Kolejny dzień wędrówki. Jasno pomarańczowe Słońce było już tylko w pół widoczne. Właśnie taki przełom dnia i nocy był ulubioną porą doby Uzumakiego, którego otaczał tylko las i pobliska rzeka. Drzewa zdawały się wręcz stykać z wysoko umiejscowionymi chmurami. To był wyjątkowo ciepły wieczór. Na drugim planie znajdowały się także delikatne powiewy wiatru, które jednak nikomu nie zawadzały. I mówiąc nikomu, mam na myśli Naruto, i tylko jego. Był on całkiem sam. Od kilku dni nie widział żadnego innego człowieka. Uzumaki sprawiał wrażenie, jakby niezbyt specjalnie się gdziekolwiek spieszył...

Naruto: Cień Konohy

Rozdział 35: Dwóch jinchūrikich

-NARUTO! - Odezwał się zimny i niskotonowy głos

-Co...? - Mruknął pod nosem Uzumaki

-Co ty właściwie wyprawiasz, co? - Tym razem tajemniczy głos zabrzmiał bardzo znajomo

-"Kurama...?"

-Nikogo innego tutaj nie ma, idioto...

-"Czego znowu chcesz?" - Pomyślał Naruto, nabierając kierunek wzdłuż rzeki

-Co ty sobie w ogóle wyobrażasz, co!?

-"O co ci chodzi?"

-Gdzie idziemy?

-"Uch... jak to, gdzie? Muszę odnaleźć Orochimaru, już zapomniałeś?"

-Rozumiem. W takim razie powiedz mi, gdzie on jest?

-"Nie wiem"

-JAK TO, NIE WIESZ!?

-"Po prostu. Gdy pójdę prosto przed siebie, to w końcu go znajdę, prawda? Świat wbrew pozorom jest bardzo mały"

-Idiotyzm! W ten sposób nigdy go nie odnajdziesz!

-"W takim razie co, według ciebie, powinienem zrobić?"

-Hmm... pomyślmy... zbierać informacje? Zapytać, kogokolwiek? NA PEWNO NIE POWINIENEŚ IŚĆ PROSTO PRZED SIEBIE, WEDŁUG MNIE POWINIENEŚ NABRAĆ ODPOWIEDNIEGO KIERUNKU!

-"Przecież mam już obrany kierunek. Pójdę wzdłuż rzeki..."

-Dobra, wiesz co? Nie obchodzi mnie, co dalej chcesz robić. Huh... nie powinienem się do ciebie nawet odzywać...

-"I bardzo dobrze... samotność to teraz jedyna rzecz, na której mi zależy..."

-Świetnie! Daj mi spokój i nie waż się mnie budzić z byle jakiego powodu!

-"Nie mam nawet takiego zamiaru..." - Naruto nagle zatrzymał się - "Czas na krótki postój, gdy zacznie świtać, ruszę dalej" - Uzumaki, uzbierawszy poprzednio kilka gałęzi, zaczął pocierać o siebie dwa patyki w celu rozniecenia ognia - "Chwila..." - Naruto wyrzucił dwie gałązki i wykonał Katon: Gōkakyū no Jutsu w wersji znacznie pomniejszonej. Gdy ognisko już było gotowe, Uzumakiemu nie pozostało nic innego, jak tylko odpocząć pod drzewem. Nagle rozległ się dźwięk plusku wody. Był on na tyle donośny, że Naruto natychmiastowo wybudził się ze snu - "Co to było...?" - Uzumaki odruchowo wykonał ruch ręką w celu wyjęcia kunai. Dopiero po paru chwilach przypomniał on sobie, że wszystkie zawieruszyły się w walce z Sasuke. Naruto podniósł się i zaczął kierować w stronę rzeki

-Gdzie cię znowu niesie...?

-"Zdaje się, że miałeś już się nie udzielać"

-Nie miej do mnie pretensji. Po prostu muszę zachować twoje życie. Nie mam zamiaru przeżywać kolejnych dziesięciu lat nicości...!

-"Spokojnie, pójdę tylko zobaczyć, co to było, i to wszystko!"

-Na twoim miejscu bym się tam nie kierował...

-"A to niby dlaczego?"

-Pomyśl, co może się czaić na człowieka w środku lasu w nocy...?

-"Ryby...?"

-Co?

-"A co jeśli to jakaś wielka ryba? Umieram z głodu... od południa niczego nie jadłem..."

-Nie lepiej poczekać z tym do rana?

-"Chwila! Dlaczego nagle zacząłeś się o mnie troszczyć? Tyle razy moje życie było zagrożone, a ty milczałeś!"

-Powinieneś się cieszyć, że przynajmniej teraz się do ciebie odzywam!

-"Nie... wiesz co? Jakoś nie jestem w stanie ci zaufać... chyba wiesz o co chodzi" - Uzumaki zaczął się kierować w kierunku rzeki - "Uch... już nie mogę się doczekać aż wrzucę coś na ruszt...! Tylko gdzie było źródło tego dźwięku... wydaje mi się, że to było nieco niżej..."

-Wróć nad ognisko! Rano poszukasz jedzenia!

-"O tak! To na pewno było gdzieś tutaj, tylko jak ją złowić...?"

-Nie rób niczego pochopnie! Jesteśmy na nieznanym terenie! Nie ma tutaj nikogo, kto mógłby cię obronić, dlatego też wróć!

-"Ciekawe co to będzie za gatunek! Nigdy nie udało mi się niczego złowić w rzece!

-Naruto! Ty głupi imbecylu! - Ponownie rozszedł się dźwięk plusku wody

-"Tak! To gdzieś prosto przede mną! Chyba coś wi... dzę...?"

-Zamierzasz dzisiaj to w ogóle skończyć? - Naruto w pewnym momencie wskoczył do wody - Co ty, do cholery, robisz?

-"Nie wierzę... czy to...?"

-Człowiek!?

-"Człowiek!?"

-Nie zbliżaj się do niego...!

-"Dlaczego!? Od ponad tygodnia nie widziałem żadnego człowieka! Muszę się dowiedzieć, kto to jest!" - Uzumaki chwycił tajemniczą osobę za kołnierz koszuli, i zaczął kierować się w stronę brzegu

-Jest zbyt ciemno, byś dowiedział się, kim to coś jest!

-"Tak. Niestety rano już "to coś" może nie żyć!"

-Już lepiej się nie będę wtrącać... ty i tak robisz swoje...

-"W końcu zrozumiałeś" - Naruto wyszedł na brzeg, trzymając na swoich barkach tajemniczą osobę. Poszedł wraz z nią nad ognisko i położył na ziemi - "Widzisz, Kuramo? Może gdybym bardziej się pośpieszył, to zdążyłbym ją wyciągnąć, zanim straciłaby przytomność!"

-Zachowaj czujność...

-"Teraz to już chyba przesadzasz...! Nie dosyć, że to dziewczyna, to jeszcze w moim wieku i nieprzytomna!"

-Tylko nie rób głupstw...

-"CO!?"

-Nie, nic... - Dziewczyna, którą odnalazł Naruto, miała szpiczaste, turkusowe włosy z pomarańczową spinką. Jej strój składał się z krótkiej białej bluzki, długich białych rękawów, oraz czarno-białych spodenek. Nosiła ochraniacz na czoło na prawym ramieniu, co od razu przykuło uwagę Uzumakiego

-"Hmm... nigdy wcześniej nie widziałem takiego znaku... Kuramo, może ty wiesz, jaką wioskę to symbolizuje?"

-To Takigakure... niewielka wioska zwana także wioską wodospadów...

-"Myślisz, że ona stamtąd pochodzi...?"

-Zapewne tak, jednak to jej powinieneś się spytać...

-"Ciekawe jak..." - Naruto przyłożył swoją rękę do jej twarzy - "Nie oddycha, ale żyje"

-W takim razie coś zrób...

-"Ale... co?"

-Skąd ja to mam wiedzieć? Jestem lisem, więc nie wiem co się robi z ludźmi...

-"Tak dużo gadasz, a jeszcze w niczym mi nie pomogłeś... meh... nie chcę tego robić"

-Może w końcu coś zrobisz dobrze... - Zmęczony Kurama na chwilę przymknął swoje oczy - Do tego czasu korzystałeś z moich rad. Bez nich niczego byś nie osiągnął, prawda? - Kyūbi lekko dźwignął swoje powieki - Chwila, moment! Co ty wyprawiasz!?

-"Kazałeś mi coś wymyślić, prawda...?"

-Niby tak, ale wątpię, żeby to zadziałało... - Kolejne lamenty Kuramy zostały zagłuszone czyimś kaszlem. Była to dziewczyna, którą Naruto wyłowił z rzeki - Hmm...? Chyba jednak się pomyliłem... nie spodziewałem się, że technika usta-usta da jakikolwiek rezultat...

"Szczerze... ja też..." - Uzumaki odchylił swoją głowę go tyłu, jego usta rozdzieliły się z ustami tajemniczej dziewczyny, która swoją drogą zaczęła powoli otwierać swoje pomarańczowe oczy - Uch... hej...? Dobrze się... czujesz...?

-Z... z... - Zaczęła bełkotać

-Co...? Nic nie słyszę...

-Z... ZBOCZENIEC! - Tajemnicza dziewczyna uderzyła swoją pięścią w twarz Naruto. Uzumaki został odepchnięty na parę metrów

-D... dlaczego zawsze mnie to spotyka...?

Parę minut później

Ognisko

-Jeszcze raz... wybacz... zamiast cię bić powinnam ci podziękować... - Zaczęła tłumaczyć się tajmenicza dziewczyna

-Spokojnie... nawet nie poczułem...! - Zaczął popisywać się Naruto - "Tak na prawdę to boli jak cholera, ale bądź silny...!" - Uch... jak się nazywasz...?

-Fū... a ty?

-"Fū... to dziewczyny też tak się nazywają...?" Ech, ja...? Nazywam się Naruto... No, więc... jak się tutaj znalazłaś...?

-Huh...?

-To znaczy... w sensie... skąd się nagle wzięłaś w rzece...?

-To długa historia... Nie chciałbyś jej słuchać...

-Rozumiem...

-A ty...? Co tutaj robisz...?

-Aktualnie jestem na poszukiwaniach... szukam pewnej osoby... to też dosyć... długa... historia...

-To całe szczęście! Byłam pewna, że jesteś jakimś szpiegiem, czy kimś...

-Co...? Ja...? Nie... Hej... Fū... mogę tak do ciebie mówić...?

-Jasne...

-Um... co zamierzasz dalej robić...?

-Dalej...? Nie mam pojęcia... gdzie w ogóle jesteśmy...?

-Też chciałbym to wiedzieć...

-W takim razie nie wiem, co dalej będę robić... Może po prostu pójdę z tobą...?

-Co...? Ze mną...? N... nie... to nie jest dobry pomysł...

-Niby dlaczego...?

-Powiedzmy, że osoba do której chcę się udać nie jest zbytnio... jakby to ująć... gościnna...

-A do kogo tak właściwie się kierujesz...?

-Ja... to może zabrzmieć trochę dziwnie... ale... chcę udać się... do...

-...

-Do...

-Do kogo?

-Po prostu, muszę odnaleźć Orochimaru...

-Orochimaru? Czy to nie jest ten zbiegły Sannin?

-No... tak... jest... mam dla niego... pewną rzecz... muszę mu coś dostarczyć... a potem...

-A potem wrócisz do swojej wioski?

-Ja... nie... nie wrócę...

-Dlaczego?

-Opuściłem moją wioskę... nie byłem w stanie zaakceptować żyjących tam ludzi... za dużo przeżyć...

-Huh... co ty mogłeś przeżyć z ludźmi... co ty możesz wiedzieć o samotności...

-Wbrew pozorom... bardzo dużo... Może nie powinienem tego mówić pierwszej lepszej osobie, ale... jestem jinchūrikim dziewięcioogoniastego!

-Ty... jesteś... Jinchūrikim!?

-Tak... właśnie dlatego opuściłem swoją wioskę... nikt nie był w stanie mnie zaakceptować takiego, jakim jestem...

-Pochodzisz z Konohy...?

-"Ona jest podejrzana... powiedziałem jej o tym, że noszę w swoim ciele demona, a ona prawie wogóle nie była zdziwiona" Tak... powiedz mi... miałaś kiedyś kontakt z innymi Jinchūrikimi...?

-Nie... a dlaczego pytasz?

-Nie znam drugiej osoby, która na wieść o tym, że noszę w swoim ciele demona, zareagowałaby tak samo spokojnie, jak ty... dlatego też chciałbym co nieco o tobie wiedzieć więcej...

-Może moja reakcja była inna dlatego, że też jestem jinchūrikim... siedmioogoniastego...