Cassie: Za to dzisiejszy rozdział jest całkiem zacny objętościowo ;) Dzięki jak zawsze, również za życzenia!

35. Przebudzenie

Harry czuł się fatalnie. Nie było to najmilsze możliwe wrażenie tuż po przebudzeniu, ale taka była prawda – czuł się po prostu koszmarnie.

Fantastycznie!

Chłopiec z jękiem otworzył oczy i spróbował zorientować się, gdzie jest. Bez okularów na nosie wszystko dookoła było rozmazane, ale fala bieli, która zalała jego oczy, kiedy uniósł powieki, mogła oznaczać tylko jedno – znajdował się w szpitalu. No cóż, fatalne samopoczucie i pobyt w szpitalu raczej ze sobą współgrały... Teraz musiał tylko przypomnieć sobie, w jakich okolicznościach i z jakiego powodu tutaj trafił. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętał, było zamknięcie Hermiony w jednym ze schowków Filcha, a później podróż razem z Ronem do Ministerstwa Magiii za pomocą świstoklika...

Harry nigdy jeszcze nie obudził się tak gwałtownie. Wszystko powróciło do niego z szybkością huraganu i chłopiec rozpaczliwie zapragnął dowiedzieć się, co się wydarzyło po tym, jak stracił przytomność.

- Dzień dobry, Harry - rozległ się gdzieś z boku łagodny głos, skutecznie przerywając natłok myśli. Chłopiec odwrócił głowę i zauważył brązowy kształt siedzący obok jego łóżka. Albo jego wzrok znów się pogorszył, albo wciąż był jeszcze zbyt nieprzytomny, bo nie rozpoznał swojego towarzysza i miał problem również z rozpoznaniem jego głosu. Ale wzrok... coś można było z nim zrobić, coś, o czym powinien pamiętać, ale co?

- Moje okulary...?

- Racja. Poczekaj chwilkę - niewyraźny kształt obok Harry'ego przesunął się nieco, po czym znów zbliżył i nasunął okulary na nos chłopca. Harry zamrugał kilka razy i jego wzrok natychmiast się poprawił. Brązowym kształtem okazał się Remus, który siedział na krześle obok łóżka Harry'ego z zagadkowym wyrazem twarzy. W porównaniu z poprzednimi tygodniami wyglądał całkiem dobrze, chociaż z pewnością nie doszedł jeszcze całkowicie do siebie. Wyglądał lepiej niż kiedy chłopiec widział go po raz ostatni, ale wciąż był zbyt blady, zbyt szczupły i wyglądał, jakby potrzebował solidnego odpoczynku. Świetnie, podsumował Harry swoje rozbiegane myśli; był tak skołowany, że nie pamiętał nawet, że nosi okulary, a teraz jeszcze prowadził ze sobą wewnętrzny, idiotyczny dialog! Świetnie!

- Co się stało? Gdzie ja jestem? - zapytał w końcu i spróbował podnieść się do pozycji siedzącej. Remus odwrócił się do nocnego stolika i po chwili podał Harry'emu szklankę wody.

- Jesteśmy w Świętym Mungu - powiedział tylko, pilnując, by chłopiec nie rozlał wody. Harry pił łapczywie, kiedy nagle poczuł, że męczy go straszliwe pragnienie.

- Dziękuję. Co się stało? - powtórzył, ale pytanie zamarło w jego gardle, kiedy spojrzał na Lupina. W spojrzeniu mężczyzny było coś, co zmroziło mu krew w żyłach, coś, czego nigdy wcześniej nie zaobserwował u swojego zazwyczaj tak opanowanego nauczyciela, nawet wtedy, kiedy nawrzeszczał na niego za pomysł odcięcia Syriusza. Nie był jednak w stanie określić ani nazwać uczucia kryjącego się w oczach Remusa.

- Jesteś zły? - spytał; Lupin westchnął głęboko i skrzyżował nogi.

- Szczerze mówiąc nie wiem, co czuję; z pewnością jest w tym złość, ale tylko do pewnego stopnia. Jak się czujesz?

Chłopiec wzruszył ramionami.

- Niezbyt dobrze.

- Czy coś cię boli?

- Nie - Harry pokręcił głową. - Po prostu nie czuje się dobrze. Jestem zmęczony, właściwie wykończony.

Remus pokiwał głową.

- Kiedy ktoś postanawia użyć magii, która mogłaby go zabić, gdyby tylko podtrzymywał ją odrobinę dłużej, wyczerpanie jest nieuniknione.

Harry nie miał zazwyczaj problemu ze znalezieniem odpowiedzi, zwłaszcza na własną obronę, ale teraz nie potrafił znaleźć żadnych słów, by odpowiedzieć Lupinowi.

- Co... co się stało wczoraj wieczorem? Ja... jak ty i profesor Snape dotarliście do Departamentu Tajemnic? I co z Ronem? Czy nikomu nic się nie stało? Czy tobie nic się nie stało?

Remus uśmiechnął się lekko i znów napełnił szklankę Harry'ego.

- Po pierwsze, to nie było wczoraj. Byłeś nieprzytomny nieco ponad dwa dni – i właśnie dlatego powinieneś teraz pić jak najwięcej - przesunął szklankę w stronę chłopca, który od razu ją podniósł. - Co do reszty twoich pytań, to ciężko na nie odpowiedzieć. Ja sam obudziłem się dopiero wczoraj rano, a na temat tego, co wydarzyło się tej nocy, mogę dać ci jedynie streszczenie: Severus znalazł Hermionę w schowku, w którym zamknęliście ją z Ronem – tak przy okazji, to raczej mało przyzwoity sposób na traktowanie przyjaciół. Hermiona jest na was bardzo zła. Podejrzewam, że martwiła się o ciebie, ale teraz, kiedy się obudziłeś, będzie już pewnie tylko wściekła. Tak czy inaczej, powiedziała Severusowi, dokąd wyruszyliście, więc my dwaj ruszyliśmy za wami do Ministerstwa tak szybko, jak się dało, ale ty zdążyłeś już rozpocząć rytuał, więc Severus musiał dopilnować, byś wybudził się z transu, i skończyć to, co zacząłeś.

Harry przełknął ciężko i poczuł, jak jego serce robi w piersi jakieś dziwne salto, a potem zaczyna bić dwa razy szybciej niż zazwyczaj.

- Co znaczy „skończyć"?

Remus westchnął ciężko.

- Otworzyłeś portal prowadzący do świata zmarłych, Harry – a raczej zacząłeś igrać z półotwartym portalem, który już istniał. To było coś, czego nie byłeś w stanie kontrolować, kiedy już wprawiłeś to w ruch. Severus musiał skończyć, co zacząłeś, czyli dopełnić rytuał i znów zamknąć portal, ponieważ takie połączenie między światami nie może pozostać otwarte. Merlin jeden wie, co mogłoby przejść przez nie do świata żywych.

Oczy chłopca rozszerzyły się.

- Dopełnić rytuał? Syriusz wrócił? Czy to znaczy, że Syriusz wrócił?

Serce podeszło mu do gardła i już chciał przerzucić nogi przez brzeg łóżka, by wstać, ale z zapartym tchem czekał na odpowiedź Remusa. Tak bardzo pragnął usłyszeć, że jego ojciec chrzestny wrócił, ale jakaś jego część drżała ze strachu, że słowa mężczyzny na dobre pogrzebią jego nadzieje.

Lupin skrzywił się nieco.

- Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, Harry. W sensie fizycznym – tak, Syriusz wrócił; kiedy tylko dowiedzieliśmy się, co planujesz, Severus wysłał do Albusa notatkę. Dyrektor był akurat na spotkaniu z Moodym i Janusem, więc wszyscy trzej natychmiast ruszyli do Londynu. Alastor zrobił, co mógł, by trzymać ludzi z daleka od Departamentu Tajemnic. Albus powiedział mi, że kiedy weszli do Sali Śmierci, okazało się, że łuk został zniszczony, ty i ja leżeliśmy obok kamiennych ław, a pod Zasłoną znaleźli Severusa i Syriusza. A więc tak, fizycznie Syriusz wrócił – i jest żywy.

Na ustach Harry'ego pojawił się szeroki uśmiech, ale Lupin szybko potrząsnął głową.

- Powiedziałem: fizycznie. Nie chcę cię dodatkowo martwić, ale na razie to wszystko, co można stwierdzić z całą pewnością. Do tej pory się nie obudził, a dopiero kiedy to nastąpi, będziemy mogli stwierdzić, co się z nim stało.

Harry zrobił ruch, jakby chciał wstać z łóżka, ale Remus złapał go za ramiona i popchnął z powrotem na materace. Chłopiec pokręcił głową.

- Chcę go zobaczyć. Muszę go zobaczyć, Remus!

Ale mężczyzna był nieubłagany.

- Nie, Harry. Nikomu nie wolno go na razie odwiedzać. Mnie też nie pozwolono go zobaczyć. Syriusz leży na oddziale intensywnej opieki medycznej, a tam wolno wchodzić jedynie uzdrowicielom. Jeszcze się nie obudził i nie mam pojęcia, w jakim jest stanie. Wiem, że to trudne, ale musimy czekać i zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja.

Harry opadł na poduszki, ale nie rozluźnił się całkowicie. Syriusz wrócił – to była jedyna myśl, jaka krążyła w jego głowie. Syriusz wrócił. Udało mu się uratować swojego ojca chrzestnego. To znaczy z tego, co powiedział Remus, wynikało, że to Snape go uratował, ale liczyło się tylko, że Syriusz znów był z nimi. Teraz wszystko powinno wrócić na swoje miejsce, prawda? Tak właśnie sądził Harry przed rytuałem; ocalenie Syriusza było najważniejsze, a wszelkie inne kwestie rozwiążą się same. Teraz jednak wcale nie wyglądało na to, że tak właśnie będzie...

- Ale Syriusz dojdzie do siebie, prawda? Wyzdrowieje?

Lupin odetchnął głęboko.

- Uzdrowiciele nie chcą za bardzo rozmawiać na jego temat. Ministerstwo trzyma jego kartę pacjenta praktycznie pod kluczem. Kiedy tu przybył, jego stan nie był stabilny – tylko tyle wiem, a i to dlatego, że Albus powiedział mi, co zastał w Sali Śmierci, kiedy tam przybył. Syriusz był za Zasłoną ponad dwa miesiące i to najwyraźniej zostawiło ślady również na jego ciele. Poczekaj kilka dni, Harry; Syriusz musi się obudzić – dopiero wtedy będziemy wiedzieć więcej. Przykro mi, ale w tym momencie nie potrafię ci powiedzieć nic innego.

Harry kiwnął głową z poczuciem klęski. Wciąż pragnął ponad wszystko iść i zobaczyć swojego ojca chrzestnego, przekonać się na własne oczy, że rzeczywiście powrócił, usiąść przy jego łóżku i czekać tam, aż się obudzi, ale nie wiedział, gdzie dokładnie przebywa Syriusz, więc musiałby przeszukać cały szpital, by do niego dotrzeć. A jeżeli w całą tę sprawę zamieszane było również Ministerstwo, to możliwe, że do jego ojca chrzestnego w ogóle nie można się było dostać. Teraz, kiedy Harry dokładniej się nad tym zastanowił, poczuł niepokój: do tej pory Ministerstwo Magii nigdy nie traktowało Syriusza sprawiedliwie, a teraz, kiedy w końcu wrócił, znów znalazł się w ich rękach? Przecież tego właśnie Zakon starał się uniknąć przez ostatnie lata!

- Dlaczego Syriusz jest tutaj? Czemu nie zabierzecie go w jakieś bezpieczne miejsce?

- Masz na myśli z dala od Ministerstwa?

Chłopiec przytaknął.

- Po pierwsze dlatego, że potrzebował opieki medycznej, kiedy wrócił zza Zasłony. Albus zabrał Severusa do Hogwartu, by nikt nie dowiedział się, czego dokonał w Sali Śmierci, ale zabranie do zamku również Syriusza nie wchodziło w grę.

- Czemu?

- Pani Pomfrey jest bardzo utalentowaną uzdrowicielką, nie ma co do tego wątpliwości, ale to, co stało się z Syriuszem, zdecydowanie wykracza poza to, z czym na co dzień ma do czynienia. Łapa potrzebuje teraz stałej, dwudziestoczterogodzinnej opieki medycznej na bardzo wysokim poziomie, a Święty Mungo z pewnością jest do tego lepiej przygotowany niż Skrzydło Szpitalne w Hogwarcie. Myślę jednak, że Albus miał jeszcze jeden powód, dla którego nie sprowadził od razu Syriusza do szkoły.

Harry miał nadzieję, że to naprawdę dobry powód. Ilekroć chodziło o jego ojca chrzestnego, opinie Harry'ego zdecydowanie różniły się od opinii Dumbledore'a i chłopiec przekonał się o tym w bardzo bolesny sposób. Nie zauważył, by stary czarodziej przelewał łzy nad przedwczesną śmiercią Syriusza i nie wiedział też, co sądzi o jego niespodziewanym powrocie.

- Jaki powód?

- Ministerstwo wiedziało, że Syriusz wpadł za Zasłonę.

- Jakim sposobem? Kiedy Ron i ja przechodziliśmy przez siedzibę aurorów, widzieliśmy, że z kabiny Kingsleya zniknęły wszystkie jego zdjęcia. Pomyślałem wtedy, że to oczywiste, skoro Syriusz... no cóż, skoro już go nie ma, ale nie zastanowiłem się, skąd w ogóle mieliby o tym wiedzieć.

Remus pokiwał głową.

- Przede wszystkim wiedzieli o tym dlatego, że Syriusza zauważono, kiedy przybył za tobą do Ministerstwa. Albus odesłał cię do Hogwartu, po czym razem z Ministrem odbył naradę na temat tego, co się stało. Z tego, co wiem, dyrektor chciał po prostu przekonać ministra Knota, że Voldemort powrócił i że Ministerstwo nie może dłużej temu zaprzeczać. W międzyczasie aurorzy zbadali cały teren, naprawiali szkody i przesłuchiwali pracowników, którzy akurat mieli wtedy dyżury. Niestety wielu z nich zeznało, że widziało wcześniej w budynku Syriusza. Za bardzo zależało nam na szybkim dotarciu do Departamentu Tajemnic, by uważać na to, żeby nikt nas nie zobaczył. Kiedy Knot usłyszał, że Syriusz był tej nocy w Ministerstwie, od razu pomyślał, że przybył tam jako jeden ze Śmierciożerców, ale Albus powiedział mu, co się naprawdę wydarzyło, tak samo jak wcześniej wiele razy powtarzał mu, że Syriusz nie jest Śmierciożercą. Do tej pory Minister go nie słuchał, jednak tej nocy postanowił mu uwierzyć. Prawdopodobnie biorąc pod uwagę fakt, że dyrektor miał rację, jeśli chodzi o powrót Voldemorta, przyznanie mu racji również w sprawie Syriusza nie mogło jeszcze bardziej zaszkodzić Knotowi. Poza tym Syriusz wpadł za Zasłonę, więc nie trzeba już było oficjalnie przyznawać, że został niesłusznie osadzony w Azkabanie.

- No pewnie... skoro i tak zginął, to nie trzeba już było zwracać mu dobrego imienia, a Knot mógł dać Kingsleyowi i tym dwóm pozostałym aurorom ścigającym Syriusza coś innego do roboty - dodał Harry ze złością. Remus pokiwał głową.

- Obawiam się, że właśnie tak trzeba tłumaczyć zachowanie Ministra. Mógł oficjalnie zakończyć poszukiwania Syriusza i przenieść zasoby ludzkie do innych zadań. Kilka dni po wydarzeniach w Departamencie Tajemnic w Proroku Codziennym ukazał się krótki artykuł na ten temat – zapewne go nie czytałeś?

Chłopiec pokręcił głową, więc Remus mówił dalej.

- W ogólnym zarysie traktował o tym, że społeczeństwo nie musi się już obawiać Syriusza Blacka i że nie stanowi on już zagrożenia dla czarodziejskiego świata. Ani słowem nie wspomniano o tym, co się z nim stało – ostatecznie Knot nie chciał, by ktokolwiek dowiedział się, że w Departamencie Tajemnic pojawili się Śmierciożercy, albo poznał inne szczegóły tej nocy. Nie napisano nawet, że Syriusz zginął, tylko że nie jest już niebezpieczny, że został unieszkodliwiony. W żaden sposób nie rozwinięto później tego tematu – wydawnictwa prasowe były zbyt zajęte publikowaniem informacji na temat powrotu Voldemorta. Poszukiwania Łapy zostały odwołane, a Kingsleya przydzielono do innych spraw. Teraz jednak problem polega na tym, że oczyszczenie imienia Syriusza można osiągnąć tylko poprzez Ministerstwo.

- Ale jak oni wyjaśnią, w jaki sposób Syriusz powrócił? Mówiłeś, że profesor Snape będzie miał wielkie kłopoty, jeśli ktoś dowie się, co zrobił. A jak inaczej Ministerstwo może wytłumaczyć to, co się stało?

Lupin wzruszył ramionami.

- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Po przebudzeniu nie miałem jeszcze okazji, by porozmawiać z Albusem, ale mam nadzieję, że jakiś sposób się znajdzie. Na razie dobrze, że Minister nie może już dłużej ignorować dowodów na to, że Syriusz jest niewinny. Po prostu musi istnieć sposób na to, by oczyścić jego imię, gdy tylko się obudzi.

W głosie Remusa słychać było nutę wątpliwości – a może to wcale nie była wątpliwość, Harry nie był do końca pewien, ale jakieś inne, przygnębiające uczucie kłócące się z optymistycznym wydźwiękiem jego słów. Brzmiało to tak, jakby Remus nie wierzył tak naprawdę w to, co właśnie powiedział, ale o którą część mu chodziło? Czy o oczyszczenie imienia Syriusza? A może o to, czy Syriusz się obudzi? Być może Harry wpadał w paranoję, ale ostatnie doświadczenia nauczyły go, że ludzie z jego otoczenia mieli tendencję do ukrywania przed nim pewnych informacji, zwłaszcza wtedy, gdy nie mieli innego wyjścia.

- O czym nie chcesz mi powiedzieć?

Remus spojrzał na niego.

- Słucham?

- Mam wrażenie, że o czymś mi nie powiedziałeś.

Mężczyzna powoli pokręcił głową.

- Niczego przed tobą nie ukrywam, Harry. Po prostu... - uśmiechnął się smutno. - Nauczyłem się, że w życiu rzadko kiedy wszystko układa się tak, jak byśmy chcieli, stanowczo zbyt rzadko, niestety. Ratując Syriusza dokonałeś czegoś wspaniałego i to samo z siebie powinno być powodem do wielkiej radości, ale... mam wrażenie, że to wszystko wcale się jeszcze nie skończyło.

- Co masz na myśli?

- Na razie ciężko stwierdzić, w jakim stanie będzie Syriusz, kiedy się obudzi. Ciężko też stwierdzić, czy Korneliusz Knot dotrzyma słowa danego dwa miesiące temu i zaakceptuje fakt, że aresztowanie Syriusza odbyło się niezgodnie z prawem. Nie mamy żadnej gwarancji, że to wszystko się ułoży – a ja ten jeden, jedyny raz chciałbym mieć taką gwarancję. Bardzo by mnie to uspokoiło.

Harry doskonale go rozumiał; na Merlina, ile on sam dałby za gwarancję, że jego życie w końcu się ułoży!

- Ale jeżeli nikt nie może się dowiedzieć, co profesor Snape zrobił z tym łukiem, to jak, u licha, Ministerstwo wytłumaczy powrót Syriusza?

Remus wzruszył ramionami i rozłożył bezradnie ręce.

- Gdybym tylko wiedział! Minister z pewnością będzie chciał otrzymać jakieś wyjaśnienie dla tego, co się stało, dlaczego runął łuk i w jaki sposób Łapa wrócił zza Zasłony, ale nie mam pojęcia, jakie wyjaśnienie może jednocześnie brzmieć wiarygodnie i nie narazić w żaden sposób ciebie ani Severusa. Jestem pewien, że nikt w Ministerstwie nie będzie żałował zniszczenia tego łuku, ale to nie znaczy, że nie będą chcieli wiedzieć, co go zniszczyło. Musimy poczekać i przekonać się na własnej skórze.

- Będą chcieli mnie przesłuchać? Ostatecznie nie powinienem w ogóle znaleźć się w Departamencie Tajemnic tego dnia... ty zresztą też nie.

- To możliwe, Harry. Tak jak mówiłem, nie mam pojęcia, co będzie. Zmierzymy się z tym wszystkim, kiedy nadejdzie czas, ponieważ nie sądzę, żeby cokolwiek miało się wyjaśnić dzisiaj lub jutro. Porozmawiam z dyrektorem, jak tylko będę miał okazję – może on będzie wiedział więcej. Jest ostatecznie jedyną osobą mającą kontakt z samym ministrem Knotem. Dam ci znać, jak tylko czegoś się dowiem.

Chłopiec pokiwał głową i opadł na materac swojego łóżka. Nie miał specjalnej ochoty czekać, aż wszystko się rozwiąże – albo nie rozwiąże, bo różnie to mogło być – ale z drugiej strony nie miał żadnego wyboru w tej kwestii. Po kilku minutach ciszy zauważył, że Lupin uważnie mu się przygląda, więc odwrócił się do niego.

- Remusie?

Mężczyzna westchnął i rozkrzyżował nogi, by po chwili znów je skrzyżować.

- Bardzo się cieszę, że Syriusz wrócił, bardziej, niż jestem w stanie wyrazić, zwłaszcza że jest to coś, o czym nie śmiałem już nawet marzyć.

Harry czuł, że to nie wszystko.

- Ale?

- Wiem, że nie jestem twoim opiekunem ani kimś, kogo opinię zawsze musisz brać pod uwagę, ale czy choćby przez chwilę zastanowiłeś się nad tym jak kompletnie idiotyczny był twój plan? Jak niebezpieczny? Wiem, że Severus odradzał ci badanie nekromancji, bo jest niebezpieczna. Ja sam odradzałem ci badanie nekromancji, bo jest niebezpieczna! Obiecałeś mi to, Harry, a mimo to wykorzystałeś pierwszą okazję, by uciec z Hogwartu i namówić Rona do zabrania świstoklika Arturowi, żebyś mógł dostać się do Ministerstwa i przeprowadzić nekromantyczny rytuał. Zamknąłeś Hermionę w schowku na miotły, bez identyfikacji poruszałeś się po biurze aurorów i pod osłoną peleryny niewidki zakradłeś się do Departamentu Tajemnic. Ukradłeś książkę z prywatnych zbiorów Severusa, a przede wszystkim naraziłeś życie swoje, moje i jego. Twoje działania przyniosły niepomierną korzyść, ale nie jestem w stanie opisać ci, jak były jednocześnie głupie i lekkomyślne... jak ryzykowne.

Głos Remusa wciąż był tak samo cichy, ale z każdym kolejnym zdaniem robił się coraz ostrzejszy. W jego tonie nie było gniewu, ale była w nim śmiertelna powaga i silny autorytet. Harry nie bardzo wiedział jak odpowiedzieć; rzeczywiście zrobił wszystkie te rzeczy, o których wspomniał Lupin, ale nie myślał o nich w ten sposób. Nie chciał narażać niczyjego życia, chciał ocalić życie – życie Syriusza. To było dla niego ważne, ważniejsze niż cokolwiek innego w całym dotychczasowym życiu. I udało się...!

- Ja... nie chciałem narażać nikogo na niebezpieczeństwo. Ja tylko... to znaczy chcieliście go odciąć; nie mogłem wam na to pozwolić, skoro była szansa, żeby go uratować!

- Przecież odbyliśmy długą rozmowę na ten temat, Harry. Wyjaśniłem ci, dlaczego podjąłem taką a nie inną decyzję.

Chłopiec przytaknął powoli.

- Owszem, ale tego ranka, kiedy poczułeś się tak źle, że trafiłeś do Skrzydła Szpitalnego... sam nie wiem. To wszystko nagle zrobiło się takie prawdziwe. Chcieliście odciąć go następnego dnia, a ja po prostu nie mogłem wam na to pozwolić. Nie mogłem pozwolić wam go odciąć.

Harry nie wiedział, dlaczego nagle do oczu napłynęły mu łzy, ale zamrugał szybko kilka razy i spróbował się opanować. Remus patrzył na niego z rękoma złożonymi na kolanach i nieprzeniknionym dla chłopca wyrazem twarzy.

- Nie mam żadnego prawa, by robić ci teraz jakiekolwiek wyrzuty, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak bardzo się cieszę, że jakimś cudem udało ci się uratować Syriusza, i chociaż moje słowa przed chwilą mogły tak właśnie zabrzmieć, nie chcę ci niczego wypominać. Domyślam się jednak, jak jesteś szczęśliwy, że znów masz przy sobie ojca chrzestnego, więc chcę tylko, żebyś nie zapomniał, jak zaryzykowałeś, a ryzykowałeś naprawdę wiele – i nie możesz oczekiwać, że za każdym razem, kiedy będziesz tak ryzykował, wszystko ułoży się po twojej myśli. Do tej pory tak było, ale nie liczyłbym, że tak będzie zawsze.

- Musiałem coś zrobić - odpowiedział Harry. - Nikt inny nie robił nic, by spróbować ocalić Syriusza, wszyscy spisali go na straty, a ja nie mogłem po prostu stać bezczynnie i patrzeć, jak go odcinacie. Żaden z was mi nie wierzył i to jest jedyny powód, dla którego musiałem podjąć takie ryzyko. Ty sam nie wierzyłeś, że można jakoś uratować Syriusza, ale czy tak naprawdę w ogóle się nad tym zastanawiałeś? Czy chociaż raz przemyślałeś mój pomysł, zanim go odrzuciłeś?

Remus odetchnął głęboko, po czym pokiwał głową.

- Możesz mi wierzyć lub nie, ale zastanawiałem się nad tą kwestią i to nie raz. Doszedłem jednak do wniosku, że chociaż uratowanie Łapy jest samo w sobie szczytnym celem, to jednak nie usprawiedliwiłoby użycia nekromancji. Powinieneś był o tym wiedzieć.

Chłopiec wyprostował się gwałtownie na łóżku; kiedy się odezwał, w jego głosie wyraźnie słychać było złość.

- O czym powinienem wiedzieć? Wiem tylko, że wszyscy dookoła powtarzali mi, że nekromancja jest zła i żebym trzymał się od niej z daleka i że powinienem wiedzieć, dlaczego! Przykro mi, ale nie wiem! Może powinienem, ale nie wiem!

W pomieszczeniu zaległa cisza, która trwała zbyt długo, by można ją było uznać za komfortową. W końcu Lupin pokręcił głową.

- Spędziłeś na badaniach nad nekromancją prawdopodobnie więcej czasu niż nad większością swoich wakacyjnych wypracowań, a jednak wciąż nie wiesz, czym tak naprawdę ona jest? Musiałeś przecież natknąć się na jej historię, zagrożenia, jakie ze sobą niesie, a mimo to nie zwróciłeś na nie uwagi?

- Nie miałem zbyt wiele czasu na te badania. I nie szukałem wiadomości na temat nekromancji, szukałem sposobu na uratowanie Syriusza!

- I w związku z tym nie zwracałeś uwagi na nic innego - pokiwał głową mężczyzna. Wcześniej, kiedy Harry się obudził, miał wrażenie, że Remus jest zły, ale teraz – o dziwo – wyglądał raczej na nieco rozbawionego. - Trudno ci też zrozumieć, że czasem w pełni wykształceni czarodzieje po prostu mają rację.

- Może byłoby inaczej, gdyby od czasu do czasu próbowali mi coś wytłumaczyć; nie lubię, kiedy ludzie mówią mi, że coś wiedzą lepiej, i po prostu oczekują, że to zaakceptuję.

- Słuszna uwaga.

Remus wstał ze swojego krzesła i podszedł do okna. Przez moment wyglądał na zewnątrz, po czym wrócił i stanął w nogach łóżka.

- Wydawało mi się, że ci to wyjaśniłem, ale może masz rację i jednak nie byłem dość dokładny.

Harry wzruszył ramionami.

- Może. Może sam powinienem to zrozumieć, ale jednak nie zrozumiałem. Wiem, że nekromancja nie jest używaną na co dzień magią i że jest nielegalna – w sensie „trzymaj łapy z daleka", ale kiedy chodzi o ocalenie Syriusza, to przepraszam bardzo, ale nie obchodzi mnie, co jest legalne, a co nie jest.

Lupin kiwnął głową.

- Chociaż nie ma co płakać nad przysłowiowym rozlanym mlekiem, chyba powinienem naprawić błąd jakim było niewyjaśnienie ci w dostatecznym stopniu, dlaczego nekromancji nigdy nie powinno się używać.

Chłopiec przytaknął i oparł się o wezgłowie łóżka.

- W porządku.

Remus zrobił parę kroków w tę i z powrotem, jakby szukał odpowiednich słów, po czym zaczął mówić tonem, który Harry doskonale pamiętał z czasów, gdy jego były profesor wciąż uczył Obrony Przed Czarną Magią.

- Między życiem i śmiercią istnieje bardzo wyraźna granica; kiedy się ją przekroczy – a każdy z nas musi ją w końcu przekroczyć – nie ma już żadnej drogi powrotu. Niektórzy ludzie, jak sir Nicholas, pozostawiają swój ślad po tej stronie granicy, ale nie zmienia to nic jeśli chodzi o ogólną zasadę. Sir Nick nie żyje, a jedyna różnicą jest to, że nie przeniósł się do miejsca, które znajduje się za tą granicą. Każdy umiera raz, a kiedy to się stanie, nie można znów sprowadzić go do świata żywych.

Harry otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Remus spojrzał na niego i potrząsnął głową, jakby nie chciał, by jego wyjaśnienie zostało przerwane.

- Z emocjonalnego punktu widzenia ludzie często umierają zbyt wcześnie, stanowczo przed czasem, kiedy wciąż są potrzebni na tym świecie. Nie ma to jednak wpływu na niezaprzeczalny fakt, że niektórzy umierają młodo, a niektórzy w późnym okresie życia. Nikt tak naprawdę nie wie, co czeka nas po śmierci – granica między tymi dwoma stanami nie jest granicą, którą można ot, tak po prostu przekraczać w tę i z powrotem. Śmierć jest definitywnym końcem i zmarli po prostu nie mogą powrócić do świata żywych.

- Z tego, co mówisz, wynika, że nekromancja jako taka w ogóle nie istnieje.

Lupin westchnął i znów podszedł do okna, by wbić w błękitne niebo kompletnie nieobecny wzrok.

- Istnieje. Niestety istnieje. Nekromancja jest wyjątkiem od tej reguły, a nekromanci są nielicznymi ludźmi posiadającymi wrodzoną zdolność przekraczania granicy między życiem i śmiercią. Ale nie o to chodzi.

- A o co?

- O to, że nawet nekromanta nie może przekroczyć tej granicy bez pewnego ryzyka. Nikt nie może tak po prostu zapukać do drzwi samej śmierci i wyrwać zmarłego z jej objęć. Nekromanta musi otworzyć przejście między obydwoma światami, swego rodzaju miejsce, przez które można odbyć tę podróż. To jednak oznacza połączenie dwóch sfer, które zawsze powinny być od siebie wyraźnie odgraniczone, ponieważ nie współgrają ze sobą. Nie można połączyć życia i śmierci w jednej rzeczywistości – to się po prostu nie uda. Śmierć jest końcem życia. Łuk był portalem między tymi dwoma światami, przejściem, którego otworzenie było o wiele prostsze niż utworzenie zupełnie nowego, ponieważ był już na wpół otwarty – Syriusz wpadł za Zasłonę, ale nie mógł już zza niej powrócić. Łuk był więc przejściem tylko w jedną stronę. I właśnie dlatego byłeś w ogóle w stanie skutecznie rozpocząć rytuał bez jakiegokolwiek talentu do nekromancji. Bez tego łuku jako punktu wyjścia nie udałoby ci się osiągnąć absolutnie nic. Takie portale są niebezpieczne, ponieważ nikt nie potrafi przewidzieć, co przez nie przejdzie, kiedy będą otwarte – i co się wydarzy, kiedy już dojdzie do takiego przejścia. Wystarczy wspomnieć dementorów – narodzili się po drugiej stronie granicy, a wiesz przecież, jakie krzywdy są w stanie wyrządzić ludziom. Naginanie najbardziej podstawowych praw natury do swojej woli jest niebezpieczne – a jeszcze bardziej niebezpieczne jest przechodzenie przez otwarty portal. Próbowałeś przekroczyć linię oddzielającą życie od śmierci, Harry – a dla prawie każdego człowieka jest to niemożliwe. Gdyby Severus nie przybył ci na pomoc i nie przejął kontroli nad rytuałem, ten pomysł kosztowałby cię życie.

Remus odetchnął głęboko, przeczesał palcami włosy i znów usiadł na krześle, jakby ta przemowa kompletnie go wyczerpała. Skrzyżował nogi, przetarł dłonią twarz i spojrzał Harry'emu w oczy.

- Rzuciłeś się na łeb, na szyję w przeprowadzenie planu, który zdecydowanie cię przerastał. Nawet dla nekromanty przekraczanie granicy ze światem umarłych jest niebezpieczne; dusze żywych ludzi nie są tam mile widziane, ponieważ ich miejsce nie jest między umarłymi. Właśnie dlatego – gdybyś dalej ciągnął swój rytuał tej nocy albo gdyby Severus nie przejął kontroli nad połączeniem, które nawiązałeś, i dzięki temu pozwolił ci powrócić – nie wyszedłbyś z tego żywy. Jedynie nekromanta posiada zdolność wyruszenia w zaświaty i powrotu z nich, ale nawet dla niego nie jest to łatwe osiągnięcie. Już w tym, czego dokonałeś, posunąłeś się za daleko. Dotarłeś dalej niż ktokolwiek z twoim brakiem talentu mógłby dotrzeć – i przeżyć.

Harry uniósł brwi.

- Co to niby znaczy?

- Nie jestem ekspertem, ale podejrzewam, że bez pomocy Severusa nie byłbyś w stanie wrócić. Śmierć nie jest wybredna – ci, którzy dobrowolnie wkraczają do jej królestwa, nie powinni się spodziewać, że wrócą jeszcze do świata żywych. Omal nie przekroczyłeś linii, której przekraczać nie należy. Merlin jeden wie, jakie wypłyną z tego wszystkiego konsekwencje.

- Co masz na myśli?

Remus westchnął głęboko i ponownie zaczął krążyć w tę i z powrotem u stóp łóżka Harry'ego.

- Być może nic – ale istnieje możliwość, że to, co zrobiłeś, będzie miało konsekwencje, których nie jesteśmy na razie świadomi. To chyba jeszcze nie koniec... Będę musiał porozmawiać z Severusem, kiedy już dojdzie do siebie – być może on będzie wiedział więcej. Tak czy inaczej, powinieneś zwracać szczególną uwagę na wszystko, co odbiega w twoim zachowaniu lub samopoczuciu od normy; nie możemy w stu procentach liczyć w tej kwestii na uzdrowicieli, ponieważ oni, rzecz jasna, nie wiedzą, przez co przeszedłeś. Inaczej miałbyś nie lada kłopoty, ponieważ o wszystkim bez wątpienia dowiedziałoby się Ministerstwo. Szpital wie tylko, że byłeś świadkiem wypadku magicznego, który bardzo cię wyczerpał – a właśnie wyczerpanie jest tym, czym powinni w twoim przypadku zająć się uzdrowiciele. Dzięki niech będą Merlinowi, że nie stało ci się nic więcej... Przecież to wszystko mogło się skończyć zupełnie inaczej. Mogłeś zginąć, Harry.

- Ale nie zginąłem.

- Nie, ale nie jest to coś, na co miałeś jakikolwiek wpływ. Byłeś na prostej drodze do tego, by stracić życie. Chciałbym, żebyś o tym pamiętał.

Harry wypił szklankę wody i odstawił ją na szafkę obok łóżka. Nie bardzo wiedział, jak odpowiedzieć na słowa Lupina. Mężczyzna wstał z krzesła.

- Powiem uzdrowicielom, że się obudziłeś, a potem spróbuję przynieść ci coś do jedzenia. Niedługo wrócę.

- Dziękuję.

Remus wyszedł z sali, a kilka minut później pojawił się w niej uzdrowiciel z różdżką w ręku. Chłopiec westchnął i opadł na poduszki. Istniała jedna rzecz, której nauczył się w ciągu ostatnich lat, głównie dzięki pani Pomfrey: im bardziej będzie potulny, tym szybciej zakończą się wszelkie badania.


Severusa Snape'a dręczył najbardziej potworny ból głowy w całym życiu. Była to pierwsza rzecz, jaką sobie uświadomił, kiedy nie wiedział jeszcze nawet, gdzie się znajduje i co się stało. Jego pamięć była bardzo mętna... będzie więc musiał dowiedzieć się wszystkiego krok po kroku. Najwyraźniej wciąż żył – nigdy nie wierzył w niebo i wieczny spokój, ale nie sądził też, że śmierć byłaby aż tak bolesna. Bolała go chyba każda część ciała, nie tylko głowa, ale – co dziwne – był niemal pewien, że nie został poważnie ranny. Dzięki wcześniejszym doświadczeniom doskonale wiedział, jak bolą takie rany, i czuł się wtedy inaczej. Nie gorzej niż teraz, ale inaczej.

Gdzie się znajdował? Był cały odrętwiały i prawie nic nie czuł, ale niemal z pewnością leżał na łóżku – a przynajmniej czuł się komfortowo i ciepło, a to już było coś. Nie słyszał nic z wyjątkiem oddechu kogoś, kto znajdował się obok, i nie potrafił wyjaśnić ciepła, które czuł na swoim czole.

Musiał otworzyć oczy, by dowiedzieć się czegoś więcej.

Powoli uchylił jedną powiekę, a potem drugą, wdzięczny, że najwyraźniej był późny wieczór i pokój, w którym się znajdował, był pogrążony w mroku; podejrzewał, że jasne światło byłoby teraz dla niego zbyt wielkim wstrząsem. To był jego pokój – od razu zdał sobie z tego sprawę. Leżał w swojej sypialni w Hogwarcie, w prywatnych kwaterach, do których nie miał dostępu nikt poza nim samym. Nim samym oraz...

- Albus - wychrypiał, wiedząc, że drugą osobą w pomieszczeniu mógł być wyłącznie dyrektor.

- Dobrze znów widzieć cię przytomnego, Severusie.

Dumbledore zdjął dłoń z czoła Snape'a i zapalił niewielką lampkę stojącą na nocnym stoliku obok łóżka. Po chwili jego zmartwiona, zapadnięta twarz pojawiła się w zasięgu wzroku Mistrza Eliksirów.

- Jak się czujesz?

Severus spróbował wzruszyć ramionami, ale ten gest pozostał raczej niezauważony pod grubym kocem. Ból w ramionach dał mu jednak do zrozumienia, że ruch się udał.

- W porządku.

Dumbledore zachichotał.

- Severusie, nie ma tu nikogo oprócz nas dwóch; wiem, że nie lubisz, kiedy inni ludzie widzą cię w chwilach słabości, ale teraz znalazłeś się niestety w sytuacji, w której musisz pozwolić, bym ci pomógł.

Snape nie odpowiedział, ale kiedy ujrzał na twarzy dyrektora ten figlarny uśmiech, zrozumiał, że coś się szykuje.

- Mogę oczywiście wezwać tu Poppy, by dokładnie cię przebadała.

- Wezwij tę starą jędzę, a przeklnę najpierw ją, a potem ciebie!

Dumbledore znów zachichotał.

- Sądzę, że w tym momencie nie masz dość sił nawet na to, by unieść różdżkę! Jeśli jednak nie chcesz, by zajmowała się tobą Poppy, to zapytam jeszcze raz: jak się czujesz?

- Koszmarnie - przyznał szczerze Snape. - Wszystko mnie boli, a najbardziej głowa. Jestem spragniony i mam wrażenie, że w ogóle nie jestem w stanie się ruszyć.

- Owszem, to, czego dokonałeś, krańcowo cię wyczerpało. Mogę podać ci coś przeciwbólowego, ale obawiam się, że uczucie osłabienia utrzyma się jeszcze przez kilka dni. Trudno się temu dziwić po tym, co zrobiłeś w Sali Śmierci.

Severus zamknął oczy i spróbował sobie to przypomnieć. Nie musiał specjalnie się wysilać – wspomnienia wróciły natychmiast, jakby tylko czekały, aż mężczyzna zacznie myśleć o tej nocy. Znów otworzył oczy, gdy poczuł na plecach i ramieniu delikatne ręce podnoszące go do pozycji siedzącej. Spróbował usiąść samodzielnie – nie znosił poczucia zupełnej bezsilności i polegania na czyjejś pomocy, ale szybko zorientował się, że jest zbyt słaby. Dumbledore z zaskakującą siłą uniósł go i oparł o swój bok, po czym przytknął mu do ust brzeg pucharu. Snape ufnie rozchylił je i wypił eliksir. Kolejnym dowodem na jego fizyczne osłabienie był fakt, że nie zadziałał w tym momencie jego naturalny instynkt samozachowawczy, wręcz przeciwnie – profesor nawet się nie zastanowił, skoro bez zastanowienia przyjął lekarstwo; w normalnych warunkach nawet w przypadku dyrektora zapytałby przynajmniej, co to za eliksir.

- Ten napój powinien zlikwidować ból głowy. Czy chciałbyś się czegoś napić?

Severus skinął głową i cierpliwie pozwolił Dumbledore'owi przysunąć sobie do ust kolejne naczynko, które łapczywie opróżnił. Mimo szczerej chęci nie był w stanie powstrzymać pełnego satysfakcji westchnienia, kiedy dyrektor pomógł mu znów się położyć i przykrył kocem aż po ramiona. Na szczęście oprócz starego czarodzieja nie było w sypialni nikogo, kto mógłby być świadkiem tej chwili słabości, bo gdyby tak było, Severus musiałby wybrać jedną z dwóch opcji – morderstwo lub samobójstwo (w zależności od tego, kto byłby obecny). Dyrektor miał zdecydowanie rację, kiedy powiedział, że Mistrz Eliksirów nie lubi okazywać słabości przed innymi ludźmi. Istniały powody, dla których tak było – doświadczenia, o których wolałby całkowicie zapomnieć. Albus jednak widywał go już w znacznie gorszym stanie, kiedy również potrzebował pomocy drugiej osoby, i chociaż młodszemu mężczyźnie za każdym razem to przeszkadzało, to jednak fakt, że świadkiem tych chwil był dyrektor, był nieco łatwiejszy do zniesienia, niż gdyby był to ktoś inny.

- Co się stało, Albusie?

Teraz, po wypiciu napoju, jego głos nie był już tak chrapliwy. Niewielki postęp, ale na nic więcej nie mógł na razie liczyć.

- To długa historia, Severusie. Może powinniśmy poczekać z opowiedzeniem jej, aż poczujesz się lepiej.

Snape pokręcił głową.

- Co z Blackiem? I Potterem i Lupinem?

Dumbledore westchnął.

- Harry i Remus czują się dobrze. Obaj byli wyczerpani i potrzebowali opieki medycznej, ale dziś rano otrzymałem ze Świętego Munga wiadomość, że już dochodzą do siebie. Wkrótce obaj zostaną wypuszczeni.

- A Black?

- To było bardzo ryzykowne, Severusie; nie jesteś dostatecznie przeszkolony w tej dziedzinie i omal nie przypłaciłeś tego życiem.

- Nie miałem wyjścia, Albusie – inaczej Potter by zginął. A kiedy nawiązałem już własne połączenie, nie mogłem go tak po prostu przerwać. Czy wszystko się udało?

Po tych słowach nastąpiła długa cisza, ale Severus nie dostrzegł, jak dyrektor kiwa głową, ponieważ znów zamknął oczy.

- Tak, udało się. Łuk został zniszczony, a pod Zasłoną znaleźliśmy ciebie i Syriusza. On jeszcze się nie obudził, a ja go nie odwiedziłem, ale z tego, co wiem, jego stan się polepsza i nie ma już bezpośredniego zagrożenia życia. Co do... reszty, pozostaje nam czekać.

Severus odetchnął głęboko kilka razy czując, że powoli znów zanurza się we śnie; tylko Albus mógł podać mu środek przeciwbólowy działający jednocześnie jak nasenny!

- Dziękuję.

Dumbledore znów położył dłoń na jego czole.

- Nie musisz mi za nic dziękować.

Snape z olbrzymim wysiłkiem uniósł własną dłoń i położył ją na ręce starszego czarodzieja.

- Jestem doskonale świadomy tego, co zrobiłeś, Albusie – nie pozwoliłeś, by zabrano mnie do Świętego Munga, ponieważ konsekwencją tego byłoby oficjalne przesłuchanie, a skoro nie jestem przywiązany do łóżka w Skrzydle Szpitalnym, to podejrzewam, że Poppy Pomfrey również nie wie nic na temat mojego stanu, a zatem pozostajesz tylko ty. Widzę, jak jesteś zmęczony, więc doskonale rozumiem, co zrobiłeś. Dziękuję ci.

Dumbledore skinął głową i uścisnął dłoń Mistrza Eliksirów.

- Nie ma za co, Severusie. Po prostu odpocznij – potrzebujesz tego.

Snape wątpił, by udało mu się w teraz zaznać snu, zwłaszcza takiego, który przyniósłby odpoczynek, ale domyślił się, że pomoże mu w tym eliksir, który przygotował dla niego dyrektor, więc pokiwał głową, zamknął oczy i pozwolił lekarstwu działać. Później stawi czoła wspomnieniom tego, co wydarzyło się tej nocy w Departamencie Tajemnic. Nie teraz. Dopiero, gdy będzie na to gotowy. Może za rok lub dwa...?

Zasnął, zanim w jego głowie zdążyła się narodzić kolejna myśl.