Rozdział dedykuję MatiW w podzięce za wyczerpujący komentarz pod ostatnim rozdziałem.

Salamandra: robimy co w naszej mocy, ale każda para oczu do wyłapania błędów jest mile widziana. Zapraszam na dalszą część opowieści o naszej parze, gdzie Aleksander pokaże, że mężczyźni bywają daleko mniej dojrzali niż wskazuje na to metryka a Snape zaczyna knuć

Betowała Freya.

Ostrzeżenia: sceny rodem z dramatu


Początek roku był wielce emocjonujący także dla Natalii. W ramach uczczenia nowej ery, jej rodzice zostali zaproszeni przez teściów na wielki kulig w posiadłości rodzinnej. Zawdzięczano to pogodzie, która zagwarantowała idealne warunki ku zimowym szaleństwom. Opady śniegu tworzyły wielkie zaspy jednak ani czarodziei ani mugoli taka pogoda nie przerażała choć niemagiczni obywatele utyskiwali na jakość odśnieżania przez powołane do tego służby. Ponieważ tamtego roku spadło wyjątkowo dużo śniegu, zorganizowano kulig. Jak to zwykle bywało w przypadku magnackich uczt, całość trwała dwa dni i były bardzo huczne. Zdaniem pana Walewskiego aż za huczne, nie miał bowiem zaprawy w podobnych uroczystościach. Lecz mimo wszystko nie było najgorzej. Zajęli miejsce w dość dużych, wyłożonych ciepłymi kocami saniach razem z rodzicami Aleksandra. By nie zmarzli, popijali herbatę z rumem, przez co wyszli z sań ciągniętych przez testrale nieco wstawieni, na co gospodarze uśmiechali się kpiąco.

Anastazja wyglądała pięknie w jasnym futrze i wielkiej, futrzanej czapie, przyćmiewając swego męża. Natalia miała na sobie podobne ubranie, z tym, że wybrała nieco ciemniejsze okrycie, szarawe i pasujące odcieniem do grafitowej, ciepłej szaty. Ze względu na swój stan nie mogła pić herbaty z rumem, a jedynie taką z pomarańczą i przyprawami korzennymi. Zajęła swoje miejsce w powozie razem z Lilianą i jej mężem. Oboje mieli nietęgie miny, bowiem August przyszedł na rodzinne uroczystości razem z Marią Dołgucką, która ku wściekłości zaproszonych krewniaczek miała na sobie kuszącą, bordową szatę z dekoltem, do której założyła ciężką biżuterię z rodowej kolekcji. Natalia mogła przysiąc, że właśnie to drugie zezłościło kobiety. Ona sama także, za namową męża, założyła luźną szatę z dość głębokim dekoltem i naszyjnik z szafirami dodatkowo zwracający uwagę na powiększone piersi. Ubierała się dla niego nie chcąc, by patrzył na dawną kochankę. Tutaj tylko częściowo osiągnęła swój cel, lecz patrząc na jego uśmiech była zadowolona. Kiedy zajęli miejsce w saniach, objął ją ramieniem i uśmiechnął przelotnie. To się jej coraz bardziej podobało.

W styczniu Natalia była już w na tyle zaawansowanej ciąży, że musiała zrezygnować z wielu swoich obowiązków. Nie miała siły by chodzić na bankiety czy odczyty do Instytutu, nad czym bolała. Niestety z racji odczuwanego ciężaru, mogła głównie spędzać czas w łóżku lub czytając na otomanie. Siedzenie przez dłuższy czas sprawiało niemałą trudność, dlatego pewnie zaklęła pod nosem widząc pismo, które do niej przyszło. Lucyna Tyrolska oraz żony innych, prominentnych działaczy napisały list z prośbą o audiencję. Niestety nie mogła im tak łatwo odmówić. Żony skazańców często prosiły królową o łaskę dla swych mężów. Taka była tradycja, sięgająca pokolenia wstecz.

- Nie możesz odmówić – mówiła Anastazja – moja matka, a także ciotka Alicja nie odmawiały nawet w ostatnich tygodniach ciąży.

- Ciężko mi – jęknęła Natalia – nogi mi puchną i...

- Wiem – zapewniła Anastazja – lecz jesteś królową a królowe nigdy nie pokazują publicznie swego bólu. Ludzie oczekują od ciebie byś była posągowa i nigdy nie wolno ci okazać słabości. Napisz, że się zgadasz. – starsza kobieta już układała mowę dla synowej. Nigdy nie miała szans zostać królową (korona bowiem wędrowała między kuzynami), ale jej to nie przeszkadzało, byle osiągała cele.

- Ale ja nic dla nich nie mogę zrobić! Dowody przeciw ich mężom są przyłączające, współczuję im jako kobieta, lecz jako królowa muszę rozumieć wagę prawa!

- I tę wiadomość masz im przekazać – odparła Anastazja z dumą na twarzy, gdyż jej nauki padły na podatny grunt – ze względu na twój stan spotkanie zostanie skrócone, lecz musisz wytrzymać.

Natalia skinęła głową. Teściowa wyraźnie powtarzała, że królowe nie mają wolnego ni chorobowego, dobre królowe w każdym razie. Matka Anastazji, Filomela, nigdy nie pozwalała, by słabość przeszkodziła w wykonywaniu obowiązków, podobnie czyniły inne. Bezpośrednia poprzedniczka Natalii, Anna Maria, unikała takowych co czyniło ją niepopularną. Była typem hipochondryczki, ale i nie czuła się dobrze podczas spotkań towarzyskich. Liliana ze złośliwością powtarzała, że tamta bywała nieśmiała, co tworzyło wrażenie wyniosłości oraz wywyższania się. Sama Natalia nie reagowała równie złośliwie, lecz zarówno Anastazja i jej córka nie znosiły poprzedniej królowej.

- Jesteś zdrowa jak ryba – powtarzał ojciec – powinnaś brać pod uwagę swój stan, lecz bezczynność jest najgorsza. Ciąża to nie choroba.

W okresie noworocznym miało miejsce rodzinne spotkanie. Poszło zadziwiająco dobrze, bowiem najwyraźniej jej rodzice uwierzyli, że Aleksander naprawdę o nią dba. Zdołała ich w końcu przekonać by nie brali jego wstrzemięźliwego zachowania za wyraz chłodu, lecz po prostu rodzaj etykiety. Kiedy jednak byli sam na sam nie szczędził czułości i karmił ulubionymi babeczkami. Chyba dzięki temu postanowili chociaż udawać zaufanie. Anuszka zaś, o niej wolała nie myśleć. Tak było najlepiej, bowiem Natalia nie zamierzała zapomnieć o wszystkim, co też tamta robiła, co wygadywała na jej temat.

Zdaniem Natalii, mąż okazał siostrze wiele wyrozumienia. Za wszystkie awantury które wywołała zasłużyła na możliwie najsurowszą karę. I tak powinna się cieszyć, że wyszła dobrze za mąż a nie skończyła w miejscu odosobnienia dla trudnej młodzieży, na co w pełni zasłużyła. Dlatego pewnie stała za mężem w tej kwestii, nie zamierzając słuchać skarg Anuszki.

- Pomyśl lepiej o Darku – syknęła – przez ciebie ten biedny chłopiec mógł skończyć w więzieniu, bowiem ci wierzył. A ty, ty mu się odwdzięczasz w ten sposób?

- Myślisz, że tego nie żałuję? – odparła Anuszka – nie powinnam była tak reagować. To było złe, ja… ja czułam jak się ode mnie oddalasz i… i naprawdę chciałam tobą potrząsnąć. Byłam pewne, że on cię porzuci, jak porzucił inne, nie mogłam uwierzyć, że naprawdę postanowił się z tobą ożenić i… byłam zazdrosna – przyznała w chwili szczerości – byłam tak strasznie zazdrosna, że owa zazdrość mi zaćmiła umysł. Zawsze chciałam byś taka jak ty, taka mądra i tyle rzeczy ci wychodziło – wyliczała skrupulatnie siostra królowej- najpierw byłam zła, że zostałaś jedną z licznych kochanek króla a potem, potem nie mogłam uwierzyć, że on naprawdę postanowił się z tobą ożenić.

- Nie powinnaś mi zazdrościć – odparła chłodno Natalia – też masz znamienitego męża.

- Tak i zrozumiałam co czułaś – szepnęła Anuszka – moje najlepsze koleżanki nie chcą mnie znać i odrzucają. Teraz do mnie dotarło co ja ci zrobiłam.

Natalia nie uwierzyła w zmianę w charakterze siostry. Lecz nie mogła nic zrobić. Po prostu skinęła głową i wyszła. Wspominała ową rozmowę czekając na delegację żon opozycjonistów. Miała ochotę przekląć owe kobiety, a jeszcze bardziej ich mężów za głupotę. Gazety rzecz jasna rozpisywały się o procesach, nie zostawiając suchej nitki na oskarżonych. Piotr Tyrolski, oraz kilku jego współpracowników, jawnie brało pieniądze z Francji. Dowody w postaci przelewów tak z mugolskich banków jak i wpływów na konta w świecie magii nie pozostawiały cienia wątpliwości. Zeznania barmana ze speluny z ulicy Bazyliszka, jak i z klientów owych miejsc, wyraźnie wskazywały, że walczący o demokracje oraz lepszą przyszłość uważali przekupywanie moczymord bimbrem za metodę budowania demokracji. To właśnie tam znajdowali chętnych do demonstracji, rzecz jasna ponoć spontanicznych. Działali za obce pieniądze przeciw legalnym władzom swego kraju, zaś Natalia miała ochotę wyć ze wściekłości. Na co oni liczyli? I dlaczego oczekują, że ona w cudownym sposób naraz uprosi łaskę? Ona by ich za nic nie ułaskawiła, gdyby to o nią chodziło.

Próbowała sobie przypomnieć coś więcej o Lucynie, z którą chodziła do klasy. Luśka była wesołą dziewczyną, lecz ów stan należał do przeszłości. Udzielająca wywiadów gazetom kobieta wydoroślała i Natalia miała nadzieję, że także nauczyła zwięźle przedstawiać swoje zdanie. Nie miała ochoty słuchać długo jej przemówień, nie kiedy zaczynała mieć poważne problemy by dłużej wysiedzieć.

Aleksander nakazał Podolakowi by był świadkiem owej rozmowy. Wyraźnie nie ufał żonom swoich przeciwników. „Jeśli zrobią cokolwiek głupiego, rób wszystko co potrzebne". Podolak tylko skinął głową i zaśmiał posępnie. Bezgranicznie lojalny wobec najbliższych ludzi nie miał żadnych oporów, by bezlitośnie zaatakować potencjalnego przeciwnika. Piotr Tyrolski został poddany przesłuchaniu z użyciem metod dalekich od łagodności, lecz był zdrajcą stanu, a wobec takich stosowano inne zasady. Dlatego pewnie Lucyna i inne kobiety poszły do królowej, jako swej ostatniej deski ratunku. Widząc Podolaka pobladły, a i sama Natalia nie promieniała.

Nie czuła się najlepiej. Ostatnio kiepsko spała, bowiem coraz bardziej zaawansowana ciąża dawała się we znaki. Zdołała ukryć cienie pod oczami pod makijażem, lecz mocno zaciśnięte palce nie wróżyły dobrze. Lecz jak wyjaśniła mężowi, nie mogła ich nie przyjąć. Królowe miały obowiązek wysłuchać proszących o łaskę, te która tego nie czyniły były bardzo niepopularne. A Natalia musiała uważać bardziej niż poprzedniczki, bowiem nie pochodziła ze znacznego rodu.

Zasiadła w miarę wygodnie na fotelu, oczekując przybycia kobiet. Zaczynała już rozumieć, dlaczego mąż narzekał na różne kurtuazyjne spotkania. Ona sama nieraz spotykała czarodziei i czarownice zawracających głowę różnymi bzdurami, głównie chwaląc różne swoje osiągnięcia, czasem dość naciągane. Przypomniała sobie jak bardzo nie znosiła w pracy ludzi uważających samych siebie za najlepszych i koloryzujących swoje dokonania. Z dziką satysfakcją udowadniała im brak wiedzy, zadając różne pytania z egzaminów ze studiów alchemicznych. Lecz ludzie mający się za najlepszych i wyjątkowych po prostu na coś podobnego zasługiwali. Ona i Ludwika musiały wykazać wiedzę, nikt im niczego nie podarował, a co więcej miały raczej pod górkę niż z górki. Jako wpierw narzeczona a teraz królowa zapraszała na zamek co bardziej zdolnych. Borewicz podsyłał jej listę obiecujących pracowników Instytutu, razem z opisami ich działań, ocenami oraz listami, które mieli napisać, przekonując, dlaczego to właśnie oni najwięcej skorzystają na spotkaniach na zamku, czy też drobnych sumach przekazywanych przez rodzinę Orłowskich na ich badania lub szkolenia. Tradycja, by wspierać młodych i zdolnych była dość długa, zaś Natalia jako królowa wręcz powinna zajmować się mecenatem. Z zasady wybierała osoby mniej więcej przeciętne, uważając, że ci mniej więcej pośrodku skali najwięcej korzystali z podobnych wyjść. Ludwika wspominała coś o mugolskiej matematyce i czymś zwanym rozkładem normalnym, ale i bez tego Natalia uważała, że ani osoby leniwe, ani nadmiernie pewne siebie nie będą miłymi gośćmi. A mogła wybierać wedle swego widzimisię, no czasem zaprosiła jednego „debeściaka" jak mawiała Ludwika. Michał zwykle wiedział kogo zaproponować, mając dokładnie takie wyobrażenia na temat obiecujących osób. Myślała o ostatnich alchemikach, którzy do niej przyszli w zeszłym tygodniu, kiedy Swietłana wprowadziła dzisiejszych gości.

Z pewnym trudem rozpoznała Lucynę Tyrolską, bladą i jakby chorą. Współczuła dawnej koleżance ze szkoły, lecz nic nie mogła zrobić. Poczuła kopnięcie dziecka i zacisnęła palce na poręczy, starając opanować grymas bólu. Ona przynajmniej mogła sobie siedzieć wygodnie, czego nie dało się powiedzieć o trzech czarownicach, których mężowi byli sądzeni za zdradę stanu.

- Prosimy Wasza Wysokość – zaczęła stojąca obok Lucyny, drobna czarownica – nasi mężowie nie są złymi czarodziejami, oni… oni pobłądzili.

Natalia z wielkim trudem opanowała parsknięcie. Jeszcze w czasie narzeczeństwa Anastazja kazała ćwiczyć oklumencję, co nie tylko pozwalało bronić umysł przed ingerencją z zewnątrz, ale i opanować emocje. Niewielu zdołało naprawdę zamykać umysł, zaś większość czarodziei używała sztuki w podobny sposób co Mugole korzystali z medytacji, aby opanować emocje. Legilemencja także nie stała się udziałem wielu, chociaż magia łącząca małżonkami pozwalała przesyłać między sobą myśli. Teraz wzięła głęboki oddech by odpowiedzieć coś tej kobiecie. Poczuła się obrażona jej słowa. Czy naprawdę wielu uważało ją za tak głupią by uwierzyła w argumenty rodem z sentymentalnej historii?

- Spiskowali razem z terrorystami przeciw legalnym władzom swego kraju – powiedziała sucho – to nie drobna pomyłka.

- Ale mój mąż, mężowie nas wszystkich – zaczęła Lucyna – to dobrzy czarodzieje i dobrzy ojcowie. Mój Piotr pomagał mi przewijać dzieci.

Tym razem Natalia parsknęła. Naprawdę mało ją interesowało co też robił w domu Tyrolski. Oskarżenie nie obejmowało domowej przemocy, a ona doskonale rozumiała powagę sytuacji. Długo rozmawiała z mężem na temat całej sprawy i stwierdzała zdecydowanie, że nic, ale to nic nie tłumaczyło zdradzania kraju.

- To nie ma nic do rzeczy – odparła chłodno – nikt nie mówi, że zdrajca stanu musi być damskim bokserem i nie mówimy tutaj o oskarżeniach o znęcanie się nad rodziną.

- Ale nasze małe dzieci – jęknęła Lucyna – one stracą ojca a on, a on chciał dla nich wszystkiego co najlepsze. Bawił się z nim, troszczył o nie.

- Skoro tak, winien był o nich myśleć nim postanowił spiskować z zagranicznymi terrorystami – zauważyła Natalia – jako czarownica głęboko wam współczuję, lecz jako królowa surowo oceniam zdradę stanu. Jeśli to, o czym mówicie stanowi prawdę tym bardziej przykro mi słuchać o upadku tak dobrych ludzi. Lecz popełnili poważne przestępstwo i kara ich nie minie.

- Nasze dzieci będą napiętnowane – jęknęła Lucyna – co ja mam zrobić? Błagam, nasze dzieci są małe, czy nie ma możliwości by odroczyć proces?

Natalia spojrzała na dawną koleżankę i szybko przypomniała sobie, dlaczego w szkole nigdy nie mogła znieść Luśki przez dłuższy czas. Nie była złą osobą, lecz jej sposób bycia nijak nie pasował do poważnej Natalii. Wesoła i nieco naiwna Lucyna wygłaszała właśnie podobne tezy, idee dziwnie rozumianej i niemożliwej sprawiedliwości społecznej, idei dla których nie było miejsca. Przypominała w pewnym sensie Hermionę Granger, z tym, że budziła wśród otoczenia raczej parsknięcie śmiechu niż wściekłość. Lucyna pochodziła z rodziny obecnej w świecie magii od sześciu pokoleń i kiedy nie wygłaszała swych tez, żartowała się i śmiała. Natalię, poważną przez cały czas nauki, owa postawa doprowadzała do szału. Czasem wygłaszała takie właśnie tezy. W szkole mogła wywrócić oczami, lecz królowej nie wypadało.

- Nie – odparła sucho – królewski sąd potrzebuje dowodów by odroczyć proces. Teraz winnaś myśleć o dzieciach i dla nich wziąć się w garść, to co mogę obiecać to moje osobiste zapewnienie, że ani wy, ani wasze dzieci nie będziecie prześladowani za grzechy mężów i ojców.

Kobiety nie wyglądały ani na zaskoczone, ani na zadowolone. Natalia nie wierzyła, że mogły naprawdę wierzyć, że uzna ich argumenty za wiarygodne dla uniewinnienia kogokolwiek. Była pełna podziwu dla siebie o niezaśmianie się w twarz owym kobietom. Nie istniała możliwość by spełnić ich prośbę. Odetchnęła z ulgą, kiedy wyszły, czując silną potrzebę położenia się do łóżka.

. . . . . . . . . . .

Harry Potter, Gawain Robarts i inni Aurorzy czytali smętnie raporty dotyczące strumienia uciekinierów z Francji. Uchodźców przybywało, bowiem o ile zarówno Luna jak i inni dziennikarze pracujący dla Trudearoro zachwalali harmonię społeczną, prawda była posępna. Na początku roku 2006 we Francji rozgorzała wojna domowa. Wilkołaki i Szafarze toczyli bezpardonową walkę właściwie o wszystko. Formalnie oczekując od rządu poparcia, lecz tak naprawdę zamierzali wywalczyć o swoje. Obie grupy nienawidziły się serdecznie: wilkołaki rzucały się na przeciwników nie tylko przy pełni księżyca, zaś Szafarze używali maczet i Szatańskiej Pożogi za każdym razem, kiedy nie modlili do swego Wielkiego Dżinna. Sytuacja wyglądała naprawdę paskudnie.

Sam Harry uważał, że należy pomagać uciekinierom. Ogłaszał swoje poglądy jawnie a i wiele osób się z nim zgadzało. Ludzie wciąż mieli w pamięci drugą wojnę z Voldemortem oraz terror jaki wówczas panował. Istniała naturalna chęć pomocy potrzebującym, toteż w nieformalny sposób zapraszano zbiegłych Francuzów, wspominając o solidarności z ludźmi uciekającymi przed wojną. Poza tym mieli swoje do ugrania.

Ginny rozpaczała po skazaniu ojca. Tylko dzięki ziółkom oraz eliksirów wymieszanymi z mugolskimi lekami na wyciszenie nastroju zdołała przetrwać nerwowy okres po urodzeniu drugiego syna, Albusa Severusa a tuż przed skazaniem ojca. Harry miał niemałe wyzwanie związane z przeciwstawieniem się ostatniej linii polityki Ministerstwa. Po procesie Hermiony, nastroje antymugolskie były bardzo silne, co go martwiło. Podobnie uważała Ginny, a także Augusta Longbottom czy dyrektor McGonagall. Musieli jednak działać ostrożnie, by nie dostać łatki wywrotowców. Harry lubił swego teścia, lecz wiedział, że pan Weasley nie miał pojęcia o polityce. Zaś jakże mieli reagować nie znający go czarodzieje, skoro gromadził czarodziei mugolskiego pochodzenia by razem z terrorystami spiskować przeciw Ministerstwu? Dlatego podczas czytania raportów mamrotał przekleństwa pod adresem tak Czyścicieli jak i osób opowiadających się za uporządkowaniem sytuacji Mugolaków.. Patrzył uważnie na raporty i wygłaszał na głos swoje wątpliwości na temat ucieczek Francuzów do Anglii. I jak mógł się przekonać, najgorsze obawy miały się spełnić.

Mniej więcej pod koniec stycznia, doszło do przepychanek na Pokątnej. Nie, nie przepychanek, lecz autentycznych walk. Przestraszeni przechodnie prawie natychmiast wezwali Aurorów, a Harry czekał na raport. Jako Szef Biura nie chodził na akcje, nad czym bolał, lecz nie miał nic do powiedzenia w tej sprawie. A sprawa wyglądała naprawdę niedobrze.

Była to grupa czarodziei, która przybyła na jesieni poprzedniego roku rzekomo uciekając przed prześladowaniem oraz festiwalem przemocy we Francji. Tymczasem ledwie minęło kilka miesięcy a przemoc zawitała do Anglii. A zaczęło się niewinnie, ot przepychanka w sklepie. Pewna czarownica kupowała książkę w „Esach i Floresach" i stała w kolejce do kasy. Wtedy właśnie weszli Francuzi, usiłując wepchnąć do kolejki przed kobietę, tłumacząc, że jako niższa istota winna im ustąpić.

Czarownica, Gryfonka, co niedawno skończyła szkołę, nie zamierzała ot tak ustąpić i zaczęła się awantura. Rozwścieczeni Francuzi zaczęli ją obrażać, wyzywając od dziwek, była bowiem na zakupach sama i kupiła książkę o leczeniu kobiecych dolegliwości. Doszło do prawdziwej walki, nim nie rozdzielono skłóconych stron. Aurorzy aresztowali uczestników bójki i jak się okazało, Francuzi należeli do Szafarzy i nakazywali przeprosin od niegodnej kobiety lekkich obyczajów. Nawiasem mówiąc, to oni wszyscy uważali lokalne kobiety za istoty lekkich obyczajów i gorszego gatunku. A i żeńskich członkiń swoich zgromadzeń nie traktowali poważnie. Anglicy, ale i nie tylko oni, dziwili się, że kobiety popierają taki stan rzeczy. Nie to żeby pamiętali o swoich grzechach wobec czarownic, ale jak to uznali – ukorzyli się i docenili geniusz kobiecy. A prawda jest też taka, że niezależnie od strefy, to mężczyzna będzie tym „naj". Choć przecież każdy mężczyzna wychodzi z kobiety i to one są nauczycielkami tych stworzeń przez pierwsze lata życia…

Ich zachowanie rozsierdziło świadków, przez co paru krewkich młodzieńców, niewątpliwie pod wpływem eliksirów zakupionych na Nokturnie, zaatakowało przechodzących obok, przypadkowych Francuzów. Także i ich aresztowano, lecz wieści o bójce pośrodku Pokątnej nie dało się wyciszyć. Rita Skeeter napisała o bójce w księgarni, skrzętnie pisząc ledwie zdanie o kolejnej, koloryzując sprawę. Zarabiała krocie na laniu pomyj na przeciwników Ministra oraz popierających go czystokrwistych, których przywileje wzmacniał.

Czy Mugolaki chcą by angielskie czarownice były gwałcone?

Z przykrością donosimy o godnym pożałowania incydencie na ulicy Pokątnej. Minister Magii, pomimo niemałych trudności, zdołał wyprowadzić Anglię na prostą. Nie muszę przypominać o pożałowania godnych działaniach dawnego Zakonu Feniksa (na temat powiązań tej instytucji z Francją przypominamy na str. 3) czy tak zwanej bohaterki wojennej mugolskiego pochodzenia (więcej o Hermionie Granger na str. 2), którzy pragnęli by gwałty i napady były częścią naszego życia.

Nie dalej jak tydzień temu grupka wilkołaków i Szafarzy wdała się w bójkę w magicznej części Marsylii, powodując zniszczenie trzech sklepów oraz niewielki pożar lodziarni. Trzy klientki sklepu odzieżowego były brutalnie napastowane, bowiem te piękne czarownice pragnęły założyć modne szaty z lejącego się jedwabiu, co się nie spodobało Szafarzom, wedle których kusząco ubrana kobieta winna zostać zgwałcona za karę, bowiem kusi mężczyzn. 'tak nakazuje czynić Wielki Dżin' – tłumaczą.

Nic zatem dziwnego, że Minister Scrimgeour pragnie pomóc uczciwym Francuzom. Przyjęliśmy niedawno grupę uchodźców z Francji, którzy adaptują się do życia w Hogsmeade. Ministerstwo wprowadziło specjalną procedurę mającą na celu monitorowanie przybyszów, by mieć pewność, że nie dochodzi do aktów przemocy. Owe prawa nie podobały się Arturowi Weasley oraz jego zwolennikom, którzy uważali, że należy otworzyć szeroko drzwi na przybyszy. Wyraźnie cenili Szafarzy, bowiem proces wykazał, ile z nimi spędzali czasu. Warto wspomnieć, że w ostatnich czasach popierali go głównie czarodzieje mugolskiego pochodzenia, którzy gorąco wspierają niemagicznych pobratymców Szafarzy.

Informuję czytelników, że tamci ludzie nakazują kobietom siedzenie w domu i palą żywcem córki, które zostały zgwałcone. Ponieważ w mugolskiej Anglii przybysze mają więcej praw niż rodowici Anglicy, zaczynamy rozumieć skąd poglądy Mugolaków. Po drugiej stronie ludzie pokroju Artura Weasley dawno doszli do władzy, brutalnie prześladując tych, co bronią tradycji. Nakazują wręcz przyjęcie obcych tradycji takich jak gwałt jako kara za kuszącą sukienkę czy przymusowe zasłaniania twarzy. Dlatego powiedzmy sobie wprost: Mugolaki chcą by w magicznej Anglii zanikła tradycja i byśmy wszyscy przyjęci zwyczaje Szafarzy i zamiast podziwiać elegancję pań Lestrange i Scrimgeour widzieli czarownice w worach i zasłoniętymi twarzami. To Trudearoro wprowadził Francję w stan zagrożenia i to jego popierali Mugolacy...".

Harry czytał okropny artykuł z zaciśniętymi zębami. Nie musieli długo czekać na pierwsze doniesienia o atakach na Mugolaków, o których rzecz jasna prasa milczała. Harry mógł nie mieć pojęcia o polityce, lecz czuł w kościach, że cały cykl artykułów przeciw Hermionie i innym to początek większej akcji. Był rok 2006, nadchodziła ósma rocznica pokonania Voldemorta a tymczasem antymugolskie hasła zaczynano głosić już jawnie. Co się stanie w dziesiątą rocznicę? Pokonanie czarnoksiężnika miało osłabić, wyrugować z przestrzeni publicznej pewne hasła a nie dać im siłę. Harry nie pojmował jak wszystko mogło pójść aż tak źle w tak krótkim czasie.

Podobnie uważała Augusta Longbottom, wyraźnie przerażona zmianami. Tak samo uważał Alastor Moody i inni przeciwni zmianom, jakie miały miejsce. Ministerstwo Magii dokonywało niemożliwego: po wojnie zaczęto iść w kierunku, z którym jeszcze niedawno walczono. Ograniczanie Mugolakom praw do zajmowania najważniejszych stanowisk na mocy ustaw było wprowadzaniem w białych rękawiczkach dokładnie tego, o co walczyli śmierciożercy. Co bardziej przytomni nie mieli wątpliwości, że to ledwie początek.

- To wszystko stanowi zaplanowaną akcję- mówiła Augusta – zwolennicy Voldemorta cierpliwie czekali by uderzyć. Zastawili pułapkę i czekali aż Artur i Hermiona sami się skompromitują! Teraz zaś mają żelazne argumenty.

- Czyli nic nie da się zrobić? – lamentował Harry.

- Ależ skąd Potter, lecz dzięki Granger mamy niemałe wyzwanie. Musimy działać ostrożnie, bo ona dostarczyła Ministerstwu pałki by w nas uderzać – grzmiała Augusta – nie będziemy czekać aż Scrimgeour wprowadzi u nas wschodnie porządki i może się jeszcze koronuje!

Harry zaciskał pięści, lecz nic nie mógł zrobić. Augusta miała rację. Działalność Hermiony poważnie im zaszkodziła. Dostali łatkę wywrotowców, a chociaż czystokrwiści stawali na głowie by sprowokować dziewczynę, to ona weszła na ścieżkę bez powrotu. Nie potrafiła zrozumieć, że sama jedna nie przebije muru bez sojuszników i że słusznie diagnozowała problemy, lecz swoją kampanią doprowadzała ludzi do szału. To Ginny ze swą kampanią na rzecz magopsychiatrii odniosła sukces, przekonując do pomocy tak Elaine Scrimgeour jak i królową Natalię. Planowała rozszerzać swą akcję, rozmawiając z przedstawicielkami z Iberii, Włoch a nawet carycą Rosji, Swietłaną oraz oczywiście kobietami jak Augusta Longbottom, matrona rodu McMillian a nawet Domicelą Higgs. Ginny zamierzała zemścić się na Amfitrycie Greengrass, która kierowała akcją przeciw Hermionie, lecz w przeciwieństwie do zmarłej rozwijała instynkt polityczny.

- Pomścimy Hermionę – zapewniała Ginny ze słodkim uśmiechem – ta krowa Greengrass za to zapłaci.

- Jak uderzysz w matronę potężnego rodu czystej krwi? – spytał Harry.

- Mugolskimi metodami – zachichotała diabolicznie – Hermiona dała mi kiedyś do czytania książkę pewnego Mugola, nazywa się „Sztuka wojny". Piszą tam, by mając potężnego wroga znaleźć jeszcze potężniejszego sojusznika.

- Czyli kogo? Domicela Higgs to...

- Pani Higgs pomoże mi w innym projekcie, królowa Natalia nie przepada za panią Greengrass, skoro Scrimgeour szuka sojuszników na wschodzie, to ja też. Caryca Swietłana nazwała panią Greengrass nadętą swołoczą. Ona zapłaci za to co zrobiła. Malfoy także – zakończyła z mrocznym uśmiechem.

Harry spojrzał na żonę uważnie. Nie wątpił, że nie rzucała gróźb na wiatr. Miała dokładnie taki sam wyraz twarzy, jak wtedy, kiedy rzucała upiorogacka. Nie żartowała ni nie rzucała słów na wiatr. Nie w taki sposób. Lecz cokolwiek planowała, zamierzał ją wspierać. Nie mógł uwierzyć, że Lucjusz tak ponoć zakochany zapomniał naraz o wielkiej miłości. Harry był na niego wściekły i uważał jego zachowanie za przejaw tchórzostwa, kiedy to zostawił Hermionę, kiedy ta go najbardziej potrzebowała. Odszedł a teraz jeszcze jakby nigdy nic spotykał Dafne Greengrass. Tego nie zamierzał darować.

- W kogo uderzysz? – spytał powoli. Powoli zaczynał się bać swojej żony.

- W Lucjusza, bo odrzucił Hermionę, kiedy go potrzebowała i tę krowę Greengrass. Oni są najbardziej winni. Co prawda wszyscy w towarzystwie próbowali ją zaszczuć, lecz to oni wiedli prym. Ta stara krowa patrzyła, jak wydać za mąż swoje córeczki, że była gotowa łamać życia. I ten blond wypłosz. Nigdy im nie wybaczę!

Długo rozmawiali na kim skupić wściekłość. Oczywistymi winnymi był Minister oraz Wizengamot, lecz nic by nie zrobili bez pozwolenia innych. Hermiona pokazała wielu, ile można osiągnąć, doszła na sam szczyt dzięki ciężkiej pracy oraz oddaniu, nie zaś pochodzeniu czy pieniądzom. Znienawidzili ją za to i postanowili zniszczyć. A Harry i Ginny szukali głównych winowajców. Chociaż ostatnimi czasy postawa Elaine Scrimgeour była co najmniej dwuznaczna, to jednak kobieta przez długi czas próbowała pomóc Hermionie i ostrzegała. Sama Ginny niechętne przyznawała, że przez długi czas Elaine przychodziła do nich, próbując apelować o spokój. Lecz Hermiona była w matni i nie słuchała. To Lucjusz Malfoy oraz Amfitryta byli najbardziej winni.

- Uważaj nim uderzysz – radziła Walpurga – potrzebujesz sojuszników, być może kochany Aleksander...

- To on prowokował – zauważyła Ginny – i to on szydził z Hermiony z powodu pochodzenia.

- Wątpię – zauważyła Walpurga – Aleksander wykazywał sentymenty mugolskie, chodził za nim taki chuderlawy chłopak, Podolak bodajże. Nie wiem czemu posprzeczał się z twoją przyjaciółką, ale na pewno nie chodziło o pochodzenie. Spróbuj do niego dotrzeć.

Ginny miała wątpliwości, lecz rozmawiała z doktor Borkowską. Polacy nie cierpieli śmierciożerców, co okazywali dość dosadnie. Kilka razy rozmawiała tak z Natalią jak i Lilianą, bowiem jako żona wielkiego bohatera z Anglii, miała przed sobą otwarte niejedne drzwi, z czego korzystała. Wiedziała dzięki temu jak wielce Polacy gardzili ideologią Voldemorta, uważając magię za cenny dar, coś czego nie wolno niszczyć bez powodu, coś cennego w każdej postaci. Zabijanie Mugolaków uważali za niepotrzebne marnowanie magii, zaś cała ideologia czystej krwi nie miała wiele sensu. Magia owszem stabilizowała się przez pokolenia, lecz zawieranie małżeństw w bliskiej rodzinie powodowało li tylko problemy i osłabienie, wszak chów wsobny nikomu nie służył. Harry czytał dokumentację wysłaną ostatecznie z Polski. Rufus oczekiwał od Aleksandra wysłania tajemniczych dokumentów, które kazał zebrać poprzedni król.

Prawie zwymiotował czytając zeznania śmierciożerców. Myślał, że jest twardy po walkach czy przesłuchaniach w Wizengamocie, lecz to, co mówili tamci przekonani, że są skończeni. To był horror w najczystszej postaci. Morderstwa, gwałty, tortury wykonywane z sadystyczną radością, a ponoć pod wpływem Imperiusa. Harry czytał co też wyczyniali młodzi śmierciożercy. Zabijali i torturowali Mugoli dla zabawy. Oddawali dziewczynki do gwałcenia zwyrodnialcom na oczach bezradnych rodziców a wszystko dlatego, że jako pierwsze w swojej rodzinie miały magiczne zdolności. Wycinali zgwałconym słowo „szlama" nim dobijali Avadą. A mimo to takiego Lucjusza nie spotkała go żadna krzywda, bowiem wykręcił się Imperiusem. A i sam Aleksander Orłowski, wówczas jeszcze „tylko" potomek znamienitej rodziny przysięgał, że Lucjusz zdradzał nieraz pogardę dla nieczystej krwi. Taki materiał do szantażu... Harry zamierzał pomścić Hermionę, nie mając teraz wątpliwości, że przyjaciółka została oczarowana manierami przystojnego arystokraty o platynowych włosach, który skrywał krwawe oblicze. Ślub z Mugolaczką mógł go ocalić przez Azkabanem, bowiem Scrimgeour nie darowałby tak łatwo co Knot. Ginny raz po raz myślała co też winni robić i jak pomścić Hermionę.

Kilka dni potem przyszedł do nich Severus Snape. Odwiedzał ich co jakiś czas, czując dziwny związek z Grimmauld Place oraz z samym Potterem. Teraz, odkąd Draco Malfoy nie zarabiał na sprzedaży polskich eliksirów to właśnie George Weasley oraz on, Severus, najwięcej zarabiali.

- Nie wiecie jak się poruszać wśród węży – mówił Severus słuchając ich uważnie.

- A pan potrafi? – pytał Harry.

- Tak, jeśli naprawdę chcecie dopaść Lucjusza, musicie działać o wiele bardziej ostrożnie niż Hermiona Malfoy i potrzebujecie silnych sojuszników, o tak król Aleksander będzie odpowiedni.

- Ale on nienawidził Hermiony, on nią gardził – mówił Harry.

- Ale nie z powodu pochodzenia z rodziny Mugoli, lecz za próbę zbuntowania swego przyjaciela, Podolaka. Wiele można zarzucić takim jak oni, ale nienawidzą śmierciożerców. Wróg mego wroga może być przyjacielem – radził Severus.

- Lecz jak mam trafić na audiencję do króla? – pytał Harry.

- Nie ty Potter – wyjaśnił Snape – Ginewra, jako pionierka magopsychiatrii w Anglii bez trudu zdoła podróżować do Warszawy. Poza tym – zawiesił głos - to nie tobie Malfoy podrzucił dziennik Riddle'a – zakończył.

- Ale o tym wiedział tylko dyrektor! – krzyknął Harry.

- A ja byłem mistrzem szpiegów – parsknął Snape – Dumbledore nie miał dość siły by samemu ukarać za coś podobnego Lucjusza, który miał po swej stronie Radę Nadzorcza oraz Ministra Knota. Poza tym Lucjusz zdołał od wszystkiego umyć ręce, lecz owe słowa, owe słowa pomogą w rozmowie z potencjalnym sojusznikiem.

Rozmawiali jeszcze przez jakiś czas, przekonując samą Ginny by postanowiła pograć na animozjach Aleksandra i Lucjusza. Severus Snape nieraz widział rozmowy jednych oraz drugich, a poza tym wielokrotnie gościł w Instytucie Alchemii w Warszawie, gdzie poznał nieco na temat poglądów Polaków na kwestie polityki zagranicznej oraz tak śmierciożerców jak i Zakonu.

- Nie rozumiem – powiedziała powoli Ginny – skoro Orłowski tak nie cierpi Lucjusza, dlaczego Hermiona stała się celem, była inteligentna!

- Nie zarzucałem pannie Granger głupoty – zapewnił Severus – była najlepszą uczennicą nie tylko na swoim roku, ale i paru sąsiednich. Co nie znaczy, że miała w sobie subtelność czy wyczucie polityczne. Nie miała takowych na swoje nieszczęście, a poza tym koncentrując się na jednym projekcie nie dostrzegała świata wokół, dlatego narzekając na brak praw wyborczych dla Mugolaków nie dostrzegła pogardy Orłowskiego dla śmierciożerców. Niech pani nie popełnia błędu koleżanki. Podobna koncentracja wielce pomaga w pracy nad eliksirami, lecz nie w działaniach politycznych.

Ginny skinęła głową. Dzięki rozmowom z portretem Walpurgi zaczynała coraz lepiej rozumieć potęgę zakulisowych działań, coś czego nie pojmowała Hermiona. Już taka Molly więcej dostrzegała, lecz Hermiona zbyt wcześnie zaczęła walczyć by mieć czas na naukę dyplomacji. Dlatego pewnie działała zbyt otwarcie, zbyt bezkompromisowo, by móc marzyć o byciu zrozumianą. Jej maniera by pokazywać swoją wiedzę, sprawiała, że sprawiała wrażenie jakby wywyższała się nad nich, czym budziła złość u słuchaczy którzy z zasady odrzucali wszystko o czym do nich mówiła, nawet jeśli gdzieś w głębi serca w jakiś sposób przyjmowali jej argumenty. Lecz nie mogli ni nie zamierzali popierać kogoś tak dalece przekonanego o swej wyższości, a przynajmniej tak odbierali jej zachowanie. Lecz coś zakłóciło plany Ginny.

. . . . . . . . . . .

Kiedy zaczął się poród Natalii, nikt nie podejrzewał problemów. Na początku lutego roku 2006, Aleksander podpisywał wyroki śmierci na przywódców i członków Kwitnącej Paproci, powiązanych z Francuzami. Dłoń mu nawet nie zadrżała, kiedy wydawał wyroki śmierci na oskarżonych. W jego oczach byli odrażający, bowiem zdradzali swoją Ojczyznę z wywrotowcami z zagranicy, coś czego nie zamierzał darować. Argumenty o dzieciach, cały płaczliwy artykuł, jaki Piotr Tyrolski zainspirował wzbudził w nim wściekłość. „Jestem dobrym ojcem dla mych dzieci". Czytając te słowa zaciska ze złości pięści a nawet rzucił kilka razy gazetą. Pośpiesznie także udzielił gazety, planował bowiem zagrać rolę obrońcy praworządności oraz obywatelskich praw.

Pragnę wyrazić głębokie podziękowania dla wszystkich, którzy ciężko pracowali nad dojściem do prawdy na temat skandalicznych działań, ongi szanowanej organizacji. Kwitnąca Paproć proponowała odmienne rozwiązania niż my, lecz nigdy nie posuwali się do morderstw czy też zdrady stanu. Piotr Tyrolski jednak uznał, że najlepszą metodę stanowi branie pieniędzy od terrorystów, którzy wspierają przemoc w swoim kraju.

Co najbardziej uderza, to fakt, że powołuje się na to, jakoby działał dla dobra swych dzieci. W zeszłym roku rozpocząłem życie żonatego obywatela, zaś w niebawem do moich licznych obowiązków dołączy rola ojca. Chociaż wciąż oczekuję aż dzięki żonie będą mógł wziąć na ręce dzieci, to czuję się urażony słowami Tyrolskiego. Posiadanie w swym domu maleńkiej, całkowicie od nas zależnej istotki to wielka odpowiedzialność, co nie każdy rozumie. Z pewnością nie rozumieją tak zwani obrońcy praw. Piotr Tyrolski nie tylko nie pomyślał o dzieciach, kiedy zaczął brać pieniądze od Czyścicieli to jeszcze ma czelność się nimi zasłaniać. Ja ze swej strony, podobnie jak wielu uczciwych czarodziei, dostrzegam w roli ojca nowe obowiązki i nową odpowiedzialność, nie zaś okazję do spiskowania. W tym miejscu składam życzenia wszystkim ojcom w naszym kraju, życząc by uśmiech dziecka wynagradzał im codzienne trudy".

Czytał swoje słowa z zadowoleniem, podobnie jak reakcję innych. Matka głośno pochwaliła jego słowa o ojcostwie, wyraźnie chwalących uczciwych obywateli. Podpisał niezbędne dokumenty, by móc wykonać egzekucje. Planował osobiście przybyć na egzekucje, lecz coś pokrzyżowało jego plany, zaś zaskoczenie przyszło w postaci Dobroniegi.

- Już czas – powiedziała uśmiechnięta.

- Czas na co? – spytał nadmiernie ostro – mam do podpisania ważne dokumenty.

- Królowa zaczęła rodzić – wyjaśniła wiła, po czym chwyciła jego rękę.

Nakazał Podolakowi by poszedł w jego imieniu na egzekucje. Matka by go przeklęła i zbiła na dokładkę, gdyby próbował uciec od odpowiedzialności. Miał obowiązek być przy żonie nie tylko w momencie poczęcia dziecka, lecz także przyjścia takowego na świat. Dlatego podążył za Dobroniegą, do komnaty gdzie już przebywała uzdrowicielka, matka oraz teściowa. Miał stanowić jedynego mężczyznę obecnego przy porodzie, zaś ojciec jak i teść mieli czekać na zewnątrz. Nawet nie wiedział jak ciężki okres na niego czekał, co nie miało nic wspólnego z płaczem dziecka pośrodku nocy.

Natalia myślała, że wie czym jest ból. Kiedy jednak dziecko zaczęło domagać się przyjścia na świat, mogła tylko tłumić krzyki. Matka była tuż przy niej, nakazując oddychać w określony sposób, jakby oddychanie mogło pomóc. Teściowa, co zdążyła zauważyć, wysyłała wiadomości do córki oraz męża nakazując by przybyli. Matylda także powiadomiła męża a także Anuszkę, bowiem mimo kłótni ona i Natalia były siostrami.

- Zaraz podam eliksir przeciwbólowy – mówiła uzdrowicielka – lecz nie wiem czy to rozsądne.

- Dlaczego? – zapytała Natalia, tłumiąc okrzyk bólu.

- Używała pani eliksiru antykoncepcyjnego przez długi czas, te dwa środki niespecjalnie dobrze ze sobą współgrają. Czasem, czasem występują nieprzyjemne środki uboczne.

Natalia skinęła głową i nakazała by podać jej środek. Sama nieraz zajmowała się przygotowywaniem podobnych, znając ich ograniczenia oraz możliwe środki uboczne. Lecz naprawdę paskudne przypadki miały miejsce bardzo, ale to bardzo rzadko. Kiedy poczuła jak ból nieco się zmniejsza, wówczas odetchnęła z ulgą.

- Tutaj jesteś Sasza – Anastazja wyraźnie zadowolona powitała syna – zajmij miejsce przy głowie żony – wyjaśniła popychając syna tak by nawet nie miał okazji spojrzeć gdzie nie trzeba – trzymaj ją za rękę i przemywaj czoło.

Natalia otumaniona bólem i eliksirami nawet nie zaprotestowała. Nie chciała męża przy porodzie. W obecności matki i teściowej nie wstydziła się krzyczeć bowiem tamte, jako kobiety z pewnością rozumiały wszystko. Lecz obecność męża okropnie ja krępowała. Uzdrowicielka musiała raz po raz zmuszać ją do rozsunięcia nóg, by mogła sprawdzać przebieg akcji porodowej. Mimo wszystko zdołała się uśmiechnąć, kiedy poczuła jak dotknął jej dłoni i przyłożył zimny kompres do czoła.

- Jesteś taka dzielna – szeptał – przejdziemy przez to razem, dasz radę z pewnością.

Zamierzała coś parsknąć na owe słowa, lecz uzdrowicielka zaczęła o coś pytać. Odpowiedziała i zaczęła wykonywać polecenia, pragnąc by koszmar dobiegł końca. Poród był ciężki i nieprzyjemny, przez co dostała więcej mikstur niż to się czyni zwyczajnie. Kochała swego męża i znajdowała zalety ciąży, lecz poród był okropnym doświadczeniem. Eliksiry łagodziły ból, lecz wprowadzały nieprzyjemne uczucie sztywności oraz mrowienie. Czuła się dziwnie skołowana, coś co całkowicie zignorowała.

- Już widzę główkę już niedługo – mówiła uzdrowicielka, zaś jej słowa docierały do Natalii z opóźnieniem.

W całym zamieszaniu nikt nie zwrócił uwagi na nieobecny wzrok młodej królowej. Anastazja fukała na syna by nawet nie próbował wstawać ze swego miejsce i grzecznie trzymał rękę żony. Natalia jak przez mgłę widziała, jak uzdrowicielka bierze na ręce maleńkie dziecko, syna a wszyscy wstrzymują oddech. Nie byli monarchią dziedziczną, lecz fakt, że królowa za pierwszym razem dała syna wciąż miał ogromne znaczenie.

- Jeszcze trochę, drugie dziecko jest już prawie na tym świecie.

Ból całkowicie znikł po drugiej dawce eliksirów, lecz miała wrażenie jakby świat coraz bardziej się od niej oddalał. Była wielce spokojna, zadziwiająca spokojna biorąc pod uwagę całe zamieszanie. Wtedy właśnie dotarło do niej, że coś jest bardzo, ale to bardzo nie tak bowiem zaczynała jak to mawiają Mugole odpływać. Próbowała coś powiedzieć, lecz właśnie wtedy matka krzyknęła, że widzi kolejną główkę. Kiedy uzdrowicielka podniosła na ręce drugie dziecko, córka uśmiechnęła się przez moment. Po chwili jednak Natalia poczuła jakby zrobiło się naraz okropnie zimno i ciemno, coraz ciemniej. Ciemność nocy była ostatnim co dostrzegła nim zemdlała wprost na przerażonego tym faktem męża.

Dla Aleksandra cała sytuacja była koszmarem. Pod koniec długiego i dość ciężkiego porodu, z przerażeniem dostrzegł jak oczy żony otwierają się szeroko a jej dłoń staje zimna. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, kobieta zemdlała a on nie miał pojęcia co powinien dalej zrobić. Próbował nią potrząsnąć, lecz ona nie reagowała na nic.

- Natalia! – krzyknął, wciąż nie chcąc wierzyć w koszmar.

Natalia po prostu zemdlała. Osunęła się bez życia w jego ramiona, nie odpowiadając na żadne jego słowo, na nic. Jej dłoń zrobiła się bardzo zimna, co nie mogło oznaczać niczego dobrego. Potrząsnął nią kilka razy, lecz ona nie reagowała. Nie potrzebował wiedzy uzdrowicielskiej by wiedzieć, że coś poszło bardzo, ale to bardzo nie tak.

Nawet nie zauważył, kiedy matka podeszła do niego i zaczęła coś szeptać. Próbowała go chyba uspokoić, lecz on wciąż ściskał dłoń żony niczym przerażone dziecko. Nie mógł uwierzyć, że ona po prostu mogła odejść, że coś mogło się stać.

- Co z moją córką? – krzyk Matyldy przywrócił go do świata żywych – dlaczego moja córka leży bez zmysłów? Co było w eliksirze? – dopytywała się coraz bardziej stanowczo.

- To eliksir przeciwbólowy – zapewniała uzdrowicielka – taki, który zwykle podaje się kobietom podczas porodu. Taka reakcja nie powinna mieć miejsca!

- To bardzo rzadka reakcja – zauważyła Matylda – musimy działać natychmiast.

Kobieta natychmiast wezwała uzdrowicieli, zaś Aleksander mógł jedynie obserwować, jak uzdrowiciele powtarzali czary leczące i bezskutecznie usiłowali ocucić Natalię. Matka wmusiła w niego miksturę uspokajającą, co jednak nie pomagało nawet w małym stopniu. Nienawidził bezczynności, zaś widok nieprzytomnej żony doprowadzał go do rozpaczy.

Wtedy właśnie usłyszał, że używanie przez Natalię eliksiru antykoncepcyjnego mogło wpływać na podobne reakcje. Ukrył twarz w dłoniach, rozpaczliwie usiłując ukryć słabość i uderzający smutek: to przez niego żona mogła umrzeć, to przez jego niemożliwość zapanowanie nad popędem sprawiła, że brała eliksir a teraz doszło do jakiś rzadkich interakcji. „Efekty działania niektórych substancji pozostają w organizmie na długie miesiące" -tyle pamiętał z zajęć z alchemii. Nie dał się wyrzucić z komnaty, do której przeniesiono Natalię i siedział przy niej przez długie godziny.

- Zrobiliśmy co w naszej mocy – mówiła uzdrowicielka – królowa jest młoda i zdrowa, silny organizm da radę.

Lecz nic nie było oczywistym. Te dwa dni kiedy Natalia leżała nieprzytomna, cała jej rodzina wspominała jako koszmar. Matylda siedziała po jednej stronie łóżka córki, zaś Aleksander po drugiej. Ból i rozpacz w oczach mężczyzny przekonały Matyldę, że naprawdę szczerze martwił się i przejmował losem żony. Nawet pan Walewski, widząc wprost chorego ze strachu zięcia musiał przyznać, że być może naprawdę kocha Natalię. Lecz nie mieli czasu na podobne rozważania.

W międzyczasie Anuszka także odwiedzała uzdrowiciela. Nie czuła się ostatnio zbyt dobrze i podejrzewała co stanowiło przyczynę jej stanu. Potrzebowała jednak pewności, lecz nie miała okazji by powiedzieć rodzicom o wielkiej zmianie w swym życiu. Wieść o fatalnym stanie Natalii przeraziła ją. Jej relacje z siostrą były fatalne, lecz właśnie teraz, kiedy życie Natalii zaczęło wisieć na włosku, wpadła w histerię. Dotknęła mocniej brzucha przerażona i nie tylko dlatego, że mogła przestać być siostrą królowej.

- Odpocznij Sasza – apelowała Anastazja, wyraźnie przejęta. Księżna mogła nie uważać Natalii za właściwą kandydatkę na królową, lecz widząc cierpienie syna nie potrafiła zachować spokoju. Próbowała go wspierać, lecz czy cokolwiek mogła wskórać?

Matylda była przerażona i nawet nie ukrywała łez. Rodzice umierali z niepokoju o młodą kobietę, lecz także teściowie oraz Liliana byli przyjęci. Gdyby doszło do najgorszego, woleli nie myśleć o reakcji Aleksandra na najgorsze. Stracić żonę niespełna rok po ślubie, zostać z dwójką małych dzieci to tragedia. Jakże po tym wszystkim mógł zdołać zapanować nad emocjami, rządzić krajem?

- Odpocznę jak Natalia się ocknie to moja wina, to wszystko moja wina – dodał z takim bólem w głosie, że nawet Matylda dotknęła jego dłoni współczująco.

- To niczyja wina – mówiła Anastazja – to wypadek, czasem … czasem eliksir powodują podobne reakcje, nikt nie zawinił i nie waż się obwiniać!

- Ale gdyby Natalia nie brała tego eliksiru...

- Nie wiemy co by się stało – przerwała księżna - nie możesz się winić, to nic pomoże ni tobie ni nikomu a już na pewno nie dzieciom.

Lecz jej słowa trafiały w próżnię. Aleksander był tak roztrzęsiony, że tylko potężna dawka eliksirów trzymała go w jako takim pionie, lecz wówczas wpadał w senność. Ostatecznie Anastazja zmusiła go by położył się obok swej nieprzytomnej żony, błagając bogów by magia pomogła im wyjść z kryzysu.

Kiedy Natalia obudziła się dwa dni po narodzinach dzieci, nie wiedziała dlaczego wszyscy patrzyli na nią tak uważnie. Czuła się koszmarnie obolała, jakby ktoś ja pobił i przeklął. Nawet najmniejszy ruch powodował ból, lecz nie miała okazji o takowym myśleć. Pierwsze co poczuła, to gorący pocałunek na swych ustach i szept męża aż drżący od emocji. „Nigdy tak mnie nie strasz, nigdy".

I wtedy usłyszała co zaszło. Ból w dolnych częściach ciała był tak dojmujący, że zaciskała zęby by nie pisnąć. Nie miała co marzyć o eliksirze, bowiem to eliksiry uśpiły ją na dwa dni i przez najbliższe tygodnie ma zapomnieć o takowych. Poczuła ogromną wdzięczność do męża, który przytulił ją mocno, przez co mogła zaciskać zęby z bólu i nikt tego nie widziała.

- Musisz odpocząć Sasza, nikomu nie pomożesz jak się wykończysz – mówiła Anastazja – Natalia potrzebuje uzdrowiciela.

Widział jednak jak zaciska zęby z bólu, bólu z powodu komplikacji po ciężkim porodzie, bólu zagłuszanym przez eliksir co miało opłakane skutki. Chyba tylko z powodu zmęczenia matka zdołała go wyprowadzić i zmusić by ruszył w kierunki swej sypialni. Nim odszedł, usłyszał jak uzdrowicielka ostrzegała Natalię, że czekają ją ciężki godziny. Sprowadził wielki ból i zagrożenie na swą żonę, na jedyną kobietę którą poznał i pokochał w swoim dorosłym życiu, kobietę którą przysięgał chronić przed zagrożeniami.

- Przenieś rzeczy królowej do nowej sypialni – nakazał Dobroniedze.

Podczas tych koszmarnych godzin, kiedy widział nieprzytomną żonę, podjął decyzję. Nigdy więcej jej nie dotknie ni nie narazi. Jego pożądliwość prawie ją zabiła, nie powtórzy tego błędu. Oddzielne sypialnie pomogą im w zachowaniu wstrzemięźliwości. Czuł wyraźnie jak zaciskała pięści kiedy ją objął, widział jak zagryzała wargi z bólu. To przez niego cierpiała i nie zamierzał więcej narażać jej na podobne zagrożenia.

- Ale – zaczęła wiła.

- To rozkaz – powiedział – moja żona spędzi w łóżku najbliższe tygodnie, dobrze by mogła czytać swoje ulubione książki i listy.

- Masz racje Sasza – skinęła głową Anastazja źle rozumiejąc syna – nie wiemy ile czasu będzie potrzebowała by odzyskać siły, ja sama byłam wykończona po urodzeniu Liliany i potrzebowałam, dwóch tygodni dla siebie.

Nie wyjaśnił matce, że nie zamierza wpuszczać żony do sypialni w ogóle. Nie zdążył nic powiedzieć, bowiem zmęczenie wzięło nad nim górę i zasnął ledwie dotknął głową poduszki. Być może oboje zaoszczędzili by sobie trudnych tygodni, gdyby w porę wyjaśnił co planował a Anastazja zaczęła by działać. Lecz księżna wyszła zadowolona, że zdołała w końcu zmusić syna by położył się spać i nie zastanawiała nad tym co planował. Natalia także nie miała o niczym pojęcia, zresztą wówczas skręcała się z bólu w swej komnacie i nie myślała o żadnym rodzaju bliskości. Jeśli o czymś myślała, to o konieczności nakarmienia dzieci, które właśnie jej przyniesiono. Gdy zobaczyła maleństwa, które urodziła z takim trudem nie myślała już o niczym, a tylko o nich. Dawno już ustalili imiona dla dzieci: Izabela Aleksandra dla dziewczynki oraz Jarema Włodzimierz dla syna, coś do czego doszli po długich dyskusjach. Izabela miała być na cześć księżnej Izabeli Czartoryskiej, ostatniej czarownicy, która była ważną osobą w obu światach nim doszło do rozdzielenia zaś Jarema było popularnym imieniem męskim od czasów Jaremy Wiśniowieckiego. Jakże mogła myśleć o bólu, widząc te dwie, cudowne istotki całkowicie od niej zależne?

Kolejne dni były dla niej koszmarne. Już pierwszej nocy gryzła z bólu poduszki, a nikt nie śmiał podać jej eliksiru. Matka przynosiła tylko jakieś ziołowe napary i przemywała ją, co przynosiło niewielką ulgę. Nie mogła jednak niczego zrobić, bowiem to właśnie przez jakieś paskudne interakcje leżała nieprzytomna przez dwa dni. Nie wzięłaby niczego do ust, gdyby wiedziała do czego wszystko doprowadzi. Chciało się jej wyć, lecz myśl o uśmiechu dziecka pomagała, a przynajmniej przez jakiś czas.

- Dasz sobie radę – zapewniała matka przemywając jej czoło – wytrzymasz Natalio.

Nie podejrzewała jaki koszmar na nią czeka. Myślała, że promieniujący od dolnych części ciała, obezwładniający ból to najgorsze, co może ją spotkać. Myliła się, chociaż wówczas nie miała pojęcia, zaś kiedy skurcze bólu wydarły z jej ust krzyk, nie myślała o niczym a jedynie błagała bogów by to wszystko się skończyło, możliwie najszybciej.

- Nigdy więcej, nigdy więcej – mówiła przez zęby – nigdy więcej nie chcę zajść w ciążę.

- Nie mów tak – ganiła ją Matylda – twój mąż z pewnością ma ten temat swoje zdanie.

Natalia nie miała siły się kłócić, nie kiedy okropny skurcz bólu pozbawił ją zdolności myślenia o czymkolwiek. Krzyknęła nie mając siły myśleć o wyciszeniu całego miejsca, zaś siedząca obok Matylda mogła tylko przemywać czoło córki. Dobroniega biegała w tę i z powrotem, lecz bez eliksirów nic nie mogli począć. Pech chciał, że akurat obok przechodził Aleksander i bez trudu odgadł co ma miejsce. Zatrzymał się przed komnatą, w której umieścił żonę. Chciał ją mieć możliwie blisko siebie i dzieci i naprawdę chciał odwiedzić. Spał dość długo odsypiając dwie zarwane noce, a teraz chciał sprawdzić co u niej.

Usłyszał jej krzyk przez drzwi i zobaczył jak leży na szerokim łóżku, zaś sposób w jaki leżała nie pozostawiał wątpliwości, że zwija się z bólu. Obok niej siedziała Matylda, usiłując pomóc córce, lecz bez eliksirów niewiele mogła zrobić.

- Skurcz zaraz się skończy, wytrzymaj jeszcze trochę – mówiła Matylda.

- Mamo proszę ja już nie dam rady – jęczała Natalia – wiem, że lepiej bym nie dotykała eliksirów, ale może mugolskie środki.

- Nie – przerwała starsza czarownica – to zbyt niebezpieczne.

Poczuł się jeszcze gorzej. To przez niego, przez jego pożądliwość wiła się z bólu bo nie mógł nad sobą zapanować. Brała ten przeklęty eliksir antykoncepcyjny, by mógł zaspokoić swoje pragnienie, by mógł sobie poużywać. Zaciskał pięści bezradnie, zaś ból przywrócił go do świata żywych. Tutaj zostanie a on zadba by niczego jej nie zabrakło, by, aby było możliwie wygodnie. Nakazał zmienić zasłony na jedwabne i przenieść wszystko do owej komnaty. Obok znajdował się pokój dziecięcy w jasnych, radosnych barwach tak pieczołowicie przygotowywany przez dwie babcie. Dzieci spały spokojnie w kojcach, nieświadome zamieszania jakie panowało. Dziecięcy pokój obłożono zaklęciami tak, by każdy dźwięk z pokoju był słyszalny a jednocześnie nic z zewnątrz nie dochodziło. Patrzył na nie i zazdrościł im owego spokoju.

Natalia zajmowała komnatę, która w zamyśle miała być tymczasowa. Położona blisko pokoiku dzieci, miała zapewniać niezbędną bliskość, zapewnić, że będzie mogła wstawać do nich o ile do potrzebne czy po to by nakarmić, czy by wziąć je na ręce. Spojrzał na nią raz jeszcze i poczuł się naprawdę paskudnie. Jakże jej to wynagrodzi?

Anastazja przyszła niedługo potem. Wyraźnie odetchnęła z ulgą widząc, że synowa ma się lepiej. Księżna nigdy by się nie przyznała, lecz umierała z niepokoju o młodą kobietę, co okazała w swoisty sposób.

- Mam coś dla ciebie Natalio – powiedziała podając pudełeczko – prezent dla świeżo upieczonej mamy.

Natalia, dla której największą radość stanowiła przerwa w atakach bólu wzięła do ręki podarunek. Aż pisnęła widząc fantazyjny, złoty medalion wysadzany drogimi kamieniami. Nie oczekiwała podobnego podarku od teściów, lecz oczywiście grzecznie podziękowała.

- To piękne – szepnęła.

- W sam raz dla pięknej czarownicy – odparła Anastazja – sprawiłaś nam wiele radości, długo czekałam aż Sasza zdecyduje się ustatkować. Jak się czujesz?

- Spędzę w łóżku najbliższe tygodnie, ale.. – zaczęła – nie chcę tylko leżeć.

- Swietłana przyniesie ci korespondencję a ja znajdę kogoś kto będzie dla ciebie czytał listy, jeśli to będzie potrzebne. Bezczynność bywa okropnie męcząca.

Młoda matka tylko skinęła głową. Nie czuła się tak bezradna chyba jeszcze nigdy. Uzdrowiciele wykonali na niej całą masę testów i orzekli, że nie powinna ruszać się dalej niż do łazienki czy na sofę, a chodzić najlepiej wsparta o drugą osobę. Najgorsze miała już za sobą, zaś bolesne skurcze były coraz rzadsze i coraz krótsze. Ale i tak miała powoli wszystkiego dość, przeklinając słabość.

Aleksander odwiedził ją tylko raz czy dwa, co tylko pogorszyło jej samopoczucie. Wiedziała, że ma bardzo dużo obowiązków, lecz podczas ich narzeczeństwa a także przez narodzeniem dzieci miał dla niej więcej czasu. Właśnie wówczas okropna myśl, że naraz przestała go pociągać uderzyła po raz pierwszy. Dlaczego naraz nie miał czasu na nic więcej niż tylko na krótką rozmowę?

Czekała na niego pół siedząc i pół leżąc na sofie. Miała na sobie wygodną, sięgającą do ziemi koszule nocną, wiązana na górze. To był wielce wygodny strój do karmienia dzieci, bowiem dawało łatwy dostęp do piersi a jednocześnie mogła zasłonić dziecko w razie konieczności. Już na początku ciąży postanowiła, że będzie osobiście je karmić, a owa deklaracja znalazła zrozumienie u Anastazji. Natalia nie mogła uwierzyć w aprobatę księżnej, oczekując raczej gorzkich wyrzutów nie zaś zgody na podobne zachowanie. Wszak czyż w wysokich rodach nie korzystano z pomocy mamek?

- Jak się czujesz?- spytał, podchodząc bliżej.

- Lepiej – odparła wyciągając dłoń – a ty? Mama mówiła, że przez dwa dni nie opuszczałeś mego boku. Dziękuję.

- Jesteś moją żoną a to mój obowiązek – odparł siadając obok – jak komnata? Niczego ci nie brakuje?

- Nie – zapewniła – odpocznij kochany, brakowało mi naszych rozmów.

- Mnie też – odparł – jak poczujesz się lepiej, powinniśmy zwołać konferencję prasową, a ja chcę się nacieszyć naszymi dziećmi, nim pokażemy je światu – zakończył siadając w fotelu.

- Na razie śpią w pokoju obok – wskazała na drzwi – ale z pewnością niedługo się obudzą i będą głodne. Nie dam rady wysiedzieć na konferencji – powiedziała.

- Poczekam, nie narażę cię – zapewnił.

- Wiem – powiedziała – wiem, że się o mnie troszczysz, posiedzisz trochę przy mnie i opowiesz o rozwiązaniu sprawy z Kwitnąca Paprocią?

- Dobrze, skoro tego chcesz..

Widząc proszący wzrok żony poczuł się jeszcze gorzej. Patrzyła na niego z nadzieją w oczach, a przecież to przez niego zwijała się z bólu. Lecz rozmowy z pewnością im pomogą, wszak czyż nie zaintrygowała go swoją zdolnością zadawania pytań? Dlatego rozsiadł się wygodnie i zaczął opowiadać o ostatnich wydarzeniach.

- Ilu z Kwitnącej Paproci było winnych? – zapytała Natalia.

- Skazaliśmy połowę zarządu oraz całkiem sporo nowych członków – wyjaśnił – już ja ich oduczę spiskowania z Francuzami!

- Słusznie – skinęła głową – nie potrzeba nam zagranicznych mącicieli, czy na wschodniej granicy nadal jest gorąco? Czy nie da się nic zrobić z Francuzami?

- We Francji jest coraz gorzej – powiedział – toczę już rozmowy z Fiodorem oraz Rufusem, nie masz powodu do zmartwień.

- Troszczę się o ciebie i twoją reputację – odparła – powinniśmy teraz zadbać o dobre wiadomości – powiedziała.

- Nigdy nie przestajesz myśleć? – zapytał z uśmiechem – nie przemęczaj się czytaniem.

- Muszę oderwać myśli – wyjaśniła – a leżenie w łóżku bywa męczące. Nie musiałeś tutaj przenosić wszystkich moich rzeczy – dodała – niedługo wrócę do naszej sypialni.

- Nie – te słowa sprawiły, że serce jej zamarło – to będzie twoja nowa komnata, albo inna, jeśli wolisz zamieszkać gdzie indziej. Po tym wszystkim lepiej byśmy mieli oddzielne sypialnie.

Natalia nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Próbowała protestować, lecz Aleksander wyszedł łopocąc szatami. Nie chciał oglądać jej smutku ni zawodu w oczach. Robił to dla jej dobra i zapewnił, że niczego jej nie zabraknie. Lecz winni od siebie odpocząć. Ścisnął jej dłoń na pożegnanie, bardziej po przyjacielsku niż w sposób nacechowany namiętnością. Musiał nad sobą panować, nie miał wyboru.

Patrzyła tępo w drzwi komnaty. Naraz poczuła piekące łzy pod powiekami. Zaczęła płakać rozpaczliwie, nie wiedząc co powinna zrobić. Mąż rozmawiał z nią, żartował, lecz nawet nie dotknął, nie przytulił ni nie zrobił nic co by świadczyło o ich zażyłości. Poczuła się odrzucona, nieatrakcyjna i całkiem nowy rodzaj bólu runął bezlitośnie.

Właśnie wówczas uznała, że przestała się podobać mężowi. Zaczęła winić samą siebie za niepowodzenie, za niespełnienie w roli żony. Być może przez obecność przy porodzie przestał widzieć w niej atrakcyjną kobietę, w ogóle nie widział w niej kobiety? A ona do końca miała nadzieję, że nie zdąży na sam poród, że przyjdzie po wszystkim. Wspierał ją wówczas, ocierał czoło chłodną wodą, lecz czy nie zobaczył czegoś nieodpowiedniego? Owa myśl zaczęła krzyczeć w jej świadomości. Płakała, płakała coraz bardziej rozpaczliwie. Nie chciała nawet myśleć o możliwości ponownego zajścia w ciążę, lecz odstawienia z małżeńskiej sypialni bynajmniej nie chciała.

To on nauczył ją w jaki sposób być kobietą i cieszyć swoim ciałem. Lubiła jego kojąca bliskość oraz oddech na swoim karku. Co takiego zrobiła, by zasłużyć na niechęć, w jaki sposób zawiodła? Dała mu przecież dwójkę zdrowych dzieci, dbała o nie i robiła co w ludzkiej mocy by go zadowolić. Poznawała etykietę, przyjmowała gości i starała jak mogła grać rolę magnatki. Jeszcze w dzień narodzin dzieci całował ją, głaskał po brzuchu i był czuły. I naraz wszystko znikło. Co takiego zrobiła? Czym go zawiodła?


A/N: Drastyczny poród to moje i Freyi rozliczenie z sytuacją, w której kobieta musi łykać chemię by mężczyzna mógł sobie korzystać. I nie, nie jestem przeciwko antykoncepcji, ale to nie powinno leżeć tylko po jednej stronie