Po jakimś czasie Stiles został poczęstowany zabawną historyjką o Danny'm.

Zaczęło się od tego, że pani Mahealani spytała o jego nazwisko.

- Stiles Stilinski.

Po tym, jak jej oczy rozszerzyły się do komicznych rozmiarów, Stiles spodziewał się, że zacznie mówić o ojcu i o tym, jak bardzo jej przykro. Kobieta jednak uśmiechnęła się szeroko do syna i córki, która wyglądała na rozbawioną. Danny jęknął głośno.

- Jeśli wiedziałabym to wcześniej, nasza pierwsza kolacja wyglądałaby zupełnie inaczej.

Stiles zmarszczył brwi, nie bardzo nadążając.

- Danny mówił o tobie odkąd pierwszy raz spotkaliście się w przedszkolu.

- Mamo...

Jęknął znów Mahealani, i czy on... rumienił się? Stiles był bardziej niż zafascynowany.

- Nie, nie, ciii. Mam coś lepszego – powiedziała zadowolona Lilo. – Danny mówił o tobie na każdym święcie dziękczynienia, dziękując, że cię poznał.

Stiles uśmiechnął się lekko, rumieniąc się tylko odrobinę. Danny zabrał go z kuchni, chociaż Lilo chciała kontynuować.

- Więc...

Zaczął cicho, gdy już siedzieli u chłopaka w pokoju.

- Mama pominęła najlepszą część. Pamiętasz ten dzień, kiedy musieliśmy przynieść ze sobą coś, co odwzorowywałoby przedmiot używany w naszej przyszłej pracy? I opowiedzieć o tym, co dokładnie chcielibyśmy robić w przyszłości?

- Jasne. Ostatni rok przedszkola.

Danny kiwnął głową.

- Przyniosłeś odznakę swojego ojca i powiedziałeś, że chcesz łapać przestępców, jak on.

Stiles uśmiechnął się delikatnie.

- To był dzień, w którym obiecałem sobie, że kiedyś wyjdę za ciebie za mąż.

Stilinski otworzył lekko usta, pozbawiony jakichkolwiek zdolności do formułowania słów. Lub zdań. Czegokolwiek, na co Danny obdarzył go najbardziej uroczym uśmiechem świata.

Potem go pocałował, krótko i słodko, w ogóle nie używając języka.

Stiles nie miał nic przeciwko.