Disclaimer: I don't own Harry Potter.


Link do oryginału: s/10869963/1/The–Sick–Boy

Zgoda na tłumaczenie: jest

Paring: LM / NM


Schorowany Chłopiec VII

Mroczne lekarstwo


Oddech chłopca z minuty na minutę stawał się coraz to bardziej urywany. Narcyza wiedziała, że przesadza, ale nie miała najmniejszych wątpliwości, że stan jej dziecka się pogarsza.

– Wszystko dobrze, Draco – powiedziała uspokajająco (choć w rzeczywistości walczyła, by się nie rozpłakać), trzymając syna za rękę. – Wszystko będzie w porządku. Nie możesz poddać się chorobie. Musisz się trzymać, kochanie. Ojciec zjawi się w szpitalu i wydobrzejesz, niedługo się o tym przekonasz. – Spuściła wzrok. – Gdzie jesteś, Lucjuszu?

Chłopiec jęknął z bólu. Otworzył szeroko oczy i po sekundzie je zamknął.

Narcyza była gotowa wezwać Uzdrowicieli, kiedy niespodziewanie drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka prawie że wbiegł Lucjusz. W afekcie zapomniał zabezpieczyć salę.

– Och, Lucjuszu…

Mąż nawet na nią nie spojrzał – wzrok miał utkwiony w dziecku.

– Lucjuszu! – zawołała ponownie, ze słyszalną w głosie desperacją. Czy w końcu przyniósł dobre wieści?

Z nieczytelną twarzą wyciągnął z kieszeni szaty fiolkę z nieznanym eliksirem.

– Lucjuszu! – krzyknęła po raz kolejny, ale tym razem towarzyszyła jej wielka ulga.

– Musiałem się uciec do czarnej magii, żeby uwarzyć tę miksturę – powiedział w końcu, unikając wzroku żony. – Obiecuję ci, że to nie zaszkodzi Draco. Wiesz, że nie posunąłbym się do czegoś takiego, gdyby nie było to koniecznie. Nigdy świadomie bym go nie naraził na niebezpieczeństwo.

– Wiem – odparła cicho Narcyza, marszcząc brwi. – Do czego zmierzasz, Lucjuszu? Co takiego dolega naszemu dziecku? Dlaczego tylko czarna magia może go wyleczyć? – Ewidentnie coś było nie tak.

– Otwórz mu usta – poprosił łagodnie, wciąż unikając jej wzroku. – Najpierw zadbajmy o zdrowie Dracona, a potem wszystko dokładnie ci wytłumaczę.

Wciąż zdekoncentrowana, kiwnęła głową i wykonała polecenie. Dłonie męża bardzo drżały, kiedy dawkował chłopcu eliksir. Lucjusz wyciągnął z szaty różdżkę i rzucił skomplikowane niewerbalne zaklęcie. Po około minucie opuścił ręce.

– Będzie potrzebował jeszcze kilku dawek – powiedział, nie spuszczając wzroku z syna. – Dziś dałem mu pierwszą, bo obawiałem się upływu czasu. Wrócę do rezydencji, żeby przygotować więcej. – Odwrócił się do drzwi z zamiarem wyjścia, ale złapała go stanowczo za rękę.

– Powiedz mi, co się dzieje, Lucjuszu – powiedziała twardo.

– Draco potrzebuje eliksiru – odpowiedział z uporem, nie ruszając się z miejsca. Być może powiedziałby coś jeszcze, ale akurat w tym momencie do sali weszła jedna z Uzdrowicielek.

– Panie Malfoy? – zdziwiła się.

– Proszę sprawdzić stan mojego syna – zażądał Lucjusz. – Jak się miewa?

– Oczywiście. – Kobieta podeszła do łóżka Dracona. Wyciągnęła różdżkę i machnęła nią nad nieprzytomnym chłopcem. Potem jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia.

– Coś się stało? – spytała zatrwożona Narcyza, wstając z krzesła. Wiedziała, że dziecku się poprawi, ale chciała usłyszeć to na własne uszy – cud lepiej także zobaczyć.

– Ogromna poprawa – oznajmiła wiedźma. – Czy był tu ostatnio inny Uzdrowiciel? Czy pacjentowi podano coś niedawno?

Należało przemilczeń eliksir Lucjusza. Mimo że nie miała nic przeciwko czarnomagicznym zaklęciom (w końcu nie były niczym złym), to miała świadomość faktu, że dla części czarodziejskiej społeczności intencje i pobudki męża nie byłyby istotne; liczyłby się fakt, że podał nielegalną, mroczną miksturę innemu człowiekowi, co – w ich kodeksie moralnym – było naganne. Niektórzy nawet posuwali się dalej w swoich rozważaniach, porównując coś takiego do użycia Zaklęcia Niewybaczalnego. Społeczne zacofanie.

– Nikogo nie było od kilku godzin – powiedziała zgodnie z prawdą. – Kiedy ostatnio był tutaj Uzdrowiciel Channing, podał Draco jakiś eliksir. Nie jestem pewna jaki.

– Cóż, wszystko wskazuje na to, że stał się cud. – Uśmiechnęła się czarownica. – Pójdę go dokładniej wypytać o tę procedurę. Wrócę za kilka chwil. – Wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi.

– Co się dzieje, Lucjuszu? – Narcyza odwróciła się do męża. – Czarna magia nigdy nie wydawała mi się przerażająca, ale wiem, że w celach leczniczych używana jest tylko i wyłącznie w ostateczności. – Kiedy mężczyzna nie odpowiedział ani na nią nie spojrzała, kontynuowała: – Unieś głowę i choć przez moment na mnie spójrz. Powiedz mi, o co chodzi. Muszę to wiedzieć, bo to dotyczy naszego syna.

– Wybacz mi, Narcyzo. – Lucjusz skapitulował. – To moja wina. Powinienem był wcześniej wszystko zrozumieć. – Zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze, do pokoju wszedł Uzdrowiciel Channing w towarzystwie tamtej kobiety.

Mężczyzna sprawdził stan Dracona, po czym wyraźnie się zmieszał.

– Próbowałem kilku różnych eliksirów – zakomunikował ze zmarszczonymi brwiami. – Biorąc pod uwagę to, że nadal nie wiemy, co konkretnie naszemu pacjentowi dolega, naprawdę nie spodziewałem się zobaczyć wspaniałych rezultatów. Oczywiście, jestem bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy, ale nie potrafię go logicznie wytłumaczyć.

– Proszę nie przejmować się szczegółami – stwierdził Lucjusz. – Sprawił pan, że stan mojego syna uległ poprawie i to jest teraz najważniejsze. Tylko to ma jakiekolwiek znaczenie.

Narcyza pokiwała głową.

– Państwa syn będzie wymagał dalszej hospitalizacji. Mimo że parametry życiowe są o wiele lepsze, wciąż dużo im brakuje do normalnych.

– Oczywiście – zgodził się Lucjusz. – Niech pan pozwoli, że zapytam jednak z ciekawości. Jaki pan podał mu eliksir?

Uzdrowiciel uprzejmie odpowiedział na pytanie, po czym zaczął wyjaśniać wszystkie możliwe konsekwencje.

– Przyniosę więcej – powiedział w końcu i razem z czarownicą wyszedł z sali.

– Te mikstury nie będą ze sobą koligowały, prawda? – zmartwiła się Narcyza.

– Nie. Eliksir Uzdrowiciela nie pomoże Draco, ale też mu nie zaszkodzi.

– Więc nic mu nie będzie? – kontynuowała uparcie. Musiała wiedzieć. Musiała zdobyć całkowitą pewność.

– Potrzebuje więcej dawek, ale jego życiu na razie nie grozi żadne niebezpieczeństwo. – Spojrzał żonie prosto w oczy. – Channing zaraz wróci. Muszę wracać do rezydencji i zabrać się do pracy. Obiecuję, że w swoim czasie wszystko ci wyjaśnię. Proszę, uzbrój się w cierpliwość. Dopilnuję, żeby Draco nie płacił już więcej za moją porażkę.

Narcyza zamrugała, słysząc to sformułowanie, po czym ostrożnie kiwnęła głową.

– Wrócę jak najszybciej – obiecał i wyszedł z sali. Nawet się nie obejrzał, czy zamknął za sobą drzwi.