Mogę załatwić zaświadczenie od lekarza, że potrzebuję ich do zachowania zdrowia psychicznego.


12. Przez kilka sekund Eric nadal wpatrywał się we mnie nic nie mówiąc, jakby starał się odgadnąć, na ile jestem poważna.

- Wiesz, że nie będzie odwrotu – powiedział w końcu. To nie było pytanie, raczej ostrzeżenie. – Wiesz, że nie pozwolę ci więcej mnie unikać.

Skinęłam głową. Nie miałam zamiaru go unikać. Nie patrząc pozwoliłam moim palcom wędrować w dół w stronę kolejnych guzików, żeby pokazać mu JAK BARDZO nie chciałam go unikać.

- Nie pozwolę ci odejść – ciągnął ledwie powyżej szeptu, prawie cedząc słowa przez zęby. W jego oczach zapalił się twardy błysk i wiedziałam, że nie żartuje. – Nie pozwolę ci bawić się moim kosztem. To koniec. Nie pozwolę ci sprawić, żebym uwierzył, że jesteś moja, tylko po to, żebyś potem spanikowała i natychmiast zaprzeczyła wszystkiemu. Jeśli to jest moja szansa, to chcę ją dostać naprawdę. Musisz wiedzieć, że nie pozwolę ci więcej uciekać.

Muszę przyznać, że nigdy nie pomyślałam o tym w ten sposób. Eric na tyle skutecznie udawał zimnego drania, że spławianie go przychodziło mi dotąd zupełnie bez wyrzutów sumienia.

- Nie chcę więcej uciekać – powiedziałam i mówiłam prawdę. W tej samej sekundzie, w której pozwoliłam sobie go pragnąć, zrozumiałam, że pragnę go desperacko. – Jestem zmęczona uciekaniem.

- Obiecaj mi – w jego głosie dźwięczała determinacja.

Moje serce łomotało w równej mierze ze strachu, co w oczekiwaniu.

Wsunęłam ręce pod świeżo rozchylone poły jego koszuli i położyłam dłonie płasko na jego piersi. Dotykanie jego skóry przynosiło ulgę.

- Obiecuję – powiedziałam.

Stało się. Zrobiłam to. Złożyłam broń.

Eric wydał niski pomruk, dźwięk, którego nie byłam nawet w stanie nazwać. Pozwoliłam moim dłoniom powędrować w górę, do jego ramion, spychając obraźliwą tkaninę dalej na boki i odsłaniając więcej skóry. Nie potrafię opowiedzieć, jak bardzo tęskniłam za tymi ramionami. Opuściłam wreszcie wzrok, tylko po to, by złożyć pocałunek po środku jego piersi. Może się wydawać dziwne, że nie próbowałam wyhamować biegu wydarzeń i że przeszłam prosto od nerwowego unikania jego wzroku i szukania sposobu na wymknięcie się z pokoju do rozbierania go, bez żadnych stadiów pośrednich, ale trzeba wziąć poprawkę na jedną rzecz: przede mną stał Eric.

E-R-I-C.

Nie było na jego ciele ani jednego centymetra kwadratowego, na który mogłabym spojrzeć, żeby nie zobaczyć czegoś, co by mi się nie podobało. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałam go bez koszuli, ale wewnętrzny głos szeptał mi w odpowiedzi, że zbyt dawno.

Cóż mogę rzec – jestem zdrową, heteroseksualną kobietą.

- Przytul mnie? – powiedziałam.

Eric zaśmiał się w głos i to sprawiło, że nerwowa część napięcia znikła jak ręką odjął.

- O tak – odparł i nareszcie mnie objął.

Przycisnął mnie do siebie i zdecydowanym gestem położył dłoń na moim policzku, by odchylić moją głowę pod idealnych kątem do pocałunku. Nie zrobiłam niczego, aby powstrzymać jego drugą, wędrującą dłoń.

Usłyszałam szelest tkaniny, kiedy koszula Erica opadła na podłogę i wydałam niecierpliwy odgłos, który został stłumiony przez miękkie wargi Erica.

W tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi.

Eric warknął. Stężałam.

- Zignoruj to – powiedział w moje usta.

Uniósł mnie lekko i automatycznie owinęłam nogi wokół jego talii.

- Co, jeśli to coś ważnego? – zapytałam pomiędzy pocałunkami.

- TO jest ważne.

Zrobił dobrze wykalkulowane dwa kroki w tył, uderzył łydkami o krawędź łóżka i nawet nie patrząc za sobie rzucił się plecami na materac, pociągając mnie ze sobą, tak że wylądowałam na nim.

Jeśli miałabym wskazać jakiś plus zarozumiałości Erica (którego ego osiąga w pechowy dzień rozmiary średniej wielkości kraju), byłby nim zupełny brak kompleksów na punkcie własnej męskości. Eric był perfekcyjnie zadowolony z mojej obecnej pozycji.

Pukanie powtórzyło się, tym razem bardziej natarczywe.

- Eric – powiedziałam siadając prosto.

Warknął głośniej, z irytacją.

- Kto tam? – zawołał.

- Bill – odpowiedział głos zza drzwi.

Miałam ochotę walnąć głową w ścianę. Eric przewrócił oczami.

- Jestem zajęty! – krzyknął.

Przyciągnął mnie w dół i powrócił do całowania mnie, jakby nigdy nie przerywał.

- Eric – wydusiłam z trudem łapiąc oddech. – Bill…

- Mnie nie obchodzi.

Rozproszył mnie kompletnie na kilka kolejnych sekund. Poprowadził moją rękę wzdłuż swojego ciała, by pokazać mi, jak bardzo mnie pragnie. Oddech uwiązł mi w gardle. Mogłam go mieć, tu i teraz.

Coś jednak nie dawało mi spokoju.

- On tam stoi i słucha – powiedziałam, gdy znów udało mi się od niego oderwać.

- To nie moja wina, jeśli jest masochistą – odparował Eric całując moją szyję i wsunął rękę pod moją bluzkę.

O mój Boże!

- Ściągnij to – powiedział zerkając na moje ubrania z czystą nienawiścią.

Wydałam odgłos podejrzanie podobny do szlochu. Przysunęłam się do niego najbliżej, jak tylko mogłam. Naprawdę nie chciałam przerywać. Kły Erica drażniły wrażliwą skórę u podstawy mojej szyi. Jego dotyk był cudowny.

- Eric, to pilne! – dobiegł zza drzwi głos, o którym niemal zdążyłam już zapomnieć.

Otrząsnęłam się z gęstej mgły pożądania i niechętnie spróbowałam odsunąć się od Erica. Przytrzymał mnie mocno.

- Nie TERAZ! – zawołał głośno, chociaż nie wiem, do kogo tak naprawdę mówił, bo patrzył nadal na mnie.

- Bill… - zaprotestowałam słabo.

- Dlaczego muszę ciągle słuchać jego imienia, kiedy jesteś ze mną?

Prychnęłam. Wiedział dobrze, co miałam na myśli.

Jakkolwiek nie miałyby się sprawy pomiędzy Billem a mną, nie miałam zamiaru pójść do łóżka z Erikiem, kiedy ten pierwszy stał tuż pod drzwiami.

- Musisz mu otworzyć – nie mogłam powstrzymać całkowicie westchnienia.

- Pieprzyć go – powiedział Eric.

Uniosłam sceptycznie brwi rzucając mu pytające spojrzenie, na co odpowiedział asymetrycznym uśmiechem.

- Masz rację – szepnął ocierając się twarzą o zagłębienie przy moim obojczyku i posyłając nowe dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa. – To by było zbyt perwersyjne, nawet dla mnie.

Skrzywił się, kiedy Bill ponowił atak racząc nas nową serią łomotania.

- Eric, wpuść mnie, muszę z tobą porozmawiać przed rozprawą!

Racja. Rozprawy. Z pewną satysfakcją pomyślałam, że Eric też zdawał się o nich zapomnieć.

- Później – pocieszyłam szeptem Erica nagle zdając sobie sprawę, że jego ociąganie wynikało między innymi z wciąż obecnego podejrzenia, że jeśli tylko wypuści mnie, zmienię zdanie.

- Obiecałam – przypomniałam mu gładząc go uspokajająco po obnażonych ramionach.

Bardzo niechętnie pozwolił mi wstać, ale zanim zdążyłam zrobić cokolwiek innego, wsunął mi do kieszeni hotelowy klucz. Klucz, który zdecydowanie nie był kluczem od mojego pokoju. Wiem, bo obejrzałam go dwa razy, żeby się upewnić. Wzruszył ramionami, kiedy spojrzałam na niego oczekując wyjaśnienia.

- Obiecałaś – powtórzył po mnie. Spryciarz.

Przełknęłam ślinę. Miałam tylko nadzieję, że w ciągu kilku kolejnych godzin nie stracę odwagi. Bez słowa podałam mu koszulę i wygładziwszy pobieżnie własne ubranie odmaszerowałam w stronę drzwi i otworzyłam je z rozmachem. Teraz, kiedy odwróciłam się od Erica, zaczynałam być wkurzona, że nam przerwano. Istnieje pewien limit seksualnej frustracji, który jest w stanie znieść kobieta, zanim nie zacznie wyładowywać jej niszcząc przypadkowe obiekty, a moja cierpliwość była w ostatnich dniach poważnie testowana przez bliskość Erica.

Bill był tak zaskoczony, że wpadł do środka niemal potykając się w progu.

- O co chodzi, Bill? – zapytałam lodowatym tonem.

Jego oczy rozszerzyły się jak spodki, kiedy mnie zobaczył i poczułam, jak mimowolnie zaczynam się rumienić, kiedy zdałam sobie sprawę, że moje usta są spuchnięte od pocałunków Erica i pomimo moich zabiegów jestem z pewnością potargana, ale uparcie trzymałam wysoko głowę odmawiając pokazania mu w jakikolwiek sposób, że się wstydzę.

- Sookie?

- Bill – powiedział pozornie zrelaksowany głos za moimi plecami, mimo że skądinąd wiedziałam, że prawdziwe uczucia jego właściciela oscylują pomiędzy irytacją, a głęboką, złośliwą satysfakcją. - Zdaje się, że powinienem ci pogratulować. Słyszałem, że jesteś gwiazdą internetu. Twoje zdjęcie bije rekordy wyświetleń. Podobno nawet Thalia umieściła do niego link na swoim blogu.

Bill. Zdjęcie. Pam.

Nie zrobiłaby...

Oczywiście, że to zrobiła.

Bill przesunął zszokowany wzrok ze mnie na Erica i utkwił go w jego nonszalancko krzywo zapiętej koszuli. Rzuciłam Ericowi ostre spojrzenie. Z mojego doświadczenia wynikało, że wampiry rzadko robią coś przypadkiem.

Mężczyźni. W pewnych kwestiach są tacy sami, żywi, czy nieumarli, wszyscy jak leci.

Bill wpatrywał się w te same guziki, które niedawno głaskałam, jakby każdy z nich był tarantulą. Eric wybrał ten moment, żeby poprawić spodnie i spojrzenie Billa bez pudła przesunęło się niżej. Nagle stwierdziłam, że naprawdę nie ma żadnego powodu, dla którego musiałabym zostawać razem z nimi w jednym pokoju, dopóki nie rozwiążą swoich spraw.

- Zostawiam was, żebyście mogli porozmawiać – powiedziałam i udało mi się nawet zabrzmieć, jakbym czyniła to z czystej uprzejmości.

- Wróć tutaj, albo poszukaj mnie, kiedy królowa cię zwolni. Jeśli mnie nie znajdziesz, ja znajdę ciebie – wymruczał Eric uśmiechając się złowieszczo.

Usta Billa zamieniły się w cieniutką, wąską kreskę. Wyprostował się, jakby to mogło sprawić, że stanie się wyższy od Erica. Zrobiło mi się go trochę żal. Żadne z nas nie miało złudzeń, że Eric zaprasza mnie na herbatę. Oraz że pomysł, by Bill mógł rywalizować ze swoim szeryfem pod względem jakichkolwiek wymiarów, jest czystym absurdem. Przynajmniej miałam nadzieję, że Bill zdaje sobie z tego sprawę.

- Tak, tak – powiedziałam pokrywając westchnieniem wewnętrzny chichot, jaki wzbudziła we mnie ostatnia myśl. - Bawcie się dobrze, chłopcy.

- Do zobaczenia, kochaneczko.

Skamieniałam. Mróz ściął mi krew w żyłach. Spieszczenie było odrobinę zbyt podobne do tego, którego używał Eric przeklęty przez Hallow. Na kilka długich sekund zapadła cisza.

- O co chodzi? - zapytał w końcu zniecierpliwiony Eric, oczywiście natychmiast orientując się, że coś jest ze mną nie tak.

Zaschło mi w gardle.

- Nazywałeś ją tak, kiedy miałeś amnezję – odpowiedział ku mojemu zaskoczeniu Bill.

Nie wiedziałam nawet, że zauważył ten zwyczaj Erica, widzieli się wówczas tylko w noc tuż przed bitwą.

- Interesujące – stwierdził z wolna Eric.

Jak na to wpadłeś, Holmesie?

- To nic takiego. Zbiłeś mnie z tropu – bełkotałam nerwowo. - Na razie!

Obróciłam się na pięcie i czmychnęłam z pokoju. Oparłam się plecami o zatrzaśnięte drzwi i odetchnęłam głęboko. Noc dopiero się rozpoczęła.