A/N: Z dumą oświadczam, że ten rozdział poniżej, jest moim ulubionym z opublikowanych na razie. Z góry uprzedzam, że jest emocjonalny!
I cieszę się, że podobał wam się mój mały prezent dla was ;) Pamiętajcie pisałam to z myślą o was, by was trochę rozweselić, pokrzepić wasze serca...
Ola1494: Byłaś setna, więc dedykacja musi być. Sugeruję zaopatrzyć się w chusteczki na dzisiejszy rozdział.
MoonSugar: Poczytałam twojego bloga, choć bohaterowie są dla mnie zagadką...nie znam "Les Miserables" (Nędzników). Ale podoba mi się twój styl pisania.
Demon Lionka: Oczywiście, że są dumni. To brzydka wada każdego faceta, gej, hetero, bi...każdy z nich ją posiada ;) Czy słowa Jace'a potrząsnęły Magnusem...hmmm...raczej co innego nim potrząsnęło. :)
Ewelina: Musiałam umieścić te spojlery tutaj. I być może pojawią się też inne, ale nie obiecuję ;)
Kokosz: Elvisa, to aż wstyd nie znać :) Znam, znam. Znudził ci się Alec? Kim jesteś i co zrobiłaś z kokosz? :) Magnus będzie dzisiaj. Bez obaw nie zmieniam się w ulubienicę Alec'a. Wciąż moim numerem 1 jest Wysoki Czarownik.
Glittery Angel: Nie wiem, czy robię to lepiej niż Cassie, ale z grzeczności przyjmę komplement i podziękuję za słowa: Dziękuję. Kiedyś dam je do przeczytania, to moje opowiadanie, ale dopóki bierze udział w konkursie to niestety ale nie mogę.
Roxxie: Czy ruszy tyłek do Instytutu? Hm...na pewno coś poruszy czarownika!
Miłego czytania. I czekam na wasze szczere opinie
Rozdział 25. List
Najdroższy Magnusie,
Wiem, że życzyłeś sobie aby już nigdy więcej nie widzieć mnie, ani słyszeć o mnie, ale musiałem napisać ten list.
Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? Na imprezie u ciebie, kiedy zjawiliśmy się tam z Clary? Kiedy po raz pierwszy spojrzałem na ciebie pomyślałem, że jesteś ogromnie przystojny i świecisz się jak kula dyskotekowa. Cóż... Dość długo tak sądziłem. Ale w głębi duszy uwielbiałem ten twój cały brokat, cały twój wygląd. Choć to nie to, co w tobie kocham. Kocham twoją osobowość, to jak troszczyłeś się o mnie, jak słuchałeś mnie. Ty jeden zawsze mnie słuchałeś. I pocieszałeś lub przekonywałeś, że to co mówię to głupie. Kocham to jak nazywasz mnie wszystkimi miłosnymi imionami na jakie możesz wpaść. Tak tęsknię za tym gdy mówiłeś do mnie kochanie, kotku, skarbie, a nawet słodki groszku choć z początku mi to przeszkadzało. Żałuję, że ja nigdy tak do ciebie nie mówiłem. Ale dla mnie byłeś moim kochaniem w sercu. Będąc teraz w Instytucie, dzień w dzień rozpamiętuję nasze wspólne chwile. Pamiętam każdą z nich. Naszą pierwszą wspólną noc, gdy po raz pierwszy dzieliliśmy łóżko. Nasze wspaniałe wakacje. Gdy po raz pierwszy się kochaliśmy. Czułem się jak w niebie. Nasz pierwszy pocałunek w twoim mieszkaniu. Myślałem wtedy, że serce wyskoczy mi z piersi. Pamiętam nasze wszystkie randki. Nasze wspólne noce, kiedy się kochaliśmy i gdy w momencie ekstazy wykrzykiwałeś moje imię, a gdy ochłonęliśmy wyznawaliśmy sobie miłość. Pamiętam, jak spaliśmy w swoich ramionach i gdy we śnie mówiłeś 'Kocham Cię Alexandrze'. Tak mi tego brakuje. Brakuje mi naszych wspólnych poranków, wspólnych śniadań, kolacji. Brakuje mi ciepła twojego ciała obok mojego. Tak chciałbym móc dotknąć twoje ciało ponownie. Pokazać ci jak bardzo cię kocham. Chciałbym znów móc cię całować przed wyjściem do Instytutu lub na polowanie. Chciałbym znów poczuć ciepło domu, jak wtedy gdy wracałem z polowań, a ty gorąco witałeś mnie w progu domu. Tak, bo w twoim mieszkaniu czułem się jak w domu. Mój dom był tam gdzie ty Magnusie. Ty byłeś moim domem. Tym do którego chciałem wracać po każdej bitwie. W twoich ramionach czułem się bezpiecznie i kochany. A jednak to zaprzepaściłem. Pozwoliłem sobie utracić najcenniejszą rzecz w moim marnym życiu. Czasami się zastanawiam co we mnie widziałeś? Nie jestem ani ładny, ani pewny siebie. Jesteśmy jak ogień i woda. A jednak pasowaliśmy do siebie idealnie.
Chciałem żebyś wiedział, że Camille zmanipulowała mnie. Ale nie ona rozbudziła we mnie niepewności. Pierwsza była Królowa Jasnego Dworu. Rzuciła na mnie urok i pokazała jak będę wyglądać za 50 lat, stary ze zmarszczkami. I zapytała, czy wciąż będziesz mnie kochał. I wtedy nie byłem tego pewien. Ale to już nie ma znaczenia. A z Camille rozmawiałem o tobie, bo tylko ona znała cię tak jak ja. Jak osobę którą kocha. Tak bardzo chciałem znać twoją przeszłość. I wiem teraz, że byłem głupi. Twoja przeszłość nie ma znaczenia dla mnie. Liczy się tu i teraz prawda? A raczej liczyło.
Pamiętasz gdy Jace zaginął? I gdy zapytałeś mnie czy ciebie bym szukał? Wiem, że już za późno na to, ale chcę byś to wiedział Magnusie. Poruszyłbym niebo i ziemię by cię znaleźć. Poszedłbym nawet do piekła i stoczył walkę z samym Lucyferem by cię odzyskać. Zrobiłbym wszystko by sprowadzić cię do domu, do mnie. Stoczyłbym walkę z każdym, kto by mi stanął na drodze byle bym tylko mógł na powrót trzymać cię w swoich ramionach. Zrobiłbym wszystko, by nikt mi ciebie nie odebrał.
Wiem, że pewnie to już nie będzie miało dla ciebie znaczenia, ale pamiętasz, jak powiedziałem ci, że Jace kazał mi się pocałować? Wtedy w moim umyśle natychmiast pojawił się twój obraz. Już wtedy zrozumiałem, że to ciebie kocham, a nie jego. Jasne kocham Jace'a, ale jako brata. A to tobie oddałem swoje serce w momencie gdy po raz dzieliliśmy się siłą. Wtedy, gdy pokonałeś swój strach przed głęboką wodą i gdy skoczyłeś za mną. Pamiętasz, jak powiedziałeś mi, że skoczyłbyś za mną wszędzie, czy to woda, czy ogień? Ja też skoczyłbym za tobą. Ty skaczesz, ja skaczę Magnus.
Gdy pocałowałem cię w Sali Porozumień, nie chciałem tak naprawdę by inni wiedzieli o tym, co czuję do ciebie. Chciałem, żebyś ty to wiedział. Żebyś wiedział, że Cię kocham. Że jesteś miłością mojego życia. Że jesteś tym jednym jedynym dla mnie. Tym, u którego boku pragnę umrzeć. Będę cię kochał na zawsze. Znaczy moje na zawsze, do ostatniego tchu. A gdy będę umierał będę miał w głowie twój obraz. I jeśli istnieje jakieś życie po życiu, to tam też cię będę kochał Magnusie.
Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś, kto zasługuje na ciebie. Kogoś, kto nie zdradzi cię tak, jak ja to zrobiłem. Kogoś, kto da ci całe szczęście, które ci się należy. Kogoś lepszego ode mnie. Kogoś, kto nie będzie się bał okazywać ci swoich uczuć. Kogoś kto będzie cię kochał tak mocno, jak ja…Choć nie wiem, czy istnieje taka osoba na świecie. Ale tego pragnę dla ciebie. Pragnę byś był szczęśliwy.
Przestałem dzwonić, bo Jace rozwalił mój telefon…Ale z jednej strony to dobrze. Możesz ruszyć dalej. Mam tylko skromną nadzieję, że tak szybko mnie nie zapomnisz. Bo ja będę cię pamiętał do końca swoich dni…
Na zawsze kochający
Twój Alexander
Gdy czytałem ten list, zacząłem histerycznie płakać. Nigdy nie zapomnę Alexandra. Nigdy nie przestanę go kochać. On też jest tym moim jednym jedynym. Gdy tak, czytałem o jego wspomnieniach, też je wspomniałem. Wszystkie nasze noce, wszystkie pocałunki. Tak za nim tęskniłem. Pragnąłem na powrót mieć go przy sobie, móc trzymać go w swoich ramionach, obsypywać pocałunkami, zapewniać o mojej miłości. Dlaczego byłem tak głupi i pozwoliłem mu odejść. Dlaczego nie wróciłem wtedy…przecież doskonale wiedziałem, że to nie była całkiem jego wina. A jednak zranił mnie jak nikt inny. Ale przecież już dawno mu przebaczyłem. Tylko jestem zbyt dumny by ruszyć tyłek na Manhattan i przeprosić. To też moja wina. Powinienem mu bardziej ufać. Powinienem mu opowiedzieć o przeszłości. Ale może wciąż była szansa na naprawienie spraw między nami. Bardzo tego chciałem. Nigdy przedtem, z żadnym z moich partnerów nie miałem takiej więzi jak z Alexandrem. Żadnego z nich tak nie kochałem jak jego. Po żadnym z wcześniejszych tak długo nie płakałem. A po Alexandrze cierpiałem już trzy miesiące! I wciąż nie mogłem pogodzić się z tym, że się rozstaliśmy. Musiałem go odzyskać. Tak. To jest moja misja. Odzyskać swojego ukochanego. I z tą myślą podniosłem się z łóżka.
Spojrzałem na siebie w lustrze. Wyglądałem okropnie. Oklapnięte włosy, nie myte od kilku dni. Przydałby mi się prysznic, cuchnęło ode mnie nie tylko alkoholem. Resztki brokatu jeszcze na policzkach. Zero makijażu. Paskudnie. Otrząsnąłem się i ruszyłem pod prysznic. Po pół godzinie wyszedłem, czując się o niebo lepiej. Teraz strój. Skoro mam go odzyskać muszę wyglądać wspaniale. Zdecydowałem się na czarne skórzane spodnie, ulubione mojego Alexandra, do tego czerwona koszulka i skórzana kurtka. Postawiłem włosy w kolce i zrobiłem makijaż. Po godzinie byłem gotów, by odzyskać mojego ukochanego. Uśmiechnąłem się do siebie w lustrze w holu i otworzyłem drzwi. Doznałem niemałego szoku, gdy przede mną stał Simon Lewis, Chodzący za dnia, z przerażoną miną.
-Jonathan wrócił—zaczął patrząc na mnie z przejęciem—I szykuje atak na Nocnych Łowców.
W moim umyśle miałem już tylko obraz mojego Nocnego Łowcy. Moje serce przyspieszyło. Oddech stał się nierówny. Zacząłem się bać. Zanim wybiegłem z mieszkania wyszeptałem jeszcze jego imię, przykładając rękę do serca: ALEXANDER.
A/N: I jak? Podobało się?
I teraz będę taka wredna...i każę wam czekać do CZWARTKU, by zobaczyć co się stanie dalej!
Kocham was wszystkich
Intoxic!
