ROZDZIAL 33

[Christian F.J. Büttner, Julia Kautz, Marcello Pagin, – You Love Yourself ]

Był czwartkowy poranek i właśnie jechałem po Charliego na lotnisko. Od wtorku nie byłem już w studiu, tylko siedziałem z Bellą w domu, uzgadniając szczegóły ślubu. Oczywiście bardzo często przy tym towarzyszyła nam Renee, której nie byliśmy się w stanie pozbyć, no i od czasu do czasu wpadała mama z Alice. To właśnie moja mama uporała się ze wszystkim w niecałe trzy tygodnie, ale to miało być skromne przyjęcie dla samych najbliższych, a nie huczne weselisko na pół miasta. Miało się to wszystko odbyć w cudownym ogrodzie moich rodziców i mi, jak i Belli, w pełni to odpowiadało. Oczywiście moja teściowa musiała wtrącić swoje trzy grosze i teraz spiskowały przeciwko mnie i Belli wraz z moją matką, a do tego wszystkiego była jeszcze Alice, która na siłę starała się wpaść na jakiś genialny pomysł i pomóc w przygotowaniach, by tylko nie myśleć o Jasperze. Ta dwójka przez ostatnie dni unikała siebie nawzajem jak tylko mogła, ale wcześniej oczywiście pogadali ze sobą, lecz nie doszli do porozumienia, więc było jak było. Jasperowi na szczęście już przeszło i odzywał się do mnie, jak i do Emmeta, lecz miałem wrażenie, że nie chciał byśmy wybierali pomiędzy nim, a swoją siostrą. Kurwa, to wszystko było popieprzone.

Dojeżdżałem już na lotnisko, bo oczywiście ja zostałem wysłany na pastwę Charliego. Jedyne, czym się pocieszałem, to tym, że raczej nie miał przy sobie broni i w najbliższym czasie nie zginę. Nie wiedział jeszcze o tym, że zostanie dziadkiem. Renee cudem udało się powstrzymać, by mu nie mówiła. Jego samolot wylądował już jakiś czas temu i po kolejnych kilkunastu minutach zobaczyłem go ciągnącego za sobą walizkę.

– Cześć, Edwardzie – przywitał się z przyjaznym uśmiechem na ustach, i wyciągnął dłoń w moim kierunku, bym ją uścisną.

– Witaj, Charlie. Jak lot?

– Dobrze. Edwardzie, nie miałbyś nic przeciwko, gdybyśmy poszli na kawę. Chciałbym z tobą porozmawiać – powiedział i przyglądał mi się uważnie.

– Oczywiście. Stało się coś? – spytałem i już zacząłem lekko panikować.

– Chodzi o Seana. – No tak, pieprzony dupek Sean. Poza tymi kwiatami w niedziele nic więcej się nie wydarzyło. Mam tylko nadzieję, że Charlie nie ma złych wieści.

– No to chodźmy.

Usiedliśmy w jednej z tutejszych kawiarni i zamówiliśmy sobie po kawie. Mnie już trochę ta cisza denerwowała, ale Charlie wreszcie przemówił.

– Nie chciałem mówić o tym przy Belli, bo patrząc na to, jak ostatnio zareagowała, nie było by to dobre.

– Masz rację. Tym bardziej w jej stanie, nie może się stresować – palnąłem, i dopiero po chwili zrozumiałem, co powiedziałem.

– Co masz na myśli? – spytał, uważnie mi się przyglądając. Zajebiście, Wiewióra. Nic, tylko pogratulować.

– No, bo... mieliśmy ci razem powiedzieć... – Starałem się jakoś wymigać od odpowiedzi, ale widząc jego natarczywy wzrok, wiedziałem, że się nie wywinę. Najpierw zabije mnie on, a potem Bella. – Będziemy mieli dziecko – wyszeptałem, a Charlie osunął się nieco na krześle i oparł plecami o oparcie, patrząc na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

– Myślisz, że cię zabiję, co? – spytał ni stad ni zowąd, a ja tylko kiwnąłem głową, a potem usłyszałem jego śmiech. – Edward, synu... nie zamierzam tego zrobić. W końcu będę miał wnuka – powiedział, a powietrze opuściło moje płuca i nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że je wstrzymywałem. – Ale pogadamy o tym później. Wróćmy do Seana. Tak szczerze powieszawszy, to nie wiem, co on kombinuje. Wyszedł z więzienia wcześniej za dobre sprawowanie. Teoretycznie się zmienił. Bardzo możliwe, że tylko udawał. To świetny manipulant, niestety i jeśli coś zacznie, to raczej doprowadza to do końca. I taki był już, gdy był nastolatkiem. Edward, ja naprawdę nie mam pojęcia, co on planuje, ani skąd ma wasz adres. Nawet tego, jak dowiedział się, że Bella teraz mieszka w LA. Owszem, zeznawała przeciwko niemu, i to głównie dzięki jej zeznaniom poszedł siedzieć. Uważam, że dobrze postąpiła, ale niech tylko odważy się coś zrobić mojej córce, tak, osobiście z powrotem go zamknę. Nie będzie na nowo niszczyć jej życia – powiedział stanowczo i spojrzał mi w oczy.

– Charlie, ja się naprawdę o nią martwię. W niedziele po telefonie do ciebie ledwo udało mi się ją uspokoić. Ona się boi, że coś jej zrobi, że będzie chciał się zemścić. To niby były tylko kwiaty z napisem 'dziękuje' i tak ją wystraszyły. Charlie, ja już nie wiem, co mam robić. Co, jeśli coś naprawdę się stanie?

–Edward, nic się nie stanie, do cholery. Nawet nie waż się tak myśleć i niczym się nie przejmuj. Ja wszystkim się zajmę. Będzie dobrze.

– Mam nadzieję – powiedziałem i dopiłem swoją kawę do końca. Ale Charlie ma rację. Ja tu niewiele pomogę, a mam inne priorytety niż jakiś tam Sean. W sobotę biorę ślub, a za parę miesięcy zostanę ojcem. Tym powinienem się zająć, a nie nim.

Zawiozłem Charliego do nas do mieszkania, bo Bella mnie o to prosiła. Gdy dowiedziała się o tym, że Charlie już wie, że będzie dziadkiem, mordowała mnie wzrokiem, ale gdy zobaczyła radość swojego ojca przeszło jej. Na szczęście. Dziś jednak mój kochany braciszek postanowił mi zorganizować wieczór kawalerski. Co prawda mieliśmy iść tylko do jakiejś knajpy i się napić, ale nie bardzo mi się chciało. Za to Bella, gdy usłyszała o tym pomyśle, kazała mi iść bez żadnego słowa sprzeciwu. Miał być Emmett, Jasper, mój tata i Tony. Chciałem wziąć jeszcze Charliego, ale jednak podziękował, wykręcając się tym, że jest zmęczony. Na szczęście knajpa nie znajdowała się daleko od mojego mieszkania, za co byłem ogromnie wdzięczny. Na chwilę obecną siedzieliśmy wszyscy przy stoliku, sącząc piwo i zamulaliśmy.

– To co braciszku? W sobotę koniec wolności i do końca życia seks z jedną kobietą – usłyszałem Emmetta, i tylko wywróciłem oczami na jego stwierdzenie.

– Powiem ci, że nie narzekam i moje życie erotyczne jest bardzo interesujące.

– To podziel się szczegółami.

– Jeszcze nie oszalałem.

– To w takim razie podzielę się ja! – odparł uradowany, a potem dało się słyszeć tylko jęczenie Jaspera.

–Em, błagam! Ja nie chcę słyszeć o tym, co wyprawia moja własna siostra w łóżku z tobą.

– Wiesz, nie tylko w łóżku.

– Emmett! – zawył.

– Wiecie, szczegółami podzielić się mogę ja.

– Nie! – zawyliśmy wszyscy na słowa mojego ojca i spojrzeliśmy na niego z przerażeniem.

– Dobra, tylko żartowałem – powiedział ze śmiechem, a ja poczułem ulgę.

– Wiecie, opowiedzieć mógłbym ja, ale nie wiem, czy interesują was związki homoseksualne.

– Nie!

No i na chwilę obecną nasza chwilowa konwersacja się zakończyła i nic tylko popijaliśmy piwo. Potem druga kolejka, a potem Tony musiał iść, więc zostaliśmy we czwórkę.

– Wiecie co, ja nigdy nie zapomnę tego jak Bella zrobiła mi striptiz – zacząłem już po trzecim piwie.

– A mi Rose nigdy mi go nie chce zrobić... – powiedział, zamulony Emmett.

– A ja już chyba nie mam co na niego liczyć u Alice. Ja już naprawdę nie wiem, co powinienem zrobić. Wiem, że spieprzyłem, tyle że nie mam pojęcia jak to naprawić.

– Ona była wtedy taka cudowna. Taka boska i seksowna. Czemu jej się to zdarzyło tylko raz i to na dodatek jak była piana.

– Ja naprawdę ją kocham, ale boję się, że ona już nie kocha mnie.

Ten wieczór kawalerski chyba bardziej przypominał stypę, a nie to, co powinien. Ale cóż... nie każdy z nas był w nastroju do imprezowania. W każdym bądź razie, trochę wypiliśmy i teraz wracałem z moim ojcem, idąc od jednego końca chodnika, do drugiego. Właśnie staliśmy pod moim mieszkaniem i starałem się otworzyć drzwi, ale nie bardzo mi to szło, i gdy po raz kolejny klucze spadły mi na ziemię, drzwi otworzyła nam Bella.

– Cześć, Bella. – Pomachał do niej mój ledwo trzymający się na nogach ojciec.

– No to pięknie – skomentowała i wpuściła nas do środka. Jakoś się doczłapaliśmy, potykając się o własne nogi, i jedyne, co jeszcze zarejestrowałem to to, że poczułem miękkość łóżka pod sobą.

– O, kurwa mać! – zawyłem, gdy się obudziłem. Przewróciłem się na drugi bok i zamiast zobaczyć Belle, zobaczyłem swojego własnego ojca przytulonego do poduszki, który jeszcze spał. Rozejrzałem się dookoła. Miałem na sobie ciuchy z wczoraj i wydaje mi się, że spałem tak, jak się wczoraj na łóżko walnąłem. Wstałem ostrożnie z niego i opuściłem sypialnie, udając się do kuchni, gdzie zastałem Belle z wyciągniętym dla mnie kubkiem kawy i bez zastanowienia ją wypiłem.

– Trochę wczoraj zaszaleliście – stwierdziła i wróciła do przygotowywania śniadania.

– Przepraszam.

– Nic się nie stało przecież – powiedziała z uśmiechem. – Ale Esme będzie tu za jakąś chwile.

– Ups – wyszeptałem i oklapłem na krzesło.

– No, Carlisle to był wczoraj w świetnym stanie.

– Tata wczoraj trochę zaszalał, aż za bardzo...

– Jezu Chryste! – usłyszeliśmy przeciągły jęk i naprawdę, gdyby nie to, w jakim stanie byłem, zaśmiałbym się. – Co ja tu robię? – zapytał, gdy po jakiś dziesięciu minutach przyszedł do kuchni.

– Dobre pytanie – powiedziałem i usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Bella poszła je otworzyć, a potem było cudownie, bo przyszła moja mama. O dziwo nawet się nie wydarła na mojego tatę, ale wyciągnęła go za fraki z mieszkania, za to ja nadal umierałem i widziałem, że Bella ledwo powstrzymuje się przed tym, by wybuchnąć śmiechem.

– A jak minął twój wieczór? – zapytałem, gdy już wziąłem prysznic i nieco oprzytomniałem.

– Poszłam spać, bo nie najlepiej się czułam.

– A dziewczyny nie miały do ciebie przyjść? – spytałem nieco zdezorientowany.

– Zadzwoniłam do nich i powiedziałam, że nie mam ochoty. Nie bardzo chciały mnie słuchać, ale w końcu mi odpuściły, aczkolwiek nie zdziwię się, jak będą na mnie wściekłe. Poza tym, co to byłby za wieczór, jeśli ja mogę tylko siedzieć w fotelu i nic innego nie robić.

– Ale dobrze się już czujesz? – spytałem, podchodząc do niej i przytuliłem ją do siebie.

– Tak, już wszystko okej. Plecy mnie tylko cały czas bolą, ale na to już chyba nic nie poradzę.

– Aż tak źle?

– Dam radę – powiedziała, tuląc się do mnie bardziej.

– Mamy jeszcze coś do zrobienia przed ślubem? – spytałem.

– Nie, chyba nie... chociaż chyba powinniśmy się spakować przed wyjazdem, bo potem nie będzie kiedy – powiedziała i spojrzała na mnie, opierając swój podbródek o mój tors.

– Okej.

No i wreszcie nadszedł ten jakże wyczekiwany przeze mnie dzień. Od rana byliśmy na nogach, a przed południem i tak zostałem sam, bo Bella poszła do fryzjera i nie wiadomo gdzie jeszcze. Mieliśmy gdzieś te wszystkie przesądy i tak dalej. Czy naprawdę coś się stanie, jeśli zobaczę Pannę Młoda w dniu ślubu? Wydaje mi się, że nie. Starałem się nie denerwować tym wszystkim, ale jakoś mi nie szło. Sama myśl o tym, że za kilkadziesiąt minut powiem tak Belli, przyprawiała mnie o szybsze bicie serca. To nie jest tak, że mam jakieś wątpliwości, czy coś w tym stylu. To po prostu się dzieje ot tak i nie umiem nic na to poradzić. Po prostu się denerwuje. To wszystko.

Za to gdy Renee przywiozła Bellę od fryzjera, to już tak zaczęły szaleć i panikować, że z niczym nie zdążą. A ta panika i mi po chwili się udzieliła. Ale spoko. Dziesięć oddechów później w miarę się uspokoiłem i zamknąłem się w drugiej sypialni, chcąc się w spokoju przygotować. Miałem sporo czasu, więc z niczym się nie spieszyłem. Wciągnąłem na siebie garnitur i stałem teraz przed lustrem, chcąc zawiązać krawat i jakoś okiełznać swoje włosy, ale za cholerę się nie dało, więc w końcu zostawiłem je tak, jak były i założyłem swojego czarnego full cap'a, po czym wyszedłem z sypialni. Wszedłem do salonu i stanąłem oniemiały, gdy zobaczyłem Bellę. Była po prostu... po prostu nie wiem. Brak mi słów, by opisać to, jak cudownie wyglądała. Miała na sobie śnieżno białą sukienkę do kolan ze złotymi elementami. Była na jedno ramię i na dodatek taka zwiewna, dzięki czemu zakrywało jej zaokrąglony brzuszek. Włosy opadały na jej ramiona lekkimi falami, a na głowie królował biały kapelusik, co dodawało jej takiego niesamowitego uroku. Taka, delikatna, niewinna, piękna... nie, to za mało powiedziane, ale chyba nie znajdę innego określenia. Wyglądała jak jakaś... bogini. Tak, chyba tak. Na pewno.

– Wyglądasz... wyglądasz... – zacząłem, lecz brakło mi słów. Nie byłem w stanie nic powiedzieć i tylko zobaczyłem jej szeroki uśmiech.

– Ty też.

Byłem tak cholernie zdenerwowany, że właściwie nic nie rejestrowałem. Byłem obecny, ale nic do mnie nie docierało. Ani jak jechaliśmy do domu moich rodziców, ani to, co tam się działo, ani nawet samej ceremonii zaślubin. Cały czas tylko wpatrywałem się w Panią Wiewiórową, a tak powiedziałem chyba automatycznie. W każdym bądź razie byłem tak zdenerwowany, że tego nie zarejestrowałem. Ocknąłem się dopiero wtedy, gdy usłyszałem „Możesz pocałować Pannę Młodą", a Bella pociągnęła mnie za krawat i nasze usta się połączyły. Usłyszałem obok brawa i krzyki, ale mnie to nie interesowało. Jedyne, czym byłem zainteresowany, to ustami Belli, które całowały moje.

Potem były życzenia, a następnie wszyscy usiedliśmy przy stole ulokowanym na tarasie domu moich rodziców. Byli moi, jak i Belli rodzice. Była cała nasza ferajna. Był Tony. I była Erica. Byli nasi najbliżsi i nikogo więcej nam do szczęścia nie trzeba było. Teraz nic już się nie liczyło poza nami, dlatego też nie zwracałem na nic uwagi. Rosalie szalała z aparatem, chcąc uwiecznić te wszystkie chwile. Chyba znalazła nowe hobby, ale to nie było ważne, gdy usta Belli na nowo dotknęły moich.

Niektórzy już poszli. Jasper poszedł najwcześniej. Przeprosił nas, że musi już iść, ale jak stwierdził tak będzie lepiej. Gdzieś tam pomiędzy kolejnym przylepieniem się do Belli, udało mi się zarejestrować, że on z Alice się unikali. Słońce powoli już zachodziło; ja z Bellą siedzieliśmy na huśtawce, a Rose polowała na nas z aparatem, a pomagał jej w tym Emmett, gdy wszyscy usłyszeliśmy, że ktoś zaczął grać na fortepianie, a potem Alice zaczęła śpiewać. Spojrzeliśmy na siebie z Emmettem. Nie pamiętam kiedy ostatnio ją słyszałem.

– Ja pójdę – powiedział do mnie i poszedł, a my wszyscy patrzyliśmy jak odchodzi. Czemu zawsze musi się coś spieprzyć?

Był już bardzo późny wieczór i wracaliśmy do naszego mieszkania, uśmiechając się do siebie. Stanęliśmy przed drzwiami i otworzyłem je. Spojrzałem na Panią Wiewiórową z głupkowatym uśmieszkiem i chwyciłem ją na ręce, przenosząc przez próg mieszkania, na co głośno się zaśmiała.

– Wariacie, puść mnie! – usłyszałem jej dźwięczny śmiech i opadłem na fotel w salonie, zamykając wcześniej drzwi głośnym kopniakiem.

– No to co teraz? – spytałem i spojrzałem na nią.

– Nie wiem, ja nie mam na nic siły.

– Ja też, więc może...

– Więc może dzisiaj idziemy spać, a te dziesięć rundek, które mi obiecałeś, przeniesiemy na jutro – powiedziała tuż przy moich ustach.

– Dziesięć? – Kiedy ja jej to obiecałem?

– Dziesięć – mówiła, coraz bardziej zbliżając się do moich ust, a ja ściągnąłem z jej stóp szpilki. – A teraz po prostu zanieś mnie do łóżka i mnie przytul.

– No to chodźmy – powiedziałem, wstając z nią na rękach, a gdy już doszedłem do sypialni, posadziłem ją na łóżku, przy okazji ściągając z niej za jednym zamachem sukienkę, po czym spojrzała na mnie z jedną uniesioną brwią, ale cóż, chyba wiedziałem, o co jej chodzi.

Zrzuciłem z siebie szybko marynarkę. Potem zabrałem się za krawat, a potem patrząc jej prosto w oczy, zacząłem rozpinać guziki koszuli. Zostałem już w samych bokserkach, a oczy Belli ani na chwilę nie opuściły mojego ciała. Wczołgałem się na nią i złożyłem pojedynczy pocałunek na jej dekolcie, szyi, policzku i ostatni na ustach, drocząc się nieco z nią, po czym położyłem się obok niej i przytuliłem do siebie.

– To co, żoncia, idziemy spać?

– Nie, błagam! Wolę Pani Wiewiórowa – wyjęczała, a ja głośno się zaśmiałem i potem złączyłem nasze dłonie, na których mieliśmy obrączki.

– Ale ten widok mi się podoba – powiedziałem, podnosząc obie dłonie nieco do góry.

– Mi też – powiedziała, a potem nieco przekręciła się w moją stronę. – Kocham cię, wiesz?

– Ja też cie kocham – powiedziałem, a potem zjechałem na jej brzuch. – Ciebie też kocham, moja Mała Wiewióro – dodałem i zobaczyłem delikatny uśmiech na twarzy Belli, a potem poszliśmy już spać. Ja byłem wykończony tym całym dzisiejszym dniem. Bells też była zmęczona, i to bardzo. To było widać w jej oczach, a w jej stanie powinna sobie cały dzień odpoczywać, ale teraz przez najbliższy tydzień nie będziemy robić nic innego poza odpoczywaniem i relaksowaniem się. Wreszcie. To przyda się zarówno Belli, jak i mi.

Bella słodko spała, wtulona w poduszkę z anielskim wyrazem twarzy, ale że było już trochę późno, niestety musiałem ją zbudzić.

– Kochanie! – Całus. – Obudź się! – Całus. – Pani Wiewiórowo! – Całus. Ale to nie skutkowało. – Żoncia, wstawaj! – dałem jej kolejnego całusa i wreszcie otworzyła jedno oko.

– Czy ja ci już mówiłam, żebyś mnie tak nie nazywał? – wyjęczała w poduszkę i znów zamknęła oczy.

– Jeśli chcemy dojechać tam, gdzie chcemy dojechać, to powinnaś już wstać Pani Wiewiórowo.

– Już jest tak późno? – spytała, gdy już usiadła na łóżku.

– No tak, ale zrobiłem śniadanie – powiedziałem, kładąc przed nią tacę, a ona widząc to wszystko, co na niej leżało, uśmiechnęła się szeroko.

– Tak już będzie zawsze? – spytała, lecz widząc moja zdezorientowaną minę, zaczęła się śmiać. – Żartowałam.

Przed nami jakieś trzy godziny drogi, a my dopiero opuszczaliśmy LA. Bella siedziała na miejscu pasażera ze swoimi ulubionymi RayBankami na nosie i śpiewała piosenki wraz z radiem, a ja słuchałem się durnego GPS'a, który co chwile mi mówił „za sto metrów skręć w prawo", „za sto metrów skręć w lewo". Wkurwiało mnie to trochę, ale co miałem zrobić. Dojechać jakoś musimy. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio miałbym przejechać tyle kilometrów samochodem. Zawsze wsiadałem w samolot i prawie zawsze od razu byłem u celu. Tu się tak nie dało, ale na to nie jestem w stanie nic poradzić. W połowie drogi Bella mi usnęła, więc wyłączyłem radio i od teraz towarzyszyła mi cudowna cisza. Patrzyłem od czasu do czasu na śpiącą Panią Wiewiórową i smacznie sobie spała. Mi za to wzrok co chwile schodził na moja dłoń, na której znajdowała się obrączka i nie mogłem wtedy powstrzymać uśmiechu na twarzy.

O dziwo dojechaliśmy nawet szybko, a tuż przed naszym miejscem docelowym, Bella się obudziła, dzięki czemu powiedziała mi gdzie dokładnie mam jechać, bo gdybym miał polegać na GPSie, to nie zdziwiłbym się, gdybym skończył w polu. Słońce ładnie świeciło, a ja starałem rozprostować swoje kości po trzech godzinach siedzenia w samochodzie. Tyłek mnie nawet bolał od tego siedzenia.

– To co robimy? – usłyszałem, gdy drobne rączki oplotły mnie w pasie, ale przekręciłem się przodem do niej i wpatrywałem się w jej oczy.

– Cóż... tak właściwie, to mi się nic nie chce, ale coś chyba sobie wczoraj odpuściliśmy, czyż nie? – spytałem z łobuzerskim uśmiechem na ustach.

– Chyba tak.

– To co, olewamy wszystko i idziemy do łóżka?

– Ymm... tak. – Posłała mi swój cudowny uśmiech, po czym w następnej sekundzie miałem ją już na rekach i niosłem w kierunku małego drewnianego domku. Stanąłem przed drzwiami, a Pani Wiewiórowa zamachała mi kluczami przed nosem.

– Że niby ja mam otworzyć?

– Yhym.

– Ale nie mam reki – powiedziałem, a ona tylko wzruszyła ramionami, głupkowato się do mnie uśmiechając. Niezadowolony postawiłem ją na ziemi i zabrałem klucze z jej ręki. Gdy już uporałem się ze wszystkimi zamkami, spojrzałem na nią już powoli wkurzony, gdy głupkowato się do mnie uśmiechała, a potem zarzuciła mi ręce na szyję i zaciągnęła do środa. Trochę minęło zanim znaleźliśmy sypialnię, ale gdy już zobaczyliśmy łóżko, Bella walnęła się na nie ze śmiechem, ciągnąc mnie za sobą, a ja od razu przystąpiłem do składania drobnych pocałunków na jej szyi. Mruczała z uśmiechem na ustach, gdy całowałem ją wzdłuż szczęki.

– Wiesz co, tak sobie pomyślałam, że moglibyśmy nie wychodzić z łóżka przez cały tydzień – powiedziała rozmarzona, spoglądając na mnie spod wpół przymkniętych powiek.

– To równie dobrze mogliśmy zostać w domu, wyszłoby na to samo.

– Oj, no... – powiedziała ze śmiechem i przekręciła nas tak, że teraz siedziała na moim brzuchu. Po chwili zaczęła całować moje policzki i szczękę, rozpinając przy okazji guziki mojej koszuli, a ja jednym płynnym ruchem ściągnąłem z niej koszulkę, którą miała na sobie, dzięki czemu mogłem teraz oglądać jej kształtne ciało odziane teraz jedynie w stanik.

Zaczęła przygryzać delikatnie skórę na mojej szyi, a potem językiem zjechała na obojczyki. Składała pocałunki na moim torsie, spoglądając na mnie wyzywająco, a moje dłonie cały czas znajdowały się na jej pośladkach.

– To co, teraz te dziesięć rundek?

– Skarbie, a czy to jest bezpieczne, znaczy to, że uprawiamy tyle seksu, bo ja nie chciałbym, aby coś wam się stało...

– Edward... – zaczęła biorąc moja twarz w swoje dłonie i patrząc mi uważnie w oczy. – Możemy się pieprzyć ile się da. Twoje plemniki już zdążyły zaszaleć. Nic się nie stanie, zresztą jak byliśmy u lekarza ostatnio, to nie było żadnych przeciwwskazań, tak?

– No tak.

– Jeśli nie chcesz, to... to po prostu powiedz – powiedziała, spoglądając mi uważnie w oczy. Czy ona oszalała? Przekręciłem nas i zacząłem składać pocałunki na jej dekolcie.

– Ja tego nie powiedziałem. Ja się tylko martwię. Kocham cię żono, i jeśli bym nie chciał, to nie byłbym to ja. Pragnę cię zawsze. O każdej porze dnia i nocy i nie wymyślaj mi tu takich głupstw. Jasne? – Oderwałem się od jej ciała i spojrzałem w już rozpalone oczy.

– Jak słońce – powiedziała, wplatając dłoń w moje włosy i przyciągnęła mnie do siebie, łącząc nasze usta w pocałunku.

Wręcz zdarła ze mnie koszulę, a ja nie pozostałem jej dłużny. Zabrałem się do rozpinania jej jeansów, i jakoś nie poradnie je z niej ściągnąłem, na co zaczęła się głośno śmiać, ale je ściągnąłem. Wydaje mi się, że moja desperacja była widoczna, ale miałem to gdzieś. Byłem bardzo zachłanny. Całowałem każdy fragment jej ciała, nie omijając żadnego centymetra. Ssałem i lizałem jej rozpaloną skórę. Moje dłonie błądziły po jej ciele od bioder, przez pośladki, talie, piersi, kark, aż wplatały się w jej włosy. Jęczała, bawiąc się moimi włosami, szarpiąc je od czasu do czasu. To, że byłem zdesperowany, nie oznacza, że nie mogłem tego zrobić powoli. Chciałem pokazać jej to, jak bardzo ją kocham, jak wiele dla mnie znaczy. Chciałem jej pokazać to, że jest dla mnie wszystkim i nie potrafię bez niej żyć. Ściągnąłem z niej majtki zębami, nie przerywając z nią kontaktu wzrokowego. Gdy odrzuciłem na bok jej bieliznę, powróciłem do jej ust, ledwo się powstrzymując, by nie zacząć upajać się zapachem jej kobiecości. Oplotła mnie nogami w pasie i zaczęła ocierać się o mojego twardego penisa. Zaplotła swoje ręce w ogół mojej szyi, przyciągając mnie do siebie bliżej i mogłem poczuć jej ciężki oddech na swojej szyi.

– Edward, proszę – zaczęła cichutko szeptać tuż przy moim uchu. Uniosłem ją nieco do góry, chcąc rozpiąć jej stanik, ale za cholerę nie mogłem uporać się z tym pieprzonym zapięciem. Miałem ochotę rozerwać materiał, ale wiem, że potem by mi się za to dostało, więc jednak musiałem poprosić o drobną pomoc.

– Weź rozepnij to badziewie – powiedziałem zdesperowany i zaatakowałem jej usta. Chyba chciała się zaśmiać, ale jej to uniemożliwiłem.

Jej dłonie zjechały no moje pośladki i zaczęła swoimi zwinnymi rączkami wyprawiać cuda, kiedy ja nie potrafiłem odkleić się od jej szyi. Miałem wielką ochotę przyssać się do jej sutków, ale teraz jej piersi były bardzo wrażliwe i ledwo się powstrzymałem. Bella ściągnęła ze mnie bokserki, rzucając je na drugi koniec pokoju, a ja ponownie zacząłem błądzić językiem po jej ciele. Słyszałem jej urywane oddechy, jęki, skomlenie i seksowne mruczenie, gdy brnąłem językiem od obojczyków w dół jej ciała, zatrzymując się przy wzgórku łonowym, specjalnie się z nią drocząc. Paznokcie boleśnie wbijała w moje ramiona i plecy, ale to wszystko co robiła, tylko jeszcze bardziej mnie pobudzało. Przejechałem językiem po jej łechtaczce, a głośny jęk opuścił jej usta. Zaczęła mnie błagać, kiedy była już na skraju osiągnięcia spełnienia, ale wtedy oderwałem się od niej, powracając do jej ust, namiętnie ją całując i przelewając wszystkie możliwe emocje na tą banalną pieszczotę.

Ustawiłem się przy jej wejściu i jednym płynnym ruchem znalazłem się w niej, a ciepło i wilgoć otoczyło mnie dookoła. Zaplątała nogi wokół mojego pasa, a ja powoli zacząłem się w niej poruszać, nie przestając patrzeć w jej oczy. Całowałem jej usta, policzki coraz bardziej przybliżając się do naszego spełnienia. Im bliżej niego byłem, tym szybciej i desperacko się w niej poruszałem. Ścianki Belli zaczęły się na mnie zaciskać i zaczęła szczytować w moich ramionach, a tuż po chwili napięcie w moim podbrzuszu zaczęło narastać i wytrysnąłem w nią, ciężko dysząc. Położyłem się obok niej, przyciągnąłem ją do siebie i naciągnąłem na nas prześcieradło.

– Kocham cię – wyszeptała wprost w moja klatkę piersiową, a następnie spojrzała na mnie zamglonym wzrokiem. Wziąłem i odgarnąłem dłonią włosy z jej twarzy, bym mógł ją w pełni zobaczyć i schyliłem się nieznacznie, by pocałować jej usta... delikatnie i niewinnie.

– Wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim? – spytałem, unosząc jej podbródek delikatnie do góry. – Wiesz, że nie potrafiłbym już bez ciebie żyć? Wiesz, że...

– Po prostu mnie kochaj i nie zostawiaj. To mi starczy – powiedziała, lekko się uśmiechając. Podniosła się na łokciu i pocałowała moje usta. Ostrożnie i delikatnie. Był to tylko krótki całus, ale za to niesamowity. Spojrzałem w jej brązowe tęczówki i nie zobaczyłem w nich nic, poza miłością.

– A wiesz, że jesteś najcudowniejszą Panią Wiewiórową, jaką mogłem sobie wymarzyć? – spytałem z ogromnym bananem na twarzy, a Bella położyła głowę na mojej piersi.

– To się jeszcze okaże.

– Eee, tam...

– Nie eee, tam. Kobiety podobno po ślubie się zmieniają na gorsze.

– Przez ostatni rok zdążyłem dowiedzieć się do czego jesteś zdolna – powiedziałem ze śmiechem.

– Tak, to do czego? – spytała zainteresowana.

– Z reguły nie bałaganie, ale jak już coś tam zostawię nie tam gdzie powinienem, to jesteś trochę wściekła, ale mi tego nie powiesz i posprzątasz za mnie. Jak idziemy razem na imprezę i przesadzę z alkoholem, to jest potem źle. No i nie mogę ci pozwolić na striptiz jak wypijesz, albo jak masz kaca, to wtedy lepiej nie wchodzić ci w drogę. A gdy dostajesz okres, to czuję się jak na polu minowym, bo nie wiem, co mnie może czekać. Czasami potrzebujesz chwili samotności, od czasu do czasu musisz sobie popłakać, a mi wtedy jest źle, bo nie wiem jak mógłbym ci pomóc. Gdy jesteś zła, wykańczasz się tańcząc... i to chyba tyle – powiedziałem i spojrzałem na nią.

– Wow. Dobry jesteś – powiedziała zadowolona i cmoknęła mnie w brodę. – A ty jesteś w miarę prosty w obsłudze.

– Bliżej mi do instrukcji obsługi plazmy w salonie, czy pralki?

– Tak pomiędzy – stwierdziła i głośno zaczęła się śmiać, a ja po chwili do niej dołączyłem.

Ubrany tylko w jeansy, poszedłem do samochodu. Moje bokserki, jak i koszulę zabrała mi Bella, a wszystko inne nadal było w bagażniku. Nie wiem, jakim cudem zmieściły się tam te trzy walizki. Nie mam nawet zielonego pojęcia na co Belli były dwie walizki, ale okej. W sumie, jak dla mnie, to może nie mieć na sobie nic, albo samą bieliznę. Byłbym wtedy uradowany, ale jakoś wątpię, że moje marzenia się spełnią. Postawiłem walizki w niewielkim salonie, w którym znajdował się kominek, a potem poszedłem poszukać Belli. Znalazłem ją w łazience przed lustrem ubraną w moje ciuchy i przyglądała się uważnie swojemu odbiciu, i wydaje mi się, że zastanawiała się nad tym, czy trochę się powiększyła.

– I do jakich doszłaś wniosków? – spytałem, gdy już tak chwilę stałem oparty o framugę drzwi.

– Jezu! – Aż podskoczyła. – Ale mnie przestraszyłeś.

– Przepraszam – powiedziałem podchodząc do niej. Oplotłem ją ramionami, a dłonie ułożyłem na jej brzuchu i pocałowałem ją w ramię. – Nie chciałem.

– Nic się nie stało. – Położyła swoje dłonie na moich i spojrzała w odbicie w lustrze.

– Jestem gruba – usłyszałem, i jak zwykle wywróciłem oczami.

– Ile ja jeszcze razy to usłyszę, co?

– Oj, no... ale zobacz – powiedziała i stanęła bokiem do lustra. – Już jestem nieco okrągła.

– Bella, kochanie... przecież będziemy mieli dziecko, więc chcąc nie chcąc, musi ono gdzieś urosnąć, tak, czy się mylę?

– No tak, ale jak będę jeszcze większa i jak mnie nie będziesz chciał, to nie wiem, co zrobię.

– Bella...

– Wiem, wiem... panikuję trochę. Przepraszam. Wiem, że muszę być duża, jednak to na chwilę obecną mnie trochę przeraża. Boję się, że jak urodzę, już nie będę wyglądać tak jak przed zajściem w ciążę. To mnie chyba przerasta – mówiła i po jej policzku popłynęła łza.

– Ej, kochanie, nie płacz, proszę – powiedziałem delikatnie, obracając ją przodem do siebie. – Ja wiem, że twoje ciało się zmieni i to wszystko dzieje się tak nagle, ale pamiętaj, że nie jesteś sama. Masz mnie, a ja cię kocham taką, jaką jesteś, bez względu na to, czy twój wygląd się zmieni, czy nie. Jesteś dla mnie wszystkim. – Tuliłem ją do siebie. Chyba jej wiara w siebie powoli zaczynała zanikać i chyba na nowo będę musiał pomóc jej ją zbudować tak, jak kiedyś na początku.

– Przepraszam. Jeszcze parę minut temu było tak cudownie, a ja...

– A ty jesteś w ciąży i rządzą tobą hormony – dokończyłem, opierając swoje czoło o jej i uśmiechając się do niej delikatnie.

– Tak, chyba tak.

– Chodź, zrobimy coś do jedzenia. Ja jestem głodny, a ty z pewnością też, biorąc pod uwagę twój apetyt. – Uśmiechnęła się do mnie i poszliśmy do kuchni zrobić coś sobie do jedzenia.

Siedzieliśmy na niewielkim pomoście, który prowadził w głąb małego jeziorka. Bella siedziała między moimi nogami, oplatając mnie nogami w pasie i przytulała się do mnie. Słońce pięknie świeciło, lecz jednak był chłodny wiaterek, który powodował lekką gęsią skórkę na ciele. Siedzieliśmy tak milcząc, a ptaszki uroczo ćwierkały. Było tu naprawdę pięknie. Byliśmy tu zupełnie sami, a najbliższe zabudowania znajdowały się około dwóch kilometrów stąd. Naprawdę mi się tu podobało. Bella nieznacznie odsunęła się ode mnie i spojrzała mi w oczy.

– Edward... zastanawiałeś się może jak to teraz będzie?

– Nie... to znaczy starałem sobie to wyobrazić, ale nie bardzo mi to szło.

– Urodzę i co dalej? Będziemy mieć naszą Małą Wiewiórę. Będziemy musieli ją karmić i przewijać. Wstawać w nocy, gdy będzie płakać...

– Będziemy musieli nauczyć ją tańczyć – dodałem, uśmiechając się do niej.

– Najpierw to będzie musiała nauczyć się chodzić – powiedziała ze śmiechem.

– To tylko drobny szczegół. Ale spójrz jakich ma rodziców... Będzie zajebistym tancerzem.

– Jeśli zostanie do tego zmuszone, to wiesz, że może być tego zupełnie inny efekt.

– No wiem, wiem, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że nasza Mała Wiewióra nie będzie tańczyć – powiedziałem i tak nieco posmutniałem, bo... bo ja naprawdę tego nie widzę. Jak moja Mała Wiewióra miałaby nie tańczyć? Przecież to w genach będzie mieć.

– No ja też tego jakoś nie widzę, ale czas pokaże. – Posłała mi swój cudowny uśmiech i znowu położyła głowę na mojej piersi.

– Masz rację.

– A jak damy na imię naszej Małej Wiewiórze? – spytała i tak swoja drogą dobre pytanie.

– Hmm... a co byś powiedziała na Julie... Juliet. Juliet Cullen – powiedziałem z bananem na twarzy, a Bella spojrzała na mnie w zamyśleniu.

– Juliet Cullen. Podoba mi się. A jak będzie chłopczyk?

– Hmmm... – zamyśliłem się, ale nic odpowiedniego nie przychodziło mi do głowy.

– Co powiesz na Xavier?

– Ymm... jest okej – powiedziałem po chwili, gdy to sobie przemyślałem i uśmiechnąłem się do niej.

– Czyli co, Juliet, albo Xavier.

– Dokładnie.

– A jak wrócimy do LA, to przerobimy drugą sypialnie i zrobimy tam pokoik dla Małej Wiewióry i kupimy cała wyprawkę?

– No chyba nie mamy wyjścia, ale najpierw i tak odwiedzimy lekarza i dowiemy się, czy wszystko jest okej.

– Tak. We wtorek po powrocie mam już umówioną wizytę.

– I bardzo dobrze. Ja naprawdę się martwię i nie chciałbym, aby coś ci... aby coś wam się stało – powiedziałem, tuląc ją do siebie bardziej.

– Wiem, wiem... ale naprawdę obiecuję, że będę o siebie dbać.

– No mam nadzieję – powiedziałem, śmiejąc się lekko. Bella była lekko nieobliczalna, ale jednak mam nadzieję, że dbać o siebie będzie.

– Kochanie... a może wrócilibyśmy do łóżka, co? – spytała, słodko się do mnie uśmiechając.

– Nie wiedziałem, że wziąłem ślub z nimfomanką – zaśmiałem się, no co od niej oberwałem.

– No wiesz! Jakoś do tej pory nie narzekałeś! – powiedziała z udawanym oburzeniem.

– Ależ ja nie narzekam. Ja tylko stwierdzam fakty.

– To wszystko przez ciąże. Takie uroki drugiego trymestru.

– Boże kobieto! Co ja z tobą mam?

– Interesujące życie.

– Erotyczne – dodałem, na co zaczęła się głośno śmiać. Zarzuciła mi ręce na szyję i zaczęła całować, przez co wylądowałem na plecach, a ona na mnie. Wplotła dłonie w moje włosy, składając słodkie pocałunki na moich policzkach. – Kochanie, chcesz zrobić to tutaj? – spytałem, gdy uświadomiłem sobie, że znajdujemy się na łonie natury. Dookoła zielono, ptaszki śpiewają i ona ujeżdżająca mnie. Podoba mi się. Oderwała się ode mnie i rozejrzała dookoła, po czym spojrzała na mnie.

– Musze się zastanowić.

Byliśmy już tu dwa dni, ale jak zajebiste dwa dni. Było mi tu naprawdę dobrze. Cisza, spokój i Bella, która spędzałaby w łóżku dwadzieścia cztery godziny na dobę albo uprawiając seks, albo leniuchując. Ale... ale ja nie potrafiłem jej odmówić. Omotała sobie mnie wokół małego palca, ale to stało się już dawno temu, a że dobrze mi tak, jak jest...

Dzisiaj popołudniu pogoda nieco się popsuła i zaczęło padać. Niestety, ale ja nic nie byłem w stanie na to poradzić. Udało mi się rozpalić w kominku, po ponad pół godzinnej walce z tym, ale się udało. A teraz sobie siedziałem w samych jeansach z laptopem na kolanach na kanapie, a Bellę gdzieś mi wcięło, lecz miałem przynajmniej chwilę spokoju. Siedziałem tak sobie, przeglądając różne strony internetowe i odpisując na zaległe wiadomości, gdy w pewnym momencie światło zgasło i usłyszałem muzykę.

– Bella? – spytałem, bo coś mi tu nie grało.

– Nie odwracaj się. Odłóż laptopa na bok i zamknij na chwilę oczy – powiedziała nieco władczo, a ja zrobiłem to, o co mnie prosiła. Co ona knuje, do cholery jasnej?

Kilka chwil już minęło i odważyłem się lekko otworzyć oczy, a to, co zobaczyłem przed sobą, spowodowało, że z moich ust wydobyło się dziwnie brzmiące sapnięcie i zjechałem nieco z kanapy, tak, że teraz bardziej na niej leżałem niż siedziałem. Zlustrowałem ją od góry do dołu. Miała na sobie czarne zabudowane szpilki, z kokardkami na przedzie i bardzo kusą sukieneczkę. Z włosami nie mam zielonego pojęcia, co zrobiła, ale wyglądały zajebiście, i to jej spojrzenie. Co prawda, i tak niewiele udało mi się dopatrzyć, bo oświetlał ją tylko ogień z kominka, ale to widziałem. Stała bokiem oparta o oparcie krzesła, wypinając swój kształtny tyłeczek i zmieniała ciężar ciała z nogi na nogę, od czasu do czasu kręcąc jeszcze biodrami. Usiadła na krześle, rozchylając przede mną kolana i nie jestem pewny, ale na twarzy miała chyba zadowolony uśmieszek. Obróciła się na krześle bokiem, a potem jej noga powędrowała w górę, tak, że teraz obróciła się do mnie tyłem. Jej dłonie cały czas wędrowały seksownie po jej ciele. Odchyliła się w tył, tak, że jej włosy poleciały w górę, a kolejne sapnięcie chyba wydobyło się z moich ust. Jej dłonie dotknęły jej piersi i zaczęła je ugniatać przez materiał sukienki. Znowu usiadła normalnie na krześle i cholernie wolno zaczęła ściągać z siebie sukienkę. Ja chyba zaraz oszaleję. Zaczęła wywijać tym materiałem nad swoja głową, a potem jej prawa rączka wyprostowała się z boku i spojrzała na nią, po czym przekręciła głowę w moja stronę i wypuściła sukienkę z dłoni. Znowu obróciła się do mnie całkowicie tyłem i jedyne, co rejestrowałem w tym momencie, to to, że jej tyłek delikatnie się ocierał o krzesło. Ona chce mnie zabić. Znowu odchyliła się do tyłu i prawie dotykała głową podłogi. Jej dłonie błądziły po jej całym ciele, aż w pewnym momencie dotknęła swojego krocza. Zmysłowo się dotykała, a ja siedziałem totalnie obezwładniony gapiąc się na nią. Oparła swoje dłonie o biodra i zaczęła nimi kręcić. A już po chwili, nawet nie zdarzyłem zarejestrować kiedy, zeszła prawie do szpagatu tureckiego i dzięki temu miałem wspaniały widok na jej tyłek. Opierając się o krzesło, zaczęła nim seksownie kręcić, by w następnej kolejności stanąć na wyprostowanych, złączonych nogach tyłem do mnie i wypinać swoja pupę. Obróciła się do mnie przodem, patrząc na mnie cholernie wyzywająco. Stanęła trochę szerzej na nogach i zaczęła schodzić nieco w dół jedną stroną, a gdy była już całkowicie na dole, zarzuciła włosami i zaczęła wstawać drugą stroną. Zaczęła do mnie podchodzić ponętnie, kręcąc biodrami. Jej kobiecość była na wysokości moich oczu, a ona sama poruszała się seksownie tuż przede mną. Wyglądała jak wisienka na torcie. Jak landrynka. Jak... Wdrapała się na moje kolana, i nie wiem nawet jak moje ręce powędrowały na jej pośladki. Pochyliła się nade mną i już chciałem ją pocałować, gdy odsunęła się ode mnie i pokręciła palcem na nie, złośliwie się uśmiechając. Postanowiłem pozostać w miarę grzeczny. Poczułem jej język na swojej szyi i chyba kolejne sapniecie wydobyło się z moich ust, na co się zaśmiała. Zobaczyłem, że jej dłonie spoczywają na sznureczkach, które tworzyły jedną z trzech kokardek jakie miała na piersiach i uśmiech zagościł na mojej twarzy. Pociągnęła za nie i się rozplątało. Pociągnęła za kolejny i stało się to samo, ale już z trzecim poradziłem sobie sam. Wziąłem go w zęby i pociągnąłem, co spowodowało, że mogłem choć odrobinę więcej zobaczyć jej skóry, spod różowej koszulki, którą miała na sobie. Zaczęła się zmysłowo kręcić na moim ciele w rytm muzyki i ocierać o mojego twardego fiuta, przy czym jeszcze delikatnie przygryzała moje wargi. Bawiła się mną. Po prostu się mną bawiła, ale mi się to cholernie podobało. Z mojej grzecznej Belli zrobiła się bardzo, ale to bardzo niegrzeczna dziewczynka, ale mi się to, kurwa, zajebiście podobało.

Ale dłużej już nieładem rady wytrzymać. Podniosłem ją jednym zwinnym ruchem i zaniosłem do łóżka. Tam mieliśmy więcej miejsca. Już chciałem ją pocałować, lecz zwinna, niegrzeczna Pani Wiewiórowa, mi się wywinęła i przekręciła nas, po czym usiadła na moim brzuchu.

– Ale ja jeszcze nie skończyłam... – powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem na ustach. Ona chce mnie zabić? Zapaliła nocna lampkę i znowu na mnie usiadła.

– Kurwa! – wyrwało mi się, gdy zobaczyłem ją przy jako takim świetle. Miała na sobie bardzo mocny makijaż, a jej powieki były pomalowane na czarno. Różowa koszulka, przez którą właściwie wszystko było widać – czarne majteczki. Ona chce mnie zabić! To jest pewne.

Wiła się na moim ciele i ocierała o nie. Nie wiem, może mi się tylko zdawało, ale cały czas widziałem na jej twarzy zadowolony uśmieszek. Jej stopy odziane w szpilki, co chwilę latały mi przed oczami i ja na serio byłem przez nią obezwładniony. No, ale ile, do cholery, można?

Obróciłem ją na plecy wręcz nieco brutalnie, ale byłem już tak zdesperowany, że lekko nad sobą nie panowałem.

– Czy ty widzisz, co ze mną zrobiłaś? – spytałem, kładąc sobie jej nogę na ramię. – Czy ty masz pojęcie jak byłaś zajebista? – spytałem, spłacając pocałunki wokół jej kostki, na co zajęczała, patrząc na mnie spod wpół przymkniętych powiek. – I nie wiem, czy wiesz, ale ubóstwiam cię w tych szpilkach, ale jeszcze bardziej ubóstwiam twój tatuaż – powiedziałem i ściągnąłem jej szpilkę ze stopy, by móc go zobaczyć, a potem przejechać po nim językiem.

– Edward... – wydyszała. – Potrzebuję cię! Teraz! – wręcz zawyła, a potem desperacko zaczęła ściągać ze mnie spodnie. Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Gdybym miał czekać dłużej, to chyba spuściłbym się w spodnie. Wygramoliłem się z nich jakoś nieporadnie, potem szybko ściągnąłem z Belli te czarne majteczki i wszedłem w nią, na co oboje zajęczeliśmy.

Poruszałem się w niej szybko i jedyne na, czym w tej chwili mi zależało, to na spełnieniu, które wypełni każdą komórkę mojego ciała. Może i byłem nieco samolubny, ale jedyne na czym byłem w stanie się skupić w tym momencie, to na tym niesamowitym tarciu. Dyszałem, sapałem... sam już nie wiem, co robiłem. Byłem już naprawdę niesamowicie blisko, a z każdym moim kolejnym pchnięciem łóżko piszczało pod nami. Patrzyłem na nią spod lekko przymkniętych powiek i zarejestrowałem, że jej dłoń powędrowała do jej łechtaczki i zaczęła ją pocierać. Dyszała ciężko, jedną ręką trzymając się ramy łóżka. Już byłem tak blisko swojego spełnienia, aż w końcu w chwili, w której Bella zaczęła zaciskać się na mnie, orgazm wypełnił moje ciało.

Opadłem na nią i nie byłem w stanie się ruszyć. To było tak cholernie zajebiste. Tak cholernie dobre... Przesunąłem się nieco, by jej nie przygnieść, w dalszym ciągu trzymając głowę na jej piersiach i przymknąłem na chwilę oczy. Chyba się tak nawet na sekundkę zdrzemnąłem, ale gdy z powrotem otworzyłem oczy, ukazał mi się zadowolony uśmiech Belli. W sumie nie dziwię jej się, że jest z siebie zadowolona.

– Moja własna, prywatna gwiazda porno – wyszeptałem w jej piersi, a potem usłyszałem jej głośny, dźwięczny śmiech. – Aż się dziwię, że jesteś w ciąży.

– Haha... ja też.

– Bells... byłaś taka cudowna, tak cholernie zajebista i seksowna. Nawet nie mam pojęcia, jak ci dziękować, że zrobiłaś to dla mnie... – mówiłam, lecz położyła mi palec na ustach.

– Nie musisz mi za nic dziękować. Zrobiłam to, bo sama tego chciałam, a na dodatek świetnie się bawiłam... Na dodatek ty taki obezwładniony tym wszystkim... podobało mi się – powiedziała, a ja uśmiechnąłem się do niej. – A teraz mnie przytul i chodźmy spać. Dość szaleństw na dzisiaj – dodała ze śmiechem, a ja zrobiłem to, o co mnie prosiła.

Bella szybko usnęła w moich ramionach, za to ja nie mogłem. Cały czas miałem przed oczami to, co zrobiła. Tak wiele razy ją prosiłem o striptiz i za każdym razem odpowiadała mi 'nie', a teraz zrobiła to sama z siebie. Na dodatek była tak cholernie dobra. Nie spodziewałem się, że zrobi mi coś takiego. Na pewnie nie wtedy, gdy będzie trzeźwa, ale jednak. Zrobiła to i jeśli będę musiał błagać o powtórkę, to to zrobię.

Była cudowna słoneczna pogoda, dlatego postanowiłem sobie popływać w jeziorze. Woda była wręcz cudowna i od dobrych trzydziestu minut starałem się namówić Bellę do tego, by do mnie dołączyła, ale ta uparta osoba siedziała na brzegu i nie raczyła się z niego ruszyć.

– Bella, chodź tu, do cholery! – Darłem się po raz pięćdziesiąty.

– Nie!

– Bella! – zawołałem desperacko.

– Nie udawaj, że toniesz, bo i tak ci nie uwierzę.

– Ale możesz mi wyjaśnić dlaczego? Przecież umiesz pływać, a woda jest świetna!

– Po prostu... nie chcę. Nie starczy ci takie wyjaśnienie? – powiedziała już nieco wkurzona, a ja wylazłem na brzeg i położyłem się obok niej.

– Ej, kochanie, co się dzieje? – spytałem, odgarniając jej włosy z twarzy.

– Nic, po prostu tak jakoś nie mam nastroju.

– Powiesz mi, czy mam to z ciebie wyciągać przez następne pół godziny?

– Oj, no... jutro już stąd jedziemy. Było tu tak cudownie, tylko ty i ja i nikogo więcej, a jak wrócimy do LA ja znowu będę siedziała w czterech ścianach przez parę miesięcy, a ty będziesz cały czas pracował, na dodatek wyjeżdżał na drugi koniec świata...

– Nie będę – urwałem jej wypowiedź w połowie, przez co spojrzała na mnie zaskoczona.

– Oczywiście, że będziesz.

– Nie będę. Dopóki nasza Mała Wiewióra nie przyjdzie na świat i jeszcze jakiś czas po, dopóki nie oswoimy się z tym wszystkim i będziesz mogła już w miarę prowadzić zajęcia, nigdzie nie wyjeżdżam, nie prowadzę żadnych warsztatów, ani nie robię żadnych teledysków, czy programów. A moje zajęcia zostają trochę ograniczone. I tak zaraz są wakacje i kończy się sezon, ale od nowego biorę grupę dzieciaków i parę moich grup i nic więcej. Ustaliłem to już z mamą – powiedziałem zadowolony, a na jej twarzy zobaczyłem szok.

– Edward, ale ty tak nie możesz tak wszystko zostawić przeze mnie. Poza tym będziemy mieć teraz dużo wydatków... ja teraz nie będę pracować...

– Widziałaś stan mojego konta? – spytałem ot tak, bo tak swoja drogą jakoś chyba dotąd nie miała okazji go zobaczyć.

– No nie... ale...

– Więc przestań. Ustaliłem wszystko z mamą. Zrozumiałem, że rodzina musi być na pierwszy miejscu, a nie praca, czy pieniądze. Wiem, że ci ze wszystkim ciężko. Przekonałem się o tym i wiem, że mnie potrzebujesz. Bella, kochanie, myślisz, że poświęciłbym to, co mam dla pracy. Karierę już zrobiłem i wiesz, że to, że jestem najlepszym tancerzem i choreografem na świecie mi przeszkadza. Znasz mnie. Ale takie jest życie. Ja sobie tego nie wybrałem, tylko po prostu się stało, bo kocham to, co robię, ale nie chcę przez to poświęć swojego szczęścia. Więc Pani Wiewiórowo, proszę mi się tu nie smucić, bo teraz będziesz mnie miała prawie dwadzieścia cztery godziny na dobę i robimy wszystko, by było jak najlepiej. Jasne?

– Yhym. I dziękuję, ale wiedz, że tego nie musisz. Ja jakoś sobie poradzę.

– Bella, jesteś moja żoną, czy nie? – spytałem, a ona spojrzała na swoja dłoń.

– Obrączka na palcu jest, więc wychodzi na to, że tak.

– No... więc teraz moja kochana żono wykorzystujemy ten czas, który nam został do maksimum, jasne? – Ja oszaleje z nią, przez te jej zmiany nastrojów. Kiedy to minie?

– Dobra, no to chodźmy popływać – powiedziała, wstając i uśmiechnęła się do mnie. Ale ja chwyciłem ją na ręce. – Nie Edward! Puść mnie! Ja wejdę do tego pieprzonego jeziora sama! Postaw mnie na ziemi, do cholery! Wiewióra! – krzyczała, machając rękami i nogami, ale w końcu wrzuciłem ją do wody, gdy już byliśmy w pewnej odległości od brzegu. Stałem zadowolony, widząc jej wierzgające nóżki w powietrzu, lecz po chwili poczułem, że moje spodenki zostają pociągnięte w dół, a przez to całe zdezorientowanie Bella podcięła mi nogi i ściągnęła ze mnie spodenki całkowicie.

– Bella! – zawyłem, gdy zobaczyłem ją odpływającą z moimi spodenkami, a na dodatek miała złośliwy uśmieszek na ustach.

– No co? – spytała głupkowato, a potem moje spodenki poleciały na brzeg, a raczej znacznie dalej niż brzeg. Ale proszę bardzo, jak chce się tak bawić, to spoko. Zaczęła sobie pływać, a ja podpłynąłem do niej jak gdyby nigdy nic, a ta cały czas głupkowato się do mnie uśmiechała. Byłem już na tyle blisko niej, że stała na wyciągnięcie ręki. Chwyciłem ją w tali i przyciągnąłem do siebie, zupełnie tak, jakbym chciał ja przytulić. – I jak, fajnie?

– Nawet bardzo – odparłem, i rozwiązałem sznureczki jej bikini, i zanim zdarzyła coś zrobić, jej stanik wylądował na brzegu.

– Edward! – zawyła, a ja szybko od niej odpłynąłem, bo jeszcze by mi coś zrobiła.

– I jak, fajnie? – spytałem głupkowato, po czym uważnie mi się przyjrzała i mogłem zobaczyć trybiki pracujące w jej głowie.

– Zajebiście – powiedziała, gdy jej dłonie były zanurzone pod wodą, a potem zauważyłem jej majtki od bikini lecące w powietrzu. Kurwa, no! Ja z nią oszaleję. Zaczęła sobie pływać, a ja nie bardzo wiedziałem, co mam zrobić. Trochę mnie przechytrzyła i chyba jej odpuszczę. Podpłynąłem do niej i złapałem w talii.

– Wiesz, że jesteś niegrzeczna?

– Ja? Ależ ja jestem bardzo grzeczna – powiedziała z niewinnym uśmieszkiem, po czym owinęła swoje nogi wokół mojego pasa, a ręce zarzuciła na moja szyję, przez co przylgnęła do mnie całym ciałem.

– Jasne.

– To co teraz? – spytała głupkowato i przejechała paznokciami po moim karku.

– Pomyślmy... – zastanowiłem się chwile, ale do głowy przychodziło mi tylko jedno. – Seks w jeziorze? – spytałem, z głupkowatym uśmieszkiem, a Bella spojrzała na mnie jak na wariata.

– W jeziorze?

– No co?

– To może potem, co? Jak mnie już namówiłeś do tego pływania, to popływajmy i spędźmy maksymalnie ten dzień jak się da, okej?

– No dobra – zgodziłem się z nią, a po chwili pływaliśmy, chlapiąc się nawzajem wodą i śmiejąc się głośno niczym dzieci.

Zapadł już wieczór i siedzieliśmy razem przed domkiem, przytuleni, z kubkiem gorącej herbaty. Pogoda zaczęła się nieco psuć, ale jeszcze nie padało. Gwiazd niestety widać nie było, ale było w miarę przyjemnie. Bella siedziała w mojej bluzie i tuliła się do mnie. Jutro już wracaliśmy i tak naprawdę mi się nie chciało. Dobrze mi tu było; tak samemu z Bellą. Odpocząłem sobie przez ten tydzień, a podróż poślubna nam się udała w stu procentach. Dobrze, że wybraliśmy się tutaj, a nie na jakieś wyspy czy gdzieś. Mogliśmy obije oderwać się od tego wszystkiego, co cały czas nas otacza w LA. Wzięliśmy ślub, za chwilę zostanę ojcem, i tak szczerze powiedziawszy nie przeraża mnie to aż tak bardzo. Wiem, że na początku z pewnością będzie ciężko, ale jakoś dam sobie z tym radę. Nauczę się zmieniać pieluchy, karmić i tej całej reszty. To chyba nie jest takie trudne. Tak mi się przynajmniej wydaje. Zresztą będzie, co będzie. Tak na dobrą sprawę, to prędzej czy później pewnie i tak by mnie to czekało, więc może lepiej, że będzie to akurat teraz.

– Edward?

– Hmmm...

– Powiedz mi... jak wyglądają twoje zajęcia z dzieciakami, co? Nie katujesz ich tam za bardzo? – spytała i spojrzała na mnie.

– Nie... na pierwszych zajęciach z nimi to ja przez nich prawie umarłem ze śmiechu.

–Czemu? – spytała zaciekawiona, a na wspomnienie tamtych zajęć, ogromny uśmiech pojawił się na mojej twarzy.

– To były pierwsze zajęcia i trochę się nimi denerwowałem. Nie miałem pojęcia na jakim są poziomie. Nic kompletnie o nich nie wiedziałem, a sam przecież kontaktu z dziećmi zbytniego nie miałem. Nie chciałem ich od razu rzucać na głęboką wodę i chciałem się z nimi po prostu trochę pobawić, więc zrobiłem choreografię do 'I like to move it'.

– Tej piosenki z Madagaskaru?

– Yhy, a bliźniaki jechały mi całe zajęcia tekstami Króla Juliana i ledwo byłem w stanie nad nimi zapanować. Oni są genialni. Potrafią tak zwrócić na siebie uwagę, że ludzi dookoła mają w garści od samego początku. Nie zdziwię się, jeśli wyrosną na tancerzy światowego formatu. Już potrafią robić świetne show, a co będzie potem.

– Masz rację. Oni maja na to szanse, ale nie tylko oni – powiedziała i spojrzała na mnie.

– Nie zdążyłem się jeszcze wszystkim przyjrzeć uważnie, bo nie miałem na to zbyt wiele czasu, ale myślę, że tak. Jeśli taniec na prawdę jest ich pasją i będą iść w tym kierunku, to ja nie widzę żadnych przeciwwskazań.

– Powiedział choreograf światowej sławy.

–Powiedziała choreografka światowej sławy. – Zaśmiałem się i napiłem się swojej zimnej już herbaty.

– Wiesz, że tak nie jest – zaprotestowała.

– Oj tam, oj tam.

– Ehh... – poddała się i bardzo dobrze. – Chodźmy już spać, co? Jestem zmęczona. To dzisiejsze pływanie mnie wykończyło.

– Pływanie? – dopytywałem się, z głupkowatym uśmieszkiem.

– Tak, pływanie. Ale jak wrócimy do LA, zapisze się na basen. Podobno to odpowiednia dyscyplina sportowa dla kobiet w ciąży.

– Ale ja idę z tobą, bo nigdzie cie samej nie puszczę, tym bardziej w bikini – powiedziałem i oplotłem ją ramionami w talii, przytulając głowę do jej brzucha.

– A bez?

– Mała Wiewióro, mama chyba oszalała – powiedziałem, zwracając się do jej brzucha i nagle zapadła taka dziwna cisza. Spojrzałem, na nią i zauważyłem, że jej oczy zaczęły się lekko szklić. Podniosłem się i przyłożyłem dłoń do jej policzka, delikatnie ją po nim głaszcząc. – Ej, kochanie, co jest?

– Nic, po prostu... – zaczęła i uśmiechnęła się do mnie nieśmiało. – To, co powiedziałeś... Chyba się trochę wzruszyłam – przyznała się, a ja ją do siebie przytuliłem.

– Oj, Pani Wiewiórowo... To co, idziemy spać?

– Yhym.

Spałem sobie smacznie i miałem właśnie jakiś cudowny sen z Bellą w roli głównej, gdy coś zaczęło mnie szturchać i co chwile słyszałem ciche 'Edward'. Otworzyłem swoje zaspane oczy i zobaczyłem Bellę tuż nad sobą.

– Co się dzieje? – spytałem zaspany, będąc jeszcze jedną nogą w tamtym świecie. – Źle się czujesz?

– Nie, tylko... – zaczęła mówić, a potem rozległ się głośny grzmot, na co zamknęła oczy. – Przytulisz mnie?

– Chcesz mi powiedzieć, że boisz się burzy? – spytałem i prawie zacząłem się śmiać, ale na szczęście się powstrzymałem.

– Oj, no... nie moja wina, że żyjemy w mieście, gdzie pada od święta. A na dodatek jesteśmy tutaj sami, prawie w środku lasu, z dala od ludzi... – wymieniała, dopóki, nie przerwał jej kolejny grzmot.

– Dobra, dobra... chodź tu już do mnie – powiedziałem i ciasno się do mnie przytuliła, chowając głowę niemalże pod poduszkę, a lekki chichot opuścił moje usta.

– Bardzo śmieszne, wiesz?

– Przepraszam – powiedziałem zaspany i cmoknąłem ja w odsłonięte ramie. – Zanucić ci jeszcze do snu?

– Nie, dziękuję. Nie umiesz śpiewać.

– Nie, to nie – powiedziałem, a potem rozległ się olbrzymi huk, na co zadrżała w moich ramionach, ale na szczęście po chwili już spała, za to ja nie mogłem. Przyglądałem się jej spokojnej twarzy i nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była taka piękna... Pocałowałem ją jeszcze delikatnie w policzek i sam zasnąłem.

Wpakowałem już ostatnią walizkę do bagażnika i zobaczyłem smutną Bellę wychodzącą z domku. Usiadła na masce samochodu, a ja do niej dołączyłem.

– Czemu ten tydzień minął tak szybko, co? Nie możemy zostać dłużej? – Wręcz wyjęczała, wypychając swoja dolna wargę jak jakieś małe dziecko.

– Niestety nie bardzo, ale... co byś powiedziała na to, że wpadniemy tu w przyszłym miesiącu na weekend, co? Bo ja nie widzę żadnych przeszkód. Znowu oderwiemy się na chwilę od wszystkiego.

– Myślisz? Może i to był by dobry pomysł. – Uśmiechnęła się do mnie. – Co jednak nie zmienia faktu, że nie chcę mi się wracać do LA.

– Mi też się nie chce, ale obowiązki wzywają. I jeśli na serio chcesz, by Rose, Al i Emmett wpadli do nas jeszcze dzisiaj wieczorem, to musimy za chwilę wyjechać.

– Wiem, wiem... – powiedziała i się do mnie przytuliła. – I wiesz co? Nie uprawialiśmy seksu w samochodzie, ale to innym razem.

– Nimfomanka. No po prostu nimfomanka. – Zaśmiałem się z niej, ale dostałem w tyłek.

Ten tydzień na prawdę był cudowny i mimo że spędzaliśmy ze sobą czas bez przerwy dwadzieścia cztery godziny na dobę, to nie narzekam. Kochaliśmy się tyle, ile się dało, leniuchowaliśmy i po prostu leżeliśmy brzuchem do góry, czyli chyba tak, jak podróż poślubna powinna wyglądać. Ja byłem w stu procentach zadowolony, a Bella też. To było widać w jej oczach. Emanowały szczęściem i miłością. Kocham ją ponad wszystko i po prostu chcę z nią być. Nic więcej mi nie jest potrzebne.