28. Dziewczynka

-Ja… Jestem bogiem.

-Ekhe… - Zakrztusiłam się przełykaną właśnie herbatą. „On ściemnia prawda?" – Bogiem?

-Owszem. Shintoistycznym bóstwem księżyca. Nazywają mnie…

-Tsukiyomi, syn Izanami i Izanagiego, brat Amaterasu i Susanoo. – Brutalnie weszła mu w słowo Lu. Zawsze się zastanawiałam, skąd ona bierze tą wiedzę. O wszystkim dosłownie. Ściągi po rękawach nosi czy co?

-Masz rację, Lu – uśmiechnął się lekko.

W tym momencie drzwi otworzyły się gwałtownie, a znam tylko jedną osobę, która wbija do mieszkania z partyzanta.

-Chyba Naru wrócił – nerwowo zaśmiał się Aki.

-Onee-chan!

Głośne kroki na drewnianej podłodze, odgłos potknięcia się o sporą barykadę z 9 par butów wszystkich gości i w końcu blondyn wszedł do salonu.

-O! Cześć. – Wyszczerzył się do wszystkich.

-Naru-chan!

Rzuciła się na niego stęskniona Shirubia. Kiedy w końcu przestała go dusić, przysiadł się do nas, zajmując miejsce na skraju kanapy. Złapał czarkę mojej częściowo już wypitej herbaty i wychylił resztę na raz. Patrzyłam tęsknie na tę scenę. Moja herbata! T_T

-Na zdrowie, braciszku – rzuciłam z sarkazmem.

-Gomen, gomen – uśmiechnął się przepraszająco. I szybko zmienił temat: - A co wy tu robicie?.

-A, wiesz… Wywiązała nam się tu taka ciekawa dyskusja… - odpowiedziała Kazumi wymijająco.

-I nie jecie ciastek? Do herbaty zawsze trzeba zjeść ciastko! – Spojrzał na nietknięty talerz łakoci. Po chwili zastanowienia wyciągnął łapki i zaczął garściami pakować je do ust.

-Ojć, daj spokój – ucięła Sui.

Zapadła chwilowa cisza, w trakcie której kontemplowałam zagadnienie ciastek.

-Może my będziemy się już zbierać – Lu podniosła się z miejsca.

-Tak, tak. Idziemy – przytaknął Hikaru, również wstając.

Milcząco skinęłam głową. Odprowadziłam gości do wyjścia, żegnałam po kolei każdego. Akihiro zatrzymałam w drzwiach, chwytając za nadgarstek.

-Aki, wiem, że to było dla ciebie trudne…

Uśmiechnął się delikatnie – To prawda. Ale cieszę się, że w końcu to powiedziałem.

-Przepraszam, ale potrzebuję trochę czasu, żeby to przetrawić. Porozmawiamy później, dobrze?

-Jasne. Nie ma sprawy.

I wyszedł, a ja wróciłam do salonu.

-Jak misja? – Zapytałam.

-Poszło dobrze. Wykonana, babcia Tsunade zadowolona – pochwalił się. – A skoro już o niej mowa, to ma dla ciebie jakieś zadanie. Sama nie ma czasu, więc kazała ci przekazać.

Rzucił mi zwój od Hokage.

-Aki, mamy misję – rzuciłam od progu.

Otworzył mi drzwi cały pognieciony i w dodatku umazany na twarzy… czekoladą, jak mniemam. W ręce trzymał kubek z ów brązową mazią. Gestem zaprosił mnie do środka.

-Gorącej czekolady?

Skinęłam głową, udając się do niewielkiego salonu. Szatyn na chwilę znikną w kuchni. Rozejrzałam się po pokoju. Wszędzie walały się szkice, niektóre na zupełnie małych skrawkach kartek. Na stole zaś leżał nieskończony jeszcze obraz, namalowany w większości właśnie, o Jashinie, czekoladą. Chłopak wrócił i przysiadł się do mnie, podając mój ulubiony czarny kubek z namalowanym białym kotkiem, który właściwie był jego, ale mój, z tym, że u niego.

-Co to ma przedstawiać? – Ruchem głowy wskazałam na obraz.

-Jeszcze nie wiem. Nazwę go „Czekoladową Fantazją" – wyjaśnił oblizując palce.

Upiłam łyk słodkiego napoju. „Mmm… Gorące."

-Co to za misja? Trudna?

-Nie, raczej nie. Ale biorąc pod uwagę, że została przydzielona akurat nam, to raczej tylko pozory. – Zamyśliłam się na chwilę. – Mamy opiekować się małą dziewczynką, podczas gdy jej matka będzie na misji dyplomatycznej w Wiosce Mgły.

-A dlaczego my mamy to robić? Nie mogą jej znaleźć jakiejś normalnej niańki?

-Ta mała to szlachcianka. Niby nikt nie powinien na nią polować, jednak Tsunade wolała zapewnić jej dobrą ochronę. No i musimy ją trenować.

Akihiro jęknął żałośnie. – Trenować? A bo mi się chcee…

-Chce czy nie – musimy. Takie mamy zadanie. Za to nam płacą.

Nazajutrz.

-Możesz otworzyć drzwi? – Zapytałam Akiego w skupieniu mieszając pomidorową zupę.

Oderwał się od zieleniny, którą zawzięcie siekał od kilku chwil i pomaszerował do przedpokoju. Pukanie powtórzyło się jeszcze raz, nim zdążył dojść do wyjścia.

-Ayremi, Shimizu-san przyszła! – Dobiegło mnie wołanie chłopaka.

Zmniejszyłam ogień pod garnkiem i poszłam powitać gości. Kyuhiko, swoją drogą bardzo miła osoba, grzecznie odmówiła wejścia do środka, mówiąc, że naprawdę żałuje, ale bardzo jej się spieszy. Przedstawiła nam swoją córkę – Mayumi – i pozostawiła pod naszą opieką. Zaraz później udała się, jak sądzę, na misję do Mgły.

-Może pomidorówki? – Spytałam Małej, na co ta skinęła głową z miłym uśmiechem.

Usiedliśmy w kuchni. Każdy dostał wielką michę zupy i łyżkę w dłoń.

-Zieleniny? – Grzecznie zaproponował szatyn.

Krzywiąc się, zaprzeczyłam szybko. Za to oni solidaryzowali się w ubóstwianiu ton zielonych paprochów pływających w, bardzo dobrej przecież, zupie. Obrzydliwe.

Jedząc, kątem oka przyglądałam się dziewczynce. Trzeba było przyznać, że urocze z niej dziecko. Ciemnorude włosy mocno kontrastowały z szarą sukienką, którą miała na sobie. Delikatne rysy ślicznej twarzyczki, smukła sylwetka i nienaganne maniery również wyróżniały ją z tłumu. Cieniutkie srebrne bransoletki na jej przegubie cichutko podzwaniały przy każdym ruchu. Na szyi zawiązaną miała czarną wstążkę, a na niej medalion w kształcie serca, zapewne otwierany.

-Mogę spytać, ile masz lat? – Zagaiłam przerywając na chwilę jedzenie.

-Dziesięć i pół. W sumie prawie jedenaście. – Odparła.
Po kilku minutach wytężonego wiosłowania łyżkami, odezwała się znowu.

-Remi-nee, mogę prosić o dokładkę? Aki-nii, nasypiesz mi pietruszki?

Rudowłosa przechyliła głowę na bok w rozkosznym geście. Lekko zaskoczeni nadanymi nam zdrobnieniami, z radością spełniliśmy jej prośbę. „To jednak będzie naprawdę przyjemna misja" – pomyślałam.