3 października

Kiedy późnym popołudniem Remus i Syriusz wrócili ze swojej wycieczki po różdżkę, Hermiona przysypiała w fotelu. Stres, strach i ogólne wyczerpanie dopadły ją gdzieś w okolicy lunchu i powieki zaczęły jej opadać przy czytaniu książki pożyczonej od Remusa.

Ze swojego miejsca na kanapie Syriusz, stanowczo za szczęśliwy jak na człowieka, którego w ciągu ostatniej doby porwano, torturowano i który sam się uratował, określił ją mianem „nudnej", bo jego papierowe samoloty lecące na ciepło nie przyciągnęły jej uwagi chociaż z determinacją posyłał je prosto w jej włosy.

Po tym stwierdzeniu skonfiskowała swoją różdżkę, której do tego używał i potrząsnęła głową, a on wydął wargi, bo po cofnięciu zaklęcia, papierowe samolociki spadały na niego. Hermiona starała się wyglądać na zirytowaną, ale nie bardzo jej to wychodziło. Chciała się po prostu uśmiechnąć i może wysłać Riddle'owi kartkę z podziękowaniami, bukiet kwiatów i bombonierkę za to, że uświadomił im istnienie rzeczy ważniejszych niż zranione uczucia.

Wyrwana z drzemki przez pukanie do drzwi balkonowych, odłożyła książkę i wstała, by wpuścić dwóch mężczyzn. Miała nadzieję, że wyprawa po różdżkę i towarzystwo Remusa wreszcie Syriusza zmęczyło. Wilkołak bowiem dwa tygodnie przed pełnią nie potrzebował aż tyle snu co zwyczajny człowiek.

Niestety na twarzach obu panów dostrzegła szerokie uśmiechy i tupali głośno w to wietrzne październikowe popołudnie. Hermiona miała ogromną ochotę ich wyrzucić, bo mieli czelność tak się cieszyć, podczas gdy ona była zmęczona i zmartwiona. Noc Duchów zbliżała się wielkimi krokami, niedawno mocno się przestraszyli, a ona nie mogła wychodzi z hotelu bez opieki, bo Riddle mógłby ja złapać i zmusić, by przekonała mężczyznę, który nawet nie wiedział, że był jej „wujem", by wsparł Śmierciożerców.

Posłała im mordercze spojrzenie. Jak śmieli?

- Faustus Fehr wspiera Federację.

Syriusz przytaknął. Wiatr na odsłoniętej półce szarpał jego ciemnymi włosami tak że zasłaniały mu twarz.

- Dobra, gotowa? - spytał, wyciągając z ust zbłąkany pukiel włosów. Naciągnął kaptur kurtki, by więcej nie wlatywały mu pomiędzy wargi, gdy się odzywał. - Spędziłem połowę pobytu w Forte de Sang wymyślając najlepsze hasła jakie potrafiłem. Cholernie irytujące, gdy nie możesz ich zapisać i w kółko je zapominasz, więc lepiej doceń mój wysiłek.

- Pewnie. - mruknęła z rezygnacją Hermiona. Może powinna przystawić sobie krzesło, to mogło zająć całą noc.

Syriusz głęboko zaczerpnął powietrza, a potem wyrzucił z siebie:

- Magiczna moc Minnie McGonagall minimalizuje mistrzowskie machinacje makiawelistycznych miłośników mordowania. - przerwał, by odetchnąć. - Mmmm. – dodał z trudem, bo ciężko zacisnąć wargi z wymaganą siłą, by wydać z siebie taki dźwięk, kiedy człowiek szczerzy zęby jak idiota.

- O rany. - zaśmiała się, otwierając drzwi. - Cieszę się, że nie byłeś tam dłużej, bo siedzielibyśmy tu do zmroku.

- Tak, twój to przy tym pikuś. - oznajmił z dumą Syriusz. Razem z Remusem weszli do środka i ściągnęli kurtki, cały czas się śmiejąc.

- O tak. – przyznała Hermiona, zamykając za nimi drzwi. - Następnym razem, kiedy będę leżała czekając na ratunek upewnię się, że lepiej wykorzystuję dany mi czas.

- Pfft. - Syriusz machnął ręką. - I tak cię nie potrzebowałem, jestem mistrzem udawania. I przerażania skrzatów domowych.

- A także tworzenia nowych słów. - dodał Remus, sadowiąc się na skraju wyspy kuchennej, potrząsając głową i mamrocząc pod nosem. - Przerażanie. - siedział machając nogami i szczerząc się w bardzo nieremusowy sposób.

- Z czego się tak cieszysz? - spytała Hermiona, patrząc na wilkołaka.

- Um... mój kumpel nie jest martwy? - odparł, posyłając Syriuszowi szybkie spojrzenie.

- A, racja. - mruknęła Hermiona. - Więc jak poszło u Ollivandera?

- Świetnie. - odparł Syriusz, wyciągając nową różdżkę, by ją zaprezentować. Hermiona nigdy nie zwracała uwagi na tę starą, ale miała wrażenie, że nowa była odrobinę jaśniejsza.

- Ollivander powiedział, że to jemioła. A może ostrokrzew? Jak się wypróbuje takich sto, wszystkie się zlewają w jedną. Nie to, żeby to miało jakieś znaczenie. Sprawdza się, choć wolałem moją.

Hermiona pomyślała, że powinien się cieszyć z łatwości z jaką zdobył nową różdżkę. Po tym jak jej własna została w Dworze Malfoyów, Hermiona czuła się jak bez ręki. Pamiętała też wyraz twarzy Harry'ego, gdy powiedziała mu co się stało z różdżką o rdzeniu z pióra feniksa.

- Teraz ta jest twoja, Syriuszu. - powiedział Remus, a jego ton sugerował, że wypowiadał to zdanie nie po raz pierwszy tego popołudnia.

Syriusz westchnął i zmarszczył nos, przyglądając się różdżce z niezadowoleniem.

- Tak, ale nadzieja pozostaje. Może dziadkowi uda się odzyskać tę starą.

- No nie wiem, Łapo. - Remus uśmiechnął się szelmowsko. - Po tym jak pokazałeś Traversowi i Carrowowi środkowy palec, a potem za pomocą swojej nowej różdżki zademonstrowałeś im, ile macek może wyrosnąć na ich twarzach, nie zdziwię się, jeśli Bellatrix ją złamie.

Syriusz skrzywił się.

- Nie mów takich rzeczy, Lunatyku. To okrucieństwo... a poza tym sami się prosili.

- Żartujecie sobie, prawda? - wtrąciła piskliwie Hermiona. Przerażała ją myśl, że Syriusz pojedynkował się ze Śmierciożercami na środku Pokątnej zaledwie kilka godzin po swojej ucieczce.

- Nie. - Remus zaśmiał się. - I ma rację, zasłużyli na to.

Hermiona wbiła w chichoczącego wilkołaka wściekłe spojrzenie.

- Co w ciebie wstąpiło? Miałeś być tym rozsądnym! - zirytowała się.

- Jestem. Ale tylko w porównaniu. - Remus wzruszył ramionami. - Wszystko jest względne. Co więcej, kiedy widzi się dwóch Śmierciożerców atakujących sklepikarza, pokrycie ich twarzy mackami wydaje się rozsądnym posunięciem.

- Święta prawda. - potwierdził Syriusz. - A ty tu sobie tak siedziałaś przez cały ten czas, Hermiono?

- Tak, czytałam. - prychnęła. - I nie zmieniaj tematu. Co jeśli będą próbowali się zemścić za twoją ucieczkę?

- Wątpię, czy wiedzieli, że w ogóle zostałem porwany. - odparł Syriusz, machając lekceważąco ręką. - Myślisz, że Voldemort wszystkim o tym powiedział? O broszce też? Znaczy, strażnicy wiedzieli kim jestem, ale nie po co nalazłem się w Forte de Sang. A tylko Bella, Rodolphus i Rab wspominali o broszce... ci z Gali to pewni jedyni, którzy o niej wiedzą. Poza tym, to nie na mnie im zależało.

- To prawda... - przyznała powoli Hermiona. - Ale naprawdę nie powinieneś robić scen.

- Ależ Hermiono - odezwał się smutno Remus. - to jedyne co potrafi. - dwaj mężczyźni znów zachichotali.

Hermiona prychnęła pod nosem. Bardzo się cieszyła, że wszystko wróciło do normy, ale zdążyła już zapomnieć jak wkurzający bywał Syriusz, kiedy nie starał się być miły. A obecność Remusa oznaczała, że to się nigdy nie skończy.

- Powinnaś zacząć się szykować, Hermiono. - poradził wesoło Syriusz. - Mamy być na Grimmauld o siódmej.

- Boże, skąd ty bierzesz całą tę energię? – spytała Hermiona. Konieczność zamienienia się na cały wieczór w pannę Fehr sprawiał, że czuła się jeszcze bardziej zmęczona.

Syriusz wzruszył ramionami.

- Wiesz... kiedy myślisz, że niedługo umrzesz, zmęczenie przestaje mieć znaczenie. No a ty masz niezwykłe umiejętności uzdrowicielskie. Musiałaś być cholernie przydatna Harry'emu i temu jego kumplowi podczas waszej misji.

Hermiona prychnęła.

- Wszystkiego nauczyłam się potem. To właśnie podczas tamtej misji zdałam sobie sprawę, że wiedziałam za mało. Podstawy uzdrawiania były dużą częścią mojego przygotowania do tej przygody.

- Och. Ja tam sądzę, że jesteś lepsza niż uzdrowiciele. - Syriusz ponownie wzruszył ramionami. - Oni nigdy nie reperują ubrań. Jesteś bardzo dokładna, Granger.

Uśmiechnęła się.

- O tak. W takim razie wy dwaj sami zróbcie sobie herbatę. Muszę się odfehrować.


Tego wieczora kolacja na Grimmauld Place była dziwnym wydarzeniem. Stworek otworzył im drzwi jak zwykle, ale zamiast zaprowadzić ich do salonu, gdzie mieli poczekać aż posiłek będzie gotowy, powiódł ich na górę, ponieważ Walburga nalegała, by Syriusza obejrzał lekarz czekający w jej saloniku.

Pollux posłał swojemu wnukowi przepraszające spojrzenie, gdy pani Black objęła syna silnym ramieniem i powiedziała coś o „profesjonalnej opinii". Może właśnie to nietypowe zachowanie matki kwoki sprawiło, że ku zdumieniu Hermiony Syriusz bez protestu pozwolił się prowadzić niczym pierwszoroczniak, podczas pierwszej wyprawy na peron 9 i 3/4.

Podążając za matką i synem na górę, Hermiona uśmiechnęła się do Polluxa.

- Jest w lepszej formie niż ja, chociaż nie wiem jak to możliwe, bo nie spał od czwartku.

- Tak, cóż. - mruknął nieprzytomnie Pollux.

Nie odezwał się ponownie aż oboje nie znaleźli się w bibliotece. Tam zajął miejsce na jednym z ogromnych foteli przy szachownicy i machnięciem różdżki uciszył białe pionki, które na jego widok zaczęły wiwatować i wyzywać swoich onyksowych pobratymców, stojących po drugiej stronie.

- Hermiono - odezwał się sięgając po karafkę z whisky i dwie szklanki ze srebrnej tacy stojącej na skraju biurka. - Zastanawiałem się, czy mogłabyś mi coś wyjaśnić?

- Um... oczywiście, panie Black. - odparła, siadając po stronie czarnych pionków. Onieśmieliły ją trochę ich pełne zrezygnowanej akceptacji wobec nadchodzącej klęski spojrzenia. „Czy już wiedziały, że była kiepska w szachach?" Zapadła się głębiej w fotel, by uniknąć ich pełnego rezygnacji wzroku.

Ale Pollux nie zwracał uwagi na szachownicę. Skoncentrował się na nalewaniu sobie alkoholu z kryształowej karafki, a potem wychylił go jednym haustem. Następnie napełnił obie szklanki do połowy i podał jedną Hermionie. Posłał jej poważne spojrzenie i odezwał się:

- Dzisiaj rano powiedziałaś, że już walczyłaś z takimi. Co miałaś na myśli?

Hermiona zastanowiła się przez chwilę nad odpowiedzią, a jej puls przyspieszył. Przyjęła drinka. Wkraczali na niebezpieczny teren. Na szczęście pamiętała co Harry powiedział jej po treningu aurorów na temat zachowania podczas przesłuchań. „Nie odbiegaj za bardzo od faktów. Prościej jest kłamać, jeśli mówi się prawdę."

- Cóż... – odezwała się powoli. - Na tym etapie chyba zdaje sobie pan sprawę z większości zajęć Syriusza. Wie pan, że jest po stronie Dumbledore'a?

- Oczywiście. - Pollux przytaknął. - Cholerny chłopak próbuje mnie przekonać, że to jedyna droga w przyszłość.

- Bo tak jest, panie Black. - powiedziała po prostu. - Pracujemy dla Dumbledore'a od kilku miesięcy.

- Naprawdę? Oboje? - spytał podejrzliwie Pollux, pociągając niewielki łyczek whisky.

Hermiona próbowała wymyślić najlepszy sposób powiedzenia prawdy tak, by nic nie zepsuć.

- Tak. - potwierdziła. - Jestem zaangażowana od czerwca, właściwie od dnia, gdy państwa poznałam. Poszliśmy wtedy z Syriuszem i innymi uratować dzieci Edgara Bonesa.

- Ach tak, słyszałem o tym. W Glasgow, prawda? Straciliście wtedy jednego z waszych, czyż nie?

- Tak. - odparła cicho Hermiona, a przed oczami zamajaczyło jej ciało Benia Fenwicka przysypane gruzem i kartka z jej własnych notatek, na której spisała wszystkich zmarłych, a także słowa „znaleźli tylko trochę jego" wypalone na pergaminie. - Ale Śmierciożercy stracili czterech, więc powiedziałabym, że było warto.

- Po co ktoś taki jak ty miałby się w to mieszać, Hermiono? Twoja matka z pewnością tego nie pochwala. - Pollux wydawał się zaniepokojony.

Hermiona znów mogła powiedzieć prawdę.

- Zgadza się z Dumbledorem. Są starymi przyjaciółmi.

- Naprawdę? - Pollux ściągnął brwi. - Nie wiedziałem o tym. - milczał przez chwilę. - To co ty i mój wnuk robicie dla Dumbledore'a nie ma przypadkiem nic wspólnego z nagłym powrotem Syriusza na łono rodziny, prawda?

Hermiona nie wiedziała co robić. Nie wyglądał na złego, może trochę zawiedzionego.

- To nieprzewidziany plus, wpłynął na to jak Syriusz mógł pomóc. - powiedziała w końcu. - Był już wtedy po rozmowie z panem i zdecydował się wrócić, jeśli tylko pani Black się na to zgodzi. Kiedy o tym wspomniał, Dumbledore uznał to za szansę zbliżenia się do bardziej podejrzanych członków pana rodziny.

- Rozumiem. - mruknął Pollux, dopijając swoją drugą szklankę. - Więc mój wnuk nas szpiegował?

- Nie pana czy panią Black. - sprostowała Hermiona. - Syriusz był taki szczęśliwy, że znowu państwo z nim rozmawiają, ale tamtego wieczoru podczas Gali, kiedy pan nas... uratował przed Bellatrix, podsłuchaliśmy ich. To stąd wiedziałam, że zależało im na broszce.

Pollux zmarszczył brwi.

- Rozumiem. - powtórzył. - A co się ostatnio zmieniło?

- Co ma pan na myśli? - spytała zdumiona Hermiona. Po zdobyciu czary Syriusz dalej utrzymywał kontakty z rodziną, więc z punktu widzenia Blacków nic nie powinno się zmienić.

- Przez ostatni... miesiąc Syriusz zachowywał się inaczej, raz jest szczęśliwy, raz smutny. - powiedział Pollux marszcząc czoło. - Czasami wydaje się... nieobecny, albo... nie jestem pewien... może niespokojny? Chodzi o to co robicie, czy...

- Panie Black. - odezwała się Hermiona, a z jej ust spływała wcześniej ustalona prawda. - To chyba moja wina. Kilka tygodni temu trochę się pokłóciliśmy.

- Och. - mruknął Pollux, a czoło mu się rozpogodziło. - Cóż, to normalne. - nalał sobie kolejną porcję whisky i rozsiadł się wygodniej. – Czy to co robicie dla Dumbledore'a jest niebezpieczne?

- Obecnie nie. - uśmiechnęła się Hermiona.

Pollux nieco się uspokoił.

- To dobrze. Syriusz nie bez powodu został przydzielony do Gryffindoru. Jeśli tak używa swojej odwagi, to nie mi się skarżyć.

Hermiona znów się uśmiechnęła i upiła łyk whisky. Teraz, kiedy Pollux nie patrzył już na nią z determinacją odkrycia prawdy, jej puls nieco się uspokoił. Cieszyła się, że go nie okłamała. Jeśli po jej powrocie do 2001 część prawdy wyjdzie na jaw, przynajmniej Syriusz nie będzie musiał wyplątywać się z sieci kłamstw, żeby nadal utrzymywać kontakty z rodziną.

- A więc Hermiono, czy Ród Blacków powinien przejmować się twoją sprzeczką z naszym dziedzicem? - Pollux patrzył na nią dziwnie. „Czy można było wyglądać jednocześnie groźnie i przyjaźnie?"

Hermiona ponownie zdecydowała się na połowiczną prawdę, w tym samym czasie zapewniając swojemu zniknięciu za cztery tygodnie nieco wcześniejszej wiarygodności.

- Nie wydaje mi się, panie Black. Widzi pan, muszę na jakiś czas wrócić do domu. Cóż, właściwie to nie muszę, ale chcę. Syriusz nie jest z tego specjalnie zadowolony, ale jestem pewna, że dojdziemy do porozumienia.

- Chodzi o twoją karierę? - spytał Pollux, dostarczając jej jeszcze więcej materiału do kłamstwa. - Syriusz wspominał, że chciałaś osiągnąć sukces zanim wyjdziesz za mąż. - dodał, bo Hermiona zdziwiła się, że zgadł. - Dlaczego to dla ciebie takie ważne? Przecież nie musisz pracować. Zarówno twoja rodzina jak i nasza mogłaby utrzymywać Syriusza, ciebie i wiele waszych dzieci do końca życia.

- Pewna sprawa w Ministerstwie jest dla mnie bardzo ważna. - powiedziała Hermiona. - Mogłabym zająć się nią jako mężatka, ale nie w Anglii, a nigdy nie poprosiłabym Syriusza, żeby przeprowadził się ze mną do Szwajcarii. Nie kiedy tutaj czeka na niego tyle obowiązków.

- Co to za sprawa? - spytał z zainteresowaniem Pollux.

- Obawiam się, że się panu nie spodoba, panie Black. - po raz pierwszy tego wieczora Hermiona naprawdę skłamała. Była pewna, że Polluxowi się to nie spodoba.

- Moja droga, - zbeształ ją Pollux. - większość moich wnucząt wstąpiła do Śmierciożerców, albo zrobili to ich małżonkowie. Przecież nie może być gorzej?

- Nie wydaje mi się, ale nie jest to sprawa, co do której pan i ja się zgadzamy.

- Chwila. - powiedział Pollux zupełnie innym tonem. W jego głosie zabrzmiało teraz przyjacielskie wyzwanie. - Powiedz mi. - uśmiechnął się. - Nie możesz zaczynać takiego tematu i nie dawać mi szansy na podjęcie debaty.

„Jeśli chce debaty, to będzie ją miał" pomyślała Hermiona, odstawiając swoją szklankę na stolik obok szachownicy i przywołując w pamięci swoje badania. Od jakiegoś czasu czekała na możliwość zmierzenia się z tym inteligentnym, ale uprzedzonym mężczyzną.

- Chcę poprawić sytuację socjalną stworzeń magicznych. – oznajmiła, korzystając z kolejnej użytecznej prawdy.

Pollux spojrzał na nią z bezbrzeżnym zdumieniem.

- Żartujesz. - zaśmiał się krótko.

- Nie, panie Black. Szczerze nienawidzę tego jak czarodzieje traktują stworzenia magiczne. Jeśli nie potrafią mówić jak koty czy sowy, kochamy je i traktujemy z szacunkiem. Ale wystarczy dać im głos, byśmy zaczęli uważać je za istoty gorszego sortu.

- Interesujące podejście. - przyznał z uznaniem Pollux, stukając palcami o brzeg szklanki. - Ale nie zawsze prawdziwe. Gobliny są szanowane. Czy im również zamierzasz pomóc?

- Gobliny są znienawidzone, a nie szanowane. - poprawiła Hermiona. - Gdyby całe złoto pańskiej rodziny nie znajdowało się w ich pieczy, dalej byłby pan dla nich uprzejmy? Czy też może traktowałby je pan jak pracujące z metalem skrzaty domowe?

- Hmm, coś w tym jest. - odparł Pollux. Stukając palcem w podłokietnik, szukał kontrargumentu, a potem spojrzał na nią i spytał. - Więc to dotyczy także skrzatów? Oczywiście, że nie, przecież kochają swoją pracę. Przyznaję, że Stworek bywa marudny, ale żyje by służyć.

- Tak, skrzaty domowe. - powiedziała ostro Hermiona. - To właśnie ich los sprawił, że zdałam sobie sprawę z istnienia tego systemu uprzedzeń. Od stuleci są indoktrynowane i poniżane. To obrzydliwe.

- Ale Hermiono, one są szczęśliwe! - zawołał z niedowierzaniem Pollux. - Służący ze złudzeniami potrafią być męczący. Skrzaty się nie skarżą, więc o co chodzi?

- Dlatego, że takie znęcanie się jest niedopuszczalne, panie Black. Kolejna grupa to centaury. To tak mądre stworzenia, a jednak spychamy je na coraz mniejsze i mniejsze tereny. To pokojowo nastawione istoty, nigdy nie zrozumiem, jak czarodziejom udaje się wytłumaczyć postępowanie wobec nich. Dlaczego to robią, jest dla mnie oczywiste. Czarodzieje czują się zagrożeni przez wszystko co inne. Wilkołaki cierpią z tego samego powodu.

Pollux ze zdumienia szeroko otworzył usta, a potem zaczął się śmiać.

- Dobrze, moja droga. Udało ci się. Świetne zagranie.

- Panie Black, ja nie żartuję. - powiedziała poważnie. - Wilkołaki są niezrozumiane.

- Są niebezpiecznymi bestiami. - uciął ostro Pollux. - Nie masz pojęcia jakich szkód narobiły w Wielkiej Brytanii.

- Właściwie to mam. - odparła Hermiona, w której zagrała krew. Może wdawanie się w tą dyskusję z Polluxem to jednak nie był dobry pomysł. - W tym roku miało miejsce siedemdziesiąt ataków, a zostały jeszcze trzy pełnie. W poprzednim sześćdziesiąt pięć, a w 1979 pięćdziesiąt osiem. Ich liczba rośnie, ponieważ...

- A ty uważasz, że należą im się prawa? - przeszkodził jej Pollux, z zarówno wściekłością, jak i niepokojem o jej zdrowie psychiczne.

- Panie Black, podczas tych stu dziewięćdziesięciu trzech ataków z ostatnich trzech lat, ile wilkołaków popełniło przestępstwa? - spytała Hermiona, która postawiła sobie za cel sprawić, by zrozumiał.

Pollux potrząsnął głową.

- To nie ma znaczenia, Hermiono. Wilkołaki to okrutne i dzikie bestie, którymi powoduje żądza krwi.

- Cztery. - odparła Hermiona. - Za wszystkimi atakami z ostatnich trzech lat stoją cztery wilki.

- Nie wiedziałem, że chodzi o tak małą liczbę. - mruknął szczerze zdumiony Pollux.

- Wszystkimi dowodzi i wszystkie kontroluje Voldemort. - dodała.

Gdy użyła tego imienia Pollux nagle uniósł głowę i zmrużył oczy.

- Naprawdę jesteś jedną z nich, prawda?

- Jedną z kogo?

- Z ludzi Dumbledore'a. Z jego Zakonu. Nikt inny nie używa imienia Czarnego Pana.

- Tak i przykro mi, że nie byłam z panem szczera od początku, panie Black. Syriuszowi zależało, by pan mu wybaczył, więc ukryłam swoje prawdziwe poglądy. Zrozumiem, jeśli nie będzie pan chciał żebyśmy się dalej spotykali.

Nagle Pollux się roześmiał.

- Mówisz to tak, jakbym miał na to jakiś wpływ, moja droga. Chłopak jest taki sam jak ja, przy czym z większą ilością odwagi i mniejszą myślenia perspektywicznego. Nawet gdybym próbował i tak nie dałbym rady utrzymać go z daleka od ciebie. - potrząsnął głową i znów się zaśmiał. - A wtedy pewnie po prostu zmieniłby się w tego olbrzymiego psa i mnie pogryzł.

Hermiona uśmiechnęła się.

- Ma pan rację. Ale czy pan tego nie widzi? Czemu pana wnuk może stawać się psem raz w miesiącu lub częściej, a nie uznaje się go za stworzenie magiczne?

Pollux westchnął.

- To inna sytuacja, Hermiono, ponieważ to jego decyzja. Wilkołaki nie mają nad tym kontroli.

- Czy to nie czyni Syriusza gorszym? - naciskała Hermiona. - Przecież chce być zwierzęciem. Wilkołakom to narzucono. Jak możemy karać je za coś, co nie jest ich winą?

- Tego samego argumentu można by użyć w temacie szlam. - oznajmił niedbale Pollux.

- Cieszę się, że pan się ze mną zgadza, panie Black. - stwierdziła, zdając sobie sprawę, że kłótnia z tym człowiekiem nie miała sensu. „Może kluczem jest urok osobisty."

- Jesteś całkiem jak matka. - zachichotał Pollux.

- Dziękuję. - odparła z uśmiechem. - Ale naprawdę, to pana jedyny argument? Że nie podjęli takiej decyzji, żeby na co najwyżej czternaście godzin miesięcznie zmieniać się w wilka? Mogę pana zapewnić, że Syriusz przebywa w psiej postaci znacznie częściej.

- Ale to ma wpływ na wilkołaki przez cały czas. - upierał się Pollux. - Są silniejsze, bardziej głodne i szybciej się denerwują niż ludzie. Są niezrównoważone.

- Są silniejsze. - przyznała Hermiona. - To prawda, ale nie bardziej głodne czy mnie stabilne. Wilkołak, którego znam to spokojny człowiek i to przez cały czas. Jest jednym z moich najbardziej racjonalnych przyjaciół. A jeśli tylko o to panu chodzi, to chciałby też wspomnieć, że Syriusz ma wiele psich cech, mających swoje źródło w jego umiejętnościach.

- Naprawdę? - spytał z zainteresowaniem Pollux.

- Niech pan któregoś wieczora każe Stworkowi przygotować żeberka. Wtedy pan zobaczy o co mi chodzi. - zaśmiała się.

Pollux parsknął śmiechem, a potem dotarło do niego znaczenie jej poprzedniej wypowiedzi.

- Przyjaźnisz się z wilkołakiem? - spytał ostro.

- Tak. - Hermiona przytaknęła. - I jest wspaniałym człowiekiem, tak inteligentnym jak ja i...

Drzwi do biblioteki nagle stanęły otworem.

- Dziadku mam nadzieję, że trzymasz tu coś mocniejszego. - burknął Syriusz, wściekle przechodząc przed pokój ze spojrzeniem wbitym w karafkę i szklanki stojące na biurku. - Ten wariat poił mnie najobrzydliwszymi miksturami na świecie.

- Witaj, Syriuszu. - odezwała się Hermiona, którą rozbawiło jego rozdrażnienie.

Odwrócił się i zauważył, że siedziała w fotelu.

- Cześć. - odparł, nalewając sobie z kryształowej karafki. - Od teraz ty jesteś moim etatowym uzdrowicielem. - oznajmił gorąco, a potem wychylił drinka jednym haustem. - Merlinie - wydyszał, przełknąwszy. - o niebo lepiej. Serio, nie zdziwcie się, jeśli padnę podczas kolacji. Ten stary piernik chyba próbował mnie otruć.

Hermiona i Pollux zachichotali na widok jego przerażonej miny.

- A co wy dwoje robiliście, podczas gdy ja tam cierpiałem? - spytał Syriusz, przycupnąwszy na podłokietniku fotela Hermiony.

- Wynoś się! - zawołał do niego onyksowy pionek. - Ty złodziejski, wiotko-nadgarstkowy fanfaronie!

Pollux zaśmiał się i różdżką uciszył szachy. Hermiona z zaskoczeniem spojrzała na Syriusza.

- Siedzę tu już od godziny i ani razu nie próbowały mnie obrazić.

Syriusz posłał milczącemu, ale dalej gestykulującemu pionkowi złowrogie spojrzenie.

- No tak, ale ty nie poddałaś tego bezczelnego nicponia białemu gońcowi, który jest znany z kreatywnego podejścia do rozczłonkowania. A wszystko w imię planu bitewnego, który z resztą zawiódł. Założę się, że życzy mi wiecznych przegranych. - prychnął, sięgając ponad Hermioną po czarnego pionka i unosząc go w palcach. Uśmiechnął się złowieszczo do szarpiącej się figury a potem wrzucił ją głową naprzód do złotego płynu w szklance dziewczyny.

- Marnotrawstwo. - mruknął Pollux.

- Wybacz. - Syriusz wzruszył ramionami. - To jak, rozmawialiście o mnie przez cały ten czas, czy tylko przez większość?

- Wspomnieliśmy. - odparła Hermiona, uśmiechając się do niego. - O tym jak spokojnie jest bez ciebie i twojego topienia bezbronnych żołnierzy i marudzenia, że matka się o ciebie troszczy.

- Jeszcze coś ciekawego? - zaśmiał się.

- Wilkołaki. - odparł bez niepotrzebnych wstępów Pollux.

Syriusz spojrzał na Hermionę, a brwi miał uniesione.

- Co panna planuje, panno Fehr? - spytał. - Przyprawi panna Dziadka o zawał, konwersacją na tak przerażający temat.

- Spytał mnie, dlaczego chcę niedługo wrócić do Szwajcarii. - odparła Hermiona, wzruszając ramionami. - Więc opowiedziałam mu o tym, co chcę tam robić.

Hermionie wydawało się, że Syriuszowi nie spodoba się wzmianka o jej wyjeździe, ale myliła się. Jego usta wykrzywił szelmowski uśmiech.

- Świetnie, panno Fehr.

- Syriuszu, znamy się już dość długo, możesz mi mówić po imieniu. - odparła płynnie Hermiona, bez problemu wchodząc w rolę.

Pollux uśmiechnął się na widok ich wspólnych wygłupów.

- Mój chłopcze, co myślisz na temat przyjaźni Hermiony z wilkołakiem?

- Cóż - Syriusz udał, że porządnie się nad tym zastanawia. - Na początku czułem się zagrożony, Dziadku. Znaczy, co mogłem zrobić?

Pollux spojrzał na Hermionę triumfalnie. Starała się zachować pokerową twarz, żeby Syriusz mógł się pobawić.

- Jest silny i znacznie lepiej widzi w ciemnościach. Ale najgorsze jest to, że jest ode mnie znacznie mądrzejszy i ma z Hermioną o wiele więcej wspólnego. No i to ja ich sobie przedstawiłem.

- Ty też się z jakimś przyjaźnisz? - szok najwyraźniej oszołomił Polluxa.

- Tak, z tym samym. - potwierdził Syriusz. - Jest najlepszy. Pokochałbyś go, potrafi się kłócić jak nikt inny.

- Słodka Kirke. - wydusił Pollux. - Nie żartowałeś z tym zawałem. Czemu miałbyś się z nim przyjaźnić?

- Przecież mówiłem, jest najlepszy. Pogódź się z tym. - odparł Syriusz, wyławiając pionek ze szklanki Hermiony i stawiając go z powrotem na szachownicę, gdzie ten pomachał chwilę rękami, a potem ciężko opadł na tyłek.

- Syriuszu - odezwał się ostro Pollux. - nie możesz oczekiwać, że...

- Mogę, Dziadku. Znam go od dziesięciu lat, nigdy nikogo nie skrzywdził i założę się, że jeśli ty i Hermiona o tym rozmawialiście to już ci powiedziała, pewnie popierając to diagramami i wzorami, że większość wilkołaków wcale nie jest niebezpiecznymi bestiami, za jakie je uważasz. Więc nie mów mi czego mam oczekiwać. Musisz otworzyć umysł. - Syriusz dopił whisky, w którym jeszcze niedawno znajdował się pionek, a potem mrugnął do Polluxa. - To droga do przyszłości, Dziadku. Niedługo to zrozumiesz.


Syriusz stwierdził, że posiłek przygotowany tego wieczoru przez Stworka to najsmaczniejsze danie jakie kiedykolwiek jadł, najprawdopodobniej dlatego, że wszystko było smaczniejsze od obrzydliwości jakie połknął w saloniku swojej matki, pod okiem sadystycznego i pewnego siebie Uzdrowiciela Bethnala. Wiekowy pracownik Świętego Munga podał mu tyle dziwacznych tynktur, że Syriusz prawie uznał to wszystko za skomplikowany żart, przygotowany przez jego matkę. Tyle tylko, że ta kobieta nie posiadała ani krztyny poczucia humoru.

Przez całą kolację Pollux patrzył na niego dziwnie, ale nie powiedział nic nadzwyczajnego. Syriusz miał wrażenie, że jego dziadek dalej przyswajał wiadomość, że jedyny dziedzic Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków przyjaźnił się z wilkołakiem, ale w orzechowych oczach patriarchy czaiły się zdumiewające emocje. Jego dziadek wyglądał na smutnego, a to Syriusza martwiło. Spodziewał się rozdrażnienia, odrazy czy nawet strachu, ale nie smutku.

Kiedy po obiedzie pochłaniali resztki deseru, rozległo się natarczywe i głośne walenie w drzwi wejściowe.

Stworek zniknął ze stertą talerzy, a w chwilę potem usłyszeli TRZASK z jakim pojawił się przy drzwiach, teraz już pozbawiony zastawy.

- Pan i Pani Lestrange. - oznajmił skrzat, kiedy ustało szczękanie licznych zamków, a on nieznacznie uchylił drzwi.

- O cholera. - mruknął Syriusz, zerkając na Hermionę. Przecież Śmierciożercy nie będą niczego próbować tutaj. W mgnieniu oka dziewczyna wyciągnęła różdżkę i rzuciła na siebie zaklęcie kameleona. Syriusz ujrzał jak jej migocząca sylwetka wstaje z krzesła.

Ponad stołem spojrzał na swoją matkę. Wstała, a w ręku miała różdżkę.

- Ze wszystkich niegrzeczności... - syknęła z niedowierzaniem. - Przyjść w czasie kolacji.

Syriusz parsknął śmiechem. W tym samym momencie poczuł biegnącą po plecach iskrę, po której poznał, że Hermiona rzuciła to samo zaklęcie też na niego. Tak, to w stylu jego matki. Bellatrix i jej mąż porwali jej jedynego syna dla okupu, a ona denerwowała się, bo przyszli go zabić w nieodpowiedniej chwili.


Brawa dla Emily, której trafiła się nieprzyjemna robota przebrnięcia przez moją biegunkę słowną. Na szczęście ma rękawice. xx