Pewnego dnia Luna zniknęła.
Nie było jej, gdy chciał ją zobaczyć w rocznicę śmierci swojej mamy. Nie było jej, gdy chciał ją zobaczyć w rocznicę śmierci swojego ojca.
Stiles znowu został sam.
Pawie, bo od jakiegoś czasu miał Danny'ego. Od jakiegoś czasu miał Lydię Martin, która jakimś cudem zaczęła się z nim przyjaźnić.
Ta dwójka w zupełności mu wystarczyła. A przynajmniej tak sobie wmawiał, bo wciąż nie przestał tęsknić za dzieciakami. Za... za nim. Za Luną.
Danny był wyrozumiały i nie oceniał, kiedy Stiles wyjaśnił mu, po co chodzi do lasu. Nie oceniał, gdy Stiles powiedział, że nie chce z nim uprawiać seksu, nie na razie. Nie oceniał, gdy Stiles wyznał, że nie jest prawiczkiem, ale nie chciał powiedzieć nic więcej.
Rodzina Mahealanich była jeszcze milsza, niż sam Danny, chociaż Stiles nie podejrzewał, że coś takiego jest w ogóle możliwe. Mama Danny'ego – Nani – od początku ochała nad nim i achała, jakby był najbardziej uroczym stworzeniem świata, co zresztą mu powiedziała. Siostra Danny'ego – Lilo – ucałowała go w policzek i uśmiechnęła, jakby wszystko wiedziała. Jego ojciec – Jouni – był przyjaznym człowiekiem z przyjaznym uśmiechem i uścisnął dłoń Stilesa, mówiąc, że cieszy się, że go poznał.
Obaj z Danny'm uznali, że to odrobinę za wcześnie, dlatego chłopak przedstawił go jako przyjaciela. Oczywiście jego mama machnęła ręką i uznała, że dla niej mogą nawet być transwestytami, ale mają już być cicho i zająć się jedzeniem obiadu.
Stilesowi bardzo podobała się ta rodzinna atmosfera.
