Nie wolno twierdzić, że się ich posiada lub kiedykolwiek posiadało. Ale gdyby tak zamiast posiadać posiąść?
(Narrator zanosi się scenicznym kaszlem).
35. Odbił się sprężyście i wstał jednym susem. Spojrzał na mnie przez ramię, jakby chciał się upewnić, że patrzę, a potem szybko zajął się zapięciem spodni i pozwolił, żeby zupełnie opadły. Jestem pewna, że przez chwilę moja szczęka opadła razem z nimi. Co gorsza, zamiast skopać spodnie schylił się, żeby zdjąć je do końca, dając mi doskonały widok na zdecydowanie zbyt kuszącą część jego anatomii. Drań robił to specjalnie.
Jeśli wcześniej uważałam, że Eric dobrze wygląda, to wiedziałam tylko połowę z tego.
Wtedy Eric odwrócił się do mnie przodem i poczułam, jak rozszerzają mi się oczy. Przełknęłam ślinę. Nie mogłam ukryć nerwów. Był wspaniały, ale prezentował sobą... pewne wyzwanie.
Eric musiał wiedzieć, o czym myślę, bo uśmiechnął się z błyskiem w oku. Wyglądał na nieznośnie zadowolonego z siebie.
- Eric – zaczęłam z zamiarem przypomnienia mu, że należy się ze mną obchodzić ostrożnie, ale przerwał mi wpół zdania, kiedy wśliznął się z powrotem do łóżka i pocałował mnie.
Była to o wiele lepsza alternatywa od chełpliwego komentarza, którego się spodziewałam.
- Bez obaw – powiedział głaszcząc mnie po policzku. Było mi trochę wstyd, że czyta mnie tak łatwo. - Mamy to bardzo dobrze przećwiczone.
Prychnęłam. Być może gdybym to pamiętała, coś by mi to pomogło.
- Taaaak, ale... - zaczęłam.
- Ciiii... - przerwał mi Eric kładąc mi palec na ustach.
Spojrzał mi w oczy.
- Obiecuję – powiedział.
Nie rozwinął, ale rozumiałam, co chce mi powiedzieć. Po chwili skinęłam głową i objęłam go za szyję. Z jakiegoś bliżej nierozpoznanego przeze mnie powodu ufałam Ericowi. Odprężyłam się i skoncentrowałam się na całowaniu go. Z ochotą zabrałam się też za nadrabianie zaległości w dotykaniu go, które nazbierały mi się, kiedy miałam zajęte ręce. Ciekawie przesuwałam po nim dłonie, badając nieznane mi dotąd krzywizny jego ciała, podczas gdy on odwzajemniał się tym samym – choć oczywiście orientował się w mojej topografii o wiele lepiej niż ja jego i robił z tej wiedzy dobry użytek. Nie minęło dużo czasu, zanim moje poprzednio zapomniane w nadmiarze bodźców i emocji obrażenia znów dały o sobie znać i Eric nie namyślając się długo przekręcił nas, tak że ja wylądowałam na górze. Trochę mnie tym zaskoczył, ale nie była to przykra niespodzianka. Przy okazji Eric pozbył się wreszcie mojego i tak już mocno przemieszczonego stanika. Zdałam sobie sprawę, że to ja mam teraz kontrolę nad sytuacją. Było to ekscytujące i trochę onieśmielające – wiedziałam, że cokolwiek stanie się później, będzie w pełni moją decyzją i nie będę mogła tego zwalić na nikogo innego.
Usiadłam i pozwoliłam sobie przez moment po prostu przyjrzeć się Ericowi. Lampa w sypialni nie była zapalona, ale przez okno wpadało wystarczająco światła rzucanego przez stojącą przed barakiem latarnię, żebym widziała go dobrze. Leżał pode mną spokojny i cierpliwy i głaskał moje uda rytmicznym ruchem.
- Jesteś piękny – wyrwało mi się, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
Natychmiast spłonęłam rumieńcem. Był piękny, ale nie zamierzałam mu tego mówić.
- Och, wiem – zaśmiał się Eric. - Już mi to mówiłaś.
Trzepnęłam go lekko w ramię, jeszcze bardziej czerwona niż wcześniej. Był w bardzo dobrym humorze – nie żeby mnie to dziwiło, biorąc pod uwagę sytuację, w której się znajdowaliśmy.
Ale kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, że zamiast aroganckiego uśmieszku patrzy na mnie z tym zrelaksowanym uśmiechem, który poznałam dopiero niedawno, a z którym było mu tak zaskakująco do twarzy.
- Moja kochanko – powtórzył.
Kiedy tak patrzyłam na niego, gdy czekał na mój ruch, błysnęła mi myśl, która zadziwiła nawet mnie samą – przynajmniej w tej chwili Eric był całkowicie mój. Była to dziwnie pociągająca idea. Postanowiłam nie wybiegać myślą poza dzisiejszą noc.
Tu, teraz, chciałam go mieć.
Pochyliłam się i pocałowałam go. Poruszył biodrami przypominając mi, że jest gotów na więcej – co jak co, ale to akurat dało się stwierdzić, zwłaszcza że siedziałam okrakiem na jego talii. Odpowiedziałam swoim własnym kołysaniem i na jakiś czas w połączeniu z pieszczotami było to wystarczające. W końcu, kiedy sama byłam w stanie usłyszeć własny puls, wyprostowałam się powoli i sięgnęłam żeby zamknąć go w dłoni. Eric syknął i poruszył się niespokojnie, kiedy dotknęłam wrażliwej skóry i widziałam, że zaciska zęby. Patrzyłam zafascynowana na jego twarz, która reagowała na każdy niuans mojego dotyku. Wbił we mnie gorące spojrzenie. Jego usta rozchyliły się lekko – nikły błysk zdradzał kryjące się za nimi kły – a brwi ściągnęły w reakcji na intymną pieszczotę.
- Sookie – powiedział.
Wzięłam głęboki wdech. Nadszedł czas. Pomimo że chciałam go tak bardzo, że aż mnie skręcało w środku, nie mogłam całkowicie pozbyć się nerwów. Nie mogłam uwierzyć, żeby obyło się bez bólu – dopóki naprawdę nie przystąpiłam do rzeczy. Chociaż od razu wiedziałam, że to doświadczenie przekracza to, z czym mierzyłam się do tej pory, kiedy tylko pozwoliłam sobie spróbować, nagle skądś wiedziałam, że Eric miał rację – nawet jeśli ja tego nie pamiętałam, moje ciało pamiętało i nauczyło się, jak zrobić to najlepiej. Opadłam niżej oddychając ciężko. Nie mogłam powstrzymać jęku. Ręce Eric głaskały moje biodra. Poczułam jak wszystko wewnątrz mnie rozciąga się, kiedy wypełnił mnie do granic możliwości, sięgając w miejsca, gdzie – jestem pewna – nigdy przed nim nikt mnie nie dotknął. Odrzuciłam głowę do tyłu. Wiedziałam, że jeszcze trochę, a zbliżyłabym się do granicy, w której stałoby się to nieprzyjemne, ale zatrzymałam się tuż przed nią. Musiałam złapać oddech.
Spojrzałam z powrotem na Erica, lekko oszołomiona.
- Moja Sookie – powiedział i tym razem irytujący zaimek zabrzmiał zadziwiająco czule.
A potem było już tylko lepiej. Zaskakująco łatwo odnalazłam właściwy rytm. To było tak, jakbym kochała się z Erikiem każdej nocy. Nie musiałam wkładać żadnego wysiłku w to, by wszystko było dokładnie tak, jak powinno być. Wnioskując z jego reakcji, Eric podzielał ze mną tę opinię. Nie czułam już żadnych nerwów. Bycie z Erikiem wydawało się naturalne.
Wkrótce złapałam się na cichym powtarzaniu imienia Erica. Kiedy wszystko stopniowo zrobiło się bardziej naglące i intensywne, Eric usiadł przygarniając mnie bliżej do siebie. Pocałowałam go zadowolona ze zwiększonego kontaktu. Oparłam się na jego ramionach – tak blisko – tak właśnie – tak -
- ...Eric -
Po raz drugi dałam się ponieść fali rozkoszy, która tym razem wydawała się w jakiś sposób pełniejsza, być może dlatego, że Eric płynął na niej razem ze mną.
Eric położył się z powrotem na wznak, razem ze mną w ramionach.
Zamknęłam oczy. Leżałam z głową opartą o ramię Erica przez małą wieczność.
Kiedy powróciłam do świata poczułam, że Eric głaszcze mnie po plecach i że najprawdopodobniej robi to już od jakiegoś czasu. Miałam wrażenie, że rozpuściły mi się wszystkie kości.
- Eric? - szepnęłam.
W końcu wymyśliłam, co mu powiedzieć.
- Mmmm?
- To było najlepsze Właśnie Teraz jakie pamiętam.
Zamiast odpowiedzieć pocałował mnie w czubek głowy.
Mogłabym tak leżeć znacznie dłużej, gdyby nie to, że zaczęłam kaszleć. Świetnie. Teraz przeszkadzał mi mój własny ciężar.
Niechętnie przetoczyłam się z Erica na łóżko i ułożyłam się na plecach. Wciąż nie do końca przytomna obserwowałam jak Eric wstaje i nie kłopocząc się ubraniem i wychodzi z pokoju. Zmarszczyłam brwi. Dokąd się wybierał?
Po chwili wrócił. A, dobry wampir. Powtórzył manewr z mokrym ręcznikiem z wcześniej. Był to troskliwy gest. Musiałam oddać sprawiedliwość Ericowi – starał się.
Po skończonych ablucjach wśliznął się z powrotem do łóżka i uśmiechnęłam się sama do siebie na myśl o tym, że wrócił, żeby się przytulić. Westchnęłam z zadowolenia, kiedy wsunął się pod okrycia i mnie objął. Leżeliśmy dłuższy czas w ciszy. Było mi błogo.
Nie chciałam psuć tego spokoju, ale w końcu zebrałam się na odwagę i zadałam pytanie, na które od dawna chciałam usłyszeć odpowiedź, a teraz wreszcie nadeszła odpowiednia chwila.
- Powiesz mi teraz?
- Co takiego, Sookie?
Nie widziałam jego twarzy, która leżała na poduszce gdzieś ponad moją głową, wtulona w moje włosy.
- To, czego nie powiedziałeś mi wcześniej o czasie, kiedy ze mną zostałeś.
Byłam pewna, że było coś więcej, coś co mi umykało i o czym Eric nie wspomniał. Eric był dziś inny, niż się spodziewałam i przypuszczałam, że miało to jakiś związek z tym, o czym nie wiedziałam.
Nie odpowiedział mi od razu. Przez kilka sekund leżał gładząc mnie lekko po ramieniu, zanim zaczął powoli mówić.
- Kiedy Hallow rzuciła urok, nie pamiętałem niczego. Była zimna noc. Biegłem ciemną drogą przez las i nie miałem nawet wspomnienia o tym, skąd się tam wziąłem, ani dlaczego i dokąd biegnę. W moim umyśle nie było nic aż do tego momentu. Byłem pusty, póki mnie nie znalazłaś.
Słuchałam nie przerywając, jak snuł swoją historię opowiadając mi w końcu dokładniej, co tak naprawdę wydarzyło się po kolei przez te kilka dni. Półmrok i ciepło posłania sprawiły, że czułam się trochę jak dziecko któremu ktoś szepcze do ucha bajkę na dobranoc. Tyle tylko, że moja bajka raczej nie nadawała się dla dzieci.
Zauważyłam, że Eric zaczął coraz chętniej zagłębiać się w szczegóły w miarę jak zbliżał się do części opowieści, w której nasza relacja się zacieśniła i był to ten rodzaj szczegółów, który sprawiał, że w ciemności płonęły mi uszy. Musiał jednak uznać, że i to nie odda sprawiedliwości prawdzie i aby nakreślić mi wierniejszy obraz sytuacji zaczął pokazywać mi, co się między nami po kolei stało. Wkrótce niewiele zostało w tej opowieści słów, co w sumie nie miało znaczenia, bo jestem pewna, że i tak nie byłabym w stanie usłyszeć ani jednego biorąc pod uwagę, co ze mną robił.
- To jeszcze nie wszystko, co wydarzyło się tej nocy – powiedział Eric, podczas gdy odzyskiwałam zmysły.
Zaśmiałam się bez tchu.
- Będziesz musiał chyba dokończyć mi tę historię innym razem – powiedziałam nie przemyślawszy swoich słów. - Myślę, że teraz nie mam siły na ciąg dalszy.
Kiedy tylko zamknęłam usta przepełzło przeze mnie nieprzyjemne uczucie. Mówiłam, jakbym od razu założyła, że będzie jakiś inny raz, ale tak naprawdę nie miałam pojęcia. Nie wiedziałam, na czym stoję z Erikiem i świadomość tego poważnie skwasiła mi humor. Ale byłam zbyt dużym tchórzem, żeby go teraz o to zapytać. Jeśli miałoby się okazać, że nie czeka mnie żaden „ciąg dalszy", nie chciałabym psuć tej jednej nocy.
- Sookie? - zagadnął szeptem Eric. Ani na chwilę nie przestawał mnie dotykać. - Coś nie tak?
Zmusiłam się do zduszenia zalążka żalu, który obudziła we mnie moja wątpliwość. Nie miałam zamiaru martwić się stratą, która jeszcze nawet nie nadeszła. Nie chciałam teraz o tym myśleć. Wtuliłam się głębiej w Erica starając się ponownie poddać błogości chwili i wydobyć z niej tyle rozkoszy, ile jestem w stanie, póki trwa.
- Jestem zmęczona – powiedziałam głaszcząc kawałek jego skóry, który akurat miałam pod ręką.
Odpuścił, być może wiedząc, że kwestionowanie moich słów nie przyniesie nic dobrego, a być może czując, że zdołałam się uspokoić. Nie było to zresztą kłamstwo – oczy same mi się kleiły – choć nie była to również odpowiedź na jego pytanie.
- Śpij – powiedział po prostu. - Potrzebujesz odpoczynku.
Nie wykonał żadnego gestu, który sugerowałby, że zamierza się zbierać, więc nie dyskutując dłużej zamknęłam powieki i posłusznie odpłynęłam w sen w jego ramionach. Po raz pierwszy od dawna nic mi się nie śniło.
Sceny miłosne są strasznie trudne do napisania, więc byłabym bardzo wdzięczna za odzew.
