Za poprawienie rozdziału ogromnie dziękuję SimplyIsabelleS.


Guest, coś musi do niego czuć. Może jest to nawet miłość.

Pantera, Dumbledore jest wnikliwym obserwatorem, więc na pewno sporo dostrzegł. Doliczając do tego jego doświadczenia z Grindelwaldem, możemy się porwać na stwierdzenie, że ma w tych sprawach duże doświadczenie ;) No cóż, każdy rozdział coś nowego wnosi do opowiadania :D

Colubrum, na początku muszę wyrazić mój podziw. Zawsze podziwiałam osoby, które potrafią pisać tak długie komentarze, a co najważniejsze są one napisane z sensem. Mi nigdy się to nie udawało, zawsze wpadałam w jakieś podniosłe tony ;) No, skoro ci się podlizałam teraz mogę odnieść się do twojego komentarza ;D Chociaż na pewno nie wyjdzie mi to tak dobrze jak tobie. Od początku uderza mnie naiwność Harry'ego, więc coś w tym może być. I pamiętajmy, że bardziej zwrócił się ku Tomowi po tym wydarzeniu z Kamieniem Wskrzeszania. Odrzucili go jego bliscy, więc podświadomie zaczął szukać bliskości u kogoś innego. Harry i Dumbledore są pod pewnymi względami bardzo do siebie podobni. Przede wszystkimi są/byli przywiązani do czarodziei, którzy wciągnęli ich w świat swoich przekonań i planów. Obaj mnóstwo poświęcili w imię miłości. Mam wrażenie, że to jednak miłość tak zaślepiła Harry'ego, że zapomniał lub wybrał zapomnienie o swojej pierwotnej misji. Przykro byłoby, gdyby autorka w taki sposób zaniedbała dość poważną część fabuły. Ups... wyszło tego sporo, mam nadzieję, że będziesz w stanie w ogóle to przeczytać ;)

Jestem cholernie szczęśliwa! Nie spodziewałam się nigdy takiego ciepłego odzewu na ostatni rozdział. Bardzo mnie zaskoczyliście. Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

Miłego czytania!


Światło słoneczne spływające z nieba było czyste i jasne, a w oczach Harry'ego czyniło Hogwart piękniejszym niż kiedykolwiek wcześniej. Wielkie Jezioro lśniło w upale wczesnego czerwca, a drzewa w Zakazanym Lesie jakby ożyły, kołysząc się pod wpływem lekkiego wiatru. Cały Hogwart wydawał się żywy i nieśmiertelny. Zdawało się, że żadna zbrodnia nie mogła zostać tu popełniona albo żadna nie mogła się odbyć na błoniach. Miało się wrażenie, że to najbezpieczniejsze miejsce na świecie.

Harry był pewny, że będzie tęsknił za tym zamkiem. Prawdopodobnie bardziej niż którykolwiek ze śmierciożerców czy innych uczniów. Ale wiedział, że nie może okazywać pustki, która wypełniała go na myśl o opuszczenia Hogwartu na zawsze – albo przynajmniej na dłużej niż kiedykolwiek j. Inni sądzili, że był tutaj tylko przez rok, więc nie mógł okazać swojego smutku nawet przed Tomem. Jednak mimo wszystko podziwiał ten zamek, jak zawsze gdy wspominał, co się tutaj wydarzyło.

Gdy dzisiaj zdał sobie sprawę, że to jego ostatnie śniadanie w Hogwarcie, ledwo był w stanie przypomnieć sobie, jak minęło mu ostatnie kilka dni. Jedynie świadomość, że nadal będzie z Tomem pomagała mu przezwyciężyć smutek na myśl, że wchodzi do prawdziwego świata… nawet jeśli Tom był częścią problemu. Harry wiedział, że miną lata – nawet dekady – zanim Voldemort i jego słudzy zaczną być uważani za prawdziwie potężnych, ale mimo to nie czuł się nawet w najmniejszym stopniu na to przygotowany.

Wmawiał sobie, że będzie musiał sobie z tym radzić tylko do czasu, aż dostanie szansę, żeby coś zmienić. Musi poczekać kilka lat, zanim zacznie planować, co zrobić z tą sytuacją. Podobał mu się pomysł zmiany, chociaż po części, zamiarów i poglądów Toma – prawdę mówiąc wiele myślał o tym, jak dobro świata wpłynie na jego zachowanie – ale Tom już był mordercą i najwyraźniej również psychopatą…

Tak naprawdę, Harry bardziej martwił się o wady Toma wynikające z psychopatii, które zranią bezpośrednio jego. Nie miał pojęcia, jak radzić sobie z emocjonalnymi reakcjami Toma. Nie wiedział, czy po prostu wpada w paranoję, kiedy postrzegał go jako chorego psychicznie, czy był beznadziejnym optymistą, gdy wierzył, że Tom jest z nim szczery. Pozbywał się przygnębienia i frustracji wynikających z tej sytuacji, podsycając w sobie nienawiść do Dumbledore'a. Wrogość i nieufność względem Dumbledore'a były jego jedyną ulgą.

Gdy wszyscy uczniowie wsiedli do powozów, mających ich zawieść do Hogsmead, Harry zdał sobie sprawę, że w ciągu całego dnia powiedział ledwo kilka słów. Tom również był milczący, ale to nie było żadnym zaskoczeniem. Będzie tęsknił za Hogwartem, tak samo jak Harry. Zdał sobie sprawę, że to jedno z podobieństw między nim a Tomem, które niezauważenie zbliżało ich do siebie…

Harry przyglądał się siedzącemu naprzeciwko niego Tomowi, który patrzył na znikający za nimi zamek. Śmierciożercy śmiali się i żartowali, zadowoleni, że nareszcie skończyli szkołę. Zastanawiał się, czy Tom, tak jak on, dostrzegał kilka dobrych stron w wyjeździe z Hogwartu. Nareszcie będą razem, bez nikogo, kto mógłby im przeszkodzić… i możliwe, że w tym czasie bardziej się do siebie zbliżą. Harry będzie musiał udawać, że ściga Grindelwalda, a Tom przez jakiś czas będzie ukrywał pewne sprawy, ale to wszystko w końcu minie, a wtedy będzie mógł próbować przekonać Toma do odpuszczenia pomysłu o powstaniu Voldemorta.

Oczy Toma napotkały oczy Harry'ego kilka sekund przed tym, gdy powóz się zatrzymał. Obaj niczego nie zdradzali, jednak w jakiś sposób komunikowali się w ciszy, zgadując, jak mogą się czuć. Harry nie mógł się doczekać aż czekająca ich jazda pociągiem będzie już za nimi. Dla niego będzie to nudna podróż z tak samo jak zawsze irytującymi śmierciożercami.

Wyszli z powozu i ruszyli w kierunku pociągu, torując sobie drogę wśród tłumu uczniów. Harry usiadł w przedziale z Tomem, Averym, Notte'em, Lestrange'em i Dołohowem. Kilku innych śmierciożerców, jak Mulciber czy Rosier, chciało dołączyć do ich grupy, ale nie udało im się być jednymi z wybranych w towarzystwie Toma. Wyglądali na zawiedzionych i zdenerwowanych i chwilę zajęło im zaakceptowanie faktu, że nie mogą tu być. Śmierciożercy, którym się udało, wyglądali na zadowolonych z siebie.

— Trudno mi uwierzyć, że to już koniec Hogwartu – stwierdził Avery, gdy wszyscy zajęli swoje miejsca. Pociąg właśnie ruszył w drogę do Londynu.

— To był dobry rok – powiedział Nott.

— Można tak powiedzieć…

— Daj spokój – zawołał Nott, widząc powątpiewanie Avery'ego. – Nie pamiętasz pani Puddifoot?

Dołohow roześmiał się głośno.

— O tak! To było dobre.

— Ale nawet nie wiem, co teraz będę robił – narzekał Avery.

— Ja robię sobie wakacje – powiedział Lestrange. – Nie ma nic innego, czego nienawidzę tak, jak egzaminów i cieszę się, że nareszcie mam to za sobą. Teraz, gdy nie muszę się tym zajmować, nawet nie obchodzi mnie, jak mi poszło.

— To tak jak ja – stwierdził Nott, jak zawsze siedzący obok Lestrange'a. – Zamiast wyjazdu gdzieś pewnie spędzę trochę czasu z rodziną. Przynajmniej do końca wakacji.

— To będzie okropne, no wiecie, znalezienie pracy – zauważył Dołohow. Siedział obok Harry'ego, który zastanawiał się, czy śledził jego i Toma, żeby tylko dostać się do tego przedziału. – Wolałbym to jakoś pominąć.

— Żadnemu z nas się to nie podoba, stary – powiedział Avery.

— Jeśli jest coś gorszego niż szkoła – zaczął Lestrange – to właśnie znalezienie pracy.

— I utrzymanie jej – dodał Nott.

Reszta śmierciożerców roześmiała się.

— Muszę powiedzieć, że się z wami nie zgadzam – powiedział Tom cicho. Jego głos z łatwością zwrócił uwagę Ślizgonów. Ich uśmiechy nagle zniknęły. – Ja za to nie mogę się doczekać otrzymania pracy… tak jak każdy ambitny Ślizgon powinien.

Śmierciożercy wydawali się tym urażeni i Harry zastanawiał się, czy Tom powiedział to tylko, żeby obserwować ich reakcje. Harry uśmiechał się lekko, co niezbyt podobało się śmierciożercom. Avery był pierwszym, który zaprzeczył własnym słowom.

— Nie, ja po prostu miałem na myśli, że znalezienie pracy będzie okropne, reszta jest w porządku, naprawdę.

— Cóż, chciałem tylko powiedzieć, że praca sama w sobie jest problemem – Lestrange starał się wytłumaczyć. – Aspiracje nie utrudniają znalezienia pracy.

— Mam ambicję – stwierdził Nott. – Ale nie pomoże mi w znalezieniu pracy.

Dołohow tylko się z nimi zgadzał, gdy zaczęli mówić jeden przez drugiego. Ale żaden z nich nie odważył się skrytykować wypowiedzi Toma bezpośrednio. Zamiast na niego, patrzyli po sobie, gdy starali się przekonać siebie samych, że naprawdę są ambitnymi i prawdziwymi Ślizgonami. Wydawało się to dla nich ważne, nawet jeśli będą nimi jeszcze tylko przez kilka godzin. Wkrótce zaczęli rozmawiać o ich celach w życiu, wchodząc w szczegóły wszystkich marzeń, planów i nadziei, które mieli.

Po jakimś czasie Harry zaczął się zastanawiać, czy Tom obraził śmierciożerców, żeby zmotywować ich do znalezienia pracy. Wydawał się zainteresowany ich rozmową, więc może chciał usłyszeć, jak głośno mówią o swoich planach, żeby pobudzić ich do myślenia o tym…

— Moi rodzice są dziani – powtarzał Avery. Odkąd Lestrange opryskliwie skomentował jego zmienność, już chyba siódmy raz tłumaczył, dlaczego ma tak wiele planów na przyszłość. – Więc tak naprawdę to nieważne, co będę robił. Mogę być kimkolwiek chcę, a moja rodzina zawsze mnie poprze.

Nott i Dołohow zgodzili się z nim. Każdy z nich wychował się w obrzydliwie bogatej, czystokrowistej rodzinie, która pozwoli robić im cokolwiek będą chcieli, dopóki publicznie nie zhańbią ich nazwiska. Harry nie był pewny, czy Avery kiedykolwiek był kimś innym niż tylko śmierciożercą, którego dzieci również zostaną śmierciożercami. Wątpił, żeby mógł osiągnąć coś innego.

— A ty, Jonathan, co zamierzasz robić? – zapytał po jakimś czasie Avery Harry'ego.

— Planuję podróżować – skłamał Harry. Wielokrotnie omówili z Tomem szczegóły ich fałszywych planów na przyszłość, więc był bardziej niż przygotowany na to pytanie. Nie chcieli, żeby śmierciożercy dowiedzieli się, co naprawdę mają zamiar robić. – Więc nie sądzę, że na razie będę miał jedną i tą samą pracę przez dłuższy czas. Nie lubię zbyt długo zatrzymywać się w jednym miejscu, z resztą jak chyba wszyscy dobrze wiecie.

— Och – powiedział Avery i umilkł na chwilę. – Jak masz zamiar to zorganizować?

— Co masz na myśli? – zapytał Harry.

— Cóż, nie masz rodziny ani nikogo, kto miałby pieniądze i chciały ci pomóc…

— Szkoła pożycza pieniądze potrzebującym uczniom – wyjaśnił Harry, rozumiejąc, co Avery chciał zasugerować. – Oczywiście, że nie zostawiliby nas samych sobie, skazując niemal na bezdomność.

— Co? Rozdają pieniądze? – zapytał Dołohow nagle.

— Cóż, można tak powiedzieć, ale musisz je od…

— Gdzie mogę je dostać? – przerwał mu gwałtownie Dołohow.

— Nigdzie – powiedział powoli Harry, lekko zaskoczony.

— Jak to? – zapytał skołowany. Harry przyglądał mu się przez chwilę. Gdy nic nie odpowiedział, Dołohow dodał: - To nie w porządku, że inni uczniowie je dostają, a inni…

— Dołohow – ostrzegł do Nott. Ton jego głosu przyciągnął uwagę Dołohowa, który odwrócił wzrok od Harry'ego.

— Co? – zapytał.

Po tym pytaniu zapadła cisza. Nikt nie wiedział, jak na nie odpowiedzieć. Nott i Lestrange prawie wstrzymywali oddechy, nieswojo spoglądając od Dołohowa do Harry'ego. Avery starał się nie uśmiechać nerwowo. Harry nie wiedział, co odpowiedzieć i odwrócił się do Toma, który z wrogością patrzył na Dołohowa, który dopiero teraz zdał sobie sprawę, że powiedział coś nie tak.

Kiedy Tom w końcu się odezwał, jego głos miał temperaturę zera absolutnego. Każde słowo wypowiadał powoli i uważnie, chcąc torturować Dołohowa strachem.

— Szczerze, nie mogę powiedzieć, że warunki, które trzeba spełnić, żeby dostać „darmowe pieniądze" od szkoły są godne zazdroszczenia…

W przedziale zapanowała absolutna cisza. Harry zauważył, że reszta śmierciożerców jest tak samo przerażona jak Dołohow, który odwrócił wzrok od ich przywódcy. Gdy starał się wytłumaczyć, Dołohow nagle zbladł.

— Nie, ja… Przepraszam! Nie chciałem… Ja tylko… tylko… Jestem idiotą! Nawet nie pomyślałem! Ja…

— Wynoś się – rozkazał Tom cicho.

— Co? Ale… - Dołohow rozejrzał się po innych, ale żaden z nich nie chciał go wesprzeć. Spojrzał na Toma. – Tylko wezmę mój kufer i wychodzę…

— Wynoś się w tej chwili, albo poznasz nową definicję słowa „konsekwencje" - syknął.

Dołohow wpatrywał się w Toma z przerażeniem. Harry zastanawiał się, czy będzie na tyle głupi, żeby dalej się sprzeczać. Jednak chyba rozsądek Dołohowa przeważył, ponieważ skierował się do drzwi przedziału. Nikt się nie odezwał, dopóki nie wyszedł na korytarz, nie zasuwając drzwi do końca. Wszyscy usłyszeli, jak zaczął biec w poszukiwaniu reszty śmierciożerców. Kiedy odnalazł właściwy przedział, śmiech był tak głośny, że bez problemu go słyszeli.

Po chwili zapadła cisza. Śmierciożercy siedzieli zmrożeni i minęła dłuższa chwila, zanim którykolwiek z nich poczuł się na tyle pewnie, żeby spojrzeć na Toma czy Harry'ego. Wciąż byli zawstydzeni i przerażeni. Lestrange pierwszy się odezwał, spoglądając na jednego lub drugiego czarnowłosego sierotę.

Przeczyścił gardło i powiedział:

— Obiecuję, że nigdy nie będę takim idiotą.

Właśnie wtedy rozpromieniony Mulciber odsunął drzwi do przedziału.

— Słyszałem, że wykopaliście Dołohowa! Mogę wejść?

Wszyscy spojrzeli na Toma.

— Jeśli chcesz…

Harry był pewny, że minie jeszcze długi czas, zanim śmierciożercy będą w stanie zacząć swobodnie rozmawiać. Ani on, ani Tom się nie odzywali, co prawdopodobnie było najlepszym rozwiązaniem. Tom zajął się czytaniem, a Harry wpatrywał się krajobraz za oknem. Minęła już połowa podróży, gdy rozmowa śmierciożerców przykuła jego uwagę.

— Voldemort – powiedział Nott. Ta nazwa tak nagle zwróciła uwagę, że gdy poderwał głowę, można było podejrzewać, że coś wyrwało go ze snu. – Mamy chociaż zamiar odtworzyć tę grupę?

Harry, tak jak inni śmierciożercy, spojrzał na Toma. Na ustach Toma zaczął formować się delikatny uśmiech, gdy rozważał to pytanie.

— Cóż, nie jestem co do tego pewny… - Śmierciożercy wsłuchiwali się w każde słowo Toma i teraz Harry zrozumiał, dlaczego tak bardzo chcieli być w tym przedziale. – Mówiąc wprost, nie widzę sensu w dalszych spotkaniach tej grupy poza murami Hogwartu.

Harry był zdziwiony każdym aspektem tej rozmowy. Dlaczego Tom nie afiszował się z pomysłem odtworzenia grupy śmierciożerców? Z całą pewnością planował zgromadzenie swoich popleczników wokół siebie… I skąd Nott wiedział o „Voldemorcie"? Co więcej, jak mógł nie wiedzieć, że Nott znał te nazwę? Powinien to zobaczyć w jego myślach.

— Sądzę, że jest wiele powodów, żeby nadal spotykać się poza Hogwartem – zaprzeczył Nott. Tom wyglądał, jakby niemal był pod wrażeniem tego stwierdzenia.

Nagle Harry'ego uderzyła myśl. Może Tom w tej chwili nie chciał zatrzymać śmierciożerców… Może będzie jakiś punkt zwrotny w jego życiu, kiedy jednak stwierdzi, że nadal chce spotykać się ze swoimi poplecznikami i on, Harry, będzie w stanie go od tego odwieść. Gdy zdał sobie z tego sprawę, niemal wtrącił się w rozmowę. Jednak zanim miał okazję cokolwiek powiedzieć, Tom odezwał się pierwszy.

— Rozwiń swoją myśl – powiedział Tom.

Nott uśmiechnął się lekko i spojrzał na śmierciożerców, szukając u nich potwierdzenia.

— Cóż, wciąż jest mnóstwo rzeczy, których możesz nauczyć nas o czarnej magii – zaczął Nott. – Jest wiele klątw, a nawet dziedzin magii, o których my nie mamy pojęcia.

— Moglibyście sami rozwijać swoje umiejętności w czarnej magii – zauważył Tom cicho. – Jaki jest sens w uczeniu was czegokolwiek, skoro opuściliśmy Hogwart?

— Będziemy się uczyć tego w tym samym celu, w którym zawsze się uczyliśmy – powiedział Nott. – Nawet jeśli to oznaczałoby tylko korzyści osobiste.

— I co zrobicie z tą wiedzą?

— Och, ja… - Wyglądało na to, że Nott nie wie, co na to odpowiedzieć.

— Skoro potrzebujesz powodu, wciąż są mugole i szlamy, których możemy prześladować, więc po prostu możemy zacząć na nich testować naszą wiedzę – stwierdził Avery. Lestrange i Mulciber uśmiechnęli się na to.

— Ach, ale na świecie jest już wiele czarownic i czarodziejów, którzy prześladują mugoli i szlamy – zauważył Tom. – Jaki będę miał pożytek z uczenia was, jeśli potem po prostu dołączycie do nich i dacie się złapać? Nie mam z tego żadnych korzyści.

Harry miał przeczucie, że Tom ponownie bawi się swoimi poplecznikami i nagle stracił pewność, że śmierciożercy kiedykolwiek znikną na zawsze. Tom prawdopodobnie jeszcze bardziej wiązał ich ze sobą, doprowadzając do tego, że przypominali sobie nawzajem, dlaczego przede wszystkim uczyli się czarnej magii. Śmierciożercy byli bardziej niż chętni na dowiedzenie swojej lojalności.

— Nie dołączymy do nich! – wykrzyknął Avery. – Nie będziemy służyć nikomu oprócz ciebie. Żaden z tych ludzi nie zna nawet połowy czarnej magii, którą my znamy lub poznamy. A na pewno nie znają czarnej magii tak dobrze, jak ty ją znasz.

Tom ponownie się uśmiechnął.

— Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem, Avery. Nie sądziłem, że jesteś tak zaangażowany w to, czego uczę.

Avery również się uśmiechnął, jawnie dumny z bycia docenionym przez Toma.

— Jednak tak jest. Prawdopodobnie wiesz o czarnej magii więcej, niż ludzie cztery razy starsi od ciebie.

— Więc rozważysz chociaż odtworzenie tej grupy poza Hogwartem? – zapytał Nott, widząc słaby punkt Toma w jego zadowoleniu oddaniem Avery'ego.

Tom zastanawiał się nad tym przez chwilę.

— Możliwe…

Czwórka śmierciożerców rozpromieniła się.

— Ale prawdopodobnie minie co najmniej kilka lat – dodał Tom. – Nie możemy tego uważać za zwykły dodatek do naszego życia. Jest zbyt wiele politycznych ograniczeń, na które musimy uważać. Wszystko to będzie bardziej nielegalne i postrzegane jako przestępstwa niż cokolwiek, co wcześniej robiliśmy.

Wyglądało na to, że entuzjazm śmierciożerców jeszcze wzrósł.

— I tak będzie to genialne – powiedział Mulciber.- Naprawdę będzie warto.

— Dołączysz do nas, Jonathan? – zapytał nagle Avery.

Harry spojrzał na Avery'ego. Nie dyskutowali z Tomem, czy ich grupa naprawdę zostanie odtworzona poza szkołą…

— Erm, tak… Oczywiście.

— Dobrze – uśmiechnął się Avery. Harry zastanawiał się, dlaczego się tym interesował, ale szybko otrzymał odpowiedź. – Potrzebujemy więcej osób tak potężnych, jak ty.

— Masz rację – odpowiedział i Avery odwrócił się, zadowolony.

Śmierciożercy zaczęli rozmawiać o tym podekscytowani, ale szybko zdali sobie sprawę, że już prawie dotarli na dworzec King's Cross. Mulciber wyszedł z przedziału nawet zanim pociąg się zatrzymał, żeby powiedzieć reszcie o decyzji Toma.

Harry czuł się tym wszystkim oszołomiony. Ledwo mógł uwierzyć, że opuszcza Hogwart i zamierza zamieszkać z Tomem… to trochę szalone.

— Cóż, zakładam, że na teraz to nasze pożegnanie – powiedział Avery, zwracając się głównie do Toma.

— Przypuszczam, że tak – odpowiedział spokojnie Tom.

— Będę tęsknił, stary – powiedział Mulciber do Avery'ego. – Prawdopodobnie szybko się nie zobaczymy…

— Tak - zgodził się Avery. – Ja też będę tęsknił.

Harry nie był zaskoczony, że każdy z nich głównie śmieje się podczas tego długiego pożegnania. Był pewny, że nadal pozostaną w kontakcie, nawet listownym, jeśli naprawdę będą chcieli. Pożegnali się z nim również osobiście, życząc mu powodzenia w zmyślonej podróży. Po kilku minutach wyszli z przedziału i dołączyli do reszty uczniów na korytarzu. Wiele ludzi czekało na peronie i Harry nie zdziwił się, że niektórzy śmierciożercy niemal zniknęli z jego widoku.

Tom jednak szedł ciągle obok niego. Niemal wyczuwał obecność chłopaka po swojej prawej stronie. Nie musieli się już żegnać z żadnymi śmierciożercami i skierowali się prosto do wyjścia z peronu, ciągnąc za sobą kufry. Nie rozmawiali wiele, ale tłum wokół nich był tak głośny, że trudno było cokolwiek usłyszeć.

Po przejściu przez barierkę przekonali się, że na zewnątrz było niemal tyle samo osób. Wyszli dworca, idąc wzdłuż jednej z ulic.

— Co to była za nazwa, której użył Nott w pociągu? – zapytał ostrożnie Harry, gdy oddalili się od dworca. – Voldie…

— Voldemort – dokończył Tom. – Moi przyjaciele czasami tak do mnie mówią.

— Nigdy wcześniej go nie słyszałem – zauważył Harry. – Niczego też nie zauważyłem w ich umysłach.

— Nieczęsto o nim pamiętają – przyznał Tom. – Ale czasami przypominają sobie, że dobrze go użyć w rozmowie ze mną.

— Dlaczego go używają? – zapytał, chcąc usłyszeć wyjaśnienie z ust Toma. Dobrze wiedział, że chciał przez to wywołać strach u śmierciożerców i reszty świata.

Tom umilkł na chwilę, zanim na to odpowiedział.

— Prawdę mówiąc wolę je od mojego prawdziwego imienia… Odróżnia mnie od mojego ojca.

— Och… - Harry całkowicie zapomniał o tej kwestii. – Przepraszam.

— Nie przepraszaj – powiedział Tom z uśmiechem. – To słabość, która powinna zostać wykorzystana przy najważniejszych kłamstwach i kluczowych momentach.

Harry spojrzał na Tom i tylko kiwnął głową w odpowiedzi. Tom prowadził ich wzdłuż wyludnionej i niezbyt dobrze oświetlonej ulicy.

— Ty sam eksperymentujesz ze zmienianiem nazwisk – przypomniał mu Tom.

— Rzeczywiście – zgodził się Harry. – Sądzę, że warto to robić, gdy wymaga tego sytuacja.

Tom zaczął wolniej iść i w końcu się zatrzymał. Harry również przystanął i spojrzał na Toma. Miał już zapytać, czy coś się stało, ale Tom nagle się uśmiechnął.

— Podaj mi swoją rękę.

Harry wahał się tylko przez chwilę. Tom objął jego dłoń.

— Dlaczego? – zapytał Harry.

— Żeby się teleportować – powiedział Tom.

— Potrafię się sam teleportować – stwierdził Harry.

— Tak, ale nie wiesz, gdzie chcę nas teleportować.

Harry kiwnął głową i wkrótce deportowali się z ulicy, na której stali. Gdy okropne uczucie przeciskania się przez wąską szczelinę minęło, Harry rozejrzał się po nowym otoczeniu. Stali na innej ulicy, ale było oczywiste, że znajdują się w innym mieście. Wyglądało na to, że znajdowali się centrum przytulnej wioski.

— Gdzie jesteśmy? – zapytał Harry.

— Upper Flagley – odpowiedział Tom. – Wioska w Yorkshire częściowo zamieszkana przez czarodziei.

Tom ruszył do przodu i Harry podążył za nim, rozglądając się dokoła. Był pewny, że słyszał o tej wiosce. Rozpoznawał to miejsce, co trochę go dziwiło…

— Chyba już tu kiedyś byłem.

Tom zatrzymał się bez ostrzeżenia.

— Kiedy?

— Chyba z Hermioną i Ronem… - umilkł nagle. Bezowocnie szukali horkruksów Voldemorta w tej wiosce i w ciągu tego czasu prawie nic się tutaj nie zmieniło. Nie przejmował się, że użył imion Hermiony i Rona przy Tomie, ponieważ to, co prawie po tym powiedział, było o wiele ważniejsze. Nie powinien nawet wiedzieć, co to jest horkruks.

— Ale nikt nie wiedział, że tutaj byłeś? – zapytał Tom. – Na przykład któryś z popleczników Grindelwalda?

— Nie – odpowiedział Harry stanowczo. – Nie sądzę nawet, żeby sądzili, że nadal żyję.

Tom kiwnął głową i ponownie zaczął iść. Wkrótce Harry zauważył, że idą w stronę czarodziejskiej gospody. Gdy weszli do środka, Harry stwierdził, że jest całkiem cicha i spokojna. Około pięć czarownic i czarodziejów, rozmawiających i śmiejących się, przebywało wewnątrz, a jedyny barman stał za barem. Tom podszedł prosto do niego.

— Co mogę wam podać? – zapytał barman z uśmiechem.

— Tak właściwie to chcieliśmy wynająć pokój – odpowiedział Tom, nie odwzajemniając uśmiechu.

Barman spojrzał na Toma, zanim jego wzrok nie przeniósł się na Harry'ego.

— Jesteście braćmi czy coś?

— Tak – skłamał gładko Tom.

Na twarz mężczyzny powrócił uśmiech.

— Jak długo w takim razie macie zamiar zostać?

— Przynajmniej tydzień lub dwa.

— Jak się nazywasz?

— Tom Riddle.

— A on?

— Eric – skłamał Tom. – Eric Riddle.

— Cóż, Tomie, Ericu, zobaczmy, co mogę wam zaoferować… - Barman wyjął spod baru masywną i bez wątpienia bardzo starą księgę.

— Macie nazwiska wszystkich ludzi, którzy się tu zatrzymywali? – zapytał Tom miękko.

— Tak – odpowiedział barman. – Zajmujemy się tym od setek lat. No, a teraz spójrzmy… Mamy dużo gości, w końcu jest lato. Obawiam się, że nie mamy wolnego pokoju z dwoma łóżkami…

Harry poczuł lekki ruch powietrza, ale nie zauważył, żeby któreś drzwi były otwarte.

— A może są wolne pokoje z podwójnym łóżkiem? – zapytał Tom.

Barman zmarszczył brwi, spoglądając na księgę ze zmieszaniem. Harry zaczął się martwić, czy mężczyzna nie uważa tego za dziwną prośbę… Nagle rozpoznał objawy zaklęcia Confundus. Uśmiechnął się lekko. Tom bez wątpienia rzucił to zaklęcie na barmana.

Zmieszanie barmana zniknęło, gdy zauważył, że rzeczywiście jest wolny pokój z podwójnym łóżkiem. Podniósł wzrok, uśmiechnięty.

— Wygląda na to, że macie szczęście! Mamy pokój idealny dla was.

— Bardzo dobrze – skomentował Tom.

Uśmiech barmana ponownie zmalał i spojrzał na nich.

— Nie macie problemu z dzieleniem tego samego łóżka?

— Jesteśmy braćmi – przypomniał mu Tom.

— Oczywiście – odpowiedział barman z uśmiechem. Ale zmieszanie u mężczyzny nie zmalało i Harry zdał sobie sprawę, że Tom musiał rzucić zbyt silny czar. – Dlaczego nie chcecie zarezerwować osobnych pokoi?

Tom nie kłopotał się z odpowiedzią. Rzucił kolejne niewerbalne zaklęcie i z twarzy barmana znikły jakiekolwiek emocje.

— Zarezerwuj nam pokój dla dwóch osób – nakazał Tom cicho.

Barman tym razem posłuchał Toma i właśnie zapisywał ich nazwiska w księdze. Gdy pokazał im, gdzie znajduje się ich pokój, wyszli, by go znaleźć. Inne czarownice i czarodzieje nie zauważyli nic dziwnego w nowych przybyszach, tak samo jak barman, który znajdował się pod wpływem Imperiusa. Harry uśmiechnął się lekko, gdy wchodzili po drewnianych, skrzypiących schodach na wyższe piętro.

Ich pokój był prosty, ale wydawał się przytulny. Łóżko stało naprzeciw wejścia, pozostawiając w pokoju jeszcze wiele przestrzeni. Po lewej stało biurko ustawione pod oknem, z którego w ciągu dnia rozpościera się przyjemny widok na ulicę. Po prawej stała komoda, obok której najprawdopodobniej znajdowały się drzwi do łazienki. Kiedy Tom zamknął za nimi drzwi, hałasy dochodzące z dołu zostały wyciszone.

Tom odłożył swój kufer na łóżko. Harry podążył w jego ślady, zadowolony, że ich podróż nareszcie się skończyła. Zauważył, że Tom mu się przygląda i obrócił się w jego stronę. Tom z lekkim uśmiechem podszedł do niego, skracając między nimi dystans.

— Eric Riddle – powiedział bardzo cicho. – Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podoba, nawet jeśli nazwisko zostało zbrukane…

Harry odwzajemnił uśmiech i poczuł, że Tom obejmuje jego dłonie.

— Ale imię nie było potrzebne – zauważył Harry. – Co się stało z twoim Confundusem, którego rzuciłeś?

— Był albo zbyt potężny, albo to nie było odpowiednie zaklęcie przy tym czarodzieju – powiedział Tom. – Imperius był znacznie skuteczniejszy.

— Odkryje, że coś mu zrobiliśmy – stwierdził Harry.

— Nie sądzę, żeby miał cokolwiek podejrzewać…

Harry starał się domyślić, co Tom chciał przez to powiedzieć. Prawdopodobnie musiał mu wydać inne polecenia.

— Co kazałeś mu zrobić?

— Pić – przyznał Tom. – Wystarczająco, żeby myślał, że upił się pod wpływem chwilowej zachcianki, przez co zapomni, kim naprawdę jesteśmy. Bez wątpienia będzie zbyt zażenowany, żeby rozmawiać z nami o pokoju albo o tym, że wpisał nas jako „Voldemort i Tromedlov" w swojej księdze.

— Tromedlov? – zapytał Harry zaskoczony.

— Voldemort czytany od tyłu – wyjaśnił z uśmiechem Tom. – Uważam to za zabawne... Nie sądzę, że będziesz chciał się ukrywać pod tak okropną nazwą.

Harry roześmiał się cicho, zadowolony, że Tom znalazł w tym jakąś radość.

— Można uznać, że to dużo zachodu, żeby tylko wynająć pokój.

— W przeciwieństwie do ciebie uważam, że to całkiem ryzykowne – powiedział Tom. Uśmiechnął się ponownie i podniósł dłoń Harry'ego do swoich ust. – Za wynajęcie idealnego pokoju to całkiem dobra cena.

Tom delikatnie pocałował jego dłoń, nie odrywając wzroku od Harry'ego.

— W takim razie nie mogę sobie wyobrazić, jak z będzie wyglądało wynajmowanie z tobą prawdziwego mieszkania…

— Będzie warto – wyszeptał Tom. – Jeśli wciąż będziesz moim małym sekretem…

Tom pochylił się i delikatnie pocałował Harry'ego. Przez chwilę obaj cieszyli się tylko tak małym dotykiem, zanim Harry oddał pocałunek z większą pasją. Tom przesunął językiem po wargach Harry'ego. Ich pocałunek pogłębiał się i Tom gładził jego boki. Harry wplątał palce w włosy Toma. Ich oddechy stawały się coraz cięższe i urywane z każdą sekundą, a ich ciała przyciskały się do siebie w gorączkowym uścisku.

Tom odsunął się lekko i przeniósł swoje pocałunki na szyję Harry'ego. Harry westchnął lekko i Tom popchnął go delikatnie do tyłu, co skończyło się tym, że obaj upadli na łóżko. Tom uśmiechnął się, przyglądając się leżącemu pod nim Harry'emu. Harry upajał się widokiem Toma ze zmierzwionymi włosami i pożądaniem odbijającym się w jego oczach. Tom zawsze cieszył się dominacją. Ponownie zaczął całować szyję Harry'ego, jego palce zręcznie odwiązywały ślizgoński krawat. Harry był pewny, że to ostatni raz, gdy Tom musiał odwiązywać ten krawat.

Usta Toma przesunęły się w kierunku jego ucha i delikatnie przejechał językiem po małżowinie, zanim zaczął ją lekko ssać. Harry jęknął cicho, czując dreszcze przyjemności rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa. Tom wysyczał jego imię w wężomowie, odrzucając krawat i bez trudu rozpinając jego koszulę. Harry przestał panować nad swoimi reakcjami, gdy Tom zaczął gładzić jego nagi tors. Ledwo mógł uwierzyć, jak wspaniale było mu z Tomem.