Zdrajca
Szpiegując kamratów i Czarnego Pana daję upust uczuciom które mnie przepełniają i nie dają spokoju: Niepokojowi, niepewności i lękowi o Lily, przygniatającemu poczuciu winy, nienawiści do siebie i do Czarnego Pana i mam nadzieję, że takim postępowaniem chronię Lily naprawiając błąd jakim było przekazanie przepowiedni mojemu Panu. Już nie chcę aby Czarny Pan wygrał, nie marzę o bogactwie i stanowisku w Ministerstwie, nawet Azkaban i własna śmierć mnie nie przerażają. Chcę tylko, żeby Lily przeżyła i była szczęśliwa. Jestem sprytny i mam duże doświadczenie w szpiegowaniu. Staram się nie zmieniać trybu życia. Informacje których udziela mi Czarny Pan przy omawianiu eliksirów konfrontuję z informacjami uzyskanymi od śmierciożerców, w knajpach i przy kieliszku. Pierwszymi ofiarami mojej szpiegowskiej działalności padają Rosier i Wilkes. Cioteczny wujek z partnerem wpadli w zasadzkę zastawioną przez aurorów na podstawie przekazanych przeze mnie informacji... Nie dali się wziąć żywymi, zginęli w walce bo wiedzieli co ich czeka gdy zostaną złapani, popełnili zbyt wiele zbrodni, byli zabójcami w służbie Czarnego Pana. Czuję do siebie pogardę... Zdrajca, oto kim jestem, zdrajca. Czemu moje życie musi być tak skomplikowane? Czemu muszę dokonywać tak trudnych wyborów? Życie moich kumpli za życie Lily. Nie czuję się dobrze szpiegując dla Dumbledore, robię to przeciw sobie, tylko dla Lily. Szpiegując i przekazując informacje Dumbledore, udało mi się uratować życie kilku szlamom wraz z rodzinami, mugolom z pewnego miasteczka gdzie chcieliśmy się zabawić, a także Loovengoodowi - czystej krwi wydawcy "Żonglera", wraz z rodziną.
xxx
Z Dumbledore kontaktuję się za pomocą skrzydlatego medalionu zawieszonego na mojej szyi, ale w marcu 1981 roku, po czterech miesiącach od pamiętnego spotkania na szczycie wzgórza spotykamy się ponownie w sprawie pracy, w saloniku gospody "Pod Świńskim Łbem". Po ukazaniu się w prasie anonsu o wakacie na stanowisku nauczyciela eliksirów w Hogwarcie, zgodnie z wolą mojego Pana wysłałem magiczne cw i zwrotną sową otrzymałem termin rozmowy kwalifikacyjnej. Dumbledore tym razem zabezpieczył salonik przed podsłuchem i razem zastanawiamy się jak mam poinformować Czarnego Pana o tym, że dostałem tą posadę.
- Severusie, Tom domyśla się, że wiem, że jesteś śmierciożercą. Najlepiej będzie jak powiesz, że wstydzisz się swojej przeszłości w szeregach śmierciożeców, czujesz skruchę i chcesz zmienić swoje życie. Ja się wtedy wzruszę i przebaczę ci, to będzie zgodne z wyobrażeniami twojego Pana na mój temat.
- Masz rację,- odpowiadam uśmiechając się lekko,- takie właśnie wyobrażenie o tobie ma Czarny Pan.
- I Severusie, będziesz musiał mu powiedzieć, że poprosiłem cię o szpiegowanie. Riddle będzie się tego spodziewał bo nie raz próbowaliśmy umieścić szpiega w szeregach śmierciożerców, a jeżeli nie powiesz mu tego czego się spodziewa, to zacznie coś podejrzewać.
Dumbledore przy mnie unika nazywania mojego Pana po imieniu, a powiedzenie "Czarny Pan" nie przeszłoby mu przez gardło.
-Dobrze,- zgadzam się.
Dumbledore ma rację, Czarny Pan zawsze uważał go za bardzo potężnego, inteligentnego czarodzieja i może zacząć się dziwić, że tak łatwo poszło mi z dyrektorem.
-Muszę zbudować w umyśle drugi pojemnik na oklumowane myśli,- wolno mówię, - bardziej dostępny niż ten pierwszy, żeby tak wprawny legilimanta jakim jest mój Pan mógł złamać bariery, jednak na tyle niedostępny by nie wzbudzić jego podejrzliwości.
-Genialnie, Severusie,- Dumbledore jest wyraźnie zadowolony. -Musisz mu pokazać jak mnie okłamujesz i musisz to zrobić bardzo wiarygodnie.
-Co mam ci niby pokazać na dowód mojej skruchy?
-Myślę, że to co wyprawiałeś w tej mugolskiej wiosce, to będzie wystarczające, - odpowiada po głębszym zastanowieniu Dumbledore.
-Tak, masz rację, chyba tak.
Wraz z dyrektorem na potrzeby Czarnego Pana odgrywamy teatr pod tytułem: "Skrucha śmierciożercy i przebaczenie dyrektora Hogwartu". Na koniec przedstawienia Dumbledore ze łzami w oczach opiniuje pozytywnie moje podanie mówiąc mi, że pracę rozpoczynam pierwszego lipca.
W domu koncentruję się i osobno, nie tak dokładnie jak najważniejsze wspomnienia, oklumuję moje czarno magiczne wyczyny oraz wszystko to, co dotyczy śmieciożerców i Czarnego Pana. Genialny legilimenta jakim jest Czarny Pan wiedząc, że coś oklumuję, będzie w stanie przełamać te bariery. Dumbledore też oczywiście byłby w stanie ale mój Pan jest przekonany, że szlachetny gryfon nie zastosuje tak brutalnej i głębokiej legilimencji bez potrzeby. Czarny Pan spodziewałby się właśnie takiego zachowania po Dumbledore i w tym upatruję szansę na powodzenie tego karkołomnego planu. Gotowy, przygotowany na mentalną torturę, na bardzo brutalną i bolesną penetrację mego umysłu przez legilimentę, aktywuję Mroczny Znak który mam wypalony przedramieniu prosząc w ten sposób Czarnego Pana o spotkanie. Wezwanie przychodzi wieczorem. Aportuję się przed Czarnym Panem i zdaję sprawozdanie ze spotkania z Dumbledore. Lord wchodzi do mojego umysłu unieruchamiając mi głowę i patrząc w oczy. Jego penetracja, tak jak się spodziewałem, sprawia mi straszliwe cierpienie, i gdy legilimenta opuszcza wreszcie mój umysł, to wiję się z bólu na podłodze chroniąc rękoma głowę. Czarny Pan cierpliwie czeka, aż się pozbieram. Po kilku minutach klękam przed Panem w pokorze pochylając się.
- Panie mój.
- Dobrze się spisssałeś, jestem z ciebie zadowolony, bardzo zadowolony, zostaniesz nagrodzony Severusie. - Unoszę głowę, faktycznie mój Pan jest bardzo zadowolony, usta ma wykrzywione w czymś na kształt uśmiechu. - Niedługo znów cię wezwę i powiem ci co będziesz mógł przekazać temu starcowi. Z każdej rozmowy z nim, ze wszystkiego czego się dowiesz pracując w Hogwarcie masz mi zdawać sprawozdania. Mi i tylko mi, nikt nie może dowiedzieć się co robisz, to jest bardzo ważne.
-Oczywiście, Panie mój.
Spodziewałem się tego, tajność mojej misji jest mi bardzo na rękę.
-Możesz odejść, Severusie.
Wstaję, kłaniam się Panu i wychodzę.
xxx
Mniej więcej w tym czasie gdy starałem się o posadę w Hogwarcie, wiosną 1981 roku, mój Pan orientuje się, że ma w swoim otoczeniu zdrajcę. Staję się jeszcze bardziej ostrożny, zwracam uwagę na szczegóły na które zwykle nikt nie zwraca uwagi i oczywiście informuję o tym Dumbledore. Dyrektor zaleca daleko idącą ostrożność i ostrzega mnie, że mój Pan może zastawić pułapkę. Niewidoczny dla innych medalion który oplata moją szyję jest genialnym środkiem komunikacji. Wystarczy, że przyciskając medalion intensywnie skupię się na wiadomości którą chcę przekazać, nie muszę nic mówić. Biorąc pod uwagę moje mistrzostwo w posługiwaniu się oklumencją, prawdopodobieństwo że zostanę wykryty komunikując się z Dumbledore jest bliskie zeru.
W czerwcu 1981 roku, na kilkanaście dni przed objęciem przeze mnie posady nauczyciela, mój Pan przy okazji omawiania jakiegoś eliksiru informuje mnie niby przypadkiem o zaplanowanej w najbliższym czasie akcji mającej na celu likwidację rodziny MacKinnonów. Dwa dni później, "Pod Wisielcem", piję z Yaxleyem, Dołohowem i Macnairem zwanym Nożownikiem. Wywalamy klientów i pieczętujemy knajpę zaklęciem przepuszczającym jedynie śmierciożerców. Spijamy się w trupa, koledzy przestają się kontrolować i ujawniają mi termin akcji.
Na drugi dzień budzę się w pokoju gościnnym nad knajpą. Łeb mi pęka i coś mi wyraźnie nie pasuje. Nie przyszedł Imperius, choć miał być. Yaxley mnie nie cierpi bo zazdrości mi, że jestem blisko Czarnego Pana, pomimo że jestem mieszańcem. Dołohow jest kimś w rodzaju mojego przełożonego, to on wprowadził mnie w szeregi śmierciożerców, a nożownika nigdy nie cierpiałem z wzajemnością. Dziwne, tylko ja nie biorę udziału w akcji, więc czemu mnie zaprosili? I czemu Czarny Pan wspomniał przy mnie o likwidacji MacKinnonów, skoro mnie nie wyznaczył? To jest niepodobne do mojego Pana. Odczuwam silny niepokój. Gdybym wpadł, to nie wiem czy zdążyłbym wypić truciznę którą od jakiegoś czasu noszę przy sobie. Wystraszony, nie kontaktuję się z Dumbledore.
Po kilku dniach czytam w "Proroku..." informację o zabójstwie MacKinnonów. "Społeczeństwo czarodziejów jest bardzo poruszone, to była prominentna rodzina czystej krwi..." A wiec mój Pan mnie podejrzewa... Nie jest pewien, nie wie, ale podejrzewa mnie. Może nie tylko mnie, tego się prawdopodobnie nigdy nie dowiem, może pułapka była zastawiona także na innych, a może każda akcja jest dla kogoś pułapką i teraz przyszła kolej na mnie? Czuję jak medalion zaczyna ciążyć na mojej szyi, to Dumbledore chce się ze mną skontaktować. Jestem sam w domu, więc odbieram wezwanie.
- Nie wiedziałeś o tym, co się stało wczoraj?- Pyta zdenerwowany Dumbledore.
- Wiedziałem. To była pułapka, - opowiadam co się wydarzyło.
- Dobrze zrobiłeś, że się nie kontaktowałeś w tej sprawie,- odpowiada Dumbledore. - Tom podejrzewał cię, ale nie miał pewności. Myślę, że teraz zacznie szukać gdzie indziej. Nie sądzę, żeby wcześniejsze akcje były pułapkami. W tej akcji brało udział bardzo wielu śmierciożerców, niewspółmiernie wielu do potrzeb. Śmierciożercy rozstawili się tak, jakby spodziewali się ataku.
Ta informacja nie pociesza mnie. Będę musiał jeszcze bardziej uważać, a zbierać wiadomości będzie mi trudniej niż dotychczas, bo wracam do szkoły jako nauczyciel.
xxx
W pewien letni wieczór, na moim przedramieniu rozpala się Mroczny Znak. Wychodzę na błonia kierując się ku bramie...Po opuszczeniu terenów Hogwartu, aportuję na rozległej leśnej polanie w kręgu takich jak ja... Śmierciożerców. Przed Czarnym Panem klęczy Barty Crouch, ach, więc dzisiaj będzie miał wypalany Mroczny Znak. Nie lubię tego chłopaka, sadystyczny dupek. Nasz Pan jest w wyjątkowo dobrym humorze i drętwieję gdy orientuję się, co jest powodem jego zadowolenia.
- Moi wierni śmierciożercy, już niedługo Potterowie przestaną mi zagrażać,- mówi nasz Pan, ze słyszalną w głosie nutką zadowolenia. -Potterowe przenieśli się do doliny Godryka, ich rodowa siedziba od dawna stoi pusta. Mam szpiega blisko Potterów. To ten informator przekazał mi wiadomość o obecnym miejscu ich pobytu a także o tym, że Potter pożyczył Dumbledore pelerynę niewidkę...
Zamyślam się, pozwala mi na to maska kryjąca twarz... Coraz bardziej nie cierpię tych ogólnych zebrań... To na takim zebraniu przed rokiem Czarny Pan oznajmił, że to syn Lily jest tym dzieckiem z przepowiedni. Muszę jak najszybciej zawiadomić Dumbledore... I Lily. Zadumę przerywa ostry krzyk Barty,ego. Patrzę w jego kierunku i widzę jak leży na trawie ze sztywnym lewym ramieniem. Gorycz wypełnia mi serce, to już trzy lata mego poddaństwa... Gdybym mógł cofnąć czas... Gdybym tylko mógł.
