Rozdział 29
Grace przebywając parę tygodni w Klanie Unemari miała właśnie wracać do Klanu Omatikaya. Przez ten czas najpewniej wiele się zmieniło i była ciekawa co zastanie. To co tu spotkała niewiele ją zdziwiło, gdyż obydwa klany niewiele się od siebie różniły. Te sam kult wiary i podobne zachowania społeczne, choć kilka istotnych różnic było obecnych. Najbardziej jednak zaintrygowała ją córka wodza Kiyeri, która na co dzień korzystała z Palulukana. Dla Na'vi było to święte zwierze i tak też sama Kiyeri się do niego obnosiła, choć dla niej był to bardziej towarzysz drogi z którym mogła bezpiecznie podróżować. Raczej nie istniało zwierzę lub osoba, która miałaby odwagę stanąć mu naprzeciw.
Grace z Kiyeri jak co dzień razem ze sobą dyskutowały, wspólnie wymieniając się wiedzą. Panią doktor zwykle interesowały obrzędy i święte miejsca kultu, zaś córkę wodza to co znajduję się na Ziemi. Wiele z tego było dla niej dziwne i niezrozumiałe, ale intrygujące. Dziś jednak nie o tym rozmawiali, gdyż Grace szykowała się do powrotu. Przybyła tu z dwójką wojowników z Omatikaya, a teraz miała problem jak wrócić. Dzieląc się swą rozterką z Kiyeri, wyszła ona z własnym pomysłem, żeby za środek transportu mogła użyć jej Thanatora.
-Żartujesz, nie wsiądę na to! -natychmiast zaprotestowała Grace.
-On jest wbrew pozorom całkiem miły. - zaczęła głaskać go grzbiecie, kiedy znajdowali się na skraju ich skalnej wioski.
-Dopóki nie jest głodny. -dodała cicho pod nosem pani.
-Dzisiaj już się nakarmił i będzie grzeczny. -pieszcząc go po pysku, zwierze ukazało uległość.
-Ja po prostu boję się ich. -Grace zrobiła krok do tyłu, kiedy Palulukan spojrzał na nią.
-Wszyscy się go boją, nawet moja sa'nok i mój sempul. Ale wiesz mam pomysł, możemy wybrać się tam razem.
To propozycja po chwili namysłu, przypadła Grace do gustu. Nie zamierzała zawierzać swojego życia bestii, nawet tej oswojonej przez swego jeźdźca. Choć głównym powodem był po prostu strach przed nim. Patrzyła z podziwem jak ta młoda kobieta wdrapuje się na grzbiet Thanatora i bez żadnych problemów ustanawia z nim więź. Gdy to zrobiła poklepała go karku, mówiąc do niego miłe słowa.
-To jedziemy toktor? -zapytała Kiyeri łamanym angielskim.
-Tak, jak tylko będę mogła wejść. -Grace spojrzała na wysoką sylwetkę zwierzęcia.
Kiyeri dopiero po chwili zrozumiała co pani doktor miała na myśli i nakazała swemu zwierzęciu położyć się na ziemi. Kiedy Grace siadała na nim, nie wiedziała czy to mądra decyzja, być całkowicie zdany na nastoletnią szaloną Na'vi i jej zwierzę. Siadając za nią od razu mocno ją objęła w pasie, kiedy Thanator wstał i po ryknięciu, natychmiast rzucił się do biegu, nabierając ogromnej prędkości. Grace chyba nigdy nie była tak przerażona, jak podczas tego szalonego biegu między drzewami i zaroślami. Musiała zawierzyć Kiyeri, że dotrze cała i zdrowa na miejsce.
Neytiri w tym czasie przygotowywała się do uroczystości związanej z co rocznym przesileniem, podczas którego dochodzi do kwitnienia Drzew Głosów, znajdujących się niedaleko ich Kelutral. Będzie pierwszy raz przewodniczyć tej ceremonii jako Tsahik, gdzie tylko w tą jedną noc będzie można ujrzeć niezwykłe kwiaty, które później szybko zwiędną i opadną na ziemię. Do tej pory żaden człowiek tego nie widział, gdyż ludzie nie mają prawa zbliżać się do tych świętych dla Na'vi drzew.
Na tę okazję będzie nosić niezwykły strój z żywej winorośli. Nie jest to tak zwykła winorośl, a trudno dostępny okaz, którego znalezienie nastręcza dużo trudności. Dlatego Neytiri musiała zostawić swą córkę z Mo'at, żeby nie musiała się o nią martwić w trakcie poszukiwań i wraz z Jake'm wyruszyli po ową roślinę. Rosła ona w wysokich partiach gór, a dodatkowo tylko tam, gdzie występują najsilniejsze pola magnetyczne. Takim miejscem były góry Alleluja, ale że to dość rozległy obszar do poszukiwań, to znalezienie nie będzie łatwe. Jedynym słusznym wyborem były Ikrany, dzięki którym było łatwiej tam dotrzeć, bez mozolnej i trudnej wspinaczki.
Dolatując do tego obszaru gór, jak zawsze budziły one podziw zarówno ogromem, jak i otoczką jaką są otoczone. Zwykle do południa unosi się tutaj mgła, co dość znacznie utrudnia orientację w terenie. Ale, że oni, a zwłaszcza Neytiri znała te góry na tyle dobrze, to nie bała się szybko lawirować między skałami oraz wodospadami, które spadały z co niektórych wysoko unoszących się gór. Oprócz przyjemności z lotu z Jake'm, który ją ochraniał, gdyż latanie w pojedynkę nie jest zbyt bezpieczne, musiała szukać charakterystycznych miejsc w których zazwyczaj rosła owa winorośl.
Na każdych z większych wiszących gór rósł mały las, gdzie można było zaznać chwili spokoju, jak też wypocząć. Krążąc wokół jednej z takich formacji skalnych, postanowili dać swoim Ikranom chwilę wytchnienia, jak też pomyśleć co dalej. Ze siadając z nich, mieli przed sobą kawałek nierównego lądu, na którym rósł dość gęsty las oraz znajdował się mały wodospad, który spływał po błękitnym twardym podłożu. Cała unosząca się góra była tak naprawdę wielkim magnesem, zbudowana z tego najcenniejszego minerału jakim było Unobtanium, lecz dla nich obojga to święte miejsce i nie przybyli tu dla zysku.
Tam w głębi lasu poszli poszukać cienia, jak też poszukać owej rośliny, gdyż takowe miejsca ciemne oraz wilgotne najbardziej preferowała. Chodząc i szukając jej zarówno na drzewach jak i na podłożu, zaczęli wątpić czy zdążą ją znaleźć na dzisiejszą wyjątkową noc.
-Neytiri ona jest naprawdę konieczna? -zapytał Jake, kiedy oparł się ręką na jednym z rosnących drzew, obserwując jak jego piękna partnerka wdrapuje się na jedną ze mokrych skał.
-Tak, jeśli mojej sa'nok udało się ją znaleźć, to i ja muszę to zrobić. -obejrzała się na niego, nie patrząc na to czego chwyta się druga ręką.
-Neytiri to nie skała, słyszysz. -ostrzegł ją Jake.
-Co? Przecież wiem, że to roślina... -w tym momencie korzeń, którego się trzyma, wyrwał się luźnego podłoża.
-Neytiri! -krzyknął przerażony Jake.
Widząc ją jak zaczyna tracić równowagę i spadać w dół z kilku metrów, Jake podbiega pod skałę, łapiąc swą partnerkę w ostatnim momencie przed uderzeniem o twarde podłoże. Wyraz Neytiri był co najmniej zaskoczony, gdyż nie spodziewała się, że zmyli ją zwykły korzeń przez którego wyląduje w ramionach Jake'a.
-Ups... -powiedziała, kiedy już doszła do siebie.
-Tak, ups. Dobrze, że tu byłem, inaczej mogło być groźnie. -pokręcił głową na jej nieco głupią odpowiedź.
-Chyba nikt tak dobrze się o mnie nie troszczy jak ty, Jake. -dłonią dotknęła jego policzka.
-Cóż... -w odpowiedzi przewrócił oczami.
Kiedy Jake postawił Neytiri na ziemi, w podziękowaniu złożyła mu pocałunek w trakcie którego sięgnęła do jego ogona, mocno ściskając go u nasady, a następnie delikatnie pogłaskała wokół jego całego obwodu.
-Możesz liczyć na więcej za to, że mnie uratowałeś, ale nie dziś. -zmrużyła sugestywnie swe piękne oczy oświetlone blaskiem słońca.
-Mam się bać. -wyszczerzył zęby.
-To zależy na co liczysz, Jake. A poza tym od kiedy urodziłam Nanę jeszcze tego robiliśmy. -dotykając palcem jego umięśnionej klatki, zjechała nim do dołu i w ostatnim momencie cofnęła rękę, robiąc przy tym niewinną minę.
-Tylko Eywa może znać twoje zamiary, ale podoba mi się. -powiedział, robiąc krok w jej kierunku.
-Jak mówiłam nie dzisiaj, bo czeka nas dość długa uroczystość. -zrobiła krok do tyłu, a następnie kolejny.
-To będzie dość trudne dla mnie oprzeć się tobie, ale postaram się. -musiał zrobić kilka głębokich wdechów, żeby się uspokoić.
-A ja nie ułatwię ci tego. -odchodząc kołysała biodrami na boki, jednocześnie machała wysoko w powietrzu swym ogonem.
-Na litość bosko Neytiri nie rób tego. -musiał zamknąć oczy i pomyśleć o czymś innym, niż jej seksowne ciało.
Gdy Jake zmagał się ze swoją naturą i pragnieniem jakie nagle w nim wzrosło, Neytiri poszła do innej części wiszącej skały, żeby tam poszukać tej niezwykłej winorośli. Rozglądając się dookoła, jednocześnie sprawdzając każdy krzak, doszła do wniosku że tu jej nie znajdzie. Dając za wygraną, a jednocześnie chcąc pomyśleć co dalej, pozwoliła sobie na chwilkę relaksu. Wracając do miejsca, gdzie wylądowały ich Ikrany, udała się pod pobliski wodospad, gdzie na spokojnie zastanowi się co dalej.
Zaczęła zdejmować swe skromne szaty, takie jak piórkowy naszyjnik i srebrzystą przepaskę wokół wąskich bioder oraz podręczną broń, składając wszystko bezpiecznie na brzegu. Będąc całkowicie bezbronna, Neytiri weszła do niewielkiej niecki z wodą sięgającą jej do kolan, wystawiając swe ciało na orzeźwiające działanie lekko chłodnego strumienia. Zamknęła oczy i odgarniając swe włosy do tyłu, zaczęła w myślach prosić o pomoc Eywe w odnalezieniu tej rośliny.
Nawet nie dostrzegła kiedy zjawił się Jake, który zaczął podziwiać ten niezwykły spektakl jaki jemu zafundowała. On w tym czasie patrzył jak woda rozbryzgiwała się w promieniach słońca na jej narażonym ciele. Widział poszczególne krople, które spływały jej po idealnych piersiach oraz niezwykle długich i kształtnych nogach. Wąska talia tylko pogłębiała te wrażenie. Wszystkie paski na jej ciele były pokryte wilgotną cieczą, mieniąc ją wieloma odcieniami błękitu.
Dla Jake'a był to jeden z najwspanialszych widoków na Pandorze i pokusa była wielka, żeby iść do niej i móc poczuć ją w swoich objęciach. Dla niego wyglądała jak grecka bogini piękna zwano Afrodytą. Lecz tu uzupełniona o nisko położony i figlarnie poruszający się ogon, którego zwykle puszysta końcówka, teraz ociekała wilgocią.
W tym czasie Neytiri jak gdyby nic zwróciła się twarzą do skał i na chwilę otworzyła oczy spoglądając w górę, wtedy też dostrzegła to czego szukała. Niebiesko czerwonawa winorośl rosła, zwisając ze skalnej półki, dokładnie ukryta pod strumieniem wody.
-Tak, znalazłam cię. -odpowiedziała w zachwycie.
-Znalazłaś co? -zapytał Jake z suchego brzegu.
-Wiec ty tu byłeś, a nie szukałeś? -zapytała, mając go kilka metrów za plecami.
-Cóż, na początku szukałem jej, a później poszedłem poszukać ciebie. No i znalazłem obie rzeczy. -powiedział z rozbawieniem.
-Cały ty, Jake. Ale nieważne, jak tylko ją zdejmę, wracamy do klanu.
Roślina, którą zdjęła Neytiri otoczyła niezwykłą czcią, kiedy składała ją w ręce Jake'a. Była długa na około dwa metry oraz posiadała listki o niezwykłym kształcie pięcioramiennej rozgwiazdy. Emanowała przy tym niesamowicie intensywnymi fosforyzującymi kolorami i mogła cieszyć wzrok każdego kto ją oglądał. Tak właśnie było z Jake'm, którym chował winorośl do bezpiecznego miejsca. W tym czasie Neytiri wychodząc ze stawu, zaczęła się ubierać pod nieobecność jej partnera i wkrótce do niego dołączyła, ciesząc się ze znaleziska, a także z powrotu do swej córki, pozostawionej pod opieką Mo'at.
