Rozdział betowany przez Freję. Dziękuję jesteś wielka!
małgosia1997 z Ginny może być ciężko: homony jej szaleją a ona ma etap "wszyscy przeciw mnie". Co do Śmieciarzy powoli koniec z nimi.
FrejaAleera1: Artur faktycznie może być ofiarą chowu wsobnego, albo człowieka, któremu ideologia przysłoniła rozsądek. Myślę, że jemu do głowy nie przyszło, że ktoś mógł podobnie skrzywdzić Ginny, a może w głębi serca uważał, że czystokrwiści dostają słusznie w tyłek?
Co do Lavender mnie się wydawała fajną dziewczyną, na którą Hermiona patrzyła z góry bo była mniej poważna ale miała dobre podejście do życia. Czemu Molly tak nie lubi Fleur? Bo Fleur jest piękna. Co do biedy masz rację, ona właśnie uczy cwaniactwa i kombinowania, czego Artur nie rozumie.
Rufus cóż wolał się zajmować pozbywaniem opozycji niż pomaganiem Mugolakom... typowy polityk.
Toraach: Artur rzecz jasna mógł się tłumaczyć, że został oszukany czy też po prostu chciał być koleżeński, ale po prostu nie potrafił ogarnąć sytuacji. Tak, powoli kończymy ze Śmieciarzami i idziemy dalej. Hermionka jeszcze będzie, a Ginny jej napsuje krwi.
Lavender dostała szkołę życia, a jako Gryfonka była odważna więc, nie zamierzała dać się zakrzyczeć babce i kuzynce. Poza tym pomimo niechęci do Rona nie chciała mścić się na całej rodzinie. Co do Luny wróci w tym rozdziale :-)
Guest: w tym rodziale Ginny znowu da popis
Bill pomógł ojcu dostać pracę. Fleur wyraźnie nie chciała, by przesyłał pieniądze do Nory. Żywiła wielki żal tak do Ginny jak i Molly za dość zimne przyjęcie. Nie była święta i nie zamierzała łatwo zapomnieć, ni wybaczyć. Dlatego też chłopak zadziałał dyskretnie, Francuzka była bowiem kobietą ogromnego temperamentu, co nie zawsze jednak było dobre. I kto wie, gdyby nie zbytnie gadulstwo Artura i jego poglądy polityczne, być może zagrzał by dłużej miejsce w banku.
W międzyczasie Lavender przeżywała naprawdę wspaniały okres. Miała swoją cudowną córeczkę, ale miała też znacznie więcej. Cormac okazywał jej już jawne zainteresowanie, zaś podczas wielkanocnego obiadu nieomal nie odstępował na krok. Dostała zaproszenie od Elaine, która najwyraźniej postanowiła wspierać młodych wszelkimi sposobami. Dlatego dbała, by Lavender miała okazję, by bywać na tych samych bankietach oraz przyjęciach co młody Auror.
Po wielkiej akcji przeciw Śmieciarzom, w Ministerstwie odbywał się bankiet. Jak mawiała Elaine, należało jakoś uhonorować ludzi, którzy pomogli przegnać przestępców a nic tak nie raduje czarodzieja jak parę głębszych w towarzystwie kolegów oraz ważnych urzędników. Słysząc o wyrzuceniu z pracy Artura Weasleya poczuła dodatkową potrzebę świętowania. Nie cierpiała mężczyzny od czasu rozwodu swej kuzynki, żywiąc głębokie podejrzenie, że wiedział o występkach swego syna.
Dlatego pewnie też z mściwą satysfakcją obserwowała Ginny. Nie zapomniała, że została nazwana przez nią „wytapetowaną piranią" i nie zamierzała puścić płazem podobnej zniewagi. Fakt, że Hermiona najwyraźniej broniła i spotykała się z młodą żoną Pottera, dodatkowo zdenerwowało Elaine. Uważała bowiem panią Malfoy za przyjaciółkę, ta zaś najwyraźniej nie uznała za nic złego by przezywać ją i z niej kpić. Mur nieporozumienia rósł, a Elaine brakowało cierpliwości by wyjaśnić co i jak. Zapewne tak by zrobiła, ale czuła się urażona i odtrącona.
Zapewne odczuwała nieracjonalnie, ale kobiety po urodzeniu dziecka nieraz gwałtownie reagują. Bywający regularnie w jej domu Bertie oraz Tyberiusz bezlitośnie kpili z Weasleyów i nawet nie wiedziała, ale zaczęła śmiać się z ich dowcipów a nawet powtarzać je potem babce Galatei. Nie potrzebowała wiele, aby zacząć kpić i szydzić z osób, których nigdy nie lubiła a wobec których miała żal i podejrzewała o kradzież. Wysyłane Lavender pieniądze znikały a ciężko uwierzyć, by nikt nic nie zauważył.
Złośliwe komentarze Ginny dolewały tylko oliwy do ognia. Elaine faktycznie nosiła nieraz za dużo makijażu, wybierała może przesadnie strojne suknie, rozpaczliwie chcąc wyglądać idealnie dla swego ukochanego. Nabierała dystansu i doświadczenia, ale i tak rumieńce, mniejsze po urodzeniu dziecka, pozostały przyczyną kompleksów, które nieświadomie drażniła Ginny. Ale przyczyną wielkiej i śmiertelnej j obrazy stało się coś znacznie poważniejszego.
Harry próbował pomóc teściom. Ich sytuacja finansowa nigdy nie była dobra, zaś po stracie pracy przez Artura stała się naprawdę okropna. Próbował przesyłać im pieniądze, ale oni nie bardzo chcieli takowe przyjąć, będąc zbyt dumnymi. Fakt, że Harry popierał i brał udział w akcji przeciwko śmieciarzom doprowadził do niejednej kłótni, nieraz inicjowanej przez Ginny. Lawirowanie między mężem oraz ojcem, kiedy mieli sprzeczne poglądy, jest trudną a nieraz niemożliwą sztuką. A Weasleyowie nie słynęli z dyplomacji, rudowłosi kojarzyli się raczej z ognistym temperamentem co oczywiście nie było samo w sobie złe. Przynajmniej dopóki nie prowadziło do nierozważnych kroków, jak udzielenie wywiadu „Żonglerowi", uznawanemu przez większość ludzi za szmatławiec. Powiedzenie „język twój, wróg twój" nabierało nowej mocy.
Nie, jak sama Ginny twierdziła, niczego nie planowała. Naprawdę przypadkowo spotkała szkolną koleżankę, Lunę na Pokątnej. Wpadły na siebie, kiedy młoda pani Potter wyszła po sprawunki, a potem postanowiła iść na kawę i ciastko. Odczuwała zmęczenie, a ciąża nie poprawiała poczucia.
- O Ginny, jesteś zamyślona, czyżby nargle cię dopadły? – zapytała Luna, swoim typowym, nieprzytomnym głosem.
- Nie, po prostu tak sobie siedzę – Ginny przetarła czoło - a co u ciebie?
- Bardzo dobrze, mam zaplanowaną całą serię artykułów do „Żonglera", na temat ministerialnej armii heliopatów – wyjaśniła – uważam, że prawdziwym powodem dla którego Rufus Scrimgeour zajął miejsce Knota, był bunt w armii, która uznała wampira za lepszego przywódcę, a i sukub mu pomógł!
- Co? – zapytała nieco nieprzytomnie – jakiego sukuba i wampira?
- Rufus Scrimgeour jest wampirem a jego żona sukubem – powiedziała Luna ze śmiertelną powagą – dlatego tak nie lubią czarodziei i trzymają stronę konserwatystów, uciszając opozycję jak twój ojciec – zakończyła.
- Tak, tata stracił pracę za mówienie prawdy o reżimie – skinęła głową Ginny – czy po to pokonaliśmy Voldemorta, aby zastąpić go kolejnym zamordystą? Scrimgeour tylko trochę się od niego różni, tak samo walczy przeciwko prawom Mugoli – krzyknęła głośno, zwracając uwagę paru osób.
- Chodźmy – poradziła Luna – czy udzielisz mi wywiadu? „ Żongler" od dawna był głosem wyszydzanej prawdy! – powiedziała wywołując wyraźne zainteresowanie – mówiliśmy prawdę i tylko prawdę o machinacjach rządu.
- Tak, opowiem więcej - zgodziła się Ginny.
Obie kobiety wyszły z lodziarni śledzone przez ubawione spojrzenia. Od zakończenia Wojny były znanymi, chociaż nieco kontrowersyjnymi postaciami. Luna podobnie jak w szkole budziła uśmiechy politowania, ilekroć wygłaszała kontrowersyjne tezy. Córka Artura Weasleya a później żona Harrego Pottera regularnie trafiała na nagłówki i do działów plotkarskich gazet. Jej ostentacyjne poparcie dla pro mugolskich poglądów ojca, noszenie mugolskich strojów na ministerialne bankiety przysparzało jej więcej wrogów niż zwolenników. Zapowiedź wywiadu dla „ Żonglera" była dla plotkarzy obietnicą uczty.
I oczywiście słusznie podejrzewali. Niewyparzony język Ginny oraz fantazja Luny stanowiły mieszanką wybuchową. A słowa wypowiedziane w wywiadzie, niekoniecznie pomogły Arturowi. Dość rzecz, że poprzez skandal kariera z banku została zakończona zanim się na dobre zaczęła. Gobliny nie brały udziału w wojnach czarodziei, ale nie zamierzały narażać na szwank instytucji poprzez zatrudnianie ludzi niepotrafiących trzymać języka za zębami. A trzeba przyznać, atmosfera została podgrzana do czerwoności, mimo że kwiecień był dość kapryśny i zimny.
Głos prawdy uciszony!
Szanowany i ceniony pracownik Ministerstwa Magii, Artur Weasley, został przed tygodniem zwolniony ze swojego stanowiska. Oficjalnie chodziło o wspieranie przestępców i terrorystów, my jednak dotarliśmy do bliskich poszkodowanego. Jego córka, Ginewra Potter, nie ma wątpliwości co do prawdziwych przyczyn nieszczęścia swego ojca.
- On mówił prawdę, a ta nie jest ceniona przez obecny reżim, tak jak nie cenił jej poprzedni minister. Korneliusz Knot nasłał swoją podwładną (i kochankę) do szanowanego dyrektora Hogwartu, pomimo jego nieskażonej opinii. Śledził ludzi, ale nie wyrzucał nikogo za poglądy. Mój ojciec wyraził solidarność z ignorowanymi w społeczeństwie Mugolakami, przez co stracił pracę. Ale my nie damy się uciszyć! Prawda zwycięży i niesłusznie cierpiący prześladowania zostaną zrehabilitowani, zaś społeczność czarodziei wprowadzić w lepszy czas.
- Zatem nie uważasz Scrimgeoura za odpowiedniego człowieka na stanowisku Ministra, kogo byś widziała?
- Kingsleya, który nigdy nie zostawił mojej rodziny w potrzebie, albo oczywiście Harry'ego. Harry pokonał Voldemorta, mając u swego boku mojego brata oraz Hermionę zrobił więcej niż obecny Minister. I uważam , że ma wszelkie moralne predyspozycje do tej pracy, on na pewno przywróciłby mojemu bratu należny mu szacunek oraz pozycję,
Dlaczego więc Rufus Scrimgeour tak źle ocenia szanowanych czarodziei oraz nie dba o naszą społeczność? Jest on wampirem, a wampiry w pierwszej kolejności dbają o dobro swego klanu. Klan zaś jest tworem będącym stowarzyszeniem grup z wielu krajów, toteż lojalność jest rozwiana.
Niedawno zaś zawarł związek z młodą, urodziwą Elaine Cattermole, pochodzącą z długiej linii sukubów. Sukuby od lat wiążą się z wampirami, tworząc specyficzne sojusze w świecie magicznych istot. Polityka Ministra Scrimgeoura zapewne ma na celu zwiększenie udziału mrocznych istot w polityce, nie tylko wampirów.
Wspominaliśmy jakiś czas temu o nielegalnych rytuałach magii krwi, wykorzystywanych przez Andromedę Lestrange, co spowodowało atak. Dlaczego stare rody popierają wampira na stanowisku Ministra? Otóż wśród wieku tak zwanych rodów czystej krwi, łatwo znaleźć ślady krwi innych istot jak choćby wile, ale to już temat na oddzielny artykuł. Zapraszamy też na naszą relację z polowań na chrapaka krętorogiego".
Xxxxxxxx
Ginny była bardzo zadowolona i dumna ze swego wywiadu. W swoim przekonaniu dokonała czegoś niezwykle ważnego oraz odważnego. Dlatego pewnie też przeżyła niemałe zdumienie kiedy reakcje otoczenia nie były zbyt entuzjastyczne. Harry wrócił do domu w dość bojowym nastroju. A miał ku temu dobre powody.
Ledwie tylko wszedł do atrium Ministerstwa ściągały go kpiące spojrzenia ludzi. Trening Aurora kazał mu bardzo uważać, zwłaszcza jeśli przykuwał większą uwagę niż zwykle. Po wielkiej i spektakularnej akcji ze śmieciarzami, dostał wiele listów z podziękowaniami. Niewielu, jak jego teść, bronili bandytów i nazywali Harrego „zdrajcą ideałów Dumbledore'a".
Nieliczni, schwytani Śmieciarze, zostali zatrzymani w oczekiwaniu na proces. Departament Przestrzegania Prawa znowu miał pełne ręce roboty, chcąc możliwie najszybciej przygotować niezbędne dokumenty. Szybkie i sprawne osądzenie winnych niewątpliwie pomagało w podtrzymaniu dobrego wizerunku Ministerstwa. Zaś odkąd pracował jako Auror, zrozumiał ile znaczy zaufanie do instytucji. Nie zdołają pomagać ludziom, jak nie będą wierzyć w ich zdolność do pomocy.
Kingsley obdarzył go ponurym, zmęczonym spojrzeniem. Takowe nie mogło i nie oznaczało niczego dobrego. Harry tylko jeszcze nie wiedział o co poszło tym razem, ale wkrótce się dowiedział.
- Mamy problem – westchnął – nie wiem co opętało Ginny, ale ona wykopie swoim językiem grób nie tylko sobie, ale nam wszystkim.
- Ale co się stało? – zapytał zaskoczony chłopak.
- Nie wiesz o jej wywiadzie dla „Żonglera"? Proszę nie mów, że nie wiedziałeś. Jak Scrimgeour się o tym dowie, wolę nie być w twojej skórze!
- Jakim wywiadzie? O co chodzi? Kingsley co się stało?
Harry ciężko westchnął czytając co też najlepszego zrobiła jego żona. Jęknął, aż przysiadając z wrażenia. Luna była oddaną przyjaciółką, ale momentami całkiem nieracjonalna i wierząc a dziwaczne rzeczy. Naraz poczuł się zmęczony i ciężko opadł na krzesło dla gości w gabinecie Kingsleya.
- Ona tam wkopała ciebie i mnie – powiedział.
- Ale King, ty chyba przecież nie chcesz być Ministrem – zauważył Harry.
- Jestem człowiekiem czynu i wolę iść na akcję, bić bandytów, a nie siedzieć za biurkiem i uśmiechać do jadowitych żmij. Moja praca mi odpowiada i mam już dość papierkowej roboty. Ale pytanie czy Rufus i jego otoczenie w to uwierzą. Wiesz przecież jak nie chcą dopuścić proponowanych przez nas zmian. Alastor i Hestia mają nieposzlakowaną opinię a ich argumenty ciężko obalić. Teraz jednak – westchnął – moja lojalność wobec Weasleyów sprowadziła na mnie wiele kłopotów. To będzie jeszcze jeden cios – westchnął – ostatnie czego potrzebujemy, aby wyszło, że podkopujemy obecną władzę. Knot użył tego przeciwko Zakonowi, kierując się paranoją, Rufus dostał niemal potwierdzenie na piśmie.
- Ja, ja przepraszam – wybąkał Harry.
- Nie przepraszaj – przerwał mu Kingsley – nie kajaj się za nieswoje winy. Nie zrobiłeś niczego złego, Ginny zawiniła. Niestety, nie wszyscy nie wszyscy okażą tyle wyrozumiałości. Kto wie, może zostaniesz oskarżony o podobne poglądy? W każdym razie słowa Ginny zostaną użyte przeciw nam i przeciw tobie, ty zaś możesz nam pomóc. Nie tylko Zakonowi, ale ludziom chcącym zmian obecnych praw, ale twoja żona – zaczął – i Weasleyowie, powiedzmy, nie pomagają.
Kingsley wyglądał na zmęczonego. Nikt nie wiedział jak bardzo przeklinał, czytając nieszczęsny artykuł w „Żonglerze", określając bynajmniej w nieuprzejmy sposób Ginny. Całe szczęście przypadkowi ludzie niczego nie usłyszeli, co by tylko zaogniłoby sytuację. Kłótnia między członkami Zakonu a Potterem stanowiłaby pożywkę dla mediów. Sięgnął po kanapki i podał je młodemu człowiekowi. Potrzebowali czegoś mocniejszego, ale oczywiście nie mogli pić w pracy.
Cormac patrzył kpiąco na Harrego. Na jego ustach gościł złośliwy, ironiczny uśmiech najwyraźniej bardzo zadowolony. „Ambicja to rzecz zdrowa, ale trzeba znać granice i możliwości" – powtarzał. A fatalny dzień dopiero się zaczynał. Kiedy Potter zobaczył notatkę na swoim biurku, podpisanym przez Percy'ego, wiedział, że nie idzie na przyjemną popołudniową herbatkę.
Szedł już w bojowym nastroju. Kpiące spojrzenia towarzyszyły mu przez cały dzień, a w gabinecie Scrimgeoura nie mógł liczyć na ciepłe przyjęcie. A to zapewne ledwie początek okropnej serii, zgodnie z prawami złośliwości życiowej, że nieszczęścia chadzają stadami i lubią prześladować.
- Wejdź Potter – chłodny ton nie wróżył dobrze – przymierzasz się do mojego stanowiska? Może chcesz usiąść na fotelu i zobaczyć czy pasuje, skoro pragniesz zostać Ministrem? – Ironia i złość aż promieniowała od czarodzieja w eleganckich szatach.
- Nie, nie chcę pańskiego stanowiska! Pragnę być Aurorem i łapać czarnoksiężników! – zapewnił Harry.
- Wiem, chłopcze - odparł już spokojniej Rufus – i zapewniam, że czasem aż bym chciał móc po prostu machnąć różdżką. Twoja żona jednak najwyraźniej ma inne, ambitne plany, których nie konsultowała z Tobą – zauważył zgryźliwie.
- Nie prosiłem Ginny o wywiad, wyraziła swoje zdanie i porozmawiała z naszą znajomą. Nie jest to mój manifest polityczny, a Ginny jak każdym ma swoje zdanie i ma do tego prawo. Bardzo przeżywa fakt, że jej ojciec stracił pracę.
- Weasley zasłużył na swój los wspierając przestępców. Harry, nie każ mi wątpić w Twoją lojalność. To twój teść, ale Ja nie wierzę, że ktoś taki jak Ty popierałby bandyckie napady. Są inne metody zgłaszania politycznych wniosków niż wspieranie bandytów, atakujących niewinnych ludzi. Alastor czy Hestia mają całkiem inne metody – zauważył chłodno.
- Walczyłem ze śmieciarzami jak walczyłem ze śmierciożercami czy im podobnymi. Nie można mnie z nimi powiązać. Poza tym ludzie mnie znają, nie uwierzą, że naraz zacząłem wspierać bandytów!
- Potter, ja to wiem i całkiem sporo osób też. Lecz jednocześnie sympatia Weasleya okazywana bandytom jest niedopuszczalna, Ministerstwo ma za zadanie chronić ludzi i dbać o przestrzeganie prawa. Ty o tym wiesz doskonale jako Auror, dlatego nie wyobrażam sobie by ktoś z moich podwładnych wspierał przemoc. Ginewra wsparła swego ojca a przez to Śmieciarzy , zaś podobnie jak my wszyscy, jesteś i będziesz oceniany przez pryzmat tego kogo poślubiłeś i co robi Twoja żona. Kobieta stanowi w pewnym sensie wizytówkę mężczyzny, jego wsparcie i podporę, źle jeśli wygłasza podobne tezy. Podważa tym samym twoją osobę i twoje intencje. Skoro więc Ginewra nie ma dość wyczucia, pilnuj jej. Nie każ ludziom wątpić w swoją umiejętność ochrony cywili, skoro nie umiesz zapanować nad własną rodziną.
Harry próbował coś powiedzieć i zaprotestować. Dawny, ślepo słuchający Dumbledore'a chłopak tak by pewnie zrobił, lecz ten nowy, dojrzalszy nauczył się by nie oceniać łatwo i nie wierzyć w proste podziały. Dlatego siedział ze spuszczoną głową niczym uczeń rugany przez przyjaciela [albo raczej nauczyciela :P]. Jeśli Zakon Feniksa miał kiedykolwiek coś znaczyć w Ministerstwie, to nie mogą się dać podpuszczać jak dzieci.
- Ja… – zaczął.
- Jesteś porządnym młodym człowiekiem z silnym kręgosłupem moralnym – dokończył uprzejmie Minister – ale Ginewra będzie ci kulą u nogi. Pomyśl jak rozwiązać tę sprawę. Wiedz, że Aurorzy od lat się cieszą zaufaniem społecznym, na co pracowałem ja i wielu moich poprzedników w Biurze. Szaleńcy chcący mordować ludzi w imię tej czy innej ideologii nie znikną wraz z pokonaniem tego czy innego terrorysty. Nie zdołamy walczyć z nimi skutecznie bez społecznego zaufania, zaś bezmyślne wypowiedzi i zachowania mogą takowe podkopać. Jesteś Harry bohaterem i symbolem dla wielu, nie pozwól zniszczyć swojej legendy i szansy, kto wie może pewnego dnia zostaniesz Szefem Biura Aurorów a być może i Departamentu. Ginewra może ci złamać karierę swoim zachowaniem. Przemyśl jak wyjaśnić jej niewłaściwość jej zachowania.
Żaden z nich nie wiedział jak prorocze mogły się okazać owe słowa. Póki co jednak Harry wrócił do domu i przeżył swoją pierwszą, poważną kłótnię z Ginny. Próbował wyjaśnić, dlaczego źle postąpiła i nieświadomie wkopała niejako jego i Kingsleya. Młoda kobieta nie słuchała. „Więc i ty jesteś przeciw nam, chociaż my cię zawsze wspieraliśmy? I ty jesteś przeciw memu ojcu?".
Stworek słuchał kłótni z zagadkowym wyrazem twarzy. Skrzaty domowe miał obowiązek służyć swym właścicielom, co wykonywał. Lecz Ginny nigdy nie traktował jak swej pani, wyraźnie woląc „pannę Bellę" oraz „pannę Dromedę". Nawet jak nie mamrotał nic o zdrajcach krwi, nie był zbyt uprzejmy.
- Panicz Harry winien poślubić lepszą kobietę dla dobra rodów Blacków oraz Potterów – powiedział do portretu Walpurgi Black.
- Mściciel mego syna winien poślubić godną siebie czarownicę – powiedziała surowa matrona – nie mogę uwierzyć, że pogromca tego bękarta półkrwi i mordercy kochanego Regulusa, wybrał tę niewychowaną prostaczkę, córkę zdrajcy krwi. Ona mu złamie karierę, nie wie na czym polega rola dobrej żony!
Xxxxxxxx
Elaine przeczytała wywiad Ginny i aż dygotała ze wściekłości. Nie tylko bezczelna dziewucha śmiała krytykować jej męża to jeszcze nazwała ją dziwką! No może nie Ginny, tylko Luna. Dla Elaine podobne szczegóły nie miały wielkiego znaczenia. Wpadła w bojowy nastrój i zamierzała dopaść winną. Ech gdyby można było ot po prostu ciskać klątwami jak w szkolnym turnieju pojedynków!
- Rozumiem złość – mówił powoli Bertie – z prawnego punktu widzenia masz wiele racji i podobne słowa można podsunąć pod zniesławienie. Weź jednak pod uwagę, że zostały napisane w szmatławcu, zaś proces ze szmatławcem może uwiarygodnić ów szmatławiec.
- Ale czy nic nie robieniem nie zachęcamy ich do działania? – zapytała ostrożnie.
- Punkt dla ciebie, oczywiście że masz rację. Dlatego najlepiej oskarżyć ich tak, by nie wyglądało to na osobistą wendettę.
- Czyli jak?
- Okazują sympatię Śmieciarzom czyż nie? Wizengamot uznał ich za organizację o charakterze terrorystyczną, zaś wszelkie wspieranie jakich organizacji jest ścigane z urzędu i nie wymaga by ktoś złożył pozew.
- Ale oni nie wspierają ich jawnie! Nie w sposób, który można podciągnąć pod paragraf.
- Jeszcze nie, ale nie przeszkadzajmy córce Weasleya a sama nam w zębach przyniesie dowody. Harry Potter to nawet dobry chłopak, chociaż do picia się nie nadaje. Czemu poślubił tę idiotkę?
- Doris i Lav mówiły, że jej obiecał no i była w ciąży. Okazał szlachetność – zauważyła kąśliwie Elaine.
- Biedak, Rufus i Percy na pewno wyciągną go na niejedno przyjęcie i zaczną edukować, zaś Doris o wszystkim powie. Nie martw się Elaine, nie zapomnę o tym artykule. Nie podoba mi się jak ktoś obraża moich przyjaciół i nie mam zwyczaju wybaczać. Rufus także nie daruje, coś wymyślimy.
Co do tego młoda kobieta nie miała wątpliwości. Mąż nigdy nie dawał jej powodów by wątpiła w jego opiekuńczość oraz zdolności. Pewnie dlatego szybko wróciła do domu i jak zwykle czekała na niego, ubrana i umalowana do kolacja. Z jakiegoś niejasnego dla niej powodu, problem z rumieńcami znikł odkąd urodziła syna. Ku wielkiemu zadowoleniu Rufusa nakładała znacznie mniej makijażu na policzki. Przecież dla niego starała się wyglądać możliwie najlepiej!
- Już nie potrzebuję aż tylu sztuczek, z jakiegoś powodu po urodzeniu naszego syna problem znikł, cóż w pewnym sensie mnie wyleczyłeś – wyjaśniła.
- Służę pomocą – zapewnił, całując ją namiętnie.
Elaine była pewna, że zapewne niedługo rodzina im się powiększy. Wiedziała, że wyraźnie chciał mieć więcej niż jedno dziecko a i ona nie oponowała. Jako jedynaczka pragnęła rodzeństwa a nie musiała łączyć pracy z obowiązkami gospodyni domowej. Miała znacznie więcej czasu. Dlatego pewnie niespecjalnie przejmowała się kwestią kolejnej dawki eliksirów lub rzuceniem zaklęcia. „Rodzeństwo winno być w podobnym wieku"- tłumaczyła, a on nie protestował.
Może i nie znosiła najlepiej okresu ciąży, ale zawsze było dla niej oczywiste, że małżeństwo winno mieć dzieci. Chciała je mieć, szczególnie będąc szczęśliwą żoną. Tak, oczywiście wymagało to zaakceptowania niektórych dziwactw, ale przecież wymaganie by zawsze ubierała się i delikatnie malowała do kolacji to niewielki problem. Okazywał jej tyle opiekuńczości i czułości, będąc dokładnie takim mężem jakiego sobie wymarzyła. Oczekiwał określonego zachowania, akceptacji poglądów i postaw, ale przecież kompromis polegał na tym by nawzajem iść sobie czasem na rękę i nie trwać w głupim uporze. Elaine to doskonale rozumiała.
Sprawa „Żonglera" nie została od razu rozwiązana, ale Bertie zapewniał, że głupcy prędzej czy później znajdą sposób by doprowadzić do własnej zguby. Mieli inne zajęcia i okazje do świętowania. Po pierwsze szli na przyjęcie do Rabastana i Andromedy Lestrange, kiedy to rodzice świętowali narodziny swego drugiego dziecka, syna nazwanego imieniem Cygnus Rabastan. Narodziny chłopca zawsze stanowiły idealną okazję do wydania wspaniałego przyjęcia, na które zaproszono z połowę magicznej Anglii. Jedyną osobą, która odrzuciła zaproszenie była Nimfadora Lupin, najstarsze dziecko Andromedy. Nie akceptowała i nie zamierzała akceptować ani nowego męża matki ani ich dzieci. Jak powtarzała, wystarczająco, że musieli znosić obecność tych ludzi podczas spotkań Zakonu. Nie zamierzała spokojnie oglądać nielubianych krewnych podczas obiadów czy świąt.
Dlatego pewnie nigdy nie nawiązała poprawnych relacji ani z ojczymem, ani przyrodnim rodzeństwem. Podobnie uczynił jej syn, Syriusz James nazwany tak na pamiątkę po najlepszych przyjaciołach swego ojca. Darzył niechęcią dzieci swej babki, co zrujnowało ich relacje na wiele lat. Pewnie dlatego Tonks, jak Nimfadora wciąż lubiła o sobie mówić, zaprzyjaźniła się z Ginny. Obie należały do Zakonu, obie walczyły po jednej stronie dzieląc poglądy. Obie wreszcie urodziły synów w podobnym czasie, zaś James Syriusz Potter i Syriusz James Lupin mieli zostać w przyszłości najlepszymi przyjaciółmi. Ale to nastąpiło za kilka lat, zaś na razie obie kobiety popijały kawę w salonie na Grimmauld Place.
- Bywasz czasem na bankietach w Ministerstwie? – zagaiła Ginny – nigdy cię nie widziałam, a szkoda bo wszyscy tacy sztywni tam i nudni. We dwie ożywiłybyśmy to towarzystwo!
- Nie mam aż tak ważnego stanowiska by zostać zaproszenie, poza tym Scrimgeour mnie nigdy nie lubił i gdyby nie wsparcie Kinga i Moody'ego nigdy bym nie została Aurorem. Ale zawsze widzimy się na Balu Bożonarodzeniowym u Malfoya.
- Wiem, Scrimgeour mnie też nie lubi, a ta wytapetowana pirania też mnie nie lubi. Och, uwielbiam widzieć jaką ma minę, gdy przychodzę w mugolskich sukienkach na te jej przyjęcia!
- Masz na myśli Elaine Scrimgeour? – zapytała Tonks – co ty masz właściwie do niej? Dlaczego jesteś do niej tak wrogo nastawiona?
- Bo ta wiedźma zniszczyła reputację Rona, zrobiła z niego przed sądem pijaka a z mojego ojca nieodpowiedzialnego durnia co o nas nie dbał! – fuknęła rudowłosa – a ty jej jeszcze bronisz!
- Akurat za przedstawienie Artura odpowiada Selwyn, poza tym jakby tego nie zrobił skazaliby Rona za kradzież i złamanie dekretu o tajności czarów.
- Zwykły proces poszlakowy sterowany przez tę jędzę! Nic na niego nie mieli, tak jak wtedy kiedy Knot oskarżał Harrego!
- Bzdura – przerwała Tonks – akurat dowody przeciw Ronowi były wręcz miażdżące. Scrimgeour nie jest miłym i łatwym we współpracy człowiekiem, ale przestrzega prawa i wiem, że nawet on proces Harry'ego nazwał parodią sprawiedliwości. Niestety niewiele mogliśmy zrobić. Ron sam zarzucił sznur na grubą gałąź, zawiązał na szyi i kopnął stołek.
- Nie oskarżaj mojego brata! – warknęła Ginny – faktycznie popełnił parę błędów, ale nie zasłużył na publiczne upokorzenie w wykonaniu tej wiedźmy. A już na pewno nie miała prawa gadać tak o ojcu, odezwała się święta baba, co poleciała na kasę i …
- Uspokój się – przerwała lodowato Tonks – i przestań oskarżać ludzi, zanim zaszkodzisz tym Harry'emu i innym ludziom. Wspieraliśmy Rona wierząc, że to niegroźne wybryki, za co mieliśmy w pracy dochodzenie.
- Ja, ja nie wiedziałam – powiedziała spokojniej Ginny – nie miałam pojęcia, że mieliście kłopoty. Nie pomyślałam.
- Wiem, że nie myślałaś, niestety zbyt często twoje emocje cię kontrolują. Ron, Ron naraz stał się sławny a to wielkie wyzwanie. Nie zniósł ciężaru sławy i zaczął pić, a my nie zrozumieliśmy jak bardzo popadł w nałóg. Okradał Lavender i jej rodzinę.
- Wiem przecież – powiedziała młodsza z kobiet – i nie pochwalam, ale wkurza mnie jaki z tego zrobili spektakl. I jej nie znoszę, nie znoszę tej wiedźmy z tą jej tapetą na twarzy, przyklejonym uśmieszkiem i kieckami. Całe dni chyba nic nie robi tylko się stroi, nie wiem czemu Scrimgeour mogąc mieć tyle kobiety wybrał tę wypacykowaną babę, przecież jako Minister Magii mógł się umawiać z wieloma!
- Nie nasza sprawa komentować – przerwała Tonks.
- Czemu tak jej bronisz? Należysz do grona jej fanek?
- Wypij meliski Ginny i zacznij myśleć głową. Ledwie ją znam, ale to że nie podobają mi się jej kiecki to nie znaczy, że mam ją obrażać i wygadywać takie okropieństwa. Mnie samej ludzie dokuczali z powodu poślubienia Remusa i potrafili nazwać Teddy'ego szczenięciem a nie dzieckiem. Ona...Elaine Scrimgeour jako jedna z nielicznych z tak zwanego towarzystwa nie rzucała kąśliwych komentarzy i zachowywała uprzejmie. Nie widzę powodu by żywić taką niechęć do kobiety, którą ledwie znam, ale która nic mi nie zrobiła.
Między Tonks i Ginny doszło nieomal do kłótni, ale młoda Auror zdołała jednak wbić, przynajmniej chwilowo, do głowy, że nie powinna obwiniać li tylko Elaine Scrimgeour za paskudne położenie Rona. Chłopak faktycznie padł ofiarą sprawy politycznej, ale niestety sam dostarczył aż nadto dowodów swoim oponentom, zaś ci po prostu zrobili użytek ze zdobytych informacji. Podłożył się i dał nieprzyjaźnie nastawionym ludziom argument do rąk, całą stertę argumentów. Przez niego sprawa rozwodowa szybko przeszła we frontalny, polityczny atak na Zakon Feniksa. Ginny kiwała głową słuchając, ale wyrzuciła z siebie żal
„Ron postąpił źle, ale on, on tylko chciał odrobiny szacunku i podziwu. W szkole zawsze byliśmy obiektami żartów i kpin z powodu biedy i pracy ojca. On, on to znosił najgorzej i pewnie dlatego zaczął kupować sobie przyjaciół, on tylko chciał odrobiny szacunku, po tym wszystkim". Bieda i szyderstwa stanowiły przekleństwa wszystkich dzieci Artura, chociaż najmłodsze chyba znosiły to najgorzej, a może najbardziej spektakularnie? Wszak Charlie praktycznie nie opuszczał Rumunii, Bill odkąd poślubił Fleur prawie cały czas poświęcał żonie i córeczce Victorie. Percy praktycznie się ich wyrzekł zaś George całe dnie spędzał w sklepie, pracując aż nieraz padał ze zmęczenia. I wszyscy zgodnie powtarzali jak bardzo bolała ich bieda, wielkie oskarżenie pod adresem Artura.
Tonks jako jedna z nielicznych osób potrafiła czasem uspokoić i ostudzić poglądy Ginny. Nie mogła jej jednak zawsze pilnować i nie zdołała powstrzymać przed największym szaleństwem i błędem. A poszło jak zwykle o mieszaninę niezrozumienia, podpuszczenia, uderzenia w stare rany i potwornie nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Tylko, że pewnych słów i czynów nie dało się cofnąć ni wybaczyć.
