Kopalnia zaczęła się walić. Coraz większe kamulce spadały z ścian na podłoże. Wrzeszczałam wraz z kilkoma żołnierzami, by pozostali dali nam znak życia. Dochodziły do nas ledwo słyszalne jęki i okrzyki. Nie słyszałam w nich głosu Rogera. Ścisnęłam moją koszulę od munduru. Poczułam przypływ łez. Sama nie do końca wiedziałam, czy jest to spowodowane dymem czy strachem. Spojrzałam na lidera, który stał nieruchomo nie wiedząc co zrobić. Arsen pobiegła do alt mode Hidea po czym zaczęła grzebać w jego bagażniku. Artur, który okrążył wcześniej całą kopalnie, przybiegł do nas z zatroskaną miną.
- Jak to się stało? - zapytałam zrozpaczona. Prime nie odpowiedział od razu. Przez chwilę rozglądał się po okolicy, potem niewyraźnym wzrokiem spojrzał na mnie i użył dawno mi nieznanego, powodującego dreszcz emocji i strachu słowa "zasadzka". Ten jeden rzeczownik spowodował, że serce zabiło mi mocniej. Byłam trochę zdezorientowana. Gdzie więc podziały się decepticony? Kto uruchomił bombę? Skąd cały ten szatański plan?
- Szefie, trzeba ich stamtąd wydostać - oznajmił Jazz. Optimus przytaknął. Po chwili udał się w stronę zapadniętej po części kopalni wraz z trzema żołnierzami, których nie znałam. Chwyciłam go tylko za rękę i szybko wyszeptałam do ucha, by uważał. Przytaknął potwierdzając, że zrozumiał. Zacisnęłam pięści widząc jak mój chłopak znika w otchłani śmiertelnie niebezpiecznej kopalni. Jazz odsunął z przejścia kilka kamieni. Chwilę później wraz z Arturem dołączyłam do odkopywania wejścia, które niemal do połowy zakrywały kamyki. Gdy będzie potrzeba Jazz w swojej oryginalnej formie usunie barykadę. Spojrzałam się w niebo, a po chwili odmówiłam modlitwę za życie moich bliskich. Gdy powróciłam do odkopywania wejścia ponad połowa tunelu opadła na dół. Wraz z Jazzem stwierdziliśmy, że jedyną pomocą będzie jego przemiana w robota. Tak też zrobił. Jego holoforma zniknęła a zamiast niej obok mnie znalazł się we właściwej postaci. Poczułam ulgę, gdy zobaczyłam jak jego ręka odrywa od ziemi garść solidnych kamieni, a po chwili druga brała tą samą ilość. Wejście pomału zostało odkryte. Zawalona kopalnia mogła jednak przygnieść przebywających w niej ludzi. Musieliśmy jak najszybciej interweniować. Kilka razy krzyczałam imię Optimusa, by uzyskać jakąkolwiek nadzieję, że wszystko gra. Lider jednak nie odpowiadał. Byłam przerażona, jednak miałam świadomość, że w tym całym hałasie mógł nie słyszeć mojego wołania. Zaciskałam pięści i starałam się nie wpadać w histerię. Jazz przestał bawić się w delikatność. Kopalnia sięgała mu do kolan tak więc stanął pod nią okrakiem i zaczął odrywać jej ściany i rzucać niedaleko. Dopiero, gdy Jazz uchylił jeden z największych głazów ujrzałam ludzi. Podbiegłam bliżej by ocenić ich stan. Optimus okrywał sobą kilku żołnierzy. Przeskoczyłam kilka skał i ukucnęłam obok nich. Pierwszym co zrobiłam, było uściśnięcie mojego chłopaka. Zacisnęłam dłonie na jego koszuli i wtuliłam twarz w jego szyję. Lider odwzajemnił gest, uspokajając mnie, gdy drżałam. Gdy wyrwałam się z czułego przytulenia rozejrzałam się po innych. Roger podnosił się niezdarnie z ziemi. Za chwilę upadł znów, tym razem zmiażdżony moim ciężarem. Stęknął cicho, gdy przez chwilę pozbawiłam go możliwości wzięcia oddechu. Niektórzy żołnierze byli ranni, poparzeni. Hide dostał obrażeń nogi. Kilku z drużyny Rogera leżeli nieruchomo. Twarze i ręce mieli pokryte czarnym pyłem. Jonsey sprawdzał ich puls, ale za każdym razem zagryzał wargę i zwieszał głowę. Wśród leżących nieprzytomnie leżał krwawiący z głowy Sanjay. Spojrzałam na niego ze łzami w oczach. Hindus okazał się żywy. Wraz z Arsen, która wróciła ze swoim mieczem, który wcześniej zapewne był u Hidea, ściągnęłyśmy martwym nieśmiertelniki. Roger wygramolił się z ruin i wsadził je do kieszeni jednocześnie wykonując znak krzyża. Rozejrzał się dookoła, a po chwili tłumiąc łzy wyjął pistolet. Odblokował go, wycelował w górę i oddał tyle strzałów ile było zmarłych. Spojrzałam z żałością na stygnące ciała nieznanych mi kompanów. Potem pogłaskałam Sanjey'a po głowie. Miał zamknięte oczy i leżał nieruchomo. Przez chwilę się wahałam, potem położyłam mu chłodną dłoń na piersi i upewniłam się, że wciąż oddycha. Kaszlnęłam i wydostałam się z gruzu. Po chwili zrobili to inni. Odezwałam się jako pierwsza od kilku minut żałobnej ciszy.
- Co się w ogóle do cholery stało?
- John, jeden z poległych, odkrył, że w kopalni znajdują się uwięzieni ludzie. Byli cholernie wychudzeni. Chłopak nieświadomie uruchomił bombę, na której siedzieli ci ludzie. Mieli zakneblowane usta, nie zdołali nas ostrzec. John chciał im tylko pomóc... - powiedział Roger.
- Mieliśmy szczęście, bo byliśmy w pewnej odległości od wybuchu. Johnowi niestety nie udało się uciec - wyjaśnił Hide.
- Który z nich to John? - zapytała Arsen szukając go wzrokiem wśród zmarłych.
- Z Johna, tak jak z jeńców nic nie zostało. Tylko pył i zwęglony nieśmiertelnik, który schował Roger - odparł Jonsey. Przykryłam twarz dłonią, a po chwili pokręciłam głową. Skull położył rękę na moim ramieniu. Przymknęłam oczy na kilka sekund. Potem mój wzrok spotkał spojrzenie Optimusa.
- To decepticony, prawda?
- Jeżeli nie oni, to nie mam pojęcia kto, Selen... musieli to jakoś zaplanować. Ale czemu zostawili energon? - zapytał, ale po chwili odpowiedział sobie na pytanie - musieli nas czymś zwabić. Gdyby nie sześciany w rzece, to miejsce wydałoby nam się zupełnie normalne.
- Kim byli ludzie? - zapytał Jazz, który pojawił się obok nas jako holoforma.
- Zwykli zakładnicy. To była chyba para. W każdym razie kobieta i mężczyzna - powiedział Roger.
Optimus podszedł chwiejnym krokiem do rzeki. Zawołał do siebie Rogera, Skulla i Jonsiego. Potem we czwórkę rozebrali się do majtek i wskoczyli do wody. Chciałam ich zawołać, być może powstrzymać. Czułam, że coś tu nie gra i decepticony nie oddałyby nam energonu. Mogli założyć, że część z ludzi umrze w kopalni, ale nie wszyscy. Tak więc część i tak zabrałaby energon. Nie zostawili by go przecież tak po prostu. Chyba, że zamierzali złapać nas w kolejną pułapkę? Głos ugrzązł mi w krtani, gdy chciałam krzyczeć by wracali.
Niestety było już za późno.
Przeraźliwy wrzask, który sprawił, że przeszły mnie ciarki. Cholernie znany. Nie byłam pewna na jakiej zasadzie to działało... skąd nagle wzięło się pełno beztwarzowych sługusów.
- Prime! - wrzasnęłam ponaglając lidera do wyjścia z wody. W tym samym czasie przy brzegu dostrzegłam Jazza, a za nim rudowłosego mężczyznę. Odetchnęłam z ulgą, która jednak nie mogła trwać długo. Gdy lider wychodził z wody rozejrzał się dookoła ze zdenerwowaną miną. Podeszłam do niego uważnie obserwując, czy wraz z moim ruchem nie prowokuję szkarad do ataku. Lider chwycił mnie za ramiona i spojrzał mi poważnie w oczy.
- Dasz radę walczyć, Selen? - zapytał, jednak nie czekał na moją odpowiedź - jeżeli nie, to zabiorę cie jak najdalej stąd.
- Będzie dobrze - odparłam. - Skąd oni się tu wzięli?
- Ten energon był przymocowany do czujnika ruchu. Musieli odebrać sygnał. Dużo ich jest?
- Nie zauważyłam wielu, ale mogą być głębiej w lesie - powiedziałam. Prime przytaknął i poszedł w stronę żołnierzy wyjmując miecz z pochwy.
- Zająć pozycję! - krzyknął i wtedy usłyszeliśmy rechot dochodzący zza pobliskiego drzewa.
