Nie miał pojęcia o co chodzi, ale czuł, jakby to było pożegnanie.
Zwłaszcza kiedy Scott przyszedł następnego dnia, pozwalając mu wygrywać ze sobą w Call of Duty, a kolejnego Erica, która siedziała mu długo na kolanach i obejmowała jego szyję, chowając w niej również twarz.
Boyd był następny w kolejce. Przyniósł Stilinskiemu swój słynny sernik i rozmawiał z nim kilka godzin, chociaż Vernonowi nie często zdarzało się otwierać usta w jego obecności. Chłopak opowiadał mu o swojej młodszej siostrze, o rodzicach, którzy wyjechali z nią do Europy, o tym, jak blisko ze sobą byli i nadal są, pomimo odległości. Mówił o tym, że Stiles jest pierwszą osobą od dawna, której zaufał, i szatyn prawie się popłakał.
To naprawdę było pożegnanie.
Kolejnego dnia poszedł do pracy, mentalnie przygotowując się do ostatniego spotkania z Derekiem. Dzieciaki zaprzątały jego myśli i Stiles co chwila musiał przełykać gulę w gardle.
Wracając do domu, prawie wypadł z drogi, tak szybko jechał. Wpadł do mieszkania, które nigdy nie wydawało mu się bardziej ciche, a potem usiadł na kanapie i czekał.
Czekał.
Czekał.
Czekał tak długo, aż nadeszła noc, a Derek wciąż się nie pojawił.
