Następnego dnia zabłąkana śnieżka wleciała przez okno i uderzyła Harry'ego w twarz. Brunet poderwał się szybko na równe nogi czując zimny śnieg na sobie. Rozejrzał się nieprzytomnie i spojrzał na otwarte okno, przez które musiała wlecieć śnieżka. Wyjrzał niepewnie przez nie czując zimne powietrze na nagiej piersi i zobaczył w dole trzy postacie machające do niego. Klepnął się w czoło przypominając sobie, że przecież dzisiaj miał rozpocząć trening. Odmachał przez okno i pobiegł szybko do łazienki przebrać się z piżamy. Wczoraj wrócił bardzo późno ze spaceru z Hermioną i żałował trochę, że zajęło to aż tyle jednak, gdy zobaczył rozpromienioną twarz przyjaciółki od razu poczuł się lepiej. Jak widać musiał położyć się zbyt późno skoro zaspał, ale nie musiało to od razu prowadzić do tak zimnej pobudki.

Dziesięć minut później stał po kolana w śniegu trzęsąc się z zimna, gdy wysłuchiwał swojego dzisiejszego planu dnia. Co prawda obiecał McGonagall, że zostanie jeszcze dzisiaj w łóżku, ale Acrux tak oczarował nauczycielkę, że ta oddała opiekę nad Harry'm w jego ręce. Wiedział, że będzie wściekła jak się dowie, że zamiast odpoczywać trenował, ale podobno Jon wiedział jak ją udobruchać. Gdy Harry zapytał go jak chce to zrobić mruknął coś o Absyncie i szlabanach uczniów, po czym zagonił bruneta do rozgrzewki.

Półtorej godziny później zmarznięta i zmęczona czwórka mężczyzn wspinała się po schodach na siódme piętro. Gdy tam dotarli Dan przeszedł się wzdłuż ściany i po chwili pojawiły się drzwi do Pokoju Życzeń. Cała czwórka weszła do środka zamykając za sobą drzwi. Harry spodziewał się tam ujrzeć salę podobną do tej, w której ćwiczył przez wakacje jednak ku jego ogromnemu zaskoczeniu ukazała się mu niewielka kamienna sala bez innych drzwi i okien. Na każdej ze ścian wisiały wetknięte pochodnie roztaczając wokół odrobinę światła.

- Czy to, aby na pewno dobry pokój? – Spytał Harry wchodząc głębiej.

- Tak. Mam tylko nadzieję, że magia Pokoju jest wystarczająco silna i pozwoli nam w spokoju działać. – Odpowiedział Dan. – Możecie już iść. Zajmę się resztą.

- Dobrze. Jakbyś czegoś potrzebował, to wiesz gdzie nas szukać. – Odparł Acrux i wraz z Jonem wyszedł.

- Zaczniemy od twoich tarcz. Musisz umieć je wzmacniać punktowo i utrzymywać nieświadomie inaczej zginiesz po kilku pierwszych minutach. – Wyjaśnił Dan. – Ustaw się na środku i otocz się najmocniejszą tarczą, jaką potrafisz.

Harry stanął w wyznaczonym miejscu i rzucił najsilniejsze zaklęcie tarczy, jakie posiadał w swoim arsenale. W porównaniu do podstawowej tarczy ta była niemal dziesięciokrotnie silniejsza jednak nie na tyle by zatrzymać co silniejsze klątwy.

- Dobra. A teraz podnieś mnie do góry nie opuszczając tarczy. – Harry rzucił zaklęcie i Dan podniósł się kilka cali nad ziemię. – Poruszaj mną. I staraj się bardziej skupić na mnie niż na tarczy.

Harry zrobił tak jednak po chwili, gdy Dan spróbował się wyrwać Harry zdekoncentrował się i tarcza upadła. Podniósł ją z powrotem jednak za późno i lekka klątwa dosięgła jego ręki.

- Nie myśl o niej tylko ją utrzymuj. – Skarcił go Dan.

Dwie godziny później wciąż nie było widać rezultatów. Harry starał się utrzymywać tarczę unosząc Dana i odpowiadając na jego pytania, lecz nie mógł tak wytrzymać zbyt długo. A w dodatku zaczynała go już boleć od tego głowa.

- Jeszcze raz. Jeśli do obiadu wciąż będzie ci tak źle szło to zastosuję nieco bardziej łopatologiczne metody. – Powiedział Dan znów atakując Harry'ego, gdy ten opuścił tarczę.

- Staram się. Ale to tak jakbym chciał naraz popatrzyć w lewo i w prawo. Po prostu się nie da. – Odparł Harry wstając z ziemi i lecząc szybko poparzenie.

- Oczywiście, że się da. Po prostu musisz się bardziej przyłożyć a będziesz w stanie patrzyć we wszystkich kierunkach na raz. A teraz podnoś tarczę.

Gdy rozbrzmiał dzwon na obiad Harry leżał na ziemi ogłuszony. Dan ocucił go i pozwolił chwilę odpocząć przywołując skrzata z obiadem. Zjedli razem omawiając plan Harry'ego. Dan był przeciwny kilku posunięciom jednak sam nie mógł wymyślić nic lepszego. Gdy odpoczęli już trochę, ustawili się z powrotem na pozycjach i Harry podniósł barierę.

- Dobra młody. Zrobimy to inaczej. Ja będę cię atakował przy użyciu legilimencji i czarów a ty będziesz się bronił. Pamiętaj, że podobną taktykę może przyjąć Czarny Pan, więc lepiej daj z siebie wszystko. – Powiedział Dan wyciągając różdżkę. Harry kiwną głową szykując się na atak. Zamknął oczy woląc się bardziej skoncentrować na oklumencji, lecz po chwili poczuł, jak jego tarcza zaczyna się chwiać, gdy przestawał o niej myśleć. Za to, gdy skupiał się bardziej na tarczy jego oklumencja zawodziła i w końcu upadł na ziemię, gdy wszystkie jego mury zostały zniszczone.

- Za mocno naciskasz. – Wysapał Harry pocierając bolącą głowę. – Zwolnij trochę tempo inaczej wykończysz mnie przed Tomem.

- Nie mamy czasu. Najpóźniej jutro po meczu musimy zacząć naukę manipulacji tarczą by zdążyć ze wszystkim na czas.

- To daj mi jakąś podpowiedź. Cokolwiek. – Dan zastanowił się chwilę nie wiedząc jak to powiedzieć.

- No dobrze. Pamiętasz jak uczyłeś się oklumencji? Tworzyłeś zapory a swój umysł podzieliłeś na kilka części, w których umieściłeś wspomnienia. Teraz musisz zrobić coś podobnego tylko, że teraz dany obszar nie będzie odpowiedzialny za wspomnienia ale za utrzymywanie tarczy. – Wyjaśnił Dan starając się ująć swoją myśl jak najprecyzyjniej w słowa. – Rozumiesz?

- Tak. Chyba tak. – Odpowiedział Harry. Usiadł na ziemi i zamknął oczy szukając odpowiedniej części swojego umysłu, którą mógł jeszcze zaprogramować na odpowiednie działanie. Musiała to być taka część, do której miałby szybki i łatwy dostęp w razie gdyby musiał później nią manipulować. Gdy w końcu znalazł odpowiednią część zaczął jej przypisywać działanie. – Chyba skończyłem. – Powiedział po chwili.

- W takim razie sprawdźmy to. – Dan zaatakował ostro aż Harry cofnął się o krok pod naporem. Jednak jego tarcza zarówno wokół ciała jak i wokół umysłu utrzymała się. – A teraz opowiedz mi o drugiej wojnie goblinów z czarodziejami.

- Co?

- Czarodzieje. Gobliny. Druga wojna. No już. Czy wraz z profesorem Binnsem nie nauczyłem cię niczego?

- Myślałem, że żartujesz. Więc druga wojna. – Harry zaczął odgrzebywać z zakamarków swojego umysłu wszystko, co wiedział o tamtym wydarzeniu coraz częściej łapiąc się na tym, że przestawał koncentrować się na tarczy wokół ciała jednak ta wciąż stała chybocząc się trochę pod naporem zaklęć. Po ponad pół godzinie, gdy wyczerpał już temat Dan dał mu pięć minut odpoczynku.

- O wiele lepiej. Co prawda dwa razy zdekoncentrowałeś się trochę za bardzo i wszystkie twoje osłony upadły, ale to da się jeszcze poprawić. – Pochwalił go Dan.

- Dzięki. Ale czuję się teraz wykończony. Zupełnie jakbym walczył z wami przez dobrą godzinę. – Harry uśmiechnął się lekko jedząc gorzką czekoladę.

- To dlatego, że wykorzystujesz na raz zbyt wiele obszarów swojego mózgu. Ale to dobrze. Wyćwiczysz go. – Wyjaśnił mężczyzna również siadając na ziemi.

- Mówiłeś wcześniej coś o magii Pokoju. O co chodziło?

- Dowiesz się za niedługo. Będzie nam to potrzebne do drugiej części naszego treningu, który mam nadzieję zacząć jutro po meczu. – Odparł Dan wstając z ziemi. – A teraz wstawaj. Mamy jeszcze sporo do nauki.

Mocno po północy Harry został niemal przyniesiony do Pokoju Wspólnego Gryfonów przez Dana. Chłopak był całkowicie wypompowany z sił a rano miał jeszcze trochę potrenować przed meczem. W Pokoju Dan posadził Harry'ego na kanapie a samemu usiadł obok niego.

- McGonagall zauważyła już twoje znikniecie, więc musieliśmy jej powiedzieć, że daję ci dodatkowe lekcje. Jon powiedział jej, że chciałeś nadrobić te, z których ostatnio zwiałeś, więc jakby się ciebie o coś pytała o to się nie wychylaj. Tylko ostatnie lekcje, jasne? – Powiedział Dan cicho nie chcąc obudzić uczniów.

- Jasne. O której się jutro spotykamy? – Spytał Harry czując jak głowa mu już ciąży.

- Tak jak dzisiaj o piątej. Ale jutro będziemy trenować sami. I mam już pomysł jak połączyć nasz trening z twoim przed meczem. – Odpowiedział Dan wstając niechętnie z miękkiego siedziska. – A teraz idź już lepiej spać, bo zaraz zaśniesz.

- Dobrze. Branoc Dan. – Mruknął Harry również wstając z kanapy i wlekąc się do schodów.

- Dobranoc młody. – Odpowiedział Dan wychodząc z Pokoju Wspólnego.

Rano poduszka Harry'ego zwariowała i zaczęła go okładać po twarzy aż ten w końcu nie wstał z łóżka i nie udał się pod szybki prysznic. Piętnaście minut później już marznął na błoniach biegnąc obok Dana i omawiając z nim taktykę, jaką miał zamiar zastosować wobec Puchonów podczas dzisiejszego meczu.

- Puchoni nie są zbyt silni, więc nie powinniśmy mieć z nimi żadnego problemu. No przynajmniej większość z nas. Boję się tylko, że Ron będzie chciał mi zrobić na złość i w ogóle nie będzie się stosować do moich rad. – Powiedział Harry potykając się w głębokim śniegu.

- Myślę, że Weasley'owi bardziej zależy na zwycięstwie niż na zrobieniu ci na złość. – Odparł Dan.

- Mam taką nadzieję. Ale na wszelki wypadek poproszę ścigających by go pilnowali. I pozwolę Ginny zdzielić go w razie potrzeby. – Powiedział Harry uśmiechając się złośliwie.

- Tylko uważaj. Ron może i cię teraz nienawidzi, ale to nie znaczy, że ty też masz się tak zachowywać w stosunku do niego. Pamiętaj, czego nauczyliśmy cię o etykiecie. Jesteś teraz Lordem Potter'em. – Powiedział poważnie Dan. Przystanął na chwilę pozwalając Harry'emu odpocząć trochę.

- Właśnie. Jeśli o chodzi o to dziedzictwo. W wakacje w czasie urodzin dostałem tatuaż, ale teraz go nie mam, ale przysięgi przeszły razem ze mną. Dlaczego? – Harry ukląkł w śniegu dając na chwilę odpocząć zmęczonym nogą. Dan usiadł na ziemi, uklepał śnieg wokół siebie i wskazał brunetowi by też usiadł.

- Dlatego, że takiego zaklęcia nie da się przenieść między wymiarami tak jak Przysięgi Wieczystej. Ale kiedy tylko założysz swój sygnet to tatuaż powinien się pojawić. – Wyjaśnił Dan ogrzewając szybo siebie i chłopaka.

- Co do tego sygnetu…

- Wszystko już ustaliłem z Acruxem. W czasie najbliższego zebrania wyjdziesz z Hogwartu i będziesz miał całą noc na to, by go zdobyć.

- To dobrze. Coś czuję, że może mi się przydać. – Mruknął Harry. – Może lepiej biegnijmy dalej, bo zaraz wszyscy zaczną się budzić.

- W porządku. – Obaj wstali i pobiegli truchtem dalej wokół jeziora.

Godzinę później Harry siedział pod ciepłym prysznicem zastanawiając się, jak Dan chce połączyć ich trening z Quiddichem. Będzie skakał miedzy tłuczkami opowiadając o buncie goblinów? Było to tak bardzo absurdalne, że aż prawdopodobne patrząc na wcześniejsze pomysły jego nauczycieli. Wyszedł z łazienki zanim ktokolwiek jeszcze wstał i ubrał się pośpiesznie w szatę treningową. Wyszedł z Dormitorium rzucając szybkie zaklęcie wyciszające kroki by przypadkiem nikogo nie obudzić i teleportował się do szatni przy boisku. Tam zastał czekającego już na niego Dana z miotłą w ręce opierającego się o ścianę.

- Gotowy? – Spytał. Miał na sobie zwykły strój do ćwiczeń zamiast jakiejkolwiek szaty do gry czy choćby ochraniaczy.

- Tylko założę ochraniacze, bo coś czuję, że często będę dzisiaj obrywał. – Odpowiedział Harry kierując się do pokoju kapitana po rzeczy.

- Nie zakładaj ich. Będą ci tylko przeszkadzać. – Rzekł Dan i skierował się do wyjścia. Harry wziął szybko swoją miotłę i poszedł za nim.

- Jaki masz plan na dzisiaj?

- Będziemy trenować w powietrzu. Twoim zadaniem będzie złapanie znicza, kiedy ja będę cię atakował za pomocą tłuczków. Musisz mieć przez cały czas uniesione tarcze jednak staraj się skupiać na zdobyciu znicza. A i jeszcze jedno. Nie unikaj tłuczków. Musimy jakoś sprawdzić skuteczność twojej tarczy a nic nie zrobi tego lepiej niż porządnie posłany tłuczek. – Wyjaśnił Dan wchodząc na murawę. Przerzucił nogę przez miotłę i wzbił się w powietrze. Harry podążył za nim i ustawili się naprzeciwko siebie. Dan przyzwał kilka tłuczków i znicz i odpowiednio je zaczarował. – Gotowy?

- Tak.

- To ruszaj.

Znicz wystrzelił do góry i Harry poleciał szybko za nim tworząc tarczę wokół siebie w pośpiechu. Poczuł jak pierwszy tłuczek odbija się od jego tarczy i leci gdzieś w bok, więc skoncentrował się bardziej na zniczu niż na tarczach. Przyśpieszył i wyciągnął rękę by złapać znicz, gdy ten nagle zanurkował i Harry musiał pośpiesznie zmienić swój kierunek. Nie zauważył nadlatującego z boku tłuczka, który przebił się przez jego tarczę i uderzył go w żebra niemalże zwalając z miotły. Harry chwycił się szybko za bolące miejsce, ale na szczęście nic sobie nie złamał. Tłuczek najwyraźniej musiał zwolnić po przebiciu się przez osłonę by nie zrobić krzywdy Harry'emu jednak ten poczuł niedawną ranę z ostatniego treningu, gdy spotkał się ze Śmierciożercą. Chwycił się za bolący bok jednak na szczęście krew z niego nie wypływała. Rozejrzał się dookoła szukając znicza i stawiając na powrót tarczę. Gdy w końcu namierzył złotą piłeczkę polatującą sobie kilkanaście metrów obok niego zauważył lecące na niego dwa tłuczki z wielką szybkością. Zacisnął mocniej dłonie na miotle i wystrzelił do przodu. Gdy był już blisko znicza wyciągnął rękę starając się nie zwracać uwagi na tłuczki jednak instynkt zadziałał za niego i w ostatniej chwili szarpnął miotłą chwytając znicz i unikając tłuczków. Wylądował szybko na ziemi gotów znów unikać tłuczków.

- Miałeś ich nie unikać. – Powiedział Dan lądując obok niego.

- Wybacz, ale wolałem nie nadziewać się z całą mocą na dwie zaczarowane metalowe kule pędzące na mnie. – Odparł Harry.

- Miałem nadzieję, że chociaż w ten sposób nauczysz się czegokolwiek, ale jak widać jesteś chyba zbyt tępy by to pojąć. Zupełnie jak twój ojciec. – Powiedział wściekle Dan. – Jak tak dalej pójdzie to szesnastego będziemy mogli podać Czarnemu Panu twoją pustą głowę na złotym półmisku.

- Przestań obrażać mojego ojca. – Warknął Harry zaciskając wściekły pięści.

- Nie moja wina, że on też odziedziczył po swoim ojcu idiotyzm. Dziwię się tylko, że nie wpisali tego jeszcze na listę chorób dziedzicznych. – Odparł Dan wyciągając różdżkę i celując nią w bruneta. – Czas na metodę, której już nie możesz spieprzyć.

- Co ty…? – Z różdżki mężczyzny wystrzeliła lina i związała ciasno Harry'ego. Zaskoczony brunet zachwiał się i upadł na ziemię. Spróbował przeciąć więzy za pomocą magii bezróżdżkowej, lecz został szybko sparaliżowany tak, że mógł co najwyżej poruszać oczami.

- A teraz posłuchaj mnie uważnie. Jeśli chcesz zagrać w dzisiejszym meczu masz w tej chwili postawić swoją tarczę i bronić się z całych sił, rozumiesz? Zarówno mentalnie jak i fizycznie. – Powiedział ostro Dan rzucając szybko kilka zaklęć by nikt im nie przeszkodził. Skierował swoją różdżkę z powrotem na bruneta i rzucił pierwsze zaklęcie.

Harry w ostatniej chwili utworzył tarczę, w którą uderzyło zaklęcie. Przy kolejnym zaklęciu chłopak poczuł silny nacisk na swoje bariery mentalne i skoncentrował się na nich nie chcąc wpuścić Dana do środka. Przy kolejnych zaklęciach Harry powoli zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzna nie żartował i używał teraz potężnych klątw z całą swoją siłą.

- Ja nie żartowałem Potter. Jeśli choć jedno z tych zaklęć przejdzie to będziesz zbyt sponiewierany by usiedzieć na miotle a jeśli wpuścisz mnie do swego umysłu przemebluję go wystarczająco byś nie wiedział jak chodzić do końca tygodnia. – Powiedział ostro Dan wysyłając kolejną serię w stronę chłopaka.

Harry leżał na ziemi starając się z całych sił utrzymać swoje tarcze jednak za każdym razem, jak choć odrobinę skupiał się bardziej na którejkolwiek ta druga zaczynała upadać. Nie miał bladego pojęcia jak to wszystko opanować i w końcu wycofał się za wszystkie swoje osłony mentalne odcinając się kompletnie od otoczenia. Gdy tylko przestały do niego docierać sygnały z zewnątrz poczuł w końcu ogromną ulgę i spokój. Chciał zostać w tej ciszy dłużej i rozkoszować się wolnością, jaką w tym momencie czuł. Wszystkie jego obawy, kłopoty i zmartwienia zniknęły pozwalając mu swobodnie pomyśleć o wszystkim. Rozejrzał się dokoła na otaczającą go biel z przebłyskami innych kolorów rozkoszując się widokiem, gdy poczuł jakieś poruszenie za sobą. Obrócił się pośpiesznie wykonując ruch palcem by wyciągnąć różdżkę, ale przypomniał sobie, że tutaj jej nie miał. Rozejrzał się szukając źródła niepokoju jednak znalazł tylko ciemną plamę na czymś, co robiło za podłoże. Podszedł do niej bliżej i przykucnął obok oglądając ją dokładnie, gdy nagle ta zaczęła się poruszać a z jej środka powoli wychodzić jakiś ciemny kształt. Chłopak odsunął się pośpiesznie od niej nie wiedząc, co się dzieje. Cień zaczął przybierać ludzką sylwetkę aż w końcu przed Harry'm stanęła zakapturzona postać. Cień obejrzał się na boki, po czym wlepił wzrok w chłopaka.

- Kim jesteś? – Spytał podchodząc bliżej. Cień podniósł głowę trochę do góry i Harry zauważył błysk czerwieni spod kaptura. – Czym jesteś?

- Po co pytasz skoro znasz odpowiedź? – Szepnął cień spuszczając głowę.

- Tom. – Odpowiedź opuściła usta Harry'ego zanim ten zdążył ją powstrzymać. Cień zaśmiał się chrapliwie i zniknął pozostawiając na ziemi niewielką czarną plamę.

Harry otworzył szybko oczy bojąc się tego, co zobaczył. Spojrzał na Dana, który dalej napierał na niego widocznie zadowolony. Skupił się i zlikwidował zaklęcie paraliżujące, po czym przeciął linę. Poderwał się szybko z ziemi i uniósł ręce do góry w geście poddania. Dan opuścił różdżkę i z szerokim uśmiechem podszedł do niego.

- Dobrze młody. Twoja tarcza była całkiem niezła. Tylko spróbuj następnym razem nie zamykać oczu i być nieco bardziej przytomny, dobra? A teraz zmykaj do szatni. Masz jeszcze godzinę do meczu. – Powiedział Dan klepiąc chłopaka po ramieniu. Harry zarzucił sobie miotłę na ramię i pobiegł do szatni.

Wszedł do szatni dla kapitana i odłożył miotłę na miejsce nie mogąc się pozbyć widoku Toma pojawiającego się przed nim. Usiadł na ławce czując jak uginają się pod nim kolana. Wiedział, że jest horkruksem, ale nie miał bladego pojęcia, że ta cząstka duszy Toma może być aż tak cielesna. Pamiętał bardzo dobrze widmo młodego Toma w Komnacie Tajemnic wychodzącego z dziennika, ale nigdy nie myślał nad tym, że coś takiego mogło się znajdować w nim. Przypomniał sobie dokładnie, jak wspomnienie Toma mogło się poruszać, mówić czy nawet opętać innych. A co jeśli jego też opęta? Ale czy jest możliwe opętanie osoby, która nosi w sobie horkruksa? Odrzucił od siebie pośpiesznie te myśli słysząc pierwszych członków drużyny wchodzących do szatni. Wstał z ławeczki i przebrał się pośpiesznie w szatę przypominając sobie, że jeszcze musi porozmawiać z drużyną.

- Dobra, słuchajcie. Dzisiaj gramy nasz pierwszy mecz w tym sezonie. – Zaczął spokojni Harry patrząc uważnie na każdego po kolei. – Puchoni nie są wymagającymi przeciwnikami, ale to nie znaczy, że możemy ich lekceważyć. Przez ostatnie tygodnie ciężko trenowaliśmy i jestem naprawdę zadowolony z waszych postępów, więc mecz będzie należeć do nas. Znacie taktykę i wiem, że zdążyliście już ja opanować mimo mojej długiej nieobecności. Tylko pamiętacie, że plan jest sugestią jak zagrać a nie rozkazem, więc jeśli w jakimś momencie znajdziecie okazję do akcji to nie krępujcie się działać na własną rękę. Macie kolegów i koleżanki, które w każdym momencie wam pomogą, jeśli coś się stanie. To jak, gotowi?

- Tak! – Krzyknęła drużyna jednak Ron odwrócił tylko głowę.

- Kto skopie tyłki Puchonom?!

- My!

- A kto zdobędzie Puchar?!

- My! My! MY! – Drużyna w radosnych nastrojach chwyciła swoje miotły i wybiegła na boisko. Harry szedł na końcu wciąż mając przed oczami cień Toma.

Cała drużyna ustawiła się na miejscach a Harry podszedł na środek i uścisnął dłoń kapitana przeciwnej drużyny. Na znak Hooch zawodnicy wzbili się w niebo i rozpoczął się mecz. Harry wzleciał ponad wszystkich poszukując wzrokiem błysku złotego znicza obserwując jednocześnie swoich zawodników. Ścigający spisywali się całkiem nieźle, pałkarze jakoś sobie radzili, ale Ron był na tyle zestresowany, że miał trudności z łapaniem piłek. Dwie pierwsze złapał, ale trzy kolejne przepuścił. Harry podleciał szybko do najbliższego pałkarza czyhającego na tłuczek.

- Zagranie piąte. – Powiedział i pognał do ścigających. Przekazał Ginny to samo a ona podniosła rękę do góry pokazując pięć palców. Harry wzleciał z powrotem do góry czekając na akcję.

Po chwili kafel znów znajdował się w rękach Puchonów, na co pałkarze tylko czekali. Gdy przeciwnicy znajdowali się na środku boiska jeden z pałkarzy odbił tłuczek w kafel wytrącając go z ogromną siłą z rąk dziewczyny. Drugi pałkarz czekał pod nimi i odbił kafel do Ginny która szybko go złapała i pognała w stronę pętli. Po chwili Luna oznajmiła, że Gryffindor prowadzi teraz dziesięcioma punktami, na co czerwono-złoty sektor krzyknął z zachwytu. Harry zauważył błysk złota na środku boiska kilka metrów wyżej niż teraz był i pognał w jego kierunku. Po chwili usłyszał głośny krzyk Ginny wołającej jego imię a tuż po nim mocne uderzenie w plecy. Siła uderzenia zwaliła go z miotły i zaczął spadać. Obrócił się twarzą do ziemi nurkując jednocześnie mając nadzieję, że zdąży. Po kilku sekundach obok niego pojawiła się Błyskawica, którą złapał mocno i poderwał się do góry w ostatniej chwili. Nagle rozległ się gwizdek Hooch oznajmiający faul i rzut wolny dla Gryfonów. Harry podleciał do Ginny wykonującej rzut i poklepał ją po ramieniu.

- Dzięki za ostrzeżenie. I celuj w lewą pętle. Ich bramkarz ma lekko nadwyrężoną rękę i będzie musiał złapać drugą. – Mruknął do niej. Ginny pokiwała głową i Harry odleciał do góry czekając na strzał. Ginny wzięła głęboki oddech i rzuciła w lewą pętlę. Tak jak Harry podejrzewał bramkarz starał się złapać kafel drugą ręką jednak nie zdążył na czas. Harry uśmiechnął się lekko i zabrał się za poszukiwania znicza.

Dziesięć minut później Gryfoni przegrywali trzydziestoma punktami, ponieważ Ron wciąż nie mógł złapać kafla. Ścigający starali się odebrać piłkę przeciwnikom przed polem karnym jednak nie zawsze im się to udawało i teraz tablica wyników wskazywała 90 – 120 dla Hufflepuffu. Harry trzy razy widział znicza jednak pałkarze Puchonów za każdym razem atakowali go jak nie jednym tłuczkiem to dwoma. Harry za każdym razem musiał unikać tłuczków wywołując zachwyt wśród widzów efektywnymi akcjami. Niestety uderzone plecy bolały go coraz bardziej i podejrzewał pęknięcie żebra jednak nie mógł teraz użyć żadnego zaklęcia a nie chciał też przerywać meczu. W końcu Harry zauważył nagłe poruszenie drugiego szukające i spojrzał gdzie tamten zmierzał. A tam zobaczył błysk złota. Wystrzelił niczym z procy do góry jednak zbyt wolno doganiał drugiego szukającego.

- Jimmy, teraz! – Ryknął głośno i odpowiedział mu dźwięk odbijanego tłuczka.

Piłka leciała z zawrotną prędkością w kierunku szukających i była zaledwie kilka metrów od nich, gdy się zrównali. Harry wyciągnął rękę przed siebie starając się jeszcze przyśpieszyć jednak tłuczek przebił się miedzy nimi lecąc w stronę znicza, który szybko umknął w bok. Harry skorygował pośpiesznie swój kurs, lecz uparty tłuczek obrał sobie jego za cel zamiast drugiego szukającego starając się go zwalić z miotły. Gdy zaatakował go od tyłu brunetowi przyszedł szalony pomysł do głowy i nie zastanawiając się szybko nad nim stanął na miotle i odbił się od niej. Skoczył do przodu i odbił się od tłuczka skacząc w stronę znicza. Chwycił go końcami palców i zamknął szczelnie w dłoni. Uśmiechnął się radośnie jednak zaczął spadać szybko w dół. Zanurkował i wpadł w korkociąg z czystej radości. Spojrzał w dół i zobaczył Błyskawicę czekającą już na niego. Obrócił się nogami w dół i skierował przepływ magii do kości pamiętając ostatnią taką próbę. Stanął na miotle i uniósł rękę ze zniczem do góry. Z trybun wzniósł się ogłuszający ryk a pani Hooch zagwizdała przeciągle oznajmiając koniec meczu.

Harry, wciąż stojąc na miotle, przeleciał nad rozradowanymi Gryfonami i po chwili dołączyła do niego reszta drużyny. Okrążyli stadion i wylądowali na środku. Harry szybko został otoczony przez całą drużynę, która klepała go po plecach i przytulała gratulując genialnej akcji. Wkrótce na stadion wylali się pozostali uczniowie otaczając ich. Pani Hooch pogratulowała dobrego meczu i udała się do szatni. Harry wraz z drużyną wyrwali się z tłumu i popędzili do szatni. Harry pogratulował wszystkim dobrej gry i wszedł do swojego pokoju. Zdjął szatę przez głowę i spojrzał do lustra na swoje plecy. W miejscu uderzenia przez tłuczek wykwitł już pokaźny siniak jednak nic więcej się nie stało. Podszedł po umywalki i wsadził głowę pod zimną wodę czując przyjemny chłód, gdy strużki zimnej wody spływały mu po plecach. Ktoś zapukał do drzwi i otworzył je. Harry spojrzał na intruza i zobaczył Ginny czerwieniącą się na widok półnagiego kolegi. Brunet zakręcił wodę i przeczesał ręką mokre włosy.

- Wybacz. Nie chciałam przeszkadzać. – Powiedziała zakłopotana dziewczyna odwracając się do wyjścia.

- Nic się nie stało. Już się ubiorę. - Ginny wyszła i Harry szybko przebrał się w czarne spodnie i żółtą koszulę. Wziął miotłę i wyszedł z szatni.

- Chciałam ci tylko podziękować za radę przy tamtym rzucie. Dzięki temu trafiłam. – Powiedziała dziewczyna wciąż zawstydzona.

- Spoko. Jestem pewny, że też to widziałaś. – Odparł Harry uśmiechając się ciepło.

- Możliwe. Słuchaj, robimy małą imprezkę. Mam nadzieję, że wpadniesz. – Ginny uśmiechnęła się szeroko. Harry przeczesał ręką włosy i pokręcił głową.

- Wybacz, ale nie mam czasu. – Dziewczyna posmutniałą trochę, ale Harry poczochrał jej włosy. – Uśmiechnij się. A teraz zmykaj i bawcie się dobrze. I widzimy się jutro na treningu.

- Serio? Nie możesz nam jutro odpuścić?

- Nie. Ale tylko omówimy mecz i będziecie wolni.

- Obiecujesz?

- Obiecuję. – Powiedział Harry kładąc rękę na sercu z poważną miną. – A teraz sio na imprezę. Tylko nie pij za dużo.

- Jasne, kapitanie. – Odparła Ginny na odchodnym znikając na schodach. Harry teleportował się do Komnat Salazara chcąc się przyszykować do kolejnego treningu.