Gorący Knot
– Zdecydowałem się wstąpić do Zakonu, Hermiono – powiedział Harry następnego popołudnia, gdy siedzieli razem w jej pokoju Prefekt Naczelnej. – Już czas, bym coś zrobił, a w ten sposób przynajmniej będę wiedział co się dzieje.
Oboje bardzo chcieli spędzić ze sobą trochę czasu. Hermiona z ulgą, że Harry tak łatwo ją zaakceptował, a Harry z chęci lepszego poznania „nowej" Hermiony.
Jako że w ich rozmowach raczej dominowały tematy określane jako „poufne", oraz że Hermiona niezbyt chciała spotkać Rona, więc wybrali jej pokój zamiast Wielkiej Sali, czy pokoju wspólnego, i poprosili Zgredka o herbatę.
Dostali bogaty wybór najróżniejszych herbatników, ciastek i deserów wszelkich smaków i kolorów, który teraz pracowicie starali się uszczuplić.
– Wydaje się to być dobrym pomysłem – odpowiedziała Hermiona, sącząc swoją herbatę. – Musisz być jednak pewien dlaczego to robisz. Jak już ci mówiłam, moja decyzja nie była związana z tobą, więc poczucie winy nie powinno wpędzać cię w coś, czego tak naprawdę nie chcesz.
Zamiast odpowiedzieć, Harry uśmiechnął się i ostrożnie dolał jej herbaty.
– Zawsze wiedziałem, że to się wydarzy – powiedział w końcu zamyślonym głosem, którym się teraz posługiwał. – Był taki czas, po czwartym roku, kiedy nie mogłem się tego doczekać. Jednak potem, w czasie piątego roku, jakoś się pogubiłem, a śmierć Syriusza była kroplą przelewającą czarę. Jeżeli w końcu zdecydowałem się nie marnować więcej własnego czasu, powinnaś się z tego cieszyć, a nie kwestionować moje przesłanki.
Siedząc obok niego na wprost kominka, objęła dłońmi filiżankę z herbatą i odwzajemniła jego uśmiech.
– Dobrze, że znów cię mam, Harry – powiedziała mu cicho. – Brakowało mi ciebie przez ostatnie kilka miesięcy.
Zanim mógł jej odpowiedzieć, usłyszeli ciche postukiwanie w szybę. Hermiona szybko wstała i podeszła do okna, gdzie na parapecie czekała na nią brązowa sowa. Wpuściła ją i zdjęła z jej nóżki list.
Przeczytała go szybko, po czym z irytacją potrząsnęła głową.
– Cholera – wyszeptała, niosąc list w stronę kominka i wręczając go Harry'emu. – Musiało się stać coś złego.
„Panno Granger," było napisane precyzyjnym pismem Snape'a. „Proszę natychmiast zgłosić się do gabinetu Dyrektora, w pilnej sprawie która wymaga omówienia. S. Snape."
– Dla mnie brzmi to całkiem normalnie – zaprotestował Harry. – Pewnie jakieś szpiegowskie sprawy.
Hermiona potrząsnęła głową. – Nazwał mnie „panną Granger" i użył słowa klucza „pilne". Skrót jego imienia świadczy o tym, że muszę być ostrożna. Jednak „proszę" – oznacza, że nie jest najgorzej, gdyż wtedy użył by bardziej rozkazującego tonu – wyjaśniła oniemiałemu Harry'emu.
– Pozwól, że przyjrzę się zagięciom – podniosła pergamin pod światło płomieni i dokładnie przyglądała się czemuś, co dla Harry'ego wyglądało jak najzwyklejszy list.
Pochylił się, by również mu się przyjrzeć, ale musiał zrobić unik, gdy Hermiona warknęła gniewnie. – To Knot, ten bezmózgi cymbał! Dowiedział się o mojej pozycji śmierciożercy i przyszedł mnie aresztować.
– Ale przecież Dumbledore nie pozwoli mu... – krzyknął zszokowany Harry.
– Dumbledore jest bezradny w takiej sytuacji – przerwała mu Hermiona zmęczonym głosem, jednak nagle na jej twarzy pojawił się uśmieszek, kojarzący się Harry'emu z pewnym kąśliwym Mistrzem Eliksirów. – Nie martw się, Harry, spodziewałam się tego. Biedny Knot, nawet nie będzie wiedział, co go uderzyło.
Wstała i ponownie podała list Harry'emu.
– Spal to – rozkazała, wygładzając szaty i spódniczkę, oraz rzucając zaklęcie czeszące na swoje włosy. Potem zauważyła, że Harry nie poruszył się, wgapiając się cały czas w list w swojej dłoni, próbując znaleźć nazwisko Knota w doskonale niewinnej wiadomości.
Widząc jego zmieszanie, Hermiona uśmiechnęła się szeroko i pogroziła mu palcem. – Ile razy ci mówiłam, żebyś przeczytał Historię Hogwartu – powiedziała. – I nie martw się, wszystko będzie dobrze. Spal ten list.
Gdy przechodziła przez wejście zasłaniane przez obraz, usłyszała jego sfrustrowany głos.
– Co do cholery ma z tym wszystkim wspólnego ta książka – rzucił pytanie w świat, a Hermiona uśmiechnęła się z lubością. Może w końcu znalazła coś, co zmusi go do przeczytania tej pozycji.
0o0o0o0o0o0o0o0o0o0o0
W gabinecie Dumbledore'a czekało na Hermionę osiem osób: dyrektor we własnej osobie, profesor McGonagall, Lupin i Snape. Oraz Knot razem z trzema aurorami, siedzącymi za nim, skupionymi na niej i tylko na niej od momentu w którym weszła.
Widząc Ministra i aurorów zbladła, zupełnie jak uczennica, która zamiast lekkiej reprymendy, na którą była przygotowana, spotkała się ze wściekłym nauczycielem. Nie okazała jednak wahania, czy strachu, kiwając głową na przywitanie każdemu z nauczycieli. Zajęło jej to chwilę dłużej z Severusem, i Remus, który obserwował ją z zaniepokojeniem, pomyślał, że pewnie szukała w jego oczach pocieszenia.
To, czego nie mógł dojrzeć, to bezgłośna rozmowa pomiędzy dwójką szpiegów, która była powodem jej zwłoki.
Czy potrzebujesz pomocy, zapytał ją spokojnie czarnymi oczyma.
Jak na razie wszystko jest pod kontrolą. Coś konkretnego?
Nie. Tylko codzienne utrapienia.
Podaj anty-Obliviate aurorom, proszę.
Prawie niezauważalnie kiwnął głową, a ona podeszła do jedynego wolnego krzesła, pomiędzy Remusem a McGonagall.
Pewnie myślą, że potrzebuję ochrony, pomyślała i usłyszała odległe prychnięcie, echo ironicznego i sarkastycznego śmiechu Severusa.
– Panna Granger, jak mniemam – zapytał Knot chełpliwym głosem.
Hermiona tylko skromnie skinęła głową, co bardziej niż zaskoczyło Remusa. Nigdy nie widział jej tak zawstydzonej i bojaźliwej, nawet w obecności oficjeli.
Knot również wyglądał na zaskoczonego, a aurorzy zmarszczyli czoła w zakłopotaniu. Z pewnością spodziewali się kogoś zupełnie innego od tej przyjacielskiej, przygaszonej uczennicy. Hermiona nie wyglądała na kogoś, kto odważył by się wyjść poza pokój wspólny po godzinie policyjnej, a co dopiero być śmierciożercą!
Jednak Knot zdawał się wierzyć bardziej swojemu źródłu informacji niż własnym oczom, gdyż odchrząknął i rozpoczął wyraźnie ćwiczoną przemowę.
– Zanim zaczniemy, panno Granger, proszę przekazać swoją różdżkę panu Jonesowi – zażądał, wskazując głową na aurora po jego lewej stronie.
Remus słyszał jak Minerwa ostro wciągnęła powietrze, i widział jak oczy Albusa ciemnieją w gniewie. Nigdy żadna czarownica czy czarodziej nie byli proszeni o oddanie swojej różdżki bez oficjalnego aresztowania czy przeczytania zarzutów. Żądanie tego w gabinecie dyrektora było oczywistą zniewagą, i Remus oczekiwał, że Hermiona zacznie teraz przytaczać niesamowicie długi cytat z jakiegoś prawniczego lub historycznego woluminu.
Zamiast tego, nie mówiąc nic, usłuchała rozkazu, a nawet lekko dygnęła przed ministrem.
Tym razem wyraźnie słyszał westchnienie Minerwy, a nawet krztuszący dźwięk ze strony Severusa. Jednak gdy obrócił się w stronę mistrza eliksirów, nie zobaczył na jego twarzy o neutralnym wyrazie nic niezwykłego, poza lekką zmarszczką pomiędzy brwiami.
– Panno Hermiono Jane Granger – kontynuował Knot głosem jeszcze bardziej nadętym niż wcześniej. – Została pani oskarżona przez wiarygodne źródło o dołączenie do popleczników Lorda Voldemorta, tak zwanych śmierciożerców, i wejście do ich Wewnętrznego Kręgu.
I choć Remus myślał, że jest to niemożliwe, Hermiona słysząc to zbladła jeszcze bardziej, a jej dolna warga zaczęła się trząść od ledwie skrywanych emocji. Wyglądała żałośnie, w żadnym wypadku nie mogła być zagrożeniem.
– Śmierciożerca? – pisnęła, brzmiąc prawie jak skrzat domowy. – Kto mógł powiedzieć takie rzeczy? Nigdy nie miałam nic wspólnego ze śmierciożercami!
– Widzisz, Korneliuszu – wciął się, tak jak wcześniej, Dumbledore. – Panna Granger wywodzi się z rodziny mugoli, a do tego jest najlepszą uczennicą i przyjaciółką Harry'ego Pottera! Nigdy nie stanęła by po tej samej stronie co Voldemort! Twoje źródło musi się mylić!
– Obawiam się, że potrzebuję dowodu, Dumbledore – zagrzmiał Knot. – Lepszego dowodu niż słowo podejrzanej śmierciożerczyni!
Skinął w stronę jednego z aurorów i mężczyzna złapał lewe ramię Hermiony, rozpiął jej bluzkę i próbował podciągnąć rękaw do góry.
Hermiona piszczała jak przerażona mysz, starając się uniknąć rąk aurora, Minerwa wstała i protestowała swoim rześkim i rozkazującym tonem głosu, jednak było już za późno. Ręce aurora już zdążyły ujawnić sekret Hermiony.
Mroczny Znak zniekształcał jej przedramię jak obrzydliwy tatuaż.
W chwili, gdy ukazał się ich oczom, aurorzy wyciągnęli różdżki i skierowali je w stronę nadal drżącej uczennicy. Knot wycofał się na swoje krzesło.
– Korneliuszu, proszę – upomniał go Albus, podnosząc uspokajająco dłoń. – Wszystko zostanie wyjaśnione. Panna Granger może i nosi Mroczny Znak, jest jednak naszym szpiegiem.
– Dlaczego więc nigdy nie otrzymałem od niej raportu? – zapytał Knot , gniewnym i zimnym tonem. – Czy masz na myśli, że szpieguje na rzecz twojego cennego Zakonu Feniksa? Czy spodziewasz się, że uwierzę w tą bzdurną historyjkę? Dziewczyna pochodzi z mugolskiej rodziny, a ty pozwalasz jej szpiegować na swoją rzecz? Czy chcesz obrazić moją inteligencję?
Remus mógłby przysiąc, że słyszał wyszeptane: „niemożliwe" po swojej lewej stronie, gdzie siedział Severus, jednak był zbyt skoncentrowany na scenie, która rozgrywała się przed nim, by spojrzeć w oczy swojemu koledze.
– Nie, nie pozwolę, by kolejny łajdak prześlizgnął mi się przez palce, Dumbledore. Dziewczyna zostanie aresztowana i umieszczona pod wzmocnioną strażą w Azkabanie, do momentu w którym ustalimy termin jej przesłuchania i...
– To niemożliwe, Korneliuszu! – przerwał mu gniewnie Albus. – Jest uczennicą Hogwartu i przez to najpierw podlega mojej jurysdykcji! Nie możesz jej stąd zabrać w taki sposób!
– Och, ależ mogę, Dumbledore – nie zgodził się z nim Knot, a wyraz triumfu zniekształcił jego twarz okropnym grymasem. – Panna Granger jest pełnoletnia i całkowicie zdolna do podejmowania samodzielnych decyzji. Dlatego będzie traktowana tak, jak każdy inny dorosły, a to oznacza Azkaban!
Hermiona chrząknęła i nagle, oczy wszystkich znów skierowały się na nią.
– Czy mogę przynajmniej wypowiedzieć się w tym temacie, zanim mój los zostanie przesądzony? – zapytała głosem przestraszonej uczennicy.
– Tylko się streszczaj – rozkazał Knot, twarzą i postawą świadcząc o tym, za jaką miernotę ją uważał.
– Dobrze – skinęła głową, a Remusowi zdało się, jakby jej cała postać w tej właśnie chwili zmieniła kolor. Nagle wydawała się być wyższa, a jej oczy niebezpiecznie lśniły. Jej twarz nabrała barw, nie pozostał na niej ani ślad strachu czy nerwowości. Wstała, a jej obecność momentalnie wypełniła cały pokój, jakby jej autorytet był największy spośród zebranych.
– Jeżeli mam się streszczać, niech tak będzie, Knot: Nie będziesz mi dłużej zawracał głowy.
Knot zaśmiał się, jednak w jej głosie słychać było taką pewność siebie, taki majestat, że jego śmiech załamał się i zamarł na jego ustach. Nikt inny się nie roześmiał. Wszyscy byli zajęci obserwowaniem dziewczyny, która stała się królową.
Najwyraźniej Knot zauważył, że jego publiczność zwróciła się w stronę innego aktora, gdyż zdecydował się na inne podejście.
– Nie masz prawa mi rozkazywać, dziewczynko – zakpił z niej pobłażliwie.
– Nie mam prawa? – Hermiona uśmiechnęła się, jej wzrok stał się ciemny i bezdenny. Był to najbardziej przerażający uśmiech, jaki Remus kiedykolwiek widział. Nagle zrozumiał, dlaczego Knot przyprowadził ze sobą trzech aurorów i zaczął się zastanawiać, czy tylu wystarczy przeciwko niej.
– Zanim zrobisz coś głupiego, Knot, ostrzegę cię, że nie przyszłam tutaj nieprzygotowana. Od jakiegoś czasu przypuszczałam, że postąpisz w ten sposób, i dlatego przygotowałam trzy małe paczuszki, zdeponowane u różnych notariuszy , które czekają dokładnie na ruch, który chcesz teraz wykonać, a mianowicie, aresztowanie mnie.
– Nie mamy czasu na twoje gierki, dziewczynko – odpowiedział, starając się bardzo wyglądać na nieporuszonego. – Zostaniesz natychmiast przetransportowana do Azkabanu. Wszystko inne może zostać przedyskutowane podczas twojego przesłuchania!
Jednak Hermiona odegrała nieporuszenie lepiej, niż ministrowi mogło się to kiedykolwiek zamarzyć.
– Ale, ale, nie spiesz się, Knot, nie chcesz wiedzieć, jakie prezenty dla ciebie przygotowałam? – znów się uśmiechnęła i uniosła dłoń, aby na palcach odliczyć do trzech.
– Pierwsza – powiedziała, dotykając swojego prawego palca wskazującego, jakby to było jakieś podstawowe ćwiczenie. – Zawiera małą kolekcję zdjęć i dokumentów udowadniających twój długoletni związek z panną Cyntią Redgroove, zamieszkałą na ulicy Pokątnej. Z tych zdjęć jestem całkiem dumna. Udało mi się uchwycić was w... rozmaitych pozycjach. Nie muszę chyba dodawać, że ta przesyłka jest adresowana do twojej żony, Knot.
Knot zaczął się gwałtownie trząść i zrobił się czerwony jak pomidor.
– To jest impertynencja – warknął. – Oczekuję, że położysz kres tym głupstwom, Albusie. Jest twoją uczennicą i powinieneś ją lepiej kontrolować!
– Niestety Korneliuszu – odpowiedział Dumbledore, rozkładając ręce w bezradnym geście. – Panna Granger jest pełnoletnia i całkowicie zdolna do podejmowania samodzielnych decyzji, jak elokwentnie podkreśliłeś kilka minut temu. Obawiam się, że moje ręce są związane.
Opuścił głowę w stronę Hermiony w grzecznościowym geście uznania, a ona odwzajemniła jego ruch ze spokojną elegancją.
– Druga – kontynuowała, jakby nie zauważyła reakcji Knota. – Zawiera listy zaadresowane do wszystkich członków Wizengamota, których treść udowadnia twoje zaangażowanie w olbrzymie przekręty dotyczące treningowego programu aurorów. Dowiedziałam się, że od lat manipulujesz testami, nie dopuszczając uczniów i protegowanych Dumbledore'a, wstawiając na ich miejsce swoich faworytów, nawet jeżeli są dużo mniej kompetentni. Mam zagłębić się w szczegóły, Knot? Oboje doskonale wiemy, że udowodnienie tej afery wystarczy, byś stracił posadę Ministra Magii. A ja znalazłam więcej niż wystarczającą ilość dowodów.
Temperatura w gabinecie gwałtownie spadła. Trójka aurorów, którzy niepostrzeżenie przyglądali się Hermionie aż do ostatniego zdania, teraz wpatrywali się w Knota, z wyraźnym brakiem zaufania wypisanym na twarzach.
– To bzdury – krzyknął Knot, jednak Remus usłyszał jak jeden z aurorów szepce coś o plotkach, które słyszał od „kumpla z zespołu edukacyjnego".
– Jeżeli to by nie wystarczyło – wszyscy moi nauczyciele powiedzą ci, że jestem bardzo ostrożną i skrupulatną osobą, Knot – przesyłka numer trzy jest zaadresowana do pana Lucjusza Malfoya – wdech ministra zabrzmiał jak wybuch w absolutnej ciszy panującej w gabinecie. – Który jest moim bliskim przyjacielem. List ten informuje go o twojej decyzji, by podjąć nierozważne i zdecydowane akcje przeciwko rodzinie Malfoyów, oraz, że dowiedziałeś się o kilku jego sekretnych domach i posiadłościach. Zawiera on również informacje dotyczące twojego planu dnia, życia prywatnego, oraz twoich dzieci.
Remusa przeszył strach. Nie zrobiłaby czegoś takiego, prawda? Tydzień temu nawet nie zastanowiłby się nad tą myślą, jednak po odkryciach sprzed trzech dni był teraz boleśnie świadomy tego, jak właściwie mało wiedział o Hermionie Granger. Ale skazywać rodzinę Knota na śmierć w taki sposób? Mówili tutaj o niewinnych dzieciach!
Wnioskując z przeróżnych emocji widocznych na twarzy Knota, prawdopodobnie zadawał sobie to samo pytanie. Niestety, wszystko co wiedział o Hermionie to jej pozycja jako przyjaciółki Chłopca-Który-Przeżył, który otwarcie wyrażał swoją nienawiść wobec Ministra. Oraz to, że była śmierciożercą Wewnętrznego Kręgu. Obie informacje nie były raczej pocieszające, o czym wyraźnie świadczył wyraz twarzy ministra.
– A więc, panie ministrze – kontynuowała Hermiona, głosem pełnym słodyczy, jakby wcale nie wyraziła nie jednej, ale aż trzech poważnych gróźb dotyczących życia i kariery wspomnianego ministra. – Jak oceniasz moje przygotowania? Czy obiecałam zbyt wiele?
Knot otworzył usta, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Uśmiech wciąż lśnił na jej twarzy, obnażając delikatnie zęby, w subtelnie grożącym geście. Hermiona cierpliwie czekała na jego odpowiedź, jakby jej wiat był całkowicie beztroski i pozbawiony problemów.
Może uczyniła to jej cierpliwość, która z pewnością mocno nadszarpnęła nerwy Remusa. Nawet Snape'owi nie udało się nigdy zredukować osoby tak pewnej siebie jak Knot do jąkającego się idioty, w mniej niż dziesięć minut.
Z jakiegoś powodu Knot zapadł się w sobie niczym nadmiernie nadmuchany balon.
– Pani... przygotowania były... doskonałe, panno Granger – przyznał przez zaciśnięte zęby. – Ministerstwo wycofa wszelkie zarzuty dotyczące pani... pozycji, a ja osobiście dopilnuję aby wszelkie informacje jej dotyczące zostały w przyszłości zignorowane. Mam nadzieję, że to panią zadawala!
– Oczywiście, że tak, panie ministrze – odpowiedziała Hermiona z szerokim uśmiechem na ustach i iskierkami w oczach, dokładnie takimi samymi, jakie były znakiem firmowym dyrektora. Knot najwyraźniej zauważył jej grę i syknął z oburzeniem.
– Teraz potrzebuję jedynie mojej różdżki, dziękuję bardzo panie Jones, i zostawię was waszym sprawom – skinęła głową w stronę każdego z nauczycieli, miała czelność dygnąć w stronę Knota i przeszła do drzwi wyjściowych gabinetu.
– Och, panie ministrze – nagle stanęła, z ręką na klamce, – nie przychodziłabym do pana z tą prośbą, ale skoro mieliśmy to szczęście by się tu spotkać...
Tym razem odgłos krztuszenia się pochodził od samego ministra, który poczerwieniał jeszcze bardziej. Otworzył usta, prawdopodobnie by znów majaczyć i wygłosić tyradę, na co Hermiona natychmiast porzuciła wszelkie pozory.
Tym razem jej głos był zimniejszy niż lód i tak twardy, że mógł by ciąć szkło. – Zalegalizujesz całkowicie działalność Zakonu Feniksa, przyznasz takie same prawa jego członkom, jakie mają aurorzy, oraz potwierdzisz ich prawo do założenia nowej kwatery głównej w Hogwarcie. Dwadzieścia cztery godziny powinny ci wystarczyć do uchwalenia tych decyzji. Jeżeli dowiem się, że brakuje ci entuzjazmu w wypełnianiu tych punktów, skoncentruję się na dostarczeniu wspomnianych wcześniej przesyłek.
Gdy nie nastąpiła żadna reakcja, zajęła swoje wcześniejsze miejsce na przeciwko krzesła Knota i pochyliła się do przodu, prawdopodobnie by spojrzeć mu w oczy.
– Proszę nie mylić tego z prośbą, Ministrze – powiedziała cicho, tonem niezostawiającym cienia wątpliwości. – Jest to rozkaz, który wykonasz, jeżeli chcesz aby twoja kariera, życie i rodzina pozostały nietknięte.
– Nie zrobię tego! Zdawało się, że Knot w końcu ożył i jakaś maleńka aktywna część jego mózgu uświadomiła mu, kim jest osoba siedząca przed nim.
– Możesz mi grozić czymkolwiek chcesz, nie zalegalizuję tej bandy stróżów! Moim obowiązkiem jako Ministra Magii jest...
– Byłabym zadowolona, wiedząc, że twoja odmowa wynika z twojego honoru, czy jakiegokolwiek poczucia obowiązku – ucięła Hermiona, jedwabistym głosem, który momentalnie stał się ostry jak stal. – Jednak znam prawdę, Ministrze. W rzeczywistości jesteś najbardziej żałosnym mięczakiem jakiego kiedykolwiek spotkałam. Interesuje cię jedynie twój publiczny wizerunek. Nie zasłużyłeś na szacunek ani na litość, Knot. Z pewnością nie otrzymasz ich ode mnie.
– Nie będę szantażowany przez jakąś dziewczynkę, która nawet nie urodziła się w naszym społeczeństwie! – krzyczał Knot. W innej sytuacji Remus roześmiałby się widząc przerażone twarze aurorów, którzy zareagowali tak nie na słowa, ale na osobę do której były skierowane. Najwyraźniej uświadomili sobie błąd Ministra wcześniej niż on.
Jednak on też to zrobi i to bardzo niedługo.
Niespiesznie Hermiona podążyła w jego stronę. Jej ruchy przypominały im wielkiego kota, w każdej chwili gotowego do skoku. Powoli, zmysłowo, przeciągnęła wskazującym palcem po oparciu fotela, aż jej dłoń, delikatnie niczym motyl, spoczęła na ramieniu zdenerwowanego mężczyzny.
– Och, rozumiem. Nie wierzysz, że jestem do tego zdolna? Myślisz, że blefuję, Ministrze? Przykro mi, że cię rozczaruję. To wszystko prawda, właściwie zrobiłam dużo więcej, niż ci się zdaje, Knot. Byłam w twoim domu, jednej nocy, gdy spałeś, w twojej osobistej sypialni.
Po jej wypowiedzi znów nastała zszokowana cisza.
– Dobrze pamiętam tamten pokój – kontynuowała rozmarzona, z dłonią wciąż opartą o ramię Knota, choć on starał się jej uciec. – Ściany są jasnoniebieskie, a twoje łóżko jest bogato zdobione. Granatowe baldachimy i wspaniałe drewniane rzeźbienia. Zapewne twoja żona to tak urządziła? Po twojej stronie łóżka stoi mały kuferek z różanego drzewa, gdzie trzymasz kolekcję artykułów z gazet o własnej osobie. Nie układasz ich chronologicznie, Ministrze, nie mogłam tego nie zauważyć, lecz według „przyjemności" ich treści. Czy nadal uważasz, że blefuję?
Twarz Knota straciła wszelki kolor, i choć wcześniej wyglądał idiotycznie, teraz przypominał Śmierć. Rzucił spojrzenie w kierunku aurorów, jednak ich wzrok skoncentrowany był na Hermionie, a na ich twarzach widniał dziwny wyraz fascynacji.
– To niemożliwe! – zaprotestował słabo Knot, choć zabrzmiało to bardziej jak beznadziejna prośba. – Nikt nie może wejść do tego domu, zauważy go przynajmniej z tuzin aurorów! Ja...
– Jestem śmierciożerczynią w Wewnętrznym Kręgu od prawie roku, Knot – Hermiona znów mu przerwała. Jej głos był niebezpiecznie delikatny, jak mruczenie olbrzymiego kota, gotowego do ataku. – Ja, szlama, zostałam wyniesiona do najwyższej pozycji pośród śmierciożerców. Czy naprawdę uważasz, że jest cokolwiek, czego nie mogłabym zrobić?
Przerażona twarz, która spoglądała na nią tak jak mysz na kota, wyrażała dostatecznie jasno, że Knot wierzy w jej umiejętności dokonania czegokolwiek i wszystkiego. Hermiona, uśmiechając się słodko, doprowadziła sprawę do końca.
– Chcesz przez to ryzykować życiem swoich dzieci? – zapytała przyjaźnie, dotykając jego ramienia macierzyńskim gestem i śmiejąc się delikatnie, gdy mężczyzna gwałtownie się uchylił.
– Nie. Nie wydaje mi się, Ministrze. Przecież, mimo wszystko, nie jesteś złym człowiekiem – odpowiedziała na swoje pytanie, mówiąc wciąż tym okropnie przyjacielskim tonem. – Sugeruję abyś ty i twoi ludzie już lepiej sobie poszli, przecież czeka was jeszcze masa papierkowej roboty dzisiejszego popołudnia, czyż nie? Oczekuję, że skontaktuje się pan z profesorem Dumbledorem wraz z nastaniem ranka?
Knot otwierał i zamykał usta, gdy Hermiona wyciągnęła go z fotela i podprowadziła do wyjścia, tak jak uparte dziecko, jednak z jego szeroko otwartych warg nie wydobył się żaden dźwięk. Nim zamknęły się za nimi drzwi, udało mu się jedynie chwiejnie i niepewnie skinąć głową.
W pokoju panowała cisza. Hermiona wróciła do grupy zebranej wokół biurka, zajęła krzesło zwolnione przez Ministra i spokojnie wyczarowała sobie filiżankę herbaty. Wypiła łyk gorącego napoju i westchnęła zadowolona, ignorując nauczycieli, którzy gapili się na nią bezgłośnie.
Remus stwierdził, że nie może oderwać od niej oczu, sparaliżowany mieszaniną szoku i zafascynowania. A więc to była prawdziwa Hermiona, szpieg, śmierciożerczyni. Ta, która zdobyła zaufanie i podziw Snape'a. Ta, która odniosła sukces w misji, która nie udała się nikomu innemu oprócz Severusa Snape'a.
Szczerze mówiąc nie wiedział co zrobić - wielbić ją za jej geniusz, czy uciekać z krzykiem jak najdalej stąd, gdyż była bardziej przerażająca, niż Severus w swoich najlepszych latach.
Wtem cichy śmiech wyrwał ich z osłupienia i gdy Remus obrócił się, zobaczył, że wargi mistrza eliksirów delikatnie drgają.
– To było raczej dramatyczne, Hermiono – powiedział, z rozbawionym wyrazem twarzy.
– Mam nadzieję – odpowiedziała uprzejmie i nagle znów była zwykłą dziewczyną, która weszła do tego pokoju niecałą godzinę temu. Jej ramiona lekko opadły, jej plecy nie były już tak sztywnie proste, a jej twarz zdawała się odzyskać młodzieńczą delikatność. Tak jakby ktoś nagle przesłonił słońce zasłoną, czuć wtedy rozczarowanie ale jednocześnie i wielką ulgę.
– Na Knota zawsze działa dramat – kontynuowała Hermiona, wzruszając ramionami w tył, aby nieco je rozluźnić. – Tak jak wszystkie słabe osoby. Czy podałeś im eliksir anty-obliviate?
– Wlałem im do herbaty – skinął głową. – Tak a propo, to było wredne posunięcie.
– Ale skuteczne – wzruszyła ramionami. – I tak zmarnowaliśmy na niego zbyt wiele czasu.
– Dlaczego podaliście im eliksir anty-obliviate? – zapytał Remus. Jego umysł pracował na szaleńczych obrotach, jednak nie mógł znaleźć związku między tym co się stało a tym nowym tematem. Nawet Dumbledore wyglądał na zagubionego.
Snape prychnął. – Gryfoni, wszyscy z was. Zobaczył jak Hermiona uśmiecha się szeroko i zauważył, że nieświadomie swoim zdaniem przyporządkował ją do innego domu.
– W tym pokoju dzisiaj było trzech aurorów i wszyscy trzej słyszeli, jak Hermiona zarzuca Ministrowi mieszanie się do ich spraw. Chociaż nie może tego udowodnić, rozniesie się to po siedzibie aurorów w ciągu kilku dni i już żaden z nich nigdy nie zaufa Knotowi. Dlatego też Knot rzuci na nich zaklęcie pamięci w chwili gdy opuszczą Hogwart. Wlałem im eliksir do herbaty, aby pamiętali oskarżenia i fakt, że Minister próbował manipulować ich umysłami. Myślę, że możemy się spodziewać cichego kontaktu ze strony kwatery głównej aurorów w ciągu kilku następnych dni.
– Ślizgoni – skomentował Remus, z więcej niż cieniem podziwu widocznym na twarzy. – Skąd jednak wiedzieliście, że powinniście im podać ten eliksir?
– Mamy sposoby... porozumiewania się – odpowiedział Snape wymijająco i, spoglądając w stronę Hermiony, dodał bezgłośnie, To da im do myślenia.
Czy nie daliśmy im już wystarczająco dużo do myślenia, odpowiedziała i znów się do niego uśmiechnęła.
Czy sądzisz, że to był MacNair? ,kontynuował ich cichą rozmowę, dodając przesyłkę własnych spekulacji.
To był MacNair, odpowiedziała. Jak myślisz, dlaczego tak często patrzyłam mu w oczy? List był anonimowy, ale potrafię bezbłędnie rozpoznać jego pismo.
Musimy więc usunąć go z drogi, tak szybko jak to będzie możliwe, zdecydował, a ona przesłała mu swoją zgodę i przerwała kontakt wzrokowy.
– Dobre posunięcie odnośnie sprawy Zakonu – powiedział na głos Snape, a Remus pokiwał głową z uznaniem.
– Mam nadzieję, że nie uważa pan mojego pomysłu za brak szacunku, dyrektorze – powiedziała Hermiona zmartwionym tonem zwracając się w stronę dyrektora. – Nie mieliśmy czasu wcześniej tego przedyskutować, stwierdziłam jednak, że najlepiej będzie osiągnąć jak najwięcej w tej sytuacji.
– To genialny pomysł i do tego genialnie wykonany – odpowiedział dyrektor, uśmiechając się, choć wciąż brakowało mu czegoś z jego codziennej życzliwości. Najwyraźniej wszystko to wyprowadziło go bardziej z równowagi, niż chciał po sobie pokazać. – Jednak zastanawiam się, czy te blefy nie były zbyt ryzykowne?
– Ależ te pakunki naprawdę istnieją – odpowiedziała Hermiona z uśmiechem. – Wykorzystałam część moich letnich wakacji, aby je przygotować. Są jeszcze podobne pakunki czekające na... inne osoby i okazje.
Coś w jej oczach przekonało dyrektora i innych zgromadzonych, że tak właściwie to nie chcą pytać o te pozostałe paczki i ich zawartość. Wszyscy w pokoju nagle poczuli się bardzo wdzięczni, że są po stronie Hermiony.
– Mój haczyk na Ritę Skeeter, na przykład, okazał się wystarczający – kontynuowała zamyślonym głosem. – Nie było jednak trudno dowiedzieć się tego, czego chciałam o innych. Zupełnie nie – potrząsnęła głową z zatroskaną dezaprobatą. – To szokujące, jak niedbali potrafią być ludzie jeżeli chodzi o ich tajemnice!
Nikt jakoś nie chciał kontynuować tego wątku rozmowy. Tylko Severus zaśmiał się z uznaniem, a Remus poczuł, że z pewnością on nie był niedbały wobec swoich tajemnic. Och nie, nie ich mistrz szpiegów!
W końcu, dyrektor odchrząknął. – Podziwiam sposób, w jaki pokierowała pani sytuacją, panno Granger – jego głos brzmiał lekko mniej pewnie, niż Remus był przyzwyczajony. – Jednak czy wejście do jego domu dla efektu nie było trochę zbyt niebezpieczne?
– Bogowie, nie jestem głupia, dyrektorze – odpowiedziała Hermiona ze szczerym szokiem w głosie. – Nigdy nie weszłabym do strzeżonego domu z tak błahego powodu.
Znów Snape zaśmiał się w ten swój irytujący sposób i spojrzał na Hermionę w prawie zakochany sposób.
– To skąd wiesz o tych rzeczach? – zapytała niecierpliwie Minerwa. Tak jak Remus, nie lubiła czegoś nie rozumieć. – Musiałaś trafić w sedno, inaczej nie byłby tak przerażony.
– Percy Weasley powiedział mi o jego sposobie układania artykułów – wyjaśniła spokojnie Hermiona. – Nazwał to genialnym podejściem do katalogowania, jeżeli dobrze pamiętam.
– A styl, w jakim była urządzona jego sypialnia? – zapytał Remus słabym głosem, nie będąc pewnym, czy chce znać odpowiedź.
Powoli, Hermiona uśmiechnęła się szeroko. To był chytry, przebiegły uśmieszek i nagle wilkołak przypomniał sobie swoich starych przyjaciół, którzy już dawno odeszli, w ich dniach chwały, pełnych kawałów.
– Przeczytałam artykuł w Twojej Czarownicy – odpowiedziała niewinnie. – Ja mimo wszystko jestem dziewczyną, wiesz?
