Zastanawiał się czy powinien powiedzieć Severusowi o tym co rozpowiadał Ron, ale to prowadziłoby jednocześnie do rozmowy o tym dlaczego jego gryfoński kolega nagle zaczął to robić. A Severus należał do ludzi, którzy nie przegapiliby takiej nieścisłości w zachowaniu kogokolwiek. Ron chociaż jego męża nie lubił, jednak do tej pory milczał i Severus pewnie zdałby sobie sprawę, że musiało się stać coś, co to zmieniło.
Harry sam nie wiedział jak podejść do tej sytuacji.
Początkowo przeszło mu przez myśl, że powinien porozmawiać z Ronem tuż po Numerologii, ale czuł, że emocje w nim aż buzowały. To jak potraktował Hermionę też nie było przyjemne, ani uczciwe względem niej. Zresztą przyglądała mu się teraz ze zmarszczonymi brwiami.
- Przepraszam – powiedział w końcu.
Hermiona uniosła brew.
- Za to wcześniej. Byłem zdenerwowany i poniosło mnie, ale gdybym nie wyszedł stamtąd – urwał.
W zasadzie chyba byłby w stanie po raz kolejny uderzyć Rona i to przerażało go najbardziej. Jego magia domagała się czegoś. Czuł to teraz wyraźnie, ale nie potrafił zrozumieć czego dokładnie. Na pewno jakiejś reakcji – może bardziej agresywnej.
- Co zrobił Ron? – spytała rzeczowo Hermiona.
- Rozpowiada wszystkim, że Severus trzyma mnie pod wpływem Imperio. Wiesz, że on był w Azkabanie. Ludzie naprawdę wierzą, że jest Śmierciożercą. Nie widziałaś jak traktowano go w Gringotcie – podjął Harry, przeczesując palcami włosy. – Nie był w Azkabanie długo, ale… - urwał.
Hermiona spojrzała na niego w czystym szoku.
- Co on robi? – spytała podniesionym tonem.
- Zwariował, rozumiesz? On sobie nie zdaje sprawy, że Severus nie może tam wrócić. I na pewno tam nie wróci – powiedział Harry z pewnością w głosie.
Howl, magia, którą Severus zabezpieczył swój dom przed laty, nie był czymś z czym mogli mierzyć się zwykli czarodzieje. Jego mąż ukrywał tę moc. Ukrył nawet przed Zakonem jak wielka jest jego magia, ale ćwiczenia, które przeprowadzali pokazały Harry'emu, że to dopiero szczyt góry lodowej. Severus nie zabił tamtych aurorów, ponieważ tak chciał, a nie dlatego, że nie potrafił.
- Porozmawiam… - zaczęła Hermiona.
- Porozmawiasz z nim? – prychnął Harry. – On chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że cokolwiek nie stanie się z Severusem, to podobny los czeka mnie. Magia nas wiąże i nawet nie o to chodzi… - urwał.
W zasadzie kiedy pierwszy raz usłyszał od Malfoya o plotkach, przez myśl mu nie przeszło małżeństwo. Po prostu uderzyło w niego to, jakie skutki mogły dla Severusa nieść te plotki.
- Zabiję go – stwierdził, wzruszając ramionami.
- Nie bądź niemądry. Jestem pewna, że Ron…
- Odwoła wszystko? – spytał Harry. – Ile osób wtedy stwierdzi, że Severus wpływa też na niego? – spytał retorycznie. – Im naprawdę wystarczy tylko plotka, a nie istnieje żaden sposób na stwierdzenie czy ktokolwiek był pod wpływem Imperio. Malfoy się tak wywinął od Azkabanu – przypomniał jej.
Hermiona zacisnęła wargi w wąską kreskę. Poprzeczna zmarszczka między jej brwiami tylko pogłębiła się. Wyglądała na mocno spiętą i nie dziwił się jej. Sam po prostu nie miał pomysłu jak wyjść z tej sytuacji. Większość szkoły miała Severusa przynajmniej za groźnego – duża część uważała go za mordercę, który nie cofnąłby się przed niczym. Imperio przy tym było błahostką, ale właśnie przez to wyglądało wiarygodnie.
Nie sądził, aby Severus był zainteresowany poprawianiem swojego wizerunku. Zresztą zapewne potraktowano by to jako kolejny podstęp.
- Nie wiem – odpowiedziała Hermiona tonem, który pierwszy raz słyszał w jej ustach. – Nie wiem co powinniśmy zrobić. Powiem Ronowi, żeby przestał rozsiewać te plotki, ale one się nie skończą…
- Narosną – stwierdził Harry kwaśno.
W tej kwestii był specjalistą. Uważano go przecież nawet za szaleńca, ale wszystko przetrwał, ponieważ nic z tego nie mogło doprowadzić go za kraty Azkabanu. Tymczasem oskarżenia Rona były po prostu niebezpieczne, bo nie można było ich potwierdzić lub im zaprzeczyć. Pozostawiało ich to w zawieszeniu, które mógł wykorzystać ktokolwiek z ich przeciwników, a nie wątpił, że było ich wielu.
W Ministerstwie wciąż uważano go za potencjalnie niebezpiecznego. W końcu jako jeden z nielicznych twierdził, iż Voldemort żył i powrócił.
ooo
Nie oczekiwał wiadomości od Blacka. W zasadzie naprawdę informacja, iż ojciec chrzestny Harry'ego pojawi się jednak na świętach u nich była mu zbędna. Żyłby spokojniej łudząc się do ostatniej chwili, ale Bill pojawił się w szkole pod pozorem spotkania z rodzeństwem i czysto przypadkowo na niego wpadł na korytarzu.
Weasley wyglądał na prawie szczęśliwego, jakby sądził, iż to zaproszenie niosło za sobą coś więcej. Miał rację, ale Severus osiągał sukces nie dlatego, że szafował cennymi informacjami. Lupin mógłby okazać się niezainteresowany uczestnictwem w ich życiu, co oznaczałoby jednocześnie, że musieliby wymazać mu część pamięci.
Widział to już raz, gdy James Potter we własnej osobie odrzucił jego propozycję ochrony. Wraz z Lily mogliby żyć teraz w jego domu, a Harry chodziłby do Hogwartu nienękany od wczesnych lat dzieciństwa. Bez wizji walki z szaleńcem wiszącej nad nim niczym miecz Damoklesa.
Pamiętał zrozpaczoną Lily, gdy James zwyzywał go i nazwał szaleńcem. A potem czarnym magiem, gdy udowodnił mu prawdziwość swoich słów. Ludzie bali się tego, czego nie rozumieli. Tego, co ich przerastało.
Mugole we wczesnych wiekach pokazali im jak strach obracał się szybko w nienawiść, a ta z kolei oznaczała śmierć. Dlatego nigdy nie ryzykowali.
Lily odeszła wtedy z Jamesem i to było ich ostatnie spotkanie. Jej pamięć została nienaruszona, ale widział łzy w jej oczach, gdy sama usuwała wspomnienia męża. Wyglądało na to, że każde sprawiało jej ból. Albo wiedziała, że wraz z przekroczeniem progu jego domu, czekała ją nieunikniona śmierć.
Nigdy nie rozumiał dlaczego go wtedy nie opuściła.
Nigdy nie chciał tego zrozumieć.
Elisanna nazywała go idiotą.
ooo
Znalezienie Rona nie było trudne. Harry wszedł do Pokoju Życzeń, pewny, że znajdzie chłopaka wraz z innymi członkami ich drużyny. Nie znał najnowszego planu i szczerze powiedziawszy miał w nosie zbliżający się piątek.
Lavender wyglądała na szczęśliwą z jego powrotu, ale on się nie zatrzymał nawet po to, aby przywitać się z Nevillem.
- Powiem ci, co się stanie – zaczął, stając przed Ronem. – Kiedy aurorzy po niego przyjdą, stanę w jego obronie i może zginę w krzyżowym ogniu. Albo trafię do Azkabanu za utrudnienie zatrzymania. Może Severus każe trzymać mi się z tyłu i powie, że wszystko będzie dobrze, ale wtedy on sam trafi do Azkabanu i zwiążą jego magię. Poprzez więź, zabiorą też moją magię. I kiedy przyjdzie do mnie Voldemort… - urwał. – Umrę. Bez magii. Bez jedynej ochrony jaką mi daje. Jeśli Severus jakoś się wybroni z twoich bezpodstawnych oskarżeń, Rada Szkoły na pewno postara się, aby stracił posadę. Chronił go dotąd Dumbledore. Wtedy Severus będzie musiał opuścić Hogwart, a ja z nim, ponieważ, pozwolę sobie przypomnieć, jestem jego mężem. Poza murami tej szkoły nie jestem bezpieczny. Zginiemy obaj w przeciągu miesiąca lub dwóch – warknął, może odrobinę za głośno, bo Colin podskoczył lekko przerażony.
Ron wpatrywał się w niego w czystym szoku.
- Jak zawsze niczego nie przemyślałeś, prawda? – spytał Harry. – Hermiona stwierdziła, że porozmawia z tobą o rozpuszczaniu tych plotek, ale Ron… Ona byłaby miła i spojrzałaby na ciebie tym karcącym wzrokiem. A fakty są takie, że jeśli to się wydostanie poza mury tej szkoły to aurorzy na pewno się tym zainteresują. Oni wszyscy sądzą, że Severus jest Śmierciożercą. Obaj wiemy, że to nieprawda. Dumbledore zaświadczył o jego niewinności i jeśli ci tego mało, ja o niej zaświadczam – ciągnął dalej Harry. – A jeśli i to ci nie wystarcza, to chyba nie byliśmy przyjaciółmi przez ostatnie lata – rzucił.
Usta Rona były tak bardzo uchylone, że z łatwością zmieściłby się tak tłuczek. Harry osobiście wolał znicze.
- I nie mów mi proszę, że to na pewno wpływ Severusa. Jeszcze nie wie – powiedział szybko Harry. – Inaczej rozmawiałbyś z nim. Albo ze swoim ojcem, odkąd obaj się świetnie znają – przypomniał mu.
Istniała jeszcze szansa, że rozkazy z Biura Aurorów przechwyciłby Kingsley lub pan Weasley. Jednak raz wydane polecenia nie mogły być cofnięte. Moody zapewne byłby w ekstatycznym humorze, gdyby został osobiście wysłany do przesłuchania czy doprowadzenia Severusa przed Wizengamot.
Sytuacja Zakonu również się komplikowała, ponieważ to jego mąż był łącznikiem z Bezimiennymi.
Harry zaczynał powoli dostrzegać, że otaczają go idioci. I wydawało mu się, że słyszał coś podobnego z ust Severusa. Teraz przestało go dziwić podejście mężczyzny do otaczających go ludzi.
Ron wciąż wpatrywał się w niego w czystym szoku.
- Ja… - zaczął Weasley.
- Nie ma nic co mógłbyś powiedzieć, żeby to naprawić – poinformował go, a potem odwrócił się, aby spojrzeć na pozostałych.
Nie bardzo miał ochotę rozmawiać z kimkolwiek. Zresztą sami wyglądali na spłoszonych, częściowo zainteresowanych czy szczerze przerażonych.
- Imperio oznaczałoby, że nie miałbym wyboru – powiedział bardzo powoli. – Imperio na mnie nie działa. Voldemort już tego próbował i nie udało się. Nie można mnie zmusić do tego czego nie chcę. Severus pewnie nazwałby to tajną gryfońską mocą, która wiele wyjaśnia – sarknął, a potem odwrócił się w stronę Weasleya. – I w jednym masz rację, Ron. Nie mam wyboru. Ta więź, to małżeństwo nie daje mi go. Muszę wybrać Severusa, ale zaczynam się ostatnio zastanawiać czy nawet gdybym miał wybór, to czy on nie byłby dokładnie taki sam – dodał, a potem przemaszerował z powrotem w stronę drzwi.
ooo
Severus nie spodziewał się zastać Harry'ego w ich komnatach. Zaczynało go martwić, że Gryfon spędza zamknięty w czterech ścianach coraz więcej czasu. Z drugiej jednak strony jako nastolatek zachowywał się podobnie. Może nie należało wyciągać pochopnych wniosków.
- Jak zajęcia? – spytał Harry, odrywając się od książki o quidditchu.
Coraz więcej podobnych pozycji zaczynało plątać się po ich komnatach, co normalnie uznałby za niepokojące. Bardziej jednak zainteresował go sztuczny ton Harry'ego.
- Nudne – odpowiedział krótko i zerknął na chłopaka, który wbił wzrok we własne dłonie. – Coś się stało? – spytał zanim zdążył się powstrzymać.
Było oczywistym, że coś jest nie tak. Harry był bledszy niż zazwyczaj, a jednocześnie miał niezdrowe rumieńce na policzkach. Widział już chłopaka w podobnym stanie, gdy obaj obrażali się na lekcjach przed laty.
- Ron się stał – powiedział jego mąż przez zaciśnięte zęby.
Severus poczuł, że jego brew unosi się lekko bez udziału jego woli.
- Ron opowiada wszystkim, że jestem pod działaniem Imperio, które na mnie rzuciłeś – wyjaśnił Harry i tym całkowicie pochłonął uwagę Severusa.
Implikacje mogły być niebezpieczne.
- Komu? – spytał rzeczowo Severus.
- Tak gada. Powiedziałem mu, że to nie jest prawda, ale… - urwał Harry.
Plotki potrafiły zrobić swoje.
- Myślę, że powinieneś porozmawiać z panem Weasleyem albo Kingsleyem – zaryzykował Harry, spoglądając na niego po raz pierwszy tak niepewnie, jakby bał się, że jego sugestia spotka się ze zdecydowanym sprzeciwem.
Severus jednak skinął tylko głową. Hogwarckie plotki bywały niebezpieczne. Nigdy nie wiadomo było kto dokładnie słucha.
- Powiedziałem mu, żeby się odczepił, ale… - urwał Harry i przełknął głośno ślinę.
Severus nie wiedział czy chłopak próbuje zebrać się w sobie czy nie okazać tego jak bardzo zraniła go ta mimowolna zdrada przyjaciela. Gryfońska lojalność zaczynała powoli upadać jako idea w młodym umyśle. I ta podobnie jak każda z niewielkich śmierci powinna zostać opłakana. Nawet w samej myśli. Postęp nigdy nie przychodził łatwo i zabierał ze sobą wiele ofiar.
Severus podszedł do kominka i wrzucił do niego trochę proszku.
- Gabinet Kingsleya – powiedział krótko, czując na sobie wzrok Harry'ego.
Twarz aurora pojawiła się w płomieniach niemal od razu,
- Mój drogi mąż powiadomił mnie, iż krążą o mnie kolejne plotki – zaczął Severus. – Jeśli aurorzy usłyszą o mnie oskarżonym o używaniu Imperio na Harrym… - urwał sugestywnie.
- Nie jestem w stanie zatrzymać tej machiny tak sprawnie jak kiedyś – przyznał Kingsley, a potem ciekawie spojrzał w stronę kanapy.
Z tego miejsca mężczyzna nie mógł dostrzec Harry'ego, ale zapewne intuicja podpowiedziała mu, iż nie są sami.
- Postaraj się wszystko opóźnić – powiedział Severus po prostu.
Nie było sensu ukrywać jak blisko współpracują z Kingsleyem. Nie, gdy Harry sam sugerował jego pomoc w sprawie. Severus zakończył połączenie bez pożegnania i odwrócił się do swojego męża, który miał na twarzy wypisane przyznanie się do winy, jakby wszystko co robią jego gryfońscy przyjaciele było uzależnione od niego. Jakby był za nich wszystkich osobiście odpowiedzialny.
Słowa nic się nie stało utknęły mu na końcu języka.
- Kingsley powiadomi mnie, gdy wejdą w życie jakiekolwiek zmiany – powiedział w zamian.
Harry spojrzał na niego ponownie, przygryzając wargę. Najwyraźniej nie było to koniec tej rozmowy.
- Myślę… - zaczął jego mąż i urwał. – Myślę, że kiedy wyjedziemy na święta do twojej rodziny... – urwał. – Myślę, że powinieneś zostać tam dłużej – powiedział w końcu. – To poza jurysdykcją aurorów, prawda? – spytał dla pewności.
Severus prychnął, ponieważ jego dom był poza wszelką jurysdykcją. Pozwalał go dostrzegać tylko wtedy, gdy tego chciał. Nienanoszalność, którą stosowano w tym świecie była igraszką w porównaniu z tym, co sam stosował, aby się ukryć. Jednak wyszedł z cienia, ponieważ nie mogli w nim pozostawać bez końca.
- Nie przejmuj się aurorami – powiedział spokojnie.
Harry spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Black jedzie na święta wraz z nami. Chcę się wybrać do Hogsmeade we czwartek – poinformował go, zmieniając pospiesznie temat. – Mam kilka rzeczy do odebrania.
Harry wpatrywał się w niego, jakby wyrosła mu druga głowa.
- Prezenty – wyjaśnił krótko Severus. – Podejrzewam, że chciałbyś coś kupić Blackowi i Lupinowi… - podpowiedział.
Harry zmarszczył brwi, spoglądając na niego podejrzliwie.
- Kupujemy prezenty oddzielnie? – upewnił się chłopak.
- Oddzielnie? – zainteresował się Severus.
- Nie znam twojej rodziny. Nie wiem komu miałbym kupić prezent i co to mogłoby być – uściślił chłopak.
Severus uśmiechnął się krzywo.
- Moja opiekunka powiedziałaby, że jesteśmy dla niej wszyscy prezentem samym w sobie – odparł krótko.
