Od tłumaczki: Znowu spóźniona, znowu przepraszam. Szczerze mówiąc, zastanawiałam się, czy nie przenieść wstawiania nowych rozdziałów na soboty – na pewno miałabym więcej czasu na zbetowanie każdego rozdziału. Bo w tygodniu czasu mi brakuje na wszystko...

W każdym razie – zapraszam do czytania. Będzie o magii – Animagach, Mapie Huncwotów i Wywarze Tojadowym. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.

ROZDZIAŁ 36 – ZACZEKAJ, TO ZOBACZYSZ

25 maja 1975

Potrzebuję miejsca, które wygląda jak Zakazany Las. Miejsca, do którego nikt poza mną nie wejdzie.

Skupiła się na tej myśli, powoli spacerując przed pozbawioną ozdób ścianą na siódmym piętrze. Po tym, jak po raz trzeci minęła pewien punkt, pojawiły się okrągłe drzwi i Mia pozwoliła, żeby na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Otworzyła drzwi i weszła do Komnaty Potrzeby. Westchnęła, podziwiając widok.

Zdjęła buty i zagłębiła się w las, czując, jak wilgotna trawa otula jej bose stopy. Tam, gdzie powinna być ściana po jej lewej stronie, widziała Czarne Jezioro. Po prawej stronie górował nad nią cień Hogwartu, co wywołało w Mii dziwne odczucia, bo dziewczyna zdawała sobie doskonale sprawę, że w tej chwili w rzeczywistości znajduje się na zamku.

Las leżał przed nią i Mia z uśmiechem szła przed siebie, ukrywając się w cieniu drzew, patrząc w górę, na sufit Komnaty Potrzeby. Jednak zamiast solidnych murów, zobaczyła nocne niebo, rozświetlone przez idealnie okrągły księżyc, wiszący nisko nad horyzontem. To właśnie ten księżyc w pełni był jej celem. Uspokajał ją i wyciszał, kiedy zagłębiała palce stóp w miękką ziemię. Po części czuła zawstydzenie, że taki łagodzący efekt miało na nią dokładnie to samo, co sprawiało ból Remusowi. Odsunęła jednak od siebie swój wstyd, bo wiedziała, że to, co teraz robiła w końcu przyniesie Remusowi ulgę.

Bardzo dobrze wiedziała, że Łapa i Rogacz – a nawet Glizdogon, musiała to przyznać, - niedługo dołączą do Lunatyka podczas jego transformacji. Ona chciała być tam z nimi. Chciała być z nim.

Zajęło jej wiele miesięcy, zanim w końcu zrozumiała, jak poprawnie medytować, jak połączyć się ze swoim „wewnętrznym zwierzęciem" – zwierzęciem, którym, jak założyła, była wydra. Ogromnie ją zaskoczył fakt, który dotarł do niej pewnej nocy – to nie w wydrę miała się przeistoczyć. Kiedy to zrozumiała, przywołała swojego Patronusa i ze zdumieniem wpatrywała się w srebrzystą istotę, która zmieniła się z wydry w nieco większe zwierzę, ze smukłymi łapami i gęstym ogonem. Teraz już wiedziała, dlaczego starszy Syriusz tak bardzo się zdziwił, kiedy Hermiona powiedziała, że jej Patronusem jest wydra. To na pewno nie był Patronus Mii.

Zamknęła oczy i poczuła, jak wiatr owiewa jej skórę. Poczuła blask księżyca na swoich plecach i ziemię pod palcami. Skoncentrowała się na swoim wewnętrznym zwierzęciu, ale jednocześnie sięgnęła myślami do Lunatyka, do Remusa, który w tej chwili przeżywał swój koszmar we Wrzeszczącej Chacie. Sięgnęła do Łapy i Rogacza, którzy razem z przyjacielem wyszli z zamku. Nie byli w stanie dołączyć do niego, więc oddalili się do Zakazanego Lasu, by ćwiczyć swoje przemiany.

Coś w jej duszy się poruszyło w wielu kierunkach i Mia zrozumiała, że to nie jest pojedyncza więź, ale szereg różnych więzi. Będąc pogrążoną w głębokiej medytacji, wyraźnie je wszystkie widziała. Złota nić łączyła ją z Syriuszem – Więź Duchowa, przygotowana przez ich wzajemne uczucia, sprowokowana pocałunkami w dwóch różnych dekadach i pozostawiona bez zapieczętowania. Lżejsza, srebrna nić łączyła ją z Jamesem – Więź Rodzinna, jak wytłumaczyła jej matka, przygotowana przez jej siostrzaną miłość do Harry'eg', sprowokowana przez prezent, który otrzymała od Syriusza i zapieczętowana przez oficjalną adopcję.

Istniała też trzecia nić, prawie niewidoczna, jakby czekała na swoje przebudzenie. Więź, która sięgała daleko, do Remusa, przebywającego w Zakazanym Lesie. Więź jednak nie kończyła się na Remusie, istniała dalej, poza nim.

Jeszcze jedna Więź?

Odcięcie się od tej myśli zajęło jej chwilę, ale musiała ją odpuścić, żeby oczyścić swój umysł.

Nagle Mia westchnęła z zadowoleniem i zaakceptowała swoją przemianę, kiedy poczuła, że jej ciało jej ulega. Dłonie stały się łapami, których pazury chętnie rozorały miękką ziemię. Czuła, jak piasek przesypuje się po jej futrze. Jej wzrok sięgał dziesięć razy dalej i czuła się tak, jakby patrzyła na drugi koniec lasu przez Omnikulary. Poczuła, jak jej uszy się unoszą i usłyszała bardzo wyraźne szepty, jakby kilka osób stało tuż za drzwiami.

Za drzwiami?

Wymknięcie się na korytarz było bardzo proste, skoro miała po swojej stronie magię Komnaty Potrzeby. Poprosiła pokój, żeby stworzył niewidzialne wyjście, które nie przepuszcza żadnych dźwięków. Rzuciła na siebie zaklęcie kameleona i zamknęła za sobą drzwi, a następnie spojrzała w kierunku Syriusza, Jamesa i Petera. Skuleni, odsuwali od ścian gobeliny i obrazy, jakby szukali kolejnych tajnych przejść.

- Wiem, że tu przyszła – powiedział Syriusz. – Widziałem, jak poprzedniej nocy się wymknęła i zniknęła gdzieś na siódmym piętrze.

Peter westchnął.

- Gdybyśmy byli w stanie ukończyć mapę, nie mielibyśmy tego problemu. Kurde! Chyba zostawiłem torbę w lesie.

- Coś na pewno już ją dorwało – zaśmiał się Black.

Peter jęknął, marszcząc brwi.

- To była nowiutka torba. I miałem w niej wypracowanie na Zaklęcia.

- Po co ją w ogóle ze sobą zabierałeś?

- Bo miałem w niej też przekąski. Myślałem, że jeżeli uda nam się dzisiaj pełna transformacja, będziemy po niej głodni. Po treningu zawsze muszę coś zjeść.

Syriusz parsknął.

- Miałeś tam ser?

- Zamknij się.

- Wydaje mi się, że jej tu niej ma, Łapo – warknął zdenerwowany James. – Zaczynam się o nią martwić. Zaczynam się o siebie martwić, bo bardziej się przejmuję tym, że moja siostra znika w środku nocy, a nie tym, że zaczęła się umawiać w moim najlepszym przyjacielem, wilkołakiem.

- A myślałem, że to ja jestem twoim najlepszym przyjacielem – Syriusz wydął wargi.

James jęknął.

- Bo jesteś.

- Hej! – Wymamrotał Peter.

James złapał dwoma palcami grzbiet swojego nosa.

- Możemy przynajmniej udawać, że wasza samoocena nie ma związku ze mną i tym, kogo lubię, a kogo nie? Schlebia mi, że stanowię centrum waszych żyć, ale pragnę zauważyć, że Mia zniknęła.

- Kto zniknął? – Szepnęła Mia, zdejmują z siebie zaklęcie maskujące i pojawiając się po prawej stronie brata.

- Mia!

- Ja? – Zatrzepotała powiekami, udając zaciekawienie. – Ja doskonale wiem, gdzie jestem.

- Co ty kombinujesz? – Zapytał Syriusz.

- Co wy kombinujecie? – Odpowiedziała pytaniem. – Wygląda na to, że jesteśmy poza Wieżą Gryfonów po ciszy nocnej.

- Przynajmniej my mamy Pelerynę – James zmrużył niebezpiecznie oczy. – Nas nikt nie złapie.

Mia wywróciła oczami i dotknęła czubkiem różdżki swojej głowy, ponownie rzucając na siebie Zaklęcie Kameleona. Praktycznie stopiła się z tłem.

- Wiesz, że Peleryna działa tylko wtedy, kiedy masz ją na sobie.

Syriusza to rozbawiło, jak zwykle. James zaczerwienił się, złapany na gorącym uczynku. Peter był zdenerwowany.

Spojrzała na chłopca morderczym wzrokiem, zadowolona, że nie mógł tego zobaczyć.

- Co się dzieje, Pete? Nie podoba ci się, że patrzy na ciebie ktoś, kogo nie widzisz?

- Bardzo śmieszne. Pokaż się, Mia – zaśmiał się James. Zaczekał, aż będzie ponownie widoczna, żeby zadać kolejne pytanie. – Pytam poważnie, co robisz poza sypialnią po ciszy nocnej?

Położyła dłonie na biodrach i spojrzała na brata wyzywającym wzrokiem.

- Zadałam wam to samo pytanie.

- Mi-a – zajęczał James.

- Ja-mie – Mia skopiowała jego ton i sposób mówienia.

- Szukaliśmy zaginionego diademu Roweny Ravenclaw – wyrzucił z siebie Syriusz. Peter i James spojrzeli z niedowierzaniem na przyjaciela. – No, co? To nie jest do końca kłamstwo. Właśnie to robiliśmy przez cały poprzedni tydzień.

Mia posłała mu wszystkowiedzący uśmiech.

- Powodzenia.

James tylko potrząsnął głową i zaczekał jeszcze kilka sekund. Patrzył na nią, miał nadzieję, w cichym nakazem, żeby powiedziała prawdę. Mię to tylko rozbawiło. Naprawdę był uroczym chłopcem.

Ponieważ Mia również się nie odezwała, James prychnął.

- Nie mów, skoro nie chcesz. Zaczekamy, aż się ponownie wymkniesz i cię wyśledzimy.

- Nie znajdziecie mnie – uśmiechnęła się leniwie. – Wasza mapa nie jest jeszcze skończona.

Chłopcy głośno przełknęli ślinę i zmierzyli ją spojrzeniami.

- Co? – James postanowił udać zdziwienie. – Jaka mapa?

- Wasza czwórka stworzyła mapę Hogwartu i wszystkich tajnych przejść do Hogsmeade – zaśmiała się cicho, widząc, jak ich oczy rozszerzyły się.

- Ten cholerny wilkołak! – Sarknął Syriusz. – Cały Remus: olał swoich przyjaciół i wygadał wszystkie nasze sekrety swojej dziewczynie.

- Remus nic mi nie powiedział. Prawda jest taka, że zawsze powinieneś ufać Remusowi, Syriuszu. Skoro wasze sekrety wyszły na jaw, może macie pośród siebie… - Urwała, jakby chciała znaleźć odpowiednie słowo i jej wzrok spoczął na Peterze. – Chciałam powiedzieć „kreta", ale bardziej mi to przypomina szczura.

Peter zadrżał, zanim cokolwiek odpowiedział.

- Ja nic nie powiedziałem… Prawda?

- Ile razy wam powtarzałam, że Peter nie potrafi dochować tajemnicy? Bardzo łatwo się łamie pod presją – zmarszczyła nos z niesmakiem.

James zapatrzył się na Mię, podczas gdy Syriusz zaczął obrzucać Petera wulgarnymi epitetami.

- Ojej, czyżbym właśnie poszczuła Petera psem? – Uśmiechnęła się, gdy Syriusz zbladł.

- Mia… - Wyszeptał James.

- O co chodzi, kochany braciszku? Patrzysz na mnie, jakby wyhodowała sobie poroże – na jej słowa Jamie zaczął szybciej oddychać i Mia nie była w stanie utrzymać powagi. – Uspokójcie się, chłopcy.

- Jak długo o tym wiedziałaś? – Wrzasnął Syriusz.

- O mapie czy waszym treningu, żeby zostać Animagami? Nielegalnie, mogę dodać – spojrzała na Syriusza, który nie mógł się zdecydować, czy powinien być rozbawiony, czy wściekły.

- O obu – prychnął James.

- To ja powiedziałam Syriuszowi, wieki temu, że przydałaby się mapa zamku. I słyszałam, jak Peter o niej mówił kilka minut temu, kiedy nie wiedzieliście, że jestem obok was. Zakładam, że macie problem ze śledzeniem wszystkim osób obecnych na zamku?

James i Syriusz się nie odezwali, ale Peter po chwili potwierdził jej przypuszczenia. Pozostali dwaj Huncwoci rzucili mu nieprzyjazne spojrzenia, ale Pete odpowiedział niewinnym wzrokiem, jakby przed chwilą wcale się nie odezwał.

- Spróbujcie Zaklęcia Homunkulusa – uśmiechnęła się słodko do swojego brata. Z jej oczu zniknęły niebezpieczne błyski, które były tam wcześniej. – Sama bym wam pokazała, jak je rzucić, ale to chyba zadanie dla Huncwotów. Remus wam pomoże, kiedy tylko poczuje się lepiej.

- Skoro mowa o Remusie… - Syriusz uważnie się jej przyjrzał. – Zostaniemy Animagami, żeby mu pomóc. Sama mi powiedziałaś, że powinien się czuć dobrze przy innych zwierzętach.

- Wiem – usłyszała w jego głosie ten obronny ton, który przyjmował, kiedy grożono komuś, kogo kochał. – Domyśliłam się tego.

- To świetnie, ale jak się domyśliłaś? – Zażądał James.

- Dziwi mnie, że Syriusz jeszcze się nie zorientował – przyznała z cichym śmiechem. – Szczerze mówiąc, Remus też nic nie powiedział. Chociaż akurat on może być zbyt grzeczny, żeby zapytać mnie, dlaczego zmienił się mój zapach.

Black zagapił się na przyjaciółkę, wciągnął głęboko powietrze i jego oczy pociemniały.

- Dlaczego czuję od ciebie… Psowatego… Coś w tym rodzaju? Jak?

Odpowiedziała sztucznym uśmiechem.

- A jak ty to zrobiłeś?

Zmrużył niebezpiecznie oczy.

- Jak długo?

- Jakieś sześć miesięcy.

- Do diabła! Nam zajęło trzy lata dojście do tego poziomu! Pełna transformacja? – Rzucił gorzko. Mia lekko wzruszyła ramionami i Syriusz tupnął nogą. – Kurwa!

- Co się dzieje? – James zamrugał oczami.

- Ona też jest Animagiem!

- Bądź cicho! Co jest z tobą nie tak? – James rzucił Syriuszowi mordercze spojrzenie. – Filch może stać za rogiem, a jeśli przyłapałby nas na tej rozmowie, wszyscy mielibyśmy kłopoty, ty idioto!

- Macie problem z pełną transformacją, prawda? – Zapytała, rozbawiona. – Z utrzymaniem formy na dłuższy czas?

- Tak – warknął z zazdrością Syriusz. – Ja pierwszy się całkowicie zmieniłem. Rogacz też może się zmienić w pełni, ale żaden z nas nie jest w stanie utrzymać transformacji na dłużej niż kilka minut. Nie będziemy wsparciem dla wilkołaka, jeśli kilka minut po wzejściu księżyca w pełni zamienimy się w przekąski.

- Musicie znaleźć coś, co was uziemi. Obraz, który pozostanie w waszych umysłach. Wasz powód, dla którego się zmieniacie – wyjaśniła.

- Myślimy o Wrzeszczącej Chacie – przyznał James.

Mia potrząsnęła głową.

- Za słabo. Chatę można zburzyć. Poza tym, Remus jest wilkiem zawsze i wszędzie, nie tylko w Chacie. Potrzebujecie czegoś silniejszego.

- Czego ty używasz? – Zapytał nieśmiało Peter.

- Księżyca – przyznała i zauważyła, że chłopcy się wzdrygnęli. Pomyślała, jak na te wieści może zareagować Remus. – Wiem, że to brzmi makabrycznie, ale księżyc zawsze tam będzie, a dopóki on wschodzi w pełni, Remus zmieni się w wilkołaka. Remus jest połączony z księżycem, a my powinniśmy być połączeni z Remusem poprzez księżyc. Wszystko się zgadza.

- Więc w co się zmieniasz? – Zapytał w końcu Syriusz. – Wyczułem drapieżnika, coś psowatego, ale nie wiem, co.

- Myślałem, że ty mogłabyś się raczej zmienić w kota – zachichotał James.

- A to dlaczego? – Mia zmrużyła oczy. Prawdę mówiąc, sama się o to martwiła. Byłoby ironią losu, gdyby jej wewnętrznym zwierzęciem było to samo, w które przypadkiem zmieniła się Hermiona na swoim drugim roku.

- Bo ty i Syriusz żyjecie ze sobą jak pies z kotem – wyjaśnił Jamie, a Mia i Syriusz tylko wznieśli oczy do nieba. – No? Czym jesteś?

- Będziesz musiał poczekać i zobaczyć.

wWwWwWwWwWwWwWw

Tej samej nocy Mia wyciągnęła Pelerynę Niewidkę z kufra Jamesa i szczelnie się nią owinęła. Koszmary nie prześladowały jej tak często od tamtego spotkania z Bellatrix podczas ślubu Narcyzy i Malfoy'a. Wyglądało na to, że jej strach w pewnej mierze zelżał. Mimo wszystko, czasami miała problemy ze snem, szczególnie w noce, kiedy księżyc w pełni królował na niebie, kiedy Remus był sam ze swoim bólem.

Nie przyszło jej to do głowy, kiedy zaczęła trenować w Komnacie Potrzeby, ale pewnego dnia, tuż po świętach bożonarodzeniowych, postanowiła wywołać Pokój Ukrytych Rzeczy. Częściowo chciała poszukać diademu Ravenclaw – w końcu go znalazła, ale nie pozwoliła sobie go dotknąć. Nie potrafiła kontrolować Piekielnej Pożogi i nie miała pod ręką kła bazyliszka, żeby go zniszczyć. Dlatego postanowiła zobaczyć, jakie inne historyczne artefakty zostały zniszczone podczas ostatniej bitwy w Hogwarcie. Chciała znaleźć stare księgi i bezcenne artefakty, które leżały ukryte przez stulecia.

Nie spodziewała się, że znajdzie lustro.

Cudowne lustro, wyższe niż jej szafa, oprawione w piękną, złotą ramę, oparte na dwóch solidnych nogach. Inskrypcja wygrawerowana nad nim przypomniała jej historię, którą opowiedział jej Harry. AIN EINGARP ACRESO GEWTEL AZ RAWTĄ WTE IN MAJ IBDO.

Zwierciadło Pragnienia.

Powolutku Mia zbliżyła się do lustra i spojrzała w nie. Odetchnęła głęboko.

Zza jej warg uciekło jedno imię. Imię, którego nie wypowiadała na głos od trzech lat.

- Harry!

Stał przed nią. Obok niej, w zasadzie, bo patrzyła na swoje odbicie, obok którego pojawił się jej najlepszy przyjaciel. Wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała. Kropka w kropkę podobny do Jamesa, z dwoma odstępstwami od jego wyglądu: na czole miał bliznę w kształcie błyskawicy, a jego oczy miały najbardziej zielony odcień, jaki kiedykolwiek widziała.

Po obu stronach Harry'ego stali jego rodzice, ale nie jako dorośli ludzie. Nie, James i Lily pojawili się w takim wieku, w jakim byli właśnie w tym momencie. Mieli po piętnaście lat i byli pełni życia. James wyglądał jak brat Harry'ego.

Potterowie, w końcu razem.

Mia pociągnęła nosem i otarła łzę. Stała tam z nimi. Harry uważał ją za swoją siostrę, pozwoli jej nosić na nadgarstku słowa swojego rodu, co sprowokowało Więź Rodzinną. To zrobiło z niej prawdziwego Pottera. James był jej bratem we wszystkim, poza krwią, a Lily była jedyną dziewczyną poza Ginny Weasley, którą uważała za swoją prawdziwą przyjaciółkę. Mary i Alice były fantastycznymi koleżankami, ale Lily była inna. Lily należała do rodziny.

Ron pojawił się za Harrym i położył dłoń na jego ramieniu. Obok niego zmaterializowała się Ginny, wlepiająca zakochany wzrok w Harry'ego.

Po lewej stronie odbicia Mii stał Remus, również w wieku piętnastu lat, należący tylko do niej. Jego obraz powoli się zmieniał. Przyglądała się ze spokojem, jak Remus postarzał się i teraz wyglądał jak profesor Lupin, którego poznała wiele lat temu. Tylko jego oczy się nie zmieniły – one należały do jej Remusa. Trzymał w ramionach niebieskowłosego chłopca i Mia uśmiechnęła się na widok małego Teddy'ego Lupina i Tonks, która stanęła za swoim mężem. Ich twarze były spokojne, mimo, że wnętrzności Mii skręciły się na widok rodziny, do której należał Remus. Po chwili mężczyzna uśmiechnął się do niej tak słodko, jak pamiętała i nerwowość zniknęła.

Nie była jego partnerką, ale była jego wspomnieniem, a Mia wiedziała doskonale, że Remus był w stanie kochać wiele osób. Jego serce było tak wielkie, jak serce Harry'ego.

Starszy Syriusz pojawił się w lustrze, powoli zbliżał się za jej plecami. Jego szare oczy wwiercały się w jej duszę. Podszedł do niej i objął ją w pasie, ale jego spojrzenie cały czas było utkwione w jej oczach. Znał ją. Pamiętał ją.

Wyglądał dokładnie tak samo, jak go zapamiętała: złamany przez wojnę, strzaskany przez życie, ale pełen ognia. Jego skóra była pokryta bliznami i tatuażami, których jeszcze nie było na ciele młodszego Syriusza i Mia uważnie przyglądała się wszystkim rysunkom i skazom. Jej wzrok przyciągnął mały, wyblakły tatuaż, który musiała już wcześniej widzieć, ale nie miał dla niej wtedy znaczenia. Tuż nad jego sercem wytatuowane było imię.

Mia westchnęła z bólem i odwróciła wzrok od lustra.

Nie była na to gotowa.

Pamiętała, co Harry powiedział jej o tym lustrze – pokazywało najgłębsze pragnienia twojego serca. Dumbledore ostrzegł kiedyś Harry'ego, że to lustro nie pokazuje prawdy i nie daje człowiekowi żadnej wiedzy.

A ona potrzebowała zarówno prawdę, jak i wiedzę.

wWwWwWwWwWwWwWw

26 maja 1975

- Wcześnie przyszedłeś, Belby.

- Cześć, Potter.

Mia uśmiechnęła się, gdy weszła do klasy od Eliksirów i zauważyła młodego Ślizgona, pochylonego nad parującym kociołkiem.

- Cały czas eksperymentujesz z akonitem? – Zapytała, próbując ukryć swoje zainteresowanie jego badaniami.

Pozostali uczniowie zakończyli badania nad swoimi projektami w ciągu tygodnia do trzech miesięcy po otrzymaniu zadania, ale Belby nadal eksperymentował. Twierdził, że im dłużej warzył, dusił i suszył akonit, roślina wykazywała coraz więcej zastosowań.

- Znalazłem coś, co może ciebie zainteresować. Zobacz, co się dzieje, kiedy dodam skarabeusze do uwarzonego tojadu.

Wrzucił żuki do wywaru i Mia westchnęła z zadowoleniem, kiedy nad cieczą pokazał się obłoczek błękitnego dymu, który był znakiem charakterystycznym Wywaru Tojadowego. Zapiszczała, zachwycona.

- Co zrobiłeś?

Uśmiechnął się do niej z dumą.

- Ty mi podsunęłaś pomysł. Wspomniałaś, że akonit jest wykorzystywany w eliksirach wyostrzających zmysły. Próbowałem dodawać go w różnych postaciach do Eliksiru Szerokich Oczu, a potem… Snape zasugerował, że z kłączy można uzyskać większy potencjał, jeśli pokroi się je po dwutygodniowym duszeniu. Dupek miał rację.

Sukinsyn! To naprawdę było takie proste?

Mia pracowała nad Wywarem Tojadowym od kiedy profesor Snape zabił Dumbledore'a i uciekł. Znaleźli jego notatki dotyczące eliksiru, ale był w nich zapis, żeby dusić pokrojone kłącza akonitu, a nie kroić uprzednio podduszone kłącza. Uważała, że zrobił to celowo, żeby był użytecznym dla Remusa – tylko on był w stanie uwarzyć Wywar Tojadowy i Remus był mu za to wdzięczny.

Mia odczuła nagłą potrzebę, żeby uderzyć Severusa Snape'a. Ponownie.

- A potem, zamiast łączyć akonit z Eliksirem Szerokich Oczu, postanowiłem dodać go do Eliksiru Otrzeźwiającego.

- Czyli do tego eliksiru, który leczy skutki Zaklęcia Konfundującego? – Doprecyzowała Mia.

- Tak. Dodatek skarabeuszy do Eliksiru Otrzeźwiającego pozwala na oczyszczenie umysłu i pozostanie przy zdrowych zmysłach. Niestety, nie mam pomysłu, jak można to wykorzystać, poza leczeniem ludzi, którzy oszaleli pod wpływem Cruciatusa. I nawet wtedy mój wywar trzeba by przyjmować codziennie.

- Na pewno znajdziesz dla niego użytek, Damoklesie – Mia promieniała. – Jesteś genialny. Jestem pewna, że twój wynalazek odmieni ludzkie życia.

Do tego była już pewna, jak poprawnie uwarzyć Wywar Tojadowy.

wWwWwWwWwWwWwWwWw

Mia wróciła do Wieży Gryfonów skocznym krokiem. Zdziwił ją widok wszystkich czterech Huncwotów, siedzących przed kominkiem z mapą w dłoniach. Przeszła przez dziurę za portretem i zaśmiała się radośnie, kiedy Syriusz podskoczył na jej widok i spróbował schować kawałek pergaminu.

James westchnął na jej widok.

- To tylko Mia.

- Tylko? – Prychnęła i usiadła obok Remusa. Pocałowała go w policzek. – Cześć, kochanie.

Jego zmęczone oczy rozjaśniły się na jej widok i ta reakcja jeszcze bardziej ją uszczęśliwiła.

- Myślałam, że jeszcze przez kilka godzin będziesz w Skrzydle Szpitalnym. Przyszłabym do ciebie.

- Nie chciałem długo być poza Wieżą – objął ją i ukrył twarz w jej włosach. – Moi przyjaciele twierdzą, że pomogłaś im przy naszym małym projekcie. Powinienem był pomyśleć o Zaklęciu Homunkulusa.

- W końcu byś o tym pomyślał – zapewniła go i przytuliła mocniej do jego boku, uważając, żeby nie przysporzyć mu bólu. – Ciebie rozpraszała trójka rozrabiaków, ja miałam cały swój czas dla siebie.

- Rozrabiaków? Myślisz, że tylko Lunatyk potrafi wymyślić coś mądrego? – Syriusz podał jej mapę i dotknął jej swoją różdżką. – Uroczyście przyrzekam, że knuję coś niedobrego.

- Idealne hasło – pokiwała głową z zadowoleniem, próbując wyglądać, jakby zaimponowała jej ich mapa.

Była taka sama, jak zawsze. Genialne dzieło magii, nieco mniej zniszczone, niż kiedy była własnością Harry'ego. Szybko spojrzała na Wieżę Gryfonów i ulżyło jej, kiedy ujrzała swoją kropkę opisaną jako Mia Potter, a nie Hermiona Granger. Przez chwilę zastanawiała się, czy James zaczarował mapę, żeby pokazywała to imię, ale przypomniała sobie, że oficjalna adopcja, która zapieczętowała Więź Rodzinną, zmieniła je na stałe.

- Bardzo praktyczna – powiedziała, odczuwając lekki smutek na myśl, że jej poprzednie wcielenie schowało się głębiej w jej podświadomości.

- Patrz na to. Koniec psot – powiedział Syriusz z uśmiechem i cały atrament zniknął, pozostawiając w jej dłoniach pusty pergamin.

Zachichotała, myśląc przy tym, że Huncwoci w swoim zapale przypominali jej Freda i George'a Weasley'ów.

- Ale czy to naprawdę był koniec psot?

- Teraz najlepsza część. Ty spróbuj ją odczytać – zaproponował. – Ale nie używaj hasła. Spróbuj ją odkryć jakimś zaklęciem.

Mia wywróciła oczami. Doskonale wiedziała, jak zachowuje się mapa, gdy chciał ją odczytać ktoś, kto nie dysponował hasłem. Tym razem jednak musiała się ugiąć, szczególnie widząc dumę w oczach Syriusza.

- Aparecium – stuknęła różdżką w pergamin. Powoli zaczęły się na nim pojawiać słowa, jakby pisała je niewidzialna ręka. Śmiejąc się cicho, zaczęła czytać na głos.

- Pan Łapa gratuluje pannie Potter próby złamania zabezpieczeń tego fantastycznego przedmiotu magicznego i jest mu przykro, że próba zawiodła. Pan Łapa rozumie, że panna Potter musi być zawiedziona swoim mało kreatywnym myśleniem. Przy okazji, zapewnia również, że panna Potter ma bardzo ładny tyłek.

Remus i James jednocześnie uderzyli Syriusza w ramiona.

Mia roześmiała się i kontynuowała czytanie rozmazujących się słów.

- Pan Rogacz chciałby przypomnieć Panu Łapie, żeby nie mówić głośno o tyłku panny Potter, który to wcale nie jest ładny.

- Pan Lunatyk zgadza się z Panem Łapą, że tyłek panny Potter jest bardzo ładny, ale jest zbyt grzecznym człowiekiem, żeby mówić o tym głośno.

Dziewczyna odchyliła się do tyłu, śmiejąc na całe gardło.

Remus uniósł dłonie w geście poddania w kierunku wściekłego Jamesa.

- Nie uderzyłbyś rannego człowieka!

- Masz szczęście, że ona tak cię lubi – James wyrwał mapę z rąk siostry.

- Tak, to prawda – westchnął z uśmiechem Lupin.

Mia zagryzła dolną wargę i zachichotała nerwowo.

- Mam dla ciebie niespodziankę – szepnęła Remusowi do ucha, celowo zbliżając się na taką odległość, żeby dotknąć ustami jego wrażliwej skóry. Chłopak wypuścić drżący oddech i głośno przełknął ślinę. – Będzie gotowa za jakieś trzy tygodnie.

- Co to jest?

- Coś… Co zmieni wszystko.

Uniósł brew.

- Nie powiesz mi?

- Zaczekaj, to zobaczysz.