UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)

Leżeliśmy nad jeziorem i oglądaliśmy gwiazdy. Poszliśmy tam, żeby nikt nam nie przeszkadzał. Fred leżał na plecach z jedną ręką pod głową, a drugą mnie obejmował. Ja leżałam na boku i przytulałam się do niego, rozkoszując się jego ciepłem.

- Jaki jest twój ulubiony gwiazdozbiór? – zapytałam. Robiłam się trochę senna, ale nie chciałam zasnąć.

- Bliźnięta – roześmiał się i wyczułam że się uśmiecha. – podoba mi się to, że nawet wśród gwiazd można znaleźć dowcipnisiów.

To sprawiło, że ja także się roześmiałam. Zadziwiało mnie jak łatwo przychodziło Fredowi rozśmieszanie mnie. W Hogwarcie nie zdarzało mi zbyt często się śmiać. To pewnie dlatego, że spędzałam dużo czasu na rozmyślaniu o Voldemorcie i uważałam to za stratę czasu.

- A jaki jest twój? – zapytał kiedy ucichłam.

- Wielka Niedźwiedzica. – odpowiedziałam lekko zawstydzona. – Podoba mi się to, że mogę ją zobaczyć niezależnie od miejsca, w którym się znajduję.

Nie odpowiedział od razu, zamiast tego głaszcząc mnie delikatnie po ramieniu.

- Mogę ci zadać pytanie Miona? – zapytał delikatnie.

Uśmiechnęłam się do siebie i wtuliłam się w niego mocniej.

- Właśnie to zrobiłeś, ale pozwolę ci zadać kolejne.

- Jesteś dziewicą? – Jego głos był cichy i lekko zdenerwowany.

Zesztywniałam uświadamiając sobie jak blisko Freda się znajdowałam. Chciałam usiąść, ale Fred mnie powstrzymał.

- Daj spokój Miona, wiesz, że oboje musimy to wiedzieć. – Jego głos był wciąż delikatny, ale teraz także uspokajający.

Westchnęłam i spróbowałam się zrelaksować.

- Jestem dziewicą Fred. Czy naprawdę musiałeś o to pytać?

Usłyszałam westchnienie ulgi i znów zaczął delikatnie głaskać mnie po ramieniu.

- Tak, musiałem. Miałem nadzieję, że taka będzie twoja odpowiedź, ale to nie było coś w czym chciałbym opierać się tylko na własnych domysłach.

Przeczekałam przez chwilę w ciszy.

- No więc? – zapytałam w końcu.

- Tak? – powiedział zachęcająco.

Westchnęłam i spojrzałam mu w oczy. Były jasne i spokojne. Wiedziałam, że moje policzki są okropnie czerwone i prawdopodobnie wyglądam jakbym gotowała się w środku.

- Czy naprawdę muszę zadawać to pytanie? – zapytałam błagalnym tonem, ale w tej chwili wcale o to nie dbałam.

Uśmiechnął się i pokiwał głową.

- No dobra.

Spuściłam wzrok i zapytałam tak szybko, że boje słowa zlały się w niewyraźny bełkot.

- Czy kiedykolwiek uprawiałeś seks?

Roześmiał się słysząc moje zdenerwowanie i przyciągnął mnie bliżej.

- Nie.

Prawdopodobnie poczuł się lekko obrażony na widok szoku malującego się na mojej twarzy. Zarumieniałam się jeszcze bardziej patrząc na niego z niedowierzaniem.

- Na serio? – zapytałam.

Czy mógłby żartować w czymś tak poważnym?

Roześmiał się i spojrzał mi w oczy.

- Tak Miona, mówię serio. Nigdy nie uprawiałem seksu. W przeciwieństwie do tego jak może się wydawać, ja i George wcale tacy nie jesteśmy.

Spuściłam wzrok.

- Przepraszam, po prostu to mnie trochę zaskoczyło. Mogę spytać dlaczego?

To było trochę nieuprzejme i prawdopodobnie nieczułe, ale wiedziałam, że powodem tego na pewno nie jest brak zainteresowania. Każda dziewczyna ze szkoły na pewno by się zgodziła, nawet ślizgonki.

- Straciłem głowę dla dziewczyny, która nigdy by mnie nie zechciała. Nie chciałem tego zrobić mając nadzieję, że kiedyś mnie zauważy. Była tradycjonalistką i nie chciałem zrobić niczego co mogłoby zrujnować nasze stosunki. – powiedział wesoło i znów spojrzał na gwiazdy.

- Zgaduję, że oboje jesteśmy spod znaku Panny.

- Chyba nie chcę wiedzieć o czym właśnie rozmawialiście.

Krzyknęłam, kiedy usłyszałam nowy głos i chwyciłam różdżkę. Fred pociągnął mnie za ramię zanim zdążyłam wypowiedzieć jakiekolwiek zaklęcie.

- Hermiono! – wykrzyknął śmiejąc się. – Nie przeklnij mojego bliźniaka!

Odwrócił się ode mnie i spojrzał na George'a z szerokim uśmiechem.

- Jeszcze się nie nauczyłeś? Musisz się przedstawić zanim znajdziesz się w polu rażenia!

Roześmiał się i usiadł delikatnie ciągnąc mnie ze sobą. Byłam okropnie czerwona na twarzy, kiedy spojrzałam na George'a. Podszedł bliżej i usiadł, szeroko się uśmiechając.

- Co – zapytał starając się wyglądać na poważnego – robiłaś mu podczas kolacji?

Schowałam twarz w dłoniach starając się ukryć rumieniec. Mimo to wciąż nie mogłam powstrzymać śmiechu.

- No właśnie! – powiedział Fred, patrząc się na mnie. – Jak mogłaś mnie tak torturować?

Rozszerzyłam palce, żeby móc na chwilę na niego spojrzeć.

- Zemsta. – powiedziałam, co wyszło ciszej niż sądziłam z powodu moich rąk.

- Czy mój dotyk przeszkadzał ci tak samo? – zapytał, wyglądając na zaskoczonego.

Opuściłam ręce i spiorunowałam go wzrokiem.

- Oczywiście! Nie wyczuwałeś tego?

Uśmiechnął się ponownie i pokiwał głową.

- Nie byłem pewien, że jest aż tak źle jak przypuszczałem.

- Macie pojęcie, jak dziwnie to zabrzmiało? – zapytał George patrząc na nas jak na nienormalnych.

Fred i ja spojrzeliśmy po sobie zanim znów zwróciliśmy się do niego.

- Nie.

George roześmiał się i po prostu pokręcił głową.

-Jesteście nienormalni.

Fred uśmiechnął się złośliwie i szybko odpowiedział.

- Ale wciąż wyglądam lepiej od ciebie.

- Jestem bardziej uroczy.

- Jestem starszy.

- Jestem zabawniejszy.

- Jestem mądrzejszy.

- A ja najmądrzejsza. – wcięłam się.

Zatrzymali się i spojrzeli na mnie zanim na ich twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy.

- I niedługo będziesz jedną z nas.

Cóż za przerażająca myśl.

{}o{}o{}

Obudziłam się słysząc śpiew ptaka za oknem. Przeciągnęłam się jak kot i usiadłam na łóżku. Obejrzałam się by spojrzeć na drugie łóżko i zobaczyłam, że Ginny jeszcze śpi. Przypomniałam sobie o mojej niezbyt przyjemnej pobudce kilka dni temu i uśmiechnęłam się złośliwe.

Wygrzebałam się z kołdry i delikatnie położyłam stopy na podłodze. Powoli zeszłam z łóżka i zaczęłam przesuwać się w kierunku jej łóżka. Zatrzymałam się przed nim, a potem wyskoczyłam w powietrze i upadłam na łóżko. Ginny krzyknęła i zaczęła miotać się na wszystkie strony.

- P-prz-przestań! – krzyczała co sił w płucach. Jednak ja tylko podwoiłam atak.

- Harry! – krzyknęła desperacko. Po chwili zaczęłam łaskotać ją w żebra.

Drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadli Harry i Ron.

- Co się dzieje? – zapytał zaniepokojony Harry.

Zobaczył co robimy i po prostu się roześmiał. Jego wejście trochę mnie zaskoczyło, co wykorzystała Ginny i uderzyła mnie jedną z poduszek, zwalając mnie na ziemię. Szybko usiadłam i chwyciłam inną poduszkę, żeby zaatakować. Zeskoczyła z łóżka i zaczęłyśmy wojnę.

Ron z szelmowskim uśmiechem chwycił poduszkę z mojego łóżka. Potem wślizgnął się za Harry'ego, który obserwował walczącą Ginny z dużym zainteresowaniem. Odciągnął ją do tyłu, a potem uderzył nią Harry'ego w tył głowy, co sprawiłoby spadnięcie okularów z nosa Harry'ego gdyby nie to, że używał zaklęcia przyklejającego. Uchylił się, unikając kolejnego uderzenia i szybko podbiegł do mojego łóżka żeby chwycić poduszkę. Po chwili wszyscy ze sobą walczyliśmy, a nasz śmiech wypełnił cały pokój.

Dziesięć minut później z poduszek prawie nic nie zostało i wszyscy byliśmy w kaczym pierzu. Ktoś wbiegał po schodach bez wątpienia zaalarmowany naszym śmiechem.

Pani Weasley otworzyła drzwi i popatrzyła na nas.

- Co wy do cholery wyprawiacie? – wykrzyknęła wchodząc do pokoju. Jej wzrok prześlizgnął się po nas zanim zmrużyła oczy. Chwyciłam różdżkę i szybko wymamrotałam zaklęcie naprawiające i czyszczące. Pokój uporządkował się, a poduszki naprawiły. Pani Weasley spojrzała na mnie z błyskiem uśmiechu w oczach.

- Hermiono, kochanie, czy kupiłaś już swoją suknię? – zapytała uprzejmie.

Zakryłam usta dłonią z zaskoczenia.

- O mój Boże, nawet jeszcze jej nie szukałam! – pisnęłam.

Uśmiechnęła się łagodnie i położyła mi uspokajająco rękę na ramieniu.

- Nie martw się kochana, Ginny i ja weźmiemy cię dzisiaj na zakupy. To nie powinno nam nająć dłużej niż jeden dzień. Madame Malkin na pewno szybko dokona przeróbek.

Dzięki ci Merlinie za magię. Gdyby sytuacja miała miejsce w świecie mugoli, miałabym teraz poważne kłopoty. Pokiwałam skwapliwie głową i podziękowałam. Uśmiechnęła się wesoło i powiedziała nam, żebyśmy zeszli na dół na śniadanie.

Wszyscy szybko zjedli śniadanie składające się z naleśników i bekonu zanim Ginny, pani Weasley i ja przeniosłyśmy się proszkiem fiuu na ulicę Pokątną.

Weszłyśmy do sklepu z szatami i zostałyśmy odprowadzone do pokoju, w którym nigdy wcześniej nie byłam. Był wypełniony pięknymi materiałami i książkami z obrazami sukni ślubnych. Zakochałam się w długiej i białej pokrytej koronką. Miała odsłonięte ramiona i luźne, koronkowe rękawy. Suknie miała długi tren, ale nie na tyle, żeby ktoś musiał go nieść. Wybrałam ciemnozieloną suknię druhny dla Ginny. Pasowała jej do włosów i pięknie odbijała się w jej brązowych oczach. Uśmiechnęłam się do siebie na myśl o tym, co pomyśli Harry, kiedy ją zobaczy.

Kiedy skończyłyśmy pani Weasley wróciła do Nory, ale ja i Ginny chciałyśmy trochę się przejść. Zatrzymałyśmy się przed sklepem ze słodyczami i wpadłam na pomysł.

- Ginny, może przeszłybyśmy szybko przez sklep i zajrzałybyśmy do Magicznych Dowcipów Weasley'ów?

Popatrzyła na mnie przez moment zanim uniosła brwi.

- Nie miałabym nic przeciwko temu.

Uśmiechnęłam się z wdzięcznością i weszłyśmy do sklepu. Kilka minut i kilka wydanych galeonów później wyszłyśmy. Niosłam magicznie powiększoną torbę, a Ginny trzymała lizaka. Przetorowałyśmy sobie drogę przez zatłoczone uliczki ignorując handlarzy i spojrzenia przechodzących obok chłopców. W końcu dotarłyśmy na miejsce i weszłyśmy do sklepu wdychając wyraźny zapach prochu strzelniczego.