- Jest złamany.
Oglądając opuchnięty nos Phila, lekarz bez mrugnięcia okiem postawił diagnozę. Dotykając lekko skóry, przyłożył do niej delikatnie woreczek z lodem. Krzywiąc się pod wpływem zimnego dotyku, mężczyzna skrzywił się.
- Co Ty nie powiesz... - syknął, odsuwając gwałtownie głowę.
- Muszę to opatrzyć – rzekł drugi z mężczyzn, nie zwracając zbytniej uwagi na protesty bruneta. - Nie zachowuj się jak dziecko, Brooks – upomniał go, przysuwając zimne zawiniątko bliżej skóry.
Od kilkunastu minut siedział w gabinecie lekarskim, poddając się wszelkiego rodzaju zabiegom, które wykonywał przy nim medyk. Walcząc z bólem, jaki prawie rozsadzał jego głowę i czując, że jego cierpliwość powoli zaczyna się kończyć, z niepokojem i rozdrażnieniem spoglądał na zamknięte drzwi do pomieszczenia. Był zdziwiony, że Allison jeszcze nie przyszła. Spodziewał się, że po tym, co widziała na zapleczu podczas walki, natychmiast przybiegnie sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku.
- Następnym razem bardziej uważaj – mruknął mężczyzna, cofając głowę i przyglądając się kontuzji. - Które to już złamanie?
Licząc w myślach, Phil zamilkł na kilka chwil. Usiłując przypomnieć sobie wszystkie wcześniejsze złamania, których doświadczył w przeszłości, uśmiechnął się pod nosem, przewracając oczami. W tym samym momencie jęknął głośno, zaskoczony nagłym bólem, który wywołały ruchy mięśni jego twarzy. Śmiejąc się, lekarz pokiwał głową.
Ciszę w pomieszczeniu przerwało głośne pukanie, po którym drzwi uchyliły się lekko. Obydwaj mężczyźni odwrócili swoje twarze, spoglądając w tamtym kierunku. Teraz Phil był już pewien, że to Allison.
- Słyszałem, że się połamałeś. Żyjesz?
Wchodząc do środka, Kofi uśmiechnął się szeroko, widząc swojego przyjaciela z białym opatrunkiem przy nosie.
- To nie jest śmieszne, Kofi... - mruknął Phil, przymykając oczy. Nie ukrywając swojego rozczarowania, skrzywił się dodatkowo. - Mógłbyś zawołać Allison? - wysapał ciężko.
Zatrzymując się w połowie drogi, Ghańczyk zmarszczył brwi, patrząc na przyjaciela.
- Już wyszła – oznajmił cicho, zdziwiony prośbą bruneta. Podnosząc powieki, Phil spojrzał na niego zaskoczony.
- Jak to „wyszła"? - zapytał. - Kiedy? Dokąd?
- Myślałem, że wiesz... - odparł Kofi powoli. - Kilkanaście minut temu wyszła z budynku. Razem z Joanne.
- Razem Z KIM?! - Phillip zerwał się z miejsca, odkładając na bok trzymany w ręce okład. W ciągu sekundy zapomniał o bólu, jaki przeszywał jego głowę. Wiadomość o tym, że Allison znajdowała się teraz sama w towarzystwie Joanne znacznie podniosła mu ciśnienie. - Żartujesz, prawda?
- Złapałem ją przy wyjściu. Prosiła, żeby Ci przekazać, że już wychodzi... - odpowiedział Kofi, uważnie obserwując reakcję przyjaciela. - Phil?
- Zabiję ją... - warknął mężczyzna, zabierając z krzesła swoją bluzę. Ignorując protesty lekarza, ruszył w kierunku wyjścia.
- Allison? - zdziwił się Ghańczyk, podążając szybko za brunetem. Uchylając się na bok, w ostatniej chwili uniknął uderzenia ciężkimi drzwiami, które z impetem otworzył Brooks.
- Nie! Tę rudą małpę! - fuknął Phil, wychodząc na korytarz. - Zabroniłem się jej zbliżać do Allie; nie wiem, co wymyśliła tym razem. Nie mówiła, dokąd idą?
- Miała odprowadzić Joanne, więc pewnie do jej pokoju...
Nie zatrzymując się, Phil szedł w kierunku wyjścia. Słysząc idącego za nim Kofiego, miał w głowie tylko jeden cel – odnaleźć pokój Joanne, zanim stanie się coś złego.
- Znajdź Korklana i zapytaj, w którym pokoju się zatrzymał – poprosił stanowczym tonem. - Wyślij mi potem jego numer. Ja wychodzę.
Zaskoczony Kofi przytaknął tylko, nie odzywając się słowem. Wiedział, że Phil jest wściekły; nie chciał denerwować go jeszcze bardziej swoimi pytaniami.
- Dobrze się czujesz? - Allison stanęła w progu pokoju, patrząc na siedzącą na łóżku Joanne. Podciągając kolana pod brodę, skuliła się jeszcze bardziej, wbijając wzrok w podłogę. - Potrzebujesz czegoś? - dodała kobieta po kilku chwilach milczenia.
Kręcąc przecząco głową, rudowłosa przełknęła ślinę. Wciąż nie mogła dojść do siebie po tym, co stało się kilka godzin wcześniej. Była wdzięczna Allison, że ta odprowadziła ją do pokoju i została z nią, kiedy najbardziej tego potrzebowała. Poza tym, była jedyną osobą, której mogła teraz zaufać.
- Może przynieść Ci coś do picia? - zaoferowała brunetka, podchodząc bliżej łóżka. Siadając na nim, nie spuściła wzroku z Joanne. Widok załamanej kobiety okropnie ją zasmucał i niepokoił. - Chcesz zostać sama?
Rudowłosa natychmiast popatrzyła na nią z paniką w oczach. Zaprzeczając, zaczęła oddychać coraz szybciej. Nie chciała zostać sama w pustym pokoju. Ponadto w każdej chwili mógł wrócić Matt. Nie czuła się jeszcze gotowa, by móc stawić mu czoła.
- Nie wychodź... - poprosiła szeptem, obejmując kolana rękoma. - Proszę...
Uśmiechając się do niej łagodnie, Allison podniosła dłoń i dotknęła nią przedramienia Joanne. Gładząc delikatnie jej skórę, chciała choć trochę ją uspokoić.
- Nigdzie nie pójdę – zapewniła ją cicho. - Poczekam tu z Tobą, aż wróci Matt.
Na dźwięk jego imienia rudowłosa skrzywiła się, odwracając wzrok w drugą stronę. Kochała Matta i pragnęła jego obecności, ale sama myśl o jego pytaniach i dociekaniach, a także przesadnej trosce o nią sprawiała, że czuła się podle. To wszystko było jej winą. Gdyby nie uwiodła wcześniej Chrisa, nie stałoby się to, co się stało.
Gwałtowny łomot do drzwi pokoju przerwał ciszę, jaka panowała wewnątrz pomieszczenia. Obydwie kobiety zerknęły w tamtym kierunku, nadsłuchując krzyków dobiegających z korytarza.
- Joanne! Wiem, że tam jesteś! Otwieraj drzwi!
Zabierając rękę z przedramienia Joanne, Allison spojrzała na jej wystraszoną twarz. Nie pomyślała wcześniej o tym, że mężczyzna przyjdzie do pokoju Matta by jej szukać.
- Allison?! Wszystko w porządku?!
- Phil... - szepnęła zdziwiona kobieta, wymieniając spojrzenia z rudowłosą. - Przepraszam, Joanne. Nie miałam pojęcia, że zechce tu przyjść... - dodała, wstając z łóżka. - Załatwię to i zaraz do Ciebie wracam – zapewniła ją, odchodząc w stronę przedpokoju.
Podchodząc do drzwi, nacisnęła klamkę i otworzyła je, stając tym samym twarzą w twarz z rozwścieczonym brunetem. Unosząc pytająco brwi, popatrzył z góry na dziewczynę.
- Co Ty wyprawiasz? - zapytał, nie zniżając tonu swojego głosu. Wciąż kipiąc ze złości, zrobił krok do przodu i pochylił się nad Allison. - Co tutaj robisz?!
Uciszając go gestem dłoni, obejrzała się za siebie. Wcale nie była zdziwiona ciszą, jaka dobiegała z głębi pokoju.
- Uspokój się, Phil. Później wszystko Ci wyjaśnię... - odparła szeptem, dotykając ręką jego torsu, wypychając go tym samym na korytarz.
- Wyjaśnij mi to teraz – zażądał mężczyzna, wyciągając szyję i zaglądając do pomieszczenia. - Gdzie ona jest? - rzekł, szukając drugiej kobiety.
- Daj spokój, proszę Cię... - powiedziała łagodnie, wciąż starając się powstrzymać szalejącego Phila. - Niedługo wrócę i opowiem Ci o wszystkim.
Przenosząc wzrok z powrotem na brunetkę, Phil zacisnął usta, analizując wyraz jej twarzy. Wydawała się być mocno czymś zmartwiona. Nie wyglądało to dla niego zbyt dobrze. Poza tym wciąż nie wiedział, dlaczego wróciła do hotelu w towarzystwie Joanne.
- Chcę wiedzieć teraz – powtórzył nieco ciszej, ale ze znacznie większym naciskiem. Przekrzywiając głowę na bok, wbił wzrok w przestraszoną Allison. - Co tutaj robisz? Gdzie jest Joanne?
- Musiałam jej pomóc – odpowiedziała, spuszczając głowę. - Phil, czy Ty naprawdę nie możesz odrobinę poczekać? To nie jest odpowiedni moment na takie rozmowy...
Pomimo jej słów, brunet niespodziewanie przecisnął się przez tarasowane przez drobne ciało dziewczyny przejście i wszedł do środka. Idąc przed siebie, nie słuchał protestów podążającej za nim młodej kobiety.
- Phillip, to nie jest dobry pomysł... - jęknęła, widząc, że nie uda się jej już nic wskórać.
Wchodząc do pokoju, wzrok mężczyzny przykuła skulona sylwetka siedzącej na łóżku rudowłosej. Mokre od łez, zaczerwienione i opuchnięte oczy odwróciły się w jego kierunku, posyłając mu zmęczone, smutne spojrzenie. Na jego widok skuliła się jeszcze bardziej, pociągając dramatycznie nosem. Wyglądała okropnie, ale wiedział, że nie należy jej ufać.
- Co Ty znowu kombinujesz, Joanne? - warknął, mrużąc oczy. - Ostrzegałem Cię. Miałaś nie zbliżać się do Allison – powiedział, wskazując palcem w jej kierunku. - Wyraziłem się niejasno?!
- Phil, przestań... - dziewczyna podeszła do niego, łapiąc go delikatnie za łokieć. Musiała włożyć sporo wysiłku w to, żeby przyciągnąć go do siebie. - Porozmawiamy w pokoju.
- Porozmawiamy, bo wracasz ze mną – zaznaczył mężczyzna, zerkając na nią. - A Ty... - odezwał się do rudowłosej, skupiając na niej swoją uwagę. Przerwał jednak, widząc, że jej oczy napełniają się łzami, a ona sama krzywi się nieznacznie. Zamknął więc usta, stając nieruchomo.
Moment ten wykorzystała Allison, która natychmiast stanęła pomiędzy nim a łóżkiem, na którym siedziała Joanne, usiłując ściągnąć na siebie jego wzrok. Podnosząc ręce, położyła je na jego policzkach, zmuszając go, by na nią popatrzył.
- Phil, spokojnie... - powiedziała cichym, delikatnym tonem. - Idź do pokoju. Ja zostanę jeszcze trochę z Joanne; poczekam, aż wróci Matt. Wtedy do Ciebie przyjdę, dobrze? - kontynuowała powoli.
Coś się stało. Patrząc na wstrząśniętą Joanne i zmartwioną Allison, Phil wiedział, że wydarzyło się coś niedobrego. Chciał znać szczegóły, bo wtedy łatwiej byłoby mu zrozumieć akcje Allie, ale wyrazy twarzy obydwu kobiet mówiły mu, by nie zadawał już więcej pytań. Musiał odpuścić, przynajmniej w tej kwestii.
- Idź, Allison...
Słaby, drżący głos wydobył się z ust Joanne, zmuszając parę do odwrócenia się w jej kierunku. Brunet przestąpił z nogi na nogę, a dziewczyna otworzyła zaskoczona usta.
- Joanne, nie powinnaś zostawać teraz sama – wyraziła swoją opinię, patrząc na nią z troską. - Ktoś musi przy Tobie być...
- Powiedziałam: idź – ucięła rudowłosa, spuszczając głowę, dając tym samym do zrozumienia, że kończy rozmowę.
Oglądając się do tyłu, Allison spojrzała na Phila. Wpatrywał się jak zahipnotyzowany w postać Joanne, będąc głęboko zamyślonym. Czując szturchnięcie dziewczyny, otrząsnął się w końcu z natłoku myśli, mrugając kilkakrotnie powiekami.
- Idziemy... - usłyszał jej głos, docierający do niego jakby zza grubej ściany. Kiwając głową, przepuścił dziewczynę, po czym ruszył za nią w kierunku wyjścia.
Wychodząc na korytarz i zamykając za sobą drzwi do pokoju, Allison odwróciła się w stronę mężczyzny, posyłając mu pełne oburzenia spojrzenie.
- Mogłeś się powstrzymać z tą awanturą – szepnęła z wyrzutem. - Widzisz, w jakim jest stanie...
- Nie interesuje mnie to – odparł Phil, powracając do swojej normalnej postawy. - Prosiłem ją o coś, nie posłuchała mnie – wyjaśnił. - Co Ty w ogóle z nią robiłaś?
- Musiałam jej pomóc! - podniosła głos kobieta, odchodząc kawałek. Zbliżając się do niej, brunet zmarszczył brwi.
- Allison!
Biegnący w ich kierunku Matt przerwał ich rozmowę. Odwracając się do niego, dziewczyna wstrzymała na chwilę powietrze.
- Odsłuchałem Twoją wiadomość... - wysapał chłopak, podbiegając do niej. - Co z Joanne?
- Jest w pokoju. Sądzę, że powinieneś z nią porozmawiać – odparła Allison.
- Dlaczego? - zdziwił się Matt. - Co się stało?
Oddychając ciężko, dziewczyna spuściła wzrok, nie mając odwagi popatrzeć Korklanowi w oczy.
- Kiedy szukałam dziś Chrisa, zupełnie przypadkiem natrafiłam na otwarty pokój... Była w nim Joanne, cała roztrzęsiona, zapłakana... - zaczęła cicho. - Wyglądała strasznie. Matt, ona nie chciała mi nic powiedzieć, ale...
- Ale co? - wtrącił chłopak niecierpliwie.
- Ktoś chyba zrobił jej krzywdę...
Otwierając szeroko usta ze zdziwienia, Matt stanął jak wryty. To, co usłyszał od Allison zupełnie odebrało mu mowę. Nie mógł uwierzyć, że ktoś skrzywdził jego Joanne. Dlaczego ktokolwiek chciałby to zrobić kobiecie?
Wymieniając zdumione spojrzenie z chłopakiem, Phil odwrócił twarz w stronę Allison. Marszcząc czoło, zastanawiał się nad jej słowami.
- Idź do niej, Matt – poprosiła ledwie słyszalnym głosem. - Potrzebuje towarzystwa i opieki.
Kiwając bez słowa głową, brunet zrobił krok do tyłu, wciąż przytłoczony wiadomością. Tuż przy drzwiach do pokoju przyspieszył znacznie, prawie wbiegając do środka. Wiedział, że im szybciej znajdzie się przy ukochanej, tym prędzej będzie w stanie rozwiązać jej problemy.
- To straszne, co przytrafiło się Joanne... - mruknęła cicho Allison, kiedy tylko przekroczyła próg pokoju. - Kto mógłby coś takiego zrobić?
Wchodząc tuż za nią, mężczyzna zamknął drzwi, wypuszczając głośno powietrze ze swoich płuc.
- Owszem, to straszne – przyznał, przeciągając się leniwie. - Ale nie jest mi jej specjalnie szkoda – dodał. - Zrobiła sporo złych rzeczy; w pewnym sensie spotkała ją za to kara.
- Kara? - dziewczyna odwróciła się do niego, unosząc brwi ze zdziwieniem. - Dla Ciebie gwałt jest odpowiednią karą za wyrządzone krzywdy? - zapytała zszokowana.
- Nie miałem tego na myśli... - jęknął Phil, przewracając oczami. - Rozumiem, że to jest przesada, ale nie zmienię zdania.
Kładąc ręce na biodrach, brunetka przekrzywiła głowę, patrząc na niego ze skupieniem.
- A gdybym to ja była na jej miejscu? - spytała cicho.
- Allie, to nie to samo...
- Właśnie, że to samo, Phil! - podniosła głos, zirytowana postawą mężczyzny. - Jak możesz w ogóle tak mówić! Ta dziewczyna cierpi!
- A ja jej nie ufam! I proszę Cię, żebyś Ty też tego nie robiła - odrzekł Phil, rozkładając ręce. - Przykro mi, Allison, ale nie licz na współczucie z mojej strony.
Kończąc ostro, brunet odwrócił się plecami do dziewczyny, szukając wzrokiem swojej torby. Namierzając ją pod przeciwległą ścianą, podszedł do niej i przykucnął obok.
Obserwując go, Allison westchnęła cicho, nie potrafiąc znaleźć słów, które przekonałyby Phila do Joanne. Zdając sobie sprawę, że dalsza rozmowa na ten temat naraża ich na kłótnię, zrezygnowała z kolejnych prób przemówienia mu do rozsądku. Siadając ciężko na łóżku, splotła dłonie i położyła je na swoich kolanach.
- I tak jej pomogę, bez względu na to, czy to akceptujesz, czy nie – ostrzegła jedynie, chcąc być z nim szczera. Oglądając się za siebie, mężczyzna posłał jej długie, pełne obaw spojrzenie. Podnosząc się z ziemi, zabrał z torby jedną z czystych koszulek.
- Bądź ostrożna, Allie... - poprosił cicho, chcąc zakończyć już tę rozmowę. Widząc, jak brunetka kiwa głową, uśmiechnął się do niej delikatnie. Następnie odwrócił się na pięcie, kierując się w stronę łazienki. Zapalił światło i pozostawiając drzwi otwarte, wszedł do środka. Szum wody, jaki dotarł do uszu Allison kilka sekund później, zagłuszył ciszę, jaka panowała w pomieszczeniu.
Opierając łokieć o brzeg wanny, powoli przesuwał gąbką po plecach kobiety. Bez słowa obserwował spływające po nich strużki wody, uwydatniające pojedyncze zasinienia na całym jej ciele. Ze smutkiem w oczach patrzył, jak jego ukochana martwym wzrokiem wpatruje się w ścianę. Kuląc się, opierała brodę o kolana. Westchnął cicho.
- Wiesz... - szepnął, przerywając nieznośną ciszę - Często zastanawiam się, jak będzie wyglądał nasz maluszek... Śniło mi się ostatnio, że to był chłopczyk... Miał Twój zadarty nosek... I ślicznie wykrojone usteczka... Też po Tobie... I miał takie ładne czarne włoski... Nie, żeby było coś złego w rudych. Kocham rude włosy. I kocham Ciebie... - mruczał, delikatnymi ruchami masując plecy dziewczyny. Podświadomie licząc na odpowiedź, westchnął cicho. Nie uzyskał jej. Odkąd Allison przyprowadziła ją roztrzęsioną i zapłakaną, nie odezwała się słowem. Martwiło go to i frustrowało. Wyczerpał wszystkie możliwości.
Usiadł na brzegu wanny, głośno wpuszczając powietrze do płuc.
- Jo... Powiedz mi, kto Ci to zrobił? Proszę... - jęknął załamany. Odpowiedziała mu głucha cisza. Podniósł wzrok, chcąc zajrzeć swojej dziewczynie w oczy. Zadrżał, widząc spływające po jej policzkach łzy. Wyciągnął ku niej ręce, przygarniając ją do siebie. - Kimkolwiek on jest... Znajdę go i zabiję. Przysięgam.
- Rozmawiałam z Bryanem...
Odwracając wzrok od trzymanego w dłoniach komiksu, Phil spojrzał na wychodzącą z łazienki kobietę. Stając pośrodku pokoju, ostrożnie rozczesywała mokre włosy, patrząc gdzieś przed siebie. Przekrzywiając głowę, mężczyzna poprawił się na łóżku, czekając na ciąg dalszy jej wypowiedzi.
- Przysiadł się do mnie rano w kawiarni – mówiła, zbliżając się do łóżka. Siadając na materacu, spojrzała z ukosa na mężczyznę.
- Co chciał? - zapytał Phil, nie ruszając się wcale.
- Porozmawiać.
Unosząc w górę jedną brew, przekręcił się na bok, wciąż trzymając książkę w rękach.
- Tylko? - zdziwił się. - O czym?
Przypominając sobie natarczywość Bryana, Allison uśmiechnęła się pod nosem. Po całym ciężkim dniu zdążyła nabrać dystansu do sytuacji, która wydarzyła się rankiem.
- Raczej o kim... - poprawiła go dziewczyna. Widząc, że Phil poruszył się niespokojnie, podniosła rękę, chcąc uspokoić sytuację. - Spokojnie, dałam sobie z nim radę.
Powracając na swoje miejsce, brunet wrócił do lektury. Siedząca obok dziewczyna otuliła się szczelniej grubym szlafrokiem, przysuwając się bliżej niego.
- Myślałam dzisiaj o nim – wyznała, ściągając znów na siebie uwagę Phila. - Mam pewien pomysł.
Zamykając książkę i odkładając ją na łóżko, mężczyzna usiadł wygodnie, kierując się twarzą w stronę Allison.
- No, słucham – zachęcił ją do mówienia, skupiając na niej swój wzrok.
- Pomyślałam, że gdyby Bryan miał kogoś, kim zainteresowałby się bardziej, niż kimś innym... - zaczęła.
- Niż Tobą – sprecyzował Phil.
- ...to byłoby korzystne dla niego i dla nas – wyjaśniła kobieta, nie zwracając uwagi na słowa mężczyzny.
- Nie bardzo rozumiem – zmarszczył czoło, próbując odgadnąć, o co jej chodzi. - Masz kogoś konkretnego na myśli?
- Mam – przytaknęła Allison. - Megan. Jest miła, inteligentna... Znalazłaby wspólny język z Bryanem.
- Nie jest w jego typie – zauważył mężczyzna, krzywiąc się. - Znam go już trochę. To się nie uda.
Jęknąwszy cicho, dziewczyna oparła się o zagłówek. Wbijając wzrok w sufit nabrała powietrza, a następnie wypuściła je powoli, licząc w myślach do dziesięciu.
- Dlaczego musisz być taki przekorny? - zapytała szeptem. - Po prostu spróbujmy. Nie uda się, to trudno. Przynajmniej będę miała czyste sumienie – kontynuowała, nie odwracając głowy.
Zaciskając szczękę, Phillip analizował w głowie jej plan. Wydawał się być całkiem sensowny; wiedział jednak, że trudno będzie do czegokolwiek przekonać Danielsona. Allison miała dobre chęci. Pragnęła szczęścia nie tylko swojego, ale także ludzi, którzy znajdowali się dookoła niej. Uwielbiał w niej właśnie to, że była po prostu dobrym człowiekiem. Wiele by dał, by móc być takim, jak ona. Starał się być lepszym każdego dnia; miał nadzieję, że starania nie szły na marne.
- Dobrze... - mruknął w końcu, odpuszczając dalszy opór. - Mogę Ci jakoś w tym pomóc? - spytał.
Patrząc na niego, uśmiechnęła się promiennie i podniosła, przybliżając do niego. Złożywszy szybki, czuły pocałunek na jego policzku, zaczerpnęła szybko powietrza.
- Nie trzeba – powiedziała, siadając na swoim miejscu. - Wystarczy, że zrozumiesz, że będę musiała częściej widywać się z Bryanem, żeby w jakiś sposób zaciągnąć go na spotkanie z Meg.
Rzucając jej ostrzegawcze spojrzenie, Phil mruknął ponownie. Rozumiał, że dzięki temu plan dziewczyny będzie miał większe szanse na zrealizowanie, ale sam pomysł nie przypadł mu całkiem do gustu.
- Rozumiem – odparł, siląc się na słaby uśmiech. Mimo wszystko wiedział, że zaufanie to podstawa każdego dobrego związku.
Mijając pokój Joanne, brunetka natrafiła na wychodzącego z niego mężczyznę. Przyspieszając znacznie kroku dogoniła go, kładąc delikatnie dłoń na jego plecach. Odwracając się gwałtownie zerknął za siebie, spoglądając na nią. Widząc jego zmęczoną twarz, dziewczyna od razu wiedziała, że nie przespał w nocy ani minuty. Czując nagły przypływ smutku, pogłaskała go po ramieniu.
- Jak ona się trzyma? - zapytała cicho, kiedy obydwoje ruszyli w stronę windy. Wzdychając ciężko, Matt pokręcił smutno głową.
- Nie chce ze mną rozmawiać. W ogóle nie odezwała się słowem odkąd wczoraj wyszłaś – wyznał. - Prosiłem, błagałem, żeby powiedziała, kto jej to zrobił, ale przez cały czas milczy. Już nie mam pomysłu na to, jak cokolwiek z niej wyciągnąć... - dodał ciszej, przystając.
Poruszona jego głębokim przygnębieniem, Allison przygryzła wargę, przekrzywiając jednocześnie głowę. Doskonale rozumiała sytuację, w jakiej znalazła się dziewczyna Korklana, ale ani ona, ani chłopak nie mogli pozwolić na to, by Joanne zamknęła się w sobie. W końcu będzie musiała porozmawiać z kimś o tym, co się stało.
- Może ja spróbuję? - zaproponowała, patrząc z nadzieją na Matta. - Wczoraj wydawało mi się, że czuje się dobrze w moim towarzystwie.
Podnosząc dłoń i drapiąc się po głowie, brunet obejrzał się za siebie, patrząc na zamknięte drzwi do pokoju. W końcu westchnął, rozkładając bezradnie ręce.
- Jeżeli możesz, byłbym wdzięczny – jęknął. - Ja nie wiem, co robić...
Przytakując ruchem głowy, młoda kobieta uśmiechnęła się do niego delikatnie. Odwracając się w przeciwnym kierunku, spojrzała w głąb korytarza.
- Tutaj są klucze... - powiedział Matt, wręczając jej metalowy pęk. - Joanne nie śpi. Ja będę w bufecie.
Patrząc chwilę, jak mężczyzna odchodzi, Allison spoważniała. Zbierając się w sobie, ruszyła w stronę jego pokoju.
Przekręcając klucze w zamku i naciskając klamkę, otworzyła cicho drzwi, po czym przekroczyła powoli próg. Cisza, która ją uderzyła, spotęgowała złą atmosferę, jaka panowała wewnątrz.
Idąc przed siebie, weszła w końcu do pomieszczenia, gdzie znajdowała się rudowłosa kobieta. Siedząc bez ruchu na łóżku, wpatrywała się w jeden punkt za oknem. Wydawała się wcale nie zauważyć, że ktoś jeszcze znalazł się w pokoju.
- Joanne... - Allison odezwała się cicho, nie chcąc jej wystraszyć.
Odwracając się powoli, spojrzała na brunetkę, otrząsając się z zamyślenia.
- Matt pozwolił mi wejść... - wyjaśniła dziewczyna, wznosząc w górę trzymane w ręce klucze. - Jak się czujesz? - zapytała, podchodząc ostrożnie bliżej. Milczenie, które jej odpowiedziało, nie było dla niej zbytnim zaskoczeniem. Zaciskając usta, zbliżyła się do łóżka i usiadła na materacu. - Byłaś u lekarza?
Spuszczając wzrok, kobieta zaczęła bawić się swoimi dłońmi. Widząc to, Allison już znała odpowiedź na swoje pytanie.
- Joanne, musisz iść... - rzekła z naciskiem. - Tu chodzi o zdrowie Twoje i Twojego dziecka. Co, jeśli stało się coś złego?
Nadal milcząc, Joanne skuliła się, podciągając kolana pod brodę. Zdawała sobie sprawę z tego, że powinna iść do lekarza, ale nie mogła się na to zdobyć.
- Matt mówił, że nie chcesz z nim rozmawiać... - kontynuowała brunetka spokojnym głosem. - Poprosił mnie, żebym ja spróbowała... Martwi się o Ciebie. Kocha Cię – próbowała podejść dziewczynę z innej strony.
- Wiem...
Bardzo cichy szept, jaki wydobył się z ust rudowłosej, przywrócił Allison nadzieję. Siadając przodem do kobiety, skoncentrowała wzrok na jej twarzy. Opuchnięte i podkrążone oczy zdradzały, jak wielki wpływ miała na nią nieprzespana noc.
- Pozwól sobie pomóc i powiedz, kto Ci to zrobił – poprosiła głośno. - Zanim będzie za późno i coś podobnego spotka inną kobietę...
- Nie spotka – odparła Joanne smętnie. - Phil wie, że tu jesteś? - zapytała, podnosząc głowę i odszukując oczy brunetki.
- Nie wie – zaprzeczyła Allison. - Nie musi. Zresztą powiedziałam mu, że zamierzam Ci pomóc. Nie będzie narzekał – wyjaśniła. - Nie przejmuj się nim. Mów, jak Ty się czujesz.
Rudowłosa znów zamilkła. Czując rosnącą w niej frustrację, jej rozmówczyni wstała z łóżka i podeszła do okna. Krzyżując ręce na piersi, wyjrzała na zewnątrz, czekając, aż Joanne znów poczuje się na tyle bezpiecznie, by znów zacząć mówić.
Minuty mijały, a żadna z nich się nie odezwała. W końcu zniecierpliwiona długim oczekiwaniem i skrępowana panującą ciszą, Allison poruszyła się niespokojnie, odchodząc od okna.
- Przepraszam, Allison...
Zatrzymując się, spojrzała na Joanne. Marszcząc brwi, przyjrzała się jej uważnie. Nie rozumiała, o czym mówiła dziewczyna.
- Za co? - zapytała.
- Za wszystko – odparła rudowłosa, patrząc wprost na nią. - Nigdy za sobą nie przepadałyśmy, a mimo to jesteś tu i mi pomagasz, choć wcale na to nie zasługuję.
- Daj spokój, Joanne – upomniała ją dziewczyna. - To jasne, że Ci pomogę, jeśli tego potrzebujesz.
- Skłamałam z tym pobiciem. Chciałam dopiec Brooksowi; nie miałam pojęcia, że to wszystko się tak potoczy...
Otwierając szeroko ze zdziwienia oczy, brunetka nabrała głośno powietrza do płuc. Informacja, jaka do niej dotarła zdenerwowała ją, ale nie miała serca w tym momencie podnosić głosu na zranioną Joanne. Wiedziała, że to nie byłoby w porządku.
- Ja po prostu go nie lubię... Byłam też wściekła o to, że zostawił Beth bez słowa. Ogromnie to przeżyła. Chciałam, żeby poczuł, co to znaczy być zranionym... - mówiła dalej rudowłosa. - Później pojawiłaś się Ty i moją złość mogłam też przenieść na Ciebie... Przepraszam.
- W porządku... - szepnęła Allison. - Doceniam to, że to mówisz, ale nie rozmawiajmy już o tym. Przynajmniej nie w tej chwili... - poprosiła.
- Chcę wrócić do domu... - wyznała kobieta, nie patrząc już na nią. - Nie mogę być teraz ciężarem dla Matta; on musi pracować w spokoju. Ja dojdę do siebie...
- Nie będzie zadowolony... - wtrąciła brunetka. - Chce Ci pomóc, pozwól mu na to.
- To już postanowione – przerwała jej ostro Joanne. - Przy najbliższej okazji wracam do siebie...
- Słyszałaś o dziewczynie Korklana?
Słysząc, jak kobieta wymienia nazwisko młodszego kolegi po fachu, Kanadyjczyk nastroszył uszy, wsłuchując się w dialog div.
- Chyba każdy słyszał, że jest w ciąży. Matt ćwierka o tym non stop.
- Nie o tym, Nattie. Celeste mówiła, że Kofi słyszał, że ta od Phila, nie znam imienia, znalazła ją ostatnio w green roomie, obdartą i zaryczaną...
- Żartujesz sobie? Jak to?
- Właśnie, Torres, jak to? - wtrącił niewinnie, w istocie badając jak wiele wiedzą.
- Nie wiem dużo. Celeste była bardzo lakoniczna. Podobno ktoś ją... No wiecie. Zgwałcił.
Niska blondynka uniosła dłoń, zasłaniając szeroko otwierające się usta. Wydała z siebie cichy jęk.
- To okropne! Ona jest w ciąży!
"Wcale nie jest." - zapewnił w myślach. Dobrze wiedział, że rudowłosa jest znakomitą aktorką, Nie śmiałby jej również odmawiać pomysłowości. Mimo to, słowa kobiet szczerze przeraziły go, uświadamiając jednocześnie, jak straszną rzeczą był jego czyn. Uważał się przecież za przykładną głową rodziny. Najlepszej na świecie. Tymczasem podjął grę z nieprzewidywalną siksą. Ba. Sam ją zaczął, w pewnym momencie przekraczając cienką czerwoną linię. Joanne była wówczas bezbronna. I tak naprawdę niewinna.
Zamykając oczy, widział, jak bliżej nieokreślony typ rzuca się z łapami na Jessicę, jego ukochaną żonę, albo jedną z jego córek. Szansę na to, iż ów osobnik wyszedłby z z tego cało, były bliskie zeru.
- To dlatego Matta nie ma dziś na zapleczu? - wymruczał, zmuszając swój mózg do działania.
- Jeśli to prawda, żadna z nas nie może czuć się bezpieczna. - kontynuowała Latynoska, ignorując oczywiste pytanie Chrisa - To musiał być ktoś z obsługi. Nikogo innego nie było wtedy na zapleczu.
- To straszne! - jęknęła Natalie - Jeśli nie możemy zaufać współpracownikom, osobom, które znamy od lat, komu możemy?
"Good point, Nattie." - przemknęło mu przez myśl.
"Nikomu. Zwłaszcza sobie."
Powoli zbliżamy się do końca. Kiedyś w końcu trzeba, prawda?
Dziękuję Asi, która już dawno stała się współautorką tego opowiadania. Bez jej pomysłów nie byłoby wielu scen, które mieliście okazję przeczytać... :)
Czekam na Wasze komentarze. Wiecie przecież, że są mile widziane.
