Steve całował go inaczej niż Danny pamiętał. Wciąż wydawał się głodny, ale brakowało pośpiechu, którego doświadczyli poprzednio. Teraz mężczyzna wodził palcami po jego twarzy, jakby chciał zapamiętać jej kształt, podczas gdy jego usta – lekko otwarte i wilgotne – składały niewielkie pocałunki na wargach Danny'ego. A Danny nie miał takiej cierpliwości.
W salonie było niemożliwie gorąco i może to ciągłe uczucie zagrożenia sprawiało, że krew w jego żyłach krążyła tak szybko. Adrenalina napędzała go coraz mocniej, więc podniósł się na łokciach, chcąc zmienić pozycję i pocałować Steve'a dokładnie tak, jak chciał to zrobić przez ostatnie kilka tygodni. Ręka alfy ześlizgnęła się z jego brzucha i zaczęła napierać na jego plecy, przyciskając go tylko mocniej do większego, bardziej umięśnionego ciała, które teraz wydawało mu się twarde jak skała. Gdyby nie fakt, że pod dłońmi wyraźnie czuł kropelki potu na skórze Steve'a, zastanawiałby się, czy nie ma czasem do czynienia jedną z tych rzeźb półbogów, które widział w MET. Wiedział, że się wspina, może nie z kocią zwinnością, ale jednak układał się coraz wygodniej na mężczyźnie, który starał się jednocześnie, aby ich usta nie oderwały się od siebie.

Ich pocałunek stawał się coraz bardziej żarłoczny, mokry i niechlujny, gdy ich języki zwarły się w tańcu, którego tak bardzo mu brakowało. Steve całował całym sobą. Jego ciało poruszało się pod rękami Danny'ego i alfa napinał mięśnie, gdy przytrzymywał go na kanapie, która stała się nagle bardzo niewielka. Poruszali się w zgranym rytmie, który znały tylko ich ciała. I Steve wychodził mu naprzeciw, gdy Danny pchał biodrami do przodu, starając się wspiąć na kolana mężczyzny.

McGarrett oderwał się w końcu od niego i spojrzał mu prosto w oczy. Mógł się przejrzeć w jego rozszerzonych źrenicach, ale sam nie był w lepszym stanie. Czuł, że jego włosy są potargane, koszula wymięta i sam ma szeroko otwarte – spierzchnięte usta. Jakby nie wierzył, że tak – właśnie to robią.

Dłonie Steve'a na jego plecach zaczęły poruszać się w górę i w dół, wzdłuż jego kręgosłupa, jakby alfa głaskał go albo upewniał się, że Danny faktycznie jest splątany z nim w tym cholernym salonie i obaj oddychają z trudem.

- Sypialnia – powiedział Danny, ponieważ to on był zawsze od tych racjonalnych kroków.

Steve, jak ostatni neandertalczyk zresztą, próbował wziąć go na ręce, więc ostrzegawczo ugryzł go w ramię, gdy alfa objął go w połowie.

- Nawet o tym nie myśl. Nie jestem laską – warknął Danny, wyciągając do mężczyzny dłoń, którą Steve ujął, patrząc jak ich palce splatają się ze sobą.

Nie negocjowali nawet, do którego z pokoi zmierzają. Danny jedynie pozwolił wciągnąć się na piętro, a potem Steve – jakby coś się w nim przełączyło – zaczął ściągać mu przez głowę koszulę , ignorując fakt, że kilka guzików nie wytrzymało tego nagłego ruchu. Danny nie widział przez ułamek sekundy czy dwa i zamarł, bo wiedział doskonale, że ubrania były jego jedyną nadzieją. Tylko one maskowały kształty, których nabierało jego ciało. Steve jednak wydawał się nieporuszony. Alfa wręcz znowu zaczął obmacywać jego brzuch, jakby dotykanie miękkiej wypukłości sprawiało mu przyjemność. Danny zamierzał zabrać się za ćwiczenia, gdy tylko ich córka przyjdzie na świat.

Nie mieli szans całować się na stojąco – tę opcję wykreślili już w Jersey, gdy Danny prawie skręcił kark, starając się podnieść głowę na odpowiednią wysokość. I Steve musiał o tym pamiętać, bo nawet nie próbował ponownie, tylko klęknął przed nim i przywarł ustami do ścieżki ciemniejszych włosków, która prowadziła od jego pępka w dół – w kierunku, którego nie dało się pomylić z żadnym innym.

Jego kolana zadrżały, gdy spojrzał w dół i dostrzegł, że oczy Steve'a są zamknięte, a alfa całuje i liże jego skórę, znacząc ją swoją śliną. McGarrett zabrał się za rozpinanie jego paska i Danny nie pamiętał, kiedy ostatnio ktoś miał w ustach jego fiuta. I to nie była prawda – nie tak do końca. Bo tylko Steve dotykał go w ten sposób – dawno temu i w innym mieście. Jednak wspomnienie wydawało się całkiem mgliste, jakby Danny i Steve byli wtedy kimś całkiem innym. I może coś w tym było, bo teraz obaj znali się o wiele lepiej i wiedział doskonale, że te sprytne palce, które teraz odpięły guzik jego spodni – z równą precyzją naciskały spust pistoletu.

Jego penis drgnął, chociaż dwie warstwy ubrania nie dawały mu zbytniej przestrzeni. To jednak nie powstrzymało jego fiuta przed tym, żeby napełnić się krwią do granic możliwości. Jego jądra były już ciężkie i niewygodne. I pewnie nie powinien stać. Nie wtedy, gdy Steve wyswabadzał go ze spodni i majtek. I alfa najwyraźniej nie zamierzał czekać, aż Danny będzie całkiem nagi. Mężczyzna ruszył do celu jak zawsze, nie zastanawiając się nad tym, jak powinien wyglądać protokół w tych sprawach i wsunął do swoich ust tak wiele jego twardego członka, ile zdołał. Dłonie Steve'a – ogromne i ciepłe – objęły jego nagie pośladki, uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch. Jakby bokserki spuszczone do ud nie unieruchamiały go już dostatecznie. I Danny próbował wepchnąć się dalej w to mokre ciepło, ale jednocześnie nie potrafił nie oddać całej kontroli Steve'owi, który wydawał się pogrążony w jakimś cholernym transie. I niech to szlag, jeśli to nie było seksowne, że mężczyzna obciągał mu z zamkniętymi oczami, jakby chciał się odciąć od wszelkich przeszkadzających mu bodźców. I kim był Danny, aby przerywać mu ten moment kontemplacji?

Język Steve'a dociskał się płasko do jego fiuta, gdy tylko mężczyzna się wycofywał i sama główka wyglądała jak ogromny lizak w wąskich ustach McGarretta. Danny nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek był bardziej podniecony i miał co do tego pewność. W Jersey było inaczej. Chcieli dojść jak najszybciej, a tutaj – na cholernych Hawajach, Steve poruszał się leniwie, jakby ten okropny klimat wymuszał na nim to niesatysfakcjonujące tempo. Obaj już i tak spływali od potu i gdy wplótł palce we włosy Steve'a, zauważając, że podrosły sporo od czasu, gdy mężczyzna przeniósł się do Rezerwy, czuł że są wilgotne.

Było całkiem możliwe, że z jego ust wydostawały się ciche westchnienia. Czuł łzy w kącikach oczu, które zawsze się pojawiały, gdy był na granicy i starał się przedłużyć ten moment. Orgazm nie zawsze był jego celem. Czasami to uczucie na kilka sekund przed – gdy jego jądra były ciężkie jak kamienie i czuł każdą nierówność na języku kochanka – było idealną torturą. Czekał na Steve'a tak długo, że teraz dojście po tak śmiesznym czasie wydawało mu się nieodpowiednie. I McGarrett musiał mieć podobne zdanie na ten temat, bo wypuścił jego członek z ust i zaczął całować go po jądrach, a główka pozbawiona stymulacji błyszczała wilgocią wystawiona na chłodne nocne powietrze.

Złapał kilka większych wdechów i przełknął nadmiar śliny, a jego dłonie zsunęły się na barki Steve'a, które niemal natychmiast zaczął masować, czując napięcie, które się tam nagromadziło. Alfa wrócił do lizania jego trzonu i Danny wiedział, że tym razem to będzie już koniec gry. Zdążył jedynie zaprzeć się nogami bardziej o podłogę, gdy ciepłe usta alfy znowu objęły jego główkę, zasysając całość tak mocno, że niemal boleśnie. Jego pośladki napięły się bez udziału jego woli, gdy poddany zbyt silnej stymulacji penis zaczął wyrzucać z siebie spermę. Pociemniało mu przed oczami, gdy spłynęła na niego ulga, której nie czuł już tak długo. I miał gdzieś, czy nadal ma wokół nóg swoje majtki, bo Steve składał na jego brzuchu niewielkie pocałunki, nadal nie wypuszczając go z rąk.

Jego kolana zaczęły się poddawać. Nigdy nie był dobry w zachowywaniu przytomności po orgazmie – szczególnie takim. Chciał jednak odwzajemnić się Steve'owi, ale alfa nie pozwolił mu się przyciągnąć bliżej. Mężczyzna popchnął go lekko w kierunku łóżka i ułożył go wygodnie na samym środku sporego materaca, a potem oswobodził go z ubrania – dokładnie tak, jak powinien był zrobić na samym początku. Danny otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale jego głowa była cudownie pusta, a Steve wpatrywał się w niego z emocjami w oczach, których Danny do końca nie rozumiał. McGarrett jako jeden z nielicznych posiadał maski, przez które nie widział. I może trochę tego nienawidził.

Zsunął dłoń w dół na krocze mężczyzny, bo szorty nie były w stanie ukryć erekcji, ale Steve chwycił go za nadgarstek i pocałował go w miejsce, gdzie bił wciąż przyspieszony puls.

ooo

Kiedy obudził się w środku nocy, nie był nawet zaskoczony. Steve całował jego kark i, tak jak w Jersey, zamierzał zapewne wziąć go od tyłu. Danny zatem obrócił się na brzuch, decydując, że współpraca w tej kwestii zawsze wychodziła im najlepiej. Kłótnie mógł zostawić sobie na czas, gdy Steve będzie chciał użyć granatów bez wyraźnego powodu.

Alfa przytrzymał go w pół ruchu i Danny parsknął.

- Mogę nadal leżeć na brzuchu – poinformował mężczyznę, zdając sobie nagle jednocześnie sprawę, że od pewnego czasu porozumiewają się bez słów.

Początkowo sądził, że to kwestia tego, że Steve był alfą, a on omegą, ale Kono nie dzieliła z nimi tego połączenia. Dziecko musiało zawiązać między nimi nić, która wychodziła o wiele dalej niż pogłębiająca się paranoja Danny'ego.

Ułożył się wygodnie na łóżku i wcisnął twarz w poduszkę. Wypchnął tyłek do góry i nie minęła nawet chwila, gdy poczuł kolejne – już nie tak delikatne – pocałunki na swoim karku. Paznokcie Steve'a przejechały wzdłuż jego kręgosłupa, sprawiając, że wygiął się jeszcze bardziej, a jego członek drgnął zainteresowany. Zawsze narzekał na alfy i powtarzał szeroko przyjęte stereotypy, ale Steve jako jeden z niewielu jego partnerów czekał, aż jego kochanek będzie gotowy do dalszej zabawy. Możliwe, że McGarrett spędził lata na pieprzeniu normalnych ludzi, którzy nie regenerowali się tak szybko. Danny jednak nie zamierzał narzekać, bo sen naprawdę mu pomógł.

I teraz mógł się w pełni skupić na tym, jak alfa całuje go po plecach, zmierzając w dół aż na jego tyłek. Prawie spodziewał się ugryzienia, ale Steve potarł swoim zarośniętym policzkiem o jego pośladek i to było jeszcze lepsze.

- Nie mamy całej nocy – skłamał Danny.

Prawda była taka, że nigdy nie czuł się tak wypoczęty i rozluźniony. Seks miał w sobie coś cudownego, bo niezależnie jak wiele czasu na niego poświęcał – nigdy nie czuł się niewyspany. I możliwe, że Steve miał podobnie, bo mężczyzna prychnął w jego tyłek. Posłusznie jednak wsunął dłoń między jego pośladki i suchym palcem nacisnął na jego dziurkę, która nie poddała się tak łatwo. Ostatnim razem robił to ze Stevem. Przedostatnim – na długo przed Rachel. Dźwięk otwieranej butelki zwrócił jego uwagę i Danny oderwał głowę od poduszki, spoglądając za siebie.

Steve rozsmarowywał lubrykant na palcach trochę dłużej niż to konieczne i Danny zdał sobie sprawę, że mężczyzna go ogrzewa swoimi dłońmi. Coś zacisnęło się w jego piersi, ale nie miał czasu się nad tym zastanawiać, bo pierwszy z palców wsunął się w jego tyłek i musiał skupić się na wyrównaniu swojego oddechu. Nie pamiętał, aby Steve kiedykolwiek poświęcił tak wiele czasu, aby go przygotować, ale w gruncie rzeczy spędzili ze sobą jedną noc. I
Danny nie był w ciąży. Nie wtedy. I dziecko chyba wiele zmieniało, bo Steve skubał teraz skórę na jego pośladkach, skutecznie go rozpraszając. Ostatnim razem Danny miał przez kilka dni charakterystyczny odcisk dłoni na biodrach, a teraz najwyraźniej o alfie miały mu przypominać dziesiątki maleńkich malinek. Jakby dziecko nie było dostatecznie ważnym potwierdzeniem obecności Steve'a w jego życiu.

Napięcie znikało z jego ciała falami, im bardziej alfa rozciągał jego mięśnie i sprawiał, że wnętrzności Danny'ego zamieniały się w gorącą papkę. Może nawet lawę, skoro znajdowali się na Hawajach, a Steve był tutejszym bogiem. Nie zamierzał mu odmawiać zdolności. Nie wtedy, gdy alfa pieprzył go niespiesznie już trzema palcami, a Danny pamiętał zaledwie początek i pocałunki na pośladkach.

- Steve – wyrwało mu się i bardzo chciał, aby to brzmiało jak skarga.

McGarrett jednak nie kpił z tego, że Danny w końcu go o coś prosił. Mężczyzna wręcz zamarł, jakby i jego ten dźwięk wystraszył. Może w tonie głosu Danny'ego było o wiele więcej niż chciał zdradzić, ale musiał mieć w sobie alfę już teraz. Inaczej wątpił, aby był w stanie wziąć się w garść na kolejne kilka minut, jeśli Steve zamierzał dalej czcić jego tyłek.
Śliskie palce zniknęły i Danny poczuł coś tępego, gorącego tuż przy swoim tyłku. Steve jednak nie wbił się w niego, tak jak się spodziewał, ale nakrył go sobą, opierając się na łokciach położonych tuż obok jego głowy. Danny czuł ciepło jego ciała i byłby to raj, gdyby jeszcze nie był taki pusty. Dawno nikt nie sprawił, że czuł się bezpieczny, a teraz, gdy Steve był jedynym, co oddzielało go od chłodnej oceanicznej bryzy – nie potrafił nie drżeć z przyjemności.

- Czy mogę…? – spytał alfa wprost do jego ucha i Danny tylko uniósł pośladki wyżej, zahaczając bezczelnie o główkę ciepłego penisa, którego miał na wyciągnięcie dłoni.

I nagle zdał sobie sprawę, o co pyta Steve. Mężczyzna nie miał na sobie gumki i skoro Danny był już w ciąży, nie bardzo była im na cokolwiek potrzebna. Nie byli w stanie przenosić chorób i to wydawało się całkiem logiczne, ale jednak Danny zadrżał, gdy zdał sobie sprawę, że od Steve'a może nie oddzielać go nawet warstewka lateksu. Było coś w tym intymnego. Nie pieprzył się w ten sposób z nikim. I jakoś sam fakt braku bariery oraz intymność, która za tym szła – sprawiały, że trudno było to nazwać pieprzeniem. To już nie był seks dla seksu. I nie miałby jak tego wyjaśnić zwyżką ciążowych hormonów.

Decyzja jednak była łatwiejsza niż przypuszczał. I po prostu pchnął swoimi pośladkami w tył, a Steve, jak zawsze zrozumiawszy go w lot, wyszedł mu naprzeciw. I chociaż mężczyzna musiał sięgnąć między nich, aby naprowadzić swojego fiuta, gdy tylko wszedł w niego – ponownie go objął. I Danny wiedział, że to nie będzie szybkie pieprzenie, bo ta pozycja nie pozwalała Steve'owi nawet na porządne wycofanie się. Mężczyzna zresztą nie wbijał się w niego z całą siłą, którą posiadał w swoim umięśnionym ciele. Skóra przy skórze, wilgotna od potu, poruszali się niespiesznie i Danny czuł wyraźnie, jak alfa rozpycha go od środka, robiąc sobie w nim coraz więcej miejsca. I kiedy Steve był pewien, że Danny dostosował się do jego wielkości, splótł razem ich palce, a potem lekko zmienił kąt, sprawiając, że jego ciało wygięło się. A alfa był tak blisko, że uniemożliwiał mu zbyt gwałtowny ruch, więc Danny był uwięziony między większym ciałem i materacem. Steve tymczasem z bolesną systematycznością raz po raz nadziewał go na swojego fiuta i uderzał w jego prostatę. Alfa wycofywał się tak – oh, tak bardzo! – bardzo powoli, a potem wchodził w niego płynnie, jakby byli dla siebie stworzeni i posyłał dreszcze wzdłuż jego skutecznie unieruchomionego ciała. Danny chciał wrzeszczeć z frustracji, ale ta tortura była tak słodka, że zacisnął tylko zęby, pozwalając Steve'owi na ponowne wycofanie się.

Czuł jak twarde mięśnie brzucha mężczyzny ocierają się o jego pośladki, gdy alfa wykonywał ruch całym ciałem. I Steve ponownie był na wysokości jego karku, który skubał ustami, gdy tylko skóra znalazła się w zasięgu jego ust. To było niemal za wiele. Danny nie mógł nawet sięgnąć pod siebie, aby dotknął swoich jąder, które zaczynały po prostu boleć. Steve trzymał jego dłonie i to było tak cudowne, że nie chciał przerywać ich połączenia. Jeśli przedtem w kącikach jego oczu pojawiły się łzy – to teraz nie chciał wiedzieć, co oznacza wilgoć na jego twarzy. Nie potrafił jednak nie zaciskać powiek i nie przełykać śliny, gdy Steve raz po raz w niego wchodził. Nie wiedział, jak długo alfa tak może, ale czuł, że zaraz eksploduje. Jego pośladki zresztą zaczęły się instynktownie zaciskać, gdy chciał na dłużej zatrzymać mężczyznę w sobie.

Steve dyszał w jego kark, jakby naprawdę wiele go kosztowało utrzymanie tego rytmu. I to faktycznie nie całkiem pasowało do McGarretta, którego znał. Faceta, który pukał do drzwi granatami i trzymał przesłuchiwanych za nogi nad przepaściami, bo nie chciało mu się ich długo przepytywać.

Jego alfa nie był najbardziej uczuciowy. I chyba sam fakt, że teraz z taką czułością całował go po karku, rozwiązał ten supeł, który zawiązał się w dole brzucha Danny'ego. Zanim zdążył się zorientować, dlaczego jego ciało się nagle rozluźnia, już rozlewał się bezgłośnie na prześcieradło i gdyby nie przytrzymujące go podczas orgazmu dłonie Steve'a, zapewne osunąłby się na bałagan, który stworzył. Zasypiając, czuł, jak Steve całuje go w kark.