Rozdział trzydziesty: Wybieraj, Harry

Przez dłuższą chwilę Harry zastanawiał się, czy to on powinien zacząć tę rozmowę, czy też może pozwolić na to swojemu bratu. Connor zdawał się zdecydowany, by pozwolić mu to zdecydować. Twarz oblewały mu wpadające przez okno promienie zachodzącego słońca.

Harry nie był do końca pewien, jaki był główny cel jego brata – pogodzenie się, czy może coś innego. Connor nie znał tańców, więc mogło mu chodzić o cokolwiek. Ostatecznie Harry uznał, że woli poczekać. Niech ma wrażenie, że ma kontrolę nad sytuacją, pomyślał, widząc jak Connor zerka na niego, po czym szybko odwraca wzrok. Chyba potrzebuje więcej pewności siebie.

Wreszcie Connor westchnął głęboko i spojrzał Harry'emu w oczy.

– Byłem naprawdę zły o to, co zrobiłeś mamie – zaczął.

Głos mu się trzęsie, ale mówi w czasie przeszłym. Harry pochylił głowę. Czy to znaczy, że jest już bliższy wybaczenia mi?

– Nie wiedziałem, co miałeś na myśli, kiedy mówiłeś o rytuale. – Connor zdołał sprawić, żeby jego głos brzmiał jednocześnie przepraszająco i obronnie. – Więc tego wyszukałem i porozmawiałem z Ronem o tańcach czystokrwistych. – Zmarszczył nos. – Powiedział mi, że możesz robić takie rzeczy, o których nawet nie myślałem, że możesz. Większość z nich mi się nie podobała. Ale powiedział mi też, że to, co spotkało mamę, było słuszne. Nie straciłaby swojej magii, gdyby nie zrobiła ci czegoś naprawdę paskudnego.

Connor skrzyżował ręce na piersi i oparł się o ścianę.

– No to powiedz mi, Harry. Powiedz mi, co ci zrobiła. Czekam.

Harry ostrożnie wypuścił oddech. Dzięki Merlinowi. Wygląda na to, że tym razem nie chce od razu rzucić się na mnie z pięściami, tym razem naprawdę chce mnie wysłuchać.

– Odkąd byłem bardzo mały, prawie od ataku Voldemorta, trenowała mnie, żebym cię pilnował i cię strzegł – zaczął Harry. Ciężko mu było teraz o tym myśleć, kiedy tak wiele razy już próbował mu to wyjaśnić i mu się to nie udawało, ale był pewien, że tylko takie słowa najlepiej dotrą do Connora. – Ale moja magia ją przeraziła. Kiedy miałem cztery lata poprosiła Dumbledore'a, żeby ten rzucił na mnie sieć feniksa.

– Powiedziała mi o tym – powiedział Connor. – Ale to było po to, żeby powstrzymać cię przed krzywdzeniem innych ludzi.

– Nie – powiedział Harry tak łagodnie jak tylko potrafił. – Sieć feniksa robi więcej niż tylko to. Była tam, żeby upewnić się, że będę cię kochał, żebym rozważał twoje dobro ponad swoim własnym, żeby mnie zmusić do kochania cię i troszczenia się o ciebie na sposoby, których nigdy normalnie bym nie rozważył, gdyby nie ona.

Connor pokręcił głową.

– Ale ty zawsze to robiłeś, Harry. Zawsze mnie chroniłeś. Pamiętasz trolla na pierwszym roku i Lestrange'ów? Czemu postanowiłeś odebrać mamie magię przez coś takiego?

Odwraca ode mnie wzrok, zauważył Harry. Chyba ma pewne pojęcie na temat tego, co się naprawdę dzieje, ale nie chce się z tym naprawdę zmierzyć.

– Chciałem cię tak bardzo chronić tylko dlatego, że sieć nie pozostawiała mi wyboru, Connor – powiedział. – I mój trening. Mama powiedziała mi, że nie mogę mieć własnego życia. Zawsze musiałeś mieć pierwszeństwo.

Connor zagapił się na niego.

– Żadnych twoich własnych przyjaciół? – zapytał ostrożnie, jakby testując.

Harry wzruszył ramionami.

– Wspomniała kiedyś, że mógłbym dzielić twoich. Na pewno miałem się do nich dostosować, ponieważ to byliby twoi przyjaciele i przez to ludzie ważni dla ciebie, w dodatku wypełnialiby twoją potrzebę towarzystwa. Ale nigdy nie przyszło jej do głowy, że miałbym mieć przyjaciół tylko dla siebie. – Po raz pierwszy zaczął się zastanawiać, jakie by miał życie, gdyby jednak został przydzielony do Gryffindoru. Czy udałoby mu się znaleźć jakichś własnych przyjaciół? Nie miał pojęcia, ponieważ przebywanie w tym samym domu co Connor oznaczałoby, że bez przerwy byłby w jego cieniu, pod jego wpływem i bez przerwy byłby do niego porównywany (prawdopodobnie na własną niekorzyść) w oczach innych Gryfonów.

– A małżeństwo? – zapytał Connor.

Harry pokręcił głową.

– Niby jakbym miał to zrobić? Kiedy czarodziej zakłada własną rodzinę, to musi ponad wszystko kochać wybraną przez siebie osobę. A ja kochałbym ciebie, chroniłbym ciebie, osłaniałbym ciebie. Twoją rodzinę też. Nie miałbym czasu na własną.

– A co z życiem po wojnie? – szepnął Connor.

– Nie spodziewałem się przeżyć wojny – powiedział Harry. – Gdyby mi się to jednak udało, to miałem się zająć w pełni pilnowaniem, by twoje życie było dokładnie takie, jakie tego chcesz. Gdybyś chciał zostać ministrem, to bym cię wspierał. Gdybyś chciał spokojnego życia, z dala od reszty świata – ostatecznie nie wiadomo, czy Chłopiec, Który Przeżył będzie miał choć chwilę bez dyszących mu w kark reporterów po tym jak już pokona Voldemorta – to stworzyłbym osłony, które odcięłyby cię od wszystkich, potężniejsze od tych w Dolinie Godryka. Gdybyś chciał zostać gwiazdą quidditcha, to to też bym zaaranżował.

Connor kopnął kamienną posadzkę, krzywiąc się.

– Ale ja sam chciałbym zostać gwiazdą quidditcha, bez niczyjej pomocy – powiedział.

Harry kiwnął głową.

– Gdybyś tego właśnie chciał, to zszedłbym ci z drogi i tylko pilnował, żebyś się regularnie pojawiał na treningach i robił tylko to, co nie zaszkodziłoby twojemu zdrowiu jako sportowcowi.

Connor włożył ręce do kieszeni szaty.

– Wciąż nie rozumiem, jak to wszystko doprowadziło do tego, że odebrałeś mamie magię.

– Nie zrobiłbym tego, gdyby nie Tom Riddle – przyznał Harry i zmarszczył brwi, kiedy Connor wzdrygnął się na wspomnienie tego imienia. Tom Riddle to był zaledwie fragment Voldemorta. Jeśli podskakuje na samo wspomnienie, to jakim cudem stawi czoła całości? – Rozerwał mi umysł na strzępy. Poruszył siecią feniksa. A potem Sylarana zginęła w zeszłym roku w Komnacie – głos mu zadrżał i odwrócił wzrok od Connora. – Była tak owinięta wokół mojej sieci, że rozszarpała ją, umierając. Musiałem odbudować swój umysł od podstaw. Właśnie dlatego tak wiele czasu spędziłem tego lata z Malfoyami. Wciąż mam w głowie kawałek sieci feniksa, ale teraz potrafię wyglądać zza niej i wiem, że już nigdy więcej nie chcę pod nią wracać. Mama udawała, że chce się ze mną pogodzić, po czym spróbowała rzucić na mnie sieć feniksa. Nie potrafiłem tego znieść. Odebrałem jej magię. W ten sposób już nigdy więcej nie będzie w stanie rzucić na mnie żadnego zaklęcia.

Zapanowała długa chwila ciszy. Harry słuchał szumu wiatru, tańczącego między kamieniami w ścianach sowiarni i zwalczył w sobie smutek spowodowany wspomnieniem utraty Sylarany. Właśnie usiłował pogodzić się ze swoim bratem, osobą którą kochał najbardziej na świecie, to przecież niedorzeczne, żeby teraz popadał w żałobę.

– Ale Harry – powiedział wtedy Connor – naprawdę nie uważam, żeby to, co ci zrobiła, zasługiwało na utratę magii.

Harry spojrzał znowu na niego. Oczy jego brata lśniły gorliwie, a jego słowa nadchodziły powoli, jakby musiał w drodze do nich przekraczać myśli porozrzucane wokół niego jak patyki.

– Nie rozumiesz? – zapytał Connor, robiąc gwałtowny gest. – Próbowała zrobić z ciebie lepszego człowieka. Próbowała zrobić z ciebie Gryfona. Próbowała się upewnić, że będziesz wiedział jak kochać innych ludzi, żebyś wiedział czym są odwaga, obowiązek i poświęcenie, żebyś był w stanie mnie chronić, póki sam nie będę w stanie tego zrobić.

– To prawda – przyznał niechętnie Harry.

– Czyli musiałeś to wszystko źle zrozumieć – powiedział Connor. – Wydawało ci się, że zrobiła coś złego i rytuał ci uwierzył i dlatego odebrał jej magię. Ale nie zrobiła, czyli zasługuje na to, żeby odzyskać ją z powrotem! – Oczy mu lśniły kiedy podszedł w stronę Harry'ego, żeby złapać go za ramię. – Możemy znowu być rodziną! Ściągniemy tatę i przekonamy go, żeby przestał być takim kretynem i…

Harry odsunął się od niego łagodnie. To był niewielki ruch, ale wystarczył, by Connorowi spełzł uśmiech z twarzy.

– Nie? – szepnął.

– Nie – powtórzył Harry. – Rytuały tak nie działają, Connor. Musiała zrobić coś naprawdę złego, obiektywnie złego, żeby rytuał tak zadziałał. Gdyby tylko mi się wydawało, że zrobiła coś złego i mimo wszystko użył rytuału, to pożarłby on moją magię. Wiem, że się myliła. Wiem, że zrobiła mi krzywdę. Nie ma znaczenia, co jej się wydawało, że robi. Nie mogę oddać jej magii i nawet nie chcę. Chcę tylko się trzymać od niej z daleka.

– Jak ty niczego nie rozumiesz – powiedział Connor, głosem ostrym z zawodu i złości. – Mama powiedziała mi o tym. Powiedziała, że żałuje tego, co zrobiła. Wiedziała, że będziesz zły, ale ona naprawdę miała jak najlepsze intencje. Chce cię z powrotem, Harry. Chce, żebyśmy znowu byli rodziną, tak jak byliśmy w święta…

– Kiedy mnie ignorowała? – zapytał Harry. – Kiedy tata mnie ignorował?

– Ignorowali cię tylko dlatego, że rzuciłeś to zaklęcie. – Czerwień furii zaczynał wpełzać na policzki Connora.

– Wiem – powiedział Harry. – A teraz chce swoją magię z powrotem, a to jest niemożliwe. Ona tak naprawdę nie chce mnie w swojej rodzinie, Connor. Chce tylko kogoś, kogo może bez problemu kontrolować. Chce osobę, którą ze mnie zrobiła.

– Ale to przecież jesteś ty, Harry – powiedział Connor. – I tak chcesz mnie chronić, i tak mnie kochasz, co to za różnica, że sieć pękła? Wszystko inne to przecież część ciebie. A będziesz w stanie chronić mnie jeszcze lepiej, jeśli oddasz mamie jej magię. Wtedy będzie w stanie chronić mnie wtedy, kiedy ciebie nie będzie w pobliżu.

– Tak, wciąż cię kocham – powiedział Harry. – Wciąż chcę cię chronić. Ale to ma dla mnie wielkie znaczenie, że próbowała mnie do tego wszystkiego zmusić, Connor. Naprawdę.

Dlaczego?

Harry zastanawiał się, jak mu to wytłumaczyć. Tak, jak już powiedział Snape'owi i Draconowi, to wciąż było dla niego ciężkie. Był w stanie sobie wyobrazić Dracona w takiej sytuacji i furię, jaką by spuścił na głowę Lucjusza Malfoya, gdyby się dowiedział, że ten rzucił na swojego syna sieć feniksa. Był w stanie wyobrazić sobie Connora w tej sytuacji; na samą myśl zaczynało się w nim gotować. Był nawet w stanie wyobrazić sobie Hermionę w tej sytuacji, chociaż jej rodzice, ponieważ byli mugolami, to pewnie sprowadziliby wszystko do bicia. Na pewno sprowadziłby piekło na nich i wyjaśniłby dobitnie, że potężny czarodziej naprawdę nie życzy sobie widzieć swoich przyjaciół nieszczęśliwymi. Ale kiedy starał się włożyć siebie w taką sytuację, to jego gniew gasł. Przecież przeżył. To dzięki treningowi, nie sieci feniksa, Draco się z nim zaprzyjaźnił, Snape w ogóle rozważył wzięcie go pod opiekę, Lucjusz Malfoy postanowił rozpocząć z nim taniec sojuszu, Bulstrode'owie i Parkinsonowie się z nim związali. Czy naprawdę powinien na to tak narzekać? Czy miał do tego jakieś prawo? Czy którekolwiek z nich spojrzałoby w ogóle na niego, gdyby był zwyczajny? Czy kogokolwiek by wówczas zainteresował?

Harry naprawdę w to nie wierzył.

Ale Connor czekał na wyjaśnienie.

Harry sięgnął po argumenty, których używali na nim Snape i Draco.

– Ponieważ nigdy tak naprawdę nie uzyskała na to mojej zgody – powiedział. – Wybór jest ważny, Connor. Zaczęła mój trening, kiedy byłem tak młody, żeby nigdy nie miałem tak naprawdę okazji się na niego zgodzić. A potem Dumbledore rzucił na mnie sieć feniksa, kiedy miałem cztery lata. Więc mój umysł był cały zmieniony, pokręcony i skrzywiony. Powiedz, czy tobie podobałoby się, gdyby twój umysł był cały zmieniony, pokręcony i skrzywiony? – Pomyślał, że może wygra tę rozmowę odwołując się do empatii Connora, bo wiedział, że ją ma. Widział jak Connor ratuje motylki przed utonięciem w niewielkim stawie za ich domem. Widział jak Connor nieustannie oferował Syriuszowi swoją sympatię, kiedy Harry już nie był w stanie tego dłużej robić. Nawet jego miłość do ich matki była tego świadectwem.

Connor zamrugał.

– Oczywiście, że nie – powiedział. – Ale jesteśmy tu i teraz, i mam trzynaście lat. A ty jesteś sobą i dorosłeś z siecią feniksa w głowie. Czemu nie możemy wrócić do tego, jak było dawniej?

– Bo nie możemy, Connor – powiedział Harry, ignorując swoje własne pragnienie, by odzyskać swoje proste, szczęśliwe życie. – Przykro mi.

Connor odwrócił się nagle od niego i zaczął wyglądać przez okno. Harry patrzył na jego plecy. Tak strasznie pragnął powiedzieć coś, co mogłoby sprawić, że wszystko będzie lepiej. Nie wiedział jednak, co by to mogło być. Nawet tak naprawdę nie wierzył w te wszystkie rzeczy, jakie mówili Snape i Draco. Ale nie mógł też znieść myśli o powrocie pod sieć feniksa.

To musi być jego ruch, pomyślał Harry i czekał.

Wreszcie Connor odwrócił się w jego stronę i spojrzał na niego. Harry spojrzał mu w oczy.

– Widziałem mamę po rytuale – zaczął Connor. – Jeszcze nigdy nie widziałem czegoś tak koszmarnego. Leżała na podłodze. Podniosła głowę, kiedy zobaczyła tatę i mnie i zaczęła płakać. – Connor wciągnął powietrze w szybkim, nerwowym ruchu. – Próbowała przywołać jedną ze ścierek z drugiej strony kuchni. Nie mogła. Cała jej magia zniknęła. Tata podbiegł do niej i zażądał, żeby powiedziała mu, co się stało. Wyszeptała coś o pudełku, swojej magii i tobie. Tata zamarł. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że ucieknie. Wiedziałem, że sobie o tobie przypomniał i że uważał, że rytuał oznaczał coś złego.

Connor zrobił długi krok naprzód, nie odrywając wzroku od Harry'ego. Harry miał wrażenie, że od rozpoczęcia swojej litanii ani razu nie mrugnął. Harry słuchał go dalej. Musiał się dowiedzieć, co się stało. Poza tym, wyglądało na to, że Connor jeszcze nikomu o tym nie powiedział. Potrzebował szansy na pozbycie się z siebie tej trucizny, wylanie pełnych żalu słów do słuchających uszu.

– Tata zaniósł ją do łóżka. Nie była w stanie chodzić. Jakby ktoś ją koszmarnie stłukł. – Connor podniósł głos. – Nie, zgwałcił. Zgwałciłeś ją, Harry.

Harry nie ruszył się z miejsca. Wiedział, że to nie może być prawda. Ten rytuał to była fundacja jego poczytalności. Wiedział, że nie mógł się mylić.

Dlatego nie miało to znaczenia, że te słowa ugodziły go niczym kosy. Wciąż mógł tego słuchać, Connor potrzebował, żeby ktoś go wysłuchał.

– Przez pierwszy dzień płakała – szepnął Connor. – A potem tata gdzieś zniknął. Zostawił nas w Boże Narodzenie i wciąż nie mam pojęcia, gdzie się udał. Syriusz tam był i to on się zajął mną i mamą. – Connor przełknął ślinę i po chwili kontynuował. – Następnego dnia wrzeszczała z furią. Chciała swoją magię z powrotem. Jeszcze nigdy nie widziałem czegoś tak strasznego, Harry. Trzeciego dnia dostała list od Dumbledore'a, w którym obiecał jej, że z tobą porozmawia. Po przeczytaniu go znowu zaczęła płakać. Ale potem…

Connor zrobił kolejny krok do przodu. Harry zdał sobie sprawę z tego, że teraz dzieli ich niespełna pół metra. Oczy Connora były koloru głębokiego orzecha, Harry jeszcze nigdy nie widział ich tak intensywnymi, z płatkami złota i zieleni krążącymi wokół jego tęczówek.

– Potem – szepnął Connor – zmieniła zdanie. Powiedziała, że chce cię z powrotem. Tylko tego chciała, bardziej niż swoją magię, tatę, czy wesołych, rodzinnych świąt. Chciała ciebie. Chciała syna, który ją skrzywdził. Nie sądzę, żeby ktokolwiek na świecie miał tak wielką zdolność do przebaczenia jak ona, Harry.

Connor podniósł głowę. Trząsł się lekko.

– Boję się ciebie – powiedział. – Boję się twojej magii, tego jak rozerwałeś mamę na strzępy, tego jak depczesz po wszystkich wokół siebie. Ale obiecałem mamie, że z tobą porozmawiam i spróbuję cię dla niej odzyskać. Wrócisz do domu?

Harry poczuł, jak opada w przestrzeni. Świat wokół niego wydawał się za wielki, zbyt nieskończony. Wiedział, że był w stanie oddać Connorowi rodzinę, o której tak marzył. Resztki sieci feniksa pulsowały w jego głowie, nakłaniając do poddania się. Wszystko wróciłoby do normy. Przecież właśnie tego pragnął, o tym właśnie rozmawiał z Lily, o swoim marzeniu, o szczęśliwej rodzinie.

Ale co z Draco? I Snape'em? I Remusem? I Peterem? I czystokrwistymi rodzinami? I wszystkimi magicznymi stworzeniami?

Harry pokręcił głową.

– Przykro mi, Connor – szepnął. – Nie mogę. Rytuał jest już na zawsze. Nie mogę oddać jej magii i nie mogę oddać jej syna, którego miała. Nie ufam jej i myślę, że przysłała cię głównie dlatego, że chce, żeby wszystko znowu było po staremu, a nie dlatego, że mnie kocha. Ona też się mnie boi.

Connor odetchnął z trudem i zamknął oczy. Harry zastanawiał się, czy też czuje się, jakby spadał przez przestrzeń.

Kiedy otworzył oczy, jego wzrok był niespodziewanie skupiony i poważny, i złapał spojrzenie Harry'ego w żelazne kleszcze.

– Obiecałem jej, że ją dla ciebie odzyskam – powiedział Connor. – Że z tobą porozmawiam i dam ci szansę. Ale skoro dalej się stawiasz, to nie mogę ci zaufać, że kiedykolwiek przejrzysz na oczy. W takim razie… – Wziął kolejny wdech, taki, który zdawał się penetrować głębiej jego pierś. – Wróć ze mną, Harry.

Harry poczuł, jak przymuszenie jego brata owija się wokół jego głowy, znacznie szybsza i delikatniejsza niż w zeszłym roku, kiedy pierwszy raz jej doświadczył. Zgrabnie ominęła wszystkie tarcze oklumencyjne, które wzniósł jej na powitanie, po czym wystrzeliła prosto w sieć feniksa. Harry wiedział, że jak tylko jej dotknie, to pewnie go przekona.

Odskoczył do tyłu, ciągnąc z całą swoim pragnieniem do pozostania wolnym, żeby zniszczyć kosmyk przymuszenia, pragnienie posłuchania się rozkazu Connora.

Sieć feniksa zadrżała, rozdarła się, rozproszyła i zniknęła.

Harry odetchnął. Westchnięcie przeszyło go na wskroś, rozpraszając się niczym chmura we wszystkich kierunkach, znajdując nowe miejsca i wypełniając je nową, delikatną mgłą.

To nie było nagłe podzielenie, które naznaczyło koniec jego zaufania do matki, ani też poczucie tryumfu i skrzydła, których doświadczył, kiedy szary dementor uwolnił jego magię. Zamiast tego świat zaczął się kręcić wokół niego raz po raz i nagle Harry zdał sobie sprawę, że stoi na szczycie sowiarni i widzi w tysiącach kierunków.

Jego wzrok błyszczał klarownością. Nigdy tak naprawdę nie widziałem, pomyślał z zachwytem. Teraz widział.

Widział, jak kamienie przylegają do siebie idealnie, jak się rozpływają na krańcach w siłę, jak spoczywają na sobie nawzajem nieugięcie, czepiając się siebie nawzajem, gotowe oprzeć się powiewom wiatru. Widział tory, które sowy prawdopodobnie przybierają, kiedy wylatują z sowiarni i, gdyby się tylko skoncentrował, to mógł też zobaczyć więzy, które biegły od sów do czarodziejów i z powrotem.

Widział jak piękne były te maleńkie i przeciętne sprawy i był przepełniony zachwytem.

Odwrócił się i spojrzał na swojego brata.

Wspomnienia go zadławiły, zalewając mu umysł niczym gęsta mgła.

Przypomniał sobie, jak Hermiona wyszła, tupiąc ze złością z wieży Trelawney tego dnia, kiedy Trelawney powiedziała przepowiednię. Jego brat powiedział jej coś wtedy, coś, co Hermiona uznała za niewybaczalne i wciąż się nie pogodzili. Hermiona czekała, najeżona, urażona, żeby Connor zrobił coś, cokolwiek, w geście pogodzenia, a ponieważ to on ją uraził, to naprawdę powinien wykonać pierwszy krok. Ale tego nie zrobił.

Czy tak postępuje ktoś łagodny, kto jest przepełniony współczuciem dla innych, gotów zrobić wszystko, by ludziom wokół niego żyło się lepiej?

Nie.

Przypomniał sobie, jak Connor zaatakował go w zeszłym roku, kiedy wydawało mu się, że Harry jest kolejnym Mrocznym Panem, podczas gdy sam odkrywał swój dar przymuszenia i koszmarnie się go bał. Czy tak się zachowuje przywódca wojenny, odważnie stawiający czoła swoim wrogom w najlepszy możliwy znany mu sposób, na polu walki, na którym będzie miał z nimi równe szanse?

Nie. To było po prostu zachowanie przerażonego dziecka.

Przypomniał sobie, jak Connor zaoferował mu Mapę Huncwotów tego lata i zaproponował, że Harry może użyć swojej magii do pracowania nad nią, albo zrobić jej kopie, tak żeby jego magia nie szalała wokół niego. Czy to było zachowanie kogoś, kto się już nigdy nie poprawi?

Nie. To było zachowanie brata, który się martwił o mnie i o bezpieczeństwo innych ludzi w domu, ponieważ moi rodzice nie pamiętali nawet, przed kim mieliby się bronić.

Przypomniał sobie, jak Connor obudził się obok niego po wszystkim, co się zdarzyło pod koniec poprzedniego roku szkolnego, po spędzeniu Merlin jeden wie jak wielu godzin przy nim i powiedział mu o swoim opętaniu przez Riddle'a. Czy to było zachowanie tchórza, który nigdy nie będzie w stanie zachować się odważnie i wylądował w domu Gryffindora wyłącznie przez wzgląd na swoją arogancję?

Nie. To było zachowanie kogoś, kto wiedział, że się pomylił i był na tyle odważny, by się do tego przede mną przyznać.

Tak wielu rzeczy nie wiedziałem, pomyślał z zachwytem Harry i miał wrażenie, że po raz pierwszy tak naprawdę widzi swojego brata, nie próbując go w żaden sposób wytłumaczyć, nie zapominając o wszystkim co zrobił, co naprawdę było warte pochwały, zdolny do oceniania i osądzania. Czyżby sieć feniksa, która przywiązała go do obowiązków wobec jego brata, tak wiele spętała jego samego, całą jego zdolność do krytycznego oceniania Connora, wszystkie jego myśli? Na to wyglądało, a mimo to Harry wciąż nie był w stanie w to uwierzyć. To było takie oczywiste, teraz, kiedy na to patrzył. Teraz, kiedy widział.

Zdał sobie sprawę z tego, że Connor się na niego gapi. Zastanawiał się, czy czeka na jakąś reakcję po przymuszeniu, czy też po prostu nie ma pojęcia, co się właśnie stało. Harry nie miał pojęcia, jak wiele czasu minęło odkąd otworzył oczy.

Nie jest idealny. Ale można mu to wybaczyć. Jeszcze daleko mu do zostania Chłopcem, Który Przeżył, przywódcy, którego potrzebujemy, a przynajmniej takiego, jakim ludzie mają nadzieję, że zostanie. Jest tylko człowiekiem. Mugolka i Dumbledore zrobili nam obu niedźwiedzią przysługę siecią feniksa. Byłbym w stanie mu znacznie lepiej pomóc, gdyby tak się nie bali, że się zwrócę przeciw niemu, albo spróbuję zająć jego miejsce.

Ale bycie Chłopcem, Który Przeżył to coś więcej niż tylko moc. Myślę, że trzeba więcej, niż tylko mocy, by w ogóle stać się kimkolwiek ważnym.

Harry zrobił krok przed siebie, a Connor odskoczył do tyłu, tak szybko, że uderzył mocno plecami o ścianę sowiarni. Miał ochrypły głos, kiedy podniósł trzęsącą się rękę i zamachał nią przed sobą.

– Nie zbliżaj się do mnie – szepnął.

No tak, pomyślał Harry, przyglądając mu się przez chwilę z zainteresowaniem. Wciąż się mnie boi. Wierzy w kłamstwa, jakie nagadała mu mugolka i kto wie, czego Syriusz go uczył, kiedy przebywali sami we Wrzeszczącej Chacie?

– Musisz przestać uczęszczać na te prywatne lekcje z Syriuszem, wiesz? – powiedział Connorowi. – Mam wrażenie, że wynosisz z nich same bzdury. Ślizgoni nie są źli.

– Voldemort wyszedł z tego domu! – powiedział Connor.

Harry wzruszył ramionami.

– A Dumbledore wyszedł z Gryffindoru, a mimo to spętał mnie siecią feniksa. Nie możesz po prostu osądzać wszystkich po tym, do jakich zostali przydzieleni domów, Connor. To byłoby za proste. A jeśli świat jest jakiś, to nie jest prosty.

Odczekał chwilę. Przyznanie się do tego wczoraj, a nawet poprzedniej nocy, kiedy Zgredek i Fawkes pokazali mu sieci czarodziejskiego świata, zesłałoby na niego atak paniki. Pragnął prostego. Łatwego. Przejrzystego. Jego wczesne życie było tak klarowne, jego ścieżka obowiązku tak oczywista.

Ale zamiast tego poczuł jak przepełnia go radość i zaczął się śmiać. Jeśli sprawy były skomplikowane, to oznaczało, że mógł się zająć większą ich ilością na raz, miał przed sobą tak wiele możliwości, a jego magia mogła mu w tym wszystkim pomóc. Była kwestia Connora, vatesa, Syriusza, jego rodziny, spięcie pomiędzy Slytherinem i Gryffindorem, rozpracowanie jak teraz żyć bez ciążącej nad nim sieci feniksa, pokonanie Voldemorta, może nawet nawiązanie nowych przyjaźni i ożenek pewnego dnia, do tego koalicje z czystokrwistymi rodzinami, pogodzenie się z ojcem, jeśli będzie w stanie, postanowienie co zrobić z wilkołakiem Remusa i, i, i…

Sowiarnia wybuchła światłem wokół niego, a jego magia zaczęła tańczyć, tworząc kilka złotych wirów, które kręciły się wokół siebie nawzajem, uderzały w siebie jak bączki i wreszcie rozpadły się w feerię iskier, tylko po to, by po chwili znowu się pojawić i zacząć zabawę od nowa. Harry wyciągnął rękę przed siebie i usłyszał jak się śmieje, kiedy trochę złotego światła uformowało niewielkie skrzydełka przy jego dłoni, co wyglądało jak mały znicz, albo naprawdę mały feniks. Cisnął nim przez okno sowiarni.

Słońce już teraz w pełni zaszło, chociaż pozostawiło po sobie ślady złota i zieleni na niebie. Światło, które powstało z nadmiaru energii Harry'ego opłynęło teren szkoły, rozjaśniając powietrze, jakby znowu był dzień. Harry usłyszał jak gdzieś zaczyna się pieśń i poczuł, jak mija go powiew powietrza i wylatuje, wirując, drugim oknem. Zapach róż łaskotał go w nos, czuł na języku posmak miodu. Śmiał się i dźwięk pojawił się przed nim na chwilę jako nuty, które pojaśniały i rozpadły się w małe bąbelki. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie był tak niewinnie szczęśliwy jak teraz.

Mylił się pod tak wieloma względami i był odpowiedzialny za tak wiele szkód przez to, że zachęcał Connora do pozostania w swojej ignorancji. Ale miał też rację pod tak wieloma względami i będzie miał szansę, by naprawić swoje błędy. Mylił się też pod względem bycia wolnym i życia w tak skomplikowanym świecie.

To było wspaniałe uczucie.

Złote światło unosiło się wyżej i wyżej. Teraz wyglądało jak piłka, teraz jak lampa pośród trajektorii rozciągających się aż po horyzont i odnawiała się raz za razem. Pieśń coraz bardziej rosła na sile i teraz brzmiała niczym głęboki, basowy głos, nucący coś wesoło nad Hogwartem.

Ron powiedział, że powinienem wywiesić ogłoszenia, w których powiem wszystkim, co zamierzam, pomyślał Harry z oszołomieniem, które więcej źródła miało w radości niż ze zmęczenia z użycia magii. Ale po co? Mam wrażenie, że to się sprawdzi znacznie lepiej.

Zamierzam być wolny. Zamierzam żyć. Zamierzam naprawić te błędy, które będę w stanie i wyciągnąć wnioski z tych, których nie będę. I och, wciąż nie przestałem się oszukiwać pod wieloma względami i możliwe, że nigdy nie przestanę, do tego nauczenie się jak kochać Connora z właściwych względów pewnie będzie wymagało ode mnie naprawdę wiele pracy, i tak strasznie się boję, że spadnę i wszystkich zawiodę.

Ale nie obchodzi mnie to. Bycie wolnym i stawianie czoła własnemu strachowi jest po prostu cudownym uczuciem. Dumbledore naprawdę powinien kiedyś tego spróbować.

A ponieważ teraz już zdawał sobie z nich sprawę, spojrzał w dół, na sieci, które wskazał mu Zgredek, na ciemnoczerwone, które parzyły go niczym rozżarzone węgle. Harry sięgnął w dół i ponownie poczuł to delikatne wrażenie ciepła. Wiedział, że może je zniszczyć, gdyby tylko tego chciał. Nic ich tam nie utrzymywało poza jego własną wolą. Nie chciał zobaczyć tego, co sam spętał.

Ostrzeżenia Snape'a odbiły się echem w jego głowie i Harry wiedział, że nie powinien się z tym śpieszyć tak, jak to zrobił, kiedy roztrzaskał Obliviate Remusa. Dlatego też ostrożnie rozsupłał największą z sieci, bawiąc się tym, jakby otwierał prezent.

Zalała go ciemność. W tym momencie Harry wiele zrozumiał. Naprawdę miał zdolność do żywienia się mocą innych czarodziejów. Nie wiedział, czy w młodym wieku byłby w stanie skrzywdzić swoich rodziców czy swojego brata, ale było to możliwe. W pierwszej chwili ta zdolność została spętana przez sieć feniksa, a potem przez Harry'ego, bo sam się tak bardzo jej przestraszył. Podejrzewał, że czerwona sieć pojawiła się jakoś w czasie świąt, kiedy usłyszał w ogóle o tej możliwości, a może już wtedy, kiedy ukradł trochę mocy Dumbledore'a, kiedy chronił Dracona.

No tak, ale krycie się z nią niczego nie rozwiąże, pomyślał z szaloną radością, która wydawała mu się gryfońska i skoczył na zdolność akurat wtedy, kiedy ta zaczęła się rozchodzić wokół i chciała pożreć magię Connora.

Ciemność z nim walczyła. To było jak ujeżdżanie niepokornego węża, może nawet bazyliszka, a to skojarzenie nasunęło wspomnienia, które były już wyjątkowo rozpraszające. Harry musiał walczyć z własną tendencją do myślenia o Sylaranie, żeby w ogóle zapanować nad tym dzikim cholerstwem. Ale je zwalczył. Pozwolił wspomnieniom po prostu przemknąć przez swoją głowę i sam znalazł się pod nimi.

To ja jestem czarodziejem, nie ty, pomyślał w stronę swojej magii, kiedy narzucał wokół niej cząstki siebie samego – nie sieci, a lejce. A ja nie chcę, żebyś biegała wokół i pożerała magię, więc nie będziesz.

Ciemność ryknęła, zasyczała i wiła się. Harry'emu to nie zaimponowało. Tylko dlatego, że mógł jeść magię, wcale nie znaczyło, że powinien, ani tym bardziej, że miał zamiar.

To jest coś, czego mugolka i Dumbledore nigdy się o mnie nie dowiedzieli, pomyślał z żalem, kiedy oswajał powoli przeklętą zdolność i owijał ją wokół siebie. Była jego. Będzie z nią robił co mu się będzie żywnie podobało, nie na odwrót. Wydawało im się, że pożrę ich magię. Nie ufali mi, że po prostu nad tym zapanuję, więc mnie spętali.

Spędził chwilę na żalu za tymi wszystkimi latami, które mógł spędzić owinięty we własną magię, ucząc się kontrolowania jej, ale wreszcie westchnął i poddał ten żal. Czas nie będzie biegł w tył. W tej chwili będzie musiał się nauczyć jak rosnąć z własną magią i nadrobić cały utracony czas. To była przeszłość, a to była przyszłość i on miał zamiar w niej żyć.

I tym razem miał zamiar patrzeć na swojego brata i widzieć go dokładnie takim, jaki on jest. Nie mogli sobie już dłużej pozwolić na takie zaniedbania. Connor nigdy w ten sposób nie stanie się Chłopcem, Który Przeżył, a oni nie będą w stanie rozwinąć normalnej, zdrowej, kochającej, braterskiej relacji między sobą, jak tak dalej pójdzie.

Och, Harry zdawał sobie sprawę, że dalej będzie usiłował nienaturalnie często tłumaczyć Connora ze wszystkiego co możliwe, wiedział, że pewnie w pewnej chwili, kiedy nie będzie pulsował od otaczającej go magii, poczuje ukłucie poczucia winy przez to, jak próbował go kiedyś ze wszystkiego tłumaczyć. Ale teraz przynajmniej już o tym wiedział. Sieć feniksa zniknęła i przynajmniej był w stanie przyznać sam przed sobą, że jego błędy są tylko tym – błędami.

Spojrzał na Connora i westchnął, kiedy zobaczył, że jego brat patrzy na niego z czystą zgrozą. Harry zrobił krok w jego kierunku i wyciągnął rękę.

– Connor – szepnął.

Connor nie ruszył się z miejsca, dygocząc, i po chwili Harry zobaczył ciemną strugę znaczącą jego spodnie, kiedy w kompletnym przerażeniu jego pęcherz po prostu nie wytrzymał. Wreszcie Connor zawrócił na pięcie i uciekł.

Harry westchnął. Wygląda na to, że czeka nas sporo pracy.

Wyjrzał przez okno, gdzie światło, które stworzył i zachód słońca wspólnie już zanikały i nie był w stanie powstrzymać uśmiechu. Jestem na to gotów.

Ze spokojem zaczął schodzić po schodach sowiarni.