Niebetowane.
Wybaczcie, że tak późno i do tego bez odpowiedzi na komentarze, ale naprawdę mam teraz małe urwanie głowy spowodowane problemami rodzinnymi. hulk12, Anuii, Karolina94, WTF, Evolutions, Shailila, Suremia, Ayane L i kolosia - na pewno wiecie, że bardzo dziękuję wam za komentarze, ale nie będę wahała się tego powtórzyć: naprawdę jestem wam za nie bardzo wdzięczna. Niezarejestrowanym odpowiem na dniach w tym przypisie, więc możecie zerkać. Co do zarejestrowanych - oczekujcie prywatnych wiadomości.
WTF, no cóż, oczywiście nie mogę powiedzieć, w jakim kierunku to zmierza. A moja niechęć do zdradzenia jakichkolwiek szczegółów dalszej części opowiadania sprawia, że raczej trudno mi w jakiś sposób odpowiedzieć na twój komentarz. Jeśli chcesz, możesz czytać dalej i zobaczyć, w jakim kierunku się to potoczy. A jeśli nie - no cóż, ja do niczego nikogo nie zmuszam ;). Kolosiu, proszę bardzo, lubię systematyczność i przynajmniej staram się jej trzymać :). Chociaż rozdziały pojawiają się tak późno w poniedziałek, że właściwie można powiedzieć, iż czyta się je we wtorki. Ale, ogólnie rzecz biorąc, rano we wtorki na pewno są. :) Gdyby zaszły wobec tego jakiekolwiek zmiany - na pewno pojawi się o tym informacja na moim profilu, gdzie napisane jest dokładnie, w jaki dzień i z jaką systematycznością pojawia się aktualizacja jakiego tłumaczonego przeze mnie opowiadania. Ale raczej, jak na razie, żadnych zmian nie planuję. Oczywiście nie mogę powiedzieć, co stanie się z Cygnusem i jakie szkody wyrządzi Izarowi. Ale cieszę się, że ci się podoba :). Co do polecanych ficów z Harrym i Tomem/Voldemortem - oba (niestety niedokończone tłumaczenia) Midnightesse: "Raz za razem" i "Zejście w Mrok". Właściwie wszystkie ficki The Fictionist (w tym tłumaczone przeze mnie "Motyle serce" i seria "Ulubieńca Losu", a także przez Szmaragdowego Kota "Ukojenie w ciemności"). Polskie "1947" ohfuckiteverythingistaken. Zasadniczo wszystko, co jest w moim profilu w zakładce "Favorite Stories". "In Somno Veritas" Ansketil and Lilacs. "The Darkness Within" Kurinoone (relacje ojcowsko-synowe). Absolutne AU, steampunkowe "Rebuilt" Terrific Lunacy. Tłumaczony przez DaisyDale "Osąd ich fantazji". Tłumaczony przez angę971 "Wypadek w Jaskini". Sea-kingdom zaczęła tłumaczyć ostatnio fic "Xerosis". Um... Trylogia Równowagi Sił + sequel. "The Train to Nowhere" MayMarlow. "The Rise of a Dark Lord" Little. Miss. Xanda... "Horror Of Our Love" LeontinaStardust? "The Art of Hidden Personas" whitedwarf? "Mirrored" brainstorm1001? "In Noctem" windwrites? "Rebirth" Athey? I w ogóle prawie wszystkie inne ficki Athey? Ja bym tak mogła długo. Być może coś z tego ci przypasuje – niektóre lepsze, niektóre gorsze, sama zobacz, czego dokładnie szukasz :). Ewentualnie, nie wahaj się do mnie pisać – w komentarzach/przez prywatną wiadomość/na maila (panna_mi (małpa) interia. pl).
Miłego czytania!
Gdy umiera dzisiaj
Część druga
Rozdział czwarty
- Musisz mnie drażnić nawet w moich snach, dziecko? To jedyne miejsce, do którego mogę od ciebie uciec, a jednak, jakimś cudem, nawet i je udaje ci się popsuć – syknął zirytowany Voldemort.
Izar z trudem próbował zebrać swój umysł z powrotem w jedną całość i zrozumieć, gdzie się znajduje. To nie mogło być prawdziwe. Nie mogło.
Poprzez bez przerwy opadające mu powieki zobaczył, że jego stopy spoczywają na niczym innym jak jedynie przenikliwej bieli. Gdziekolwiek by nie spojrzał, widział tylko jaskrawe światło, na tle którego wyraźnie widoczna była ciemna sylwetka Voldemorta. Stał on naprzeciwko niego, mając na sobie swoją czarną pelerynę z kapturem. Jego szkarłatne oczy zmrużyły się na Izara, cicho obwiniając go o to, w jakiej sytuacji się znajdował. W jakiej obaj się znajdowali.
Jak Izar się tu dostał? Czyżby jego duch nieświadomie skierował się do jedynej osoby, która była w stanie mu pomóc? Z pewnością była to podświadomość, tego był pewien. Voldemort musiał być obecnie pogrążony w głębokiej medytacji lub śnie, bo gdyby był przytomny, Izar nigdy nie mógłby się z nim skontaktować.
Podejrzewał, że jedynym powodem, dla którego był w stanie dotrzeć do Voldemorta był fakt, iż już wcześniej był z nim w jakiś sposób powiązany – poprzez połączenie ich umysłów. A może to pierścień na jego palcu psychiczne łączył ich ze sobą?
Izar zmarszczył brwi, gdy zdał sobie sprawę, że Voldemort może być jego ostatnią nadzieją na przetrwanie. Jego żołądek zacisnął się mocno z powodu tej całkowitej porażki.
- Potrzebuję pomocy – przyznał kwaśno.
Szkarłatne oczy rozszerzyły się pod wpływem jego wyznania, po czym zmrużyły z obrzydzeniem. Zupełnie jakby mężczyzna spodziewał się, że coś takiego powie, że się do czegoś takiego przyzna. Ale skąd mógłby to wiedzieć? A może był świadomy, co zrobił Cygnus? Pomógł to zaaranżować?
Oczywiście, że nie.
Chociaż jego umysł spowijała gęsta mgła, Izar pamiętał, że Cygnus wskoczył do jego umysłu wcześniej, niż planował, bo Voldemort zamierzał nauczyć go oklumencji. Gdyby Czarny Pan postanowił zrobić to wcześniej, bariery ochronne otaczające jego umysł prawdopodobnie byłyby wystarczająco silne, aby nie pozwolić Cygnusowi go opętać.
Voldemort nie miał pojęcia, że duch Cygnusa przebywa teraz wewnątrz Izara, powoli go pochłaniając. Chłopiec walczył z nim zaciekle, ale w tej jednej bitwie został pokonany. Nie zamierzał się poddać, ale wyglądało na to, że był w tej chwili nieprzytomny i jego duch skierował się do jedynej osoby, jaka mogła mu pomóc.
Otworzył usta, zdając sobie sprawę, że brzmiał niesłychanie żałośnie, ale Voldemort uniósł dłoń, powstrzymując go.
- Zawsze pakujesz się w jakieś kłopoty. Dlaczego nie możesz nauczyć się samemu z nich wyciągać?
Izar zamrugał i zmarszczył na chwilę brwi, po czym spojrzał na niego ze złością. Jasne było, że Voldemort nie wierzył, by te… te połączenie było prawdziwe. A może był to tylko sen? Bez względu jednak na to, co to było, Izar nie zamierzał tak po prostu bez słowa przyjąć oskarżających słów mężczyzny.
Jego dłonie przesunęły się po boku ciała, aż w końcu spoczęły na jego biodrach.
- Zawsze pakuję się w kłopoty? Nie sądzę – zawrzał Izar. – To ty bez przerwy narażasz mnie na niebezpieczeństwo, ty nieostrożny, leniwy, samolubny draniu.
Zwężone oczy przyglądały mu się uważnie, a na ustach mężczyzny pojawił się mały uśmieszek.
- Tak lepiej – zauważył arogancko Czarny Pan. – Znacznie lepiej niż ten żałosny chłopiec błagający mnie o pomoc.
Izar przechylił z frustracji głowę i wziął głęboki oddech. Musiał mocno zaciskać swoją szczękę, aby powstrzymać się od jęknięcia z rozdrażnieniem. Kiedy udało mu się w końcu opanować swoje reakcje, powoli uniósł z powrotem głowę i rzucił swojemu towarzyszowi spojrzenie.
- Co mam zrobić, abyś uwierzył, że to nie jest sen i naprawdę potrzebuję twojego… wsparcia? – zapytał spokojnie, tłumiąc w sobie wściekłość i zostawiając ją na później. Nie miał teraz czasu na wdawanie się w kłótnie z Czarnym Panem.
Voldemort milczał, wyraźnie nie mając zamiaru odpowiedzieć.
- No dobra – odparł cicho Izar. – Spróbuję sam to naprawić. – Zamarł, zamyślając się. – A gdy mi się to uda, spodziewam się, że przyczołgasz się do mnie na kolanach i będziesz błagać mnie o wybaczenie. Nie oczekuj po mnie jednak miłosierdzia.
Brwi mężczyzny wystrzeliły do góry.
- Miłosierdzia? Dziecko, odkąd się spotkaliśmy moje odpowiedzi na twoje przytyczki są tylko i wyłącznie miłosierne. – Voldemort uniósł bladą dłoń, gładząc z zamyśleniem swoje długie palce. Wyraz jego twarzy był niemożliwy do odczytania, gdy przyglądał się Izarowi. – W co wpakowałeś się tym razem?
Nagle znów ogarnął go ból. Izar pochylił się do przodu, chwytając się za klatkę piersiową, kiedy jego serce zamarło, po czym zaczęło bić w szaleńczym tempie. Zupełnie jakby po opętaniu przez Cygnusa stracił przytomność i teraz znów się budził – i to w wielkim bólu. Powinien być chyba wdzięczny, że znów odzyskuje świadomość, a nie unosi się w nicości.
- To… to jest we mnie… on…
I Izar został wrzucony z powrotem w wir niekończącej się walki przepełnionej wyłącznie cierpieniem.
- Na pewno wszystko z tobą w porządku, Izarze? – zapytał jeszcze raz Regulus, którego głos był dla niego przytłumiony i odległy.
Nie, nie jest ze mną w porządku, Regulusie, ale, oczywiście, ty mnie nie usłyszysz… - pomyślał z frustracją Izar, znów próbując przejąć kontrolę nad swoim ciałem. Cygnus stłumił jego próby i odrzucił go w najdalsze zakamarki jego umysłu.
Dłuższą chwilę zajęło Izarowi pozbieranie się po ataku Cygnusa. Pragnął się tylko poddać, odpocząć i nie czuć już dłużej tego bólu, jednak gdyby pozwolił sobie na chwilę wytchnienia, Cygnus z pewnością by to wykorzystał i zniszczył jego duszę. Nie wiedział, co by się stało, gdyby został przez niego pożarty, ale zakładał, że by umarł i Cygnus całkowicie przejąłby nad nim kontrolę – dokładnie tak, jak sobie zaplanował.
Izar wiedział, że Cygnus również walczy. Kiedy ich umysły na siebie natarły, kilkakrotnie był w stanie dostrzec przebłyski wspomnień i myśli swojego napastnika. Ta potyczka o władzę nie była planowana. Cygnus chciał zniszczyć Izara, gdy tylko połączy się z jego ciałem.
Nie wziął jednak pod uwagę, że wskoczy do niego zbyt wcześnie. Cygnus nie był jeszcze w pełni swojej mocy i to spowodowało, że jego atak był słabszy. Mężczyzna nie uwzględnił także czystej determinacji Izara. Chłopiec mógł być bezwartościowym oklumentą, ale wierzył, że jego upór i determinacja wystarczą, aby mógł poprowadzić ze swoim prapradziadkiem uczciwą walkę. Był przy tym wszystkim jednak świadom, że im dłużej Cygnus pozostaje przy władzy, tym większą zdobywa siłę.
I, skoro już o tym mowa, Cygnus planował odwiedzić Zasłonę i sprowadzić z niej resztę swojej duszy. Izar dowiedział się, że tego feralnego dnia z Komnaty Śmierci uciekł tylko fragment jego przodka. Od tamtego czasu jego dusza powoli przeciekała zza Zasłony i systematycznie łączyła się z resztą. Nie był jeszcze w całości, a póki się tak nie stanie, Izar będzie miał szansę na ponowne odzyskanie panowania nad własnym ciałem.
Miał tylko nadzieję, że będzie w stanie powstrzymać Cygnusa przed udaniem się do Departamentu Tajemnic.
- Wszystko ze mną jak najbardziej w porządku, Regulusie – odparł poprzez usta Izara Cygnus.
Chłopiec zmrużył oczy pod wpływem odpowiedzi swojego napastnika, po czym rozejrzał się po otoczeniu, jakie tworzył jego umysł. Było… zdecydowanie nacechowane jego nadaktywną wyobraźnią.
Gdy w czasie lata uczył się oklumencji, nigdy nie był w stanie dostrzec wnętrza swojego umysłu. Z tego, co czytał, u każdego przybierało ono kształt, który był mu dobrze znany. A teraz, gdy wreszcie znajdował się w swoim umyśle, w końcu mógł zobaczyć, jak wyglądał w swojej ucieleśnionej formie.
Główna jego część – lub raczej czołowy fragment jego umysłu – przypominała Departament Tajemnic. Miał błyszczącą, czarną podłogę, ściany i sufit, a wokół pełno było dużych drzwi. Na tym jednak kończyły się podobieństwa. Drzwi w jego umyśle nie były równie czarne, co te w Ministerstwie, tylko wielkie i lustrzane, otwarte na oścież, zachęcające wszystkich do wejścia, nieotoczone żadną barierą.
Jego umysł był otwarty, wrażliwy. A także naruszony obecnością Cygnusa. Jego przodek wydawał się być wszędzie.
Izar znajdował się obecnie w jednym z pokoi, do którego prowadziły lustrzane drzwi. Chociaż tak naprawdę nie powinien nazwać tego pokojem, a raczej polem. Skrzywił się, gdy przeszedł przez wysoką do pasa trawę, wpatrując się w purpurowe niebo, przez które szybko przepływały soczyste, białe chmury. Znów opuścił wzrok, spoglądając na papierowe kwiaty, które wyglądały, jakby namalowało je dziecko. Wisiały koroną w stronę ziemi, prezentując się tak żałośnie, jak Izar najprawdopodobniej wyglądał.
Na niebie nie kłębiły się jedynie chmury, ale także znane mu przedmioty.
Niedaleko horyzontu unosił się stary zegarek kieszonkowy, wyglądający dokładnie jak ten, który ukradł ze swojego sierocińca. Był duży, prawdopodobnie trzy razy większy niż on sam. Nagle na jego miejscu pojawiła się wielka, rechocząca głośno ropucha. Izar skrzywił się i przykucnął, obejmując ramionami głowę, jak gdyby próbował uchronić się przed tym nienaturalnie dużym stworzeniem. Nie miał się jednak o co martwić, gdyż to minęło go równie szybko, co chmury.
Wyprostował się, czując się jak głupiec.
- Po prostu…. – Regulus zawiesił wzrok i Izar spojrzał z powrotem na niebo.
Jeśli się skupił, mógł usłyszeć i zobaczyć co działo się na zewnątrz jego ciała równie wyraźnie, jak widział wznoszące się nad nim purpurowe niebo. Dźwięki i obrazy były rozmyte i odległe, ale był w stanie ujrzeć zaniepokojoną twarz Regulusa.
- Wczoraj w piwnicy wyglądałeś, jakbyś bardzo cierpiał – dokończył z napięciem jego ojciec.
Obok niego siedział sztywno Syriusz. Jego wuj nie tknął nawet śniadania i gdyby Izar miał teraz kontrolę nad swoim ciałem, nawiązałby z nim rozmowę. Mężczyzna bez wątpienia wciąż nie był pewny, komu powinien być lojalny i którą drogę wybrać. Teraz właśnie był czas na to, aby go uspokoić i uwieść.
Ale nie mógł. Bo to Cygnus zajmował jego miejsce.
Jego napastnik opuścił wzrok na swoje śniadanie, kiwając ostro głową swojemu prawnukowi.
- Pamiętasz, co powiedział portret Cygnusa, Regulusie? Osiągnąłem swoje dziedzictwo. To było bolesne, ale konieczne.
Dziedzictwo.
Izar prychnął sucho. Czy to wszystko, co był w stanie wymyślić jego genialny przodek?
Regulus nie wyglądał na zbyt przekonanego, gdyż opuścił widelec i pochylił się do przodu.
- I jeszcze twoje oczy. Są czarne – naciskał dalej Regulus, spoglądając prosto na Cygnusa.
Ten wzruszył tylko ramionami, a na twarzy Izara odzwierciedliło się jego rozdrażnienie.
- Jestem pewien, że to tylko efekt uboczny. – Kręcąc nosem, Cygnus wstał, upuszczając widelec na swój niezjedzony posiłek. – Muszę udać się dziś do Ministerstwa. Obiecałem Owenowi Waldenowi, że spotkam się z nim, aby omówić wynalazki, jakie skonstruowałem dla Niewymownych tego lata.
To był kłamstwo, absolutne kłamstwo.
Izar patrzył, jak Cygnus całkowicie ignoruje wysyłane mu przez Regulusa zaniepokojone spojrzenie. Czy jego ojciec wiedział, że coś było nie tak? Oczywiście, że wiedział, po prostu nie zamierzał kontynuować tego przesłuchania. To była jedna z cech, które Izar zawsze bardzo w nim cenił. Regulus nigdy nie naciskał. Szanował jego prywatność i, jak na ironię, naruszenie jej było w tej chwili tym, czego Izar najbardziej od niego pragnął.
- Pamiętaj, że po południu mamy spotkanie z sędzią. – Regulus złożył ręce i położył na nich głowę, obserwując uważnie Cygnusa.
Ten zamarł, zwracając uwagę Izara. Spotkanie z sędzią? Izar zupełnie o nim zapomniał. Wraz z Regulusem miał spotkać się dziś w Ministerstwie z Lily Potter oraz czarodziejem, który zajmie się jego sprawą.
Nagle poczuł bolesne ukłucie, gdy Cygnus zaczął przeczesywać swoje wspomnienia, jego wspomnienia. Izar odchylił głowę i krzyknął, gdy jego dusza zdawała się zamigotać pod wpływem tego ataku i silnego uczucia inwazji. Cygnus znalazł to, czego szukał, nieprzejęty jego bólem.
Dziedzic Blacków opadł na kolana na polu, desperacko próbując zachować przytomność. Chowając twarz w dłoniach, skupił się na świecie zewnętrznym.
Cygnus posłał Regulusowi chłodny uśmiech.
- Nie zapomnę, ojcze.
I Izar wiedział, że Cygnus nie ma zamiaru w żadnym wypadku uczestniczyć w tym spotkaniu. Pozostawi Regulusa samego, niczym głupca w oczach sędziego. Izar czuł wobec tego żal, ale miał w tej chwili ważniejsze rzeczy, na których musiał się skoncentrować.
Na przykład na ponownym odzyskaniu panowania nad swoim ciałem. Należało do niego i prędzej go piekło pochłonie, niż pozwoli, aby jego brak umiejętności oklumencyjnch stał się przyczyną jego upadku. Voldemort zapewne uznałby to za zabawne, a Izar nie miał zamiaru pozwolić mu triumfować.
Gdy tylko miał już złamać swoje połączenie ze światem zewnętrznym, aby zebrać w sobie siły, spostrzegł coś w kąciku pola widzenia Cygnusa. Jego przodek nie zauważył Stworka, który przyglądał mu się z odległego kąta pokoju ze zdruzgotanym wyrazem twarzy i opuszczonymi uszami.
Izar szybko odciął się od świata zewnętrznego, gdy poczuł, że Cygnus opuszcza Grimmauld Place.
Czuł się dziwnie z siebie zadowolony, gdy leżał tak na wysokiej trawie i spoglądał w purpurowe niebo.
Cygnus miał słabość. Był ślepy na wszystko poza swoim celem osiągnięcia nieśmiertelności. Nie sądził, by Voldemort był zagrożeniem, nie myślał, że Regulus nabierze podejrzeń i nie przyszło mu na myśl, że Stworek mógł zobaczyć, co się stało ostatniej nocy. Umysł Cygnusa będzie jednotorowy, dopóki nie sprowadzi całej swojej duszy poprzez Zasłonę. Do tego czasu nikt inny nie będzie się dla niego liczył.
I to właśnie na słabości Cygnusa postanowił polegać teraz Izar.
Tylko czy Stworkowi i Regulusowi uda się cokolwiek zrobić, zanim dotrą do Ministerstwa?
Izar poczuł się nagle przytłoczony. Cygnus już się tam kierował. Nie było mowy, aby którykolwiek z nich mógł go powstrzymać.
Mrużąc oczy w stronę nieba, Izar poczuł, że jego klatkę piersiową i wnętrzności ogarnia zimne poczucie gniewu. Chwycił się mocno ciemności i wykorzystał ją do nabrania siły. Zdał sobie sprawę, że jedyną osobą zdolną do powstrzymania Cygnusa jest on sam. Nie powinien polegać na nikim innym.
Gdy tylko miał już skierować się w stronę przedniej części swojego umysłu, aby znów stoczyć walkę z Cygnusem, na jego wylegującą się postać padł cień. Uniósł wzrok na intruza, po czym jego oczy zmrużyły się mocno. Pod wpływem Czarnej Magii, jaka się wokół niego uniosła, słowa wyszły z jego ust w postaci syku.
- A co ty tutaj robisz?
Regulus wstał, gdy do jego kuchni wszedł gość.
- Nie spodziewałem się ciebie, podsekretarzu Riddle – powitał go sucho, zerkając szybko na Syriusza, zanim znów skupił się na polityku. Głupotą było niepoświęcanie mu przez dłuższy czas uwagi, Merlin jeden wiedział, co planował.
Brązowe oczy skoncentrowały się przez chwilę na Regulusie, nim odwróciły od niego z brakiem zainteresowania.
- Przyszedłem do chłopca – odparł chłodno mężczyzna. Stojący niedaleko Stworek załamywał ręce, a jego usta opadły w dużym grymasie.
Chłopca.
Regulus skrzywił się i usiadł z powrotem.
- Obawiam się, że chłopiec wyszedł już do Ministerstwa.
Syriusz wstał gwałtownie, mrucząc pod nosem jakieś wymówki i opuścił pokój. Regulus patrzył, jak jego starszy brat zostawia ich samych i zatrzaskuje za sobą drzwi. Zacisnął mocno usta, zanim odwrócił się z powrotem do zamaskowanego Czarnego Pana. Mężczyzna ubrany był w bogato przyszywane szaty, wyraźne wskazujące na to, że wybierał się do Ministerstwa, aby oszukać świat swoim uśmiechem.
Czarny Pan posłał Regulusowi ostrzegawcze spojrzenie, w końcu kierując na niego swoją uwagę. Regulus nie wiedział, co było lepsze; posiadanie na sobie całkowitej uwagi Czarnego Pana czy może niezbyt częste skupianie jego zainteresowania. Pod wpływem jego spojrzenia na szyi zaczęła pojawiać mu się gęsia skórka. Oczy mężczyzny zaczarowane były na niewinny brąz, ani trochę nie przypominając zwężonych czy szkarłatnych. Mimo tego wydawały się równie okrutne i niebezpieczne. Regulus zastanawiał się przez chwilę, jak Izar był w stanie nie ustępować pod ich wpływem.
Pochylił z szacunkiem głowę.
- Wydawał się w zdrowy?
To pytanie zbiło go z tropu i sprawiło, że spojrzał na mężczyznę z zastanowieniem. Był gotów podążyć za Czarnym Panem w pole bitwy, a nawet walczyć dla niego i go bronić, jednak jego lojalność należała tylko i wyłącznie do Izara. Nie ufał Czarnemu Panu ze swoim synem. I ze wszystkich sił zamierzał próbować ochronić go przed skażonym wpływem tego mężczyzny. Nigdy nie przyszło mu do głowy, że Izar nie jest czystym dzieckiem, za jakiego go uważa. Wydawał się zapominać o zmianach, jakie pojawiły się w nim w czasie lata.
- Wszystko z nim dobrze, dokładnie tak samo jak gdy ostatnio go widziałeś. Wczoraj, na wypadek, gdybyś zapomniał… mój Panie – odpowiedział spokojnie Regulus. Po chwili jednak zesztywniał, kiedy Czarny Pan opuścił brodę, ani na chwilę nie odrywając od niego wzroku. Jego usta wykrzywił okrutny i zimny uśmiech, gdy podszedł bliżej Regulusa.
- Muszę ci przypominać, Black, że żyjesz tylko dlatego, że chce tego twój syn? Co?
Mężczyzna niespiesznie zbliżył się do niego, a jego długie palce przesunęły się przy tym po stole. Black poczuł, jak wraz z każdym krokiem Czarnego Pana po plecach przebiega mu coraz zimniejszy dreszcz.
- Mistrzu Regulusie…
Regulus uniósł rękę, aby uciszyć zaniepokojonego skrzata domowego, nie odwracając swojej uwagi od Czarnego Pana.
- Tylko dlatego, że Izar tego chce? – powtórzył suchym głosem jego słowa. – Trudno mi uwierzyć, by bezlitosny Pan ulitował się nad jednym mężczyzną tylko po to, by zadowolić szesnastoletniego chłopca. Czego tak naprawdę chcesz od mojego syna, mój Panie? Seksu?
Serce waliło mu w piersi, gdy z jego ust wyleciały te pełne braku szacunku słowa skierowane do Czarnego Pana. Powinien już dawno zwijać się na podłodze z bólu, krzyczeć do swojego Pana pełne błagania przeprosiny. Zamiast tego w oczach Voldemorta pojawił się nikczemny błysk, gdy się ku niemu pochylił.
- Gdyby o to chodziło, byłby przykuty do mojego łóżka. – Mężczyzna przechylił na bok swoją głowę, a złowieszczy uśmieszek, jaki miał na ustach bardzo pasował do jego szyderczej postawy. – Ale to cudowny chłopiec, prawda? Blackowie słyną z kazirodztwa. Powiedz mi, często widzisz swojego syna bez ubrań…?
- Ty chory draniu – tchnął Regulus, czując, jak w żyłach płonie mu wściekłość. Oczy przysłoniła mu czerwona mgiełka, gdy patrzył na chichoczącego Czarnego Pana, jednak próbował się uspokoić.
Voldemort był mistrzem oszustwa, umysłowych gierek. Regulus nie wiedział, w co wierzyć i czego słuchać. Zaczął również zastanawiać się nad zdrowiem psychicznym swojego syna. Izar musiał być przecież chociaż po części szalony, aby móc tak często wytrzymywać z Czarnym Panem. Co jego synowi tak bardzo podobało się w jego obecności? A może był równie chory, co Czarny Pan? Równie okrutny?
- Regulusie!
Wstał gwałtownie pod wpływem desperackiego wezwania swojego brata. Po raz ostatni zerkając na uśmiechającego się z wyższością Czarnego Pana, wyszedł szybko z pokoju w stronę, z której dochodził głos Syriusza.
Zdziwił się, gdy znalazł go w salonie, wpatrującego się w gobelin rodu Blacków.
- Syriuszu? – zawołał, niepewny reakcji swojego brata. Mężczyzna stał sztywno, cały blady na twarzy z szoku i przerażenia.
Zanim Regulus mógłby po raz kolejny zawołać imię swojego brata, do pomieszczenia wkroczył również Czarny Pan.
- Co to jest? – szepnął ochryple Syriusz.
Czując, jak żołądek ściska mu się ze strachu, Regulus zrobił krok w stronę gobelinu rodu Blacków. Jego wzrok natychmiast wylądował w miejscu, gdzie znajdował się na nim Izar. Serce mu zamarło, gdy patrzył, jak twarz jego syna zamienia się w czaszkę, zanim powoli wraca z powrotem do żywego ciała. Jego twarz i data śmierci bez przerwy pojawiały się i znikały, zupełnie jakby nie były pewne, gdzie powinny się zatrzymać.
- I to? – wykrzyknął głośno Syriusz, wskazując na niższą gałąź drzewa.
Krew odpłynęła Regulusowi z twarzy, gdy spojrzał prosto w oczy Cygnusa Blacka. Zamiast czaszki i daty śmierci w 1943 roku pojawiło się ciało i jedynie data urodzenia – 1889.
- To niemożliwe – szepnął Regulus. – Cygnus… on powinien nie żyć. – Odwrócił się, chcąc zobaczyć reakcję Czarnego Pana. Nie wiedział, dlaczego sądził, że ten wykaże jakiekolwiek emocje. Wierzenie w coś takiego było głupotą z jego strony. Czarny Pan pozostał niewzruszony, gdy przyglądał się gobelinowi, nim jego zimne oczy napotkały wzrok Regulusa.
- Wydawał się zdrowy, tak? – zaszydził mężczyzna, a lekki grymas wykrzywił jego wargi. – Co to ma znaczyć, Black? Klątwa Cygnusa stała się Opętaniem Cygnusa?
Regulus potrząsnął głową, oszołomiony. Nie był świadomy, że oddychanie przychodzi mu z trudem, dopóki Syriusz nie położył pocieszająco ręki na jego ramieniu.
- Nie wiedziałem – wyszeptał. Usiadł niepewnie, podczas gdy jego umysł zaczął wirować od możliwych sposobów uratowania Izara. Czy istniała w ogóle jakakolwiek nadzieja?
- Próbowałem powiedzieć Mistrzowi Regulusowi – przerwał gęstą i zszokowaną ciszę cichy głos.
Regulus uniósł wzrok, spoglądając na kulącego się w rogu Stworka.
- Stworku. – Regulus wstał. – Co próbowałeś mi powiedzieć?
Skrzat zerknął na Czarnego Pana, zanim odwrócił się do Regulusa.
- W piwnicy, Mistrzu. Mistrz Izar bardzo cierpiał. Stworek nie widział Cygnusa, ale słyszał, jak Mistrz Izar z nim rozmawia. A potem Stworek widział, jak coś wchodzi do środka Mistrza Izara.
Regulus szybko minął skrzata i zszedł do piwnicy. Nie był świadomy tego, że inni za nim podążyli, kierowało nim tylko dobro jego syna. Z rozpaczliwym machnięciem różdżki rzucił w powietrze niewerbalne Lumos i znalazł portret. Opierał się o ścianę, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie był wczoraj, kiedy Izar upadł na ziemię.
Jakże był głupi! Jego syn cierpiał z powodu ogromnego bólu, a on uwierzył mu, gdy powiedział, że to sprawa dziedzictwa. Odkąd Izar obudził się po wczorajszej rozmowie z Cygnusem, nie był sobą. Teraz już rozumiał, że to ten drań kontrolował ciało jego syna.
Ta myśl sprawiła, że poczuł desperację, niemal obłąkanie. Czuł, jak owija się wokół niego ciemność i łapczywie czerpał z niej moc.
- Co mu zrobiłeś? – zażądał ostro Regulus. Dźgnął różdżką portret swojego przodka, gotów gołym rękoma rozerwać ramę i płótno na kawałki. – Mojemu synowi. Co zrobiłeś mojemu synowi?
Ciemne oczy Cygnusa leniwie się na niego uniosły.
- To od urodzenia było jego przeznaczeniem – powiedział mozolnie mężczyzna. – Ciesz się, że to nie byłeś ty.
Ślina poleciała z ust Regulusa, gdy syknął na malowidło. Jego zęby zaciskały się tak mocno, że ostry ból przeszył jego szyję i policzki.
- Nie o to pytam – wyszeptał chłodno. – Co mu zrobiłeś?
Szyderczo wykrzywione usta Cygnusa zadrżały, nim zachichotał złowieszczo.
- A jak myślisz? – Cygnus odchylił do tyłu głowę i roześmiał się. – Chłopiec powinien umrzeć, gdy tylko Cygnus się z nim połączył. Uparty, mały drań, co nie? Obawiam się, dziecko, że gdy tylko dotrą do Zasłony, on przepadnie. Choć twój zachwyt jest poruszający, to nieuzasadnione.
Coś przesunęło się za jego plecami i odwrócił się, patrząc, jak Czarny Pan wspina się z powrotem po schodach.
- Gdzie idziesz? – zapytał rozpaczliwie. Izar musiał wyjść już przynajmniej pięć minut temu, nie mieli szans.
Szkarłat zabarwił w niektórych miejscach spokojnie brązowe oczy.
- Mam, oczywiście, władzę pozwalającą zamknąć Ministerstwo.
Regulus wahał się tylko przez chwilę, zanim rzucił się pędem za wysoką postacią podsekretarza. Syriusz deptał mu po piętach.
- Nie lekceważcie go – szepnął za nimi radośnie portret Cynusa. – Chłopiec może nie wiedzieć, jak używać swoich tłumionych mocy, ale Cygnus je stworzył. Nie macie przeciwko niemu szans.
Te słowa spowodowały, że Regulusa przeszedł dreszcz, ale determinacja, by uratować syna sprawiła, że w jego żyłach pędziła adrenalina.
- Jestem tu, aby ci pomóc, oczywiście – wyszeptała jedwabiście.
Długie, czerwone włosy opadły jej na krzyż, gdy usiadła z wdziękiem obok Izara. Mimowolnie zwrócił uwagę na jej sukienkę. Była w pięknych odcieniach zieleni i błękitu, które podkreślały jasną barwę jej szmaragdowych oczu. Jej porcelanowa skóra zdawała się świecić w purpurowym blasku nieba. Długie rzęsy komponowały się z jej mającą kształt serca twarzą, zwracając uwagę na jej pełne usta. Nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia dwa lata.
Ten wizerunek Lily Potter różnił się bardzo od tego w rzeczywistym świecie. Była uosobieniem gracji i elegancji, a otulająca ją aura należała do najjaśniejszych. Przez krótką chwilę Izar czuł się zawstydzony siedzeniem tak blisko niej, bezczeszczeniem jej swoją ciemną aurą. Szybko jednak odrzucił z obrzydzeniem tę myśl.
Chłopiec opadł na pole, zaciskając w przerażeniu oczy. Czym był? Pieprzonym zboczeńcem? Podziwiającym każdą delikatną krzywiznę i zagłębienie ciała swojej matki?
Pomimo tego wszystkiego, był zadowolony, że w końcu spotkał kobietę, w której zakochał się jego ojciec. To ta Lily omamiła Regulusa. I teraz nie winił już swojego ojca, że był nią tak zafascynowany.
- Sam sobie poradzę – odpowiedział szorstko. – A już na pewno nie potrzebuję twojej pomocy. – Otworzył jedno oko i posłał jej miażdżące spojrzenie. – Jak dostałaś się do mojej głowy? A może tylko przywołuję sobie twój obraz, tak samo jak ropuchy na niebie? – Bladą dłonią wskazał w kierunku rechoczących na niebie stworzeń.
Uśmiechnęła się do niego promiennie, rzucając okiem na wznoszące się nad ich głowami niebo.
- Nie – odparła delikatnie. – Jestem fragmentem duszy Lily Evans.
Oczy Izara otworzyły się gwałtownie i nagle stał się wszystkiego całkowicie świadomy. Lily uśmiechnęła się i powoli pochyliła się do przodu, kładąc obok niego. Oparła swoją głowę na zadbanej dłoni i z ciepłem w oczach przyjrzała Izarowi. Sprawiała wrażenie, jakby analizowała każdy najmniejszy fragment jego twarzy.
- Jesteś horkruksem? – westchnął z niedowierzaniem Izar. – Ale to niemożliwe. – Szok sprawił, że znieruchomiał, gdy wyciągnęła rękę i ujęła nią jego policzek. Opuszek jej kciuka pogładził delikatną skórę pod jego okiem.
Jej usta wydęły się w kolejnym uśmiechu.
- Dlaczego to niemożliwe? – zapytała oschle.
Spojrzał na nią sceptycznie.
- Horkruksy są najczarniejszą gałęzią magii. A ty walczysz z Czarnym Panem, który ma horkruksy – skłamał bez problemu. Musiał pamiętać, że Dumbledore i Lily wierzyli, iż Voldemort ma horkruksy. A ten chciał, aby tak właśnie myśleli, by dzięki temu ukryć przed nimi swoje bycie magicznym stworzeniem. – Głosisz poglądy przeciwne zabijaniu, a jednak mam uwierzyć, że zabiłaś kogoś z zimną krwią, aby stworzyć horkruksa?
Jej zielone oczy przyciemniły się i opuściła je na zmierzwioną trawę.
- Zauważ, że mam tylko jednego horkruksa, a Czarny Pan kilka. Do tego on nie przestaje używać Czarnej Magii dla przyjemności. A ja w dniu, w którym stworzyłam tego horkruksa przyrzekłam sobie, że nigdy więcej jej nie tknę.
Od momentu, gdy stworzyła horkruksa żyła pół-życiem. Gdy Izar po raz pierwszy spotkał ją w Departamencie Tajemnic, wyglądała na prawie martwą. I nie było to spowodowane jedynie jej żalem wobec tego, co dokonała w przeszłości, ale również tym, iż jej dusza była rozerwana. To wszystko nagle miało sens.
- Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego stworzyłaś coś tak mrocznego? – zapytał spokojnie, pozwalając jej ręce pozostać na swojej twarzy. Miał już pewne podejrzenia co do powodów, dla których Lily zdecydowała się na horkruksa, ale wszystkie one wydawały się…
Westchnęła miękko, znów wpatrując się w chmury i żaby.
- Gdy trzymałam cię w moich ramionach po tym, jak cię urodziłam, byłam pogrążona w żalu i wszechogarniającym poczuciu miłości. Wiedziałam, że po tym, jak oddam cię do mugolskiego sierocińca, już nigdy więcej nie poczuję takiej miłości. Tego dnia, gdy cię porzuciłam, czułam się, jakby jakaś część mnie umarła. Rzuciłam się w wir pracy w Departamencie Tajemnic, a w szczególności w Komnacie Śmierci. – Lily urwała, a jej twarz była nieczytelna, gdy obserwowała, jak świstoklik przesuwa się po niebie. – Gdy tyle pracowałam, zaczęłam zauważać, że w przedniej części Zasłony zamieszkał jeden duch. Całymi dniami go słuchałam, aż w końcu oszalałam z powodu tych wszystkich godzin, jakie spędziłam przed Zasłoną. Były takie dni, gdy moi współpracownicy musieli siłą mnie od niej odciągać, ale w końcu zdałam sobie sprawę, kim jest mężczyzna po drugiej stronie. Regulus powiedział mi, że Klątwa Cygnusa dotyczy nekromancji, a ja zaczęłam uświadamiać sobie, że się mylił. Chodziło w niej o opętanie.
Izar prychnął cicho, przewracając oczami i spoglądając na mijające chmury.
Lily przesunęła rękę po jego policzku i położyła ją na jego klatce piersiowej.
- Byłam… przerażona, gdy uświadomiłam sobie, co planował Cygnus. I chociaż nie byłam całkowicie pewna, że jesteś jego naczyniem, wiedziałam, iż istnieje taka możliwość. Zaczęłam być coraz bardziej zdesperowana i postanowiłam zrobić jedyną rzecz, która wiedziałam, że zadziała. Stworzyłam horkruksa. Umieściłam część mojej duszy w Zasłonie, a w szczególności w duchu Cygnusa. Połączyłam się z nim, a on tego nie zauważył. Dzięki mojej obecności mam możliwość chronienia twojego ducha – trzymania cię w twoim własnym ciele. – Wyraz jej twarzy nagle skwaśniał. – Zrobiłam okropną rzecz, aby skonstruować horkruksa. Zamordowałam niewinnego mężczyznę. Ale napędzała mną moja desperacja, aby utrzymać cię przy życiu. Jedyne, co pamiętałam, to jak cię trzymałam i czułam tę silną emocję, jaką to powodowało. Byłeś taki niewinny, nie zawiniłeś niczym w tej grze, w którą grałam z Regulusem. Spłonęłabym w piekle, gdybym pozwoliła, aby opętanie zabiło cię tylko dlatego, że się narodziłeś.
Izar usiadł, a jej dłoń opadła z jego klatki piersiowej. Skrzywił się na papierowe kwiaty, podczas gdy w jego głowie panował absolutny bałagan. Obce było dla niego czucie wobec kogoś żalu lub silnego współczucia, jeśli nie licząc tych, o których naprawdę się troszczył. Był z natury ciemny. Odwracał się plecami do mężczyzn i kobiet, którzy cierpieli. Nienawidził mugoli i gardził tym, którzy się z nich urodzili.
Nie mógł jednak nie czuć czegoś wobec okazanego przez Lily aktu desperacji. Nie tylko ryzykowała własnym życiem, odrywając od siebie część uczuć, część duszy, ale również poświęciła swoją czystość, aby zrobić coś, czego nigdy już nie będzie mogła cofnąć.
- Mogę śmiało powiedzieć, że zrobiłabym to wszystko jeszcze raz, synu. – Lily usiadła obok niego, gorączkowo wlepiając wzrok w jego twarz. – Zrobiłam to z matczynej miłości, ale także z powodu moich egoistycznych pobudek. Czułam się winna i rozdarta przez to, co zrobiłam tobie i Regulusowi. Chciałam, aby te emocje zniknęły i wierzyłam, że dzięki horkruksowi mogę się ich pozbyć. – Spojrzała na niego uważnie. – Czy to zadziałało? Czy nadal wydaję się siedliskiem tego niszczycielskiego poczucia winy? Zasługuję na to, ale…
Patrzył na nią, widząc jedynie kobietę zagubioną w błędach swojej młodości.
- Nie – tchnął Izar. – Nie czujesz winy z powodu tego, co zrobiłaś Regulusowi. Ale… twierdzisz, że żałujesz tego, co zrobiłaś mnie.
Nie dodał, że pewnie widziała jego interakcje z Lily Potter. Jeśli była z duchem Cygnusa od czasu, gdy ten uciekł z Zasłony, musiała być świadkiem drugiego zadania. A może po prostu pojawiała się i znikała w zależności od tego, jaka była silna?
Lily, z którą teraz rozmawiał nie pamiętała nic z tego, co zrobiła po skonstruowaniu horkruksa. Ta młodsza jej wersja przedstawiała to, czym była Lily Potter, zanim rozdarła swoją duszę i straciła przy tym swoje emocje oraz człowieczeństwo. Ogarniała ją tylko desperacka potrzeba uratowania syna i nadzieja oczyszczenia się z winy tego, co zrobiła mu i Regulusowi.
- Czujesz żal wobec tego, co zrobiłaś Regulusowi? – zastanawiał się Izar. – Twoja starsza wersja twierdzi, że nie, że zrobiłabyś to wszystko jeszcze raz, gdyby miało to pomóc Jasnej Stronie.
Posłała mu drżący uśmiech.
- Wtedy wierzyłam, że robiłam to dla większego dobra, aby zniszczyć wschodzącego Czarnego Pana. Ale potem pochłonęła mnie udręka. To, co mu zrobiłam nie było lepsze niż to, co Ciemna Strona zrobiłaby swoim własnym sprzymierzeńcom. Manipulowałam jego uczuciami, jego zaufaniem i obróciłam je przeciwko niemu. A to, co zrobiłam tobie… poczęłam cię, abyś był przynętą.
Izar widział jej wewnętrzny niepokój. Chciał ją nienawidzić, mówić jej w kółko, że nie potrzebuje jej pomocy. To, co zrobiła Regulusowi było niewybaczalne i Izar nie mógł zrozumieć, dlaczego w ogóle się na coś takiego zdecydowała. Nie wypowiedział jednak na głos swoich oskarżeń. Ta Lily była szczerze skruszona z powodu tego, co zrobiła. A skoro ona była skruszona, Lily Potter również była kiedyś skruszona, zanim jeszcze stworzyła horkruksa.
Regulus i Severus Snape stwierdzili kiedyś, że Lily Evans nigdy nie poczuje wyrzutów sumienia wobec tego, co zrobiła.
Ale teraz Izar miał przed sobą dowód z pierwszej ręki. Nie mieli racji. Ta Lily, z którą teraz rozmawiał nie mogła nic zyskać poprzez kłamanie mu prosto w twarz. Nie było mowy, by połączyła się z powrotem ze swoją dawną sobą i chciała jedynie pomóc mu odzyskać kontrolę nad ciałem.
Nie wiedział, jak to zmieni jego spojrzenie na Lily Potter, ale w chwili obecnej nic nie powstrzymywało go przed cieszeniem się z czegoś, czego w sekrecie od zawsze pragnął.
Matki.
Nikt nie dowie się, jaki był miękki, bo znajdował się przecież w swoim własnym umyśle. Kiedy Cygnus zostanie zniszczony, Lily zniknie razem z nim. Nie było mowy, by mogła zjednoczyć się z powrotem z Lily Potter i o czymkolwiek jej powiedzieć. Izar mógł czerpać przyjemność z tej krótkiej chwili komfortu. Diabli wezmą konsekwencje.
Wyciągnął rękę i zacisnął swoją dłoń wokół jej palców. Wyglądała na zaskoczoną jego zachowaniem. A jeśli obserwowała go od dnia, gdy uciekła z Cygnusem przez Zasłonę, Izar nie mógł mieć jej tego za złe. Widziałaby wszystko to, co widział Cygnus. To, jak Izar torturował tego mugola w czasie uroczystości przesilenia zimowego. To, jak wymieniał się śliną z Czarnym Panem przyparty do szorstkiej kory drzewa.
I, pomimo tego, wciąż zdawała się uważać go za najbardziej anielskiego chłopca, jakiego kiedykolwiek spotkała.
- Wybaczam ci. – Słowa wyszły z jego ust, zanim mógłby je powstrzymać.
Ale, z drugiej strony, musiał mieć na uwadze, że to nie była prawdziwa Lily Potter. Nie było niczego złego w pocieszeniu tego odłamka jej duszy, w powiedzeniu jej, iż jej przebacza, w tym, że chciałby jej dotknąć i ją zobaczyć. Gdzieś w głębi siebie pragnął, aby miał więcej czasu na poznanie tej kobiety, ale wiedział, że to niemożliwe.
Jej twarz rozczuliła się, gdy pochyliła się do przodu i przyciągnęła go do uścisku.
- Nie zasługuję na to. Ale to wiele dla mnie znaczy.
Jej palce zacisnęły się wokół jego ciała i Izar poczuł, że powoli się rozluźnia.
To wszystko trwało około pięciu sekund, potem stało się dla niego niewygodne. Odsunął się, próbując przełknąć obrzydzenie do swojego własnego, miękkiego zachowania. Uścisk, jaki dzielił ze swoją matką nie był tak ciepły i zmieniający życie jak myślał, że będzie.
Uznał, że jej nieobecność w jego życiu zdusiła w nim pragnienie posiadania matki. Jako dziecko zawsze marzył o jej ciepłym uścisku i pieszczotach. Najwyraźniej to dziecięce pragnienie uciekło z niego, gdy dorósł i stał się bardziej oschły.
Co dziwne, nie czuł niczego takiego przy Regulusie.
Posłał jej krótki uśmiech.
- Co zaplanowałaś?
