Od tłumaczki: Przepraszam za opóźnienie. Jak tłumaczyłam jakiś czas temu, właśnie jestem w trakcie przeprowadzki/remontu/zmiany pracy. Wczoraj najzwyczajniej w świecie zapomniałam, że jest wtorek. Dzisiaj nadrabiam zaległość. Postaram się w przyszłym tygodniu dotrzymać wtorkowego terminu, ale jeśli nic się nie pojawi, na pewno kolejny rozdział będzie do przeczytania w środę.

Odnośnie samego rozdziału… Rzeczywiście każdy jest niebezpieczny. Nie tylko Remus, który próbuje to wmówić swoim przyjaciołom od kilku rozdziałów. Mia, Syriusz, James, Lily, a przede wszystkim Peter. Ale nic więcej nie powiem, żeby nie psuć Wam przyjemności z czytania. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu. Wasze komentarze działają na mnie jak najlepsza motywacja, żeby tłumaczyć.

ROZDZIAŁ 29 – WSZYSCY SĄ NIEBEZPIECZNI

2 września 1973

Przez pierwsze dni po powrocie do Hogwartu Remus czuł się prawie normalnie.

Do kolejnej pełni księżyca pozostał tydzień i chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że się zbliża. Czuł zawstydzenie, kiedy się do tego przyznawał, ale Mia miała rację w zeszłym roku, twierdząc, że jego transformacje były gorsze, bo dorastał. I mimo, że przez lato urósł o kolejny cal, przemiany nie były tak złe, jak rok wcześniej – cały czas miał nadzieję, że uda mu się zemdleć, tak bardzo go bolało, ale jednak radził sobie z cierpieniem. Bóle, rwania i mdłości, które zwykle przychodziły w tygodniu przed i po pełni księżyca zostały zepchnięte na drugi plan dzięki ogromnemu zapasowi czekolady, jaki Remus dostał od swoich przyjaciół na urodziny. Niestety, czekolada skończyła się po dwóch miesiącach, ale wtedy James i Syriusz dokonali czegoś, co młody Black określił jako „największe odkrycie w historii Hogwartu" – jeden z najcudowniejszych sekretów zamku, czyli tajemne przejście do Miodowego Królestwa w Hogsmeade.

Napchany cukrem i chętny do rozpoczęcia semestru z samego rana, Remus wygodnie ułożył się na poduszce z książką w dłoni, podczas gdy jego trzej przyjaciele wyślizgnęli się z wieży Gryfonów pod Peleryną Niewidką, aby w kuchni poprosić skrzaty domowe o dokładkę z kolacji. I dopiero, kiedy ziewnął szeroko, do jego nozdrzy doleciał delikatny zapach, kolejne przypomnienie o jego Lykantropii, kolejny objaw, który do tej pory zostawał uśpiony.

- Jamie? – Remus usłyszał cichy szept Mii.

Zamknął oczy, pozwalając, żeby jej zapach obmył go tak, jak zrobiła to woda w strumieniu u Potterów, kiedy w końcu dał się namówić Mii na kąpiel. Woda była zimna, za co był wtedy bardzo wdzięczny, ale aromat w powietrzu tej nocy był gorący. Zdecydowanie za gorący. Przełknął z trudem ślinę i starał się być cicho.

- Syriuszu? – Wyszeptała po chwili i Remus poczuł się tak, jakby ktoś go uderzył w brzuch. Usłyszał szelest materiału po drugiej stronie pokoju, kiedy Mia odsuwała zasłony drugiego łóżka.

Szukała swojego brata i Remus założył, że powodem były koszmary nocne, które intensyfikowały się zawsze, gdy wracali do Hogwartu. Współczuł jej i chciał jej pomóc, i wiedział doskonale, że łóżko Syriusza stoi obok łóżka Jamesa, ale nie mógł się powstrzymać od uczucia zawodu, że najpierw poszła do Blacka, kiedy zrozumiała, że Jamesa nie ma w łóżku.

Usłyszał ciche kroki i wstrzymał oddech. Wiedział, że Syriusza również nie znajdzie w swoim łóżku i logiczne było, że następnie uda się do niego, ale był na to kompletnie nieprzygotowany. Zacisnął zamknięte oczy i spróbował się skoncentrować na czymś innym. Podniecenie było czymś normalnym dla czternastoletniego chłopca, szczególnie w obecności dziewczyny, ale on nie uważał siebie za normalnego, szczególnie mając w głowie emocjonalnego wilka.

Usłyszał, jak wyszeptała jego imię i jęknął cicho. Przełknął ten dźwięk i próbował zapomnieć, że miesiąc wcześniej nazwała go pięknym, trzymając dłoń na jego bliznach. Ich ciała dzieliła wtedy wyłącznie cienka koszulka.

- Tak? – Odsunął zasłonę i zadrżał, widząc Mię z potarganymi włosami, śladami łez na policzkach, nerwowo pocierającą ręce. – Dobrze się czujesz, kochanie?

- A ty się dobrze czujesz? Jesteś chory? Myślałam, że zaczynasz czuć się lepiej. Może powinnam sobie iść – zmarszczyła brwi i zaczęła się odwracać.

- Nie, nic mi nie jest – kłamstwo. – Przynajmniej nic związanego z wilkiem – kolejne kłamstwo. – Chyba zjadłem za dużo na kolację – jeszcze jedno kłamstwo.

- Aha – nie powiedziała nic więcej, wlepiając wzrok w podłogę.

- Koszmary? – Zapytał, a ona zawahała się, zanim przytaknęła. – Nie wiem, kiedy wróci James. Ci idioci polecieli do kuchni w momencie, kiedy postawili stopy w wieży.

Był wściekły, że Jamesa nie było na miejscu, żeby zająć się swoją siostrą. Wilk był zachwycony, że został sam i był jedyną osobą zdolną pocieszyć Mię.

- Powinnam po prostu… To zaczyna być śmieszne. Mam swoje lata, a nie potrafię przespać nocy bez mojego brata – pociągnęła nosem, zawstydzona i nagle Remus zyskał pewność, że obudziła się z płaczem, uciekając od tego, co ją nawiedziło tej nocy.

- Czy… Potrzebujesz towarzystwa? – Zapytał, zmieniając swojego oryginalne pytanie „Czy chcesz wejść do mojego łóżka" na coś bardziej odpowiedniego. Minął już rok od momentu, kiedy spali w jednym łóżku w Dworze Potterów. Wtedy cała sytuacja była bardzo niewinna, szczególnie, że James i Syriusz byli z nimi, i w trójkę chronili Mię przed jej złymi snami. Mieli po dwanaście lat. Pili wtedy sok dyniowy przez słomki.

Ale teraz…

- Nie masz nic przeciwko? – Odpowiedziała cichym pytaniem.

- Wskakuj – przesunął się i odchylił kołdrę, żeby mogła się wślizgnąć pod przykrycie. Położył książkę na łóżku, dokładnie między nimi, nie pozwalając, żeby go dotknęła, gdy układała się wygodnie obok niego. Zasunął za nią zasłonę, odcinając srebrny blask księżyca, który wpadał do dormitorium przez okno.

Natychmiast mu się przypomniało, jak wślizgiwała się na jego posłanie w Skrzydle Szpitalnym, gdy skończyła go leczyć po transformacjach. Na początku chodziło o to, żeby uleczyć jego duszę. Jej delikatny dotyk pokazywał mu, że Mia się go nie bała, że zasłużył na uprzejmość ludzi. Po kilku latach ciężko mu było tak silnie się na niej opierać. Gdzieś w głębi jego istoty pojawiła się nagląca potrzeba, żeby stać się mocniejszym. Żeby jej pokazać, że on też może być silny.

Teraz, kiedy trzymał ją w ramionach, uświadomił sobie, że ona potrzebuje jego opieki i wilk wydał z siebie zadowolony pomruk. Remus nie odzywał się, nie wypytywał o jej koszmary i ślady łez. Ich przyjaźń dawała jej całą pociechę, jakiej potrzebowała. Słowa były zbędne.

Ale kiedy zapadła w głęboki sen, Remus nie mógł dłużej znieść tej sytuacji. Pochylił się nad nią i schował twarz w jej włosach, oddychając głęboko jej zapachem, mając nadzieję, że jeśli się do niego przyzwyczai, nie będzie czuł magnetycznego przyciągania za każdym razem, gdy Mia wejdzie do pokoju. Wypuścił powietrze z płuc i zmarszczył brwi, gdy zrozumiał, że jego sposób nie zadziałał. Cały czas potrzebował jej aromatu i dał się ponieść pragnieniu, wtulając ponownie twarz w jej włosy.

I wtedy usłyszał, jak drzwi się otwierają i jego przyjaciele wracają do dormitorium.

- Nie bierz tego do siebie, Pete – mówił pocieszającym tonem James.

- Ten przeklęty skrzat domowy powiedział, że jestem tłusty – warknął gorzko Peter i zniknął w łazience, skąd za chwilę dobiegł ich dźwięk odkręcanej wody.

Syriusz wybuchnął śmiechem.

- Ona chyba nie chciała go obrazić. Powiedziała tylko, że nigdy nie widziała czarodzieja, któremu tak by smakowało jej jedzenie. Nidgy!

- Cicho! – Syknął Remus, odsuwając zasłony od swojego łóżka.

- Co się dzieje? – James wyciągnął różdżkę i podszedł ostrożnie do Remusa.

- Lumos – wyszeptał Lupin i w świetle padającym z różdżki James mógł przyjrzeć się śpiącej dziewczynie.

James najpierw uniósł pytająco brew, ale po chwili pokiwał głową, gdy zrozumiał, co Mia mogła szukać w ich sypialni. Wepchnął sobie różdżkę w kieszeń szaty i rzucił Pelerynę Niewidkę na kufer Remusa. Uśmiechnął się z wdzięcznością.

- Dzięki – powiedział i podniósł swoją siostrę.

Syriusz zmarszczył czoło, patrząc, jak Mia nieświadomie wtula się w ciało swojego brata.

- Nadal jest źle?

- Tak, nadal jest źle – potwierdził Potter, a Syriuszowi i Remusowi pozostało tylko patrzeć, jak ich przyjaciel kładzie śpiącą dziewczynę w swoim łóżku.

Potem chłopcy popatrzyli po sobie. Byli czarodziejami, ale nie mieli pojęcia, jak poradzić sobie z problemem osoby, którą przysięgli chronić.

Nasze zadanie, jak powiedział kiedyś Syriusz.

A oni zawiedli.

wWwWwWwWwWwWwWw

3 września 1973

Mia nie wiedziała, co ją napadło, kiedy wybierała przedmioty na trzecim roku. Zaoferowano dokładnie takie same kursy, jak w jej oryginalnej linii czasowej: Wróżbiarstwo, Numerologię, Starożytne Runy, Mugoloznawstwo i Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami. Zdecydowała, że na pewno nie powtórzy tego, co zrobiła na trzecim roku jako Hermiona. Jej życie już raz wywrócił nogami Zmieniacz Czasu i nie miała ochoty korzystać z kolejnego, żeby zmieścić tyle zajęć w swoim planie.

Chciała wybrać Runy razem z Remusem i Lily, ponieważ nigdy naprawdę się do tego przedmiotu nie przyłożyła oraz Numerologię, która była najtrudniejszym kursem Hogwartu, a jej przydałaby się odmiana. Nie było jej potrzebne Mugoloznawstwo, a kiedy usłyszała, jak chłopcy rozmawiają o Wróżbiarstwie, wybuchła histerycznym śmiechem.

Syriusz uśmiechnął się do niej.

- Nie interesuje cię przepowiadanie przyszłości?

- Oczywiście, że nie, Syriuszu Black – fuknęła, jakby pytanie było obraźliwe. – Prawda jest taka, że może już umiem przepowiadać przyszłość. Dlatego nie potrzebuję Wróżbiarstwa.

Posłała uśmiech Remusowi, który właśnie podawał jej filiżankę porannej herbaty. Następnie ona napełniła jego szklankę sokiem dyniowym i przysunęła ją do niego. Ich rutynowe zachowanie podczas śniadań w Wielkiej Sali nie zostało przerwane rozmowami z innymi uczniami.

- Potrafisz przepowiadać przyszłość? To takie seksowne! Auć! – Syriusz zamrugał oczami i spojrzał za siebie, na wściekłego Jamesa. Odgonił dłońmi nadopiekuńczego brata Mii i ponownie zwrócił się do dziewczyny. – No, dalej, kochanie. Przepowiedz coś.

- Dobrze – zgodziła się, biorąc łyk gorącej herbaty. – Przewiduję, że do końca dnia uderzy cię jakaś dziewczyna.

- Uwielbiam, jak biją mnie dziewczyny. Będzie bolało?

Mia zmrużyła oczy.

- Postaram się, żeby bolało.

Syriusz puścił do niej oczko.

- Jestem pewny, że się postarasz.

- Przestańcie wreszcie! – Jęknął James i ponownie uderzył Syriusza. Remus zaśmiał się.

- Hej! To ona powiedziała, że potrafi przepowiadać przyszłość – bronił się Black, trzymając przed sobą pusty talerz jak tarczę. – Chcę, żeby powiedziała mi, jaka będzie moja!

Mia zmarszczyła brwi i przeniknął ją dreszcz.

Zamknęła oczy i zobaczyła to wszystko tak wyraźnie. Ich przyszłość, jej przeszłość. Syriusz i Remus stojący we Wrzeszczącej Chacie, ich ponowne spotkanie po dwunastu strasznych latach rozłąki , obaj złamani i zranieni poza granice ludzkiej wyobraźni. Widziała Syriusza atakowanego przez dementorów, widziała Remusa łkającego w jej ramionach po pierwszej pełni księżyca bez Wywaru Tojadowego. Pamiętała Rytuał, który sprowadził Syriusza zza Zasłony i Remusa, przerażonego, że jego dziecko urodzi się obciążone Lykantropią. Widziała ich obu torturowanych przez Śmierciożerców i Voldemorta celującego w nich Czarną Różdżką.

Nie widziała Jamesa.

- Mia? – Szepnął Remus, wyciągając do niej dłoń. – Gdzie byłaś?

- Bardzo daleko stąd – przyznała i spojrzała na Syriusza i Jamesa, wyglądających na zmartwionych. – Przestańcie. Nic mi nie jest.

Skończyła jeść i odsunęła od siebie talerz. Dwa ostatnie kawałki bekonu, których nie miała już siły przełknąć, przełożyła na talerz Remusa, który spojrzał na nią z wdzięcznością. Warknął, gdy Syriusz złapał jeden z tych kawałków i wpakował sobie do ust.

- Chłopcy, wybierzecie Wróżbiarstwo, jeśli chcecie. Spiszcie wszystkie wasze przepowiednie, żebym miała co czytać przed pójściem spać – powiedziała, robiąc palcami w powietrzu znak cudzysłowu. – Chętnie wam powiem, w których miejscach się mylicie odnośnie przyszłości.

Pomyślała, jak zabawnie by było udawać, że naprawdę jest Wyrocznią. Stałaby się najbardziej znaną wróżbiarką, biorąc pod uwagę, ile wiedziała o przyszłości. I mimo, że śmiała się z tej możliwości, była ona niesamowicie niebezpieczna. Nie potrafiła sobie wyobrazić, co zrobiłby z nią Voldemort, gdyby dowiedział się, że ona zna klucz do jego zniszczenia.

Koniec końców, tylko Peter wybrał Wróżbiarstwo. Była z tego powodu bardzo zadowolona, bo przynajmniej nie musiała go wtedy oglądać.

wWwWwWwWwWwWwWw

Była bardzo stanowcza, jeśli chodzi o Wróżbiarstwo, ale dała się podejść Jamesowi, Syriuszowi i Remusowi, jeśli chodziło o jej pozostałe przedmioty do wyboru. Nie dała się przekonać, żeby zrezygnować z Runów, na które zapisała się razem z Remusem i Lily, ale z powodu zachęt swojego brata, tego dnia stała z pozostałymi Gryfonami na skraju Zakazanego Lasu.

Okaleczony mężczyzna opierał się o drzewo i miał taką minę, jakby ktoś właśnie mu powiedział, że odwołano Gwiazdkę.

- Nazywam się profesor Silwanus Kettleburn – wymamrotał. – Witam na zajęciach z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Oczywiście, żadne z was nie będzie się opiekować naprawdę interesującymi stworzeniami. Ministerstwo po raz kolejny przypomniało mi, że mężczyzna, któremu smok odgryzł nogę nie powinien uczyć dzieci o smokach.

Jego lewa noga kończyła się tuż pod kolanem. W przeciwieństwie do Szalonookiego Moody'ego, który sprawił sobie protezę, profesorowi Kettleburnowi nie przeszkadzało skakanie na jednej nodze.

- Chciałbym jednak zauważyć, że to nie smok odgryzł mi nogę – dodał po chwili, jakby to coś zmieniało.

- Na Merlina, to stąd Hagrid wziął swoje zamiłowanie do niebezpiecznych stworzeń – wyszeptała do siebie Mia, podczas gdy nauczyciel swoją jedyną dłonią podrapał się po kikucie, który pozostał po jego drugiej ręce.

- A, to? – Poruszył kikutem, na który gapili się jego uczniowie. – Chimera. Urocze stworzenia. Mają zdrowy apetyt.

Uśmiechnął się z rozrzewnieniem, jakby wspominał starego przyjaciela.

- Podejdźcie, proszę, do klatek. Mamy kilka niuchaczy, kilka pufków, parę kołkogonków i nawet jednego gnoma. Pomyślałem, że pokażę wam wszystkiego po trochu, żebyście wiedzieli, na co się piszecie.

James wydął wargi, patrząc na kołkogonka, który zaczął mruczeć.

- Te puchate stworzenia to zwierzęta domowe. Gdzie są smoki?

- Chciałbym zobaczyć chimerę, która odgryzła mu ramię – wyszeptał Syriusz.

- Chciałabym być na Numerologii – zajęczała Mia.

Remus zaśmiał się i poklepał ją pocieszająco po ramieniu.

- Panie profesorze? – James uniósł rękę. – Czy zobaczymy coś, powiedzmy, większego niż te zwierzaki? Słyszałem, że do Zakazanego Lasu sprowadzono stado hipogryfów. I Las zamieszkują też jednorożce, prawda?

Profesor Kettleburn potrząsnął przecząco głową.

- Jednorożce nie są dla ciebie, młody. One nie lubią mężczyzn. Więc na pewno nie polubiłyby ciebie.

- Może Evans jest jednorożcem? – Zaśmiał się Syriusz. Chwilę później zawtórował mu Remus i Jamesowi pozostało tylko rzucenie obojgu przyjaciołom morderczego spojrzenia.

- Jeśli chodzi o hipogryfy, właśnie w tym momencie są oceniane, czy można dopuścić w ich pobliże uczniów. Mają charakterek, jeśli nie potrafi się z nimi obchodzić – kontynuował nauczyciel, a Mia parsknęła śmiechem. Nagle wyobraziła sobie, jak by wyglądało któreś z bliźniąt Carrow, gdyby hipogryf zmaltretował je tak, jak kiedyś Hardodziob zranił Draco.

- Więc nie ma nic interesującego? – Jęknął Syriusz.

- To zależy, co uważasz za interesujące. Ja uważam za bardzo interesujący fakt, że zaraz niuchacz zdejmie ci z nadgarstka mugolski zegarek.

- Hej! – Wrzasnął Syriusz, odwracając ramię tak, żeby zobaczyć małe, czarne stworzonko, które właśnie złapało w swoje niewielkie łapki zapięcie zegarka. – Puść!

Mia podeszła do przyjaciela, przewracając oczami. Złapała niuchacza pod nogi i mocno pociągnęła. Rzuciła Blackowi nieprzyjemne spojrzenie.

- To tylko młode – powiedziała odrobinę za głośno.

- Możecie mnie zapytać o każde stworzenie, jakie żyje na świecie. Prawdopodobnie widziałem je wszystkie – powiedział profesor Kettleburn i próbował skrzyżował ramiona na piersi, co mu się nie udało, bo brakowało mu jednej ręki. – Chciałbym, żebyście wy też mogli zobaczyć te istoty, ale Ministerstwo ma swoje zasady. Więc w niektórych przypadkach będziecie musieli zaufać książkom i mojej wiedzy.

- Jaki jest najlepszy sposób, żeby nakarmić wilkołaka? – Wypalił Syriusz i Mia odwróciła się do niego, świdrując go palącym wzrokiem. Ledwo zdążyła odłożyć młodego niuchacza do klatki.

Remus potrząsnął ostrzegawczo głową, zbliżając się do dziewczyny.

- Powiedzmy – kontynuował Black. – Powiedzmy, że mam wilkołaka, urocze stworzenie, nawiasem mówiąc. I ten mój wilkołak zaczyna tyć…

Syriusz uśmiechnął się, patrząc, jak Remus odwraca się do niego ze zmrużonymi oczami.

Profesor Kettleburn spojrzał na Syriusza ze zdziwieniem.

- Panie Black, wilkołaki nie są zwierzętami domowymi.

- Zrobili to celowo, prawda? – Mia zapytała Remusa.

- Tak.

- Wiedziałeś?

Lupin zaśmiał się.

- Oczywiście, że tak.

- Czy to był powód, dla którego zapisaliśmy się na ten przedmiot? Remusie, błagam, powiedz mi, że nie wybraliśmy Opieki nad Magicznymi Stworzeniami wyłącznie po to, żeby Syriusz mógł opowiedzieć żart o wilkołaku – Mia wpatrywała się w przyjaciela zmrużonymi oczami i jego podstępny uśmiech powiedział jej wszystko, co chciała wiedzieć. – Cudownie. A mogłam być teraz na Numerologii razem z Lily.

- Albo na Wróżbiarstwie z Peterem – dodał Remus.

- Nie potrzebuję wróżyć z fusów, żeby mieć stuprocentową pewność, że uduszę Syriusza, kiedy profesor Kettleburn nie będzie patrzył – spojrzała morderczym wzrokiem na Blacka, który teraz męczył nauczyciela pytaniami dotyczącymi smoków, próbując odwrócić uwagę pozostałych uczniów od wilkołaków, mimo, że sam był osobą, która zaczęła o nich mówić.

- Nigdy nie pozwolono mi na zwierzątko domowe – wymamrotał Remus, patrząc na klatkę z kołkogonkami. Wszystkie tłoczyły się w najdalszym kącie, uciekając od chłopca. Niektóre popiskiwały i wyglądały na przerażone. Lupin wypuścił powietrze ze świstem.

Mia położyła dłoń na jego plecach.

- Nie powinieneś brać tego do siebie. Wyczuwają cię z taką łatwością, z jaką ty wyczuwasz je. Jesteś drapieżnikiem – powiedziała i natychmiast zauważyła jego nerwowe spojrzenie. Westchnęła. – Nie chciałam cię obrazić. Żeby trwał krąg życia, musimy mieć drapieżników i ofiary. W taki sposób działają wszystkie ekosystemy, również te magiczne.

Kiedy nadal z jego twarzy nie znikał wyraz obrzydzenia, dziewczyna kontynuowała.

- Co wiesz o hipogryfach?

- Tylko to, co mówi o nich książka – odpowiedział, pokazując jej opasłe tomisko w swojej torbie.

Mia uśmiechnęła się, wiedząc, że Remus już przeczytał cały podręcznik. Gdyby nie znała go tak dobrze, zastanawiałaby się, czy przypadkiem nie przeczytał Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć od deski do deski wyłącznie po to, żeby znaleźć jakąś wzmiankę o sobie. Jednak uważała, że zna go doskonale, więc wiedziała, że Remus przeczytał książkę, bo poważnie podchodził do nauki.

- Co charakteryzuje hipogryfy?

Remus westchnął, zirytowany.

- Dlaczego mam wrażenie, że próbujesz mi udzielić jakiejś lekcji i wcale nie będę nią zachwycony?

Mia zmrużyła niebezpiecznie oczy.

- Zrób mi tę przyjemność.

- Dobrze. Hipogryfy to dumne zwierzęta, łatwo je obrazić. Żeby się do nich zbliżyć, trzeba przestrzegać określonych reguł, dla przykładu, należy się ukłonić. Są niesamowicie niebezpieczne, ale również lojalne i przejawiają instynkt obronny wobec… - Urwał i odwrócił się do niej. – Nie jestem hipogryfem, Mia.

- Nie. Nie jesteś – zgodziła się. – Czym się żywią hipogryfy?

- Małymi ssakami – odpowiedział. – Fretkami, łasiczkami i podobnymi.

- Czy hipogryfy są drapieżnikami?

- Teoretycznie tak – powiedział powoli.

- A zgodziłbyś się ze stwierdzeniem, że są również uosobieniem zła, ponieważ taki mają styl życia? – Wywołała w nim w końcu reakcję: jego szczęka się zacisnęła, a nos drgnął. – Spójrz na to! Gdybym cię lepiej nie znała, powiedziałabym, że łatwo cię obrazić. Czyżbym uraziła twoją dumę? Patrzysz na mnie w taki sposób, że można by cię uznać za niesamowicie niebezpiecznego, ale ja się ciebie nie boję, bo wiem, że jesteś lojalny i przejawiasz wobec mnie instynkt obronny.

- Nie jestem hipogryfem – powtórzył Remus, a jego oczy błysnęły złotem. Zmiana koloru była jednak tak szybka, że tylko Mia ją zauważyła. – Przestań próbować mnie przekonać, że niej jestem potworem.

Skrzyżowała z nim wzrok, zdecydowana nie odpuścić.

- Przestań próbować siebie przekonać, że jesteś potworem – warknęła i odwróciła się na pięcie. Odbiegła od niego, a jej włosy powiewały za nią na wietrze.

Remus westchnął sfrustrowany, patrząc za nią. Zdenerwował go podmuch wiatru, który rzucił mu w twarz jej zapach.

- Co zrobił Syriusz? – Zapytał James, zbliżając się do Remusa. Widział, że Mia, zagniewana, odeszła od klasy.

- Syriusz jest tam i nadal nie daje spokoju Kettleburnowi – pokazał Lupin. – Dlaczego uważasz, że to on ją wkurzył?

- Bo on zazwyczaj ją wkurza – zaśmiał się młody Potter i przyjaciel chwilę później do niego dołączył. – Dlaczego jest taka wkurzona na ciebie? Zwykle obdarza takim wzrokiem Ślizgonów.

James oparł się o klatkę, co skłoniło Remusa do odsunięcia się od niej. Dzięki temu małe kołkogonki przestały tłoczyć się w kącie i jeden nawet podszedł do wyciągniętej dłoni Jamesa.

- Jest na mnie wściekła.

- To oczywiste – przytaknął Potter z uśmiechem, drapiąc zwierzaka za uchem.

- Próbowała mnie przekonać, że wilkołaki nie są potworami – powiedział, próbując nie odnosić jej złości do siebie, ale do całego gatunku. Nie udało mu się jednak oszukać Jamesa i przyjaciel zaczął się głośniej śmiać.

- Tak, na to mogła się wkurzyć. Jest kilka tematów, które potrafią rozwścieczyć moją siostrę do zabójczego poziomu i na podium tej listy jest obrażanie ciebie. Konkuruje o pierwsze miejsce z rodziną Syriusza i zagrażającym mi niebezpieczeństwem. Pamiętasz, jak nad rzeką się poślizgnąłem i rozbiłem sobie głowę? Wrzeszczała na mnie przez kilka godzin po tym, jak już wróciliście do domów.

- Chodzi o coś innego – nie zgodził się Remus, pochylając głowę i ściszając głos, co nie było potrzebne, bo stali w takim miejscu, gdzie mogły ich usłyszeć wyłącznie niuchacze i kołkogonki. – Mia jest naiwna myśląc, że kiedykolwiek uwierzę, że nie jestem niebezpieczny.

- Daj sobie spokój, stary – James rzucił przyjacielowi spojrzenie pełne dezaprobaty. – Wszyscy są niebezpieczni.

Remus warknął.

- Nie tak, jak ja.

- Nie. Nie tak, jak ty – zgodził się James. – Mia jest niebezpieczna, bo jest za sprytna. Ta dziewczyna zna zaklęcia i klątwy, których uczą się dopiero absolwenci Hogwartu, z bardzo dobrze zaliczonymi OWUTEM-ami. Tak samo jest z Evans. Syriusz jest niebezpieczny, bo ma ognisty temperament. Uczniowie drugiego roku obstawiają, w ile bójek wda się w tym semestrze. Jeśli chcesz dołączyć do zakładu, wejściowe wynosi dziesięć galeonów.

Remus potrząsnął głową.

- Ja też jestem niebezpieczny, bo ludzie nie wiedzą, na co mnie stać – kontynuował Jamie, jakby sam był nauczycielem i wykładał ważny temat swojemu ulubionemu uczniowi. – Wszyscy myślą, że mam rozdmuchane ego i kompensuję sobie niedoskonałości. To nie jest prawda.

Remus zrozumiał. Kilka razy zdarzyło się, że on, James i Syriusz pojedynkowali się dla treningu i James zawsze był najlepszy i najszybszy.

- Z grupy naszych przyjaciół najmniej niebezpieczny jest Peter – James ponownie się roześmiał, próbując rozładować napięcie.

- Peter jest niebezpieczny. Za bardzo nie rzuca się w oczy, żeby nie być zagrożeniem – zachichotał Remus i Jamie natychmiast się z nim zgodził.

- Hej! – Syriusz podbiegł do nich z szerokim uśmiechem na twarzy. – Wiedzieliście, że chimery mruczą, jeśli podrapie się je po brzuchu? I taki sam dźwięk wydają, jedząc ludzkie mięso.

Odwrócili się w stronę profesora Kettleburna, który nieświadomie drapał się po kikucie.

Tuż przed końcem lekcji podeszła do nich Mia. Nie odezwała się do Remusa, ale za to mocno uderzyła Syriusza w głowę. Chłopak krzyknął, bardziej ze zdziwienia niż z bólu i odwrócił do przyjaciółki, a pozostali dwaj Huncwoci zaśmiali się.

- Naprawdę nieźle mi idzie przepowiadanie przyszłości – powiedziała. – Przewidziałam, że dzisiaj uderzy cię dziewczyna.