego, co potrafiła z nim zrobić samym dotykiem. Ogarnęło go nieprzyjemne uczucie, gdy niespodziewanie spoważniała.
- Opowiedz mi, co się stało na uczcie? – spytała nagle, wodząc palcami po jego przedramieniu. Odwrócił głowę, a obrazy poprzedniego dnia stanęły mu przed oczami, odpychając przyjemne doznanie.
- Po co ci to wiedzieć? – mruknął opryskliwie.
- Chciałabym wiedzieć, komu trzeba strzelić za doprowadzenie cię do takiego stanu, w jakim byłeś wczoraj. Uczniom? Gellertowi? Czy może jeszcze komuś innemu?
- Co to za różnica?
- Zasadnicza. Chcę to usłyszeć od ciebie, ale jak mi nie powiesz, będę zmuszona zapytać Minerwę.
Spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem, słysząc stalową nutę w jej głosie. Jej oczy pałały uporem, a włosy przybrały kolor burgundu. Westchnął, mając świadomość, że tak długo będzie mu wierciła dziurę w brzuchu, aż wreszcie wszystko jej zdradzi. W związku z tym, że nie tolerował takiego zachowania i zmuszania do wyznania sekretów – co często robił Albus torturując go miną zbitego psiaka – najlepszym rozwiązaniem byłoby podzielenie się tajemnicą z własnej woli.
- Więc komu należy się łomot? – zapytała przesłodzonym głosem, gdy zbyt długo zwlekał.
- Nowemu nauczycielowi Obrony Przed Czarną Magią – mruknął niechętnie, zastanawiając się jednocześnie, czym jeszcze go zaskoczy. Ton jej głosu brzmiał przed momentem dokładnie tak samo, jak ten, którym posługiwała się Andromeda, gdy w grę wchodziło rozprawienie się z jakimś durniem.
- Co zrobił?
- Powiedział to, czego nie powinien.
- Co?
Spojrzał jej w oczy i poczuł rosnące zdziwienie. Jej spojrzenie kryło rosnącą złość, a końcówki włosów przybrały czerwoną barwę. Coś w głębi umysłu zaczęło mu podpowiadać, że coś tu jest nie tak. Po pierwsze, nie powinno jej w ogóle obchodzić, co się stało. Po drugie, to, że ktoś go zdenerwował, stanowczo nie było powodem do jej złości. A przynajmniej nie powinno być. Chyba, że…
- Nie ma znaczenia, to już przeszłość – powiedział spokojnie, przyglądając jej się uważnie.
- A ma znaczenie ta krew, którą miałeś na ręce? – prychnęła z irytacją.
- Zależy dla kogo – wzruszył ramionami. Uniosła pytająco brew, na co uśmiechnął się złośliwie. – Dla mnie ma, bo czerpałem wielką satysfakcję z tego, co zrobiłem, dla nauczycieli raczej też, gdyż musieli szybko udzielić pomocy temu palantowi, dla uczniów chyba nie ma, chociaż nie byłbym tego taki pewien – skrzywił się – a dla Kasha ma raczej wielkie znaczenie. O ile się orientuję, ciężko się prowadzi lekcje ze złamaną szczęką – dodał z diabelskim uśmieszkiem.
- Złamałeś mu szczękę? – zdziwiła się, a Severus poczuł absurdalną dumę, gdy w jej głosie zabrzmiała nutka podziwu. – Czekaj! Powiedziałeś Kash?
- Tak. Czyżbyś go znała? – zakpił. Nie potrafił pohamować zdziwienia, gdy się skrzywiła i kiwnęła niechętnie głową.
- Przez tego gnoja nie zostałabym aurorką. – Był wielce zdumiony, że jego gałki nie wypadły z oczodołów, gdy oczy rozszerzyły mu się z szoku. Czerwień na jej włosach zniknęła z rozbawionym prychnięciem, które wyrwało jej się na widok jego miny. Zaraz jednak z powrotem spoważniała. Oparła się na łokciu i podparła ręką głowę, wbijając wzrok w jego brzuch, po którym wodziła palcami. – Russel Kash był aurorem odpowiedzialnym za rekrutację, a chociaż wszystkie egzaminu zdałam bez najmniejszego problemu, ten palant chciał mnie oblać. W sumie od początku nie pałał do mnie uczuciem – skrzywiła się. – Gdyby Moody'ego nie było przy moim egzaminie, musiałabym sobie znaleźć nową pracę. Widział, że sobie poradziłam śpiewająco, więc poszedł do Kasha mu nawrzucać. I wiesz, co się okazało? – Severus chciał zaprzeczyć, ale wyraźnie nie czekała na odpowiedź. – Jak Szalonooki go przydusił, to się dowiedział, że ten dupek dostał kasę, żeby oblać konkretną ilość osób, bo mieli za dużo chętnych! A że ja mu się od początku nie spodobałam, to oczywiście musiał się na mnie uwziąć! Debil – mruknęła dobitnie na końcu.
Z każdym jej kolejnym słowem w Severusie rosła złość. Od samego początku nie znosił Kasha, ale teraz ten nadęty bufon jeszcze bardziej sobie grabił.
- A czym tobie tak właściwie podpadł, oprócz tego, czego nie chcesz mi powiedzieć? – zapytała niespodziewanie, nie odrywając dłoni od jego brzucha.
Przymknął oczy, gdy nieumyślnie zsunęła rękę niżej.
- Kash to palant. Od początku taki był. Znam go ze szkoły, był trzy lata wyżej w Ravenclaw. Przeklęty prymus i pupilek wszystkich nauczycieli. Filius zawsze go uwielbiał i mianował tego durnia prefektem. Szkoda tylko, że nie wiedział, że gdy nikt nie widział, wystarczyło mu błysnąć galeonem, żeby zrobił praktycznie wszystko. Włączając w to znęcanie się na młodszymi – syknął z irytacją.
Wstrzymał na moment oddech, gdy niespodziewanie poczuł jej usta na obojczyku. Gwałtownie otworzył oczy, spoglądając na nią z zaskoczeniem. Uśmiechnęła się psotnie.
- Mów dalej – powiedziała cicho, odsuwając się, by znów oprzeć się na łokciu.
Przez dłuższą chwilę nie potrafił wydusić z siebie żadnego słowa. Powiedzieć, że był w szoku, to wielkie niedomówienie. W ogóle się nie spodziewał czegoś takiego i zaskoczyła go w takim stopniu, że musiał wyglądać naprawdę głupio, gdy tak wpatrywał się w nią z ogłupieniem. Część jego umysłu – tak, która jeszcze z trudem pracowała – była jej wdzięczna, że się nie roześmiała.
- Ja… chyba powinienem się przygotować do zajęć – wykrztusił z trudem, spoglądając na nią z kompletnym niedowierzaniem na twarzy.
Nimfadora roześmiała się głośno i odsunęła, a Severus momentalnie zerwał się z łóżka i ewakuował do łazienki, zastanawiając się, czy jego podejrzenia nie są aby całkiem trafne…
W tym samym czasie
Obudziło ją skrzypnięcie drzwi i czyjeś kroki w sypialni. Marszcząc brwi, pomacała dugą połowę łóżka. Gwałtownie otworzyła oczy, gdy jej ręka trafiła na pustkę. Czując rosnący niepokój, poderwała się z łóżka i stanęła twarzą w twarz z nienagannie ubranym, lekko chwiejącym się Gerardem. Cały niepokój znikł w jednej chwili, gdy uśmiechnął się mało przytomnie, a jej czuły węch został zaatakowany przez silny zapach alkoholu. Mrużyła oczy i zacisnęła usta w cienką linię, opierając ręce na biodrach.
- Gdzieś ty był? – wysyczała groźnie, mrożąc go wzrokiem.
Gerard przechylił głowę na bok, przyglądając jej się z uśmiechem. Odrzucił laskę na fotel, objął ją błyskawicznie i przyciągnął do siebie, by pocałować ją w usta. Z wściekłym prychnięciem odepchnęła go.
- Szlajałeś się gdzieś przez całą noc, wracasz pijany i wyobrażasz sobie, że tak po prostu możesz sobie przychodzić do mnie nad ranem i zachowywać się, jakby się nic nie stało? – zawołała, wygrażając mu palcem. Gerard zmarszczył brwi.
- Nie szlajałem się – powiedział zadziwiająco wyraźnie.
- Nie? A możesz mi wyjaśnić, gdzie byłeś przez całą noc?
- Mogę. Otóż dzięki mnie Severus może spać w spokoju i nie przejmować się zemstą Grindelwalda, moja droga, kochana i bardzo pociągająca Minnie – odpowiedział spokojnie, przyciągając ją znów do siebie.
- Jesteś pijany! – zawołała ze złością, odpychając go znowu.
Wywrócił oczami. Przyciągnął ją do siebie, obejmując na tyle mocno, by nie zdołała mu się wyrwać. Prychnęła ze złością, ale uciszył ją szybkim pocałunkiem.
- Musiałem upić Gellerta, żeby zgodził się odpuścić Severusowi. Na trzeźwo bym go nie przekonał – wyszeptał jej do ucha. Musnął ustami jej szyję. – Wyglądasz cudownie, jak się denerwujesz – szepnął niskim, zachrypniętym głosem.
Złość Minerwy nieco zelżała, ale nie powstrzymało jej to jednak przed ponowną próbą odepchnięcia go.
- Miałeś nie pić! – syknęła, siłując się z nim.
- Raz nie zaszkodzi.
- Ten raz przerodzi się w kolejny, a ten w jeszcze następny, aż w końcu twoja wątroba nie wytrzyma i zamiast ślubu będzie trzeba urządzać pogrzeb! – krzyknęła ze złością, nie zwracając większej uwagi na słowa, które opuszczały jej usta.
- Ślubu? Chciałaś urządzać ślub? Czyj? – zdziwił się Gerard, przyglądając jej się niepewnie.
Gwałtownie wciągnęła powietrze, wyzywając się w myślach. Nie potrafiła uwierzyć, że nie zastanowiła się milion razy, zanim palnęła coś takiego!
- Severusa, oczywiście – zełgała szybko. – Przecież sam zauważyłeś, że coś jest między nim a Tonks, nieprawdaż?
Gerard przez chwilę przyglądał jej się niepewnie, później zaś powoli pokiwał głową i uśmiechnął się z zadowoleniem. Przysunął się, by znów ją pocałować, ale zdążyła się w porę odsunąć na bok. Przytrzymała go, gdy się zachwiał i pogroziła palcem, po czym wskazała łóżko.
- Idź już lepiej spać, na pewno miałeś ciężką noc – poradziła mu, w myślach dziękując Merlinowi, że jego wybitny zmysł obserwacji i podejrzliwość zostały tymczasowo stłumione…
Tymczasem…
Ziewając przeciągle, niespiesznie wszedł do swojego okrągłego gabinetu, gładząc jednocześnie swoją długą, białą brodę. Z roztargnieniem pogłaskał Fawkesa, który zachowywał się, jakby próbował mu coś przekazać, ale był na tyle zaspany, że jego umysł nie do końca był wstanie odbierać bodźce zewnętrzne. Zmieniło się to dopiero, gdy skierował się do biurka, a tam na jego fotelu zasiadał, czy może raczej zsuwał się z niego, wyraźnie podpity Gellert. Z pełnym skupieniem, którego osiągnięcie zapewne kosztowało go niemało wysiłku, uważnie przeglądał szkolne akta.
- Co ty robisz? – zawołał zdumiony Albus po chwili konsternacji.
- To, po so tu przyszłem – mruknął czarnoksiężnik, odrzucając na bok jakieś pergaminy.
- Czyli co dokładnie? – zapytał ostrożnie Dumbledore, podchodząc powoli do Grindelwalda.
- Śśślepy jesteś, szy niedorozwinięty? Szukam! – syknął Gellert, rzucając za siebie kolejne akta.
- Jak mi powiesz, czego szukać, to może będę mógł ci pomóc – zaproponował, stając tuż obok fotela, by zerknąć na porozrzucane wokół pergaminy. Zdumiał się niezmiernie, widząc akta uczniów sprzed przynajmniej trzydziestu lat.
- Bujaj się! Poradzę sobie.
- Wiesz, wydaje mi się, że trochę bardziej się orientuję w tej całej biurokracji, więc myślę…
- Spieprzaj! – zawołał ze złością Gellert, zrywając się gwałtownie z fotela.
Albus odruchowo cofnął się o krok, gdy aura Grindelwalda zajaśniała w powietrzu. Bardzo szybko jednak znikła, kiedy czarownik zachwiał się i niemal bezwładnie opadł z powrotem na fotel. Dumbledore rozważył szybko, czy warto ryzykować kolejną próbą zaoferowania mu pomocy, a co za tym idzie, odkrycia pożądanej informacji, ale uznał, że nie warto. Gellert Grindelwald potrafił być niebezpieczny, ale pijany Gellert Grindelwald stanowił pięćdziesiąt razy większe zagrożenie. Dla bezpieczeństwa więc wycofał się do swoich kwater, nakazując portretom, by uważnie obserwowały czarnoksiężnika…
Od tamtego poranka minęło dokładnie dziewięć dni. Dziewięć ciężkich dni, w czasie których każdy, prócz Tonks i Gerarda, był tak zalatany, że samo myślenie pod wieczór stanowiło wielki wysiłek. Gellert zapomniał całkowicie o Severusie i skupił się na swoich tajemniczych poszukiwaniach, Albus latał za nim krok w krok, pilnując, by Hogwart w żaden sposób nie ucierpiał, wszyscy nauczyciele mieli na głowie całą zgraję uczniów, którzy jeszcze nie zdążyli się przestawić na tryb nauki, a Severus dodatkowo w każdej wolnej chwili obserwował uważnie Nimfadorę, wypatrując w jej zachowaniu najdrobniejszych oznak choroby rozpoczynającej się na literę „z". Gerard natomiast usilnie starał się zrozumieć, skąd mu się ubzdurało coś o jakimś ślubie, zaś Tonks próbowała jednocześnie zachowywać się swobodnie, ignorować oceniające spojrzenie Severusa i nie pokazywać mu, że poczuła w stosunku do niego cokolwiek głębszego, a wszystko to razem wcale nie było takie proste. Na jej korzyść działał kompletny brak czasu, jaki dopadł Severusa, dzięki czemu widywali się dopiero późnym popołudniem, gdy to Snape najpierw narzekał przez pierwszą godzinę na przeklętych uczniów, po czym, chcąc odreagować, zajmował się jej „rehabilitacją" – w magiczny sposób od walca przeszli prawie niezauważalnie do namiętnej rumby, przy czym oboje twierdzili zgodnie, że to był pomysł tego drugiego. Później zaś znów się wściekał, że nie może znaleźć dla niej lekarstwa, aż w końcu normalnie porozmawiać mogli dopiero pod sam wieczór tuż przed snem. I w taki oto sposób błyskawicznie zleciał cały tydzień, aż do niedzieli, gdy to o poranku Severus został zbudzony z tego nieszczęsnego snu…
- Nie pozwolę ci odejść.
Znieruchomiała, słysząc z jego ust takie słowa. Mogłaby się spodziewać wszystkiego, naprawdę wszystkiego, ale coś takiego kompletnie wykraczało poza jej zdolność rozumowania. Nie wiedząc, co robić, przytuliła go mocniej, czując jednocześnie ciepło w głębi serca. Nie potrafiła nic poradzić na szeroki uśmiech, który pojawił się samoistnie na jej twarzy. Poczuła rozpierające ją szczęście, gdy dotarło do niej, że jego słowa miały podwójne znaczenie. Wprawdzie gdyby jej matka się dowiedziała, jak wielką radość sprawił jej właśnie Severus, zapewne ręce opadłyby jej do samego jądra Ziemi, po czym tak by się wściekła, że żadne z nich by tego nie przeżyło, ale jakoś jej to teraz nie obchodziło. Liczyło się tylko tu i teraz i ta świadomość, że nie jest mu obojętna. Zasmuciła się więc, gdy w końcu ją puścił i odwrócił zmieszany wzrok, po czym bez słowa delikatnie ją z siebie zepchnął i usiadł, odwracając się do niej plecami.
- Ja… wybacz, chyba nie powinienem tak… – zaczął speszony, ale przerwała mu szybko, kładąc mu ręce na ramionach.
- Sev, daruj sobie. Oboje wiemy, że nie mam ci czego wybaczać – powiedziała cicho, powoli przesuwając dłonie, by objąć go i przytulić się do jego pleców.
W pierwszej chwili spiął się lekko, ale po chwili wahania dotknął lekko jej dłoni na swojej piersi. Oparła głowę na jego ramieniu, czując przyjemny dreszcz, gdy delikatnie gładził jej ręce. Pomimo zwyczajowego chłodu w lochach, rozgrzewało ją ciepło bijące od jego ciała, a jego silny, męski zapach zawracał jej w głowie. Przysunęła się bliżej, by mocniej do niego przylgnąć. Przymknęła oczy, napawając się jego bliskością. Nie po raz pierwszy zastanowiła się, jak mogła wcześniej bez niego normalnie żyć. W ciągu tych dwóch tygodni, jakie spędziła z nim, sprawił, że całkowicie zapomniała o jego paskudnym image'u nieprzystępnego drania.
- Mogę cię o coś zapytać?
Severus przymknął oczy i wziął głębszy wdech, gdy jej ciepły oddech owiał jego kark. Przesunął palcami po jej przedramieniu, by musnąć wierzch jej dłoni.
- Już to zrobiłaś – mruknął.
Czuł coś naprawdę niesamowitego, gdy tak unie wtulała się w jego plecy. Sam był zdumiony, że nie dostał ataku paniki na samą myśl, że ma ją za sobą i nie widzi, co robiła, ale obejmujące go delikatne ramiona i ciepło jej ciała koiły jego zszargane nerwy. Częściowo niepokoiło go, że pozwolił jej na takie zbliżenie, ale czuł, że jej potrzebował. Szczególnie teraz, gdy Minerwa miała w głowie tylko i wyłącznie Gerarda i poświęcała mu mniej uwagi niż zwykle.
- Czemu jesteś dla wszystkich takim dupkiem? – spytała cicho, obracając nadgarstek, by chwycić jego dłoń. Spojrzał ze zdziwieniem na rękę, gdy jakby nigdy nic splotła ich palce.
- Ja wiem? Chyba kwestia przyzwyczajenia – odparł cicho, nie odrywając wzroku od ich dłoni. Coś w głębi jego umysłu krzyczało, by uciekał daleko, ale zwyczajnie nie chciał. Dobrze się czuł w jej obecności i chciał mieć ją częściej tak blisko siebie. Nie chciał przed samym sobą tego przyznać, ale zwyczajnie bał się, jak będzie wyglądała przyszłość, gdy Tonks wróci już do normalnego życia. Przełknął ślinę, czując nagle nieprzyjemną suchość w ustach. – Zresztą, jaki mam być, skoro wszyscy widzą we mnie tylko byłego Śmierciożercę? – mruknął z nutką goryczy w głosie.
- Wszyscy? Minerwa też? I Albus i Gerard? Nie wszyscy mają cię za zbrodniarza. Dla mnie na przykład zawsze byłeś zwykłym facetem, który miał ciężkie życie. No może byłeś trochę bardziej arogancki i wredny, no i bezczelny i chamski, jak już przy tym jesteśmy, ale widać było, że żałowałeś swoich wyborów.
- Chyba tylko ty tak twierdzisz – powiedział cicho, ale nie mógł powstrzymać uśmieszku, gdy wymieniała z rozbawieniem jego złe cechy.
- Nieprawda. To po prostu ty jesteś ślepy. Mama uparła się, że mam przyjść do nich na obiad za tydzień – zmieniła nagle temat, ku zadowoleniu Severusa, który nie lubił rozprawiać o innych ludziach i sposobie, w jaki go postrzegają. Kiwnął niespiesznie głową.
- Jeśli wszystko będzie szło tak dobrze jak teraz, nie widzę żadnych przeciwwskazań.
Prawdę mówiąc, było lepiej, niż mógł oczekiwać. Z nogą nie miała już najmniejszych problemów, a na przedramieniu głęboka rana przeistoczyła się już w wyraźną bliznę, więc mogła spokojnie zastąpić bandaż jasnozieloną apaszką, którą zawiązała sobie tuż za nadgarstkiem, zasłaniając jednocześnie ślad po ugryzieniu. Natomiast jeśli chodziło o jej plecy, Severus nie wiedział, jak to się stało, ale wyglądało na to, że same z siebie się prawie do końca wyleczyły. Rany wprawdzie nie były jeszcze do końca zasklepione, ale nie sączyła się już z nich krew ani ropa, a to był wielki postęp.
- To dobrze – mruknęła cicho, lekko zamyślonym głosem. Uścisnęła mocniej jego dłoń. – Chciałabym, żebyś poszedł ze mną.
Zaklęła w myślach, gdy momentalnie się spiął. Spodziewała się wprawdzie takiej reakcji, ale miała cichą nadzieję, że może obejdzie się bez tego.
- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł – powiedział po chwili z wyraźną dozą dystansu. – Twoja matka mnie nie lubi.
- Nie lubi cię od czasu, kiedy wlepiłeś mi pierwszy szlaban – westchnęła. – Daj spokój, ona się tylko zgrywa, tak naprawdę nic do ciebie nie ma, jest po prostu trochę nadopiekuńcza.
- Nadopiekuńcza? To wielkie niedomówienie. Mój nos jeszcze pamięta jej cios po tym, jak cię przy niej obraziłem.
- No to teraz wiesz, czego unikać – roześmiała się, ale zaraz z powrotem spoważniała. – No nie bądź taki, chodź ze mną.
- Dlaczego? Daj mi jeden powód, dla którego miałbym tam pójść.
- Bo ja tego chcę.
- To nie jest argument.
- Lepszego nie dostaniesz.
Obrócił głowę, by spojrzeć na nią z uniesioną brwią. Na widok jej proszącego spojrzenia poczuł się naprawdę dziwnie. Z jednej strony nie chciał sprawić jej zawodu, ale z drugiej wiedział, że jego obecność stanowczo nie spodoba się Andromedzie. Przez chwilę walczył sam ze sobą, ale w końcu zwiesił głowę i westchnął ciężko.
- Zastanowię się – mruknął z nieznaczną niechęcią.
- Dziękuję – szepnęła i uniosła głowę, by musnąć ustami jego policzek.
- Jeszcze się nie zgodziłem – zaznaczył szybko, spoglądając na nią z lekkim zdziwieniem.
- Nie, ale zgodziłeś się zastanowić, a to już coś – odparła spokojnie, uśmiechając się do niego szeroko.
Westchnął znów, kręcąc głową. Bywały chwile, gdy jej tok myślenia stanowił dla niego prawdziwą zagadkę. Jednak nawet gdyby chciał, nie mógł się teraz głębiej zastanowić nad jej sposobem rozumowania, gdyż niespodziewanie z salonu dobiegło ich głośne pukanie. Tonks bez słowa puściła go i odsunęła się, a Severus niespiesznie sięgnął do szafki, skąd wyciągnął pomarańczowy eliksir, nim wstał. Jednym łykiem opróżnił fiolkę i odstawił ją na blat, po czym chwycił leżącą na fotelu koszulkę, założył ją i niespiesznie wyszedł z sypialni, zastanawiając się, któż śmie zakłócać mu ten spokojny poranek. Za drzwiami ujrzał najmniej oczekiwaną osobę. Zmrużył niebezpiecznie oczy, wpatrując się w Kasha z jawną pogardą.
- Mnie też nie cieszy, że musiałem tutaj zejść – burknął były Krukon, odwzajemniając nieprzyjemne spojrzenie. – Dumbledore chciał, żebym ci to przekazał – mruknął z niezadowoleniem, wyciągając w jego stronę rulon pergaminu.
Severus praktycznie wyrwał mu wiadomość z ręki i już miał zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, gdy Kash prześlizgnął się obok niego i oparł o ścianę, zakładając ręce na piersi.
- Mam poczekać na odpowiedź – rzucił niechętnie, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.
Mistrz Eliksirów zmroził go spojrzeniem, ale czyste niezadowolenie podpowiedziało mu, że to mogła być prawda. Z wielką niechęcią zasiadł więc na fotelu i rozwinął pergamin, ukradkiem wciąż obserwując Kasha, który jednak nie ruszył się o krok. Najwyraźniej dla niego hańbą było robienie za posłańca. Severus uśmiechnął się kpiąco na tą myśl. Szybko przebiegł wzrokiem zawiły list, odnoszący się do jego Ślizgonów, którzy znów przysporzyli kłopotów. Ze znudzeniem sięgnął po pióro i naskrobał na odwrocie krótką wiadomość, ograniczając się przy tym do zapewnienia dyrektora, że „postara się tym zająć". Zwinął z powrotem pergamin, wstał i podał go niechętnie Kashowi akurat w chwili, gdy do salonu weszła Tonks. Zmroziła wzrokiem przybyłego, który o dziwo nie wyglądał na zaskoczonego jej obecnością i przeszła ostrożnie przez pomieszczenie, by usiąść na podłokietniku fotela.
- Co on tu robi? – zapytała z niezadowoleniem.
- Bawił się w listonosza, ale już wychodzi – mruknął Severus, wciskając pergamin w rękę Kasha, którego usta niepokojąco wygięły się w kpiący uśmieszek.
- Snape, no wiesz? Śmierciożerca pieprzący się z aurorką? Przecież to hańba – rzucił zjadliwym tonem. – Nie obawiasz się, że ta twoja poszukiwaczka sprawiedliwości cię przymknie, co zresztą powinna zrobić?
Tonks fuknęła ze złością, a Severus zacisnął pięści.
- Kash, lepiej dla ciebie, żebyś sam się przymknął – warknął Severus z rosnącą irytacją. – Inaczej będę zmuszony, by poprawić to, co zrobiłem na uczcie, ale wtedy dopilnuję, żebyś przynajmniej przez miesiąc nie był w stanie się odezwać.
- Grozisz mi? O ile pamiętam za to może być całkiem wysoka grzywna, jeśli to zgłoszę – odparł Kash ze stoickim spokojem, ale w jego oczach pojawił się paskudny błysk. – Ale wiesz, Snape, powinieneś się wstydzić. Kto by pomyślał, że zniżysz się do rękoczynów, jak twój ojciec.
Chyba tylko cudem Tonks zdążyła chwycić Severusa za rękę, nim zdążył wyprowadzić nokautujący cios. Błyskawicznie stanęła za jego plecami, kładąc mu uspokajająco rękę na ramieniu. Kash jedynie roześmiał się paskudnie i spokojnie wyszedł, nie siląc się na jakiekolwiek pożegnanie.
- Przysięgam, że go kiedyś zabiję – warknął Severus, wpatrując się ze złością w drzwi.
- Nie daj się sprowokować. On tylko czeka, żebym mu coś zrobił, przez co miałby na ciebie haka.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak ten palant mnie denerwuje.
- Nie muszę sobie wyobrażać, widzę. Chodź, przyda ci się teraz mały relaks – powiedziała, ciągnąc go lekko w kierunku sypialni.
Blisko dwie godziny później całkowicie zapomniał o wizycie przeklętego Kasha. Siedział w salonie całkowicie odprężony po wspaniałym masażu, jaki zafundowała mu Nimfadora i z nieznacznym uśmieszkiem wpatrywał się w jej twarz, na której widniało pełne skupienie. Wiedział, że powinien wykorzystać wolny czas na sprawdzenie esejów, ale obserwowanie jej, gdy próbowała rozgryźć zagadkę kolejnego morderstwa, było dużo ciekawszym zajęciem. Do tej pory nie sądził, że zwykłe czytanie książki może przywołać tyle różnych emocji. W jej oczach błyszczała ekscytacja na przemian z irytacją, która pojawiała się, gdy jej kolejne przypuszczenia się nie sprawdzały. Gdy się głęboko zastanawiała w dosyć zabawny sposób marszczyła brwi, krzywiąc się lekko, a gdy wpadała na nowy trop oczy rozszerzały jej się w podnieceniu, a włosy gwałtownie zmieniały kolor.
- Czy oni naprawdę są ślepi? Przecież to oczywiste, że ktoś za nim stał! – wykrzyknęła w końcu, złoszcząc się na nieudolnych świadków.
- Czemu jesteś aurorką? – zapytał Severus niespodziewanie, brutalnie ściągając ją z powrotem do rzeczywistości. Z trudem zdołał się nie roześmiać, gdy spojrzała na niego mało przytomnie. – Może źle to ująłem. Dlaczego jesteś tylko aurorką?
- A niby kim mam być? – zdziwiła się. – Zatrudnili mnie na takim stanowisku…
- Czemu nie jesteś detektywem? – przerwał jej, przyglądając jej się z zaciekawieniem.
Po jej twarzy było widać, że mocno ją zaskoczył takim pytaniem. Nie minęło jednak pół sekundy, jak roześmiała się głośno. Odłożyła książkę na stolik, uprzednio zapamiętując numer strony i ułożyła się na boku, opierając się o podłokietnik sofy, by spojrzeć na niego z rozbawieniem.
- Dlaczego sądzisz, że powinnam być? – odpowiedziała pytaniem, a w jej oczach rozbłysła ciekawość.
- Może dlatego, że jesteś bystra – wzruszył ramionami. – Czy nie tym cechuje się dobry detektyw?
- Obawiam się, że mnie trochę przeceniasz – roześmiała się. – To, że potrafię rozgryźć zagadkę z książki, jeszcze o niczym nie świadczy. Poza tym, praca detektywa w Ministerstwie wygląda inaczej, niż sobie wyobrażasz. Jest ciągle tylko i wyłącznie papierkowa robota, a jak zdarzy się jakaś akcja w terenie, to święto jest. A ja nienawidzę papierów i lubię działać, dlatego uwielbiam moją pracę – dodała, uśmiechając się szeroko.
- Nie myślałaś nigdy, żeby coś zmienić? – zapytał z nutką zdziwienia w głosie.
- Po co? Dobrze mi tak, jak jest – odparła spokojnie.
Severus przez dłuższą chwilę przyglądał jej się uważnie.
- Pomimo tych wszystkich durni, z którymi musisz pracować? – upewnił się w końcu.
- Tak, pomimo tych durni. Wbrew pozorom większość z nich należy raczej do sympatycznych osób.
- Jesteś dziwna.
Roześmiała się głośno, słysząc jego niemal oskarżający ton. Demonstracyjnie zignorował jej wybuch śmiechu, który doprowadził ją niemal do łez, wstał i dostojnym krokiem udał się do pracowni, co znów wywołało u niej jeszcze większe rozbawienie. Severus zastanowił się, czy powinien się właściwie czuć taki zadowolony z siebie, że doprowadził ją do śmiechu…
Przez cały dzień rozmawiali ze sobą stosunkowo niewiele. Tonks skupiła się na czytaniu książki, zaś Severus zamknął się w pracowni, gdzie przyrządzał dla niej kolejną porcję eliksirów. Oboje byli tak skupieni na swoim zajęciu, że o obiedzie, a później także o kolacji, musiał im przypomnieć skrzat, którego wysłała Minerwa, gdy Severus nie zjawił się na posiłku w Wielkiej Sali. Sytuacja zmieniła się dopiero pod sam wieczór, gdy to Snape oświadczył, że wychodzi. Wystarczyło jedno spojrzenie na jego strój, by Tonks upewniła się, że w najbliższym czasie nie będzie miała najmniejszych szans na spokojne zaśnięcie.
- Niedoczekanie jego – prychnęła, gdy polecił jej nie oczekiwać jego powrotu, nim wyszedł z kwater.
Z rezygnacją odłożyła książkę, która nagle straciła cały urok i poszła do sypialni po gitarę z nadzieją, że muzyka pomoże jej we względnym spokoju wytrwać te kilka najbliższych godzin. Nie kryła przed sobą, że się boi. Po tym, w jakim stanie widziała Severusa ostatnim razem, miała pełne prawo martwić się o jego bezpieczeństwo.
Tak się skupiła na każdym najdrobniejszym dźwięku, że nie zauważyła, kiedy minęły przeszło cztery godziny. Nie przerywając grania, zerknęła na stojący na kominku zegar i westchnęła cicho. Spuściła głowę, by przyjrzeć się dźwięczącym pod jej palcami strunom.
- It's a quarter after one I'm all alone and I need you now – zanuciła bezmyślnie pod nosem. - And I said I wouldn't call…
-But I'm a little drunk and I need you now – rozległo się niespodziewanie tuż przy jej uchu.
Gwałtownie poderwała głowę, by spojrzeć na przyglądającego jej się z rozbawieniem Severusa. Była tak pochłonięta piosenką, że nie zauważyła, gdy wrócił i zakradł się, by przykucnąć za sofą. Skrzyżowane ręce położył na oparciu mebla i podparł dłonią głowę, uśmiechając się lekko.
- Ciekawy wybór piosenki. Słyszałem ją dzisiaj w barze – powiedział cicho, przyglądając jej się uważnie.
- Nic ci nie jest? – zapytała z dozą niepokoju w głosie.
- A wyglądam, jakby mi coś było? Poza tym, że jestem a little drunk?
Głęboko odetchnęła z ulgą i odłożyła gitarę, po czym usiadła bokiem na sofie, by spojrzeć na niego.
- Martwiłam się.
- Niepotrzebnie – mruknął, wywracając oczami. – O ile się nie mylę, chyba kazałem ci iść się położyć i nie czekać, nieprawdaż? Ale w sumie dobrze, że nie śpisz – dodał z tajemniczym uśmiechem, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć.
Podniósł się gwałtownie i szybko podszedł do stojącego z boku gramofonu. Pogrzebał nieco przy nim i nie minęło kilka chwil, jak salon wypełniły żywiołowe dźwięki tanga. Podszedł powoli, zatrzymał się tuż przed nią i wyciągnął rękę.
- Zechce pani ze mną zatańczyć?
Uśmiechnęła się szeroko. Gdy tylko chwyciła jego dłoń, przyciągnął ja do siebie gwałtownie z uśmieszkiem wyższości. Kopniakiem odsunął na bok stolik, robiąc tym samym więcej miejsca. Trzymając ją bardzo blisko siebie, obrócił się kilka razy i przystanął, by odchylić ją lekko w tył. Tonks wykorzystała ten moment i z wyzywającym uśmieszkiem otarła łydką o jego nogę. Severus uniósł lekko brew i przyciągnął ją znów do siebie, zsuwając rękę w dół jej pleców. Każdy jeden krok czy obrót były doskonale wyważone. Każdy dotyk wywoływał silniejsze uczucia, każde muśnięci powodowało dreszcze. Severus ani na moment nie oderwał wzroku od jej oczu, a Nimfadora śmiało odpowiadała na każdy jego ruch, zmieniając ich taniec w swoistą walkę o dominację. Oboje poruszali się tak płynnie, że niemalże płynęli w powietrzu. Tonks czuła się wprost nieziemsko w jego silnych ramionach. Serce biło jej coraz szybciej, myśli plątały się coraz bardziej. Zniknął otaczający ich salon, a przed sobą widziała tylko lśniące, wpatrzone w nią czarne oczy, pałające nieznanym jej uczuciem. Nagle Severus pochylił ją tak nisko, że czubkiem głowy prawie potknęła podłogi. Na moment zastygli w tej pozycji, nim powoli uniósł ją z powrotem do pionu. Muzyka zaczęła z wolna cichnąć, a Severus wciąż nie obrywał wzroku od jej twarzy. W jego oczach pojawiła się dziwna intensywność, gdy badał jej twarz milimetr po milimetrze.
- Sev…? – odezwała się, ale momentalnie położył dłoń na jej ustach.
Przesunął delikatnie palcami po jej wargach i musnął jej policzek, wywołując falę gorąca, która zalała ją niespodziewanie. Nie odrywając dłoni od jej twarzy, pochylił się nieznacznie i pocałował ją delikatnie raz i drugi, jakby próbował nieznanego owocu. Zamknęła oczy i zadrżała, gdy przyciągnął ją bliżej, wciąż nie odrywając swoich ust od jej. Zarzuciła mu ręce na szyję, pragnąc, by ta chwila trwała wiecznie.
Kiedy w końcu się od niej odsunął, z trudem łapała oddech. Cała drżała, od wewnątrz rozpalał ją taki żar, jakby miała lada moment spłonąć. Oparła się na nim ciężko, nie potrafiąc zmusić własnego ciała do posłuszeństwa. Nigdy wcześniej nie czuła czegoś podobnego. Gdy objął ją mocno, zrozumiała, że zrobi dla niego wszystko…
Mały duch spacerował spokojnie po zamku, przyglądając się leniwie każdemu mijanemu obrazowi. Nie wiedzieć czemu, czuł, że ta noc jest inna niż wszystkie. Jego wrodzona ciekawość skręcała się z pragnienia, by dowiedzieć się, cóż takiego ma się wydarzyć, ale coś mu mówiło, żeby czekał. Czekał więc już blisko dwie godziny, krążąc po korytarzach, aż wreszcie jego cierpliwość została nagrodzona.
- Filiusie – rozległ się w jego myślach basowy głos Merlina. – Udało się.
Miast odpowiedzieć, Flitwick uśmiechnął się z zadowoleniem. Z błogim westchnięciem po raz kolejny i ostatni rozejrzał się po zalanym księżycowa poświatą korytarzu zamku. Przymknął oczy, zachowując ten obraz w pamięci i bezszelestnie rozpłynął się w powietrzu.
