Za pomoc w ogarnięciu rozdziału dziękuję Annormal!


Miłego czytania!


Tylko śnieg był widoczny w ciemności, gdy Harry szedł obok Toma. Ciemna masa chmur zasnuła całe niebo, zmuszając płatki śniegu do spadania powoli, jakby uważały, żeby nie przeszkodzić ważnym wydarzeniom, które miały się tu odbyć. Panowała cisza, przerywana tylko odgłosem ich kroków, ale Harry wiedział, że nie mogą być daleko od zebranego tłumu czarodziei chętnego zobaczyć pojedynek między Dumbledore'em a Grindelwalde'em.

Harry i Tom byli ubrani w czarne płaszcze, a naciągnięte na głowy kaptury skutecznie chroniły ich przed śniegiem i czyhającymi w cieniu gapiami. Peleryna niewidka spoczywała w kieszeni Harry'ego, ale wiedział, że Tomowi, nawet mimo niej, nie podobał się pomysł zbliżania do Grindelwalda. Jego oczy były ciągle wpatrzone przed siebie, gdy kroczyli dalej. Harry był pewny, że Tom przez cały czas miał różdżkę w dłoni schowanej w rękawie. Żaden z nich się nie odzywał, nawet, gdy tłum czarownic i czarodziei nareszcie wyłonił się z cienia.

Setki ustawionych w okrąg gapiów czekało już na pojedynek. Na widok ich zasłoniętych twarzy czarodzieje odsunęli się z pośpiechem, robiąc im miejsce. Harry spostrzegł kilku dziwnie wyglądających, ale wątpił, żeby w pobliżu było zbyt wielu popleczników Grindelwalda. Większość z tych podejrzanych osób prawdopodobnie była zainteresowana tym, jaką czarną magię zna i pokaże przeciwnik Dumbledore'a.

Tom stanął blisko Harry'ego, jego lewe ramie prawie stykało się z prawym ramieniem chłopaka. Ich oddechy w mroźnym powietrzu zamieniały się w parę. Harry przyglądał się innym czarownicom i czarodziejom stojącym razem z nimi pośród śniegu. Nikt nic nie mówił, ale z wyrazów ich twarzy mógł stwierdzić, że wielu z nich było bardziej zainteresowanych wynikiem tego pojedynku, niż on sam.. Czuł się przytłoczony obawami i nerwowością, gdy oczekiwanie przeciągało się. Nie potrafił sobie wyobrazić, co mógł odczuwać Tom.

Dopiero po kilku minutach Harry zdał sobie sprawę, że Dumbledore już tutaj był. Stał z dala od nich, zasłonięty przez grupę osób szepczących między sobą. Gdy się odsunęli, wszyscy mogli zobaczyć Dumbledore'a. Harry odwrócił się do Toma, żeby mu o tym powiedzieć, jednak oczy chłopaka były już wpatrzone w starszego czarodzieja. Nawet, gdy spojrzał na swojego towarzysza, nie pozwolił żadnej emocji odbić się na swojej twarzy.

Dumbledore wydawał się spokojny i Harry ledwo mógł w to uwierzyć. Wszyscy obserwatorzy wpatrywali się w niego, gdy mijały kolejne minuty, a mimo to on nadal stał niewzruszony. Patrzył na spadający śnieg, rzadko spoglądając na tłum. Splótł ręce za plecami i Harry zauważył, że nawet nie wyjął swojej różdżki. Nie wiedział, jak Dumbledore miał zamiar pokonać Grindelwalda, który był znany ze swoich szybkich i niespodziewanych ataków.

— Przegra — powiedział Tom. Harry nie spojrzał na niego. — Nawet się nie przygotowuje.

— Dobrze wie z czym przyjdzie mu się zmierzyć — odpowiedział Harry. — Stara się wyglądać na niewzruszonego.

— Boję się o losy tego kraju, jeśli Dumbledore myśli, że wygląda jakby był niewzruszony — stwierdził Tom. — Każdy inny czarodziej po zwykłym spacerze po parku byłby bardziej przygotowany, niż teraz jest Dumbledore. Stoi tam, jakby myślał, że może przemówić Grindelwaldowi do rozsądku i nakłonić go, żeby zostawił Anglię w spokoju.

Harry nic na to nie odpowiedział, jednak zgodził się z nim w duchu. Musiał przyznać, że jeśli Dumbledore udaje spokój, całkiem dobrze mu to wychodzi. Nie powinien się denerwować spotkaniem z Grindelwaldem i koniecznością walki z nim na śmierć? Jeśli Dumbledore nie zamierzał zrobić nic więcej poza wtrąceniem Grindelwalda do więzienia, powinien przynajmniej wiedzieć, że jego były kochanek zamordowałby go bez sekundy wahania…

Grindelwald zamordował jego siostrę i zniszczył relację z bratem, ostatnim żyjącym krewnym. Jednak Dumbledore był tak pokorny jak zawsze. Harry ponownie zaczął się zastanawiać się, czy nie namieszał czegoś w przeszłości. Czyżby dzięki niemu Dumbledore wybaczył Grindelwaldowi? Szczerze w to wątpił, jednak uczucie strachu go nie opuszczało. Ledwo mógł uwierzyć, że w tym miejscu za chwilę odbędzie się pojedynek. Jaki w ogóle był plan Dumbledore'a?

Zanim miał szansę nad tym pomyśleć, Harry poczuł, że Tom lekko go szturchnął. Kiedy odwrócił wzrok od Dumbledore'a, zauważył, że chłopak przyglądał się uważnie czemuś ukrytemu w ciemności po prawej. Harry zastanawiał się, dlaczego to robi, ponieważ on nie był w stanie zobaczyć tam niczego. Ale kilka osób również patrzyło w tamtym kierunku, odsuwając się lekko do tyłu. Harry czuł się coraz bardziej nerwowy, gdy wpatrywał się w ciemność razem z innymi. Niektórzy z nich coś widzieli i słyszeli — jak Tom — a niektórzy z nich nie — tak jak on.

Grindelwald, wbrew oczekiwaniom Harry'ego, nie przybył na miejsce pojedynku w żaden dramatyczny sposób. Jego pojawienie się było ciche, a tym samym zaskakująco niepokojące. Sylwetki Grindelwalda i jego niezliczonych popleczników wyłaniające się z ciemności, wywołały wielki popłoch u tych, którzy to zauważyli, a nawet większy u tych, którzy tylko widzieli jak inni reagują. Zerwał się wiatr, gdy dziesiątki osób wyszły w końcu z cienia.

Grindelwald zbliżał się do miejsca, gdzie wszyscy stali. Jego poplecznicy szli blisko niego, wszyscy ukryci za ciemnymi pelerynami. Włączyli się do kręgu, który kształtem zaczął przypominać raczej owal. Harry nie mógł policzyć, jak wielu ich było, ponieważ większość z nich nadal była ukryta w mroku, ale musiało być ich przynajmniej pięćdziesięciu.

Grindelwald był jedynym, który nie miał twarzy zasłoniętej kapturem, jakby zachęcał tłum do przyjrzenia się obliczu nowego przywódcy Anglii. Miał długie blond włosy, które Harry'emu wydały się bardzo zaniedbane w porównaniu z tymi, które chłopak widział wcześniej na zdjęciach w gazecie. Dziki, zadowolony wyraz twarzy, który widział we wspomnieniach Gregorowicza, czy na zdjęciach Bathildy Bagshot nie zniknął całkowicie. Jednak Grindelwald wyglądał teraz na bardziej obłąkanego i o wiele starszego.

Uśmiech, który pojawił się na jego twarzy na widok Dumbledore'a przywodził Harry'emu na myśl sposób, w jaki czasem uśmiechał się Tom. Z tą różnicą, że młody Czarny Pan nigdy się tak do niego nie uśmiechnął. Szalony uśmiech Grindelwalda wyglądał jak ten, który pojawiał się u Toma, gdy wpadał na wyjątkowo genialny i pokręcony pomysł albo gdy w końcu udało mu się osiągnąć to na, co tak długo pracował — na przykład jak wtedy, gdy udało mu się wydobyć od Slughorna informacje o horkruksach, czy jak wtedy, gdy odkrył w sierocińcu, że posiada moce przewyższające to, co było normalne lub typowo mugolskie.

W jego uśmiechu odbijał się psychotyczny poziom nienawiści, niedotknięty przez strach czy niepewność, ale powodowany wspomnieniami o przeszłości. Harry uważał Grindelwalda za całkowitego psychopatę, więc możliwe, że w ogóle nie czuł strachu na myśli o jego przeszłości z Dumbledore'em. Coś sprawiało, że wyglądał złowieszczo mimo przystojnej twarzy i Harry był pewny, że nie tylko on tak uważa.

Harry podświadomie cofnął się, przysuwając się bliżej Toma. Coś zaczęło go kusić, żeby, tak jak Tom, wyciągnąć różdżkę, gdy spojrzał na Dumbledore'a. Bez względu na pełen pogardy uśmiech Grindelwalda, Dumbledore uśmiechał się uprzejmie, jakby nic lepszego nie mogło mu się przydarzyć, niż spotkanie z jego dawnym kochankiem. Jedynym szczegółem, który psuł ten idealny wizerunek opanowanego przyszłego dyrektora Hogwartu, były jego oczy. Harry poczuł ulgę, gdy zauważył, że te jasnoniebieskie, przeszywające oczy wyrażały czystą nienawiść. Jego nienawiść była nawet większa niż ta, którą Harry w swoich wspomnieniach obdarzał Voldemorta.

Każdy z zebranych umilkł, gdy Dumbledore i Grindelwald wpatrywali się w siebie, ani na moment nie przerywając kontaktu wzrokowego. Po chwili martwej ciszy Dumbledore wyprostował się niemal z dumą, wciąż nie mając wyciągniętej różdżki. Grindelwald również nie miał różdżki w dłoni. Harry przypuszczał, że każdy z nich chciał pokazać swoją siłę i pewność. Po chwili Dumbledore przemówił, jego głos był na tyle głośny, że słyszał go bez problemu.

— Dobry wieczór, Gellercie.

Grindelwald wydawał się być tak samo niezadowolony z bycia nazywanym prawdziwym imieniem jak zawsze był Voldemort. Dumbledore uśmiechnął się lekko na widok jego reakcji.

— Dobry wieczór, Dumbledore — odpowiedział Grindelwald. Miał zauważalny niemiecki akcent, którego nie stracił nawet po tylu latach mówienia po angielsku.

— Widzę, że przyprowadziłeś ze sobą kilku swoich przyjaciół — zauważył Dumbledore spokojne, jakby nic z tego nie było bardziej fascynujące niż spostrzeżenie o aktualnej pogodzie. — Potencjalnie dobry pomysł, jeśli nie będziesz w stanie mnie pokonać na własną rękę.

Tom poruszył się lekko, jednak Harry był zbyt zafascynowany rozmową, żeby martwić się jego niezadowoleniem z obecności tylu popleczników Grindelwalda. Zastanawiał się, czy znajdowali się tutaj również aurorzy, na wypadek, gdyby Dumbledore potrzebował pomocy…

— Jeśli — na przekór wszystkiemu — nie byłbym cię w stanie dzisiaj pokonać, Dumbledore, zawsze miałbym kolejną szansę. Nigdy nie mogłeś się powstrzymać przed dawaniem drugich szans, nieprawdaż?

— Ach, jednak sądzę, że jesteś wyjątkiem od tej reguły, Gellercie. Zawsze byłeś zbyt pewny siebie.

— Uważasz, że dzisiaj polegnę? — dociekał Grindelwald. — Uważasz, że nikt nie zajmie mojego miejsca, gdy zginę? Że tysiące innych osób nie dołączą do mojej armii, żeby wystąpić przeciw brytyjskiemu Ministerstwu, nieważne czy będę martwy, czy uwięziony? Żadne więzienne mury nie mogą powstrzymać mojej mocy, Dumbledore, a ja nigdy nie umrę. Zbyt wielu ludzi wierzy w moje idee.

— Cieszę się, że znalazłeś przynajmniej jeden sposób, żeby wmówić sobie, że jesteś nieśmiertelny — odpowiedział Dumbledore. — Jednak sądzę, że mylisz się, twierdząc, że twoi poplecznicy będą w stanie samotnie kontynuować to, co ty chciałeś osiągnąć. Wątpię, czy nawet ty, jako samotny przywódca, jesteś w stanie tego dokonać. Spanikowana grupa starająca się znaleźć nowego przywódcę, zawsze rozbije się na kawałki. Niemieccy mugole zostali pokonani, a mugolskie wojny światowe zakończyły się…

— Niemieccy mugole? — powtórzył Grindelwald. — Mugolskie wojny światowe? Śmiesz sugerować, że to ja rozpocząłem te wojny, Dumbledore?

— Muszę przyznać, że uważam, że miałeś w tym spory udział, Gellercie — odparł Dumbledore. — Być może uznałeś to za wspaniałą szansę, którą postanowiłeś wykorzystać na swoją korzyść. Ale twoje nagle nagłośnione dojście do władzy w czarodziejskim świecie sugeruje, że miało to coś wspólnego z zakończeniem mugolskiej wojny. Miałeś zamiar sabotować mugolskie plany zakończenia walk? Tak jak to robiłeś w wielu innych przypadkach?

Coś w słowach Dumbledore'a wydawało się drażnić Grindelwalda, ponieważ, ruchem tak szybkim, że Harry ledwo go zauważył, wyciągnął różdżkę. Błysnęło zielone światło. Grindelwald posłał w kierunku przeciwnika klątwę zabijającą i wydawało się, że uderzy prosto w cel. Dopiero gdy promień znajdował się zaledwie kilka centymetrów od niego, Dumbledore deportował się. Pojawił się kilka metrów w lewo, krótko po tym, jak rozległ się głośny trzask.

— Zawsze byłeś pierwszy do łapania za różdżkę — powiedział Dumbledore. — Czyżbyś się czegoś obawiał?

— Nie boję się niczego, co dotyczy ciebie — warknął Grindelwald. Jego twarz wykrzywiła się w gniewie, a poplecznicy mrocznego czarodzieja przygotowali się do ataku. Dumbledore miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale Grindelwald ponownie zaatakował.

Błysnęło ciemne światło, pomieszane z pomarańczowymi iskrami, gdy Grindelwald posłałniewerbalne zaklęcie. Jednak Dumbledore był zbyt szybki. Ze świstem różdżki wyczarował coś, co wyglądało jak zwykły arkusz metalu. Wydawało się, że to było skuteczną ochroną przed tym urokiem, ponieważ uderzył w nią z zaskakująco głośnym trzaskiem i rozproszył się, zamiast trafić w cel. Na ile Harry się orientował, było to bardzo zaawansowane i trudne do opanowania zaklęcie defensywne, więc był nieco zaskoczony, że Dumbledore użył go machinalnie, praktycznie bez zastanowienia

— Widzę, że używasz swoich mugolskich sztuczek — zaśmiał się Grindelwald, z twarzą wciąż wykrzywioną w gniewnym grymasie. — Co za zabawna ironia! Co za żenująca hipokryzja!

Coś, co wyglądało jak piorun, tworzyło się na końcu różdżki Grindelwalda. Wyglądało na to, że Dumbledore'owi wystarczyło zaledwie przelotne zerknięcie, by zidentyfikować klątwę. Bez wahania rzucił w mrocznego czarodzieja żółty, spiralny strumień zaklęcia, bez wątpienia chcąc go powstrzymać przed użyciem tej magii. Grindelwald teleportował się i pojawił jakieś dwadzieścia metrów dalej, śmiejąc się w oszalałym skrzyżowaniu radości i wściekłości. Z jego skierowanej w kierunku nieba różdżki wystrzelił niebieski promień elektryczności. Główny strumień poszybował ku niebu, a małe odpryski skierowały się ku ziemi.

Jednocześnie dotykając nieba i ziemi, elektryczność wywołała grzmot rozbrzmiewający w chmurach, a błyskawica uderzyła blisko miejsc, gdzie stali niektórzy z obserwatorów. Dumbledore rzucił więcej zaklęć w Grindelwalda, z czego większość trafiała w nicość, zamiast we wciąż deportującego się przeciwnika. Jednak kilka minut po ciągłym deportowaniu się, jeden z czarów w końcu dosięgnął ło w Grindelwalda.

Przestało padać, gdy w górze zaczął formować się piorun. Jednak nawet zanim urok trafił Grindelwalda, rozbrzmiał grzmot, a piorun zaczął zmierzać ku ziemi. Wyglądało na to, że jego głównym celem był Dumbledore, ponieważ z trudem go uniknął, gdy uwięził swojego przeciwnika w klatce uformowanej z czerwonych strumieni światła.

Wykonując skomplikowane ruchy różdżką, skierował piorun w połączenie pomiędzy Dumbledore'em a klatką i zaklęcie natychmiastowo zostało przełamane. Grindelwald rzucił kolejną klątwę zabijającą, w tej samej chwili, gdy z różdżki Dumbledore'a wystrzelił niebieski strumień, którego Harry nie był w stanie rozpoznać. Ich zaklęcia zetknęły się na moment, uderzając w siebie z taką samą siłą, zanim po prostu eksplodowały w powietrzu.

Znikąd pojawił się ciemny, purpurowy strumień światła kierujący się do różdżki Grindelwalda, chłonąc tę magię. Dumbledore rzucił kolejne zaklęcia, ale czarnoksiężnik odbijał je w trakcie pochłaniania purpurowego światła. Wtedy Dumbledore uniósł dłonie nad głowę i natychmiastowo uderzył w nie piorun. Jednak wydawało się, że to zaplanował, ponieważ piorun skupił się na jego różdżce, trzeszcząc i owijając się wzdłuż niej.

— Absorbuje energię — powiedział cicho Tom. — Zastanawiam się tylko, jak potężne będzie następne zaklęcie Grindelwalda, skoro nie przejmuje się tym piorunem…

Grindelwald skończył chłonięcie tej magii i skierował jasny strumień fioletowego światła w kierunku Dumbledore'a. W jakimś stopniu mogło być nawet ultrafioletowe — pomyślał Harry, przyglądając się temu jak sparaliżowany. Całe miejsce pojedynku zostało rozświetlone nawet lepiej niż za dnia, gdy zaklęcie zostało uwolnione i spotkało się z zaklęciem Dumbledore'a. Harry zamknął oczy, nie chcąc zostać oślepionym. Wydawało się, że właśnie taki cel miała ta klątwa — oślepić ludzi, przynajmniej tymczasowo.

Dumbledore ponownie się deportował, wcześniej posyłając jeszcze w kierunku Grindelwalda kilka zaklęć. Gdy aportował się około dwudziestu metrów dalej, wzniósł swoją różdżkę, wymawiając krótką inkantację i jednocześnie wykonując skomplikowane ruchy różdżką. Forma tarczy zablokowała fioletowe światło, które ponownie zostało skierowane względem niego. Gdy Harry otworzył oczy, zobaczył, że Grindelwald był uwięziony wewnątrz pola siłowego stworzonego z jego własnego zaklęcia.

Ściany pola przybliżały się do mrocznego czarodzieja, który starał się deportować. Jednak Dumbledore z powodzeniem blokował mu tę możliwość. Grindelwald szybko to zrozumiał i po kilku ruchach różdżką, fioletowe światło wycofało się poza pole siłowe i uformowało w około siedem osobnych wiązek. Wyglądało na to, że nawet jeśli Grindelwald nie był w stanie pokonać swojego przeciwnika tamtym sposobem, mógł użyć tej magii w całkiem innym celu — żeby zapobiec swojej śmierci w tym polu siłowym. Siedem skupisk światła ciemniało coraz bardziej, przysłaniając wszelki widok i wkrótce nikt nie był w stanie zobaczyć, co robił którykolwiek z czarodziei.

Każdy wpatrywał się w okrągłą kopułę stworzoną przez Dumbledore'a. Wtedy rozległ się huk, który wstrząsnął ścianami pola i ziemią dookoła niego. Tłum zaszemrał ze strachem. Rozległ się kolejny huk i ziemia zatrzęsła się po raz drugi. Dumbledore starał się jeszcze zmniejszyć kopułę, jednak kolejne huknięcia nadal się rozlegały, a ziemia wokół pola zaczęła się rozstępować. Wszystkie siedem wiązek światła zniknęło wewnątrz ziemi, powodując jeszcze większe pęknięcia. Dumbledore machnął różdżką i ściany pola siłowego opadły. Nic poza nimi nie było. Tylko siedem głębokich dziur w ziemi.

Dumbledore deportował się, prawdopodobnie z obawy. Zrobił to w idealnym momencie, ponieważ Grindelwald pojawił się, ale już poza kręgiem stworzonym przez obserwatorów. Jego kolejna klątwa zabijająca chybiła zaledwie o milimetry. Zapadła cisza. Grindelwald uśmiechnął się psychotycznie. Dumbledore spojrzał na niego, pobladły z przerażenia. Tłum przyglądał się tym wydarzeniom zaskoczony, szeptając między sobą.

Harry, wstrząśnięty, nagle zdał sobie sprawę, że siedem grup fioletowego światła miało wydostać się z wnętrza ziemi, dewastując wszystko i wszystkich dookoła, a Dumbledore nie był w stanie nic z tym zrobić. Nie był zaskoczony, gdy okazało się, że Grindelwald chciał wygrać ten pojedynek, sprawdzając, jak jego były przyjacel zareaguje na demonstracyjnie zapowiedzianą eksplozję, która uśmierci wszystkich zebranych. Tom poruszył się niespokojnie, ale zanim Harry miał okazję na niego spojrzeć, zaklęcie wydostało się na powierzchnię.

Tom miał rację, spodziewając się, że tłum zostanie zaatakowany. Gdy rozległa się eksplozja, Harry zamknął oczy, nie będąc w stanie sformułować żadnej myśli. Jednak nie poczuł, żeby coś w niego uderzyło, poza światłem, które sprawiło, że poczuł się jakby oślepł, nawet mimo zamkniętych powiek. Hałas szybko został wyciszony, jednak nie wiedział w jaki sposób. Gdy zniknęła oślepiająca jasność, otworzył oczy i rozglądnął się dokoła. Kilka metrów przed nim zobaczył coś, co wyglądało jak szklana kopuła, wypełniona dymem. Z szokiem zdał sobie sprawę, że Grindelwald musiał uwięzić wewnątrz niej Dumbledore'a.

Poczuł jak Tom chwyta go za ramię. Harry spojrzał na niego, szybko zauważając, że widok ludzi stojących za chłopakiem był dziwnie zniekształcony. Zdał sobie sprawę, że Tom również zamknął ich wewnątrz kopuły, chcąc zapewnić ochronę przed eksplozją. Miał zamiar coś powiedzieć, gdy usłyszał, że szklana bariera, w której uwięziony był Dumbledore, zaczyna pękać

Z przenikliwym piskiem szklana kopuła nagle zniknęła, a dym zaczął unosić się wokół. Harry zauważył, że w miejscu, gdzie stał przed chwilą czarodziej, teraz ziała ogromna dziura. Nigdzie wokół nie widział Dumbledore'a.

Czarownice i czarodzieje zaczęli szeptać ze zmartwieniem. Harry poczuł, że jego serce zaczyna bić coraz szybciej, zaczął rozpaczliwie rozglądać się wokół, starając się znaleźć Dumbledore'a. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że już go tu nie ma. Że jeśli znajduje się tutaj, to tylko w kawałkach. Nie brał nawet pod uwagę, gdy przeszukiwał teren wzrokiem, że martwił się o starszego czarodzieja. Dumbledore musiał gdzieś czekać, gotów pokonać Grindelwalda…

Jednak Dumbledore nie pokazał się ponownie.

Grindelwald podszedł do kręgu obserwatorów. Jego kroki były powolne, niemal ostrożne, ale ludzie i tak usuwali mu się z drogi. Spojrzał na dziurę w ziemi, ani na moment nie wypuszczając różdżki z dłoni. Uśmiech wykrzywił jego usta, gdy przekonał się, że Dumbledore nie żyje. Mroczny czarodziej znajdował się w środku kręgu, stojąc blisko miejsca eksplozji, gdy nareszcie coś zrobił. Zaczął się śmiać.

Jego śmiech był tak samo dziki, jak jego wygląd i równie dziwaczny. Brytyjscy czarownice i czarodzieje wpatrywali się w niego w szoku, a poplecznicy Grindelwalda ledwo mogli uwierzyć w to, co właśnie zobaczyli. Wciąż nikt nie odważył się poruszyć.

— Jakim głupcem okazał się być Dumbledore! — krzyknął Grindelwald po kilku minutach śmiechu, które Harry'emu wydały się nieskończonością. — Nie był w stanie poświęcić dwustu z was dla dobra własnego kraju! Oczekiwał, że co się stanie? Co miał zamiar osiągnąć?

Harry zastanowił się nad tymi słowami. Grindelwald mówił o poświęceniu tych ludzi za cały świat… i powoli zaczynał dochodzić do wniosku, że ta szklana kopuła niekoniecznie musiała być stworzona przez Grindelwalda. Bardziej prawdopodobnie stworzył ją sam Dumbledore, żeby ochronić zebranych. Wcześniej był zbyt ogłupiony strachem, żeby rozważyć tę myśl. To wyjaśnia, dlaczego kopuła mogła zostać zniszczona…

Grindelwald nie był w stanie powstrzymać śmiechu. Jego poplecznicy również zaczęli się śmiać, podczas gdy reszta nie wiedziała coś zrobić. Harry poczuł, że Tom ponownie ciągnie go za ramię, jednak nie zareagował. Dumbledore musiał być gdzieś tutaj, czekając na odpowiednią chwilę…

— Harry. — Tom niemal syknął. — Musimy stąd uciekać.

Harry obrócił się w jego stronę.

— Nie…

Tom spojrzał na niego z niedowierzaniem.

— Nie możemy tu zostać.

Ale pojedynek nie mógł się jeszcze skończyć — pomyślał Harry. Spojrzał na Grindelwalda, gdy ten ponownie przemówił.

— Tego chciałeś, Dumbledore? — zapytał Grindelwald głośno. — To chciałeś osiągnąć?

Posłuchaj mnie — syknął Tom. Harry spojrzał na niego, wężomowa w końcu wywołała u niego jakąś reakcję.

— Co mogłoby być warte takiej śmierci? — indagował Grindelwald.

— Twoja różdżka.

Harry rozejrzał się szybko, słysząc głos Dumbledore'a. Jego serce zabiło niespokojnie, a przerażenie nareszcie zniknęło. Wystarczyło, że jasny czarodziej wykonał jeden ruch nadgarstkiem i różdżka Grindelwalda w okamgnieniu wyleciała z jego dłoni. Harry wpatrywał się w tę scenę, nie potrafiąc sformułować żadnej myśli. Grindelwald odwrócił się do Dumbledore'a. Na jego twarzy odbijała się niczym niezmącona konsternacja, gdy jego różdżka upadła na ziemię.

Podniecony tłum zaczął głośno rozmawiać. Harry zdał sobie sprawę, że Dumbledore musiał być wcześniej niewidzialny i czekał na idealny czas, by zaatakować Grindelwalda. Wszyscy wokół krzyczeli ze szczęścia i ulgi, niektórzy wciąż byli zszokowani. Poplecznicy Grindelwalda próbowali się deportować, jednak nie byli w stanie. Widząc to, aurorzy wkroczyli do akcji.

Grindelwald wciąż starał się walczyć, pomimo pięćdziesięciu różdżek aurorów skierowanych w niego. Wiele mrocznych czarownic i czarodziei chciało uciec, jednak nie byli w stanie zgubić aurorów. Dumbledore utkwił wzrok w swoim dawnym przyjacielu, mnóstwo ludzi oddzielało ich od siebie. Nie odezwał się ani słowem, gdy Grindelwald przeklinał i groził aurorom. Odczekał jeszcze chwilę, zanim po prostu odwrócił się i odszedł.

Reporterzy oblegli Dumbledore'a, wykrzykując pytania. Wyglądało na to, że nawet jeśli nie można było się stąd deportować, aportacja nadal była możliwa, ponieważ coraz więcej czarodziei pojawiało się wokół niego. Harry i Tom stali przez chwilę w miejscu. Byli jedynymi, którzy nie należeli do żadnej grupy. Gdy Harry spojrzał na Toma, chłopak wyglądał na niewzruszonego. Gdy poplecznicy Grindelwalda zostali złapani, do ich uszu zaczęły dochodzić dźwięki deportacji. Ktoś usunął zaklęcie, które to uniemożliwiało.

Bez słowa Harry chwycił Toma za ramię i deportowali się razem. Po krótkim, ale nieprzyjemnym doświadczeniu znaleźli się ponownie na Ulicy Pokątnej. Harry chciał uśmiechnąć się do Toma, uczcić jakoś ten moment, jednak jego towarzysz już ruszył w kierunku Nokturnu, nie czekając na niego. Był tym lekko zaskoczony, jednak poszedł w jego ślady.

Nie zapytał, co się stało, gdy szli przez Ulicę Nokturnu.

Gdy znaleźli się ponownie w ich mieszkaniu, Harry spojrzał na Toma, jednak nie chciał jako pierwszy przerywać ciszy, która zapadła między nimi.

— Prawie zginęliśmy — zaczął Tom po chwili.

— Byliśmy chronieni przez Dumbledore'a — zauważył Harry. — I przez ciebie też.

— Dumbledore mógłby ratować siebie, zamiast ochraniać gapiów, a moja tarcza wytrzymałaby jeszcze tylko kilka sekund. Mogła nawet zostać rozbita w tej samej chwili, gdy nastąpiła eksplozja…

Tom odwrócił wzrok od Harry'ego, wyglądając na zaniepokojonego.

— Ale to się nie stało — odpowiedział Harry.

Tom pokręcił głową, jakby zagubiony w myślach.

— Mieliśmy szczęście…

— Tłum nie był prawdziwym celem Grindelwalda — stwierdził Harry. Zastanawiał się, dlaczego Tom tak bardzo się tym martwił. — Pogrywał tylko z poczuciem moralności Dumbledore'a.

— Mógłby nas zabić bez mrugnięcia okiem, nawet przez pomyłkę — powiedział Tom. Gdy spojrzał na Harry'ego, na jego twarzy nie odbijała się żadna emocja, ale… Harry wiedział, że coś było nie w porządku.

— Nie jesteś nawet zadowolony z tego, że Grindelwald przegrał? — zapytał Harry zdezorientowany.

— Oczywiście, że jestem — odpowiedział szybko.

— W takim razie w czym problem?

— Problemem jest, że Dumbledore wygrał.

Harry nie odzywał się przez chwilę, przekonany, że Tom powie coś jeszcze, co wyjaśniłoby jego niedorzeczne słowa.

— No cóż… co innego miało się wydarzyć? — zapytał w końcu.

Tom nadal milczał, starając się na to odpowiedzieć.

— Nie wiem — powiedział i po chwili ciszy kontynuował: — Jak dobrze wiesz, nie oczekiwałem sukcesu Dumbledore'a… prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że ma chociaż cień szansy przeciw Grindelwaldowi.

— Więc… jesteś pod wrażeniem? — zasugerował Harry.

Tom spojrzał na niego, analizując tę sugestię.

— Właściwie to nie jestem pod wrażeniem — powiedział bardzo cicho.

— W takim razie, co o tym sądzisz? — zapytał niemal tak samo cicho, marszcząc czoło w zamyśleniu.

— Grindelwald powiedział, że nigdy nie umrze… Mógłby być w stanie stworzyć horkruksa, chociaż nie był w stanie pokonać Dumbledore'a.

— Grindelwald zostanie umieszczony w więzieniu — powiedział Harry. — Nawet jeśli stworzył horkruksa, minie wiele lat zanim umrze. Ludzie upewnią się, że będzie miał wystarczająco dużo czasu, żeby cierpieć wśród murów, które sam wybudował.

— Nie to mnie w tej chwili zastanawia.

— Powiedz mi co to jest — nalegał Harry. — Nie mam pojęcia, o czym teraz myślisz.

Tom spojrzał na rozmówcę, widocznie wahając się przed powiedzeniem czegoś. Harry nie był stanie domyślić się dlaczego i cierpliwie czekał na wyjaśnienie.

— Dumbledore wie o mnie dużo — zaczął Tom powoli. — Więcej niż chciałbym, żeby wiedział… Jeśli jest na tyle potężny, żeby pokonać Grindelwalda, nie wiem, co może lub co będzie robił, żeby powstrzymać mnie od osiągnięcia tego, czego najbardziej pragnę.

— Masz na myśli swoje badania nad czarną magią? — zapytał Harry. Był zaskoczony. Nie dlatego, że Dumbledore wiedział dużo o Tomie — tego akurat był od dawna świadomy — ale dlatego, że Tom zaczął uważać na Dumbledore'a. Wydawał się niemal przerażony.

— Tak — potwierdził Tom. Na jego twarzy nagle odbiło się zdenerwowanie. — Dumbledore chciałby za wszelką cenę powstrzymać mnie przed uczeniem się i odkrywaniem czarnej magii… Dzisiaj zasłynął z łapania czarnoksiężników, więc chcieć uczynić z tego swoją misję dziejową. Zaangażuje w to Ministerstwo, jeśli nie będzie miał odwagi powstrzymać mnie osobiście… Ale byłby w stanie mnie powstrzymać…

Tom zaczął nagle krążyć po pomieszczeniu. Przez chwilę wyglądał, jakby miał zamiar usiąść, jednak zrezygnował z tego. Harry wszedł za nim do salonu i usiadł po chwili na kanapie.

— Dumbledore nie jest już naszym nauczycielem, Tom. Nie może powstrzymać cię przed robieniem czegokolwiek.

Tom nie wyglądał na przekonanego. Wciąż jednak był pewny, że Dumbledore ma zamiar go złapać. W tej chwili Harry mógł tylko go obserwować i próbować mu uzmysłowić, że byli bezpieczni.

— Może zgłosić mnie za robienie nielegalnych rzeczy…

— Nie ma pojęcia, gdzie jesteśmy — powiedział Harry z przekonaniem. — A nawet jeśli wie, nie musimy martwić się, że Avery, Lestrange, Dołohow albo ktoś ich pokroju nagle zrobi nam niespodziankę i zapuka do naszych drzwi. W tej chwili nie robimy nic nielegalnego, chyba że zaliczysz do tego czytanie. A Dumbledore jest jedyną osobą, która podejrzewa cię o robienie czegoś niezgodnego z prawem. Poza nim, szanuje cię każdy hogwarcki nauczyciel.

— Inni nauczyciele nie mają takiej mocy i takich wpływów, jakie Dumbledore ma teraz — powiedział Tom. Wyglądał na jeszcze bardziej zaniepokojonego, jeśli to w ogóle możliwe. — Oni mogli mu coś powiedzieć — mruknął nagle. — Ślizgoni.

— Tak, jeśli chcieli, żebyśmy obdarli ich ze skóry kawałek po kawałku, a potem wysłali to ich matkom — odpowiedział Harry. — Boją się ciebie, Tom, i są ci całkowicie oddani, nawet w tej chwili.

Tom nagle zatrzymał się i spojrzał na Harry'ego. Nadal nie był całkowicie spokojny i Harry był w stanie to dojrzeć, mimo jego nagłej frustracji, która pojawiła się tylko dlatego, że Tom nie był w stanie zrozumieć tego, co czuł.

— Dlaczego martwisz się o Dumbledore'a? — zapytał Harry.

— Nie wiem.

— Zła odpowiedź. Musisz wiedzieć dlaczego.

Tom myślał nad czymś przez chwilę, zanim ponownie zaczął krążyć po pokoju.

— Proszę, powiedz mi, że nie zaczynasz o nim myśleć, jako o bohaterze. Dumbledore pokonał Grindelwalda tylko dlatego, że pojawił się tam pierwszy… gdyby jemu się nie udało, sami byśmy go pokonali.

— Nigdy nie będę o nim myślał, jako o bohaterze — zapewnił go Harry. Po chwili zdecydował się dodać: — Nawet nie zabił Grindelwalda.

Tom nic na to nie odpowiedział. Harry miał dziwne przeczucie, że Tom nie martwił się wcale, że Dumbledore został jego bohaterem. Coś innego zajmowało jego myśli, gdy krążył niespokojnie po pokoju. Gdy zastanowił się nad tym, jak Tom był pewny siebie przed pojedynkiem w porównaniu do teraz nagle uderzyła go pewna myśl.

— Boisz się Dumbledore'a?

Tom zatrzymał się nagle i spojrzał na Harry'ego. Obaj rozważali to pytanie. Z pewnością miało dla Harry'ego sens, jeśli ten pojedynek sprawił, że Tom zmienił zdanie, co do potęgi ich byłego nauczyciela. Młody Czarny Pan wydawał się myśleć o tym samym i był z tego wyraźnie niezadowolony.

— To nic złego, jeśli się go boisz — powiedział Harry cicho.

Tom nie wydawał się zadowolony tym zapewnieniem i wyglądał, jakby miał ochotę się z nim nie zgodzić. Jednak brakowało mu słów. Harry dostrzegłszy swoją szansę, kontynuował:

— Nie codziennie obserwujesz, jak zaskakująco potężny czarodziej pokonuje innego czarodzieja, którego wszyscy uważali za niemal niezwyciężonego. W szczególności jeśli znasz Dumbledore'a i nim gardzisz.

Boisz się Dumbledore'a? — zapytał Tom, ignorując wszystko, co powiedział Harry.

Harry zastanawiał się, dlaczego Tom będzie czuł się bezpieczniej, przyznając się do swojego strachu, jeśli ktoś podzielał jego uczucia. Nie chciał okłamywać Toma, ale… dałoby mu to pretekst do jeszcze większego zdystansowania się względem Dumbledore'a. Tom już i tak gardził ich byłym nauczycielem transmutacji, a to byłby kolejny powód, żeby dodatkowo wzmocnić ich odczucia co do Dumbledore'a. Co więcej, Dumbledore przeraził go, gdy opowiadał mu o Tomie…

— Tak — powiedział Harry. — Jest zbyt wiele rzeczy z nim związanych, na które trzeba uważać.

— Wśród wielu innych, nad którymi musimy czuwać — dodał Tom, siadając obok Harry'ego na kanapie. — Nie wiem, co zrobię, jeśli kiedykolwiek będę musiał z nim walczyć.

— Na razie uciekaj, dopóki nie będziesz wystarczająco potężny — doradził Harry. Przysunął się bliżej Toma. — Poza tym, nie pozwolę ci walczyć z nim samotnie.

Harry objął dłoń Toma, który nareszcie wyglądał na spokojnego.

— Cieszę się, że Grindelwald został pokonany — powiedział cicho. — Żałuję tylko, że nie mogę podzielać twojego optymizmu…

— Nie martw się o to — odpowiedział Harry. — Nie chcę tego świętować, nawet jeśli jego upadek mnie cieszy.

Tom spojrzał w oczy Harry'ego i uśmiechnął się lekko.

— Przynajmniej to oznacza mniej zmartwień dla ciebie.

— Dla ciebie też — zauważył Harry.

— Tak, dla mnie też — przyznał Tom miękko. — Cieszę się również, że obaj wciąż żyjemy…

— Jest nam przeznaczone żyć dalej — powiedział Harry. — Nie poszedłbym tam, jeśli sądziłbym, że możemy zostać złapani. Cieszę się, że poszedłeś tam ze mną.

— Tak samo jak ja — odpowiedział Tom. Delikatnie pogładził szczękę Harry'ego, uśmiechając się lekko. Wpatrywał się w oczy Harry'ego, obserwując jego reakcję na ten dotyk.

Harry, nie mogąc dłużej czekać, pocałował Toma. Rozkoszował się dotykiem obcych ust, gdy dłoń chłopaka przesunęła się na jego szyję. Harry przysunął się bliżej Toma, którego oddech stał się cięższy, gdy przycisnął go mocniej do oparcia kanapy. Chciał powiedzieć Tomowi, że nie musi się martwić o Dumbledore'a, ani o nic więcej, ale zrezygnował z tego, gdy poczuł dłoń Toma przesuwającą się wzdłuż jego pleców.

Byli bezpieczni w swoim mieszkaniu, a Tom nie wykazywał chęci do ponownego omówienia tych wydarzeń. Harry był pewny, że zapomniał o Dumbledorze w momencie, gdy pocałował go z pasją, nie chcąc niczego więcej poza kontynuowaniem tego, co zaczął.