A/N: Mogę tylko przeprosić - tak, wiem, po raz kolejny, ale niestety są rzeczy na które wpływu nie mam. Rozdział niebetowany, bo chciałam go wrzucić jak tylko uda mi się go skończyć, biorąc pod uwagę jak dużo minęło od ostatniego. Mogę tylko mieć nadzieję, że mimo mojego bycia koszmarną, ktoś to jeszcze czyta i czeka na rozdziały, no i że ten rozdział się spodoba.


Rozdział XXXIV

Nie było żadnym zaskoczeniem, że Allyson i James szli łeb w łeb w swoim małym pojedynku. Kiedy tylko jedno z nich zyskiwało przewagę w jednej grze, drugie nadrabiało ją w innej. Rozmawiali, przekomarzali się ze sobą, częstując się przy okazji nieubywającymi przekąskami i napojami, i tak naprawdę doskonale się bawili. Zanim się obejrzeli, było już prawie popołudnie i uczniowie zaczynali wracać do zamku z Hogsmeade. O tym, kto z nich zwycięży, miała zadecydować dodatkowa partia Eksplodującego Durnia, w którego oboje byli bardzo dobrzy i okazała się ona bardzo wyrównana. Już prawie zakończyła się remisem, gdy James spostrzegł, że miał możliwość jej wygrania w jeden z najprostszych możliwych sposobów i, choć przez chwilę wahał się czy nie zdecydować się na remis, wykorzystał go i dzięki temu zdobył dokładnie jeden punkt więcej niż Ally. Wiedział, że gdyby tego nie zrobił, a ona się o tym dowiedziała, byłaby wściekła, nawet jeśli uczyniłby to tylko i wyłącznie dlatego, żeby nie zepsuć jej humoru.

Jej oczy rozszerzyły się, gdy zobaczyła co zrobił chłopak i zaczęła się zastanawiać, jak to było możliwe, że tego nie zauważyła. Szybko jednak znalazła odpowiedź – znacznie bardziej skupiała się na uniemożliwieniu mu czegoś znacznie bardziej wymyślnego i przez to nie dostrzegła najprostszego rozwiązania. Westchnęła, zdając sobie sprawę, że to oznaczało jej porażkę i, choć teraz zaczęła się obawiać, co wymyśli jej do zrobienia James, zmusiła się do uśmiechu i, jakby na to nie patrzeć, szczerych gratulacji. Nie była z tego powodu szczęśliwa i nie było wątpliwości, że potrzebowała chwili, aby się z tym pogodzić, ale wygrał uczciwie i to się dla niej liczyło.

- Może kiedyś będzie okazja na rewanż.- uśmiechnął się Gryfon, spoglądając na nią z uwagą.- Jak myślisz?

- Nie wiem, zobaczymy. Kiedy się dowiem, co mam zrobić?

James się zamyślił. Miał kilka pomysłów co do tego, o co mógłby ją poprosić, ale do żadnego nie był przekonany. Niektóre były szalone, inne zwyczajne, a co do jeszcze następnych obawiał się, że mogłyby ją urazić. Skłaniał się co prawda za jednym, ale nie potrafił w żaden sposób przewidzieć jej reakcji. Nie wiedział więc za bardzo, co powiedzieć i postanowił dać sobie trochę czasu do zastanowienia.

- Dam ci znać, jak coś wymyślę.- odparł i dostrzegł zdziwienie na twarzy dziewczyny.

- Myślałam, że zaproponowałeś to, mając coś konkretnego na myśli…- stwierdziła z lekko uniesionymi brwiami, a James nabrał lekkich rumieńców.

- Muszę się jeszcze zastanowić.- odparł, wzruszając ramionami.

Posprzątali kilkoma ruchami różdżek i wyszli z Pokoju Życzeń. Mimo że dziewczyna narzekała, że nie jest to konieczne, James postanowił odprowadzić ją przynajmniej do Sali Wejściowej i nie dał się od tego postanowienia odwieść. Nie spieszyli się szczególnie, schodząc po kolejnych schodach, a i nie mieli takiej możliwości, gdyż te co rusz przemieszczały się w niewłaściwym dla nich kierunku tuż przed tym, zanim Allyson i James na nie dotarli albo gdy byli już na nich, co sprawiało iż musieli czekać. Mijali się z Krukonami i innymi Gryfonami, zmierzającymi do swoich dormitoriów, widocznie przemarzniętymi, ale w dobrych humorach.

W końcu znaleźli się u celu, choć zajęło im to znacznie dłużej niż zakładali i stanęli przed wejściem do lochów. James wiedział dość dobrze, gdzie znajdowało się dormitorium Hufflepuffu, głównie dzięki Mapie Huncwotów, ale również dzięki swoim wypadom do kuchni, podczas których spotykał dość sporą liczbę uczniów Domu Borsuka. Postanowił jednak nie iść dalej wiedząc, że teraz Ally już praktycznie nie miała możliwości pomylić drogi do dormitorium.

- To co, Yaxley, było aż tak źle?- zapytał z uśmiechem, a Puchonka pokręciła głową.

- Nie. Byłoby co prawda lepiej, gdybym wygrała, ale nie było najgorzej.

- A propos, wiem już co będę chciał za wygraną.- stwierdził i dostrzegł pytające spojrzenie w oczach swojej towarzyszki.

Dziewczyna nie doczekała się jednak odpowiedzi. Zamiast tego, chłopak przysunął się znacznie bliżej niej niż by czuła się z tym komfortowo. Jej oczy rozszerzyły się, gdy dostrzegła jak nachylił się do niej, przybliżając swoją twarz do jej i ostrożnie dotknął jej ust swoimi. Przede wszystkim dlatego, że był niemal pewien, że natychmiast go odepchnie albo sama się odsunie, ale i tak nie potrafił się powstrzymać. Gdzieś w odległych zakamarkach jego umysłu pojawiła się myśl, że to mogła być jego jedyna szansa na to, żeby kiedykolwiek to zrobić i postanowił ją wykorzystać. To, czego się spodziewał jednak się nie stało. Nie uciekła ani nie odepchnęła go od siebie, choć jej reakcja również pozostawiała mu dość sporo do życzenia.

Allyson była jak sparaliżowana. O ile po Jamesie można było się spodziewać wielu rzeczy, to nigdy nie pomyślałaby o czymś takim. Jej pierwszym odruchem było go odepchnąć, ale jednocześnie nie mogła powiedzieć, że nie uważała za całkiem przyjemne to, jak lekko muskał jej wargi swoimi. Wręcz przeciwnie i choć sama nie do końca potrafiła swoją reakcję zrozumieć, przymknęła oczy i starała się go naśladować. Gryfon był w szoku, czując jak nieśmiało odwzajemnia delikatne pocałunki. Jednocześnie jego serce waliło jak oszalałe z radością i ulgą; oczekiwał raczej wybuchu wściekłości, że go spoliczkuje - wszystkiego, ale nie tego.

Jego ręka już wędrowała w górę, chcąc dotknąć jej twarzy, gdy nagle czar prysł. Odskoczyła od niego jak oparzona, wpatrując się w niego zszokowanym spojrzeniem i oblała się szkarłatnym rumieńcem. Czym prędzej się dało, podeszła do wejścia do lochów i zniknęła mu z oczu. Był kompletnie zdezorientowany, nie rozumiejąc kompletnie co się stało, przynajmniej dopóki się nie odwrócił i nie dostrzegł grupy Gryfonów, którzy tyle co weszli do zamku. Byli to jego koledzy z roku, wśród nich Annabelle i bliźniacy McDowell. Jęknął cicho, gdy dotarł do niego powód nagłej ucieczki Allyson i po chwili uświadomił sobie, że zdziwione spojrzenia, jakie mu posyłali nie wynikali z tego, że widzieli go z Puchonką. Z miejsca, w którym stali nie byliby w stanie jej dostrzec. Po prostu zastanawiali się, co on tam robi kompletnie sam.

Ally tymczasem biegła czym prędzej do dormitorium, z ulgą uświadamiając sobie, że James najwyraźniej nie postanowił ruszyć za nią. Nie potrafiła nawet sobie wyobrazić jak by miała się zachować, gdyby tak właśnie się stało. Co by miała mu powiedzieć, gdy tak naprawdę jej własna reakcja kompletnie ją zaskoczyła. Nie potrafiła zrozumieć samej siebie. Jej umysł zdawał się krzyczeć, że powinna go odepchnąć i pokazać, że przekroczył granicę, a jednak nie potrafiła. Nie tylko dała mu się pocałować, ale i sama ten pocałunek odwzajemniła, a w dodatku wcale nie postrzegała go jako coś okropnego. A przecież ona go nie znosiła!

Westchnęła. Nie do końca było to prawdą. Może nie pałała do niego ogromną sympatią, chociaż właściwie, to w sumie może nawet i całkiem go lubiła. Nikt co prawda nie posiadał umiejętności doprowadzania ją do szału, które byłyby porównywalne z jego – stop, kolejny błąd - jego kuzynka była go w tym na łeb na szyję.

Dziewczyna opadła ciężko na kanapę, uświadamiając sobie, że tak naprawdę to nie miała takich prawdziwie silnych powodów, dla których mogłaby go nie znosić, tylko je sobie i wszystkim wokoło wmawiała. Fakt, miewał momenty, w których przechodził samego siebie w irytowaniu ją, zachowując się w stosunku do niej jak przesadnie opiekuńczy starszy brat, nie wspominając o tym jego „Hej, Yaxley!", którego absolutnie nienawidziła. Już wolała być nazywana Aluś, a wszyscy w Hogwarcie wiedzieli, że budziło to w niej mordercze instynkty! Mimo wszystko, poza tymi dwiema rzeczami, trudno jej było znaleźć cokolwiek przeciwko Jamesowi. Jakiś czas temu dodałaby jeszcze tą jego przesadną dumę, napawanie się sławą i łamanie serc większości żeńskiej części szkoły, gdy średnio raz na tydzień albo dwa zmieniał dziewczynę. Musiała jednak przyznać, że od początku roku szkolnego nie widziała go z nikim poza Caroline, którą zabrał na bal, a i nie starał się już tak bardzo robić wszystkiego, byle tylko zostać zauważonym w szkole. Miewał swoje wyskoki, które wcale mu tego nie utrudniały, ale zazwyczaj należały one do kategorii tych, które wynikały z jego natury żartownisia.

Niemal podskoczyła, gdy poczuła jak coś ciągnie ją za nogawkę. Już po chwili na jej kolana wdrapał się Jamie i ułożył się wygodnie, spoglądając na właścicielkę. Miauknął, a następnie zadowolony, zaczął głośno mruczeć, gdy tylko palce dziewczyny dotknęły jego futerka. Westchnęła, zamykając oczy i starała się poradzić jakoś z natłokiem myśli, które kłębiły się w jej głowie.

W takiej też pozycji znaleźli ją Shyanne i Andrew, gdy weszli do pokoju wspólnego – na w pół leżącą w poprzek kanapy, z zamkniętymi oczyma, kompletnie obojętną na wszystko wokół. Byliby przekonani, że drzemie, gdyby nie jej dłoń, która leniwie głaskała przysypiającego na niej kotka. Od razu zaczęli się zastanawiać, jak długo tam była, ale zanim zakłócili jej doskonały spokój, udali się do sypialni, aby się przebrać. Temperatura na dworze niemal się nie podniosła, a w połowie powrotnego spaceru do szkoły złapała ich śnieżyca i mimo zwyczajnego dla ich dormitorium ciepła, przemarznięci i przemoczeni mieli spore kłopoty, aby się rozgrzać.

- Opowiadaj!- stwierdziła Shyanne, kiedy po chwili usadowiła się obok przyjaciółki- Całe Hogsmeade huczało, że James został z tobą w zamku!

- Przede wszystkim jego fanklub, którego członkinie były bardzo niezadowolone, że nie uda im się spędzić całego dania chodząc za nim krok w krok.- dodał Andrew, a Allyson prychnęła.

Każdy wiedział, że większość dziewczyn w szkole marzyła o walentynkowej randce z Jamesem w Hogsmeade, a także z czym się ona wiązała. Bez względu na to, kogo zaprosił – ich koleżankę czy też najgorszego wroga – najbardziej zagorzałe fanki Gryfona co roku nie odstępowały go na krok. Tak naprawdę robiły to podczas każdej wizyty w wiosce, ale właśnie ta w lutym była najgorsza. I choć oni uważali to za zabawne, sam chłopak w ten sposób tego nie postrzegał. Choć starał się tego nie okazywać, prawdą było, że absolutnie tego nienawidził i zawsze marzył tylko o tym, aby wrócić do szkoły. Jego partnerki zazwyczaj w stu procentach się z nim zgadzały i niemal za każdym razem, żadna nigdy więcej się do niego nie odezwała. Dlatego też jeśli już zapraszał jakąś dziewczynę do Hogsmeade, zazwyczaj była to osoba, która miał pewność, że się nie obrazi albo taka, która liczył, że tak właśnie uczyni. Tym bardziej cieszył się, że w tym roku udało mu się od tego wywinąć i w zamian spędzić trochę czasu z Allyson, w spokoju.

- Co?!- wykrzyknęła Shyanne, spoglądając na przyjaciółkę z niedowierzaniem- Chcesz powiedzieć, że on cię…- nie zdołała dokończyć, nim Allyson rozpaczliwie rzuciła się na nią i zakryła jej usta, powstrzymując jej obwieszczeniem wszystkim wokoło tego, czym się z nimi podzieliła. – James Potter cię pocałował?- spytała ponownie, tym razem głośnym szeptem. Po chwili na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. – Jak było?

Blondynka przez moment milczała, nie mając pojęcia co tak naprawdę powiedzieć. O ile spodziewała się takiej reakcji swojej przyjaciółki, o tyle tego pytania z pewnością nie oczekiwała.

- Ja… Sama nie wiem…- wybąkała, wbijając wzrok w zwiniętego w kłębek kota.- Nie mogę zaprzeczyć plotkom, które chodzą po szkole, że James potrafi całować, ale… Jakaś część mnie wrzeszczy, że moje odczucia w stosunku do tego powinny być zupełnie inne… Że powinnam być na niego wściekła, że to zrobił…

- To, że nie jesteś, to dla niego z pewnością dobry znak.- odparł Andrew, wywracając oczyma gdy obie dziewczyny spojrzały na niego ze zdziwieniem.- Cały Hogwart zdaje się wiedzieć, że od jakiegoś czasu James stara się zwrócić twoją uwagę. Nie możesz zaprzeczyć, że przynajmniej od początku roku szkolnego, wydaje się jakby trochę inny.

- Z pewnością mniej działający na nerwy.- stwierdziła Shyanne, a Allyson mogła tylko przytaknąć.

- Wiecie, to Charlotte zwróciła mi na to uwagę. Spytała co ty, Ally, myślisz o Jamesie i zasugerowała, żebym mu się przyjrzał, gdy jesteście razem. I faktycznie widać, że zawsze stara się żeby cię nie zirytować, a jak już to zrobi to chce to odkręcić, nie wspominając już o tych piorunujących spojrzeniach, które ciska w stronę każdego chłopaka, który się wokół ciebie kręci.

- Co do tego muszę się zgodzić. Gdyby wzrok mógł zabijać, całkiem ładna ilość uczniów już dawno padłoby ofiarami Jamesa, z Nicholasem na czele. Może za wyjątkiem naszego Andrew, ale James wie, że między wami nie ma nic poza przyjaźnią.

- Naprawdę Shyanne? Teraz ty też będziesz usilnie doszukiwać się czegoś tam, gdzie tego nie ma? Może James po prostu dorasta i doszedł do wniosku, że nie wypada mu się zachowywać mniej dojrzale od trzecioklasistów? A to, że nie lubią się z Nicholasem to wiadomo od zawsze.

Udało jej się co prawda zakończyć temat z przyjaciółmi, ale była jedna osoba, której nic nie mogło przekonać – Annabelle. Jej starsza siostra przyjaźniła się z Jamesem i jeżeli ktokolwiek był wiarygodnym źródłem informacji odnośnie tego chłopaka, była to właśnie Gryfonka. Allyson kilkakrotnie korciło, aby zaczepić siostrę i zapytać się, co też Potter mógł myśleć tym bardziej, że od tej pory zdawał się niemal ją ignorować. Przyzwyczajona do tego, że kiedy tylko mógł podchodził do niej i zagadywał, nie wspominając już o treningach, doszła do wniosku, że coś było nie tak, gdy przez następny tydzień tylko się z nią witał. I choć powinna radować się, że może wreszcie dał jej spokój, to jakoś nie potrafiła. Nie podobało jej się to, gdy zaczepiał ją kiedy tylko pojawiła się w pobliżu, była to zdecydowanie lekka przesada, ale teraz też nie było w porządku. Czuła się z tym o tyle gorzej, że nie wiedziała, co tak naprawdę wywołało tą zmianę. Przecież na niego nie naskoczyła, nie uderzyła go, nie powiedziała mu nic, co mogłoby go urazić. Uciekła, to fakt, ale dałaby sobie rękę uciąć, że na jej miejscu zrobiłby to samo. Kiedy usłyszała, że otwierają się drzwi zamku i rozmowy wchodzących do środka uczniów, była to po prostu pierwsza myśl jaka wpadła jej do głowy, która wydawała się o tyle dobra, że gdyby przyszło jej z nim porozmawiać, nie wiedziałaby co powiedzieć.

Zdziwiło ją, gdy to właśnie jej starsza siostra zawołała ją, kiedy minęły się na korytarzu prowadzącym do klasy zaklęć i oznajmiła, że chciała z nią porozmawiać. Kiedy spotkały się tego samego wieczora w jednej z opuszczonych klas, Gryfonka nie marnowała czasu.

- Co się wydarzyło w walentynki?- spytała, spoglądając na nią lekko podejrzliwym wzrokiem- James zachowuje się od nich jakoś tak dziwnie… Posprzeczaliście się?

- Nie.- odparła Puchonka, ale wzrok starszej dziewczyny nie pozostawił jej wątpliwości, że zabrzmiała mało przekonująco.- Naprawdę, nie pokłóciliśmy się ani nic. Powiedziałabym, że jak na walentynki, to wyjątkowo dobrze się bawiłam. Zresztą, dlaczego to akurat ja musiałam mu coś zrobić, równie dobrze mógł to być ktokolwiek inny.

- Skoro to nie ty, to dlaczego nagle zaczął udawać, że przez większość czasu nie zauważa właśnie ciebie? Poza tym, to właśnie z tobą spędził ten konkretny dzień, w który coś musiało się wydarzyć. A zresztą, znam was oboje nie od dzisiaj i potrafię zauważyć, że coś jest między wami nie tak i jestem przekonana, że musiałaś mu coś powiedzieć.

- No to oznajmiam ci po raz ostatni, że nic takiego nie miało miejsca. Jeżeli James Potter o cokolwiek może mieć do mnie pretensje – choć nie powinien – to o to, że właśnie nic mu nie powiedziałam!- stwierdziła Allyson, podniesionym głosem, powoli tracąc cierpliwość. Widząc pytające spojrzenie siostry tylko wywróciła oczyma i kontynuowała.- Pytałaś go o cokolwiek czy od razu przybiegłaś do mnie z pretensjami?- spytała, choć tak naprawdę nie potrzebowała odpowiedzi na to pytanie- Może gdybyś najpierw poszła do Jamesa i z nim porozmawiała, to wiedziałabyś, że spędziliśmy całkiem fajny dzień w pokoju życzeń i jak na jego towarzystwo, to bawiłam się naprawdę świetnie. Potem odprowadził mnie do Sali Wejściowej i pocałował na odchodne. Może miałabym ci więcej do powiedzenia, ale w pewnym momencie ktoś wszedł do środka i po prostu uciekłam, bo to było pierwsze, co przyszło mi na myśl! Tyle, cała historia. Więc jak widzisz, nie zrobiłam mu absolutnie nic i sądziłabym, że znasz mnie na tyle dobrze, żeby mnie o to nie oskarżać.

- Ally, nie chodziło mi o to, żeby cię zdenerwować. Masz rację, znam cię na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że raczej byś niczego takiego nie zrobiła. Ale musisz zrozumieć, że znam też Jamesa i wiem, że jeśli ktokolwiek jest w stanie w jakikolwiek sposób naprawdę go zranić, to jesteś to właśnie tylko i wyłącznie ty.- Gryfonka wydała z siebie niezadowolony jęk, gdy jej siostra tylko prychnęła w odpowiedzi na jej słowa- Nie mogę uwierzyć, że musimy się o to kłócić, wiesz? Zdaje sobie sprawę, że nie pałasz do niego jakąś ogromną sympatią, ale nie myślałam, że z tego powodu będziesz ignorować to, co jest absolutnie oczywiste dla wszystkich! Zależy mu na tobie Ally, wiesz? Pewnie ci się to nie podoba, ale tak właśnie jest! Od prawie roku stara się robić wszystko, żeby ci pokazać, że nie jest największym pod słońcem głąbem, za jakiego jest przekonany, że go uważasz.

Myślisz, że od kogo dostałaś sukienkę na bal, jak nie od niego? Osobiście powiedziałam mu jaką, żeby przestał mi marudzić, że chce ją zamówić ale nie ma pojęcia czego szukać, bo już miałam tego kompletnie dosyć! Do tej pory jego rodzice wypominają mu, że oddał ci swoją nowiusieńką i jakby na to nie patrzeć, koszmarnie drogą miotłę ryzykując, że sam nie będzie mógł zgłosić się do drużyny! Zrobił to jednak, bo wiedział, jak bardzo ci zależy na tym, żeby dostać w niej miejsce! Po artykule w Proroku, ale i w każdym innym momencie to właśnie on był pierwszym, który był gotów cię bronić przed wszystkimi oskarżeniami! Nie wspominając o tym, że wychodził z siebie, gdy byłaś nieprzytomna w szpitalu! Podobno to on pierwszy był przy tobie, gdy tylko wszyscy się zorientowali, że coś się stało i odchodził od zmysłów, nie mając pojęcia co z tobą, bo nikt nie chciał nikomu nic powiedzieć; to dopiero ja oznajmiłam twoim przyjaciołom co i jak, no i przy okazji jemu też.

- Nie zrobiłby tego.- szepnęła Allyson, patrząc na Annabelle z niedowierzaniem w oczach.

- A jednak. Czy tego chcesz, czy nie, James się w tobie zakochał i z tego co mówisz najwyraźniej postanowił, że czas najwyższy przestać to przed tobą ukrywać. Naprawdę o nic cię nie oskarżam, ale może i lepiej, że tak wyszło, bo przynajmniej mogłam ci uświadomić to i owo. Co z tym zrobisz, to już zależy od ciebie.

Z tymi słowami starsza z sióstr opuściła klasę. Allyson nie ruszyła się z miejsca, przez dłuższą chwilę wpatrując się w punkt, w którym jeszcze przed chwilą stała Gryfonka. Sądziła, że do tej pory miała mętlik w głowie, ale w żaden sposób nie równał się on z tym, który powstał teraz.