Harry obudził się zdezorientowany. Wokół panowała ciemność i jedyne źródło światła w pomieszczeniu stanowiła niewielka świeczka. Sięgnął po swoją różdżkę intuicyjnie, czując się zagrożonym, ale jego ręka nie namacała jedynej broni, jaka mu pozostała. Jego moc nie śpiewała mu jak zawsze, starając się odwrócić jego uwagę, gdy próbowała wyjść na zewnątrz. Pozostał sam i bezbronny.
Zmrużył oczy, starając się dostrzec kto siedzi na fotelu i ze zdumieniem odkrył, że patrzy na śpiącego Draco Malfoya. Próbował się podnieść, ale był tak wyczerpany, że jego ręka osunęła się bezwładnie na prześcieradło. Chyba ten niewielki ruch obudził Draco, bo chłopak poderwał się na równe nogi, jakby wyszedł z jakiegoś okropnego koszmaru.
- Potter – zaczął Draco. – Harry, jesteś przytomny? Zawołać Hermionę?
Potrząsnął przecząco głową. Musiało być dość późno, a czuł, że zaraz i tak zaśnie. Nie było sensu jej kłopotać.
- Co się stało? – wychrypiał.
- Prócz tego, że cała delegacja zobaczyła, że to nie są plotki o twojej nieśmiertelności? – prychnął Malfoy.
Harry nagle przypomniał sobie klątwę, która w niego uderzyła i zamarł. Czuł jak dziecko kurczy się w nim i była to bardziej kwestia mocy, która walczyła z zaklęciem. I nerwowo dotknął swojego brzucha, zastanawiając się w panice co się tak naprawdę stało.
Draco musiał w lot pojąć, że szukał skutków klątwy, bo położył mu rękę na nadgarstku, skutecznie unieruchamiając.
- Spokojnie. Hermiona powiedziała, że nic ci się nie stało – odparł Malfoy takim tonem, jakby uspakajał płaczące dziecko. – Przeprowadziła skany i nie pozwoliła Uzdrowicielom cię dotknąć – dodał.
Harry skinął głową i zmarszczył brwi, wpatrując się w zmęczoną twarz Draco. Malfoy nie wydawał się wiedzieć, ale jednak strach w nim pozostał. Chłopak był w końcu mistrzem w ukrywaniu emocji.
- I jakkolwiek miło wiedzieć, że jesteś odporny na klątwy – zaczął Draco, wycofując się odrobinę, aby dać mu przestrzeni. – I naprawdę jestem ci wdzięczny, że uratowałeś mojego ojca… Hermiona traktuje cię jak członka rodziny i… I ja też – powiedział Malfoy, jakby kosztowało go to wiele. – Nie musisz być zawsze bohaterem – dodał.
Harry nie wiedział co powiedzieć. Nie myślał, gdy zasłonił Lucjusza. Miał pewne podejrzenia, że Voldemort zabezpieczył się przed buntem swoich poddanych. I Mroczne Znaki jednocześnie tak dozowały magię śmierciożerców, że nie mogli otwarcie wystąpić przeciwko niemu, ale to była tylko teoria. Której nigdy nie sprawdzili z oczywistych względów. I zapewne wyglądało to tak, jakby kolejna z Avad okazała się na nim nieskuteczna. Jednak ilość mocy, która została mu zabrana, przeraziła nawet jego. Nie potrafił nawet kiwnąć palcem.
- Gdzie jest moja różdżka? – spytał i odchrząknął.
Nawet mówienie sprawiało mu trudność.
- Mój ojciec ją ma – odparł Draco spokojnie. – Potrzebujesz czegoś? Wody? Jedzenia? Mam eliksiry…
- Nie. Zasypiam – poinformował go, układając się wygodniej.
Jeśli dziecko żyło –to było najważniejsze.
ooo
Kiedy obudził się po raz kolejny – w pokoju było całkiem jasno i to Hermiona powitała go ze łzami w oczach. Czuł jej chłodną dłoń na czole i instynktownie przysunął się bliżej. Jego ciało było dziwnie rozpalone.
- Harry – westchnęła. – Tak bardzo mnie przestraszyłeś.
- Ale jestem cały – odparł. – I w gorączce – dodał, widząc, że przygotowała już okłady.
Wzięła głębszy wdech i przygryzła wargę.
- Dziecko – wyszeptała, nerwowo spoglądając za siebie na drzwi, które pozostały zamknięte. – Próbuje z ciebie wyssać całą magię. Prawie powiedziałam Draco, ale wiem…
- Nie – wszedł jej w słowo.
- Kiedyś będziesz musiał mu powiedzieć. Jesteśmy razem. Znaczy będę z nim razem. I on… - urwała.
- Herm, nie. Powiem mu, że to moje dziecko. Nikt nie mrugnie nawet okiem, gdy okaże się, że adoptowałem sierotę – wyjaśnił. – Nie mogę udawać, że w chwili wojennej zawieruchy i ciągłego strachu kogoś zapłodniłem, ale…
Spojrzała na niego dziwnie i potrząsnęła głową, starając się zapewne przegonić nieprzyjemne myśli.
- Wrócimy do tego – ostrzegła go lojalnie.
I wiedział, że ten temat – przynajmniej temat Draco nie jest zakończony.
- Dziecko próbuje zabrać ci magię, bo chce mieć pewność, że się ochroni – poinformowała go. – Rozmawiałam z Halldorem. Nikt nie był na tyle głupi, aby pozwolił w siebie uderzyć klątwą uśmiercającą… trzeci raz z rzędu, przypominam ci – powiedziała przez zęby. – Ale rzucił na ciebie kilka zaklęć. Dziecko jest zdrowe. Ty jesteś zdrowy, ale trochę potrwa zanim ustabilizuje się twój stan. Musi wrócić równowaga. Pamiętasz jak wymiotowałeś przez cały tydzień? – spytała retorycznie. – Będzie gorzej – ostrzegła go, więc przygryzł wnętrze policzka.
- Jak bardzo gorzej? – spytał, chcąc wiedzieć dokładnie z czym przyjdzie mu się mierzyć.
- Rzuciłam na pokój zaklęcia. Nie powinieneś nic podpalić w nagłym skoku magii. Draco pomógł i nawet nie pytał – dodała.
- Wiem, wiem… Jest godzien zaufania – prychnął Harry.
- Nie pytał, bo uważa cię za dziwaka i sama nie wiem co myśleć. O co chodzi z Lucjuszem, Harry? Nie przypominam sobie, żebyś rzucał się w obronie przypadkowych ludzi pod różdżkę – warknęła. – Kochasz go? Tego mi nie mówiłeś przez ten cały czas? Nie wierciłam ci dziury w brzuchu o dziecko, bo sądziłam, że to zwykła wpadka, Harry. Że to był jeden raz, który się nie powtórzy, a Lucjusz no cóż… Szanuję go, ale jest politykiem. Jeśli nie mielibyście być razem nigdy, nie było sensu staczać z nim batalii, która mogłaby się skończyć Obliviate - westchnęła. – Chcę znać prawdę – powiedziała i spojrzała na niego z determinacją w oczach.
I znał doskonale to spojrzenie. Niejeden już stanął naprzeciwko zdecydowanej na wszystko Hermiony i nie wyszedł z tego cało. Rodzeństwo Carrow potwierdziłoby, ale oboje odsiadywali dożywocie w Azkabanie.
Nie wiedział co powiedzieć. Nie pierwszy raz miał pustkę w głowie, ale Hermiona wymuszała na nim przeanalizowanie wszystkiego co czuł do Lucjusza. A było tego sporo. I emocje, które wiązały się z Lucjuszem zawsze były skomplikowane. Niejasne. Lucjusz nie był tylko jednym uczuciem. Jednocześnie szanował mężczyznę i wiedział o jego wkładzie w budowanie czarodziejskiego społeczeństwa, ale z drugiej strony Malfoy był wytrawnym politykiem i mówcą. Co najgorsze – nic się nie liczyło tak naprawdę. Nie to kim był Lucjusz przez większość czasu, ale co Harry myślał o nim, gdy przestawał zwracać uwagę na szczegóły czy poszczególne sytuacje.
Od tygodni starał się spychać na tył podświadomości emocje, które wyrywały się na pierwszy plan. Lucjusz potrafił go rozbawić i Harry czuł się przy nim swobodnie. Byli przyjaciółmi – tego był pewien.
- To nie ma znaczenia – powiedział w końcu, widząc, że Hermiona nadal czeka.
- Ma. Mogłabym poprosić Draco, aby go tutaj sprowadził. Gdybyście spędzili trochę czasu razem, twoja magia ustabilizowałaby się szybciej. Nie mówię tutaj o jakiejś magicznej więzi pomiędzy waszą trójką, ale on jest potężnym czarodziejem. Dostatecznie potężnym, żeby cię zapłodnić – przypomniała mu niepotrzebnie.
- To nie ma znaczenia co czuję, bo niedługo Lucjusz zaręczy się z Amelią Bones – uściślił i na twarzy Hermiony wymalował się czysty szok.
- Harry – zaczęła, ale nie chciał słyszeć, że jest jej przykro.
- Jesteśmy przyjaciółmi i z jego strony to był jeden raz. I nie, nie spał ze mną, gdy zaczęli planować z Amelią ślub – poinformował ją spokojnie.
Potrząsnęła głową, jakby nie wiedziała co zrobić.
- Harry, dlaczego sobie to robisz? Dlaczego w ogóle się z nim widujesz? – spytała po prostu.
I tym go zaskoczyła. Kolejny raz nie miał prostej odpowiedzi. I ostatnim czego chciał to wyjść na żałosnego, więc wzruszył ramionami.
- Jest szczyt, a obaj jesteśmy… - zaczął.
- Nie, wiem, że widujesz się z nim cały czas. Może nawet częściej niż ja spotykam się z Draco. Nie obchodzi mnie jakiej wymówki użyjesz. Znam cię i cały czas o tym zapominasz. Nie ułożysz sobie życia, jeśli przywiążesz się do kogoś, kto już ma ułożone życie – powiedziała i usiadła na fotelu załamana.
- To nie jest takie proste – westchnął.
Spojrzała na niego ze łzami w oczach.
- Kochasz go? – spytała wprost.
Wziął głębszy wdech.
- Pytam czy go kochasz – powtórzyła. –Ale nie musisz odpowiadać. Widzę to. Ale to stałoby się bardziej realne, gdybyś powiedział to na głos, prawda? – spytała retorycznie i nie było w jej głosie złości. – Będzie dobrze, Harry. Wiem, że w to nie wierzysz, ale ja też w to nie wierzyłam jeszcze kilka tygodni temu. Ale będzie dobrze. Będzie boleć, ale sobie poradzisz – dodała, jakby doskonale wiedziała jak to jest.
I nagle w jego głowie pojawiła się nieprzyjemna myśl.
- Kochasz Rona? – spytał, nie mogąc w to uwierzyć.
Nawet nie próbowała uciec wzrokiem.
- Nie rozstaliśmy się, ponieważ przestałam go kochać. Czasem po prostu nie możesz z kimś być. Czasem nie możesz z kimś być dla własnego dobra – wyjaśniła mu.
- Ale co z Draco? – spytał.
Wzruszyła ramionami.
- To inny rodzaj miłości. Możesz kochać więcej niż jedną osobę. Kocham moje dzieci, kocham ciebie, kocham Rona i kocham Lunę. Kocham wielu ludzi. Czasem niektóre uczucia przymierają, aby zrobić miejsce innym, ale twoje serce nie ma ograniczonej przestrzeni. Czasem miłość do twoich dzieci może wystarczyć za wszystkie uczucia świata – dodała.
I wiedział doskonale dlaczego to powiedziała. Nie potrafił jednak wyobrazić sobie nie widywania Lucjusza. Może i każde spotkanie było jak zadra, ale byli przyjaciółmi i to się naprawdę liczyło.
ooo
Lucjusz odczuł tylko lekką satysfakcję na wieść o tym w jakim popłochu delegaci opuścili ich kraj. Francuzi upokorzeni faktem, że to ich właśni dyplomaci doprowadzili do podobnej tragedii, nie stawili się nawet podczas kolacji pożegnalnej w domu Amelii. Włosi chcieli pochować swojego kolegę jak najwcześniej, a część ran odniesionych przez innych delegatów miała być leczona już w ich krajach pochodzenia. Co prawda Terry upewnił się, aby zajęli się nimi najlepsi Uzdrowiciele – jednak rodziny chciały ich mieć jak najbliżej siebie. Zapewne większość z nich wracała z przeświadczeniem, że Harry jest niezwyciężonym bogiem. Mówiono już o nim jak o następcy Merlina, a on nie zamierzał wyprowadzać ich z błędu. Jeśli to oznaczało większe poparcie dla Wielkiej Brytanii w przyszłości – Ministerstwo i Wizengamot tylko na tym zyskiwali. Nikomu też nie uszło uwagi, że to Potter zaproponował Rumunom otwarcie swojego kraju dla ćwiczeń oddziałów aurorskich, co tylko zostało przyjęte oklaskami. Amelia upewniła się, że każda z wyjeżdżających delegacji dostała skopiowane pergaminy z propozycjami ich kraju.
Lucjusz tylko czekał na zwrotną korespondencję. I zaczynał współczuć sekretarzowi Minister, który miał za zadanie informować swoich Niewymownych zwierzchników o poczynaniach Bones. Sowy pocztowe miały stać się głównym bywalcem jej gabinetu od tej pory.
Draco pojawił się w salonie z cieniami pod oczami tak głębokimi, jakby nie zmrużył oka tej nocy. Zdecydował się czuwać nad Harrym, gdy Granger zasnęła i Lucjusz był mu po trochu wdzięczny. Sam pojawiłby się w posiadłości Blacków, gdyby nie fakt, że jego ramię nadal się odbudowywało, a Kingsley zajął go skutecznie, pozostając do późnych godzin porannych. Oczywiście obaj zarwali podczas wojny nie jedną noc i nosili gorsze obrażenia, ale jednak brakowało mu w żyłach tej samej adrenaliny, która umożliwiała mu funkcjonowanie na wysokich obrotach. Uczucie ciągłego zagrożenia zniknęło, więc nie potrafił się zmusić do życia z tą samą prędkością.
- Powinieneś się wyspać – rzucił, nie mogąc się powstrzymać, gdy jego syn siadł na kanapie.
Jego wymięta szata nadawała się tylko do prania.
- Jak czuje się Harry? – spytał, gdy Draco nie zareagował.
- Obudził się – odparł w końcu jego syn. – Nie umiem ich rozgryźć – przyznał po chwili. – Hermiona wydawała się wiedzieć, co mu jest. Dlaczego mi nie powiedziała? Mama mówiła ci o wszystkim, prawda? – spytał i słyszał w głosie swojego pierworodnego dziwną desperację.
- Narcyza była moją przyjaciółką przez całe życie. I jeśli nie był to jej sekret, nie zdradzała go – przyznał spokojnie. – Może Harry nie chce, abyśmy wiedzieli – dodał i wzruszył ramionami, chociaż jego samego stan Harry'ego martwił coraz bardziej.
Żaden czarodziej w jego wieku nie powinien mieć problemów z tak niestabilną magią. Jednak nikt inny nie przeżył Avady, wiec reguły się po prostu nie imały Harry'ego. Nie pierwszy raz zastanawiał się czy magia nie będzie próbowała po prostu pochłonąć chłopaka, ale to tylko przemawiało za tym, że powinni być razem. Mógł go uratować, gdyby zaszła taka sytuacja. Miał w sobie na tyle dużo mocy, aby ustabilizować drugiego silnego maga. Granger już w Świętym Mungu zaczynała dochodzić do siebie po porodzie dzięki jego magii, a nawet jej nie dotknął. Wystarczyła sama jego obecność. Gdyby Harry pozwolił mu się choćby objąć – mogliby osiągnąć wiele. Może nawet nie miewałby już nigdy tych napadów. Chociaż z drugiej strony Gryfoni byli dość emocjonalni i ich moc zależała też trochę od tej strony ich osobowości, co dawało im jednocześnie nieograniczoną potęgę w zasięgu ręki jak i kompletny brak kontroli. Gdyby Harry ruszył głową zamiast pojawiać się między nim i Bellatriks, powstrzymałby jego szaloną szwagierkę z łatwością. Z bezpiecznej odległości, nie narażając się. Coś rośnie w nim za każdym razem, gdy przypomina sobie własny strach – nie ten, który odczuwał na widok Belli i spotkania z przeznaczeniem. Ten strach późniejszy – o wiele większy, którego nie potrafił opanować – dotyczył Harry'ego. I nie chodziło tylko o to, że chłopak był tak młody, że miał przed sobą całe życie. Lucjusz widział śmierć dzieci podczas tej wojny i wiedział, że ona przychodzi wtedy kiedy chce – zabierając wszystko. Po prostu nie chciał uwierzyć, że kiedy zdecydował się w końcu, aby sięgnąć po coś, czego chce – dla siebie, a nie dla chwały rodziny – zostało mu to odebrane sprzed nosa.
I gdyby teraz pojawił się w posiadłości Blacków – niezapowiedziany, tak bardzo nie w jego stylu – zapewne powiedziałby coś głupiego. Może złożyłby propozycje Harry'emu, że byłby jego kompasem magicznym, gdyby zaszła taka konieczność. I pewnie zostałby całkiem źle odebrany. Chłopak w końcu znał go doskonale i wiedział, że wszystko ma drugie dno. Albo co gorsza – doszłoby do kolejnego nieporozumienia, a ich chciał za wszelką cenę uniknąć.
- Tobie też nie powiedział? – zdziwił się Draco. – Sądziłem, że się dobrze dogadujecie…
Lucjusz nie mógł się nie skrzywić.
- Nie wiem i nie jestem pewien czy nawet moje podejrzenia są słuszne – przyznał niechętnie. – Czasem czarodzieje o takiej potędze jak Harry, nie są w stanie nad nią panować. Potrzeba na to siły, wprawy…
- Potter jest tak chudy… - zaczął Draco. – Chociaż ostatnio zauważyłem, że przybrał na wadze. Sądzisz, że Hermiona wie i próbuje go jakoś…
- Podtuczyć? – zakpił, nie mogąc się powstrzymać. – Albo Harry zaczął ostatnio lepiej panować nad mocą i przestała go pożerać od środka – odparł i oczy jego syna zrobiły się większe. – Zbyt wiele magii wyniszcza organizm. Wiesz, że on panuje nad Mrocznymi Znakami tak jak Voldemort. Ma jego moc. Obaj wiemy jak silny był ten szaleniec. Dodaj do tego naturalne zdolności Harry'ego – westchnął Lucjusz.
Oczy Draco zrobiły się wielkie jak spodki.
- Czyż nie mamy ogromnego szczęścia, że stoi po dobrej stronie? – spytał Lucjusz cicho.
- Dlatego bez trudu dostał się do Wizengamotu – odparł jego syn. – Słyszałem plotki na korytarzach Ministerstwa, że wymógł odprawienie starego rytuału, ale…
Nie powinno było się o tym mówić, ale radni zawsze mieli długie jęzory. Poza tym moc Pottera była legendarna i każdy chciał powtarzać niestworzone historie. Zdanie czy dwa przypadkowo rzucone zmieniały się w opowieść o smokach, pełną grozy i czających się niebezpieczeństw. Nie pomagało, że tak wyglądały w zasadzie lata szkolne Harry'ego.
- Gdyby chciał, dostałby i dziesięć foteli w radzie – przyznał Lucjusz. – Chciał jeden, dla Granger.
- Potter jest taki…
- Całkiem nieświadom swojej mocy – wszedł mu w słowo Lucjusz. – Byłby wstanie przewyższyć sobą niejednego. Dumbledore został już dawno w tyle. I Granger doskonale o tym wie, ale są skupieni na tym, żeby opanować jego moc. Magia nic nie znaczy, jeśli nie potrafisz z niej korzystać – dodał.
Nie dziwił się dziewczynie, że walczyła o swojego przyjaciela. Podczas wojny musiało być im trudno. I Weasley pewnie nie doceniał potencjału, który zaczął się wtedy rozwijać. Grager jednak nic nigdy nie umknęło. I o ile Lucjusz się dobrze orientował – nigdy nie zdradziła Pottera nawet przed Niewymownymi. Pewne tajemnice musiały takimi pozostać nawet przed Departamentem, który z nazwy miał się nimi zajmować. I Lucjusza nie dziwiło, że Harry'ego otaczało tak wielu Niewymownych. Hitchens, Boot, Granger. Ta ostatnia jednak grała według własnych zasad i pewnie planowali się jej pozbyć zaraz po tym jak zanotowałaby wszystko, co tylko była w stanie spamiętać z okresu wojny.
- To szalone, Potter jest w moim wieku – prychnął Draco.
- I przeżył trzy klątwy uśmiercające – odparł Lucjusz. – Jeśli miałbym wybierać… Wolę cię takiego. Z mocą tuż powyżej średniej, ale całkiem żywego i nieuszkodzonego – dodał, spoglądając na swojego syna ze zmarszczonymi brwiami. – Nieuwikłanego w czarną magię…
- Tak, tak zrozumiałem – odparł cierpko Draco. – I nie chodziło mi o to. Nie jestem niezadowolony z mojej magii. Po prostu… Patrzeć na niego to jak patrzeć… Nie czuję, że jest moim rówieśnikiem. Gryfoni po prostu są dziwni – dodał w końcu, jakby to stwierdzenie miało cokolwiek wyjaśnić.
Lucjusz nie zaprzeczał. Gryfonizm zawsze wydawał mu się dziwną zarazą, która czasem atakowała inne Domy. Nie każdy mógł być bohaterem i nie każdy chciał. Harry miał heroizm we krwi i gdyby Lucjusz mógł – utoczyłby tych wadliwych krwinek dla dobra Pottera. Jednak nie wynaleziono jeszcze skutecznego lekarstwa na to. Severus twierdził coś całkiem podobnego. I to on pierwszy zauważył, że dla Pottera największym niebezpieczeństwem nie jest Voldemort, ale on sam. Może jego przyjaciel zauważył iskrę tej mocy na wiele lat przed nimi. W końcu Harry raz pod wpływem silnych emocji przeraził nawet samego Dumbledora. Jako trzynasto- czternastolatek? W dziesięć lat później mieli do czynienia z mocą już dorosłego czarodzieja, ale wciąż idealistycznymi poglądami. I było w tym coś ujmującego. Lucjusz już dawno temu stracił nadzieję.
Harry i jego słowa były dla niego czasem jak powiew świeżego powietrza.
- Dlaczego Hermiona nie powie wprost, że Potter nie jest w stanie panować nad swoją magią. To nie jest przecież tak nienaturalne. Każdy musi się tego nauczyć – warknął jego syn, zirytowany.
- A chcesz wymalować na plecach jej przyjaciela tarczę strzelniczą? – spytał Lucjusz. – Jest członkiem Rady Wizengamotu. Delegatem z ramienia samej Minister. Nawet jeśli nie weźmiemy pod uwagę jego wojennej kariery, to nadal wiele. I ma wrogów, których narobili sobie teraz z Granger wkładając w mrowisko kij.
- Matka Weasleya była ostatnio u Hermiony – wtrącił jego syn, krzywiąc się. – Na pewno nie używamy czarnej magii? Jedno zaklęcie więcej czy mniej nie zrobi różnicy – rzucił.
Lucjusz tylko spojrzał na niego chłodno.
- Poważnie, przysięgam, że jeśli jeszcze raz zobaczę to babsko, to mnie popamięta. Potter jej co prawda groził, ale chyba do niej nie dotarło, że przekroczyła wszelkie granice. Nie wiem jak Hermiona to znosi. Już dawno nie pozwoliłbym jej odwiedzać dzieci. To wariatka – poinformował go Draco, wyrzucając do góry ręce.
Lucjusz skinął tylko głową, przyjmując to do wiadomości. A potem nerwowo zastukał palcem w poręcz krzesła.
- Zamierzasz mieć więcej dzieci? – spytał wprost, kompletnie szokując swojego syna.
Draco zamarł w pół ruchu, z dłońmi wciąż nad głową i powoli je opuścił w dół, nie spuszczając go z oka.
- Pytam czy zamierzasz mieć więcej dzieci – powtórzył spokojnie Lucjusz.
- Uznajesz… - zaczął jego pierworodny.
- Gdybym nie chciał uznać dzieci Granger, powiedziałbym ci o tym. Jeśli będziecie chcieli, jest zaklęcie, które włączy je oficjalnie do rodziny. Noszą przyzwoite imiona – dodał, przypominając sobie słowa Harry'ego.
Gest Granger go nie wzruszył zbyt mocno, ale to było miłe z jej strony. Tym bardziej, że nie utrzymywał z nią tak bliskiego kontaktu jak z Harrym.
- Jednak to nie rozwiązuje kwestii dziedziczenia – rzucił mimochodem.
- Jeśli Hermiona będzie chciała… - urwał Draco i wziął głębszy wdech. – A jeśli nie będzie chciała? – spytał.
- To pozostanie w twojej gestii. To nie jest mój problem – odparł Lucjusz spokojnie.
- Czyli…
- Czyli pozostawiam to twojej ocenie, synu – powiedział spokojnie.
