28. Rozdział, w którym czerwona kropka świeci się w górze ekranu.

- Ała! - wrzasnął Malfoy, gdy pazury pantery na dłoni Severusa smagnęły w poprzek jego klaki piersiowej, rozrywając materiał jego ubrania. Był późny wieczór. Światła w pokoju były przymglone, by imitować poblask świec. Niestety Leon w swoim pokoju na piętrze nie posiadał świec, a jedynie zwykłą mugolską elektrykę. Obu mężczyznom w niczym to jednak nie przeszkadzało. W końcu mieli wieczór dla siebie i nie zamierzali zmarnować go na jakieś głupoty.

- Co? - Sev uniósł brew zdziwiony tak gwałtowną reakcją na ból.

- Crucio! - krzyknął Lucjusz. Severus opadł na kolana dysząc ciężko. Lucjusz podszedł do niego stając naprzeciwko, po czym sprawnym ruchem rozpiął swoje spodnie. - Częstuj się. - Złośliwy uśmiech zagościł na twarzy blondyna.

- Nie boisz się, że ci go odgryzę? - Severus pokazał zęby w złośliwym grymasie, gdy tylko ból zniknął.

- Wtedy nie będę miał cię czym zerżnąć, a tego byś nie chciał.

- Touche. - Uśmiechnął się zadziornie Snape i polizał członka, którego miał przed twarzą. Lucjusz syknął, przymykając lekko powieki i wypchnął biodra do przodu. Severus zaczął zataczać wzory na jego penisie, jakby coś na nim pisał.

-C-co t-tam bazzzgrzesz? - jęknął blondyn, próbując złapać oddech. Severus podniósł tylko wzrok, by spojrzeć mu w oczy, po czym powoli wypuścił jego penisa z ust.

- Veritaserum. - szepnął i znów zaczął kręcić młynki językiem na zaróżowionej główce. Jego szczupłe palce powędrowały do jąder Lucjusza, drażniąc je delikatnie. W tym samym momencie Lucjusz poczuł jak czar wiąże jego nogi, rozsuwając je od siebie szeroko. Nie był w stanie ich złączyć. Jedna dłoń wciąż pieściła jadra, język wypisywał przepis na cholerny eliksir, a druga dłoń błądząc po klatce piersiowej Lucjusza powoli wypuszczała kocie pazury. Ostre. Długie. I błyszczące. Lucjusz syknął spinając całe swoje ciało, gdy poczuł jak jego skóra pęka pod czułym dotykiem kociej łapy. W tym samym czasie jego zwieracze zostały zaatakowane przez zwinne palce.

Spojrzał w dół, ale był w stanie dostrzec jedynie burzę czarnych włosów. Jego ręce wciąż były wolne, zatopił je więc we włosach Severusa i odgarnął je z jego twarzy. Widząc jak jego penis znika gdzieś w ustach bruneta, syknął podniecony. Palec poruszył się kolejny raz, ocierając się o jego prostatę, wywołując dreszcz. Jęknął przeciągle próbując uciec od dotyku. Nie był w stanie jednak tego zrobić, jego nogi wciąż skrepowane były magią, przyklejone do podłoża.

Ostry pazur rozciął skórę wokół lewego sutka. Ból był olbrzymi. Lucjusz poczuł jak gorąca, czerwona ciecz spływa po jego piersi do brzucha. Obserwował czerwone krople, które brudziły biodro. Severus uwolnił jego zwieracz, by znów zacząć pieścić jądra i penisa. Severus spojrzał z głodem w oczach na posokę, po czym polizał ją. Bardzo powoli zaczął się podnosić, zmywając własnym językiem ślady krwi z ciała Lucjusza. Malfoy jęknął, gdy gorące usta zaczęły ssać poraniony sutek. Jego dłonie odruchowo powędrowały do spodni Snape'a, by je rozpiąć. Snape tylko zrzucił z siebie koszulę i odepchnął dłonie blondyna od swojego naprężonego członka. Pazury teraz dostrzegalne w obu dłoniach mknęły po skórze blondyna.

- T-taak. – jęknął.

- Słucham? - syknął Snape w jego ucho.

- B-boli.

- Ma boleć.

- T-tak. – Czuł, że zaraz eksploduje. Ręka z bardzo ostrymi paznokciami zaczęła go znów pieścić. Czuł mocny zacisk dłoni na swoim członku. Poruszała się rytmicznie w górę i w dół. Lucjusz poczuł gorący oddech na swoich plecach i zadrżał. Druga ręka rozcinała jego koszulę. Czuł zęby na ramieniu, delikatne kąsanie, i wtedy ostry pazur przemknął po jego biodrze.

- Pr-roszęe. Zzzwariuję.

- O co prosisz? - dominujący głos Severusa syknął mu w ucho.

- Więcej - jęknął. Poczuł palec miedzy pośladkami i poruszył się gwałtownie.

- Tego więcej?

- Więcej - jęknął. Poczuł jak świat osuwa mu się spod nóg, a on sam leci na twarz. Odruchowo wyciągnął przed siebie dłonie. Upadł na kolana. Kolejne smagnięcie pazurów przez plecy. Ból mieszał się z przyjemnością. Jego penis domagał się uwagi. Delikatne pieszczoty jąder i pośladków i krew cieknąca z rozciętego ramienia.

- Kim jesteś? - szepnął Sev i smagnął go znów po plecach.

- Nikim. Jestem tylko zabawką.

- Jesteś. - Po pośladkach Lucjusza popłynął gorący płyn. Płomień sprawiał, że wypiął się bardziej.

- Pali. Boli.

- To dobrze, że boli. - warknięcie w ucho. Ogień zmieniał się w potrzebę. Znów dłoń na jego penisie. Sprawna. Gorąca, niczym płomień. I w tym momencie ból. Severus wszedł w niego. Lucjusz poczuł dreszcz. Sev poruszał się w nim powoli. Próbując się dopasować. Lucjusz czuł jak pożądanie zupełnie przejmuje kontrolę nad jego ciałem. Wypchnął biodra, by spotkać się z ciałem kochanka. By czuć go głęboko. Dłoń Severusa już bez pazurów pieściła go, druga trzymała go za kark kontrolując sytuację.

- Tak. Szybciej - jęknął Lucjusz, czując kolejne pchnięcia. Snape przyśpieszył, jego ręka poruszała się szybko i zdecydowanie na członku Lucjusza. Czuł gwałtowne ruchy w sobie, czuł jak główka penisa Seva ociera się o jego prostatę i wrzasnął.

- Tęskkn'em. – jęknął, czując, że dochodzi. - Sssev. - Świat zaczęła ogarniać mgła. Ból. Przyjemność. Ciepło. Zapach za którym tęsknił. Ciało, które uwielbiał. Odpływał, dochodząc.

- Ter-raz - usłyszał urywany szept czarnowłosego demona.

- Crucio. - szepnął i usłyszał wrzask prosto w swoje ucho. Fala gorąca rozeszła się po jego wnętrzu. Czuł jak ciało za nim drży konwulsyjnie i zdjął klątwę. Dopiero wtedy spojrzał w dół. Dłoń wciąż zaciśnięta na jego członku. Jego własna sperma spływała po tych bladych, chudych palcach. Westchnął cicho i pociągnął do swojej twarzy tą dłoń. Oblizał po kolei każdy lepiący się palec. Sev oddychał ciężko w jego ucho. - Nowa maść nawilżająca? – spytał.

- Cynamonowa - usłyszał mruknięcie bruneta.

- Strasznie piecze. - W tym momencie poczuł zwinny język miedzy pośladkami. Po chwili zęby wbiły się w jego tyłek.

- Nie wygląda żebyś miał uczulenie. - Lucjusz powoli obrócił się, by usiąść i spojrzeć w twarz Snape'a. Brunet był spocony i ubabrany krwią na twarzy.

- Wyglądasz jakbyś coś właśnie upolował.

- Upolowałem. Mój prywatny niewolnik. – mruknął Severus prosto w usta blondyna i ugryzł go w dolną wargę. – A ja - twój pan.

- Ja, twój pan. - odpowiedziało mu prychnięcie Malfoya i na twarzy bruneta pojawił się złośliwy uśmiech.

- Mój panie... eliksiru?

- Poproszę. Wsmaruj w rany. – Wyniosłym tonem odparł Lucjusz i rozłożył się na poduszkach niczym książę. Severus polizał rozcięcie na brzuchu i Lucjusz zacisnął szczęki by nie skrzywić się z bólu.

- Wyglądasz jakbyś wpadł do sokowirówki – mruknął Snape ssąc jego opuchnięty, rozcięty sutek.

- Słucham?

- Och... mógłbyś w końcu wyjść z posiadłości i chociaż poczytać o mugolskich sprzętach. – Snape z irytacją sięgnął na półkę po maść leczniczą.

- Nie potrzebuję. El Grinni nigdy...

- El Grinni sam ma mikrofalówkę w domu.

- Nauczę się jak nie będę miał wyjścia. – Wzruszył ramionami Lucjusz, wskazując ranę, która wyglądała najgorzej. Severus delikatnie naniósł specyfik na uszkodzoną skórę.

- Ta ignorancja ci nie pomoże. Wiesz o tym?

- Dzięki niej Riddle mi ufa.

- On ci nie ufa. Wykorzystuje tylko twoje pieniądze.

- Jeden pies. Miałem być blisko i jestem. - Wzruszył ramionami blondyn. - Jak twój pupil?

- Uparty jak ojciec. Ale szef zdaje się przypadł mu do gustu.

- Z wzajemnością, jak słyszałem. Nigdy nie okazał nikomu takiej sympatii przy ludziach - Lucjusz zmrużył lekko powieki i pochylił się, by pocałować Severusa.

- Tak romantycznie? Zaraz buzi? – Snape uniósł brwi zdziwiony.

- Czy to, że nie chcę odgryźć ci języka za każdym razem, gdy wtykasz mi go do gardła, w poszukiwaniu migdałków, jest twoim zdaniem łagodnością?

- Ty mi to powiedz – odparł Snape. Kolejne wzruszenie ramion.

- W takim razie chyba sie starzeję. - Lucjusz opadł znów na poduszki.

- Ale za to z jaką klasą. – Severus przemknął dłonią po pięknie wyrzeźbionej klatce piersiowej.

- Tęskniłeś? – spytał Lucjusz.

- Jak ci powiem, że brakowało mi adrenaliny, to uznasz, że zmiękłem? - odpowiedział Severus. Jak zwykle gdy nie chciał odpowiadać na zadane pytanie.

- Być może. - Lucjusz powstrzymał cisnący się na usta uśmiech.

- W takim razie muszę ci powiedzieć... - Severus wychylił się w stronę kochanka i spojrzał mu głęboko w oczy - Że jest mi z tego powodu zupełnie wszystko jedno...

- Kłamiesz. - Srebrzyste oczy spojrzały na niego niemal migocząc.

- Nie sądziłem, że będziesz pamiętał… - Snape przemknął palcami po kręgosłupie Malfoya, jeden jego palec zakończony był znów ostrym pazurem. Na skórze blondyna pojawiła się gęsia skórka.

- Uwielbiam jak krzyczysz - odparł Lucjusz i w odpowiedzi i przemknął palcem po grdyce Severusa.

- Tak pięknie wzdychasz... jak mógłbym ci poskąpić mojego krzyku po takiej zachęcie? - Czarne oczy świdrowały go z rozbawieniem. Lucjusz zmienił pozycję i po chwili siedział kilka centymetrów od ciała Seva i otaczał jego biodra swoimi nogami.

- Teraz ja – mruknął Malfoy.

- Co ty?

- Ja chcę być na górze.

- A kto, na Merlina, powiedział ci coś takiego? Myślisz, że oddam dowodzenie?

- Myślę, że oddasz. - szepnął Lucjusz w jego ucho i polizał je delikatnie. Snape wzdrygnął się.

- Spróbuj mnie przekonać.

- Och, Severusie... zrobię co w mojej mocy. - Uśmiechnął się szelmowsko i machnął dłonią z różdżką. Sev podniósł wzrok w kierunku lewitującej do nich płonącej świeczki, która zmaterializowała się z nikąd.

- Tylko nie depilacja... - jęknął przeraźliwie.

- Nie zamierzam pozbawiać cię twoich ślicznych włosów. - Lucjusz chwycił świeczkę w dłoń i zbliżył ją do prawego ramienia Seva. Jego oczy rozszerzyły się nieznacznie, gdy płomień dotknął skóry. Skrzywił się przez chwilę i Lucjusz odsunął ogień. Snape spojrzał na zaczerwienienie i uśmiechnął się przepraszająco.

- Wygląda na to, że jednak masz na mnie sposób. - Lucjusz spojrzał w dół i uśmiechnął się mimo woli. Erekcja Severusa jasno świadczyła o tym, że jego ciało doskonale pamiętało co będzie dalej.

- Panie profesorze, czy przełożeni wiedzą co pan robi? To oburzające. - sarknął Lucjusz i polał gorący wosk na klatkę piersiową Snape'a.

- Odkąd widziałem pewnego członka rady szkoły... wierzę, że mają świadomość moich preferencji. - uśmiechnął się Sev złośliwie i przyciągnął Lucjusza do siebie. Blondyn pocałował go delikatnie, po czym syknął. Z jego ugryzionej wargi spływała krew.

- Jesteś bardzo niegrzeczny. Zarząd powinien cię ukarać.

- Och. Świetnie się składa, że wydelegowali kogoś właściwego do tego zadaniaaaa! - wrzasnął Snape, gdy czerwone krople wosku spłynęły po jego brzuchu, zahaczając o penisa. Lucjusz oblizał wargi i popchnął Severusa na poduszki.

- Leż, kocie - rozkazał i przetoczył świeczkę po napiętym brzuchu bruneta. Ogień i wosk zostawiały czerwony ślad, tam gdzie dotknęły skóry. Lucjusz dobrnął do klatki piersiowej... Severus zacisnął powieki i wczepił dłonie w pościel. Ogień otoczył różową skórę na lewym sutku. W tym samym czasie, prawy zniknął w ustach Lucjusza.

- Taaaak. - jęknął wypychając biodra. Lucjusz przetoczył świeczkę na prawą stronę, rzucając jednocześnie czar chłodzący na lewą. Snape zadrżał. Czuł szczypanie i gorąco. Wilgotny język i ostre zęby. Zamknął oczy.

- Cynamon powiadasz... zobaczymy. - szepnął Lucjusz i po chwili Severus poczuł zwinną, delikatną dłoń na swoim penisie. Po pomieszczeniu znów rozszedł się zapach cynamonu. Ogień płonął na jego sutkach. Wosk na brzuchu zastygł, ale Lucjusz znów go podgrzał sprawiając, że spłynął do pępka. Mrowienie skóry doprowadzało go do szaleństwa. Maść nawilżająca paliła. Pulsowanie gorąca na jego członku przyspieszało jego tętno. Oddychał coraz ciężej, gdy rozgrzana dłoń rozsmarowała krem po jego jądrach i pośladkach.

- Pali... – wychrypiał nieskładnie.

- Boli? – niemal usłużny szept Malfoya, przywrócił mu przytomność.

- Boli.

- Powinno boleć. - usta Lucjusza zakryły jego własne. Blondyn szeptał jakieś słowa. Czar chłodzący, jak domyślił się Snape. Poczuł zimny język. Otaczały go niemal lodowate ramiona. Poczuł jak chłód wchodzi w niego mieszając się z rozgrzewającą maścią. Otworzył oczy, by zobaczyć srebro wpatrzone w niego. Bardzo uważne srebro. Bardzo ostrożne. Zwinne palce uszczypnęły jego sutki, dostarczając bólu. Czuł jak mężczyzna porusza się w nim powoli, niemal celebrując każdy ruch bioder.

- Chcesz mnie zabić?

- Chcę. - szepnął Lucjusz. - Chcę żebyś cierpiał za każdą noc z dala ode mnie. – Ostry niczym klinga głos przy uchu Severusa.

Pochwycił włosy blondyna i przyciągnął go do siebie. Lodowaty język wdarł się do jego ust. Dłonie cudownie zimne chłodziły poparzenia na jego skórze. Wrzątek maści i czar rzucony na ciało Lucjusza, mieszały się w jego wnętrzu, odbierając mu poczucie rzeczywistości. Kolejne pchnięcia pobudzały go. Jego penis ocierał się o twardy, umięśniony brzuch Lucjusza. Przemknął dłońmi po jego plecach i pośladkach.

Blondyn przyspieszył , jego oddech stał się ciężki, usta nabiegły krwią. Oczy zachodziły mgłą, a ciało przestało być kostką lodu. Severus poczuł zęby na uchu, poczuł usta pieszczące jego skórę i chciał krzyknąć kolejny raz. Zwierze w nim przejmowało kontrolę. Węch odbierał osobliwy zapach Lucjusza. Pazury u dłoni rosły. Każdy kawałek jego skóry stał się instynktem. Jego pazury zatopiły się w tych idealnych plecach, rozorały blade pośladki arystokraty. Severus poczuł zapach krwi w tej samej chwili, w której Lucjusz wrzasnął z bólu i rozkoszy. Ten dźwięk przedarł się przez jego osłony, i Severus zupełnie stracił kontrolę.

#

Chwilę później leżał spocony w poprzek łóżka. Lucjusz nakładał maść na jego poparzenia, uważając, by nie sprawić mu niepotrzebnego bólu. Na jego plecach nie było już śladu po pazurach. Jedynie lekko spuchnięta po ugryzieniu warga mogła sugerować, że Lucjusz Malfoy nie spędził tej nocy u boku Narcyzy. Severus uśmiechnął się, oblizując usta. Malfoy pochylił się i przemknął po nich językiem i znów się wyprostował siadając na łóżku.

- Kiedy znów będziesz miał wolne popołudnie? – zapytał niby od niechcenia.

- Wkrótce. – rzucił tylko Severus, sunąc palcem po udzie kochanka. – Nie sądziłem, że to powiem, ale…

- Tak? - Malfoy uniósł znacząco brew w górę.

- Było naprawdę przyjemnie.

##

Wrócił do posiadłości nad ranem. Draco według zeznań świadków nie wychylił przez całą noc nawet nosa ze swojego pokoju. Lucjusz po zajściu ze Zgredkiem z końca czerwca, wolał się upewnić, że reszta jego skrzatów nie łże, a syn nie uciekł gdzieś szukać tego niedorzecznego chłopaka, który zupełnie nie rozumiał magii w sobie i tego co ich łączyło.

Skrzywił się ze złością. Chciałby wybić gówniarzowi przynajmniej ze dwa zęby, jednak musiał przysiąc Severusowi, że go nie tknie. Bardzo to było niewygodne. Z chęcią złoił by mu skórę i pokazał kto tu rządzi. Nie próbował się jednak zastanawiać nad rzeczami na które i tak nie miał wpływu. Uchylił bezszelestnie drzwi do pokoju Draco, ale syn spał zawinięty w kołdrę. Na poduszce jego blond włosy gniotły się nieznacznie, a powieki drgały od ruchów gałek ocznych.

Lucjusz wycofał się cicho w głąb korytarza. Podkrążone oczy młodego Malfoya sprawiały mu niemal ból. Ale wiedział dokładnie, że nie będzie w stanie nic z tym zrobić. Może potraktować go jedynie tak, jak kiedyś potraktował Severusa, mając nadzieję, że bariery umysłowe jego syna nie będą wystarczająco silne, by odeprzeć atak.

Zadziwiał go idiotyzm przepisów ministerstwa. Człowiek musiał się nakombinować, żeby rzucić proste „Imperio", a przecież mogło ratować życie w takich sytuacjach jak ta. Nie zwracał jednak uwagi kiedyś na konsekwencje, które groziły mu za to akurat Niewybaczalne, nie będzie zwracał jej też teraz. I jeśli zostanie do tego zmuszony, nie zawaha się ani przez chwilę.

Na palcach wszedł do sypialni, upewniając się wcześniej, że jego przeklęta żona śpi. Merlinie, czemu magiczne rozwody, są tak opłakane w skutki? Pomyślał, patrząc na śpiącą, niemal eteryczną blondynkę. Nie mógł powiedzieć, że mu się nie podobała. Ale bardziej przypominała mu posąg, albo grecką rzeźbę niż prawdziwą kobietę. Nie było w niej miejsca na złość, na pasję , nie było tam nawet miejsca na łzy. Ciekawe czy jej wyniosła osobowość Blacków pozwoliła by jej się rozkleić, gdyby syn umarł na jej rękach z rozpaczy?

Zacisnął szczęki… Nie dopuści do tego. Nie pozwoli

Nie siląc się nawet na prysznic, wsunął się pod kołdrę, rzucając niedbale ubrania na ziemię. Obrócił się tyłkiem do śpiącej kobiety i przycisnął swoje dłonie do twarzy. Zaciągnął się zapachem na nich. Severus. Nareszcie. Tęsknił za tym od tak dawna, że nawet nie był pewien, czy wszystko co było kiedyś między nimi, nie zniknęło gdzieś w odmętach wspomnień.

A potem poczuł to znów, gdy tylko pojawił się w barze, w którym było spotkanie z szefem. Severus całował go namiętnie, łapczywie jakby ostatnie kilkanaście lat w ogóle się nie zdarzyło. Chciał na niego patrzeć. Tam mógł to robić swobodnie, zanim El Grinni nie wycofał jego osoby ze spotkania, by zdjąć czary maskujące. Lucjusz nie mógł się jeszcze ujawnić, mając świadomość, że chłopak w tym momencie nienawidzi go z dużym prawdopodobieństwem.

Nie mógł już potem tego wieczora porozmawiać swobodnie z Severusem…

Musiał jeszcze późnym wieczorem wrócić, by przynieść staruszkowi jego zioła odmładzające.

Pieprzeni oszuści. Starcy, mający po sto – dwieście lat, którym wciąż się wydaje, że są niezniszczalni.

Oczywiście El Grinni był zdrowy. Nie ciążyła na nim żadna paskudna klątwa. Oficjalnie nikt nie zasadzał się na jego życie. Był jednak na tyle próżny, by odmładzać się ziołami i miksturami… zupełnie jak Dumbledore. Ci faceci nie różnią się prawie wcale w swych oszukańczych postawach, w swych iluzjach, podtrzymujących nieśmiertelne złudzenie, że są potężni. Lucjuszowi chciało się śmiać.

Nie ma potężniejszego stworzenia niż śmierć. Każdy zostanie jej ofiarą. Każdy w ostatecznym rozrachunku zamieni się w worek obgryzionych przez robali kości.

Ale Lucjusz był w stanie pojąć to dążenie do piękna. Miał je we krwi, wyssane z mlekiem matki, i przekazał je synowi. Był tak przywiązany do krwi Wili w swoich żyłach, że gdyby ktoś znalazł czar, by się tego pozbyć, była by to prawdopodobnie najbardziej dotkliwa klątwa jaką mógł oberwać. Oczywiście wszyscy w koło zdawali się wierzyć, że była to zwykła próżność. Umiłowanie fantazyjnych ciuszków i przepychu. Lucjusz nie dbał o ciuchy, mógłby chodzić w łachach, mógłby obciąć włosy. To jego lśniące oczy doprowadzały kobiety do drżenia kolan. To jego stalowe spojrzenie mroziło krew wrogów. To samo spojrzenie, które posyłał Severusowi spod długich rzęs, a które obniżało tembr jego głosu o kilka tonów.

Lucjusz wspomniał szept kochanka, kiedy ten wypowiadał jego imię, błagając o kolejne smagnięcie pleców. Przez jego kręgosłup przemknął kolejny raz dreszcz ekstazy. Chciał tam wrócić. Do tego baru. Do pokoju na piętrze. Chciał zanurzyć swoje palce w lśniące włosy Severusa. Chciał ulec mu ostatecznie, mimo całej przepychanki i poczuć dominujące cięcie pazurów przez skórę na brzuchu. Chciał poczuć ogień smagający ich ciała. I jeszcze gorętszy płomień spalający ich wnętrza.

Kilkanaście lat bez tych ust. Bez oczu. Bez dłoni. Bez pazurów na karku. A jednak dzisiejsza noc była warta każdej sekundy czekania. Każdego spojrzenia, które nigdy nie pojawiło się w jego oczach. Każdego dotyku zachowanego dla siebie przez ten cały czas. W imię zasad. W imię misji. Zadania które wciąż czekało na dopełnienie. Niegodziwość ich przeznaczenia wciąż ich od siebie oddalała. Szkoła. Riddle. Przeklęta Lily Evans. A potem El Grinni i jego prośba nieznosząca sprzeciwu.

Przechodzicie w stan uśpienia. Żadnych spotkań, żadnych pogawędek, żadnego seksu. Poki nie wróci Voldemort.

Ale teraz byli już blisko. Jeszcze tylko dwa przeklęte trupy i Severus będzie mógł zasypiać w jego ramionach. Będzie mógł wtulać w niego swój nos i słyszeć ciche mruczenie zanim zaśnie.

Było w nim więcej pasji. Energii. Więcej życia niż Lucjusz pamiętał z odległych czasów. Być może wspomnienie prawdziwego Severusa przesłaniała mu żałoba, z którą walczył prawie dwa lata po jej śmierci. Teraz jednak Sev wrócił do swojego dawnego Ja. Sarkastycznego, błyskawicznego w reakcjach, złośliwego. Był piękny gdy mrużył swoje oczy, a na ustach pojawiał się ten podły uśmieszek. Lucjusz chciał go wtedy całować.

Śpij Lucjuszu. Pomyślał. Wspominanie dzisiejszej nocy w niczym ci nie pomoże. Musisz uzbroić się w cierpliwość i ostrzyć swoje pazurki na lepszy czas. Kiedy nie będzie musiał chronić cholernego Pottera. Lucjusz miał świadomość, że rodzi się w nim zupełnie nieracjonalna zazdrość o chłopaka. To on sprawiał, że oczy Severusa błyszczały miłością. Miłością! Ze wszystkich uczuć akurat tym musiał obdarzyć tego bachora!

Lucjusz wiedział, że chłopak jest tylko zadaniem. Że Severus musi go chronić. Nie potrafił jednak wytłumaczyć sobie, czemu chłopiec sprawiał mu tyle bólu i czynił go bezbronnym. Czy Severus mógłby pokochać to dziecko na tyle, żeby zniknąć z nim pewnego dnia? Co oznaczałoby to dla Lucjusza? Nie kochał Severusa. Nikogo nie kochał, poza swoim synem. A jednak nie chciałby go stracić. Dzisiejszy wieczór uświadomił mu boleśnie jak bardzo.

##

Severus wszedł do domu najciszej jak potrafił. Harry spał pod kocem na kanapie w salonie, a telewizor wciąż grał. Kanał muzyczny wypuszczał z siebie jakieś kawałki króla popu. Severus poszedł na górę. Prosto do swojej sypialni. Za oknem już świtało. Przez chwilę pomyślał, że powinien się wykąpać, ale nie dbał o to. Ledwo trzymał się na nogach. Usta wciąż go piekły, pamiętając zęby Malfoya.

Niczego tak nie pragnął dzisiaj, jak zostać do rana i zjeść śniadanie w łóżku. Lucjusz musiał jednak wrócić przed świtem, on sam też nie chciał niepokoić Harry'ego. Jego zniknięcie mogło by sprawić, że chłopak zacznie go szukać. Powrót, nawet w środku nocy nie wywoła fali niewygodnych pytań.

Severus miał świadomość po tych kilkudziesięciu godzinach spędzonych w głowie chłopaka, że dzieciak jest zbyt ciekawy. Że chce wiedzieć o nim wszystko i gdyby mógł, to przekopałby jego umysł od nasady nosa, aż po rdzeń kręgowy. Nie zostawiłby mu odrobiny prywatności. Severus musiał się ostatnio nagimnastykować, by obronić się przed chłopakiem. Znaczyło to, że z dnia na dzień stawał się coraz lepszym legiliementą. Co było zadziwiające, bo oklumencja mimo tricków, które stosował by odwrócić uwagę Severusa, nie ruszyła z miejsca praktycznie o cal.

Dzisiejszy wieczór był jednak udany. Wymienili się informacjami o Riddle'u, Albusie, El Grinni. O chłopcach. Mieli czas na zabawę, ból i czułość. Najważniejszym jednak osiągnięciem wieczoru - było dla Snape'a dzisiaj to, że Lucjusz powiedział że tęsknił. Nie dlatego, że Severus spodziewał się, że mogło być inaczej. To że Malfoy pierwszy zdradził emocje, dawało Severusowi tym razem przewagę. Kontrolę nad całym tym układem.

Przemknął jeszcze raz palcami po swoich ustach i poczuł dreszcz. Zapach Malfoya na jego palcach wywołał natychmiast erekcję. Severus jęknął. „Nie zachowuj się jak napalony nastolatek. To tylko Malfoy." Ale jego ciało go nie słuchało. Fala ciepła rozgościła się na jego skórze, domagając się znów dotyku. Severus wiedział, że nie wytrzyma długo, będzie chciał się spotkać z arystokratą, jak tylko czas pozwoli. Mógł mieć jedynie nadzieję, ze Lucjusz będzie pragnął tego równie mocno i Severus nie będzie musiał się zniżać, by prosić go o kolejne spotkanie.


Notka autora:

Ciąg dalszy nastąpi... I tak, będzie więcej seksu, i więcej Lucjusza.

Po namyśle uznałam, że wyjaśnię też kiedyś kwestię pana Glizdogona. Nie teraz jednak - i nie prędko, bo narazie jego historia ma się nijak do historii panów Snape'a i Pottera. :)