Jzef - Ee... Chodziło mi o oryginalne imiona. Wiesz, takie które nie pojawiły się w mandze. Ale dzięki za pomysły.
Datenshi - gdyby to było takie proste... nawet nie mam pojęcia, gdzie mogłabym to wrzucić. A internetu mam tyle co kot napłakał.
AkiSora -Wielkie dzięki za propozycje! Jak przeczytasz chapter to dowiesz się, które mi się spodobało :)
amii - Ok 7 lat, przynajmniej tak wykalkulowałam sobie. A jeśli chodzi o to drugie pytanie dotyczące 1... Odmawiam na nie odpowiedzi.
corax - nie mam blogów. I nie znam się na tym. I nie mam często neta. I nerwów. ;) Przeboleję jakoś.
Radwan - Ciekawe... Pomyślę potem nad nim, z pewnością znajdzie się coś dla niego.
A teraz... dowiecie się... że... mi... KOMPLETNIE ODBIŁO. DLACZEGO? Przeczytajcie chapter, a dowiecie się.
Artysta i śmierć
Kolejna wyspa była dosyć barwna, w przeciwieństwie do dwóch pozostałych. Wszędzie były prześliczne krajobrazy, głębokie i czyste jeziora oraz mnóstwo różny zwierząt, również tych drapieżnych. Na szczęście te ostatnie wyglądały raczej na bardziej senne niż groźne. Wysokie drzewa, a także niektóre rośliny, wyglądały tak, jakby stworzył je jakiś niezwykle utalentowany artysta. Jakby na życzenie, przed nimi pojawił się niezbyt duży lis z co najmniej sześcioma zwinnymi ogonami.
Lis był nieco większy od Yoshitsu, sprawiał jednak wrażenie niesamowicie chudego. Sierść, brązowa jak czekolada, w wielu miejscach była poplamiona farbą. Niesamowicie energiczne uszy były nieco za krótkie, jak na przedstawiciela lisiego rodu i bardziej przypominały kocie. Duże, turkusowe oczy nie sprawiały wrażenia, że ich właściciel grzeszy zbytnią inteligencją. Yoshitsu odchrząknął głośno, zwracając na siebie uwagę.
-Naruto, to jest Nero. Baw się dobrze.
Chłopiec zrezygnowanym krokiem podszedł do lisa, lecz zanim zdołał cokolwiek powiedzieć, Nero zaczął skakać wokół niego, zaglądając mu między palce, we włosy, do uszu, macając jego twarz i ręce. Zanim lis pozwolił sobie na o wiele więce, blondyn odskoczył od niego na dobre kilka metrów.
-Co ty robisz?!- krzyknął oburzony Naruto. Nero wzruszył ramionami.
-Artysta musi znać wszystkie szczegóły i proporcje. A ty jesteś odrobinę nieforemny, wiesz? Prawe ucho masz mniejsze od lewego o 5 milimetrów.
Kiedy Naruto sprawdzał prawdomówność lisa, ten odszedł trochę i wyciągnął z jakiejś magicznej skrytki paletę, sztalugę, pędzel i farby. Wszystko to ustawił dzielnie na płaskiej powierzchni na polance kwiatów. Blondyn westchnął i podszedł znów do niego, mając się jednocześnie na baczności. Wolał nie przechodzić po raz kolejny tego samego testu. To byłoby... niesamowicie upokarzające.
-A więc... Co mam robić?
Nero spojrzał na niego i Naruto odniósł wrażenie, że lis przez chwilę nie miał zielonego pojęcia, co blondyn tu robi. Wziął się pod boki, uważnie lustrując chłopca.
-A skąd ja mam wiedzieć? Jestem zajętym lisem, nie obchodzą mnie jakieś banały. Zrobimy tak. Posiedzisz u mnie miesiąc, ucząc się malować u boku prawdziwego mistrza -wskazał na siebie- a potem pójdziesz sobie dalej. Co ty na to?
-Jestem za!
Naruto nawet nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Nie dość, że nie będzie musiał się napracować, to jeszcze tylko miesiąc! Czemu inne lisy nie mogły robić takich zadań. Nero wyglądał na zadowolonego z rozwoju wydarzeń i pokazał ząbki.
-Stań sobie pod tamtym drzewem.
Wykonując polecenia lisa, chłopiec w końcu zamarł w bardzo niewygodnej pozie. Nero przez dłuższą chwilę jedynie się wpatrywał w niego, a potem wziął do ręki pędzel, nakreślił w powietrzu wzór, wylał trochę farby na paletę, znów nakreślił wzór. Zanurzył koniuszek pędzla w niebieskiej substancji, zrobił niewielką kreseczkę na płótnie, a potem stanął trochę dalej, żeby obejrzeć swoje dzieło. Patrzył na to z różnych perspektyw, a potem wrócił, zerknął jeszcze raz na blondyna, zrobił kolejną kreseczkę i znów się cofnął.
Naruto nie miał przy sobie zegarka, ale sądząc po wyglądzie nieba, długości cieni i niewiarygodnego bólu zesztywniałych mięśni, minęło już parę godzin, a do końca najwyraźniej było jeszcze bardzo daleko. Od dłuższego czasu zgrzytał zębami, mając nieodpartą chęć rzucenia tego wszystkie w cholerę i wrócenia do Konohy. Powstrzymywał się jednak, wiedząc, że Yoshitsu bardzo by się za niego wstydził. Stał więc potulnie, próbując nie poruszać żadnych istniejącym mięśniem, co nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać.
I tak w sumie mijały dni. Naruto pozował, nosił sztalugi, farby, ryzy papierów, czesał lisa, układał ubrania, spał na łóżku z kwiatów na łące, jadł owoce, pił wodę ze strumyka, zrzędził w każdej możliwej chwili. Dziękował stwórcy, że wcześniej miał dwóch naprawdę męczących lisów, bo bez ich „treningu" padłby po godzinie łażenia z Nero. Nie miał czasu na zjedzenie naprawdę sytego śniadania, przez kilka godzin chodził spragniony, a spać szedł dopiero wtedy, kiedy sam lis uznawał, że wystarczy. Po jakimś czasie nie mógł się powstrzymać od ciągłego ziewania i przecierania oczu.
Już po pierwszej lekcji malowania został nazwany kompletnym beztalenciem. Przełknął tą uwagę szybko, bojąc się, że jeśli zdenerwuje Nero, będzie musiał zostać na tej wyspie kolejny miesiąc. A on ledwo przetrwał tydzień. Był zmuszony do malowania kwiatków, ptaków, lisów, kotów, psów, wilków, lwów, nagich kobiet, nagich mężczyzn... Na początku te dwie ostatnie rzeczy go bardzo szokowały, ale potem przywykł do tego widoku. Po prostu robił swoje, próbując uczynić ze swoich bazgrołów jako takie dzieło sztuki. Najbardziej lubił malować dzieci.
Raz Nero postawił przed nim małą, co najmniej 6-letnią dziewczynkę z koszykiem pełnym kwiatów. Z jakiegoś powodu Naruto czuł, że tego nie może schrzanić. Wraz z 50 klonami malował ją różnych perspektyw z różnym wynikiem. Nie pozwolił jej zabrać, dopóki najlepsze nie zostało ukończone w każdym szczególe. I musiał przyznać... W końcu mu coś wyszło. Niestety, lis skonfiskował rysunek jako dowód, że człowiek potrafi się postarać. Strasznie to zdenerwowało blondyna, który miał już tego dosyć.
Niestety, nic nie zapowiadało tego, że to się szybko skończy. Czas wlókł się, raniąc zdrowie chłopaka. Od zbyt słodkich owoców zaczęły go boleć zęby, miał trzy połamane paznokcie, a rany, które nabywał podczas biegania po lesie na bosaka, nie były dezynfekowane i go piekły. Na jakąkolwiek skargę Nero reagował agresją, złością i brakiem cierpliwości. Każdy argument chłopca zbywał machnięciem ręki. Po dwóch i pół tygodnia Naruto miał gorączkę. Nie mógł spać, bo w nocy dygotał z zimna, zaś w dzień gotował się od środka. Wraz z początkiem trzeciego tygodnia zaczął wymiotować krwią, a widział tyle, co kura w nocy.
Pewnego dnia nie był już w stanie wstać. Jęczał, kulił się, ledwo słyszał to, co Nero mówił o jego słabościach, głupocie i byciu nieodpowiedzialnym. Lis wyzywał go od słabeuszy, tchórzy, niedojd. Blondyn nie miał nawet siły na wydanie z siebie jakiegokolwiek głosu, o ripostach nie wspominając. Jedno było pewne. Miał sporo czasu na myślenie. Zabijał niewiarygodny ból wyobraźnią, tworzył obrazy i historie, wymyślał postacie, kreował światy fantasy. Liczył godziny. Coraz rzadziej słyszał cokolwiek. Jego organizm walczył z chorobą... ale już coraz słabiej.
Chciało mu się pić. I jeść. Był głodny, umierał z pragnienia. Usta miał wysuszone na wiór, gardło piekło go przy każdym oddechu, a oczy chciały łzawić, lecz nie miały czym. Pragnął jeszcze raz porozmawiać z rodzicami, zobaczyć swoje rodzeństwo, pobawić się z Yukim. Zobaczyć Nayanę. I Rirę. Spotkać się dziadkiem. Lecz ponad to wszystko pragnął końca cierpień. Nie pamiętał, jak smakowała radość, czym wyróżniała się przyjemność, jak miło było jeść posiłek. Oddałby duszę za kawałek czerstwego chleba i odrobinę brudnej wody. Tylko historia, którą dopracowywał na najciaśniejszy guzik pozwalała mu o tym zapomnieć na parę sekund.
W końcu nadeszła ulga. Poczuł ją dosyć dokładnie. Ciało przestało się tak dawać we znaki, pieczenie, ból, pragnienie, bestia głodu wyżerająca mu żołądek, to wszystko zniknęło jak za sprawą magicznej różdżki. Poczuł się wspaniale, ktoś go kołysał w ramionach, słyszał delikatne słowa, wypowiadane cicho, z największą ostrożnością. Kontury się rozmywały mu przed oczami, ale wiedział, że to sprzymierzeniec. Skądś wzięło mu się wspomnienie, że ten mężczyzna zawsze przynosił mu ciepłe mleko i go kołysał do snu, śpiewał mu kołysanki, pożyczał mu miękkiego pluszaka. Ale kim on był?
-Śpij, malutki. Śpij. Jutro kolejny paskudny dzień. -mówił mężczyzna- Musisz być silny. Ale ty jesteś silny, prawda, Naru-chan? Jesteś. Nie zasługuję na ciebie. Nie powinieneś pozwalać mi cię kołysać, śpiewać tobie kołysanek, układać cię do snu. Jestem okropnym ojcem.
Szeptał. Cicho, z pełnią miłości. Naruto tak bardzo chciał wiedzieć, kto to był. Ale nie wiedział. Potem to wszystko odpłynęło, a uczucie kołysania zostało zastąpione niesieniem. Ktoś go niósł. Tym razem czuł tłumiony przez coś ból, wiedział, że z ust wylewa mu się krew. Mężczyzna próbował na niego nie patrzeć, choć na twarzy miał wypisaną udrękę. Nienawidził go. Chłopiec o tym wiedział. Zapewne nie chciał go nieść. Nie chciał. A jednak to robił. Dlaczego? Dlaczego? I wtedy właśnie do głowy Naruto wpadło rozwiązanie. To był jego ojciec. Jego ojciec.
Chciał wyć, płakać, kiedy znów oddalał się od niego. Chciał być z nim, zostać przy jego boku, zacząć wszystko od nowa. Inaczej. Nie spotkałby Yoshitsu, nie musiałby odchodzić. Nie umierałby... „Czy ja umieram?" zastanawiał się przez dłuższą chwilę, jednocześnie dziwiąc się, czemu robi się tak ciemno. „Czy to tak wygląda?". Chciał uruchomić Kirigana, ale jego Kekkei Genkai znikło. Mimo czuł niezwykłą, rozpierającą go radość. Po co miałby pamiętać o jakichś głupich oczach? Kogo obchodzili rodzice?
Już widział tą wspaniałą polanę. Zrobił kilka kroków z szerokim uśmiechem. Wszędzie pasły się jelenie i łanie, łagodne daniele spoglądały na niego z ciekawością. Kwiaty wypełniały wiele skrawków przestrzeni, zaś drzewa miały grube, rozłożyste gałęzie, wspaniałe do wspinaczki. Chciał już iść, pobawić się, poczuć się wreszcie jak dziecko. Zasługiwał na to. Ale czy naprawdę chciał zostawić Yoshitsu? Tatę? Mamę? Rodzeństwo? Nayanę? Przyjaciół? W jego głowie pojawiły się wątpliwości, a polana zaczęła tracić na uroku. „Nie." powiedział sobie. Miał przecież zostać Lisim Mędrcem. Ambasadorem. Nie mógł tak tego porzucić.
Wspaniała okolica zrobiła się ciemna i ponura i chłopiec przestraszył się. Jego postanowienie było jednak mocne. Nie chciał umierać. Wtedy pojawiło się TO. Wyłoniło się z gęstniejącego mroku. Było połączeniem poskręcanych kości, długich, ostrych pazurów zamiast palców, czterech szeregów kłów z wąskiej czaszce, oczodołów wypełnionych wciągającą światło czernią, zaś jego nogi były reprezentowane przez dwa szpice. Gdy szczęka się rozwarła, uszy Naruto zostały zaatakowane przez niewiarygodnie bolesny, niemożliwy do zidentyfikowania dźwięk. Chłopiec postąpił odruchowo.
Sięgnął po swoją katanę, tworząc parę klonów i rzucił się na potwora z krzykiem. Nic nie odbierze mu jego rodziny i postanowień. Bestia zniknęła, żeby po chwili pojawić się za jego plecami i przeciąć go prawie na pół. Wrzasnął z bólu, lecz na jego ciele nie pojawiła się najmniejsza rana. Mimo to czuł, że został pocięty. Poraniony. Słaniając się w agonii, po raz kolejny zamachnął się na stwora. Ten bez problemu uniknął ataku.
Śmiesz atakować samą śmierć?
Głos uderzył chłopca w samą duszę. Blondyn zawahał się, a potwór wykorzystał to, aby zadać mu cios, który powinien oderwać mu głowę. Zamiast tego wywołał kolejną falę agonii, której nie można sobie nawet wyobrazić. Kolana ugięły się pod ciężarem Naruto i chłopiec, krzycząc wniebogłosy, upadł na niewidoczną w mroku posadzkę. Drżał, nie chciał jednak się poddać. Nie mógł zawieść Yoshitsu.
Ty głupcze. Twój lis cię opuścił. Twój żałosny ojciec cię zostawił.
-Kłamiesz! -krzyknął Naruto, podrywając się w ostatnim akcie swojej determinacji. Jego katana rozbiła się na kawałeczki po starciu z twardymi niczym stal kośćmi bestii. Ta zarechotała, raniąc uszy chłopca. Ten zapłakał, nie zdając sobie sprawy, jak dużo znaczyło dla niego to ostrze.
Spójrz tylko na siebie. Nie masz już niczego,czym mógłbyś się zasłonić. Twoi bliscy zostawili cię. Yoshitsu pozwolił, żeby ten śmierdzący lis cię zamordował. Nie widzisz tego? Nikt cię nie potrzebuje. Przestań walczyć. Nie masz już nic.
-Nie... -jęczał chłopiec, upadając po raz kolejny na posadzkę- Kłamiesz. Yoshitsu-sensei. On mnie nie zostawi! Kłamiesz!
Naprawdę?
Głos brzmiał teraz tak, jakby ktoś próbował się ulitować.
Nie bądź idiotą, bachorze. Nikomu na tobie nie zależy. Yoshitsu cię nie chce. Nie, on ciebie nie chce. Po co miałbyś tam wracać? Po co? Hm? Jesteś żałosny. Jesteś nikim. Oddaj mi się. Chcesz tego. Chcesz ujrzeć moją wspaniałą postać. Moje ciało. Moje idealne oczy. Chcesz być w moim raju.
-O... c-czym ty mówisz?! Kim ty jesteś?!
Jestem śmiercią. Jestem tęsknotą. Jestem tym, czego się boisz. Przed czym drżysz, stojąc w kałużach swoich niepowodzeń. Przed czym uciekasz, płacząc za tych, którzy umarli. Jestem najgorszą możliwą prawdą. Jestem zgubą niezwyciężonych, łaską umęczonych, ciemiężycielem bogatych, katem biednych. Jestem Cieniem, jestem Kage.
Naruto, słaniając się, podniósł się i stanął naprzeciwko bestii.
-Nie wierzę ci. Czymkolwiek jesteś, to zbyt oczywiste. Kościotrup. Jeśli jesteś śmiercią, to jesteś bardzo przewidywalny!
Och, to tylko jedno z moich dzieci. Nazywam go Perswazją. Potrafi nawrócić tych, którzy się stawiają, ale ty jesteś wyjątkowo upierdliwy. Stworzyłem go, słuchając historyjek pewnego śliniącego się starca z wyłupionymi oczami. Chyba wciąż jeszcze wije się w komorze lawy, w której go umieściłem, gdy zaczął mnie obrażać. Perswazja to jedno z moich ulubionych dzieci. Jest zaradny, posłuszny i silny, lecz mój ojciec nim pogardza. Nazywa go ślepym zaułkiem. Ale nie pozwolę mu go obrażać. Będę kraść mu dusze tak długo, aż mnie przeprosi. I przeprosi Perswazję.
Naruto z trudem przełknął ślinę, zastanawiając się, jak mógłby uciec od tego dziwadła. Perswazja nie spoglądał na niego zbyt przyjaźnie.
-Twój ojciec? Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś nienawidził wnuków...
Ha! Jestem synem i córą, jestem bliźniętami, jestem duszą. Powstałem z czystej esencji istoty, którą smoki nazywały Shar Kyushi, czyli Blask Śmierci. Jest bardziej znany pod imieniem Shinigami.
Chłopiec zadrżał, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo głos znów go przeszył na wskroś.
Mogę być wszystkim. Pieskiem, kotkiem, ptaszkiem, najpiękniejszą kobietą świata, najniewinniejszą dziewczynką. Kiedyś, bardzo dawno, przed shinobi, miałem inne imiona. Lubiłem jedno. Było fajne. I wywoływało takie przerażone miny. Ludzie oglądali się, zaglądali w śmiecie, sprawdzali swoje niemowlęta. Bali się mnie. Nazywano mnie oszustem, wyszydzano z moich starych dzieci, teraz zamkniętych w najciemniejszych lochach, zapomnianych przez ludzkość. Mogłem być każdym. Królem, żebrakiem, rycerzem, szlachcicem, rolnikiem, tanią dziwką z brudnej ulicy. Zwano mnie Loki.
-Loki? Taką masz fryzurę? -powiedział drżącym głosem Naruto, obserwując kątem oka Perswazję. Powykręcany kościotrup jedynie się przyglądał, ale chłopiec wiedział, że jeśli zostanie przez niego zaatakowany, nie będzie kolorowo.
Ty głupcze! Loki to słowo z najstarszego smoczego narzecza! W dosłownym tłumaczeniu oznaczało Świętokradcę. Wiesz dlaczego? Kradłem tożsamości, oszukiwałem, wyszydzałem. Ale wtedy nadszedł czas shinobi, którzy mieli lepsze sprawy na głowie, niż zaprzątanie sobie głowy tym, że gdzieś tu może być boski oszust. Ha! Woleli się powyrzynać. Ich sprawa. O tak... Dawno nie byłem na zewnątrz.
Naruto zrozumiał, że ma jedną szansę na tysiąc na uratowanie własnej skóry.
-Naprawdę? Dlaczego? Skoro jesteś taki potężny...
Nikt we mnie nie wierzy. Po co mam tam iść, skoro nikt nie uwierzy mi na słowo. A żeby mu udowodnić, mógłbym go zabić. Ale w słowo trupa też nikt nie uwierzy. Żałosne. Chakra to najgorsza możliwa rzecz. Cały świat oszalał na jej punkcie. Prostota. Przynajmniej mój ojciec ma jakieś zajęcie. Ciągle pojawiają się głupcy, oddający mu dusze za byle co. Ja też tak bym chciał, no ale nie mogę.
-Dlaczego nie?
Mój ojciec mnie spętał. Nie mogę nic zrobić! No naprawdę. To takie... żałosne. Musiałbym zawrzeć umowę z jakimś śmiertelnikiem, wejść w jego ciało, ale i tak nie miałbym nic do roboty. Mógłbym jedynie się gapić, jak idiota robi z siebie kretyna.
Chłopiec chrząknął.
-Czy ty mi właśnie to proponujesz? Umowę za moje życie?
Cień wybuchł śmiechem, który nie trwał zbyt długo.
Ja się nie targuję. Choć muszę przyznać, że masz werwę. Przeciwstawiasz mi się, walczysz, choć jesteś skazany na śmierć. Ale co miałbym z tej umowy, hm? Nie chce mi się siedzieć w tobie. To kolejne więzienie.
Naruto, zdenerwowany do granic, oblizał nerwowo suche usta.
-Może.. mi pomożesz? Chyba lubisz krzywdzić ludzi, prawda? Zawsze znajdzie się jakaś walka i... życie nie jest takie nudne, jak ci się zdaje. Zawsze jest coś z czego można się pośmiać i... i... i w ogóle jest fajnie.
Hm... twierdzisz, że to może być zabawne, tak? Może i masz rację. A może wyprowadzasz mnie w pole. Dlaczego nie miałbym cię po prostu dobić? I tak już nie żyjesz. Może już nawet spalili twoje ciało. Albo je zjedli. Lisy mają to w naturze. Padlinożercy, oszuści, zdrajcy, złodzieje. Nigdy nie można na nich polegać.
-Zamknij się! -krzyknął Naruto, obracając się wokół własnej osi, ale poza mrokiem i Perswazją nie dostrzegł nikogo- Nigdy nie wychyliłeś nosa ze swojej nory! Jesteś tchórzem, a zgrywasz wielkiego mądrale!
Napięcie kumulowało się w powietrzu, a chłopiec czuł, że wkrótce może skończyć w postaci krwawego gulaszu, mimo to nie tracił hardej postawy. Cień był po prostu... nie do pokonania i jego jedynym ratunkiem była zwykła... perswazja.
Jesteś bezczelny. Podobasz mi się. Nie lubię tego robić, ale przyznaję, że masz trochę racji. Nie byłem na zewnątrz od bardzo dawna. To kuszące, wyjść, zobaczyć, poczuć, zasmakować. Może tego pożałuję, ale... chyba zgodzę się na tą umowę. To może być naprawdę ciekawe.
Naruto odetchnął z trudem.
-A więc? Dogadaliśmy się? Nie zabijesz mnie?
Ale nie dostał odpowiedzi. Perswazja zniknął, rozpłynął się w mroku, zaś cały świat zawirował niebezpiecznie. Chłopiec upadł boleśnie na posadzkę i skulił się, jęcząc. Ból znów go wypełnił, sprawił, że miał ochotę płakać, krzyczeć, błagać o zakończenie jego mąk. Jednocześnie, było też coś, co trochę to tłumiło. Twarda posadzka powoli robiła się trochę miększa i cieplejsza, coś zaczęło łaskotać chłopaka w nos. Zadrżał, gdy usłyszał głosy. A właściwie jeden głos. Wściekły. Zrozpaczony. Przerażony.
-Głupiec! Jesteś głupcem! Jak mogłeś do tego dopuścić?! Powinni cię zdegradować! Nie! Powinienem cię zabić! Pozwoliłeś mu zginąć!
Ktoś prychnął.
-Daj spokój. Jestem zajętym lisem, a to tylko głupi ludzki bachor. Komu on niby był potrzebny? Klan Kitsune nie potrzebuje ambasadorów z dupy wziętych, Yoshitsu. Nie nadawał się. Szkoda, że od razu go nie zepchnąłem w pustkę.
-Ty dupku! Ty imbecylu! Naruto był wyjątkowy! A teraz nie żyje! Powinienem cię zabić! Zabiję cię! Na oczach wszystkich!
-Jasne. Bądź dorosły i pozbądź się śmieci. Nie potrzebuję tu tego ohydztwa.
-Cholero jedna! Jeszcze pożałujesz! Może mi powiesz, co mam powiedzieć jego rodzinie?! Może od razu powinienem cię wydać jego ojcu?!
-Uspokoisz się wreszcie?! To tylko człowiek! Jeden paskudny, obrzydliwy, dwunogi, nieforemny, przygłupi, zasrany człowiek! I do tego bachor! To, że sobie wmówiłeś, że zastąpi ci syna, to czysta głupota!
-Ty... Sukinsynu!
-Minoshi był odważnym maluchem, a ty niszczysz go tym cholerstwem! Wyświadczyłem ci przysługę, powinieneś mi dziękować! Ty i Zazubashitsu-bakayaro, dwójka inteligentów. Obu wam odwaliło z tym bachorem. Naruto-sama! Naruto-kun! Naruto-chan! Co za błazenada. A teraz przestań mnie wyzywać i zajmij się wreszcie czymś pożytecznym. Na przykład wywal tą gówniarę z Wysp, którą tu przywlokłeś z nim.
„Rira..." przemknęło chłopcu przez myśl. Zmusił się do otworzenia oczu. Lisy tarzały się już po ziemi, wyzywając się, przeklinając, krzycząc. Drżąc, podniósł się z trudem i odczołgał w stronę najbliższego strumyka. Nie widział go, nie widział prawie niczego, ale słyszał jego szum, czuł zapach łagodnej chakry, która go wypełniała. Pomagała mu, prowadziła swoim szeptem. Uśmiechnął się, odkładając sprawę z lisami na później. Chciał się napić. Pić. Cokolwiek. Z zaskakującą łatwością dotarł do czystego źródełka.
Łykając wodę myślał o swoim śnie. Zastanawiał się, czy naprawdę spotkał się z synem Shinigami, czy to po prostu był głupi koszmar. Zachichotał, gdy zrozumiał, że dał się podpuścić własnej wyobraźni. Wraz z życiodajną cieczą odzyskiwał wzrok. Nie pamiętał, żeby wszystko było takie dokładne, widział kropelki rosy na małych liściach, widział prążki na odwłoku malutkiego owada. Ostatecznie wzruszył ramionami i przemógł się do stanięcia na nogach. Pierwsze kilka kroków przebył niepewnie, ale potem szło lepiej. Był głodny.
Wrócił do bijących się lisów. Kły i pazury szły w ruch. Yoshitsu miał głębokie rany na plecach, jego yukata była w strzępach, a z sakiewki zostało tylko trochę skóry, spod której widać było parę złotych monet i wisiorek z małym pojemniczkiem w kształcie serduszka. Nero był najwyraźniej lepiej przygotowany do starcia, bo nie stracił nawet kłaczka futerka. Zdenerwowany Naruto ruszył w ich stronę, złapał lisiego artystę za ogon i, włączając w to całą swoją chakrę, oderwał go od Yoshitsu i trzasnął nim o najbliższe drzewo. Usłyszał trzask, ale go to nie obchodziło. Chciał tylko sprawdzić, co z jego senseiem.
-Wszystko w porządku? Jak się czujesz?
-Naruto... -wydukał lis- Ty... ty żyjesz... Ale to niemożliwe!
-Dlaczego? -zdziwił się Naruto- Padam z głodu, to fakt, no ale bez przesady. Miałem głupie sny. A raczej koszmary.
Yoshitsu potrząsnął pyskiem i zbliżył się do chłopca.
-Naruto. Twoje serce nie biło. Byłeś zimny jak lód. Miałeś puste oczy. Byłeś martwy.
-Ale teraz nie jestem, prawda? Jestem żywy, moje serce bije. Proszę, jestem głodny. Chodźmy już stąd.
Lis przez chwilę trwał w całkowitym bezruchu, ale potem pokiwał pyskiem i zerknął w stronę swojej sakiewki. A raczej tego, co z niej zostało. Wziął tylko wisiorek, a resztę zostawił. Złapał chłopca za nadgarstek i zaczął gdzieś ciągnąć. Naruto zerknął przez ramię na Nero. Artysta leżał pod zniszczonym drzewem nie poruszając się. Blondyn dostrzegł jednak niemiarowe poruszanie się klatki piersiowej. Lis nie zginął. Jeszcze.
-Przepraszam cię, Naruto. -powiedział nagle Yoshitsu, zwracając na siebie uwagę chłopca- Gdybym wiedział, że to się stanie... Nero był zbyt miły, przyjazny. Powinienem był się domyślić, że coś knuje. To moja wina. Prawie umarłeś. Nie, prawie zostałeś przez niego zamordowany.
Chłopiec westchnął.
-To już przeszłość. Było, minęło. Poza tym, to ja nie dałem sobie z tym rady. Oblałem to, prawda? Teraz wrócę do Konohy?
Naruto nie chciał, ale w jego tonie pojawiła się aż nazbyt widoczna nadzieja. Bał się, że zrani Yoshitsu, ale lis nawet na niego nie spojrzał.
-Nie, Nero to była jedna, wielka pomyłka. To się więcej nie zdarzy. Masz moje słowo.
Chłopiec nie odezwał się więcej. Przeszli przez most na Wyspę Centralną. Niektóre lisy oglądały się na blondyna, a ten zdawał sobie sprawę dlaczego. Jego ubranie było tak potargane, że nie robiło różnicy, czy miał je na sobie, czy nie. Był nagi. Yoshitsu zabrał go do tej samej miejscówki, co na samym początku, gdy jeszcze była z nimi Rira. Naruto zanotował, że powinien o nią zapytać. Usiedli w ciemnym kącie, a atmosfera przesączona była zapachem tytoniu, smażonego boczku i smażonych warzyw.
Podszedł do nich kelner z notatnikiem w łapach, z trudem utrzymując się na dwóch kończynach. Najwyraźniej nie urodził się z tą czynnością i sprawiała mu ona sporo problemów. Chłopiec z pewnością by mu współczuł, ale po tym co przeszedł, jakoś nie potrafił tego zrobić. Chciał jedynie dostać już swoje zamówienie. A zamówił faszerowanego królika, tatar, zapiekankę i frytki, a do tego sporo wody mineralnej.
-No więc... -zaczął niepewnie Yoshitsu, gdy kelner oddalił się z zamówieniem- Mówiłeś, że miałeś koszmary. Opowiesz?
Naruto na początku nie miał ochoty o tym mówić, ale uznał, że jego sensei na to zasługuje. Powinien wiedzieć o wszystkim. W końcu bił się za niego z Nero. Opowiedział mu o agonii, głodzie i pragnieniu, o sztuczce znikania we własnej wyobraźni. Mówienie o tym sprawiało mu psychiczny ból, więc przeszedł do tej części, jak odpływa, znika cierpienie, pojawia się ulga. Powiedział mu o tym, jak kołysał go Minato, szepcząc czułe słowa, a potem niósł go do szpitala po tym, jak chłopiec spadł z głowy Pierwszego Hokage.
W końcu dotarł do wizji pięknej polany i złudzenia, że jest w raju. Ale on nie chciał tam zostać, nie chciał nikogo zawieść. Opowiedział o tym, jak śmierć próbowała go zatrzymać. Ze sporą dokładnością opisał Perswazję, okropnego stwora, atakującego jego psychikę, niepokonanego i niezwykle szybkiego. Z trudem przeszedł do wątku z głosem Cienia. Mówiąc o nim czuł się głupio, jakby był maluchem, próbującym przekonać dorosłego, że istnieje świat wróżek. Ale on w to nie wierzył. W końcu to był tylko głupi koszmar.
Yoshitsu nie odzywał się, pozwalając, aby chłopiec mówił. Czasami marszczył pysk, czasami się prostował, czasami coś mruczał pod nosem. Mimo wszystko słuchał dokładnie, łapczywie połykając każde słowo. A gdy Naruto skończył, zastanawiał się przez chwilę, zanim podjął wątek.
-Kiedy byłem szczeniakiem, zwykłym, durnym lisiątkiem, mój ojciec zwykł opowiadać mi stare historie. Jedna z tych, które zapamiętałem, dotyczyła Boga Oszustwa, zwanego Lokim.
-Żartujesz... -wymknęło się chłopcu. Lis prychnął.
-Jasne, że nie. Ale też przez długi czas uznawałem to za głupią bajkę, zupełnie jak smoki i chakrę. Dopiero jak rosłem i się uczyłem, zrozumiałem, że wszystko jest możliwe. Imię Loki było zbyt dziwne jak na japoński, więc długo szukałem. Słuchając łabędziej pozytywki smoka dotarło do mnie, że to nie japoński. To smoczy. I to stary dialekt. A smoki nie są bojaźliwe i nie wierzą w byle co. Jeśli kiedyś jakiś gad czegoś się bał, to znaczy, że to coś istniało.
Naruto zadrżał, wpatrując się w przerażeniem w lisa. Zanim jednak coś powiedział, pojawili się kelnerzy z jedzeniem. Wyłożyli na stół talerze, a następnie wycofali się w półukłonie. Chłopiec wziął do rąk pałeczki, zerkając niepewnie na Yoshitsu. Ten zgarnął parę frytek.
-Jedz, tylko powoli, bo zwymiotujesz. Porozmawiamy potem.
Blondyn, z trudem dostosowując się do rady lisa, pochłaniał jedzenie. Był zaskoczony tym, że wyczuwał zapach konkretnych przypraw, słyszał szum mikroskopijnej ilości chakry w tym wszystkim, czuł wibracje energii, gdy przechodziła ona przez jego przełyk. Największy szok jednak był, gdy natknął się przy króliku na malutką kość, którą przegryzł bez większego wysiłku. Jej smak był dla niego prawdziwą rozkoszą. Gdy skończył, wypił prawie całą wodę mineralną w paru łykach. Potem spojrzał na lisa.
-Dobrze. -mruknął Yoshitsu- Powiem tak, jeśli naprawdę zawarłeś umowę z Lokim, to nie jest kolorowo. To wzorowy oszust, ale chyba nie miałeś wyboru.
-A co... -zaczął niepewnie Naruto- Jeśli to był tylko koszmar? Głupi sen?
Lis wzruszył ramionami.
-Tylko się cieszyć. Ale zejdźmy z tego tematu, robi mi się niedobrze. Nie będziesz dostawać więcej listów, to zrobiło się zbyt niebezpieczne. Zdaje się, że może wybuchnąć wojna.
Oczy Naruto zrobiły się wielkie jak spodki talerzy.
-O czym ty mówisz?! Jak to wojna?!
-Ri wszystko przekazał mi. Sprawa jest nieciekawa. Orochimaru wkurzył wszystkie kraje, ale znikł. Rozpłynął się w powietrzu. Danzo podobno zniszczył całe jego laboratorium, zabrał jakąś dziewczynę i również znikł, a uratowany więzień gada jest walnięty i nie da się nic z niego wycisnąć. Akatsuki próbowała zamordować Sandaime Hokage, ale staruszek zdołał uniknąć przedwczesnej śmierci, tracąc przy tym prawą dłoń.
Chłopcu zrobiło się żal Sarutobiego. Hiruzen zawsze był dla niego miły. Nie pozwolił sobie jednak na sentymenty i w ciszy wysłuchiwał lisa.
-Tobi stanął po naszej stronie, kiedy jakiś Pain próbował go zabić. Yondaime wykurzył Akatsuki z Konohy. A to wszystko wygląda mniej więcej tak: Iwa oskarża Kumo o pomoc Orochimaru, Kumo oskarża Sunę o pomoc Danzo, Suna oskarża Ame o wspomaganie zbiegłych więźniów, Ame oskarża Kumo o nielegalną sprzedaż broni Sunie, Konoha oskarża Iwę o konszachty z gangiem, który wyłapuje jinchuriki. I tak w kółko. Jeden zły krok, niewłaściwe kichnięcie i rozpęta się piekło. Największym podejrzanym jest Suna. Wiesz, że Gaara został Kazekage? Mniejsza. Nikomu się to nie podoba, w końcu to tylko dzieciak i do tego nosiciel demona. Iwa jest o krok od wojny z Suną. Jeśli do niej dojdzie, tylko Konoha stanie po stronie Suny, a cała reszta ruszy przeciwko. Jeśli Ame wypowie wojnę Kumo, wspierać będzie ją Suna i Konoha. I tak dalej.
Wziął głęboki wdech.
-Robi się naprawdę mocny bajzel. I nikt nie ma pojęcia, o co dokładnie chodzi. W ostatnim tygodniu były chyba cztery zamachy na ochroniarzy jinchuriki Ośmioogoniastego, niejakiego Bee. Wszystkie nieudane i bardzo zirytowały Raikage. W Konosze też nie jest różowo. Ktoś wybił z 50% klanu Uchiha i 20% klanu Hyuuga. Wszystkie ciała były pozbawione oczu.
Naruto zadławił się powietrzem, ale zdołał odzyskać władzę nad płucami, zanim lis był zmuszony do interwencji.
-Nie wszyscy faktycznie dążą do wojny. Młody Gaara jest odrobinę zbyt entuzjastyczny i ciągle oskarża obecną Mizukage o coraz to gorsze przewinienia i konflikt się zaostrza. A, Raikage, atakuje ciągle biednego Tsuchikage, bombardując go powodami, jakimi mógł się staruszek kierować, aby zdradzić inne kraje. Twój ojciec dwoi się i troi, żeby nic z tego nie było, ale mu to trochę nie wychodzi. Zwłaszcza, że ma teraz dwa nowe problemy na głowie.
Yoshitsu wyszczerzył się.
-Gratuluję, Naruto, masz siostrzyczkę, Kasumi, i braciszka, Tsubasę. Podobno maluchy są tak energiczne, że potrafią wymęczyć Kushinę, a to dość niesamowite. Słyszałem też, że są urocze i kochane, a Minato już załatwił im osobny oddział ANBU, który pilnuje ich dzień i noc... ku niezadowoleniu twojej matki, rzecz jasna. Słyszałem, że twoja siostrzyczka potrafi samym spojrzeniem zmusić ANBU do ściągnięcia maski i przytulenia jej.
Chłopiec zadrżał.
-Mogę ich odwiedzić? Proszę... Chce je zobaczyć.
Lis jednak pokręcił głową.
-Lepiej, żebyś się teraz nie wychylał. Ktoś poluje na Kekkei Genkai, a ty nie jesteś wystarczająco wyszkolony, żeby z nim walczyć.
-A jak mam być, skoro ciągle robię jakieś głupoty?! Ugotuj makaron, posprzątaj, pozuj! Nie mam czasu na treningi.
-Nie martw się o to. Tym się zajmiemy później. I tak już masz niezłą figurę... Poza tym, że jesteś wygłodzony. Ale nie, nie możesz odwiedzić swojego rodzeństwa. Jeszcze nie teraz.
Chłopiec zasmucił się. Miał nadzieję, że będzie w stanie się dostać na dzień lub dwa do Konohy. Pobawić się ze swoim rodzeństwem. Ale nawet to zostało mu odebrane. Mimo to nie był w stanie nienawidzić Yoshitsu. Sam sobie na to zasłużył, w końcu jak głupi zgodził się na bycie członkiem klanu Kitsune. Yoshitsu klepnął go w ramię.
-Ale mam pomysł. Co ty na to, żeby kupić im jakieś prezenty? Hm?
-Nie mam pieniędzy...
-Na koszt Ri. On wpada w euforię, kiedy chodzi o wydawanie kasy.
-Skoro tak twierdzisz.
Lis spojrzał na niego oceniającym wzrokiem.
-I przy okazji kupimy ci ubranie, które zasłania twój powód bycia mężczyzną.
Naruto zarumienił się, ale lis już go wyciągał na zewnątrz. Prowadził go głębiej w Wyspę Centralną, bardziej zatłoczonymi ścieżkami. Chłopiec mówił sobie, że gorszy wstyd nosić takie ubrania, niż być nagim. W końcu 9 na 10 lisów było nagich. Ale nie mógł powstrzymać wielkich, czerwonych rumieńców, które cisnęły mu się bezlitośnie na twarz. Próbował to zamaskować, ciągle się rozglądając. Znaleźli się na wielkim, gigantycznym bazarze. Widział dzikie zwierzęta, ubrania, klejnoty, broń, ozdoby, meble, cegły, narzędzia ogrodnicze... Nie da się wymienić.
Naruto nabył nowy, lekki strój, idealny do treningów i biegania, dodatkowo zdobył również nową, większą torbę, kilka pustych zeszytów i piór do pisania opowiadań, piżamę, chusteczki do higieny ciała i trochę bibelotów. Ubrany i zadowolony, zabrał się za rozglądaniem za prezentami dla rodzeństwa. Kupił kilkanaście pluszaków w kształcie zwierzątek, w tym rodzinkę żab, lisów i wilków. Wypatrzył dwa słodkie ubranka, które miały sprawiać, żeby maluszek wyglądał jak zwierzątko. Chłopiec nabył dla chłopczyka żabkę, liska i kotka, zaś dla dziewczynki królika, myszkę i tygryska. Jednak furorę blondyna zdobyło co innego.
Podszedł do straganu pełnego szczekania, kojców, bud i psów. Wszystkie wyglądały na tą samą rasę. Miały pomarańczowe futerko, poprzecinane czarnymi pasami i były gigantyczne. Sprzedawca, tęgi lis, nazwany przez Yoshitsu Teugi, natychmiast doskoczył do Naruto.
-Proszę, proszę. Tą rasę psów znaleźliśmy na jednej z wysp, zwanej teraz Wyspą Tygrysią. Zwiemy te psiska Tygris. Łatwo je oswoiliśmy, bo szczeniak rosnący w towarzystwie człowieka, lisa czy innego rozumnego stworzenia szybko się przyzwyczaja do pana i jego najbliższy. Są lojalne, a dodatkowo, nadzwyczaj kochają dzieci. Udowodniliśmy, że 79 na 80 Tygrisów rosnących w towarzystwie niemowląt i maluchów, po osiągnięciu wieku dorosłego przez dziecko, zaciekle bronią ich, nawet za cenę życia. Tygrisy żyją przeciętnie 75 lat, szybko rosną, wolno się starzeją. Idealny kompan dla ciebie.
Naruto uśmiechnął się ciepło do hodowcy.
-Nie, szukam czegoś dla mojego rodzeństwa. Bardzo młodego rodzeństwa.
Teugi klasnął w łapy i pokazał na mały kojec. W środku były dwie kulki wielkości piłki do kosza. Nie, zaraz... To były szczeniaki. Złoto-pomarańczowe, z czarnymi pasami. Jedno miało też długą pręgę od pyska po ogon. Z zainteresowaniem gapiły się na chłopca, co jakiś czas wywieszając na zewnątrz język.
-To bliźnięta, jeszcze nienazwane i nie przywiązane. Ten z pręgą to samczyk, a to samiczka.
Yoshitsu zbliżył się.
-To dobra okazja, Naruto. Tygrisy naprawdę uwielbiają dzieci, a Minato będzie zadowolony, że ma dodatkowy ochroniarzy dla swoich maluchów. W dodatku, szczeniaki naprawdę dużo kosztują, więc Ri będzie przeszczęśliwy.
Chłopiec westchnął, a potem ukląkł przy kojcu i wziął samiczkę na ręce. Zaczął ją drapać za uchem, a ta machinalnie zaczęła machać ogonem na wszystkie strony. Jej braciszek po niecałych dwóch sekundach upomniał się o pieszczotę dla siebie. Naruto odłożył Tygrisa i spojrzał na hodowcę.
-Biorę.
Gdy zapadła noc, chłopiec leżał w przyjemnym, choć trochę małym hotelu. Miał miękkie posłanie i wygodną piżamę. Westchnął, wiedząc, że wkrótce znów będzie przechodzić piekło. Wpatrywał się w sufit, zastanawiając się, czy jego rodzina będzie zadowolona z prezentów. W końcu wysłał też jeden Menmie, czyli naprawdę stare, ale wspaniałe i zdobione tanto. Matce wysłał bransoletkę z czarnych pereł i malutkich szmaragdów na platynowym łańcuszku, a ojcu zwój z jakimiś technikami.
Westchnął po raz ostatni i zamknął oczy, zdecydowany, że teraz pójdzie spać.
Stęskniłeś się za mną?
I co? Jak bardzo pojechałam z Lokim? Przegięłam? Nie? PROSZĘ O KOMENTARZE I OCENY!
