36. Powrót
Już byłem wkurzony, jakby to nie mogło się zdarzyć za parę tygodni. Od mojego powrotu z Nowego Jorku całe dnie spędzałem z Jasperem. Musiałem się upewnić, że się nie ośmieszę.
Minął tydzień, odkąd zostawiłem Bellę w Wielkim Jabłku. Minął tydzień, odkąd trzymałem ją w ramionach. Cholera, tęsknię za nią. Byłem zajęty przez pracę, ale to było normalne dla tej pory roku. I dziękowałem za to. To trzymało moje myśli z dala od Belli, a przynajmniej tak mi się wydawało. Nie dało się o niej zapomnieć, tak jak twierdziła wcześniej. Wszystkowiedzący mały dzieciak, którym była, umieścił to w kontaktach na moim telefonie. Teraz nawet miała piosenkę Cola Porter'a jako dzwonek.
Czasami wydawało mi się, że to było wczoraj, gdy popatrzyłem na nią po raz pierwszy. Były dni, kiedy chciałem, żeby czas zastygł, a inne, żeby leciał szybciej. Żeby szybciej wróciła do mnie. Pragnąłem jej. Myślałem o niej nieustannie. Codziennie powtarzała mi jak bardzo tęskni.
Wiedziałem, że to dla niej cięższe, miała ze sobą znajomych, lecz nie prawdziwych przyjaciół, którzy pomogliby jej przetrwać dzień. Podczas gdy ja miałem wsparcie w rodzinie. Tak jak za pierwszym razem, gdy wyjechała Bella, towarzyszyli mi od mojego powrotu z Nowego Jorku.
Alice i Esme zajmowały się przygotowaniem naszego nowego, ale tymczasowego domu, oddałem im to zadanie cztery dni temu. Alice i Esme znały nasz styl i łatwo mogły zamienić ten budynek w nasz dom. Mogły urządzić wszystko z wyjątkiem pokoju dziecinnego, chciałem być z Bellą częścią tego. Chciałem być tym, który zawiesi zasłony w pokoju naszych dzieci. Również chciałem, aby Bella namalowała coś na ścianie, ale to chyba będzie musiało poczekać aż urodzi.
Muszę poszukać informacji na temat oparów z farb i ciąży. Od kiedy miałem sporo czasu po powrocie do domu, pogłębiałem swoją wiedzę na temat ciąży. Było wiele informacji w internecie na ten temat, ale również o rodzicielstwie i różnych aspektów posiadania dziecka.
Bella była na zachodnim wybrzeżu i miałem ochotę spotkać się z nią w Los Angeles. Jednakże, wiedziałem, że nie mogę. Poza napiętym grafikiem Belli miałem wiele rzeczy do zrobienia przed jej powrotem. Wylogowałem się z firmowego komputera i szykowałem się do wyjścia, kiedy Carlisle zapukał w drzwi.
- Miałem nadzieję, że cię złapię przed wyjściem.
Uśmiechnąłem się, wskazując żeby usiadł.
- Skończyłem na dziś. Wkrótce Bella powinna kończyć kolację w Los Angeles i chciałbym być w domu, kiedy zadzwoni.
Uśmiechnął się głupkowato i nic nie mogąc poradzić, odwróciłem wzrok. Dokładnie wiedział, dlaczego chcę być w domu podczas rozmowy.
- Proszę, bez komentarza. Ledwo mogę znieść naszą dyskusję na temat wibrujących majtek.
Wzdrygnąłem się, wywołując u niego chichot.
- Mam tylko nadzieję, że za dwadzieścia pięć lat będziecie mieć tak samo urozmaicone życie seksualne jak twoja ciotka i ja.
- Jestem pewien, że będziemy - powiedziałem. - Jednakże, uważam że specjalnie to podkreśliłeś, żebym poczuł się jeszcze gorzej.
- Dokładnie tak.
Wywróciłem oczami, ale nie mogłem ukryć uśmiechu.
- Co mogę dla ciebie zrobić?
Carlisle westchnął i usiadł na małej narożnej kanapie, którą miałem w gabinecie. Wyglądał na zamyślonego i trochę smutnego.
- Wolałbym to zrobić w domu, ale wiem, że zaciągnięcie cię tam będzie trudne.
Zacząłem przepraszać, wymawiając się brakiem czasu.
- Oszczędź sobie. Jasper i Alice poinformowali nas, że zrobiłeś krok milowy w sprawie oświadczyn.
Kiwnąłem głową.
- Tak, ale zaczynam się zastanawiać czy to nie za dużo. To powinno być coś dla nas.
- A ty chcesz dzielić tę chwilę z rodziną.
- W pewnym sensie, tak - powiedziałem. - Ty i reszta rodziny jesteście powodem wkroczenia Belli w moje życie. Chciałbym, żebyście byli przy tym, gdy ją spytam o bycie moją na zawsze.
Nie miałem pojęcia jak bardzo zagubiony byłem, zanim Bella nie pojawiła się w moim życiu. Właściwie nie miałem pojęcia, że czegoś mi brakuje, dopóki jej nie spotkałem. Znalazłem miłość, której od zawsze pragnąłem, ale nie wiedziałem, że jej pragnę.
- Nie wierzysz w to, prawda? - spytał. - Nie możesz myśleć o każdej rzeczy, która się zdarzyła waszej dwójce, gdyby nie miało tak się stać.
- Myślę, że gdyby sytuacja była inna i nasza dwójka spotkałaby się na własną rękę, dążyłbym do tego, by z nią być. Szczerze w to wierzę. Jednakże, musisz przyznać, że dotknąłem dna, zanim się pojawiła. Czas był idealny, tak jak wasza ingerencja.
- Dlaczego to mówisz?
Pokręciłem głową, chcąc powiedzieć coś mądrego.
- Chciałem odejść. - Milczał, ale musiałem skończyć myśl: - Byłem znudzony i chciałem się przenieść. Szukałem stanowiska w Pekinie.
Jeśli był zaskoczony moim wyznaniem, nie pokazał tego.
- A teraz, nadal nie zadowala cię stanowisko?
- To nigdy nie była praca - powiedziałem
- Nie chciałeś zostać architektem. Nigdy nie marzyłeś o tym jako dziecko.
- Nie, chciałem być lekarzem, jak ojciec - odpowiedziałem. - Ale dobrze wiesz, że po ich śmierci nie chciałem mieć z nimi nic wspólnego.
- Byłeś zły i zagubiony - powiedział. Kiwnąłem głową. - Kochali cię, Edwardzie.
- Też to wiem. Ale gdybym tamtego dnia nie poszedł do kolegi po szkole, pomimo ich zakazu, nie pojechaliby mnie szukać.
- Nie możesz się o to obwiniać. - Zrobił przerwę i pokręcił głową. - Kiedy staniesz się ojcem, zrozumiesz, że zrobisz wszystko dla swojego dziecka. Nawet wyjdziesz w złą pogodę.
Kiwnąłem głową.
- Już to rozumiem - wyszeptałem. - Rozumiem, jak bardzo mnie kochali. Tak bardzo, że wsiedli w samochód i pojechali mnie szukać po okolicy. Zrobiłbym to samo dla Belli i dzieci.
- Czy jesteś szczęśliwy pracując w firmie? - spytał ponownie.
- Jestem - powiedziałem. - Nie żałuję, że zostałem architektem. W każdym razie jestem wrażliwy na widok krwi. Cóż, ostatnio byłem, kiedy Bella przecięła sobie palec.
Zachichotał.
- W porządku, teraz przejdźmy do celu mojej wizyty. - Wyciągnął małe, brązowe, skórzane pudełko. - Chciałbym, żebyś to miał. Należał do mojej matki.
Otworzyłem pudełko, a moim oczom ukazały się wspaniałe kolczyki z diamentami i szafirami.
- Dlaczego ja? Dlaczego nie dałeś tego Emmett'owi? Jego zaadoptowałeś pierwszego.
- Tak, adoptowałem go pierwszego. Dostał jej pierścionek zaręczynowy, Alice dostała naszyjnik, ale one są twoje. Jesteś moim synem pod każdym względem i to się liczy. Mam nadzieję, że w to uwierzysz.
Kiwnąłem i odchrząknąłem, by ukryć dźwięk, który chciał się ze mnie wydostać. Zrobiłem się trochę emocjonalny, nie miałem pojęcia, co to dla mnie znaczy.
- Wierzę w to. Nigdy nie zapomnę tego, co zrobiłeś odkąd odeszli.
- Więc weź je i zrób z nimi co uważasz - powiedział miękko. Wstał, poklepał mnie po ramieniu i powiedział do widzenia. Usłyszałem zamykające się drzwi, ale moje oczy wciąż spoczywały na kolczykach. Już mogłem je sobie wyobrazić na Belli, zwisające wzdłuż jej loków. Wiedziałem, której nocy je dostanie.
Jednakże, pojawiło się ukłucie żalu. Teraz może kojarzyć otrzymywanie biżuterii z tym, co zrobiłem na gali. Kiedy wyciągnąłem pudełko z dwiema zawieszkami w kształcie grzechotek do jej bransoletki w Nowym Jorku, próbowała ukryć wzdrygnięcie się, gdy zobaczyła pudełeczko w moich dłoniach. Nadal są rzeczy, nad którymi musimy popracować, ale nie ważne co, zrobimy to razem.
Włożyłem kolczyki do mojej aktówki, znajdując nuty, których szukałem wcześniej. Zamknąłem teczkę i ruszyłem do domu.
~oOo~Gdy dotarłem pod blok, byłem już spóźniony. Miała zadzwonić za minutę, a ja chciałem mieć pewność, że będę już w mieszkaniu. Zawsze była punktualna. Gdy wszedłem do windy, odebrałem telefon.
- Cześć, dziecinko - przywitałem się.
- Edwardzie - powiedziała miękko. Cichy szmer w tle powiedział mi, że też była spóźniona.
- Coś się stało? - spytałem. Hałas w tle powodował, że ledwo ją słyszałem.
- Moja kolacja z wywiadem zajmie dłużej niż przewidywałam - powiedziała. Mogłem dosłyszeć w jej głosie irytację. - Jeśli jeszcze raz ktoś dotknie mojego brzucha, to go uderzę.
- Ach, założę się, że wyglądasz uroczo - droczyłem się. - Musimy przełożyć naszą rozmowę?
- Do godziny powinnam skończyć - powiedziała. - Będziesz czekał? To da ci chwilę na przygotowanie się, ponieważ wiem, że jeszcze nie wszedłeś do mieszkania.
- Mógłbym złapać coś do zjedzenia i może trochę posprzątam.
Westchnęła głęboko.
- Jeszcze trzy dni, Edwardzie.
Jej głos był uwodzicielski, gdy wypowiedziała moje imię zachrypniętym głosem. Jęknąłem i przekląłem pod nosem. Dzięki Bogu, że byłem sam w windzie, bo mój sztywniejący fiut mógłby przerazić sąsiadów.
- Nie mogę się doczekać aż cię zobaczę - powiedziała cicho.
- Ja też - odpowiedziałem. Winda zatrzymała się, a drzwi się rozsunęły.
- Och, muszę ci coś powiedzieć. W górnej szufladzie naszej komody są dwa klucze. Jeden do skrzyni, a drugi do szafki z dokumentami, obie stoją w garderobie.
- W porządku - powiedziałem. - Nigdy tam nie zaglądałem.
- Dokumentów na razie nie przeglądaj, ale pozwalam ci na odkrywanie mojej skrzyni - powiedziała słodko.
- Co w niej jest?
- Zbiory moich zabawek - odpowiedziała rzeczowo.
Zakrztusiłem się i jęknąłem.
- Bella - syknąłem. - Nie możesz mi mówić czegoś takiego i nie oczekiwać mojej reakcji.
- Oczywiście, że nie - zamruczała słodko. - Mam nadzieję, że podzielisz się wrażeniami gdy zadzwonię później.
- Kusicielka.
- I o to chodziło - zagruchała. - Ben przyjdzie po materiały dla nowego nauczyciela. Znajdziesz je w szafce pod "Odgrywanie ról".
- W porządku - powiedziałem, wchodząc do pustego mieszkania. Momenty takie jak ten przypominały mi jak bardzo za nią tęsknię. Przyzwyczaiłem się do witającego mnie zapachu jej perfum. Jednakże po kilku tygodniach zapach się ulotnił.
- Kiedy po to przyjdzie?
- Jutro po południu lub wieczorem - powiedziała. Mogłem usłyszeć jak ktoś ją woła. Westchnęła i przeprosiła. - Oddzwonię do ciebie za godzinę. Jeszcze trzy dni.
- Nie mogę się doczekać, by cię zobaczyć, dziecinko - powiedziałem. Upuściłem moją aktówkę i poluzowałem krawat, idąc do naszej sypialni.
Mój wzrok zawsze dryfował w stronę gładkich krzywizn naszego fotela. Jęknąłem i Bella zaśmiała się cicho, jakby znała powód mojej reakcji.
- Zgaduję, że wszedłeś do sypialni?
- Rozłączam się - powiedziałem stanowczo.
- Och, nie jesteś dziś zabawny - powiedziała, śmiejąc się. - Kocham cię.
- Też cię kocham. Dzięki tobie zamierzam wskoczyć pod zimny prysznic.
Drażniła mnie chęcią dołączenia do mnie.
~oOo~Po szybkiej sałatce z kurczakiem i prysznicu, zdecydowałem się otworzyć skrzynię Belli. Wziąłem telefon, sprawdzając, czy wystarczy mi baterii na nadchodzącą rozmowę. Złapałem również moją słuchawkę Bluetooth, żeby w razie czego mieć wolne ręce.
Gdy spojrzałem do jej szuflady z bielizną, byłem obolały,co zapewne było zamiarem Belli, gdy poprosiła mnie o przygotowanie dokumentów. Nie jestem jakimś zboczeńcem, który dotyka jej majtek przy masturbacji. Istniała gdzieś granica. Wśród stosów jedwabiu i koronki znalazłem pudełko wspomnień z czasu, kiedy byliśmy razem. Nic nie mogąc poradzić, chciałem trochę powspominać. Zawierało ono bilety do kina, paczkę dziurawca, małą buteleczkę z piaskiem z Carmel, nasze skórzane opaski z wieczoru, gdy pomagała parze osiągnąć orgazm, i te cholerne kolczyki, które jej kupiłem.
Wiedziałem, że je zatrzymała, ale nie miałem pojęcia, że chciała zapamiętać tamtą noc. Wewnętrznie zadrżałem, przypominając sobie wyraz jej twarzy, po tym jak powiedziałem jej tyle okropnych rzeczy. Nie tylko wyrażała ona ból, ale i ulgę. Jakby spodziewała się mojej reakcji. Mogłoby to wyglądać inaczej jeśli wyjąłbym głowę z tyłka i pozwolił jej powiedzieć wszystko wcześniej, a nie prać brudy przy wszystkich. Złapałem klucze i zamknąłem szufladę z westchnieniem.
Nie zajęło mi długo znalezienie broszury, o którą prosiła, w małej szafce na dokumenty wciśniętej w róg garderoby. Próbowałem nie czytać tytułów, wyciągnąłem tylko jeden i zamknąłem szafkę.
W folderze znalazłem sporo informacji na temat tego, o czym mówiła na spotkaniu. Bez żadnych danych personalnych. Poza dokumentem o zachowaniu poufności, podpisanym nie tylko przez Bellę, ale również Angelę i Ben'a Cheney'ów, jako jej ostatni obiekt, przede mną. To miało zachować ich dane w tajemnicy.
Oczywiście nie powinienem tego czytać. Już miałem zamknąć dokumenty, aż nie zauważyłem notatki napisanej przez Bellę, opisującej doświadczenie z wykorzystaniem taśm/pasów, z kimś kogo nie nazwała. O kurwa, nie miałem pojęcia. Rozmawialiśmy trochę o jej seksualnej przeszłości, nawet jeśli nienawidziłem słuchać o jej poprzednich partnerach.
Powiedziała, że nie uprawiała seksu analnego, jednakże w poprzednim związku czyniła przygotowania do tego. Nie byłem zły, wiedziałem, że powiedziałaby mi jeśli by musiała. Jednakże, musiałem wierzyć, że mi nie skłamie.
Wzdrygnąłem się na to wyobrażenie i próbowałem je odgonić. Była ze mną i z żadnym innym mężczyzną. To mnie uspokoiło. Poza tym musiała pogodzić się z faktem, że miałem wcześniej wiele kobiet. Większość kobiet z Seattle. Odłożyłem dokumenty na bok, uklęknąłem przed jej skrzynią i otworzyłem ją kluczem znalezionym w szufladzie.
Cholera jasna. Było tu wiele rzeczy, które widziałem w pornosach i kilka, z których korzystałem przed Bellą. Musiałem ze wstydem przyznać, że nie miałem pojęcia do czego niektóre służą. W skrzyni jedna z przegródek była opisana jako zdjęcia. Zacisnąłem pięści, na myśl o jej zdjęciach z kimś innym, ale ciekawość zwyciężyła. Otworzyłem przegródkę i przełknąłem gulę w gardle.
Na pierwszy rzut oka, były to głównie zdjęcia pokoju wypełnionego ciekawymi elementami na ścianach. Widziałem podobny pokój na przyjęciu w którym braliśmy udział. Z tego co pamiętam, Bella powiedziała, że to pokój wykorzystywany do BDSM.
Moje dłonie zatrzęsły się, gdy znalazłem zdjęcie wśród innych, na którym była ona. W tle było widać kamienną ścianę z prostym krzyżem przymocowanym do niej. Z nią przykutą do niego. Nago.
Chciałem nienawidzić tą fotografię. Po pierwsze, to nie ja ją zrobiłem. Po drugie, było zrobione podczas pełnego pobudzenia. Po trzecie, naprawdę chciałem być tym, który zrobił to zdjęcie. Jednakże, cholernie podoba mi się to zdjęcie. W ten sposób była nie do odparcia.
Była zakneblowała czymś czerwonym i jedwabistym, może majtkami. Jej włosy spływały luźno na ramiona, nie zasłaniając twarzy. Były dłuższe niż teraz, końcówki dotykały szczytów jej piersi.
Jej oczy były zasłonięte ciemną tkaniną i mogłem dostrzec jak lekko zadziera głowę do góry. Coś co robiła, gdy była blisko orgazmu. Jej ramiona uniesione wysoko, gdy dłonie trzymały coś. Napięty brzuch, rozłożone szeroko nogi, taka apetyczna. Cholernie piękna.
Zostawiłem skrzynię otwartą. Koniec z sekretami ukrytymi za zamkniętymi drzwiami, czy skrzyniami.
Ze zdjęciem w dłoni, byłem zdeterminowany by ją spytać o nie, gdy zadzwoni. Na swój sposób nie chciałem wiedzieć, ale nie była z żadnym na poważnie poza mną. Była ze mną, a wkrótce zostanie moją żoną. Brzydziłem się na samą myśl o dłoniach innego mężczyzny na niej, chociaż to oczywiste, że nie byłaby tak doświadczona jeśli nie eksperymentowałaby z nimi. Ale nadal są dupkami.
Rozmawialiśmy na temat odkrywania rzeczy i jedynym powodem było robienie tego razem. Gdybym chciał odegrać z nią scenkę, musiałbym ją zapytać o poprzednie doświadczenia i możliwości, które się z tym wiązały. Wszystkie te informacje posłużą nam do poszerzania naszego doświadczenia.
Wysłałem jej krótkiego esemesa: Loguje się na Skypie.
Odpowiedziała po kilku minutach: Skręca mnie tu. Powinnam być o dwudziestej. Gotowy? ;)
Zaśmiałem się na jej kusicielski ton i odpisałem: Zawsze. Do zobaczenia.
Kurwa, już pulsuję. Zdjęcie i wyposażenie jej skrzynki doprowadzi mnie do sinych jaj. Kilka ostatnich tygodni było torturą, tylko naprawdę zaspokojony byłem w Nowym Jorku. Chociaż seks telefon i seks czat były niesamowitym udogodnieniem, to nic nie dorównuje realnemu dotykowi.
Złapałem mój laptop i rozłożyłem się na naszym łóżku, gdzie według mnie było najlepsze miejsce, by omówić jej zdjęcie. Jestem popierdolony, ponieważ moje myśli wciąż wracają do zdjęcia. Myślałem o wielu odrażających rzeczach by się opanować, Emmett w kąpielówkach, Emmett w gorsecie Belli i tak dalej. Nareszcie mogłem się skoncentrować, więc zalogowałem się i czekałem na Bellę.
Kiedy sprawdzałem maila, zauważyłem, że Bella pojawiła się kilka minut szybciej. Uśmiechnąłem się, zakładając mój zestaw słuchawkowy i napisałem, czy jest gotowa. Po chwili mój Skype zadzwonił.
Miała szeroki uśmiech, kiedy jej twarz pojawiła się na ekranie.
- Hej - wyszeptała, ale od razu zmarszczyła brwi. - Wyglądasz strasznie poważnie. Co się stało?
Westchnąłem i wzruszyłem ramionami.
- Czy specjalnie kazałaś mi szukać tych dokumentów?
Zamrugała i uśmiechnęła się.
- Byłeś ciekawy moich doświadczeń, ale bałam się o tym mówić. Pomyślałam, że potrzebujesz zachęty.
Parsknąłem i wywróciłem oczami.
- Cóż, zadziałało. Znalazłem twoją notatkę opisującą doświadczenie z pasami. Ale nie wspomniałaś imienia.
- To było inne, i z Mike'iem.
Zakrztusiłem się, przełknąłem i starałem się ukryć dreszcz. Moja wyobraźnia pokazywała więcej niż mogłem sobie wyobrazić. Nie pomagał fakt, że poznałem Mike'a. Uniosłem dłoń, posyłając jej spojrzenie, na które zacisnęła usta.
- Nie chcę znać szczegółów - powiedziałem. Wyglądała na zmartwioną.
- Możesz mnie pytać o wszystko, Edwardzie.
To było to. Dostanę odpowiedź na jakiekolwiek pytanie. Podniosłem zdjęcie i nie mogłem uwierzyć jak spokojna była. Zdjęcie nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia, nawet jej nie zaskoczyło. Czekała aż coś powiem.
Jak mam ją spytać o zdjęcie, nie brzmiąc jak mała ciota? Nerwowo przeczesałem palcami włosy, prawie zrzucając słuchawki. Wywróciłem oczami.
- Czy masz jakiekolwiek pojęcie co to zdjęcie mi zrobiło?
Parsknęła.
- Może.
- Nigdy nie pozwoliłaś mi się związać - powiedziałem. To mogło zabrzmieć oskarżycielsko, jeśli mój ton był wskazówką. Uniosła brew i uśmiechnęła się.
- Nigdy nie poprosiłeś - droczyła się. - Jeśli byś to zrobił, to bym ci pozwoliła.
- Wyglądasz młodziej - powiedziałem, przypatrując się fotografii i jej.
- Miałam dwadzieścia cztery lata, gdy je zrobiono - powiedziała. Zaczęła się wiercić i przeczesała dłonią włosy. - To była pokazowa scenka i moja pierwsza.
- Pokazująca co?
- Jak działają zmysły, gdy któryś jest zabrany.
Kiwnąłem głową, od razu przypominając sobie chwilę, gdy mnie związała w domku na plaży w Kalifornii. Pamiętam wszystko co czułem, kiedy zasłoniła mi oczy, każdy dotyk był intensywniejszy.
- Mimo tego powodu, wyglądasz cholernie gorąco, dziecinko.
Roześmiała się i pocałowała swoją dłoń, po czym przyłożyła ją do ekranu.
- Cholera, tęsknie za tobą, mistrzu.
Poruszałem brwiami sugestywnie.
- Czy to są majtki? - spytałem, wskazując knebel w jej ustach na zdjęciu.
- Tak, to moje majtki - wyszeptała gorącym głosem, powodując, że głośno jęknąłem.
Bella zachichotała.
- Coś czuję, że jak tylko zobaczyłeś zdjęcie, to zamknąłeś skrzynię.
- Może - warknąłem. - Jesteś związana, zakneblowana i naga na tym zdjęciu. Reszta skrzyni to tylko zabawki. Rzeczy, których nie możemy przetestować, dopóki nie jesteśmy razem.
- Masz rację, ale miałam nadzieję, że się im przyjrzysz. - Próbowała powstrzymać swój śmiech, ale poległa.
- Nie ma mowy, wybacz - powiedziałem rozbawionym tonem. - Myśl o twoich zdjęciach była ważniejsza, a zatem była moim priorytetem. Odkąd zobaczyłem zdjęcie, wpatruję się w nie i nie mam głowy do żadnej skrzyni. Jaka skrzynia?
- Więc nie przeglądałeś kajdanek ani pejczy? - spytała, śmiejąc się i próbując się opanować. Podniosłem fotografię i oblizałem usta.
- Dziecinko, teraz mam to zdjęcie. To jest lepsze niż porno. Kto potrzebuje zabawek, gdy ma coś takiego?
Upewniłem się, że widzi jak się poprawiam, powodując u niej parsknięcie i jęk w tym samym czasie.
To na zawsze zostanie w mojej głowie. Właściwie to jestem pewien, że to będzie pierwsza rzecz, o której pomyślę rano.
Rzuciłem zdjęcie na szafkę nocną i wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. W tej samej chwili mój ekran wypełniły cycki. Jęknąłem, a ona zachichotała na moją reakcję.
- Do tej pory - chrząknąłem - będziesz za to płacić - syknąłem, poprawiając się ponownie. Jej twarz pojawiła się z powrotem na ekranie, zadowolona z siebie i zarozumiała. Dzieciak. - Pokaż mi swój brzuszek.
Krzywiąc się, spełniła moją prośbę, rozwiązując szlafrok. Nic, tylko skóra. Zaśliniłem się. Myśl, że nosi moje dzieci czyniła ją jeszcze bardziej pociągającą. W tym momencie musiałbym się znowu poprawić, ale się powstrzymałem. Nadszedł czas, żebym najpierw zajął się nią. Chciałem skupić się na niej i tylko na niej.
- Jesteś cholernie piękna, dziecinko. - Oblizałem usta i podziwiałem ją przez chwilę, gdy się rumieniła. - Może porozmawiamy o łagodzeniu niektórych stresów? - spytałem. Jej usta zadrżały, gdy jęknęła. Zapowiedź tego, co będę oglądał przez najbliższą godzinę.
~oOo~To były zapracowane dwadzieścia dziewięć godzin i nie rozmawiałem z Bellą ponad dzień. Co oczywiście mnie wkurzało, ale uspokajała mnie myśl, że za czterdzieści osiem godzin będzie w domu. Byłem rozdrażniony cały dzień, warcząc na wszystkich w biurze.
Ostatecznie Alice wysłała mnie do domu, ponieważ jestem dupkiem. Nie obchodziło mnie to, ale wyszedłem. Kiedy nareszcie dotarłem do domu, byłem zmęczony, głodny i zdesperowany, by usłyszeć głos Belli.
Jednakże, wiedziałem, że nie będę mógł z nią porozmawiać przez kilka godzin. Była zajęta prowadząc jakieś przyjęcie jako jej alter ego w Hollywood. Na szczęście byliśmy w tej samej strefie czasowej.
Potarłem kark, zaczynając szykować trochę warzyw w sosie teriyaki na patelni. W trakcie krojenia marchewki w plastry sporo kawałków rozsypało mi się wkoło, od zbyt intensywnego krojenia. Zacząłem sprzątać bałagan, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Byłem zdezorientowany, ponieważ ochroniarze informowali nas, gdy ktoś jechał na górę. To były środki ostrożności odkąd Daniel zaczął nachodzić Bellę, przed swoją śmiercią.
Ostrożnie otworzyłem drzwi.
Co do jasnej cholery?
- Jak do diabła się tu dostałaś?
Bella
Nawet zmęczenie po podróży nie powstrzymało mnie przed wejściem do budynku. Byłam dwa dni wcześniej. Miałam wcześniej kilka skurczów. Nawet jeśli mój lekarz powiedział, że jest wszystko w porządku, Rachel nalegała na zakończenie mojej trasy jako środek ostrożności. Ulżyło mi.
Siedziałam przez kilka godzin na niewygodnym krześle, podpisując książkę za książką co było morderstwem dla moich pleców. I mogłabym zabić Alice za zmuszenie mnie do chodzenia w szpilkach. Moje stopy buntowały się z każdą godziną. Byłam zmęczona i tęskniłam za ramionami Edwarda.
Dostrzegłam Derek'a i Rick'a, ochroniarzy za biurkiem w holu. Przywitali mnie i przedstawili mi Craig'a, nowego członka zespołu. Jednakże, wyglądał na zaskoczonego, kiedy powiedziałam gdzie mieszkam. Odkąd moje myśli krążyły wokół Edwarda, nie obchodziło mnie to. Chociaż,wchodząc do windy, zobaczyłem jak wyciąga swój telefon. Cokolwiek, to nie moje zmartwienie.
Wiedziałam, że to nie w porządku, że nie zadzwoniłam do Edwarda z informacją o wcześniejszym powrocie, ale pomyślałam, że będzie miał niespodziankę. Położyłam dłoń na brzuchu, a łzy zgromadziły się w moich oczach. Zapobiegawczo rano zrobiono mi badanie USG, a dźwięk bicia serduszek naszych bliźniaków miałam zgrany na MP3. Uspokajał mnie przez cały lot do domu. Nie wiedziałam czy to dobra, czy zła wiadomość, zależy jak to odbierze.
Dom. Od tak dawna się tak nie czułam. To nie dom czy wymyślne mieszkanie, ale ludzie, którzy tam mieszkają. Po śmierci Brianny, mój dom rodzinny stracił swój urok. Po stracie rodziców nawet nie mogłam do niego wejść.
Edward był moim domem i miałam nadzieję, że ja jego. Wkrótce do naszej rodzinki dołączą dwie osoby.
Wyszłam z windy i poprawiłam pasek na moim ramieniu. Miałam ze sobą tylko bagaż podręczny, Rachel obiecała dostarczyć resztę. Udało mi się wyłowić moje klucze, ponieważ wiedziałam, że zazwyczaj Edward o tej porze bierze prysznic, w szczególności po długim dniu pracy. Głupie, nowe przepisy zmuszały go do nadgodzin, aby zakończyć korekty do bieżących projektów.
Miałam nadzieję, że uda mi się wślizgnąć pod prysznic razem z nim. Chociaż wiedziałam, że jestem za bardzo zmęczona na coś więcej, chciałam poczuć jego ramiona wokół mnie. Nie potrzebuję nic więcej.
Otworzyłam drzwi i sapnęłam. Na kanapie siedział Edward z Angelą na kolanach. Jego głowa była odchylona w tył, a oczy szeroko otwarte w szoku. Ręce miał po bokach głowy, a usta Angeli poruszały się nad jego. Dostrzegłam jak jedna z jej dłoni wsuwa się pomiędzy ich ciała, co tylko wzmogło mój gniew.
Zanim zdążyłam opuścić torbę, Edward zerwał się z kanapy, zrzucając Angelę na podłogę. To mnie nie zaskoczyło, ponieważ została oskarżona o zdradę przy wielu okazjach. Skupiłam się na jej stroju, który odsłaniał wiele skóry i ściągał uwagę. Innymi słowy, ubranie do pieprzenia. Nie wyglądała na zaskoczoną, widząc mnie, właściwie, wyglądała na zadowoloną z siebie. To potwierdziło moją wstępną ocenę.
Surowy wzrok Edwarda był skupiony na Angeli, ale kiedy dostrzegł, że wpatruje się ona w inną stronę, odwrócił się do mnie.
- Bella - powiedział zaskoczony. Musiał nie usłyszeć, jak weszłam. Jego oddech był urwany, gdy zmniejszyłam dystans pomiędzy nami. Było coś w jego oczach. Strach.
Edward
Kurwa. Nawet nie mogłem odczytać, co jej spokojny wyraz twarzy znaczy. Nienawidziłem faktu, że zazwyczaj potrafiłem odgadnąć o czym myśli. Zły na siebie, spojrzałem na Angelę i nie mogłem uwierzyć, że nie przewidziałem co zamierza zrobić. Stała zbyt blisko, pochylała się w moją stronę, ale jej wzrok był utkwiony w Belli. Nigdy nie powinienem jej wpuszczać do mieszkania. Jak do cholery mogłem wpuścić psychiczną-bestię? Nie polubiłem jej od momentu poznania jej na spotkaniu. Znałem kobiety takie jak ona, natrętne manipulatorki.
- Naprawdę myślisz, że to mogło zadziałać? - spytała Bella, pozostając opanowaną jak zawsze. - Jak mogłaś to zrobić?
W środku, mój żołądek skurczył się na samą myśl o tym, co to nam zrobi. Czy mi uwierzy? Zostawi mnie przez to nieporozumienie? W ogóle co sobie pomyślała, gdy weszła i zobaczyła coś takiego? Pieprzona suka, Angela stała zbyt blisko mnie, co może zrujnować moje życie. Może wepchnąć mnie do dołu, który powoli zakopywałem, odkąd poznałem Bellę.
Kiedy wcześniej otworzyłem drzwi, Angela odepchnęła mnie na bok i wdarła się do mieszkania, wołając Bellę. Powiedziałem jej, że Belli nie ma i nie będzie przez kilka kolejnych dni. Jednakże, to wszystko był pretekst, by wejść do mieszkania, w którym byłem sam.
Próbowałem się jej pozbyć, ale kontynuowała jakbym nic nie powiedział. Ośmieliła się stwierdzić, że Bella zostawiła mnie z powodu nudnego życia seksualnego. Zabrzmiało to jakby Belli znudził się monogamiczny związek, a ja pozwoliłem jej na to. Nie miała pojęcia o moim związku z Bellą, mimo że to nie był jej cholerny interes.
Odgryzła się z takim samym jadem w głosie, co ja. Nagle dostała wiadomość i zignorowała to, co mówię. Kipiałem i byłem gotowy wezwać ochronę, gdy wypuściła telefon i rzuciła się na mnie. Straciłem równowagę, przez co wylądowałem na kanapie.
- Bella - powiedziałem w desperackiej próbie przekazania jej, że to nie to, co myśli. Nie miała powodu, żeby mi uwierzyć, że jej nie zdradzałem. Miałem kilka okazji spowodować, że kobiety zdradzały swoich chłopaków, narzeczonych i mężów. Nie byłem z tego dumny, a teraz znowu moja przeszłość ugryzła mnie w tyłek.
Jej uwaga i zbyt spokojny wzrok utkwione były w Angeli. Nie we mnie. Angela stała obok mnie, kładąc dłoń na moim ramieniu. Szybko odsunąłem się od niej.
Bella podniosła dłoń, żeby mnie powstrzymać i pokręciła głową. Kurwa! Nie chciałem jej wkurzyć, zważając na jej wyjątkowy stan. Mimo jej opanowania, mogłem zobaczyć jak zmęczona była.
- Naprawdę myślałaś, że uwierzę w to, że mnie zdradza? - Bella spytała Angelę. Prawie złamałem sobie kark, zbyt szybko odwracając głowę w kierunku Belli. Co?
- A na co to wygląda? Naprawdę dobrze całuje. - Uśmiechnęła się zadowolona z siebie Angela, znowu próbując mnie dotknąć. Zamurowało mnie. Bella nie sądziła, że ją zdradziłem. Co to pytanie miało znaczyć?
- Tak, świetnie całuje - powiedziała Bella ochrypłym głosem. - Kiedy się w to angażuje.
- Dla mnie to wyglądało jakby się angażował - powiedziała słodko Angela. Odsuwałem się coraz bardziej od Angeli, kręcąc głowa z niesmakiem. Nie pozwolę tej kobiecie, by oddaliła ode mnie Bellę. Jednakże, Bella zdawała się znać powód tej diabelnej kobiety, więc pozwoliłem jej kontynuować.
Ale na wszelki wypadek zbliżyłem się do Belli.
- Kurwa, nieprawdopodobne - powiedziała stanowczo Bella. - Widzisz Angela, kiedy Edward mnie całuje, jego oczy są zamknięte, nie otwarte w szoku. Po drugie, jego dłonie nie leżą bezwładnie, tylko poruszają się po moim ciele. - Angela wyraźnie się spięła. Nie mogłem powstrzymać się przed zbliżaniem się do Belli, chroniąc ją własnym ciałem. Nie chciałem ryzykować, że Bella się zdenerwuje. Już było tego zbyt wiele.
Angela sapnęła i obróciła się tyłem do nas jak obrażone dziecko. Dzięki Bogu. Bella spojrzała na mnie i pocałowała mnie w brodę, gdy chwytała moją dłoń.
- W porządku, dziecinko. Pozwól mi to załatwić i porozmawiamy. - Kiwnąłem głową, ale nie odsunąłem się od niej. Jej palce zacisnęły się wokół moich, a jej kciuk potarł moje kostki. To był jej sposób na powiedzenie mi, że wszystko jest w porządku i mam się nie martwić. Fuknąłem wewnętrznie, jakbym kiedykolwiek przestał się martwić. Bella zwróciła swoją uwagę na Angelę.
- Atakując Edwarda, przegięłaś ostatnią strunę, Angie. - Ruszyła na Angelę, powodując, że kobieta zaczęła się cofać przed gniewem Belli.
- Potrzebujesz nas - powiedziała głośno Angela, a jej dłonie zacisnęły się w pięści. - Stworzyliśmy cię, kiedy mieszkaliśmy razem w Los Angeles.
- Wasze przyjęcia pomogły mi sprzedać moje książki, jednakże nigdy nie pragnęłam tego typu uwagi - odpowiedziała Bella, kręcąc głową. - Nie przeszkadzały mi demonstracje czy uczenie ludzi różnych rzeczy, ale nigdy nie chciałam skupić na sobie pieprzonej uwagi. To ty, nie ja.
Wtedy Angela wylała całą złość i desperację:
- Przeleciałby mnie, jeśli byś nie wróciła.
Nie. Po prostu nie. Parsknąłem.
- Nie ma mowy - powiedziałem do niej głośno. Wystarczająco, by cofnęła się o kolejny krok. - Prędzej bym umarł, niż zrobił to z tobą.
Płatki jej nosa zaczęły się rozszerzać, a kok rozwalił się kiedy zaczęła kręcić głową.
Bella westchnęła.
- Dzwonię do Bena i do sędzi Hanley. Wniesiemy o zakaz zbliżania się. Masz się trzymać z daleka ode mnie i Edwarda. Nie potrzebujemy takiego gówna.
- Nie możesz zostawić mnie... uczniów - błagała Angela.
Bella jęknęła i tym razem mogłem odczytać jej wyraz twarzy. Była przestraszona.
- To była jedna scenka Angie, tylko jedna.
Angela wyglądała na pokonaną.
- Dla mnie to więcej znaczyło.
- Przykro mi - powiedziała Bella. - Dlaczego nie wyjdziemy na korytarz?
To było oczywiste, że Bella chce się pozbyć intruza z naszego mieszkania, ale złapałem ją i przyciągnąłem do ciebie.
- Nie ma mowy, żebyś mi znikła z pola widzenia. Rozumiesz? Nie ruszasz się dalej, niż na wyciągnięcie ręki, dobra? - Bella kiwnęła głową i zaprowadziła Angelę do drzwi, ze mną depczącym jej po piętach.
Otworzyłem szeroko drzwi, by mieć je na oku. Nacisnąłem interkom, by wezwać ochronę na górę.
- Derek, tu Cullen - warknąłem. - Przyjdźcie tu. Ktoś nieproszony wdarł się do naszego apartamentu. Ktoś musi się nią zająć, teraz.
Angela wykręcała swoją bluzkę jak ręcznik, gdy Bella mówiła do niej spokojnie. Na szczęście stała kilka stóp od tej szalonej kobiety. Bella odwróciła głowę w moim kierunku, zmniejszając dystans pomiędzy nami.
- Wiem, dlaczego jesteś zasmucony, ale jeśli nadal będziesz się tak zachowywał, to tylko spowoduje, że ona zacznie krzyczeć na ciebie.
Angela westchnęła głęboko, ześlizgując się po ścianie na podłogę.
- Fakt, że chciała mnie uwieść i zniszczyć nasze życie, nie jest wystarczającym powodem, by stracić panowanie?
- Edwardzie, ona nie próbowała cię uwieść. Ona cię zaatakowała - powiedziała swoim spokojnym głosem. Tego, którego utrzymywała, gdy chciała wyglądać na silną, ale nie była. Nie do końca. Cholera, ona rozpadnie się, jeśli się nie opanuję.
- Cholera, racja, jestem zły - syknąłem. - Przeszłaś przez wystarczającą ilość gówna. Ty, nie... my, nie potrzebujemy tego. Uważam, że powinnaś zadzwonić też do detektywa Gomeza.
Bella spojrzała na siedzącą na ziemi Angelę, która spojrzała na naszą dwójkę, po czym wpatrując się we mnie, oblizała usta, śmiejąc się cicho. Suka.
- Tak - wyszeptała Bella. - Zadzwonię do Gomeza, ale najpierw do jej męża, żeby mógł zadzwonić do jej lekarza. - Wzięła moją twarz w dłonie. - Obserwuj ją. Mam nadzieję, że nie będzie niczego próbowała, ale lepiej dmuchać na zimne.
Spojrzałem na nią.
- Dziecinko - wyszeptałem, kładąc czoło na jej. - Nie możesz wszystkich ocalić.
Oboje spojrzeliśmy na Angelę, która ostentacyjnie nas ignorowała.
- Wiem - odparła. - Normalnie zadzwoniłabym do Bena i próbowałabym sama to dyskretnie rozwiązać.
- Wiem, że to nie jest dla ciebie łatwe, ale to nie jest teraz w twoich rękach - powiedziałem. - Jedynym sposobem, by jej pomóc jest podjęcie środków ostrożności. Musi zrozumieć, że z jej postępowaniem idą w parze konsekwencje.
Skinęła głową i zadrżała w moich ramionach. Mogłem dostrzec, że próbuje grać twardą.
- Wiem, muszę pozwolić innym, by się nią zajęli.
- Dokładnie - powiedziałem, przyciskając usta do jej skroni. - Tak będzie najlepiej. Dla wszystkich.
Po chwili Bella zniknęła w mieszkaniu, odbierając dzwoniący telefon. Angela zaczęła wstawać, by podążyć za Bellą, ale posłałem jej spojrzenie, przez które skuliła się przy ścianie.
- Nie ruszaj się do cholery - wyplułem.
Derek i Rick wyłonili się zza rogu i stanęli pomiędzy nami. Byli w szoku. To było oczywiste, że żaden z nich nie wpuścił Angeli do budynku. Wskazałem na Angelę, która udawała, że jej nie ma. Wpatrywała się tępo w ścianę przed nią.
- Panie Cullen?
- Wtargnęła nieproszona. Zrobiła scenę. Pozbądźcie się jej. Już zadzwoniliśmy na policję. Zróbcie jej zdjęcie, żeby ta sytuacja się nie powtórzyła.
Bella wyszła na korytarz z telefonem przy uchu.
- Detektyw Gomez powiedział, że możemy wnieść zarzuty o napaść. To zależy od ciebie, Edwardzie.
Kiwnąłem głową, nawet się nie zastanawiając. Angela nigdy się nie nauczy odpowiedzialności, jeśli pozwolę jej po prostu odejść.
- Ona musi zostać na dole do jego przyjazdu - powiedziała Bella do Derek'a. - Skończę rozmawiać w środku.
Wróciła do mieszkania, ale nie zamknęła drzwi. Bez wątpienia podsłuchiwała.
Angela zaczęła śpiewać pod nosem, co zwróciło moją uwagę.
- Pragniesz mnie, dziecinko. Potrzebujesz mnie, ponieważ mnie kochasz. Tylko mnie.
Zaczęła przekopywać torebkę leżąca obok niej. Rick i Derek wyciągnęłi swoją broń. Paralizator i pałkę. Obserwowałem jak skupiają się na każdym jej ruchu. Zaczęła śpiewać głośniej. Pośród słów dwa razy pojawiło się imię Belli. Oczy Derek'a się rozszerzyły. To musiał być pierwszy taki przypadek w jego karierze. Powiedział:
- Um, ona jest...
- Szalona - dokończyłem. Angela kontynuowała śpiewanie, wyciągając pilniczek do paznokci. To zwróciło uwagę Belli, która krążyła po naszym mieszkaniu.
- Kurwa! - krzyknęła. - Zatrzymajcie ją! - Bella rzuciła się w stronę Angeli, ale złapałem ją w pasie.
Angela zatopiła pilniczek w swoim ramieniu, gdzie znajdowało się już kilka podłużnych blizn. Krew zaczęła spływać z małej, postrzępionej rany.
- Angie - powiedziała Bella. - Proszę, przestań. - Derek i Rick złapali Angelę za ramiona, powodując, że upuściła narzędzie na podłogę.
Zacieśniłem uścisk wokół Belli, próbując ją uspokoić. Kurwa, widziała już dość krwi.
- Weźcie ją na dół. Jej mąż i detektyw powinni przyjechać za chwilę.
- Nie! - krzyknęła Angela. - Nie. Ona mnie potrzebuje. Puście mnie! - Kopała i krzyczała, gdy Bella łkała. Angela rzuciła oskarżenia: - Jak mogłaś mi to zrobić, Bello? - Splunęła w moim kierunku, ale byłem poza jej zasięgiem. - To twoja wina. Byłaby ze mną, gdybyś się nie pojawił. Dupek! - Łzy złości wypłynęły z jej oczu. - Bello. Nie potrzebujesz go. Proszę, nie pozwól im mnie zabrać. Nie rozumiem. Dlaczego mnie nienawidzisz? Dlaczego wszyscy mnie nienawidzą?
Wskazałem na windę, cicho mówiąc ochroniarzom o szybkie zabranie intruza. Bella trzęsła się w moich ramionach, nie chcąc patrzeć na krzyczącą kobietę, ciągniętą w dół korytarza. Poczułem jak jej ramiona opadły bezwładnie i wiedziałem, że to dla niej za dużo. Spokojnie wprowadziłem ją do naszego mieszkania, zamykając za nami drzwi.
Potknęła się, kiedy zmierzaliśmy w kierunku kanapy, więc wziąłem ją w swoje ramiona. Powoli, jej dłonie owinęły się wokół mojej szyi, gdy nowe łzy zaczęły spływać z jej oczu. Delikatnie położyłem ją na sofie, okrywając ją kocem.
Schowałem kilka luźnych kosmyków włosów i starłem parę łez z jej policzków.
- Muszę zejść na dół, ale chcę, żebyś została tutaj. - Otwarła oczy szeroko i przygryzła wargę. Chciała powiedzieć, żebym nie odchodził, ale była zbyt zmęczona, żeby to zrobić. - Zajmę się tym. Jedyną rzeczą, którą musisz się teraz zająć, to ty i nasze dzieci.
- Przepraszam - wyszeptała. - To nie był powrót, jaki zaplanowałam.
Wziąłem jej twarz w dłonie, pocałowałem ją w usta i potarłem nosem jej nos.
- Mój również.
Przez chwilę pozwoliła mi się tak trzymać, gdy jej łzy wysychały.
- Edwardzie - wymamrotała. - Wszystko w porządku? - Kiwnąłem głową, ponieważ wiedziałem o co pyta. Czy to co się wydarzyło kilka minut temu było atakiem.
- W porządku, dziecinko - wyszeptałem. Spojrzała sceptycznie, ale przytaknęła. - Co ty na to, żeby zadzwonić do lekarza i umówić się na wizytę w tym tygodniu?
- Dokładnie o tym myślałam - odpowiedziała. - Och, i kupimy nową kanapę. - Odpowiedziałem uśmiechem. - I spalimy twoje spodnie.
Zaśmiałem się i pocałowałem ją, zanim wyszedłem, by upewnić się, że Angela nie będzie nas już niepokoić.
~oOo~Wróciłem do Belli po ponad godzinie. Ben, mąż Angeli, przyjechał chwilę po detektywie Gomezie. Był świadkiem jak jego żonę wyprowadzano skutą kajdankami. Przez cały czas Angela powtarzał jedno zdanie:
- Dlaczego nie ja?
Chociaż mój gniew wciąż był na powierzchni, wiedziałem, że Angela potrzebuje pomocy. Ben nie był zaskoczony zachowaniem żony, co oznaczało, że wiedział, że coś nadchodzi. Przeprosił i żałował, że nie zauważył jej obsesyjnego zachowania w stosunku do Belli.
Detektyw Gomez spisał moje zeznania i obiecał wrócić jutro, by zebrać zeznania Belli, oczywiście po moich wcześniejszych naleganiach. Nie było mowy, żebym pozwolił na zakłócanie jej odpoczynku, po tym co przeszła. Po rozmowie z menagerem budynku, Craig, nowy ochroniarz, został zwolniony. To on siedział na straży, gdy Derek i Rick mieli przerwę, kiedy Angela przyjechała. Mimo braku dowodów w postaci monitoringu, przyznał się, że pozwolił jej wejść do naszego apartamentu.
Zamknąłem na klucz drzwi za sobą, starając się to zrobić jak najciszej. Bella potrzebowała snu, miałem tylko nadzieję, że przeniosła się do łóżka. W mieszkaniu unosił się zapach obiadu, który zacząłem szykować przed całym incydentem. Na stoliku kawowym stał talerz. Przynajmniej coś zjadła.
Znalazłem ją leżącą na kanapie. Odpoczywała na boku, zauważyłem, że przebrała się w coś wygodnego i nieoczekiwanego. I niewiarygodnie seksownego. Spała w mojej koszuli zapinanej na guziki i parze wysokich skarpet. Jej brzuch został wyeksponowany i z tego co pamiętam, wolała tak spać, gdy była sama. Swędząca skóra. Biedna dziecinka.
Nie mogąc się powstrzymać, podszedłem do niej. Uklęknąłem obok niej i położyłem dłoń na jej policzku. Jej miękkie, różowe usta zadrżały, gdy wyszeptała moje imię.
- Zabieram cię do łóżka - wymamrotałem.
- Mmm, w porządku - wyszeptała sennym tonem - Pozwól mi przeturlać się pierwszej. Od tyłu, dziecinko. - Powstrzymałem śmiech, ponieważ to było oczywiste, że coś jej się śni. Pocałowałem ją i wyprostowałem się. Wprawnym ruchem złapałem ją w ramiona, a jej ręce automatycznie owinęły się wokół mojej szyi. Ruszyłem w stronę naszej sypialni. - Nie zapomnij bitej śmietany - wymamrotała w moją szyję i westchnęła, nadal śpiąc.
- Nigdy - wyszeptałem. Wkrótce nastanie ranek, a ja chciałem ją powitać jak należy. Oczywiście po spytaniu jej, dlaczego przyjechała do domu dwa dni wcześniej.
