Autorka wyraziła zgodę na tłumaczenie.
Link do oryginału znajduje się na moim profilu.
~ XXXVI ~
Obudził mnie cichy odgłos zamykanych drzwi. Leżąc na łożku z zamkniętymi oczami, westchnęłam przeciągle, po czym mocniej przytuliłam się do poduszki...
Kiedy wróciłam myślami do wczorajszego wieczoru, moje powieki gwałtownie się uniosły, a serce zabiło o wiele szybciej.
Damon mnie pocałował.
To nie był kolejny sen ani nic w tym stylu. Naprawdę mnie pocałował.
— Jasna cho-...
Podniósłszy się do pozycji siedzącej tak szybko, że zakręciło mi się w głowie, z jękiem ponownie opadłam na poduszkę. W rogu pokoju rozbrzmiał jego chichot.
— Dzień dobry — przywitał się, ja natomiast przetarłam oczy, wciąż zwrócona twarzą ku sufitowi. Co niby miałam teraz zrobić? To znaczy... co powinna powiedzieć facetowi dziewczyna, która poprzedniego dnia się z nim całowała? Powinnam ot tak wstać sobie z łóżka? A jeśli już się na to zdecyduję, to co potem? Normalnie wyszczotkowałabym zęby, co w sumie wydawało się całkiem sensownym posunięciem, na wypadek, gdyby...
Już sama myśl o tej ewentualności sprawiła, że moje serce kompletnie zwariowało. Odruchowo przełknęłam ślinę, próbując się uspokoić. Jeśli nie zdołam szybko przyprowadzić swojego pulsu do porządku, wtedy Damon...
— Amy — odezwał się ostrzegawczym tonem. Westchnęłam. Za późno.
— Bicie serca. No tak — mruknęłam drżącym głosem, nadal nie ruszając się z miejsca. Mruganiem pozbywszy się ciemnych plamek, które latały mi przed oczami, poczułam się nieco lepiej i powoli usiadłam.
— Dzień dobry — wychrypiałam i w końcu na niego spojrzałam. Podszedł bliżej i usiadł na brzegu łóżka, trzymając w dłoniach kubek.
— Nie byłem pewien, kiedy się obudzisz — powiedział, upiwszy łyk swojej kawy, po czym wskazał na naczynie. — Też byś jakąś chciała?
Pokręciłam głową, zerkając na zegarek. — Nie, dzięki. — Zamilkłam na moment, zobaczywszy, która godzina. — Czemu nie obudziłeś mnie wcześniej?
— Sprawiałaś takie wrażenie, jakby przydał ci się dłuższy sen — wyjaśnił, wzruszając ramionami. — Ciągle masz cienie pod oczami.
Po raz kolejny przetarłam oczy. — Poczekaj sekundę, zaraz wrócę.
Wyskoczywszy z łóżka, udałam się do łazienki, gdzie pospiesznie wymyłam zęby i spryskałam twarz wodą. Gdy ujrzałam swoje odbicie, mimowolnie westchnęłam. Następnie związałam włosy w koński ogon i wróciłam do pokoju.
Nieśmiało podeszłam do łóżka. — Nie wiedziałam, że lubisz kawę — wymamrotałam, zająwszy miejsce obok niego. Wzruszył ramionami.
— Mówiłem ci już. Kofeina. Poza tym w nocy wzdrygałaś się za każdym razem, gdy cię dotknąłem, więc uznałem, że jestem dla ciebie zbyt zimny.
Czemu ton jego głosu brzmiał tak... uwodzicielsko?
I chwileczkę: dotykał mnie, kiedy spałam?
Przełknęłam ślinę, czując, jak moje policzki zalewa fala gorąca. Damon, zauważywszy to, uniósł ręce w geście kapitulacji, ale pełen zadowolenia uśmieszek widoczny na jego twarzy zdradzał, że raczej się naigrywał niż poddawał.
— To ty się do mnie tuliłaś.
Boże, zabij mnie.
Najlepiej teraz.
Odgarnęłam z twarzy kosmyk włosów i odwróciłam wzrok, patrząc wszędzie, tylko nie na niego. Chwilę później odchrząknęłam, jednak zanim zdążyłam się odezwać, zawibrowała moja leżąca na nocnym stoliku komórka. Obróciwszy głowę, chwyciłam ją i zerknęłam na wyświetlacz. Luke.
— Dzwonił trzy razy, kiedy spałaś — oznajmił nonszalancko Damon. Przygryzłszy wargę, odłożyłam telefon na łóżko. Wkrótce zamarł, lecz niestety nie uwolniło mnie to od bolesnego skurczu żołądka, stanowiącego objaw wyrzutów sumienia.
Wzięłam głęboki oddech. Na razie nie było na to czasu. Miałam coś ważnego do zrobienia.
Podniosłam się z łóżka, by poszperać w swojej torbie.
— Uważam, że powinniśmy teraz pojechać do tego szpitala — oświadczyłam, wyciągnąwszy z niej dżinsy i bluzkę. — W końcu mamy już adres, znamy godziny odwiedzin, a ty możesz wykorzystać te swoje czary-mary na... — Odwróciłam się w kierunku łazienki, ale zanim zdążyłam dokończyć zdanie lub wykonać choćby jeden krok, usta Damona niespodziewanie uderzyły w moje. Chwilę później gwałtownie westchnęłam i zarzuciłam mu ręce na szyję, stojąc na czubkach palców. Jego dość mocny uścisk sprawił, że ponownie zaczęłam topnieć, czując w środku znajomy ogień. Jak to możliwe, by przy pomocy jednego pocałunku mógł tak łatwo zatrzymać pracę mojego mózgu?
Gdy się odsunął, musiałam wesprzeć się na jego ramieniu, aby złapać oddech. Z szerokim uśmiechem przesunął palce wzdłuż mojej szyi, bez wątpienia wyczuwając, że moje serce z sekundy na sekundę biło coraz szybciej.
— Zaczynam myśleć, że robisz to celowo — skomentował.
Uniosłam brew. — Tak? No cóż... Witam w klubie — mruknęłam niemrawo, podnosząc z podłogi ubrania, które wyślizgnęły mi się z rąk. Skwitował to śmiechem. Wyminąwszy go, poszłam do łazienki, gdzie szybko się przebrałam i umalowałam, założyłam naszyjnik, a następnie wróciłam do pokoju.
— No to... — odezwał się, opierając się plecami o ścianę — jesteś tego pewna?
— Oczywiście — potwierdziłam bez wahania, wpychając swoje rzeczy do torby. Po chwili owionął mnie nienaturalny podmuch wiatru i Damon znalazł się tuż za moimi plecami.
— Bo ja nie jestem pewien, czy wiesz, co robisz — odparł, znowu pocierając mi kark. Powoli zamknęłam oczy.
— Wiem, co robię.
— Ale nie wiesz, co z tego wyniknie.
Racja. Nie wiedziałam nawet, czy temu podołam. I choć uporczywie starałam się ignorować wszelkie wątpliwości, one ciągle czaiły się w pobliżu, ostrzegając mnie. Ale musiałam się dowiedzieć. Najpierw trzeba zdobyć informację, by móc potem zdecydować, co się z nią zrobi.
Z westchnieniem uniosłam powieki. — Może i nie. Ale wiem, że tego chcę.
Kiedy objął mnie w talii, nie do końca świadomie wtuliłam się w jego klatkę piersiową, biorąc głęboki wdech.
— Wszystko spakowałaś?
— Mhm. Wracamy już dzisiaj?
W odpowiedzi wzruszył ramionami. Po raz kolejny zamknęłam oczy.
— Będzie ciężko — uznałam. — Spotkać się ze wszystkim. To znaczy... tak po miesiącu. — Urwałam. — Czy ktoś wie, że...?
— Nie.
Przełknęłam ślinę. — Okej — wymamrotałam, wyswobadzając się z jego uścisku. — No to plan brzmi następująco: teraz jedziemy do szpitala, a potem prosto do Mystic Falls?
Pokręcił głową. — Nie. Najpierw zjemy śniadanie.
~o~
— Takie rzeczy jadasz na śniadanie?
— Technicznie rzecz biorąc, to lunch — odparłam żartobliwym tonem, przełknąwszy kęs, podczas gdy on zwędził frytkę z mojego talerza. — Mogę cię o coś spytać?
Mruknął na znak zgody, zajęty przeżuwaniem.
— Jedzenie dla ludzi... pomaga ci zapanować nad głodem albo coś?
Pokręcił głową. — Nie. Żeby przetrwać, muszę systematycznie pić krew.
Już na samą tego typu wzmiankę mój żołądek gwałtownie podskoczył. Odruchowo potarłam też niewielką bliznę na szyi.
— Kiedy...? — Przerwawszy, spróbowałam ponownie: — Kiedy po raz ostatni...
— ...się posiliłem? — dokończył, uśmiechając się. — Czemu pytasz?
Przeniosłam spojrzenie na mój talerz i przygryzłam wargę, aż wreszcie wzruszyłam lekko ramionami.
— Po prostu... wczoraj wieczorem... sprawiałeś wrażenie głodnego, więc... — Urwałam i upiłam łyk mrożonej herbaty. Doskonale wiedziałam, że właśnie poruszyłam drażliwy temat, ale nie byłam w stanie się powstrzymać.
— Och. O to chodzi — odparł powściągliwie i pochylił się ku mnie, odkaszlnąwszy. — Człowiekowi... trochę trudno to zrozumieć.
Uniosłam głowę, trzymając szklankę w obu dłoniach. — Wypróbuj mnie.
— No cóż... — Przez moment wyglądał na zamyślonego. — Emocje wampirów bywają kompletnie wymieszane.
Zmarszczyłam czoło. — A dokładniej?
— Pomyśl sobie o tym w taki sposób: dla wampira nienawiść, złość, pożądanie i każde inne intensywne uczucie, które przychodzi ci teraz do głowy, sprowadza się ostatecznie do jednego. Do głodu.
Zwilżyłam suche wargi, przełykając ślinę. — Więc kiedy tylko coś poczujesz, masz ochotę...?
— To nie takie proste — zaprzeczył. — Ale jeśli chcesz uprościć to, co wydarzyło się zeszłej nocy, to... tak, można tak powiedzieć.
— Czyli wczoraj poczułeś... pożądanie? — zapytałam, nie ważąc się nawet w to uwierzyć. Moje policzki pokrył rumieniec, a serce drgnęło. Fakt, że rzeczywiście mógł mnie pożądać, wywołał we mnie niesamowite uczucie.
Jego uśmiech zdradzał rozbawienie. — A myślisz że co poczułem?
Spuściłam wzrok i kilkakrotnie zamieszałam swoim napojem.
— Nie jestem... — Mój głos był cichy. Odchrząknąwszy, widelcem przesunęłam na bok parę frytek. — Nie jestem przyzwyczajona, by ktoś czuł to względem mnie.
Gdyby towarzyszyła nam Caroline, za takie wyznanie z pewnością wymierzyłaby mi policzek albo coś w tym stylu.
Przez krótką chwilę Damon wydawał się zaskoczony. Wyprostowawszy się, odkaszlnęłam i podjęłam próbę zmiany tematu.
— A odnośnie tego szpitala... Co dokładnie tam zrobimy?
Początkowo milczał, jakby nie był do końca pewien, co powiedzieć.
— Amy, pytam po raz kolejny: jesteś tego pewna?
— Po raz kolejny mówię: tak — zniecierpliwiłam się. — Dlaczego w ogóle tak się zachowu-...? — Gdy nagle coś do mnie dotarło, urwałam w połowie zdania. Oczywiście. Jak mogłam to przeoczyć?
— Widziałeś już te akta — stwierdziłam, patrząc na niego. Skinął głową.
— Mówiłem ci, że znalazłem o tobie trochę informacji — przypomniał, wzruszając lekko ramionami. — Poza tym istnieją nie tylko akta. Obejrzałem też parę nagrań wideo.
Mój puls raptownie przyspieszył, a dłonie zwinęły się w pięści tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w skórę.
— I? — wykrztusiłam skostniałymi wargami.
— Nie chcesz ich zobaczyć.
— Pozwól, że sama o tym zadecyduję.
— Amy, zaufaj mi — poprosił. — Te nagrania... Ta dziewczynka na nich to nie ty. Patrząc na ciebie tak przestraszoną, krzyczącą, błagającą o pomoc... — Zacisnął zęby. — Jeśli to zobaczysz, nigdy nie będziesz w stanie o tym zapomnieć.
Zmusiłam się do wzruszenia ramionami. — No cóż, zawsze mogę cię poprosić o wymazanie strasznych wspomnień, prawda? Przecież też jesteś wampirem.
Spojrzał na mnie dziwnie, ale to zignorowałam. — Poza tym oboje dobrze wiemy, że nawet jeśli nie zobaczę tych dokumentów, również nigdy nie będę w stanie o tym wszystkim zapomnieć.
Westchnął. Przygryzłam wargę, ponownie obejmując szklankę dłońmi.
— Damon, ja... — Przerwałam. — Chcę to zrobić.
Znowu zacisnął szczękę, ale ostatecznie wzruszył lekceważąco ramionami.
— W porządku — mruknął i gestem ręki zasygnalizował kelnerce, żeby przyniosła rachunek. Zostawiwszy na stoliku odpowiednią kwotę, podnieśliśmy się z krzeseł i opuściliśmy kawiarnię. Usadowiłam się na fotelu pasażera, marszcząc brwi, Damon natomiast uruchomił silnik.
— Jesteś zdenerwowany — odezwałam się niepewnie. Prychnął, ale nie wypowiedział ani słowa. Przynajmniej twarz mu się jeszcze nie zmieniła, więc odgadłam, że nie był znowuż aż tak bardzo zły. Nawiasem mówiąc, czemu tak reagował?
— Potrafię sobie radzić z konsekwencjami swoich czynów — zapewniłam spokojnym głosem. — Nie musisz mnie chronić przez cały czas, a już zwłaszcza przed moim własnym życiem.
— Powtórz to, kiedy obejrzysz te nagrania.
Skrzyżowawszy ramiona na piersi, trzymałam buzię na kłódkę aż do czasu, kiedy stanęliśmy na jakimś parkingu.
— To tutaj?
— Tutaj — potwierdził, zerkając na zegarek, po czym otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Postąpiłam tak samo i wkrótce do niego dołączyłam. Obróciwszy głowę, zmrużyłam oczy, przyglądając się dużemu budynkowi, który stał dumnie naprzeciwko nas.
Cudowny powrót wspomnień? Nic z tego.
— W którym pokoju mieszkałam? — spytałam, kiedy weszliśmy do środka. Popatrzył przelotnie na sufit.
— Dwieście pięć — odparł. — Poczekaj tu, wrócę za pięć minut.
Po tych słowach oddalił się, zostawiając mnie samą. Zmarszczyłam brwi i odetchnęłam głęboko, po czym pomaszerowałam w stronę schodów. Rozglądając się dookoła, chwyciłam metalową barierkę i wspięłam się na górę. Powiedział, że wróci za pięć minut, tak? No cóż. Ja potrzebowałam zaledwie minuty, tylko żeby rzucić okiem na ten pokój...
Uśmiechnąwszy się do pielęgniarki, na którą się natknęłam, kontynuowałam śledzenie numerów pokoi, aż w końcu...
Bingo.
Gdy tylko moje spojrzenie wylądowało na niewielkiej tabliczce, gwałtownie wciągnęłam powietrze do płuc i zamknęłam oczy, znienacka doświadczając niewiarygodnie silnego bólu głowy. Zachwiałam się do tyłu i z sykiem skręciłam z bólu.
— Nie, Dan... Proszę, nie zostawiajcie mnie tu! — usłyszałam swój krzyk. — Nie, proszę, wy nic nie rozumiecie! Oni mnie tu znajdą!
— Amy, uspokój się — wtrącił lekarz, ale i tak nie przestałam się wiercić, wciąż starając się wyrwać z uścisku pielęgniarki.
— Nie dotykaj mnie! Wujku, proszę! Błagam was, nie zostawiajcie mnie tu!
Ból głowy znikł równie niespodziewanie, jak się pojawił. Uniosłam powieki, oddychając nienaturalnie szybko.
— Proszę pani? — Kiedy podeszła do mnie pielęgniarka, mimowolnie cofnęłam się o krok.
— Nic mi nie jest. — Spróbowałam się uśmiechnąć. — To tylko... migrena.
Odwzajemniła uśmiech. Skinęłam głową na pożegnanie i prędkim krokiem wróciłam do miejsca, gdzie miałam czekać na Damona. Jeszcze nie wrócił.
Moje krzyki wciąż pobrzmiewały mi w uszach. Przetarłam twarz dłońmi i odgarnęłam z niej kosmyki włosów. Czując narastający ucisk w gardle, wzięłam głęboki oddech, by się uspokoić. Nagle ten szpital wydał mi się pułapką, więc obróciłam się na pięcie i ruszyłam ku wyjściu. Biegiem dotarłam do samochodu i oblizałam suche wargi, zamykając oczy, a następnie oparłam się o maskę i wtedy...
— Wyjdź, wyjdź, gdziekolwiek jesteś...
Ktokolwiek wymówił te słowa, zrobił to ckliwie słodko; odgłosowi kroków dochodzącemu z coraz bliższej odległości towarzyszył ponury chichot.
— Och, daj spokój, słoneczko — zaśpiewał nieznajomy. — Bo powoli staje się to nudne... — Wkrótce zatrzymał się przy drzwiach. Ledwie co czułam, jak moje drżące dłonie ostrożnie podnoszą ramę okienną...
Nagle w pokoju rozległ się huk i czyjś oddech owionął mi ucho.
— Mam cię.
— Amy!
Ktoś dość brutalnie mną potrząsnął. Załkałam, usiłując złapać oddech. Serce waliło mi jak młotem i łykałam powietrze tak szybko, jakbym dopiero co przebiegła maraton. Już przymierzałam się do krzyknięcia, szamocząc się w czyimś żelaznym uścisku, ale zakryto mi usta dłonią, a mnie samą przyparto do auta.
— Amy... Szsz... Przestań się wiercić. Uspokój się... — usłyszałam szept Damona. — Wszystko w porządku, okej? Jesteś bezpieczna...
Odetchnęłam głęboko przez nos, starając się przestać szlochać.
— Otwórz oczy — nakazał łagodnie i odsunął rękę. — Właśnie tak. Bardzo dobrze.
— Hej! — zawołał ktoś, kiedy oparłam się o samochód, usiłując się wyprostować. — Dobrze się pani czuje?
— Nic jej nie jest — warknął Damon. Przełknąwszy ślinę, popatrzyłam na ochroniarza, który odparł chłodno:
— Nie do pana się zwróciłem.
Spróbowałam się uśmiechnąć. — Tak, wszy-... — Odkaszlnęłam. — Wszystko w porządku.
— Na pewno?
Nim zdążyłam odpowiedzieć, Damon popatrzył mu w oczy. Chwilę później mężczyzna, ze znajomym wyrazem pustki na twarzy, odwrócił się i odszedł tam, skąd przyszedł. Byłam tak zmęczona, że nie miałam już siły wyrazić swojej dezaprobaty, więc bez słowa wgramoliłam się na miejsce pasażera.
— Masz je — zauważyłam słabym głosem, spoglądając na teczkę z dokumentami, którą rzucił na tylne siedzenie. Sięgnęłam po nią, kiedy odpalił silnik. Okazało się, że poza papierami w środku znajdowała się także płyta CD. Pobieżnie przejrzałam parę pierwszych linijek: „Nazwisko: Amy Parker, płeć: kobieta, data urodzenia, miejsce urodzenia...".
Przeszłam do następnej strony i zmarszczyłam brwi, dostrzegłszy niektóre słowa: „Urojenia prześladowcze, paranoja, samookaleczenie...".
Zamknęłam teczkę i z powrotem umieściłam ją na tylnym siedzeniu, po czym otworzyłam okno, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza.
— Dokąd teraz jedziemy?
— Do Mystic Falls — odparł. — Coś sobie przed chwilą przypomniałaś, prawda?
Wiedziałam, że nie potrzebował odpowiedzi.
— Cholera, Amy... — mruknął pod nosem. Objęłam się i zamrugałam, aby powstrzymać łzy.
— Nie mam pojęcia, czego ode mnie oczekujesz — wymamrotałam, obserwując drogę. — Nie mogę ot tak o tym zapomnieć. Co niby powinnam...?
— Niszczysz samą siebie — przerwał mi szorstko, wyraźnie usiłując stłumić gniew. — Nie dostrzegasz tego? Odzyskanie pamięci w niczym ci nie pomoże. Twój umysł i tak jest już... — Urwał. — Czemu tak uparcie dążysz do tego, by wszystko zrujnować?
Nie zareagowałam.
— Amy...
— Wiem — szepnęłam.
Przez moment milczał. — Co wiesz?
— Że jeśli posunę się za daleko, zniszczę samą siebie. — Wzruszyłam ramionami. — Ale do tego nie dopuszczę. Nie jestem głupia. Wiem, gdzie się zatrzymać.
— To, co robisz, świadczy o czymś zupełnie innym — mruknął. Westchnęłam ciężko. — Ale to akurat, tak czy siak, się nie liczy.
— Nie liczy się? — powtórzyłam z zaskoczeniem. Pokręcił głową.
— Nie. Gdy uznam, że posuwasz się za daleko, sam cię powstrzymam.
Kąciki moich ust powędrowały ku górze, kiedy zdałam sobie sprawę, co kryło się pod tym zdaniem: stanowiło ono słowne zobowiązanie, obietnicę pozostania przy mnie bez względu na to, co się stanie. Nieważne, co ujrzę na tych nagraniach, bo on będzie tuż obok, chroniąc mnie przed moim własnym umysłem.
Obróciwszy się lekko, przygryzłam wargę, po czym wychyliłam się i pocałowałam go w policzek. Momentalnie owionął mnie jego zniewalający zapach, powodując, że przyjemnie zakręciło mi się w głowie. Nie potrafiłam powstrzymać się przed wzięciem głębokiego wdechu.
— Dziękuję — mruknęłam cicho, odsuwając się, by ponownie usiąść na swoim miejscu. Wygiął wargi w chłopięcym uśmiechu, przez co i ja się uśmiechnęłam. Po chwili znowu utkwiłam spojrzenie w drodze. Przez dłuższy czas żadne z nas nie odezwało się ani jednym słowem, ignorując tykającą bombę, która leżała na tylnym siedzeniu.
~o~o~
