Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ry123red. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.


Panic! At The Disco – Hurricane


Poprzednio…

Jednym prostym gestem Aro wysłał całą swoją straż do ataku.

Z niepokojem przygryzłam wargę i skoncentrowałam się na rozszerzaniu mojej fizycznej tarczy. Podobnie jak jej mentalna wersja była kompletnie przezroczysta.

Wampiry po naszej stronie przyjęły pozycje obronne, gotowe, by siebie bronić, gdyby moja nieprzewidywalna tarcza zawiodła.

Kły ukazały się, gdy straż była zaledwie kilka metrów od nas.

I wtedy zatrzymali się w biegu, nie potrafiąc ani centymetr się przybliżyć.

Usłyszałam od znajdujących się za mną przyjaciół szepty gratulacji, kontynuowałam jednak skupianie pełnej koncentracji na tarczach. Dwie naraz, osłaniające zarazem tylu ludzi, były ciężkim orzechem do zgryzienia.

Zdołałam jednak mieć satysfakcję z piekielnie zszokowanych wyrazów twarzy Volturi.

Poczułam, jak Jasper posyła mi falami miłość i wdzięczność i z radością to przyjęłam.

Zrobiłam to! Zdołałam kontrolować naraz obydwie tarcze!

Szale zwycięstwa przechyliły się na naszą stronę. Mieliśmy o wiele więcej asów w rękawach, niż starożytne wampiry się spodziewały.

- Tego się nie spodziewałem – rzekł Aro po tym, jak rozkazał straży się zatrzymać. – Wygląda na to, że masz o wiele większą moc, niż byłem uświadomiony.

Nagle nawiązałam kontakt wzrokowy z wampirzycą, która wywołała u mnie i mojego partnera więcej bólu, niż byliśmy to w stanie opisać. Wampirzycą, której przyrzekłam, że już nigdy nie odejdzie z zasięgu moich rąk bez szwanku.

Alice.


Rozdział 35: Huragan

Czarnowłosa wampirzyca tanecznym krokiem podeszła do Ara. Wyraz jej twarzy był przebiegły.

Przez cały ten czas wbijałam w nią wzrok; byłam wściekła, że nic nie mogłam poradzić na jej obecność.

Uciekła i schowała się za plecami jedynych ludzi, którzy mogli zaoferować jej ochronę przed konsekwencjami jej minionych czynów.

Musiała mocno ze mnie emanować furia, ponieważ kątem oka dostrzegłam, jak Jasper ze złości zaciska pięści.

Dla dobra mojego partnera w mgnieniu oka postarałam się uspokoić… ale tylko do momentu, w którym będę sam na sam z Alice.

Alice podała Aro swoją lewą rękę, a on złapał ją swoimi dłońmi. W koncentracji zamknął oczy.

Wszyscy czekali, podczas gdy on miał dostęp do każdej z jej myśli. Przejrzenie wszystkiego zajęło mu trzy minuty.

Obydwoje otworzyli naraz oczy, a starszy wampir patrzył na drugiego z lekkim zaskoczeniem.

- Muszę powiedzieć, że nigdy nie podejrzewałem cię, że jesteś zdolna do takich rzeczy, Alice.

- Wiele jest spraw związanych ze mną, o których nikt nic nie wie – prosto odparła, po czym odwróciła się tak, by dobrze nas wszystkich widzieć.

- Hej Jasper – Alice praktycznie zagruchała, jej oczy przeczesywały stojącego obok mnie blondyna.

Mój.

Z mojej klatki piersiowej wydobył się zirytowany warkot.

- W jakiś sposób wiedziałem, że to ty za tym stoisz, Alice – zimno odpowiedział.

- Myślisz, że tak dobrze mnie znasz, prawda? Jest jednak wiele spraw, o których jesteś nieświadomy, Jazz – rzekła Alice, sarkastycznie podkreślając jego zdrobnione imię.

- Teraz jest nie najlepsza pora na roztrząsanie mało ważnych wewnętrznych spraw tego klanu – szczeknął Caius, mierząc wzrokiem Alice.

Wyglądało na to, że nie znalazła tylu przyjaciół w Volterze, ilu myślała…

- Widzę, że nauczyłaś się kilku sztuczek, Bello – zauważyła, kompletnie ignorując Caiusa, jej oczy wpatrzone w moje tarcze. – Trochę treningów u mojego męża?

- Ostatnim razem, kiedy sprawdzałam, ty i mój partner byliście rozwiedzeni – odpowiedziałam. Gotowało się we mnie.

- No proszę cię, nowonarodzona. Nie znałabyś znaczenia słowa „partner", nawet jeżeli uderzyłoby cię prosto w twarz! – wrzasnęła, ku mojej złości, jej przeraźliwym cienkim głosikiem.

- Już wystarczy! – szczeknął Aro, jego zwykle spokojny głos tym razem wypełniony napięciem. – Alice, zostałaś tu przyprowadzona jako świadek, a nie żebyś wrzeszczała na każdego, kto ci powie „nie".

Poczułam, jak mała dawka rozbawienia emanuje od stojącego ode mnie blondyna i sama ledwo powstrzymałam uśmieszek.

Wyglądało na to, że nikt nie zaprotestuje, kiedy będę ją rozrywała na kawałki. Wspaniale.

- A teraz Bello, jak już wcześniej wspominałem, talent taki jak twój nie powinien być zmarnowany. Moglibyśmy użyć osoby takiej jak ty do utrzymywania porządku w Volterze. Wygląda na to, że walczysz z utrzymywaniem naraz obydwu tarczy przez dłuższy okres czasu, więc w związku z tym moglibyśmy zaoferować ci pomoc w nabraniu większej kontroli nad twoją mocą – Aro uparcie kontynuował.

Kątem oka ujrzałam, jak na twarzy Alice pojawia się cień niepokoju. Dobrze wiedziała, że skopię jej tyłek w pierwszej możliwej okazji i się denerwowała!

Miała jednak to szczęście, że za nic nie opuściłabym Jaspera… nawet dla szansy zemsty.

- Sądzę, że zostanę po stronie, która właśnie nie próbowała atakować mnie i moich przyjaciół – sarkastycznie odpowiedziałam. Nie byłam już w stanie powstrzymywać jadu w moim głosie.

Stary, zniszczony wampir westchnął z niechęcią.

- Nie mogę was zostawić z tą lichą obietnicą zniszczenia szelmowskiej wampirzycy Marii. Skąd mam mieć pewność, że wywiążesz się z danego słowa i nie stworzysz przeciwko nam kolejnej armii? – retorycznie zapytał. – To za duże ryzyko, by ten klan pozostawić w nienaruszonym stanie.

W furii zacisnęłam zęby. Aro był po prostu zagrożony liczbą wampirów gotowych stanąć przeciwko Volturi! To nie miało nic wspólnego z brakiem zaufania, czy ruszymy na Marię, czy nie. Nie chciał stracić władzy!

- I jeszcze jedno, Bello. Wygląda na to, że nie jesteś w stanie zbyt długo utrzymać tych tarcz. Jak myślisz, co się wydarzy, kiedy one runą i każdy wampir z osobna stojący po twojej stronie zostanie unicestwiony? – Aro protekcjonalnie kontynuował, na co ja w koncentracji zamknęłam oczy.

Niestety miał rację. Moja kontrola nad tarczami z każdą sekundą malała. Gdybym tylko miała trochę więcej czasu na przygotowania. Gdybym tylko mogła wszystkich ocalić.

Poczułam, jak Jasper daje mi wsparcie. Oplótł ręką moją talię i schował twarz u podstawy mojej szyi.

Obmył mnie jego zapach i nagle zostałam wypełniona przeciwnymi emocjami miłości i straty.

Przegramy, ponieważ nie miałam wystarczającej kontroli nad moimi tarczami.

I wtedy jedna tarcza padła.

Nikt tego nie zauważył, ale to była tylko kwestia czasu, zanim wszyscy zauważą, że nie ma fizycznej bariery. Skoncentrowałam pozostałą mi energię na tarczy chroniącej nas od tortur Aleca i Jane, ale wiedziałam, że nie będę w stanie naraz jej podtrzymywać i walczyć.

Jasper, tak jakby wyczuł moje wahanie, stanął przede mną i złapał za ramiona.

- Otwórz oczy. Teraz.

Pozwoliłam, aby nasze wzroki się napotkały i byłam mocno zaskoczona intensywnością emocji w jego. Jasper przez większość czasu trzymał swoje uczucia dla siebie, ale w tym momencie jego odczucia były jasne jak słońce.

- Nawet o tym nie myśl – rozkazał głosem majora.

Przygryzłam wargę. Nie potrafiłam się odezwać.

Nie miałam żadnego innego wyboru, prawda? Jedyną rzeczą, która mogłaby wszystkich ocalić, byłoby moje odejście do Volterry. Jedno życie za życie tak wielu.

- Nie pozwolę ci na to – Jasper zaprzeczył, jego głos szorstki, gdy mnie potrząsał. – Nie możesz.

- Nie mogę pozwolić, żeby wszyscy przeze mnie zginęli! – wykrztusiłam, w moich oczach pojawiły się łzy. – Nie chcę patrzeć, jak cię zabijają, nie mogę.

Mój partner upadł przede mną na kolana, jego ręce oplatały moją talię, a policzek wtulił w brzuch.

Wplątałam dłonie w jego blond włosy - prosty gest, z którego czerpałam przyjemność.

Jego łzy szczypały, kiedy zetknęły się z moją skórą, ale przyjęłam ten delikatny ból.

- Proszę. Nie rób mi tego; nam – wymruczał, jego głos zachrypiały. – O boże… proszę, nie. Właśnie cię dostałem… nie mogę cię teraz stracić.

Jego słowa niczym szpilki wbiły się w moje serce; czułam się tak, jakbym została rozerwana na pół. Przynajmniej w ten sposób wszyscy przeżyją. Nikt nie musiał umierać. Sama wolałabym zostać spalona na stosie niż obserwować, jak niszczą Jaspera.

Peter prawdopodobnie znienawidzi mnie za nieposłuchanie jego słów. Kiedy Carlisle wręczył mi telefon, Peter był ostatnią osobą, którą spodziewałam się po drugiej stronie. Południowy wampir powiedział mi, że pod żadnym pozorem nie mogłam słuchać rozkazów Volturi. Poczułam ukłucie smutku, że nie będzie mi dane spotkać jedynego przyjaciela Jaspera z ich koszmarnej przeszłości.

I wtedy głos przerwał napiętą ciszę.

- Ja pójdę.

Na jego słowa moje oczy otworzyły się.

Co? Dlaczego on by to zrobił?

Odgłosy zaskoczenia i protestu odezwały się spod pozostałej tarczy.

- Nie bądź idiotą! – wysyczała Rose, zwracając się do mówcy, jej oczy wściekłe.

- C-C… Nie! – wykrztusiła Esme, jej twarz – o ile to możliwe – jeszcze bardziej blada i wystraszona, kiedy sięgnęła po jego rękę.

- Edward. Co za niespodzianka – odparł Aro, jego oczy błyszczące z rozkoszy niczym u dziecka w wigilijny wieczór.

Ignorując wywołującą gęsią skórkę fascynację lidera Volturi, Edward odpowiedział:

- Jeżeli ktokolwiek zasługuje na taki los, to tylko ja. Jedyną przyczyną obecnych zdarzeń jest to, że byłem zbyt głupi, aby powstrzymać się od popełnienia błędu, a wystarczająco tchórzliwy, by próbować go ukryć.

I wtedy moja poprzednia miłość wyszła poza zasięg chroniącej ją tarczy.

Moje oczy były prawdopodobnie jak dwa spodki, kiedy gapiłam się na wampira, któremu nauczyłam się wybaczyć.

Co on do jasnej cholery wyprawiał?

- Nieważne, jak bardzo ta scena jest wzruszająca, jestem już cholernie zmęczony tym, jak bardzo to wszystko się przedłuża – szczeknął sarkastycznie Caius.

- Jeżeli pozwolisz mi, abym z wami poszedł, mogę ci zapewnić nielimitowane źródło wiedzy o otaczających cię osobach, łącznie z Cullenami. Jeżeli mi tylko pozwolisz pokazać… - wytłumaczył Edward, kiedy podchodził do Aro z wyciągniętą ręką. – Bello usuń tarczę.

Zesztywniałam i mimo woli zawarczałam.

Zamiast tego zdjęłam z siebie tarczę i czekałam.

Aro dotknął dłoni Edwarda i wpadł jakby w trans.

Po pięciu minutach uwolnił miedzianowłosego i skierował na mnie swoje krwistoczerwone oczy.

- Teraz widzę, że naprawdę chcesz znaleźć Marię. Nie można jednak określić, czy misja ta zakończy się sukcesem – powiedział. – Przeto żądam, aby Edward pozostał z nami w Volterze, a klan Cullenów nie może pozostać tak wielki, jak obecnie. Od dzisiaj musi być podzielony… na zawsze.

Stałam, oszołomiona.

Czy naprawdę właśnie wymieniliśmy Edwarda za nasze życia?

Widziałam, jak Esme opiera się o oszalałego Carlisle'a.

Jego zastępcza rodzina rozpadała się przed jego oczami.

Rosalie wyglądała – o dziwo – na bardzo zmartwioną, jak na osobę, która ignorowała Edwarda przez parę ostatnich tygodni.

Nie byłam pewna, jak powinnam się czuć.

Z jednej strony z łatwością mogłam stwierdzić, że mój ex otrzymał to, na co dokładnie zasłużył. Ale w momencie, kiedy zobaczyłam, jak stoi kompletnie bezbronny przy istnej inkarnacji samego diabła, byłam głęboko poruszona. Może stać się marionetką Ara w jego ciemnych gierkach.

- Masz dwa tygodnie na wytropienie i pozbycie się Marii – powiedział Aro. – Po tych dwóch tygodniach wyślę Demetriego i Felixa, by sprawdzili, czy umowa została dotrzymana. Jeżeli tak się nie stanie… powiedzmy, że spotkanie nie obędzie się bez ofiar.

Zwrócił się do najnowszego członka Volturi.

- Edwardzie, nie będziesz potrzebował żadnej z twoich rzeczy. Od razu idziesz z nami.

Wtedy, równie szybko jak przybyli, złudni Volturi zniknęli.


Od tłumaczki: Oto kolejnych kilka pytań na wzór tych z poprzedniego rozdziału:


katandjasper: Jasper, gdzie, u licha, nauczyłeś się być takim romantykiem? No i muszę się prosto z mostu zapytać… ożenisz się ze mną? Obiecuję ci GORĄCY seks co najmniej sześć razy dziennie!

- Cholera, jestem równie zaskoczony jak i ty, że mam oblicze romantyka. Zgaduję, że to zasługa Belli… a skoro zacząłem już o niej mówić, to nie powinnaś przy niej wspominać o takich rzeczach – moja dziewczynka jest bardzo zaborcza, co z drugiej strony jest bardzo pikantne… mów tak, kiedy tylko najdzie cię taka ochota :)

MoonPrincess623: Alice, czy naprawdę uważasz, że wyjdziesz z tego żywa? Nigdy nie będziesz już miała Jaspera, jego partnerką jest Bella, a ona i reszta polują na okazję, by cię spalić. Więc dlaczego, u licha, poszłaś do Volturi? Naprawdę jesteś tak bardzo głupia, by myśleć, że Jasper do ciebie wróci? Czy może tak mściwa, że musisz doprowadzić do sytuacji, by wszyscy, łącznie z tobą, się pogrążyli?

- Nawet nie potrzebuję moich wizji, by ci powiedzieć, że Jasper znowu będzie mój. Nic nie miał, póki nie odnalazłam go w tamtym barze. Udałam się do Volturi, ponieważ był to jedyny sposób, aby Bella dostała za swoje. A co do ewentualnych ofiar… to nie mój problem. W końcu w miłości i wojnie wszelkie chwyty dozwolone. A ta historia skłania się ku takiemu wynikowi. No i poza tym to ja byłam w tym klanie pierwsza, więc jeżeli ktoś musi odejść, to ta złodziejka męskich serc.

MoonPrincess623: Jasper, czy w głębi ducha jesteś skrytym pedofilem? Mam na myśli to, że Alice jest małym chłopcem! Nie wygląda przecież jak dziewczyna… Została zmieniona, kiedy miała… 13 lat? Nie rozumiem, jak mogła być dla ciebie tym „aniołem", czy coś w tym stylu.

- Jedyne, co mogę powiedzieć, że kiedy mnie znalazła, moje życie było jedną wielką otchłanią. Tonąłem w oceanie nienawiści do siebie i zdezorientowania. Kiedy wyciągnęła mnie z bagna, w którym byłem, myślałem, że ją kochałem. Ale teraz, kiedy potrafiłem pozostawić za sobą ciemność, zrozumiałem, że to nie była miłość, tylko wdzięczność… ponieważ byłem jej wdzięczny, że zaprowadziła mnie do Cullenów, co w końcu wskazało mi drogę do mojej prawdziwej partnerki.


Od tłumaczki: No to na tyle! I doskonale zdaję sobie sprawę, że wiek Alice w chwili jej przemiany w wampira był wyższy (o ile się nie mylę, to 19), ale zostawiam go w pytaniu tak, jak w oryginale.
Dziękuję Wam wszystkim za tak ogromne (jak dla mnie) zainteresowanie! 3 dni temu stuknęliście 10000 odsłon :) A do końca historii tylko jeden rozdział…