ODCINEK 29: BIAŁYSTOK - CZWARTA ODZNAKA.
I znów... Półtora tygodnia temu zdobyłem moją trzecią odznakę, a teraz czekała mnie walka o odznakę numer cztery.
Białystok był miastem większym od Rzeszowa. Było tu sporo terenów zielonych, czyli różnego rodzaju parków i placów, na których zarówno ludzie, jak i Pokemony znajdowały ciszę i spokój.
Na razie jednak najbardziej interesowała nas, czy też raczej mnie, Odznaka Równowagi. Jednak dzisiejszy pojedynek mógł być dużo trudniejszy od poprzednich.
- Tak. Białystok. Tutejszym Liderem, a raczej Liderką jest Izabela Poniatowska. Tori, mówi ci to coś?
Tak jak w Białej Podlaskiej, przed walką zdecydowałem się na naradę i ustalenie strategii. Teraz Max informował mnie, z kim przyjdzie mi walczyć.
- Poniatowska? Gdzieś już słyszałem to nazwisko... - zacząłem się zastanawiać. Kojarzyłem, że odpowiedź na pytanie należy do tych banalnych i dlatego tak trudno na nią wpaść. W pewnej chwili odezwała się Clair:
- Poniatowski? On czasem nie jest szefem tego cyrku zwanego Ligą Pokemon?
I natychmiast mnie oświeciło. No jasne. Stanisław August Poniatowski był prezydentem Ligi Pokemon, zaś Izabela, czyli tutejsza Liderka to jego siostra.
- No tak, już wiem. Tylko nie jestem pewny, czy to dobrze, czy źle. - powiedziałem.
- Hę? Znaczy dziewczyna, z którą Tori-Mistrz będzie walczył, jest spokrewniona z szefem Poke-Ligii? - dopytała się dla pewności Clair, a ja tylko pokiwałem głową.
"Może być ciężko. Trzeba będzie użyć nie tyle siły, co pomysłowości i strategii... Właściwie zawsze używa się strategii." - pomyślałem, a tymczasem Max kontynuował:
- Typem, z którym Tori będzie walczył jest typ Normal. Takie Poki nie mają przewagi nad żadnymi innymi typami, może poza tym, że ataki duchów na nie nie działają. Przewagą dla nich jest Walka.
- Walka? Czyli co? Znowu stawiam na Brelooma? - po moim pytaniu Max pokręcił przecząco głową.
- Kontra to może być za mało na taki pojedynek. Szczególnie, że Normal-Poki mają to do siebie, że są nieprzewidywalne. Na przykład Stantler Clair też jest typu Normal, ale potrafi uśpić przeciwników. Wiesz Tori, ja myślę, że niestety, ale tym razem będziesz musiał improwizować.
Pomyślałem chwilę i przyznałem chłopakowi rację. Czekała mnie trudna walka, miałem jednak nadzieję, ze ją wygram.
- W porządku. Czas odwiedzić stadion. - to mówiąc wstałem od stolika, przy którym siedzieliśmy i jedliśmy obiad, a gdy stwierdziłem, że moje Poki już dawno skończyły jeść zawróciłem je do PokeBalli. Po chwili to samo zrobił Max. Clair natomiast zawróciła jedynie Stantlera i Wartortla, a jej nowy Pok - Absol pozostał poza PokeBallem. Rany, jakie zadał mu jego poprzedni trener (i któremu Clair odebrała stworka) już prawie się zagoiły, jednak trenerka stwierdziła, że skoro mój Charmeleon może łazić gdzie chce, to jej Pok też. Absolowi się to nawet podobało. Wprawdzie początkowo niepewnie wędrował koło nogi swojej nowej opiekunki, ale teraz, po dwóch dniach wspólnego przebywania, był już szczęśliwy i radosny.
Udaliśmy się więc na stadion. Nie wyglądał on jakoś nadzwyczajnie. Piętrowy budynek z godłem Ligii Pokemon nad wejściem. Zapewne sala do walk była na dole, zaś na górze znajdowało się mieszkanie Liderki. Po wejściu do środka zatrzymał nas chłopak, który pełnić tu musiał funkcję kogoś pilnującego porządku, gdyż poinformował nas, że Liderka w tej chwili walczy z jakimś trenerem i poprosił, abyśmy udali się do pokoju - poczekalni. Zwrócił też uwagę Clair, że Poków nie toleruje się wewnątrz budynku, chyba, że na arenie walk.
- Ej, nie przesadzaj. Nie dość, że mamy czekać, to jeszcze czepiasz się mojego Absolka? Przecież widzisz, że jest lekko ranny i lepiej dla niego biegać poza PokeBallem, prawda? - wymawiając ostatnie słowo spojrzała na chłopaka wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu. Porządkowy, nie chcąc kłopotów, nie podjął z dziewczyną dyskusji. Zaprowadził nas do poczekalni, powiedział, że walkę będę mógł odbyć za około pół godziny i odszedł.
- Nuda. - mruknęła krótko Clair drapiąc Absola za uchem.
Nagle usłyszeliśmy głośny trzask i uderzenie czegoś ciężkiego, aż cały budynek się zatrząsł. Po chwili ciszy dało się dosłyszeć coś w stylu: "Rhydon niezdolny do walki. Wygrywa Liderka Izabela Poniatowska."
- Oho. To nie brzmiało miło. - powiedziałem do siebie. Zaczynałem mieć złe przeczucia. Wiedziałem, że walczyć powinienem myśląc o zwycięstwie i wierząc, że mi się uda, ale jednak przeczuwałem kłopoty.
Gdy minęło dwadzieścia minut, chłopak - porządkowy, zajrzał do nas informując, że Liderka jest gotowa przyjąć kolejne wyzwanie.
- No to czas na walkę. Powodzenia Tori-Mistrzu. - powiedziała Clair wstając. Również wstałem, podziękowałem jej i ruszyłem na arenę.
Polem walki była najzwyklejsza w świece drewniana podłoga, tyle tylko, że cała pomalowana jakimś środkiem odpornym na ogień i różne inne mniej lub bardziej dziwne substancje, jakich Poki mogły używać podczas walki. Po przeciwnej stronie od wejścia stała dwudziestoparoletnia dziewczyna i przyglądał się nam ciekawie. Nie było wątpliwości, że to tutejsza Liderka. Obok niej stał sędzia.
- Witaj, Jestem Tori i chciałbym cię wyzwać na walkę o Odznakę Równowagi. - powiedziałem, zbliżając się do środka areny. Dziewczyna skinęła głową i powiedziała krótko:
- Przyjmuję. Walka trzy na trzy. Wycofanie Poka to przegrana Poka. Jasne?
Kiwnąłem głową i zająłem swoje miejsce na placu boju. Max, Clair i Absol zajęli miejsca dla publiczności. Co ciekawe znajdowały się one za grubą szybą, zapewne względy bezpieczeństwa, ale przecież Normal-Poki nie zioną ogniem, ani nie strzelają piorunami, więc po co to?
- Tak więc walka pomiędzy Liderką - Izabelą, a trenerem - Torim zostaje uznana za rozpoczętą. - oznajmił sędzia. I już w następnej chwili rzuciliśmy PokeBallami.
- Kangaskhan!
- Breloom!
- Na początek Brelooma?! - krzyknęła zdziwiona Clair. Zignorowałem ją. Miałem coś na kształt planu, no i jeśli Max miał rację o nieprzewidywalności...
- Mocny Cios!
- Unik i Cios Głową!
Szybkie komendy, szybkie Poki. Kangaskhan wyglądał potężnie. Stał na dwóch nogach, długi i silny ogon pozwalał utrzymać mu równowagę podczas szybkich ataków, przednie łapy uzbrojone były w duże pazury, zaś w paszczy pełno było ostrych zębów. Błyskawicznie podbiegł do przeciwnika i wykonał silny cios, na szczęście Breloom zdołał się uchylić, odbić od podłoża i zaatakować głową brzuch przeciwnika, co spowodowało, że Pokemon cofnął się parę kroków.
- Uważaj, on jest zwinny. Postaraj się go ugryźć. - Liderka szybko reagowała na to, co działo się na arenie, ale ja też nie zamierzałem czekać. W momencie, gdy silne szczęki Kangaskhana zbliżyły się do Brelooma wydałem komendę:
- Proszek Paraliżujący! - z grzyba na głowie mojego stworka wystrzeliła chmura pyłku i poszybowała wprost w otwartą paszczę przeciwnika, jednak... Nic się nie stało. Potężne szczęki zacisnęły się na głowie mojego Pokemona. Trzeba było szybko coś zrobić
- Hej, co jest? Czemu go nie sparaliżowało? - spytała Maxa zdziwiona Clair.
- Wiesz, jeśli jakiś Pokemon długo i często przebywa w środowisku na przykład trujących oparów, może zyskać na nie odporność. - wyjaśnił chłopak. No a tutaj wyglądało na to, że Kangaskhan jest odporny na paraliż. Trzeba było coś zrobić, gdyż szczęki na głowie mojego podopiecznego zaciskały się coraz bardziej, zadając mu coraz większe rany. I nagle mnie oświeciło:
- Breloom, przygotuj się! - krzyknąłem. Pok zrozumiał, o co chodzi, gdyż zaczął się koncentrować. Przeciwnik kontynuował atak, a ja czekałem na odpowiedni moment. Jeśli dobrze pójdzie, to zakończę to jednym ciosem.
- Kontra! Teraz! - krzyknałem i w tej samej chwili usłyszałem głos Liderki:
- Puść i unikaj!
Na szczęście mój Pok okazał się szybszy od przeciwnika. W momencie puszczenia go przez Kangaskhana szybko uderzył go w brzuch. Wprawdzie Pok już zaczął się cofać, przez co nie przyjął całej siły ciosu, jednak była ona wystarczająca, aby powalić go na ziemię
- Teraz Mega-Ssanie! - poleciłem, a Breloom wystrzeliwszy w stronę leżącego stworka zielony promień zaczął wysysać mu energię, a tym samym uleczać się.
- Doby jesteś. Ale to za mało. Wściekłość! - poleciła Liderka, a ja wiedziałem już, że mogę mieć kłopoty. Atak Wściekłości często był używany przez Charmandera i polegał na tym, że Pok tym silniej atakuje im więcej obrażeń otrzyma. Teraz również Kangaskhan silnym ciosem odrzucił przeciwnika na kilka metrów, następnie podbiegł do niego i zaczął go mocno uderzać łapami. Myślałem intensywnie, co robić i nagle przyszedł mi do głowy szalony pomysł.
- Breloom zastosuj Kontrę! - poleciłem. Pok momentalnie uderzył przeciwnika, jednak tym razem Kangaskhan nie dał się odrzucić i oddał cios za cios.
- Kontynuuj! - poleciłem. I tak Poki zaczęły się wściekle okładać. Każdy cios był silniejszy od poprzedniego, i każdy cios doładowywał kolejny. Spojrzawszy na Liderkę stwierdziłem, że nie zamierza interweniować. Zapewne podobnie jak ja była ciekawa wyniku tego, dość oryginalnego pojedynku.
Po wymianie kilkunastu ciosów Kangaskhan nagle upadł, a kolejna Kontra Brelooma posłała go na ziemie. Był znokautowany, za to mój Pokemon, mimo że osłabiony stał pewnie na arenie gotów do walki.
- Kangaskhan niezdolny do walki. Tori prowadzi jeden do zera. - rzekł sędzia. Od strony "trybun" usłyszałem głośne "YEAH!" Clair. Wiedziałem jednak, że to dopiero jeden przeciwnik pokonany, zostało jeszcze dwóch. Spojrzałem na Brelooma. Pok był zmęczony, ale gdy pochwycił moje spojrzenie zdecydowanie pokręcił głową. Nie chciał być zawrócony i uważał, że posiada na tyle duży zapas sił, że poradzi sobie z następną walką. Uszanowałem jego decyzję.
- Pewny siebie Pokemon? A może dobrze wytrenowany i wiedzący, gdzie leży granica jego umiejętności? Zaraz się o tym przekonamy. Twój drugi przeciwnik to... - po krótkiej przemowie Liderka rzuciła PokeBallem z okrzykiem - Lickitung!
Pojawił się różowy stworek, z bardzo długim językiem wystającym mu z paszczy.
- O raju, a to co za dziwo? - usłyszałem zaskoczony głos Clair. Cóż, zapewne zaraz dziewczyna pozna odpowiedź na swoje pytanie.
- Zaczynamy. Owijanie! - natychmiast też długi język dziwnego stworka stał się jeszcze dłuższy. Właściwie wystrzelił mu z paszczy niczym wąż i szybko oplątawszy Brelooma zaczął go ściskać
- A niech mnie... - wyszeptałem. Przez kilka sekund stałem nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Szybko jednak zorientowałem się, że przecież toczę walkę i trzeba cos zrobić, szczególnie, że mój Pokemon powoli, ale systematycznie tracił siły. Nie bardzo wiedziałem co wymyślić. Długi język Lickitunga skutecznie uniemożliwiał ruch mojemu podopiecznemu. I nagle mnie oświeciło.
- Ziarno-Pijawka! Proszek Paraliżujący! - poleciłem błyskawicznie. Na szczęście Poke-Grzyb zrozumiał, o co mi chodzi i wystrzeliwszy z czubka głowy kilka ziaren, "wpuścił" je w język przeciwnika, dzięki czemu zaczął odbierać mu energię, tym samym powoli się lecząc. Następnie wystrzelił chmurę proszku, która opadła zarówno na niego, jak i na Lickitunga. Na szczęście tym razem przeciwnik nie był odporny na paraliż, co można było poznać, po tym, że Lickitung zaczął słabiej ściskać Brelooma. Niestety nadal jego język oplatał mojego Pokemona.
- Wygląda na to, że to za mało. Jak szybko czegoś nie wymyślisz, to przegrasz. - powiedziała Liderka. Niestety miała rację. Wprawdzie paraliż spowolnił nieco przeciwnika, a ziarna odbierały mu energię, jednak w wyniku stoczonej walki z Kangaskhanem Breloom miał o wiele za mało sił, aby wytrwać dostatecznie długo, aż wyssie całą energię przeciwnikowi.
"Mega-Ssanie by rozwiązało problem, ale teraz nie ma jak go zastosować, bo promień wystrzeli pionowo w górę." - myślałem patrząc na walczące Poki. Niestety o ile ziarna, czy proszki po wystrzeleniu opadały, o tyle promień musiał trafić w przeciwnika. I nagle wpadłem na rozwiązanie tak oczywiste, że aż śmieszne.
- Breloom, przewróć się! - poleciłem. Pok spojrzał na mnie zdziwiony, ale posłusznie wykonał polecenie. Zaraz, gdy upadł, grzyb na jego głowie skierował się w stronę przeciwnika.
- Teraz Mega-Ssanie! - krzyknąłem. Liderka nie zdążyła zareagować, zresztą mój pomysł był tak zaskakujący, że właściwie nie wiem, czy ktokolwiek by zdążył. Zielony promień wystrzeliwszy z głowy Brelooma trafił w przeciwnika i zaczął szybko odbierać mu energię. Połączywszy to z paraliżem i Ziarnem-Pijawką spowodowało, że Lickitung zaczął bardzo szybko tracić siły. Różowy stworek, aby uciec musiał uwolnić Brelooma od swego języka i na to właśnie liczyłem. Gdy tylko mój Pokemon został uwolniony poleciłem:
- Kontra! - Poke-Grzyb przestał wysysać energie i błyskawicznie znalazł się przy przeciwniku i boleśnie uderzył go, posyłając stworka na drugi koniec areny. Wprawdzie Lickitung starał się wykonać jakiś unik, jednak paraliż skutecznie mu to uniemożliwił. Liderce nie pozostało nic innego jak wycofać swojego Poka.
- Lickitung niezdolny do walki. Tori prowadzi już dwa do zera. - oznajmił zdziwiony nieco sędzia.
- Dwa do jednego, jeśli pan pozwoli. - rzekłem i wyciągnąwszy PokeBalla, zawróciłem Brelooma. Mój podopieczny po wygraniu drugiej walki był już zbyt zmęczony, aby móc jeszcze coś zdziałać.
- Tak więc, Tori zawrócił Brelooma i tym samym prowadzi dwa do jednego. - poprawił się sędzia. Zaś Liderka z uśmiechem zwróciła się do mnie:
- Brawo. Jesteś pomysłowym trenerem i znasz się na Pokemonach. Czas więc skończyć z taryfą ulgową. - to mówiąc wyciągnęła PokeBall pomalowany na różowo.
- To będzie coś wielkiego. - szepnął Max. Clair przyglądała się tylko w napięciu.
- Twoja kolej. Naprzód Clefable! - z tym okrzykiem Izabela wypuściła stworka z różowej piłki. Naszym oczom ukazała się różowa kulka z łapkami, nogami, czarnymi uszami i ogonkiem i z pewnością nie wyglądała na groźnego przeciwnika.
- Co to jest! - krzyknęła Clair ze zdziwioną miną. Max też był zaskoczony. Ja wiedziałem jakiego Poka użyję jako drugiego, więc rzuciłem PokeBall, z którego wyszedł Whismur.
- Różóś kontra różóś, fajnie. - dziewczyna zaczynała być nastawiona sceptycznie na finał pojedynku, jednak Max upomniał ją słowami:
- Jak myślisz? Co poprzednio powaliło Rhydona, bo ja jakoś nie wierzę, że był to Kangaskhan, czy Lickitung.
- Ale nie powiesz mi, że zrobiło to to coś tutaj. - mruknęła sceptycznie Clair. Ja zaś wiedziałem, że czego jak czego, ale Poków po wyglądzie nie powinno się oceniać. Mając złe przeczucia postanowiłem szybko zakończyć walkę. Na szczęście, mój Pok był szybki:
- Szybki Atak i Tłuczenie! - poleciłem. Liderka zaś spokojnie skinęła tylko ręką na Clefable. Różowy stworek zrozumiał polecenie. Oczka zabłysły mu na chwilę dziwne, a potem... Nie byłem pewny czy widziałem to, co się stało, gdyż rozegrało się to błyskawicznie. Z łapek i uszu Poka wystrzeliły małe promienie, które połączywszy się na jego brzuchu w potężny promień bezbłędnie trafiły w atakującego go Whismura i wyrzuciły wysoko w górę. Po chwili mój Pokemon upadł z głuchym łoskotem niemal pod ścianą areny i był nieprzytomny.
- Dwa do dwóch. Czas na walkę rozstrzygającą. - usłyszałem jakby z oddali głos sędziego. Stałem prawe w szoku. Gdy spojrzałem na widownię zobaczyłem, że Clair stoi z otwartymi ustami i szeroko otwartymi oczami, a siedzący obok niej Absol przygląda się jej niespokojnie. Max również był zaskoczony.
- Co to było? - wyszeptałem, zdoławszy zawrócić nieprzytomnego Whismura do PokeBalla.
- Jeden cios. Jeden strzał. - mruczała Clair. Zaś Max chyba otrząsnął się z zaskoczenia, bo zaczął intensywnie myśleć. Tymczasem Liderka zdecydowała się udzielić nam wyjaśnień:
- Ten atak to Metronom. Jest jednym z najbardziej tajemniczych i nieprzewidywalnych ataków, jakie może poznać Pokemon. Przekształca się w dowolny inny atak. Po odpowiednim treningu Poki potrafią kontrolować moc Metronomu i stwarzać atak zależny od sytuacji. Nie muszę dodawać, że moja Clefable opanowała ten atak perfekcyjnie. A to, co właśnie widzieliście, to był HyperPromień połączony z Szybkim Atakiem.
Stałem zupełnie ogłupiały. Atak mogący zmienić się w każdy atak? Przecież czegoś takiego nie da się powstrzymać. Nie ma siły, która... I nagle mnie olśniło. Ten atak bazował na sile. A przecież nawet największego przeciwnika można pokonać używając odpowiedniej strategii.
- Nie zamierzam się poddać, wciąż mam jeszcze jednego Pokemona. Naprzód Charmeleon! - krzyknąłem, wypuszczając z PokeBalla ognistą jaszczurkę
- Chcesz podjąć walkę. Dobrze więc. Clefable, wiesz co robić. - Liderka nawet nie zamierzała wydawać komend swojemu podopiecznemu. Oczka różowego stworka znów zabłysły dziwnie, a po chwili z jego pyszczka wystrzelił silny wodny strumień.
"HydroPompa" - pomyślałem. Na szczęście Charmeleon zdołał w większości uniknąć tego ataku. Woda trafiła go jedynie w łapę.
- Dobra. Zobaczymy, czy stara sztuczka zadziała tym razem... Zasłona Dymna! - po usłyszeniu polecenia Poke-jaszczur wypuścił z paszczy dużą ilość gęstego czarnego dymu, który spowił całą arenę uniemożliwiając dostrzeżenie czegokolwiek.
- Teraz Ognisty Strumień! Strzelaj, aż trafisz! - pamiętałem, że atak ten szybko osłabiał Charmandera, gdyż był dużym obciążeniem dla organizmu, jednak podejrzewałem, że po ewolucji ten problem zniknie i nie pomyliłem się. Charmeleon wystrzelił kilka strumieni i wreszcie usłyszeliśmy odgłos trafienia w czegoś i piśnięcie.
- Brawo, mimo, że Clefable cały czas unikała twoich ciosów, twój Pok zdołał ją trafić. Ale teraz koniec z tym. Kosmiczna Moc! - po tych słowach w gęstym dymie coś zabłysło. Następnie Liderka poleciła:
- Teraz pozbądź się tego dymu! - Charmeleon wprawdzie cały czas strzelał ognistymi strumieniami w miejsce, w którym wreszcie trafił w przeciwnika, jednak po pierwszym piśnięciu następne się nie powtórzyły. Domyśliłem się, że Kosmiczna Moc musi być atakiem zwiększającym wytrzymałość Pokemonów. Tymczasem Clefable rozpętała na arenie prawdziwe tornado, które błyskawicznie rozwiało dym.
- A teraz, skoro już wszystko widać, czas z tym skończyć. Metronom! - po słowach Liderki oczy Clefable znów zalśniły, a przed nią zaczęła tworzyć się potężna fala wody.
"Morska Fala" - pomyślałem.
- Charmeleon, musisz tego uniknąć! Jeśli ta fala w ciebie trafi to przegraliśmy! - krzyknąłem. Ognisty jaszczur wiedział o tym doskonale, jednak nie było łatwo unikać wodnej fali, wysokiej na trzy metry i pędzącej z zawrotną prędkością. Nie mając innego wyjścia Pokemon ruszył przed siebie, a gdy od wodnego ataku oddzielało go kilka metrów wyskoczył wysoko w górę. Niestety nie dość wysoko. Woda zalała mu łapy, oraz ogon i gdy wylądował był mocno osłabiony. Nie zamierzał się jednak poddać. Widząc, że przeciwnik jest blisko wystrzelił największy Ognisty Strumień, jaki do tej pory widziałem. Atak był na tyle niespodziewany, że Clefable nie zdołała wykonać uniku. Ogień odrzucił ja na kilka metrów. Ognisty jaszczur skończył ziać i czekał, patrząc na przeciwnika. Różowy stworek leżał przez kilka sekund, po których cały zalśnił. Wokół niego pojawiło się mnóstwo małych gwiazdek, a gdy opadły na stworka wydawało się, że Pok odzyskał pełnię sił.
- Uzdrowienie. - powiedział Max - Clefable właśnie odzyskała energię, którą straciła przez atak Charmeleona.
I niestety taka była prawda. Różowy stworek wstał i wyglądało na to, że nic mu nie jest. Natomiast mój Pokemon ledwie trzymał się na nogach. Po chwili ciszy i napiętego wyczekiwania podjąłem decyzję.
- Charmeleon wracaj. Nie damy mu rady... Tym razem.
Ognisty jaszczur nie chciał się poddać, jednak rozumiał sytuację. Niechętnie i powoli zszedł z areny i podszedł do mnie.
- Tori wycofuje trzeciego Pokemona. Liderka wygrywa trzy do dwóch i tym samym zwycięża cały pojedynek. - oznajmił sędzia. Izabela zaś podeszła do mnie, uśmiechając się.
- Nie przejmuj się. Jesteś młodym i zdolnym trenerem. Zdobyłeś już trzy odznaki, co dowodzi, że znasz się na Pokemonach. Nie musisz prosić mnie o rewanż już teraz. Powędruj jeszcze trochę, zdobądź kilka innych odznak i wtedy wróć i znów zawalczymy.
- Uważasz, że trzy odznaki to za mało, aby cię pokonać? - spytałem, jednocześnie oglądając łapy i ogon Charmeleona i oceniając, na ile poważne obrażenia zadała mu woda.
- Wesz, prawdę mówiąc walczący ze mną trenerzy mają najczęściej około ośmiu odznak, a więc połowę ich całkowitej liczby. Dla niektórych walka ze mną jest ostatnim sprawdzianem przed przystąpieniem do walki w Zawodach Ligii Pokemon. Mimo wszystko, jestem młodszą siostrą Prezydenta Ligii.
- Tak, to prawda. Ale nie jesteś najtrudniejszą Liderką do pokonania. - wtrącił się Max, który wraz z Clair i Absolem opuścili już "trybuny" i podeszli do mnie.
- To prawda, nie jestem. Jest kilku Liderów bardziej wymagających ode mnie... Dobrze Tori. Na rewanż zgodzę się, gdy tylko uznasz, że jesteś na niego gotów. A teraz żegnaj i powodzenia w treningu.
To mówiąc Liderka odwróciła się i opuściła arenę. Za nią odszedł sędzia i Clefable. Ja zaś stałem i patrzyłem jak odchodzi.
"Rewanż wtedy, gdy uznam, że jestem na niego gotów." - pomyślałem. Nie wiedziałem jeszcze jak to zrobię, ale wiedziałem, że nie opuszczę Białegostoku dopóki nie zdobędę odznaki. A zdobędę ją na pewno. Musiał istnieć sposób na pokonanie Metronomu. Trzeba było go tylko znaleźć...
