Kiedy Derek obudził się w końcu jego ciało było całe zesztywniałe. Mięśnie z trudem poddawały się jego woli, ale to wilk w nim stanowił największy problem. Nie wiedział, dlaczego druga część jego natury nie do końca chce z nim współpracować i jego wyostrzone zmysły dostarczyły do mózgu jakiś milion informacji w ciągu kilku sekund prawie pozbawiając go ponownie przytomności.
Hałas był okropny. Wszystkie dźwięki, nieprzefiltrowane przez jego mózg nie mogły zostać sklasyfikowane poprawnie. Oddechy wielu ludzi, wiatr, szum samochodów, a to był dopiero początek, ponieważ ktoś przechadzał się kilka metrów od niego, pod nim i na zewnątrz. Szum elektryczności w ścianach doprowadzał go do szaleństwa.
Nie słyszał słów, ale wiedział, że Stiles jest blisko. Miał nawet wrażenie, że tuli do siebie omegę, ale bał się otworzyć oczy, wiedząc, że narobi sobie tylko kłopotów. Nie wydawał się ranny, ale wspomnienia ostatnich minut, a nawet dni były rozmazane. Wyraźnie czuł kłębiące się wokół emocje. Wiele strachu, który plątał się i motał w powietrzu. I zdawał sobie sprawę, że te uczucia nie mogły pochodzić od jednej osoby. Nie wyobrażał sobie jednak poinformowania tych ludzi, że powinni być ciszej. Musiałby się wtedy odezwać, a to wykraczało poza jego możliwości.
Uchylił jedno oko, skupiając się na lekko przydługawych już, jasnobrązowych włosach. Znajomy zapach uderzył w jego nozdrza i wilk wydawał się kontent, że omega znajduje się wciąż ich w rękach, że okrywają Stilesa sobą, oddzielając go od całego świata. I skupił się głównie na Iskrze, który wydawał się nadal nieprzytomny, ale przynajmniej na twarzy chłopaka nie widział oznak bólu.
- Derek, na miłość boską, Deaton! – krzyknęła jego matka, więc zerknął na nią mniej pewnie.
Musieli być w szpitalu, bo białe ściany drażniły jego oczy i musiał je przymknąć na chwilę.
- Ciszej – wyszeptał, wtulając się w jedyną osobę, która koiła jego zmysły w tej chwili.
Cholerna więź, jednak na coś się przydawała, bo spokój Stilesa pozwalał mu się na czymś oprzeć, nabrać sił. Był świadom, że szeryf musi być gdzieś tutaj, ponieważ czuł zapach prochu. Deucalion nie żył, ale to był dopiero początek ich problemów. Nie wiedział, co jeszcze było nie tak, ale nie chciał się zastanawiać nad tym teraz, kiedy całe jego ciało było tak zesztywniałe. Nie wiedział jak wiele czasu spędzili tak spleceni, ale nie miał pojęcia, dlaczego nie rozdzielono ich, kiedy przewieziono ich do placówki. Był cholernie za to wdzięczny, ale znał procedury, więc zerknął na Stilesa mniej pewnie, obawiając się, że może Deucalion dostał w ręce jego omegę, ale chłopak nie wydawał się ranny. Jego wilk miotał się, ale nie jak ktoś, kto chce chronić, ale raczej, ponieważ był o coś wściekły. I Derek zamierzał go ignorować, ponieważ zapach omegi uspokajał go, więc kupował mu czas na dojście do siebie i zrozumienie sytuacji.
- Derek, posłuchaj mnie – zaczął Deaton, więc zerknął na niego przelotnie, zwracając jednak całą swoją uwagę na Stilesa, ponieważ omega był bezpieczny.
I jego cicha obecność pomagała.
- Sięgnij do siebie – powiedział Alan trochę bez sensu.
Miał w dłoniach dokładnie to, co chciał i co pragnął chronić. Stiles był bezpieczny. Nie potrzebował sięgać po nic i na pewno nie zamierzał tego robić zdrętwiałymi rękami. Mógłby wypuścić omegę, a tego nie wybaczyłby sobie nigdy.
- Derek – westchnął Alan. – Popatrz na was – dodał, wkładając w to tyle przekonania, że Derek w końcu zerknął na ich splecione z sobą nogi.
Mieli na sobie nadal ubranie, które założyli tego ranka, wybierając się, na cholerne spotkanie z Deucalionem. Spodziewał się walki, ale Stiles jak zawsze miał własny plan. Chociaż to też nie było tak do końca. Jego omega zrobił w tym momencie to, co wydawało mu się słuszne i Derek nienawidził tego, że nie był zaskoczony.
Skupił się bardziej, ponieważ jego wzrok od czasu do czasu zachodził czerwoną mgiełką. Jego instynkty, wilk tak blisko skóry, utrata kontroli – to nie mogło być nic dobrego. Jednak dopiero małe nieśmiałe płomienie liżące ich ciała, pozwoliły mu zrozumieć, dlaczego w jego ramieniu nie było igieł kroplówki. Dlaczego mógł nadal trzymać Stilesa w rękach i sprawiło mu to pewną satysfakcję. Nikt nie mógł mu odebrać omegi, gdy byli tacy i ta myśl była przyjemna – nie ukrywał tego.
Strach jednak przyszedł zaraz później, jak zawsze, gdy tylko pozwolił sobie na zbytnie odprężenie.
- Co ze Stilesem? – spytał pospiesznie, ignorując fakt, że zaczynała się jedna z wielkich migren, które miały go zapewne prześladować przez kolejne dni.
- Śpi – odparł Deaton. – Musisz jednak to opanować. Magia, która to utrzymuje, osłabia każdego z was – poinformował go cicho.
I Derek zdawał sobie z tego sprawę. Widział jak Stiles padał wyczerpany na twarz każdego dnia, gdy z Lydią spędzili za długo eksperymentując nad Iskrą. Omega wylądował w szpitalu ten jeden raz po ataku Petera. Z Iskrą nie należało igrać. Nie wiedział jak długo Stiles utrzymywał ten stan, ale to nie mogło być bezpieczne.
- Hej – wyszeptał miękko w czoło omegi. – Stiles, obudź się – powiedział, ale chłopak drgnął jedynie po to, aby przysunąć się do niego bliżej.
Odciągnął dłoń od jego pleców nagle przypominając sobie jak potraktował je przedtem, gdy stracił kontrolę. Widział pod swoimi już ludzkimi paznokciami krew i zaczął odczuwać niemal od razu mdłości.
- Jest ranny, ja… - zaczął, nie patrząc nawet na Deatona.
- Nie jest ranny – odparł mężczyzna nie podnosząc głosu nawet o ton, jakby wiedział jak trudno mu było teraz się kontrolować. – Jesteście związani. Uleczyłeś go. Jego magia i twoja magia to zrobiły. Nie martw się o to, Derek. Skup się na płomieniu.
- Nie rozumiesz – warknął zirytowany. – Nie mogę tego zrobić. Muszę obudzić Stilesa i wtedy on…
- Ciiii – wszedł mu w słowo Alan i zaczynał rozumieć, dlaczego jego omega był tak wściekły za każdym razem, gdy Deaton mówił tak do niego.
- Sam się zamknij. Stiles jest Iskrą, ty… - zaczął.
- Obaj jesteście. Jak sądzisz, gdzie poszła cała ta magia? – spytał Deaton nagle. – Nie puściłeś go nawet na chwilę, aż przelał na ciebie wszystko, z czym nie mógł sobie poradzić. To ty słabniesz, Derek – uświadomił go i może dlatego jego wilk szalał.
Nie czuł się tak, jakby życie z niego uciekało, ale czuł się słabszy. Przede wszystkim jego ciało się nie regenerowało, co nie było normalne. I może wilk próbował mu to powiedzieć już wcześniej, ale to nie było takie łatwe. Zamknął oczy, próbując sobie przypomnieć tę bezimienną Iskrę i uczucie, które miał podczas snu. Coś w nim było innego, ale nie mógł sięgnąć po coś, czego nie widział a wilk był nadal wściekły. Nie potrzebowali tu tego. Obaj dawali sobie świetnie radę. Iskra Stilesa mogła zostać, ale to była część magii jego partnera.
Zrobił kilka wdechów i spojrzał jeszcze raz na Deatona, wiedząc, że na pewno się nie udało. Teraz już wyraźniej czuł jak magia spływała z niego. Stiles otworzył to przejście jakoś, gdy chronił go przed Deucalionem. I nie potrafił tego zamknąć, a czuł, że to załatwiłoby sprawę. Z trudem poruszył zesztywniałymi palcami i wyprostował się. Wysunął stopy spomiędzy nóg Stilesa i tak jak przypuszczał, płomień zeskoczył na jego ciało, więc westchnął z ulgi, bo przynajmniej brak połączenia między nimi oznaczał, że omega nie słabł.
- Derek – zaczął Deaton.
I miał taką ochotę powiedzieć mu, żeby się zamknął, ponieważ nie pomagał, ale jego wilk usiadł nareszcie na tyłku, pozwalając mu chociaż trochę odzyskać kontrolę nad swoimi zmysłami. Czuł jak bardzo jest spocony i brudny. Mieszanka krwi jego i Stilesa nie była przyjemna. Miał kilka pomniejszych ran na dłoniach, ale ciało Petera było spopielone i powinien się cieszyć, że nie zostało po nim tylko tyle. Z tym, że wiedział, iż Stiles na to nie pozwoli. Jeszcze bardziej był pewien tego, że Deucalion nie tknie jego omegi.
- Derek – powtórzył Deaton.
- Zamknij się – warknął, zwijając się na boku.
Stykali się ze Stilem czołami i mógł wdychać ten niebiański zapach jego skóry. Magia Iskry miała inną woń niż zwykle, ale wciąż obecną i tak dobrze znajomą, jakby pochodziła też trochę od niego. Zagryzł wargi, ponieważ wilk czekał, i to nie było jedno z tych cierpliwych 'posiedzę, a ty działaj'. Wiedział, że jeśli nie zrobi czegoś szybko, zaraz znowu nie będzie niczego widział. Z kontrolą nie należało zadzierać. Już wcześniej czuł, że to, co sprawiało, że był człowiekiem – rodzina, coś co wiązało ich razem – przepadło wraz ze zdradą Petera. Jednak matka i Laura były dla niego wszystkim. I nagle nie wystarczały, więc pocałował Stilesa w czoło, starając się skupić na ostatnich tygodniach, ponieważ nie pozostało mu wiele. Wiedział, że mógł zrobić ten krok wcześniej, ale chciał to z nim przedyskutować. Po 'kocham cię', które powiedział nie mieli ani chwili. I nie wątpił, że Stiles wolałby być poinformowany o tym, że staje się kotwicą trzymają go przy człowieczeństwie.
I kiedy go odnalazł, wszystkie emocje związane z omegą – ból i gniew, i radość, miłość, strach – wszystko to razem, co opisywało Stilesa w nim, odczuł cholerną ulgę. Jakby coś znalazło się nareszcie na swoim miejscu. Kolejny delikatny pocałunek był ledwie muśnięciem. Smak jego skóry chciał zostawić na później. Nie mógł sięgnąć po niego, gdy obaj czuli się tak fatalnie, ale wilk nareszcie wydawał się przekonany, że zmierzają w dobrym kierunku, chociaż na małą tlącą się ledwo iskierkę w zakamarkach jego umysły, patrzył podejrzliwie. Płomień wydawał się tak kruchy, nikł pod naporem nieistniejących podmuchów wiatru. Derek nie był też pewien czy ogień pokrywający jego ciało zgasł z jego woli, czy Iskra w nim dopaliła się nie zostawiając w nim ani trochę magii, gdy tracił po raz kolejny przytomność, skąpany w zapachu Stilesa.
ooo
Omega obudził go. Derek w zasadzie nie spodziewał się po Stilesie niczego innego. Chłopak niemal zgniótł go, obejmując go rękami tak mocno, że Derek poczuł wszystkie swoje żebra. Jego ciało było nadal obolałe i nie mógł zrobić nic, żeby się obronić przed nagle sporo ważącym Stilesem. I chłopak musiał zobaczyć coś w jego wzroku, bo zsunął się z niego od razu.
- O cholera! Boli cię? Gdzie cię boli? – spytał Stiles, dotykając jego ramion swoimi o wiele za ciepłymi dłońmi.
- Wszystko – odparł Derek szczerze, czując się mało komfortowo w obcym pomieszczeniu, kompletnie wystawiony na łaskę każdego, kto mógł wejść. – Wejdź na łóżko – poprosił, chociaż bardziej zabrzmiało to jak rozkaz.
I Stiles, o dziwo, faktycznie bez słowa komentarza wsunął się pod przykrycie.
Zerknął w dół, ale jego ciała nie pokrywały już płomienie. Wilk wydawał się niezainteresowany, ale nie czuł bolesnej straty, która towarzyszyła tamtej Iskrze. Może nie zdążył się oswoić z magią, która nigdy nie miała należeć do niego. Nie wiedział, jak wiele mocy Deucalion zgromadził w swoim szaleńczym zapale, ale wystarczyło mu samo wspomnienie szoku, gdy te pokłady magii zostały wyciągnięcie przez jego ciało. Może powinien być wdzięcznym za to, że Iskra gasła, gdy był nieprzytomny. Magia musiała wysączać się z niego godzinami. Było już późne popołudnie.
- Derek – zaczął Stiles, ale on nie miał nawet sił się odezwać.
- Kocham cię – powiedział tylko, robiąc kolejny głębszy wdech.
- Wiem – odparł Stiles, kładąc się już ostrożniej przy jego boku.
Czuł ciepłe usta Iskry na swojej skórze, i to uczucie przywitał z radością. Były niemal jak balsam dla jego zmaltretowanego ciała.
- Deaton mówił, że udało ci się kontrolować przepływ magii – podjął Stiles.
- Nie – odparł krótko, ponieważ szczerze w to wątpił.
Przypomniał sobie te marne próby. Nie wyobrażał sobie robienia tego każdego dnia. Może to było trochę tak jak z wilkiem. Należało pokazać Iskrze jej miejsce, ale nie wyobrażał sobie okiełznania takiej mocy.
Stiles prychnął.
- Ach, nie – odparł omega rozbawiony. – Płonęlibyśmy do tej pory, muszę ci uświadomić – stwierdził Stiles bez cienia wątpliwości w głosie. – Wiem o tym, ponieważ moje przebudzenie też nie było łatwe. Czasem trudno jest się z tym oswoić, ale przynajmniej nie podpaliłeś swojego łóżka, tak jak ja to zrobiłem. I cholernie jestem ci wdzięczny, ponieważ obaj jesteśmy w jednym łóżku, a to byłoby naprawdę nieprzyjemne obudzić się dwukrotnie w ciągu swojego życia w płonącej pościeli – prychnął Stiles. – Znaczy, jesteś gorący, ale…
- O czym ty do cholery mówisz? – spytał Derek, zerkając na chłopaka ze zmarszczonymi brwiami.
Nie miał sił na rozmowę. A, kiedy już w końcu stąd wyjdą, ich tematy zaczną się od tego, dlaczego Stiles wyszedł za linię popiołu. Będą musieli sobie wiele wyjaśnić, ale wątpił, aby omega był tak skory do mówienia w przyszłości.
- O Iskrze – odparł Stiles.
- Ona odeszła – poinformował go Derek, nadal niepewny, co powinien o tym myśleć.
Stiles uniósł się na łokciu i spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Nie – powiedział krótko omega i dotknął jego dłoni, która nagrzała się odrobinę, ale nie parzyła go.
To nie był jednak żaden dowód, ponieważ Iskra Stilesa nie skrzywdziłaby go nigdy. A jednak coś w nim odpowiedziało i nagle pościel zaczęła się tlić, a jego omega ześlizgnął się niezgrabnie na podłogę.
- Cholera! Deaton powiedział, że nad tym panujesz! – jęknął Stiles, a potem zaczął się śmiać na widok jego skonfundowanej miny.
Cholerna poduszka jednak kompletnie zajęła się ogniem.
