A/N: Obiecałam, więc jest!
Glittery Angel: Miło mi, że ci się podobały słowa oświadczyn
Roxxie: Haha, nie ty jedna sądziłaś, że to Magnus by się oświadczył pierwszy. A ja chciałam was zaskoczyć i chyba mi się udało?
Demon Lionka: Pojawią się pewne tradycje Nocnych Łowców.
Ola1494: Specjalnie wybrałam te piosenki! No i PRoach rządzi!
Ewelina: Powiedzmy, że wystrój...miejsce ślubu mówi samo za siebie, jeśli chodzi o wystrój!
Kokosz: Intoxic ci obiecuje: DAM CI DRAMAT! don't worry! Z ręką na lodowatym sercu, przysięgam na Lilith, że już niedługo dam ci sporo dramatu! ha! Wiedziałam, że choć troszeczkę się wzruszysz ;)
No a teraz miłego czytania. I jak zwykle czekam na wasze opinie.
Proszę włączyć sobie na YT "I swear" All 4-One
Rozdział 32. Jedno serce. Jedna dusza.
Przygotowania do ślubu szły pełną parą. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Alec, Jace i Maryse wybierali garnitur dla Alexandra. Musiał być złoty, tak nakazuje tradycja pośród Nocnych Łowców. Złoty jest kolorem ślubnym. Ja swój garnitur wybierałem z Tessą i Cate. Właśnie przymierzałem czwarty, ciemnogranatowy w cienkie prążki écru. Gdy wyszedłem z przebieralni, dziewczyny miały zagadkowe miny.
-I jak?—zapytałem obracając się przed nimi
-Nie sądzę żeby pasował—rzuciła lekko Cate kręcąc głową—Nie ten kolor
-Jest niezły—wtrąciła Tessa
-Mój garnitur nie może być niezły—syknąłem na nie—Musi być idealny. To mój ślub! Muszę wyglądać perfekcyjnie
-Myślę, że cokolwiek założysz Alec i tak będzie zachwycony—stanowczo oznajmiła Tessa
-W ogóle mi nie pomagacie dziewczyny—podszedłem do pozostałych garniturów i zacząłem je przeglądać. Nic nie przyciągnęło mojego wzroku. I wtedy dostrzegłem coś idealnego. Wisiał za innymi na wieszaku. Ciemnofioletowy z brokatem i złotym wykończeniem. Wręcz krzyczał abym go wziął. Chwyciłem wieszak z garniturem i przypatrzyłem mu się bliżej. Był idealny. Taki jaki sobie wymarzyłem.
-Będzie za duży na pana—usłyszałem kobiecy głos za sobą. Obróciłem się i zauważyłem, że sprzedawczyni mi się przygląda—A innych rozmiarów już nie ma. Może znaleźć coś innego?
-Zapewniam panią, że ten jest idealny dla mnie.—ruszyłem do przymierzalni. Sprzedawczyni miała rację, był o dwa rozmiary za duży. Ale to żaden problem. Szybkie zaklęcie i garnitur leżał idealnie na mnie. Wyszedłem z przymierzalni i dziewczyny oniemiały
-No!—zaczęła Cate—Idealny. Musisz go wziąć Mags
-Cate ma rację.—wtrąciła Tessa.—Musisz go wziąć.
-Biorę ten—rzuciłem do sprzedawczyni, wchodząc do przebieralni ponownie. Po pięciu minutach na powrót byłem w swoich ciuchach i wręczyłem dziewczynom garnitur. Gdy wyszedłem one już stały przy kasie. Wyciągnąłem kartę kredytową i zapłaciłem.
-Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia dla pana i pańskiego partnera—rzuciła nam sprzedawczyni na odchodne
-Dziękuję!—powiedziałem radośnie i skierowałem się do wyjścia za dziewczynami. Włożyłem garnitur do samochodu Cate i postanowiliśmy pójść coś zjeść. Po piętnastu minutach siedzieliśmy we francuskiej knajpce zajadając czekoladowy suflet i pijąc macciatto. Byłem w siódmym niebie. Za 72 godziny miał się odbyć mój ślub, z moim ukochanym Nocnym Łowcą. Nigdy nie przypuszczałem, że stanę na ślubnym kobiercu. A jednak dostąpiłem takiego szczęścia i to z miłością mojego życia.
-To jak zdecydowaliście?—zaczęła Cate—Tradycyjnie i nie opuszczę cię aż do śmierci, czy własne przysięgi?
-Każdy z ma napisać swoją przysięgę—odpowiedziałem, biorąc kęs sufletu.
-Napisałeś już ją Mags?—rzuciła Tessa
-Jeszcze nie.—powiedziałem cicho, obie spojrzały na mnie wymownie—Po prostu nie wiem, co bym chciał mu powiedzieć. Jest tyle tego…Po prostu nie wiem.
-Magnus twój ślub już niedługo—mówiła Catarina—Musisz się pospieszyć
-Na Lilith Cate! Mogłabyś przestać? Już i tak za bardzo się stresuję!—syknąłem na nią
-Magnus Bane się stresuje? O wspaniały boże, nigdy nie przypuszczałam, że ujrzę cię w takim stanie—żartowała ze mnie. Tessa się zaczęła lekko śmiać. Wytknąłem język na nie obie.
-Jak mam się nie stresować? Skoro biorę ślub.
-Przepraszam—Cate poklepała mnie po ramieniu—Wiem, że to jest dla ciebie ważny dzień. I twoje zdenerwowanie jest normalne. I pamiętaj, jestem przy tobie cały czas.
-Ja też Magnus. Jesteśmy tu dla ciebie—powiedziała Tessa łapiąc mnie za rękę i lekko ściskając.
Kolejne dwa dni spędziliśmy na ostatnich przygotowaniach. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że ślub w Idrisie nie będzie dobrym pomysłem, skoro inni Nocni Łowcy nami pogardzają, a przynajmniej mną. Ale mój narzeczony był mądrzejszy i pomyślał, że w takim razie urządźmy ślub w Instytucie. A dokładniej mówiąc w szklarni, która była połączona z ogrodem. Cate zgodziła się przygotować silniejsze eliksiry dla Alec'a i Isabelle, żeby mogli przebywać tam długi czas. Izzy, Clary i Tessa przygotowywały wszystko. Maryse, Catarina i Jocelyn zajęły się przygotowaniem menu, stwierdziły, że kuchnia francuska będzie idealna. Jace zaoferował, że zagra nam marsz weselny na pianinie. Simon, Luke i Jordan ustawiali krzesła i namiot na zabawę. Wszystko było idealne. Został nam jeszcze ostatni wieczór osobno i jutro mieliśmy być już związani do końca życia. Clary powiedziała, że ma dla nas niespodziankę. Oboje się zdziwiliśmy, gdy nam pokazała szkic runy
-Co to jest?—zapytał Alec, przed wyjściem do Instytutu na noc
-To jest runa małżeństwa…
-Przecież nie możesz na mnie nałożyć runy, nie jestem Nocnym Łowcą—wtrąciłem jej
-Stworzyłam tę runę specjalnie dla was chłopaki.—uśmiechnęła się do nas—Jutro ty narysujesz ją na Alec'u, a Alec na tobie. Jest w stu procentach bezpieczna. Pomyślałam, że skoro nie możecie mieć tej typowej runy małżeństwa, trzeba wam stworzyć nową
-Na Anioła—rzucił Alec i przytulił mocno Clary.—Dziękujemy ci Clary
-Drobiazg chłopaki. –ja też ją przytuliłem mocno, a potem zostawiła nas samych. Pocałowałem mocno Alec'a, nie chcąc go puścić.
-Mags muszę iść…Jace na mnie czeka
-A nie możesz zostać?—skomlałem, wodząc dłońmi po jego plecach
-Nie może—usłyszeliśmy głos blondyna. Zmroziłem go wzrokiem—To jego ostatnia noc wolności Brokatowy. Musi się zabawić. Wiesz alkohol, striptizerki i cała reszta zabawy, jak na typowych wieczorach kawalerskich. Zadbam o to.—podszedł do nas bliżej i wyrwał Alec'a z moich objęć.—A teraz ładnie się pożegnajcie i zobaczycie się jutro przed ołtarzem.
Gdy wyszli zostałem sam, ale tylko na chwilę. Zaraz do mojego mieszkania wpadła Cate i Woolsey.
-Co tu robicie?—zapytałem zmieszanym głosem
-Zabieramy cię na miasto złotko—rzucił Woolsey—Skoro to twoja ostatnia noc jako kawaler, należy się dobrze zabawić.
Po pół godzinie wchodziliśmy do klubu. Prowadzili mnie do prywatnej sekcji. Następnie przyszedł kelner i postawił przed nami butelkę szampana i cztery kieliszki. Czekaliśmy na kogoś jeszcze? I wtedy pojawiła się dziewczyna o niebieskich oczach i czarnych włosach, w długim czarnym płaszczu. Gdy go rozpięła, zauważyłem, że miała na sobie czarny skórzany komplet i czarne kabaretki.
-Striptizerka? Poważnie?—zapytałem znudzonym głosem
-Nie striptizerka—wtrącił Woolsey—Przecież wiem, że nie chcesz się zabawiać z nikim innym tylko z Alec'iem. To jest Rose, tancerka erotyczna. Tak więc odpręż się, napij i podziwiaj.
Więc napiłem się szampana i podziwiałem, jak zwinnie i subtelnie tańczyła na rurze. Musiałem przyznać, że nawet mi się podobało. Dawno nie oglądałem pół nagich kobiet na rurze. Co nie znaczy, że nagle mógłbym się na nią rzucić. Wciąż byłem bardziej za facetami. Ale ona miała coś w sobie. Tańczyła dla mnie przez okrągłą godzinę. Widziałem, że Woolsey'owi bardzo się podobała. Po jej tańcu grzecznie jej podziękowaliśmy i sporo zapłaciliśmy, znaczy Cate i Woolsey, choć ja dałem jej spory napiwek. Następnie wypiliśmy jeszcze kilka drinków trochę potańczyliśmy i nad ranem wróciliśmy do mnie, to znaczy ja z Cate. Woolsey wrócił do siebie.
Z samego rana Cate obudziła mnie mocną czarną kawą. Zjadłem lekkie śniadanie, choć ciężko było mi cokolwiek przełknąć. Dziś był ten dzień. Dziś miałem brać ślub. Stojąc przed lustrem i patrząc na siebie w garniturze moje nogi nagle się zaczęły trząść.
-Hej, dobrze się czujesz?—zapytała Cate wchodząc do sypialni. Miała na sobie piękną koralową suknię. Nałożyła na siebie czar. Nie chciała przestraszyć innych, choć mówiłem jej wielokrotnie, że nie musi nakładać czaru. Jej białe włosy upięte były w kok. Delikatny makijaż idealnie do niej pasował. Usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłoniach. Poczułem, że Cate usiadła obok mnie—Mags co się dzieje?
-A co jeśli on stchórzy?—powiedziałem cicho—Co jeśli go tam nie będzie? Co jeśli będę złym mężem? Co jeśli będziemy się non stop kłócić? Co jeśli…
-Przestań!—złapała moje ręce i spojrzała mi w oczy—Alec cię kocha nad życie. I ty kochasz jego. Będziesz idealnym mężem. I mówię ci, że on nie stchórzy. Będzie tam na ciebie czekał. Magnus on nie wyobraża sobie życia bez ciebie. I co z tego jeśli się czasem pokłócicie? Grunt, że będziecie rozwiązywać wasze problemy razem.—przytaknąłem jej—A teraz podnoś się i ruszamy. Twój przyszły mąż czeka na nas.
Gdy byliśmy już w Instytucie i zobaczyłem naszych wszystkich znajomych moje serce znów przyspieszyło. Za chwilę miałem tam wejść z Catariną. Mocno trzymała moją dłoń, gdy ja oddychałem szybko.
-Gotów?—zapytała lekko. Ja tylko potrząsnąłem głową. I otworzyła drzwi.
Jace zaczął grać marsz Mendelsona, gdy powoli szedłem w stronę Alec'a, który z uśmiechem na twarzy czekał na mnie ze swoją matką i Konsul Penhallow. Gdy byłem coraz bliżej niego moje serce coraz mocniej biło. Wyglądał nieziemsko. Ubrany w złotą marynarkę, z écru koszulą pod spodem i czarne spodnie od garnituru. Jak Anioł. A za chwilę mieliśmy sobie wypowiedzieć słowa przysięgi. Modliłem się w duchu, aby niczego nie zapomnieć. Gdy stanąłem przed nim, złapał moją prawą dłoń i spojrzał na mnie delikatnie się rumieniąc. Wziąłem głęboki wdech i wtedy Konsul Penhallow zaczęła
-Kochani…zebraliśmy się tu dziś by połączyć tych dwoje świętym węzłem małżeńskim. Jeśli jest ktoś, kto ma sprzeciw wobec tego związku, niech przemówi teraz, albo zamilknie na wieki—rozejrzałem się. Nikt się nie odzywał. Na Lilith, dziękowałem bogu i aniołom, że nikt już nam nie przeszkodzi.—W takim razie, czas na przysięgi. Alexandrze ty zaczniesz.
Alec wziął kilka głębszych wdechów i spojrzał mi głęboko w oczy. Były pełne miłości.
-Magnusie…jesteś miłością mojego życia. Tym, który jest moim domem, moim sercem, moją duszą. Moje serce bije tylko dla ciebie. Chcę byś się czuł bezpiecznie ze mną, żebyś ufał mi bezgranicznie. Chcę byś wiedział, że zadbam o ciebie w każdym calu. Chcę być wszystkim dla ciebie, gdy potrzebujesz pocieszyciela, ja nim będę. Gdy potrzebujesz przyjaciela, ja nim będę. Będę twoją opoką w trudnych dniach. Będę twoim światłem w ciemności. Dam ci wszystko, czego tylko zapragniesz. Będę trwał przy tobie, w zdrowiu i chorobie. Na dobre i na złe. W szczęściu i niedoli. Będę cię kochał każdym biciem mego serca. I przysięgam, że nie opuszczę cię, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Będę cię kochał zawsze i na zawsze.
Jace podał mu obrączkę, a on wsunął mi ją na palec od prawej dłoni. Otarłem łzy z policzka, dziękując Aniołowi, że nie nałożyłem dziś aż tak wiele makijażu.
-Magnus, czas na twoją przysięgę—powiedziała Konsul.
-Alexandrze…to na ciebie czekałem przez całe życie. To ty mi pokazałeś prawdziwe znaczenie miłości. To ty pokazałeś mi, że o szczęście trzeba walczyć. Moje serce należy do ciebie, razem z moją duszą. Chcę się zestarzeć przy tobie, chcę umrzeć w twoich ramionach. Chcę byś wiedział, że zawsze cię ochronię. Zawsze będę przy tobie, gdy mnie potrzebujesz. Jesteś moim całym światem. Moim najcenniejszym skarbem. Kiedyś byłem samotnym żeglarzem na tym oceanie, ale ty jesteś moją latarnią, dzięki, której znalazłem dom. Gdybym miał żyć bez ciebie przy mnie, dni byłyby puste, a noce długie. Z tobą widzę wszystko wyraźniej. To ty nadajesz sens mojemu istnieniu. I nie chcę żyć bez ciebie. I przysięgam ci, że będę trwać przy tobie, w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe, w szczęściu i nieszczęściu. I przyrzekam, że nie opuszczę cię aż do śmierci. Kocham cię i będę cię kochał, aż do ostatniego bicia mego serca.
Cate podała mi obrączkę i wsunąłem ją na palec Alexandra. Następnie Clary podeszła do nas i podała nam stelę. Alec odpiął moją koszulę i zaczął rysować na mojej piersi, tu, gdzie biło moje serce, runę.
-Jedno serce—wyszeptał, gdy skończył rysować. Wręczył mi stelę. Zacząłem rysować runę na jego sercu.
-Jedna dusza—wyszeptałem, kończąc rysowanie. Następnie chwyciliśmy się za obie ręce i spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
-Jedno serce, jedna dusza. Zawsze i na zawsze—oboje wypowiedzieliśmy w jednym momencie. Wtedy nasze runy zajaśniały. Byliśmy połączeni, już na zawsze. Już nic nas nie mogło rozdzielić.
-Na mocy prawa nadanego mi przez Clave, ogłaszam was małżeństwem.—uśmiechnęła się subtelnie do nas—Możecie się pocałować.
Nie trzeba nam było mówić dwa razy. Ja chciałem subtelnie go pocałować, ale zanim miałem okazję, Alec wpił się w moje usta tak mocno, że musiałem chwycić go za łokcie, żeby się nie przewrócić. Gdy się w końcu od siebie oderwaliśmy przyszedł czas na gratulacje. Pierwsza była Konsul Penhallow.
-Wszystkiego najlepszego Magnusie, Alexandrze. Obyście byli szczęśliwi.—podziękowaliśmy jej. Następna była Maryse, która nas wyściskała i pogratulowała. Potem Tessa, James, Jocelyn, Luke, Woolesy, Catarina, Hellen i Aline, Simon, Jordan i Maia, Clary i w końcu Jace i Isabelle.
-Witaj w rodzinie Brokatowy—rzucił Jace ściskając moją dłoń. Po tym przytulił mnie, a ja stałem ogłupiały—Bądź dobry dla mojego brata, albo policzymy się.
-Jace!—syknął Alec. Blondyn tylko przewrócił oczami i uściskał Alec'a, gratulując mu. Następnie Izzy nam pogratulowała i oboje uściskała.
Podczas przyjęcia wszyscy się świetnie bawili. I w końcu przyszedł czas na nasz pierwszy taniec. Byłem zaskoczony, że Alec pierwszy mnie zaciągnął na środek. Z głośników poleciała przepiękna piosenka „I swear". Poruszaliśmy się do niej wolno, zamknięci w uścisku. Z miłością patrzeliśmy sobie w oczy i nie przejmowaliśmy się resztą. Byliśmy w naszym własnym świecie.
-Kocham Cię Magnus.—pogłaskał mnie delikatnie po policzku i przesuwał dłoń w dół, aż zatrzymał ją na moim sercu—Kocham cię całym sercem.
-Ja ciebie też kocham Alexandrze. I w końcu jesteś tylko mój. Już nic nas nie rozdzieli.—subtelnie go pocałowałem—Kocham cię skarbie.
-Nie mogę uwierzyć w to wszystko…jesteś moim mężem…to nadal brzmi jak sen dla mnie.
-To nie sen koteczku—spojrzałem w te jego przepiękne niebieskie oczy a potem złączyłem nasze prawe dłonie na moim sercu—Należysz do mnie a ja do ciebie, już do końca życia. Jesteśmy związani, na dobre i złe. Dopóki śmierć nas nie rozłączy. I przysięgam ci, że nawet po śmierci będziemy razem. Moje serce należy do ciebie i bije tylko dla ciebie. Nigdy nie przestanę cię kochać.
-Ja też nigdy nie przestanę cię kochać, Magnusie Bane-Lightwood.
A/N: Podobało się?
Romantycznie co nie?
Nowy rozdział JUTRO! Bo tak was kocham!
Z pozdrowieniami i życzeniami miłego piątku!
Intoxic
