Harry ocknął się, chociaż tak naprawdę nie wiedział ani kiedy zasnął, ani co tak naprawdę go obudziło. Wsłuchiwał się w nocną ciszę, aż zdał sobie sprawę, że po korytarzu ktoś się poruszał. Nie słyszał kroków, to bardziej dźwięk sunącej szaty przyciągnął jego uwagę i doskonale wiedział kto był powodem tego szumu.
Harry sięgnął po różdżkę i rzucił tempus. Zegar wskazywał tuż przed pierwszą w nocy. Wszyscy powinni spać przynajmniej od dwóch godzin. Wiedział, że nie powinien szpiegować Severusa, ale jednak jego mąż nigdy bez potrzeby nie wychodził w nocy. Nigdy nie wychodził w nocy. I gdyby nie byłoby to coś ważnego, nie zostawiłby go samego w miejscu, które było dla niego obce.
Harry'ego przerażała Kamalia, ale może częściowo sprawiała to chęć tego, iż chciał, aby kobieta po prostu go polubiła. Zatem każde jej spojrzenie czy gest urastało do naprawdę wysokiej rangi, wielokrotnie analizowanej przez niego sytuacji nadzwyczajnej.
Sięgnął do swojego kufra, którego nie odpakował i wyciągnął z niego grubsze szaty. Zgredek spakował je w razie, gdyby pogoda miała się pogorszyć. Harry naciągnął je na siebie i wysunął się z pokoju, starając się nie narobić za wiele hałasu. Wydawało mu się, że słyszy chrapanie dobiegające z pokoju państwa Weasley. Wszyscy musieli naprawdę głęboko spać, więc zszedł na dół, nie słysząc już nikogo.
Severus musiał wyjść z domu, ponieważ w środku wciąż panowała ta dojmująca cisza, która kojarzyła mu się jedynie z Hogwartem i wycieczkami z Ronem, które nielegalnie przeprowadzali pomimo patroli. Z różdżką w dłoni podszedł do drzwi i dopiero wtedy to poczuł z prawdziwą siłą.
Magia Severusa zdawała się tkwić w każdym centymetrze solidnego drewna. Klamka nie ustępowała pod jego dłonią, zatem zaklęcie miało utrzymać ich w środku. Zapewne miało nie wpuścić również intruzów do wewnątrz – ponieważ nie wątpił w to, że Severus nie chciał ich uwięzić i narazić na niebezpieczeństwo.
Wziął głębszy wdech, czując się naprawdę dziwnie. Instynkt podpowiadał mu, że za tymi drzwiami działo się coś naprawdę ważnego. Gryfońska ciekawość nie pozwalała mu wrócić do łóżka pomimo obietnicy, którą złożył Severusowi. Miał nie wpakowywać się w kłopoty, ale czy wyjście z domu naprawdę je oznaczało? Gdyby w okolicy nie było bezpiecznie, zapewne Bezimienni kręciliby się wokół niczym niemi strażnicy. Kingsley nocowałby u Kamalii wraz z żoną, a tymczasem Bill zapewne pochrapywał równie głośno, co swój ojciec za zamkniętymi drzwiami pokoju.
Kolejny głębszy wdech sprawił, że jego myśli zaczęły się klarować. Robił to już wcześniej, opierał się magii Severusa. Może gdyby udałoby mu się to ponownie, zdołałby chociaż wyjść. Pierścień łaskotał go delikatnie, co zapewne powinno go zaniepokoić, ale zielone oczko czasami błyszczało, jakby chciało przypomnieć o swojej obecności.
Zamknął oczy i wyciągnął dłoń, składając palce w dobrze znany sobie sposób. Nie poczuł jednak magii napierającej na niego, gdy drugą rękę chwycił za klamkę. Pierścień spotkał się z mosiężnym okuciem i trące o siebie metale wydały nieprzyjemnie jękliwy odgłos, gdy w końcu udało mu się otworzyć drzwi. Owionęło go zimne powietrze i magia wypchnęła go na schody, gdzie w ostatniej chwili chwycił za barierkę zanim zleciał w dół po oblodzonych stopniach.
Poczuł się jak idiota, gdy zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nie miał pojęcia, w którą stronę powinien iść. Severus do tej pory mógł być gdziekolwiek, a ta dziwna ulica ciągnęła się nie wiadomo jak długo. Zamarł jednak, gdy w oddali dostrzegł majaczące światła. Z niektórych domów wciąż wychodzili ludzie z pochodniami w dłoniach i Harry pospieszył za jedną z rodzin. Ciche rozmowy były nie do podsłuchania, ale na szczęście też nikt nie zwracał na niego żadnej uwagi.
Szli dokładnie w tę samą stronę, w którą Severus poprowadził ich na spacer po okolicy. Niektóre z domów były przyjemnie oświetlone, a potrawy wciąż parowały na stołach zapewne podtrzymywane czarami, aby być gotowymi do spożycia. Nie było aż tak zimno jak się obawiał, ale od rzeki ciągnął nieprzyjemny chłód. Ta dziwna mgła już się nie unosiła nad wodą, ale przez ciemność nie widział prawie nic.
Zatrzymał się, gdy grupa przed przestała iść do przodu. Był zbyt niski, aby cokolwiek dostrzec, ale wszędzie poznałby ten głos.
-… Jak co roku zbieramy się tutaj, aby powitać naszych dawno niewidzianych bliskich – ciągnął Severus.
Jego głos był ochrypły, jakby używał go od dłuższej chwili na tym mrozie.
- Witamy ich dzięki mocy, którą nadaje nam magia starsza niż jakakolwiek inna na tej ziemi. Pierwotna tak bardzo, że najmądrzejsi z nas przestali badać jej korzenie eony temu – mówił Severus.
Musiał użyć zaklęcia Sonorus, inaczej nie słyszeliby go tak dokładnie, a ludzie wciąż przybywali.
- Witamy ich jak co roku, nie dlatego, że tak głosi tradycja i szanujemy naszych przodków z nadzieją, że nasze dzieci kiedyś nie zapomną o nas – podjął jego mąż. – Witamy ich, ponieważ nie wyobrażamy sobie naszej przyszłości bez przeszłości – powiedział. – Ponieważ ich bohaterstwo i poświęcenie uczy nas, że lojalność jest najwyższą wartością, a wiara w moją rodzinę nie jest wymysłem okolicznych mieszkańców, ale świadomym wyborem tych, którzy też chcą współtworzyć tę społeczność – ciągnął dalej Severus. – Wiem, że zwątpiliście, dlatego przyzywam Kiernana i Rindę, Monę i Sergiusza… - zaczął wymieniać Severus.
Nastąpiło poruszenie i Harry nie rozumiał dlaczego tłum zaczął się przerzedzać tak nagle. Dostrzegł Deidre ukrytą pod warstwami materiału wraz z Kingsleyem u boku. Severus stał przy moście, o którym Harry mógłby przysiąc, że jeszcze kilka godzin temu go tam nie było. Rzeka nie wyglądała na tak wzburzoną, a jego mąż podawał dłoń tym, którzy przechodzili po całkiem solidnej konstrukcji. Wymieniał imiona ludzi, których Harry nie znał, ale najwyraźniej musieli być członkami rodzin tutaj zamieszkałych, ponieważ młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni trafiali w ramiona swoich bliskich, jakby nie widzieli się od naprawdę długiego czasu.
- Regulusa – powiedział Severus i to zwróciło uwagę Harry'ego.
Ciemnowłosy mężczyzna zszedł z mostku i podszedł do Deidre, pozwalając się przytulić. W świetle pochodni Harry dostrzegał charakterystyczne rysy Blacków. Widział brata Syriusza na kilku zachowanych fotografiach, ale mężczyzna nie żył od tak dawna. To nie było możliwe, ponieważ stał tutaj z krwi i kości – całkiem żywy i uśmiechnięty. Ręce Deidre nie przeszły przez niego, więc nie był duchem.
- Lily Evans-Potter – powiedział Severus wyraźnie i Harry zamarł.
Jego matka, a raczej ktoś kto miał nią być nie wyglądała jak pozostali. Ona jako jedyna przypominała hogwarcką zjawę, ale nie mógł nie dostrzec podobieństwa w jej rysach twarzy.
- Mama? – wyrwało mu się, nim zdążył się powstrzymać.
Nie widział twarzy Severusa ukrytej w cieniu, ale czuł na sobie wzrok mężczyzny.
- Pot… - urwał jego mąż najwyraźniej zszokowany. – Harry – powiedział, a potem wziął głęboki wdech i machnął w stronę Deidre, jakby ją odsyłał. – Pozwól za mną – poprosił nagle zmęczonym tonem, którego Harry nie rozpoznawał.
ooo
Pokusa zredukowania pamięci chłopakowi była wielka, ale Lily wciąż spoglądała na niego tymi swoimi wielkimi oczami, a Harry tylko zerkał to na matkę to na ziemię, jakby nie wiedział co powinien zrobić. Dostrzegał jak chłopak powstrzymywał się przed objęciem zjawy i czekał na pytania, które niebawem miały nadejść. Harry jednak milczał, co dla Gryfona była naprawdę dziwne i nie chciał się dłużej nad tym zastanawiać. Nie wiedział nawet od czego zacząć i łatwiej byłoby odpowiadać mu na pytania, które miał zapewne chłopak.
Mieszkańcy rozeszli się do swoich domów. Zapewne powinien być wdzięczny, że nie wydało się, iż jego mąż nie miał pojęcia o ich tradycjach i obrzędach. Wciąż musiał się zająć zarzewiami buntu, ale czas działał na jego niekorzyść. Lily podążała za nimi w pewnym oddaleniu, gdy wracali w kierunku domu.
- Nie chcesz o coś zapytać? – spytał Severus ostrożnie.
Chłopak nie panikował i nie nazwał ich wariatami, zatem istniała jakaś nadzieja.
- Dlaczego ona nie jest taka jak inni? – spytał w końcu Harry i nie było to coś, czego Severus się spodziewał.
- Nigdy nie była jedną z nas – odparł krótko i wziął głębszy wdech.
Harry milczał zapewne analizując jego odpowiedź.
- Nie chciałeś mi powiedzieć – zaczął ostrożnie jego mąż. – Wszyscy ci ludzie to Bezimienni – stwierdził.
Severus dał sobie chwilę.
- Nie – odparł szczerze. – Bezimienni nie istnieją. A raczej to żart mojej matki. Nie mamy nazwisk…
- To dlatego zostałeś Potterem – stwierdził Harry pojmując nagle w lot. – Kim są ci ludzie? – zainteresował się.
- Ci, którzy przeszli przez most są umarłymi. Ci, którzy mieszkają tutaj… Oni są po prostu mieszkańcami… - odparł Severus. – Moja rodzina stoi na straży tej krainy.
- Krainy – podchwycił Harry.
Severus przystanął, nie wiedząc jak powinien to wyjaśnić i poczuł nieprzyjemnie zimną dłoń na karku. Lily musiała wyczuć jego dyskomfort, bo natychmiast odsunęła się.
- Ta kraina to przedsionek – powiedziała kobieta. – Przedsionek – powtórzyła. – Most mógłbyś nazwać bramą, bramą do Avalonu.
Jej głos był prawie niesłyszalny, ale Severus był pewien, że chłopak nie pominął ani jednego słowa, które wyszło z ust matki.
- Jesteś prawdziwa? – spytał Harry dziwnie stłamszonym głosem.
Lily zapewne uśmiechnęła się, ale w ciemności nie dostrzegał jej twarzy.
- Jestem prawdziwa na tyle na ile prawdziwy może być duch. W Avalonie… Nie nazwałbyś tego życiem, ale mam świadomość. Severus opowiadał mi co roku o tobie – poinformowała swojego syna.
- Naprawdę? – spytał z niedowierzaniem Harry.
- Myślisz, że dlaczego był taki zirytowany, gdy łamałeś szkolny regulamin? – spytała żartobliwie. – Musiał mi potem opowiadać o niesfornym chłopcu, który kocha quidditch i prawie połamał się spadając z miotły – dodała rozbawiona.
Harry prychnął.
- Czy tata… - zaczął chłopak.
- Nie, taty tutaj nie ma. W Avalonie są tylko ci, którzy mieszkali tam od zawsze, strażnicy i mieszkańcy – odparła Lily. – Bywałam na tyle często w domu Severusa, że stałam się częścią jego świata.
- Przeniosłem twoje ciało przez most – dodał Severus. – Jednak to było za mało – wyjaśnił.
Nigdy do końca sam nie rozumiał czym kierowała się ta magia, ale ona była nieomylna. Lily stanowiła ważny element tej okolicy, którą uważała za przedsionek. Nigdy jednak nie zamieszkała w niej na stałe.
- Wejdźmy do domu – zaproponował Severus, ponieważ robiło się coraz zimniej.
Rzeka nigdy nie zamarzała, ale jednak wiatr wzbierał na swojej sile.
Magia otaczająca dom była nienaruszana. Pytanie jak Harry'emu udało się wydostać pozostawało bez odpowiedzi, ale to teraz nie było ważne.
- W moim pokoju będzie wam wygodniej. Słońce dotrze tam najpóźniej, więc… - zaczął.
- Da nam kilka minut dłużej – dopowiedziała Lily i uśmiechnęła się lekko. – Zniknę wraz z pierwszym promieniem. Zobaczymy się jednak za rok. Severus na pewno przywoła mnie ponownie teraz, gdy jesteś już tutaj – dodała.
W nikłym świetle świec widział jak oczy Harry'ego zaczynają niebezpiecznie błyszczeć.
- Uhm – zaczął chłopak, wchodząc do jego pokoju. – Jesteśmy… Znaczy my… - zająknął się Harry.
Severus nagle wiedział do czego przyznać chciał się Gryfon. Oczywiście jego wrodzona potrzeba szczerości zamierzała właśnie popsuć jego spotkanie z matką.
- Powinniście usiąść – stwierdził, starając się zmienić tok rozmowy.
- Jesteśmy małżeństwem – wypluł w końcu chłopak, zbierając się na odwagę.
Lily zamarła, a potem spojrzała na niego z niedowierzaniem, którego właśnie nie chciał zobaczyć w jej oczach. Kobieta nie poruszała się, ale jej usta pozostawały lekko uchylone. Może jeszcze przyzwyczajenie z czasów, gdy oddychała. Harry drżał, chociaż zapewne nie z zimna. Gruby płaszcz chronił go przed chłodem.
Oczywiście zamierzał w końcu porozmawiać z Lily, ale nigdy nie zrobiłby tego w ten sposób. Takich rozmów nie przeprowadzało się bez przygotowania, ale Gryfoni najwyraźniej nie mieli żadnych instynktów przetrwania.
- Lily – zaczął, ale w zasadzie nie wiedział, co miałby powiedzieć kobiecie.
Przepraszam, że jestem dwadzieścia lat od niego starszy? Przepraszam, ale to stało się bez udziału mojej woli?
Lily spojrzała na swojego syna miękko.
- Jesteś szczęśliwy? – spytała cicho kobieta.
Harry spojrzał na matkę szeroko otwartymi oczami. Severus nie potrafił nawet przypuszczać jaka będzie odpowiedź, ale nagle stała się cholernie ważna i sam chciał ją znać.
- Tak – odparł chłopak, jakby nie do końca świadomy.
Lily uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Severusie, pozwoliłbyś mi porozmawiać przez kilka minut z moim synem. Znam mojego zięcia, ale chciałabym również poznać syna – poprosiła kobieta.
Skinął po prostu głową i wyszedł na korytarz. Nie chciał wracać na zewnątrz, by świętować z innymi. Elisanna i Kamalia na pewno rozumiały. Błąkanie się jednak po pustym korytarzu wydawało mu się nieprzyjemną wizją. Nie wiedział jak długo Lily zamierzała rozmawiać z Harrym. Mieli może pięć godzin, a to było za krótko. Cały czas tego świata to było za mało. W pełni to rozumiał.
Otworzył ostrożnie drzwi do komnat Harry'ego i zostawił je otwarte na wszelki wypadek, gdyby chłopak go szukał. W jego głowie wciąż odbijało się pytanie Lily, a potem bardzo cicho odpowiedź Harry'ego. Był pewien, że chłopak nie okłamałby ducha matki, ale dziwnie czuł się mając świadomość, że jego mąż faktycznie czuł się dobrze w jego towarzystwie, że nie unieszczęśliwił go tak, jak komplikował życie Kamalii czy Elisanny.
ooo
Obudził się, gdy ktoś potrząsnął za jego ramię. Nie wiedział dlaczego nie zaatakował intruza, ale może to dom uspokajał go. Zacisnął jednak dłoń na nadgarstku Harry'ego. Było wciąż ciemno i chłopak lekko dygotał.
- Zmarzłeś? – spytał.
- Nie – powiedział Harry. – Mama chciała z tobą porozmawiać – poinformował go.
Jego głos był lekko rozedrgany. Spotkania z bliskimi zawsze były emocjonalne i przez to niebezpieczne. Mieszkańcy stanowili dość specyficzną mieszankę ludzi, którzy spodziewali się w święta odzyskać swoich ukochanych, ale dla czarodziejów mógł to być szok. Szczególnie dla Harry'ego, ponieważ wśród powracających była jego matka.
- Dobrze się czujesz? – spytał Severus.
Słyszał jak chłopak przełknął ślinę. Nie widział w ciemności jego twarzy.
- Chciałem – zaczął Harry. – Dziękuję ci. Po prostu nie wiem… Ona… - spróbował, ale głos uwiązł mu w gardle.
- Nie musisz…
- Sprowadziłeś ją z powrotem – przerwał mu Harry. – Wiem, że nie chciałeś, żebym…
- Pozwoliłbym ci z nią porozmawiać, ale to bardziej skomplikowane. Teraz kiedy wiesz… - zaczął Severus.
- Wiem, wyjaśniła mi, że kiedyś będę musiał tu zamieszkać bez wszystkich. Bez Hermiony i Weasleyów – powiedział Harry. – Ale jeśli ty i ona tutaj jesteście … - urwał.
Severus wziął głębszy wdech. Obawiał się buntu, gdy chłopak dowiedziałby się o warunkach układu. Nie chciał go zamykać w świecie, którego nie rozumiał, świecie, który nie miał mu niczego do zaoferowania. Lupin mógł pozostać na zawsze człowiekiem. Regulus miał Deidre i chwałę. Bill bezpieczeństwo i pieniądze dla rodziny. Jednak życie Harry'ego zawsze krążyło wokół ludzi i jedyne czego chłopak chciał to zapewne śmierć Voldemorta.
- Nie podejmuj decyzji – zaczął Severus.
- To nie jest tak, że muszę? – zdziwił się Harry.
- Nie ma rzeczy, które musisz – odparł Severus.
Czuł na sobie wzrok chłopaka i nie wiedział jak zinterpretować tę ciszę. Może Harry właśnie faktycznie zmieniał zdanie. Nigdy nie wiedział co siedzi w głowie chłopaka. Nagle poczuł ciepłą dłoń na policzku i prawie się wzdrygnął, gdy szorstkie usta Harry'ego docisnęły się do jego własnych. Tak bardzo niewprawne i niewinne. Tak bardzo znajome.
Zatopił się w cieple na sekundy, a potem poczuł pociągniecie magii, które doprowadziło go do tej sytuacji i wycofał się, łapiąc chłopaka za łokcie.
- Przestań – wyszeptał. – To magia…
- Nie – zaprzeczył Harry. – Ja… - urwał nagle zmieszany.
- Lily – zaczął Severus, nie chcąc sobie nawet wyobrażać co jego przyjaciółka myśli o nim teraz.
Od lat obserwował Harry'ego, aby opowiadać jej o synu, którym cieszyła się tak krótko. Ostatecznie przyjechał z dzieckiem, które zdeprawował.
Harry zresztą na wspomnienie o matce zesztywniał.
- Chciała z tobą porozmawiać – poinformował go chłopak. – Myślę, że powinieneś… - urwał, robiąc krok w tył i przepuszczając go. – Tylko… gdybym mógł się z nią pożegnać…
- Oczywiście – powiedział krótko Severus.
Nie obracał się, aby spojrzeć czy Harry położył się spać. Lily zresztą czekała na niego w progu, jakby obawiała się jego ucieczki.
- Nigdy tego nie chciałem. Magia… Ona… - zaczął szybko.
- Severusie. Nie jestem na ciebie zła – powiedziała kobieta, uspokajając go. – Nie jestem… - urwała. – Nie jestem w ekstatycznym nastroju, ale… przejdę do tego na porządku dziennym. Nie jestem już w życiu Harry'ego i nie umknęło mi, że znów ma kogoś, kto będzie się nim opiekować. Jest szczęśliwy, Severusie, czego mogłabym więcej oczekiwać? – spytała retorycznie.
Nie potrafił wydusić z siebie słów. Lily tymczasem spojrzała na niego z tym ciepłym uśmiechem, który zawsze go uspokajał.
- Czy kochasz mojego syna? – spytała tak lekko, jakby rozmawiali o pogodzie.
