Zdał sobie sprawę, że odkąd Grace nie było, mogli siedzieć o wiele dłużej, nie obawiając się, że jego córka będzie marudzić w kwestii położenia się do łóżka. Danny sączył powoli trzecie piwo, trochę zaskoczony, że Steve jak do tej pory nie zrobił żadnego komentarza w kierunku jego wybuchów złości, kiedy jeden z zawodników grał jak idiota.

- Jesteś jednym z tych ludzi, no nie? – spytał, nie mogąc się powstrzymać.

W domu nie było cicho. Dźwięki telewizora skutecznie wypełniały przetrzeń, ale on nigdy nie słuchał komentarzy, które leciały w tle. Doskonale wiedział na co patrzył, a to była fuszerka.

- Jakich ludzi? – spytał Steve, zerkając na niego niepewnie.

- Tych, którzy nie kibicują – prychnął Danny.

- Myślę, że wydzierasz się za nas dwóch – odparł McGarrett, uśmiechając się lekko. – Jesteś bardziej rozrywkowy niż ten mecz – dodał.

Danny nie mógł się nie zgodzić, ale tylko dlatego, że obie drużyny pokazywały się z jak najgorszej strony. Nawet z jego kolanem biegłby lepiej. Chwytanie piłek nigdy nie było dla niego problemem. McGarrett pewnie nie mógł na to patrzeć, skoro kiedyś był nienajgorszym zawodnikiem. Danny nie zaliczał go jeszcze do 'dobrych'. Musiałby zobaczyć najpierw co alfa potrafi naprawdę. Przechwałki nigdy do niego nie przemawiały.

Danny odstawił pustą butelkę na stolik, wzdychając przeciągle. Zostało im kilka ostatnich minut, na które nie chciał nawet patrzeć. I nie chodziło o to, że jego drużyna przegrywała. Po prostu nie pokazali na co ich stać.

- Przynieść ci kolejne? – spytał Steve.

- Nie – odparł, zaplatając dłonie na piersi. – Wolałbym się jutro nie obudzić, czując się tak, jakbym oberwał deską surfingową.

Steve spojrzał na niego zszokowany.

- Czy ty właśnie zrobiłeś metaforę w hawajskim stylu? – spytał alfa.

- Nie mów Kono – poprosił niemal od razu, bo to oznaczałoby tylko kłopoty.

A on nie chciał pływać na desce wraz z nimi o piątej nad ranem. Grace byłaby wniebowzięta, ale on potrzebował odpoczynku. I snu. Kochał spać.

- Nie uwierzyłaby mi – odparł Steve.

I Danny był pewien, że to miało coś wspólnego z tym, że McGarrett już raz ją wkręcił z wieczorem panieńskim. Danny nie wiązał się jedynie z kobietami i na pewno nie potrzebował czuć się z tego powodu kochanym i wspieranym. Tolerancja Hawajczyków już i tak sięgała za daleko. On wystrzelałby swoją rodzinę, gdyby pojawili się u niego wszyscy na raz, dając mu dobre rady. Pozwolił na to podczas okresu, kiedy nie byli z Rachel razem, ale jeszcze sprawa rozwodowa była w toku. I jego alfa prawie to wykorzystała na swoją korzyść. Z pewnych powodów był dorosły i podejmował decyzje sam.

- Jesteś sam sobie winien – powiedział tylko.

- Danno – jęknął Steve.

I to nawet było przyjemne pod nieobecność Grace. Kiedy oboje zaczynali z tymi swoimi minami niepocieszonych alf, nie miał szans. Dlatego od tygodnia jedli naleśniki na śniadanie. Naprawdę nie był, aż takim fanem smażenia ich każdego dnia. Nie miał jednak za bardzo wyboru i Steve to wykorzystywał.

- Jesteś niemożliwy – powiedział.

Steve wbił wzrok w telewizor, ale w kąciku jego ust błąkał się mały uśmieszek.

- Chcesz jeszcze jednego drinka? – spytał, bo szklanka McGarretta była pusta.

- I co zrobisz z pijanym alfą? – zakpił Steve.

- Z pijanym alfą? – upewnił się. – Chyba już wiesz, że radzę sobie całkiem dobrze – prychnął. – Jeśli będziesz pijany, będzie tylko łatwiej – dodał, ponieważ nadal uważał, że ten tekst o tym, że Danny nie jest żadnym przeciwnikiem, był obraźliwy.

- Jestem SEAL – przypomniał mu McGarrett.

- Jesteś exSEAL, na pewno coś wyleciało ci z głowy – odparł.

Steve odstawił szklankę na stolik i spojrzał na niego wymownie.

- Chyba żartujesz – prychnął.

- Pokażę ci jak zablokować prawidłowo wszystkie stawy – obiecał mu McGarrett.

I to było kuszące. Danny chciał wiedzieć jak Steve się wyrywał. Tego triku nie pokazywali im w akademii policyjnej. Wykręcanie sobie rąk w piątkowy wieczór w salonie alfy wydawało mu się jednak idiotycznie dziecinne. Nie potrzebował zajęć z obrony. Doskonale skopywał tyłki każdemu, kto mu podskoczył. McGarrett wiedział o tym dobrze, skoro nie zaczął panikować po zajściu w hotelu. Miał na to kilka dni i nie wyniknęło z tego nic, co urażałoby jego dumę. Jeśli próbował jakoś dodatkowo zadbać o bezpieczeństwo Kono albo ona o tym nie wiedziała, albo przemówiła mu do rozsądku.

Nie wiedział czy zapisała się jednak na te zajęcia, których Adam się obawiał.

- Chyba się nie boisz – rzucił Steve.

- Mam córkę w wieku szkolnym. Jeśli sądzisz, że nazwiesz mnie tchórzem, zaczniesz gdakać i to na mnie podziała, możesz się zdziwić – ostrzegł go.

- Gdakać? Danno, ile ty masz lat? – spytał Steve.

- Nieważne – mruknął.

Grace gdakała tylko raz, kiedy chciała, aby wraz z nią uczył się surfingu. Był ponad to.

Jednak mecz się kończył, a jemu się nudziło. A McGarrett był tym rodzajem wyzwania, które trudno było odrzucić.

- Jeśli coś stłuczemy… - zaczął.

- Nie mam żadnej porcelany z dynastii Ming – prychnął Steve, podnosząc się pospiesznie z kanapy.

Danny poprawił swoją koszulę, starając się jakoś rozciągnąć mięśnie. Spędził w pozycji siedzącej prawie dwie godziny. Nie należało się spodziewać po nim cudów. McGarrett też był w o wiele lepszej kondycji od niego. Danny gdyby nawet chciał zacząć ćwiczyć, nie miał kiedy.

Spodziewał się jakiegoś kpiącego komentarza, ale Steve wydawał się skupiony. Obserwował go, jakby Danny był prawdziwym przeciwnikiem. I miał nadzieję, że alfy nie poniesie, bo nie chciał skończyć z wywichniętym barkiem.

- Kto próbuje tego na kim? – spytał rzeczowo.

- Zrobię to co poprzednio – powiedział Steve. – Ty zrób swoją część szybko, a ja ci pokażę jak się z tego wydostałem – zaproponował.

I to totalnie grało dla Danny'ego. Nadgarstek Steve'a znalazł się w jego dłoni, zanim zdążył o tym świadomie pomyśleć. To było jak oddychanie. Widział plecy McGarretta przez ułamek sekundy, zanim mężczyzna sięgnął po niego drugą ręką, wyrywając się jednocześnie z jego uścisku, kiedy Danny się rozproszył. Po chwili zamienili się miejscami, chociaż on został raczej przewieszony przez oparcie kanapy.

- Widziałeś? – spytał Steve.

- Nie mam tak długich rąk – prychnął, a potem nacisk zniknął i mógł się wyprostować spokojnie.

Ostatnim razem Steve przyparł go do ściany i mówił wprost do jego ucha. Nie wiedział jak rozumieć dystans, który alfa narzucił teraz. Lekcje samoobrony zawsze oznaczały sporo kontaktu, potu i wyzwisk. A przynajmniej tak wyglądały z jego strony.

- Kiedy będziesz wykręcał moją rękę, nie trzymaj jej przy moich plecach. Musisz drugą ręką przytrzymać mój łokieć i nie pozwolić się mu zgiąć. Inaczej każdy cię dosięgnie – wyjaśnił mu Steve. – Ten rodzaj blokady, który pokazałeś, jest stosowany, kiedy wsadzasz kogoś do radiowozu. Nie zawsze masz o co oprzeć napastnika. Wtedy jednak musisz przyblokować go ciałem – poinformował go spokojnie.

Równie dobrze mogli rozmawiać o pogodzie.

Kiedy tym razem Steve wyciągnął swoją dłoń, Danny faktycznie przytrzymał go w łokciu. McGarrett zamarł odwrócony do niego plecami, unieruchomiony. I to było prawie jak triumf, dopóki pieprzony SEAL nie wsunął się pod własną rękę i z tego pułapu nie uderzył go pod kolanem, zmuszając jego nogę do ugięcia się. Danny wylądował na podłodze, zanim zdążył mrugnąć. I nie umknęło mu, że Steve nie celował ani przez chwilę w jego wcześniej kontuzjowane kolano.

McGarrett chyba zamierzał się roześmiać niczym idiota, którym był, ale Danny podciął go, gdy tylko nadażyła się okazja. Przez chwilę się siłowali, bo najchętniej obiłby Steve'owi tą szczęśliwą buźkę, ale nie miał jak do niej sięgnąć. Gdyby Grace była razem z nimi, na pewno już oblepiałaby twarz alfy naklejkami z fokami. Tymczasem Danny przyciskał do podłogi całkiem rosłego SEALa i nie wyglądało na to, aby ktokolwiek miał przerwać ten impas.

Doskonale potrafił przyblokować Steve'a tak, aby alfa nie znalazł się na nim. To nie zmieniało jednak faktu, że był całkiem świadom tego, że ocieranie się o drugie ciało, kiedy rozstał się ze swoim alfą całe miesiące temu, nie było rozsądne. Nie wypił dość, żeby zwalić to na alkohol, a Steve patrzył na niego jakoś dziwnie.

I kiedy przestali się szamotać, zrobiło się jeszcze bardziej niezręcznie. Steve wcześniej splótł ich palce razem, kiedy walczyli o to, kto będzie czyje nadgarstki ściskał. To był pewien rodzaj kompromisu, który zawarli.

McGarrett w końcu uniósł lekko głowę, jakby próbował go pocałować i Danny zsunął się z niego, trochę zaskoczony, a może i przerażony. Skłamałby, gdyby miał powiedzieć, że nie wiedział skąd się to wzięło. Zachowywał się jak idealny omega przez kilka ostatnich dni, gdy razem mieszkali. Dzisiaj nawet przynosił Steve'owi drinki. Jeśli alfie mieszało się od tego w głowie, Danny mógł mu wyjaśnić raz jeszcze, że to nie było tak.

- Chciałeś mnie pocałować – stwierdził, nie wiedząc jak zareagować.

Leżeli na podłodze, plecami na posadzce. Steve nie patrzył na niego, co może było dobre pod pewnymi względami.

- Jeśli wysłałem mylne sygnały… - zaczął.

- Nie, byłeś dość czytelny przez cały czas. Wiem, że nie szukasz związku – powiedział Steve i zerknął na niego w końcu. – Dalej chcę cię pocałować – dodał alfa, zaskakując go trochę.

Danny miał nadzieję, że nie było słychać jak głośno bije jego serce.

- Grace nie ma w domu. To jest piątkowy wieczór, który spędzamy przy piwie, oglądając fatalny mecz. Jesteśmy przyjaciółmi, a przynajmniej lubię tak o tym myśleć. Szanuję cię – podjął Steve.

- Jesteśmy przyjaciółmi – zapewnił go.

- Dokładnie. I wiem czego nie chcesz. Wiem też, że długo nikt cię nie dotknął. Długo ja nie dotykałem nikogo. I wiem, że ci się podobam – ciągnął dalej Steve. – Skoro wiem, że nic z tego nie będzie, co powiesz na to, że jednak cię pocałuję? – spytał.

- Jesteś trochę nienormalny – przyznał Danny, ale nie zrobił nic, żeby powstrzymać McGarretta, kiedy ten ułożył się na nim wygodniej.

Gdyby ktoś wcześniej spytał go jak całuje Steve McGarrett wymruczałby coś na temat prymitywnych alf. Może dodałby coś o terytorialnych bzdetach, bo SEAL dokładnie tak zachowywał się na co dzień. Tymczasem ten pocałunek był ledwo muśnięciem ust, jakby Steve go testował. A może sprawdzał nieznane wody. Upewniał się, że może faktycznie posunąć się dalej.

Danny bez wahania zarzucił mu dłonie na ramiona, przyciągając go bliżej, bo jeśli faktycznie to robili, powinni to zrobić dobrze. McGarrett miał rację w tym, że od dawna go nikt nie dotykał. Rachel pod koniec ich małżeństwa nawet wykazywała zainteresowanie nim, ale sama myśl teraz wprawiała go w obrzydzenie. Robiła to tylko po to, aby on nie wiedział, że to już koniec. I nie chciał pchać się w kolejną emocjonalną huśtawkę.

Steve wydawał się to pojmować, więc może to pożądanie, któremu wcale nie przeczył, mogli przekuć na coś sensownego. Przynajmniej na tę jedną noc, dopóki Grace była poza domem, a nikt ich nie widział. I nikt nie wiedział.

Steve westchnął w jego usta, a potem przesunął dłonią po jego żebrach, niecierpliwie. Jakby nie wiedział co najpierw dotknąć i Danny zapewne uznałby to za pochlebstwo, gdyby nie fakt, że wszystko w nim się wyrywało. Nigdy nie był zbyt cierpliwym kochankiem i może to miało się teraz na nich odbić. Nie sądził, że mieli dotrzeć do sypialni kiedykolwiek. A twarda podłoga nie sprzyjała czemuś zaawansowanemu. Jeśli nawet mieli się jedynie ocierać o siebie jak zwierzęta w rui, nie miał nic przeciwko. Jego ostatni satysfakcjonujący orgazm był tak dawno, że nie chciał nawet o tym myśleć.

- Danny – wyszeptał Steve tuż przy jego ustach, kiedy rozdzielili się, dysząc.

Czuł rękę alfy na swoim pośladku. Ugiął nogę w kolanie tylko po to, żeby McGarrett mógł wsunąć dłoń dalej, ale Steve patrzył na niego, jakby szukał jakiejś pieprzonej odpowiedzi na pytanie, którego Danny nie znał. Rozsunął więc nogi, bo to do tej pory sprawdzało się za uniwersalny język w każdej części świata. Niskie warknięcie, które wydobyło się z ust McGarretta było nawet satysfakcjonujące, gdyby nie fakt, że alfa zaczął się podnosić. I Danny bynajmniej nie spodziewał się, że zostanie pociągnięty wraz z nim.

- Cholera – wyrwało mu się.

Steve jednak wbił palce w jego pośladki, zmuszając go do jakiegoś ruchu, więc oplótł nogi wokół pasa McGarretta, w myślach obiecując sobie, że jeszcze to przedyskutują. Może gdyby nie podniecało go tak bardzo, że alfa go podniósł bez wyraźnych problemów, robiłby mu wykład już teraz. Danny wiedział, że jest sporo niższy od Steve'a, ale jego waga jednak nie była piórkowa.

Wczepił się w mężczyznę, starając się dostać jakoś do jego karku, gdy McGarrett wspinał się do góry. Nie miał pojęcia jak dotarli do sypialni, ale Steve zaledwie kopnął za sobą drzwi, nie przejmując się cholernym trzaskiem, który za tym poszedł. A potem Danny został niemal wbity w ścianę i może to nie było dokładnie delikatne, ale nie planował przerywać Steve'owi, kiedy facet ewidentnie miał misję. I totalnie popierał techniki SEAL, które nakazywały najwyraźniej wytyczenie szlaku wzdłuż jego szyi. Zdziesiątkowanie guzików jego koszuli może nie było konieczne – poddałyby się, gdyby Steve dał im szansę. Danny jednak totalnie rozumiał sentyment. Pewnie gdyby miał krawat – Steve pozbyłby się go w oka mgnieniu.

Alfa przyssał się do jego obojczyka, robiąc tam coś, co zapewne miało być malinką i Danny wierzgnął mimowolnie.

- Praca – sapnął i Steve westchnął, zanim postawił go na nogach z powrotem.

Niemal sądził, że zrobił coś źle, gdy McGarrett zabrał się za pasek jego spodni. I Danny nie oponował. Szarpnął jedynie za t-shirt Steve'a z nadzieją, że alfa zrozumie, że rozbieranie oznaczało partycypowanie obu stron tak samo. Nie chciał skończyć w łóżku z ubranym facetem, który w połowie zda sobie sprawę, że nie ściągnął nawet spodni. Otarcia od ubrań nie były przyjemne.

Pchnął alfę na łóżko, skopując buty i skarpetki. Steve spoglądał na niego z pewną dozą zaciekawienia, a przynajmniej tak to odbierał w ciemności. I miał ochotę spytać czy McGarrett ostatni raz robił to z Cath, ale to byłoby nieodpowiednie. Teraz powinni zapomnieć o wszystkim i po prostu pieprzyć się do nieprzytomności, bo tego właśnie potrzebował. I sądząc po tym jak alfa oddychał – urwanie, przyspieszonymi krótkimi westchnieniami pozbywał się powietrza – nie był w tym sam.

Ściągnął z niego spodnie bez najmniejszego problemu. Może to było błogosławieństwo surferów. Mogli uprawiać seks gdziekolwiek, bo rozebranie ich nie zabierało nawet kilku sekund. I kiedy położył się na o wiele większym ciele, Steve znowu ścisnął jego pośladki, jakby badał ich pieprzony kształt. A na pewno nie były umięśnione, bo Danny nie był miss fitnessu, biegającą każdego ranka. Tam, gdzie Kono była smukła i szczupła, on miał fałdki, które nawet za dnia nie wyglądały za dobrze. Spodziewał się, że w dotyku też nie są najwspanialsze.

- Steve – zaczął, nie wiedząc nawet, co chce powiedzieć.

Może coś w rodzaju 'szybciej' albo 'przejdźmy do sedna'. McGarrett jednak pocałował go, obracając ich tak na łóżku, że teraz nie miał gdzie uciec. I udo alfy znalazło się między jego nogami, pocierając jego twardego fiuta raz po raz, dostarczając tyle przyjemnego tarcia, że nie mógł nie rozszerzyć bardziej nóg, zapraszając Steve'a głębiej. Dokładnie tam, gdzie chciał go od samego początku.

Spodziewał się, że alfa spyta albo może zainicjuje jakoś stosunek, ale McGarrett całował go dalej, jakby mieli na tym właśnie poprzestać. Chociaż czuł wyraźnie jak twardy był Steve, jak bardzo zaczynał się sączyć. I nie miałby nic przeciwko, żeby poczuć go w sobie, choćby za minutę. Nie spodziewał się, że będzie potrzebował wiele czasu. Już czuł jak staje się luźny i może nawet odrobinę mokry, chociaż jego lekarz twierdził, że to się nie miało stać jakoś wcześnie. Rozwód odcisnął się nawet na jego pieprzonej biologii.

- Steve – powiedział, kiedy tylko złapał oddech.

McGarrett całował jego szyję, jakby nie miał jej dość. I Danny powinien był wiedzieć, że jak na prymitywa przystało, Steve skupi się na tych terytoriach, do których wcześniej nie miał dostępu.

- Już – obiecał mu jednak alfa i to go trochę uspokoiło.

Zakładał jednak, że poczuje palce w całkiem innym miejscu. Tymczasem Steve objął jego fiuta dłonią, obciągając mu parę razy, jakby chciał Danny'ego doprowadzić do maksymalnego wzwodu. Jakby Danny nie był w tym punkcie od dobrych kilku minut, czekając tylko i wyłącznie na spełnienie.

- Mogę? – spytał McGarrett i Danny miał ochotę się roześmiać.

A potem zdał sobie sprawę, że Steve nie pyta o seks, a przynajmniej nie całkiem. Lewa dłoń alfy masowała tył jego głowy, zsuwając się w okolice jego karku. Drażniąc go tym niby dotykiem. Wspomnieniem czegoś, co dzielili. Dłoń na jego fiucie ruszyła parę razy, jakby Steve czekał na niego teraz i tylko zabijał czas.

Pewnie nie było dobrej odpowiedzi na to pytanie, Danny jednak nie widział ten jeden raz żadnego problemu.

- Jasne – odparł. – Tylko się rusz – dodał, a McGarrett wyszczerzył się jak wariat.

Jego ciało zwiotczało, kiedy alfa zacisnął dłoń na jego karku, nie na tyle, żeby bolało – ale był całkiem świadom dotyku. Tego wszystkiego, co przychodziło wraz ze świadomością, że jednak przez tę chwilę do kogoś przynależał. Ręka na jego fiucie wydawała się wybawieniem. Steve co prawda nie wiedział, co Danny lubił, ale to nie miało znaczenia, kiedy rozluźniał się coraz bardziej, nie walcząc ten jeden raz z nikim i niczym. Orgazm w zasadzie był oczywistą fazą przejścia z jednego punktu w drugi. I nie był nawet bardzo zaskoczony, kiedy zasnął.