Rozdział XXXVHermiona pełna była mieszanych uczuć. Ciekawość, niechęć, zniecierpliwienie, niepokój, a nawet irytacja... Wszystko to kotłowało się w jej dumnie wypiętej, gryfońskiej piersi, gdy podążała w ślad za Malfoyem szkolnymi korytarzami. „Poszukajmy jakiegoś ustronnego miejsca" - tak się wyraził, nim ruszył przed siebie szybkim krokiem, nie oglądając się na nią. A ona oczywiście poszła za nim, bo niby co miała zrobić? Westchnęła cicho, kołysząc Nathaniela w ramionach. Aby dotrzymać tempa ślizgonowi musiała niemal truchtać, co niepomiernie ją drażniło.
- Nie idę już ani kroku dalej – oświadczyła hardo, przystając i przywołując na twarz stanowczą, nieprzeniknioną maskę. Malfoy zatrzymał się i wolno obrócił w jej stronę, z uniesionymi wysoko brwiami, jakby nie spodziewał się po niej takiego buntowniczego zachowania. Tymczasem ona stała, wyprostowana i dumna, z uniesionym podbródkiem. Tylko niemowlę w jej ramionach łagodziło ten surowy obrazek.
- Niech ci będzie – odparł, rozglądając się na boki. W tej części zamku nie było prawie nikogo. Raz na jakiś czas pojawiał się tylko jakiś samotny, zabłąkany uczeń, który przemykał szybko, przytrzymując przy piersi podręczniki w kurczowym uścisku – Tu jest dobrze – dodał, wzruszając ramionami. Hermiona uważnie zmierzyła wzrokiem sylwetkę ślizgona. Widziała w nim jakąś zmianę, ale nie była w stanie do końca określić jaką.
Coś było nie tak z tym gestem... to nie było zwyczajne, nonszalanckie wzruszenie ramionami. Wydawało się być jakieś...zbyt sztywne, zbyt... nerwowe. Nerwowe? Malfoy się denerwował? Gryfonka momentalnie zdwoiła czujność. O co mu może chodzić?
- Więc... – zaczęła, starając się zabrzmieć na wyluzowaną - ...czego chcesz?
- Mmmm – blondyn zawahał się i spojrzał w bok – eee... także tego... chciałem spytać cię, czy mo... może pożyczyłabyś mi notatki z transmutacji? - wykrztusił w końcu. Nie chodziło mu w prawdzie o same notatki, ale w ostatniej chwili stwierdził, że woli stopniowo oswajać Granger z listą swoich próśb.
- Wiedziałam! - wykrzyknęła Hermiona, jakby bardziej do siebie. Jak mogła być tak naiwna? Jak mogła łudzić się, że chodzi mu o coś więcej? Że chce z nią porozmawiać o czymś naprawdę ważnym? Wszyscy zawsze przypominali sobie o jej istnieniu dopiero przed ważnymi sprawdzianami. Wszyscy nagle byli jej przyjaciółmi, kiedy potrzebowali pomocy w nauce! Zawsze. Tak. Było! ZAWSZE!
- Zapomnij, Malfoy – warknęła, czując, że w głębi serca zbiera jej się na płacz. Tym właśnie była od pierwszej klasy: Hermioną-Granger-która-pożycza-notatki. A teraz nawet on, nawet Draco...
- Ale ja proszę, nooo! - jego mina była po prostu bez zarzutu: słodka, błagalna, wzruszająca, niemal nie do zignorowania... A jednak - zraniona kobieta gdy chce, to potrafi.
- Nie ma mowy! Nikt nie dostanie moich notatek, nie tym razem. Koniec. Chcecie mieć dobre wyniki, TO SIĘ SAMI UCZCIE, BARANY! Nie dam się znowu wykorzystywać. - zaperzyła się dziewczyna, dla efektu tupnąwszy krnąbrnie nogą.
Ślizgon milczał, z obrażoną miną, jakby zupełnie nie zasłużył sobie na takie traktowanie. Dopiero gdy Hermiona odwróciła się by odejść, zatrzymał ją okrzykiem.
- Zaczekaj! A nie zgodzisz się... nie zgodzisz się pomóc mi?
- Pomóc ci? - spytała podejrzliwie. Jej gniew z wolna narastał. Był to gniew straszliwy, u którego podstaw leżała wielodniowa frustracja. Oto czuła coś do swojego odwiecznego wroga – Draco Malfoya – a oddawszy mu swoje wspomnienia, nie wiedziała nawet jak do tego doszło. Wiedziała tylko, że ją skrzywdził (pamiętała czarnowłosą dziewczynę z baru) oraz że okłamała go, mówiąc mu, że go nienawidzi. Jednak wszystko „po drodze", wszystko co doprowadziło do tego feralnego zauroczenia, wszystkie momenty, gdy wbrew wszystkiemu byli sobie bliscy... pozostawały dla niej tajemnicą. Zacisnęła pięści w bezsilnej złości.
- Pomóc mi, tak jak w pierwszym semestrze. Proszę cię, bez ciebie sobie nie poradzę. Jestem kompletnym idiotą z transmutacji...
- Racja – mruknęła, na co on nie zwrócił uwagi.
- ...a ta ocena to 40% oceny końcoworocznej! No, nie bądź taka!
- Jaka? - spytała chłodno, blokując się od wewnątrz. Nie, nie mgła teraz zniszczyć wszystkiego, w imię czego tyle wycierpiała.
- Taka samolubna! - wykrzyknął Malfoy, zaraz jednak zakrył usta dłonią, jakby powiedział coś okropnego. Nie chciał jej obrażać, po prostu... nie spodziewał się, że będzie stawiała taki opór! Jako arystokrata nie był zbyt cierpliwy, a tym bardziej przyzwyczajony do odmów.
- Przepraszam?! - Nathaniel zaczął płakać, lecz dziewczyna chwilowo się tym nie przejęła. Tylko Malfoy odruchowo rzucił wokół siebie i Granger mufliato, tak, by chłopcu nie udzielały się krzyki i kłótnie „rodziców". - Samolubna?! Ja?! A kto jednego dnia namiętnie mnie całuje, by nazajutrz latać na schadzki z jakąś... INNĄ?! Warto dodać, że pięć razy ode mnie ładniejszą, no bo przecież wielkiemu panu arystokracie nie wypada pokazywać się publicznie z taką pokraką jak ja! - przerwała, czując, że zapędza się za daleko. Jej wargi poczęły niepokojąco drżeć, zwiastując rychłe nadejście łez. Ale ona nie chciała płakać. Nie chciała okazać mu, jak bardzo ją zranił, nie chciała się przed nim odsłonić. Nie chciała by wiedział, jak bardzo jest słaba, gdy chodzi o niego...
Malfoy zamarł, porażony jej słowami. Jaką „inną"? Czy podczas ferii widział się z kimkolwiek poza Granger? Och, Merlinie, ona chyba nie mówi o...
- Mówisz o Waleriji? - wyszeptał w powietrze, myślami będąc przy tamtym zimowym południu, gdy wybrał się do Hogsmade na spotkanie z kuzynką.
- Skąd ja mam, do cholery, wiedzieć, jak ona ma na imię – warknęła Hermiona w odpowiedzi, zła na siebie, że powiedziała za dużo – Ważne, że była dla ciebie wystarczająco dobra, nie to, co ja – mimo usilnych starań, w jej głosie zabrzmiała nuta głębokiej urazy.
Draco gwałtownie wciągnął powietrze. No tak, teraz wszystko zaczynało się zgadzać! To, że znalazł Granger pod śniegiem tamtego dnia... to, że wybiegła z jego dormitorium, gdy zobaczyła Wal... to, że tego samego wieczora powiedziała mu, że go nienawidzi... Ona myślała, że się nią zabawił! Że uwiódł ją, a potem z premedytacją zdradził!
- Och, Chryste, Granger, to nie tak! - podbieg do niej, chwytając ją mocno za ramiona. Ona MUSI zrozumieć! Gdyby nie miała zajętych rąk, pewnie by go uderzyła. - Ta dziewczyna... ona nie... TO MOJA KUZYNKA! Przyjechała w ferie, żeby sprawdzić jak sobie radzę po śmierci matki. Ja bym nigdy... przecież ja... znam ją od dziecka, a ty... - Draco nie był za dobry w wyznaniach. Wielkie słowa po prostu nie chciały przechodzić mu przez gardło. Miał nadzieję, że nigdy nie będzie musiał wypowiadać ich na głos, że gdy spotka właściwą osobę, to ona zrozumie od razu. Teraz jednak, patrząc w wielkie, czekoladowe oczy, pełne niedowierzania, klął na czym świat stoi, że był takim zimnym draniem przez całe swoje życie.
- Kuzynka, poważnie? Na nic lepszego cię nie stać? - syknęła gryfonka przez zaciśnięte zęby, wyrywając się z jego uścisku. - Może i jestem naiwna, ale nie aż tak.
Gorycz w jej głosie przeraziła go. Co jeśli stracił ją na zawsze?
- Nie, nie, nie, to wszystko nie tak! - jęknął sfrustrowany – musisz mi uwierzyć, ona naprawdę, naprawdę jest tylko moją kuzynką!
- Więc co robiła w twoim dormitorium? - wykrzyknęła gryfonka oskarżycielsko. Nie chciała przyjąć do wiadomości, że Draco... że tak naprawdę nigdy jej nie zdradził. Bo to by znaczyło, że cały jej ból, całe jej cierpienie... było daremne.
- Po prostu przyszła pogadać, wesprzeć mnie. Zrozum, Wal to moja jedyna rodzina...
- Ale to niemożliwe, żeby...
- Jeżeli chcesz, mogę powiedzieć ci to wszystko pod wpływem Veritaserum – przerwał jej z mocą. - Powiedz tylko słowo, a zdobędę próbkę od Snape'a i...
Hermiona przestała słuchać. Tyle jej wystarczyło.
Veritaserum? Chłopak albo był tak głupi, albo tak pewny siebie. Z tym, że do głupich nigdy nie należał... A może on po prostu mówi prawdę, odezwał się cichy głosik w jej głowie. Nie, nie, nie, to nie możliwe. Zbyt niedorzeczne. Ona NIE MOGŁA być jego kuzynką. Takie sytuacje zdarzają się tylko w niemądrych, mugolskich romansach.
Więc może pójdź na tę propozycję z Veritaserum? Co ci szkodzi.
Nie, ja nie chcę...Właśnie! Nie chcesz, bo boisz się prawdy!
Wcale że nie!
Wcale że tak!
Zamknij się!
- Hermiona, przyrzekam, że ja...
- Och, na litość boską! - wykrzyknęła, czując, że wszelkie jej bariery puszczają i sypią się w drobny mak – Mam taki mętlik w głowie! Nic nie wiem, w nic nie wierzę, nic nie pamiętam... !
Zamilkł raptownie, z wyrazem zamyślenia na twarzy.
- Chodź – rzekł w końcu, zaskakująco łagodnie – Chodź, wszystko ci pokażę.
Wyciągnął do niej rękę, a ona chwyciła ją wbrew całemu swojemu uporowi. Prowadził ją prosto do lochów, prosto do swojego dormitorium, puszczając mimo uszu uwagi, że nie zdążą na Zaklęcia. To nie było teraz istotne, nie w porównaniu z całym koszmarem ostatnich dni.
- Co ja tutaj robię? - zapytała głupio, siadając na brzegu jego łóżka. Zamiast odpowiedzieć, wysunął szufladę szafki nocnej i wyciągnął z niej kilka identycznych, złotawych fiolek. Na stoliku obok stała myślodsiewnia. Przeglądał wspomnienia Hermiony tak często – niemal codziennie przed snem – że przestał już zadawać sobie trud chowania jej za każdym razem do szafy.
- Podejdź – powiedział miękko, zachęcając dziewczynę gestem. Wstała i niepewnie zbliżyła się do pokrytej symbolami misy...
Wszystko co było potem, można nazwać jedną wielką zamiecią – uczuć, zdarzeń, emocji. Po kolei wracało do niej wszystko: od wspólnych korepetycji, poprzez taniec na Balu Zimowym, aż po pocałunek w Wieży. Nagle rozumiała już, jak to możliwe, że zakochała się w Malfoyu. W jednej sekundzie dotarło do niej, że potrafiła dostrzec w nim coś więcej, niż cała reszta szkoły. Uświadomiła sobie, jak dobrze znali się nawzajem, właśnie dlatego, że przeszli przez wszystko PO KOLEI: przez nienawiść, przez niechęć, przez zainteresowanie, przez sympatię, przez szacunek, przez wzajemne zaufanie, przez przyjaźń, przez pożądanie... i na każdym z tych etapów poznawali się od każdej możliwej strony, by teraz wylądować tutaj – w jego dormitorium, z wyznaniami na ustach. Już nic ich nie dzieliło. Żadne niedopowiedzenia, niejasności, pochopnie wyciągnięte wnioski... Sama prawda, naga prawda, ogromna i przytłaczająca...
- Granger? - spytał Malfoy ostrożnie, robiąc maleńki krok w jej stronę. A ona tylko wpatrywała się pustym wzrokiem w myślodsiewnię, która przed chwilą dała jej odpowiedzi na wszystkie pytania – Jeżeli nadal mi nie wierzysz mogę przyprowadzić tu Wal i ona wszystko ci...
- Muszę już iść. Jestem spóźniona na Zaklęcia – powiedziała zmienionym głosem, po czym odwróciła się i wyszła. Nie zdążył nawet jej zatrzymać...
Zacisnął pięści tak mocno, że paznokcie niemal przebiły mu skórę. Rozumiał, że potrzebowała czasu. Przez ostatni tydzień żyła w przeświadczeniu, że ją wykorzystał i skrzywdził, a teraz nagle okazało się, że wszystko to było fatalną pomyłką – ot, głupim zbiegiem okoliczności. Ale jak miał na nią czekać, skoro tak rozpaczliwie jej potrzebował? Zaraz, jak ona to ujęła...? „Warto dodać, że pięć razy ode mnie ładniejszą, no bo przecież wielkiemu panu arystokracie nie wypada pokazywać się publicznie z taką pokraką jak ja!" Wzdrygnął się. Chyba nie mogła powiedzieć nic, co bardziej mijałoby się z prawdą.
Którejś bezsennej nocy, z uspokajającą go Waleriją u boku, niespodziewanie zdał sobie sprawę, że bez Granger nigdy nie stanie się tym, kim chciałby być. Ponieważ tylko ona potrafiła nauczyć go... jak kochać. Jeżeli ją straci, nigdy nie będzie do tego zdolny. Nigdy nie pokocha swoich dzieci, tak jak rodzice nie kochali jego. Nigdy nie pokocha swojej pracy i utkwi na lata w zawodzie nie dającym mu żadnej radości. Nigdy nie pokocha samego siebie, wciąż zawieszony między arystokratyczną dumą a wstydem za swoje tchórzostwo i czarne serce. Nigdy niczego nie pokocha, ponieważ... Malfoyowie nie kochają.
Tylko Granger potrafiła wzbudzić w nim jakąkolwiek chęć do pracy nad sobą, jakikolwiek zapał, by stać się lepszym człowiekiem.
To po tym, jak Granger zasugerowała, że wkupił się do do drużyny Quidditcha, trenował jak szalony, by zasłużyć na faktyczne członkostwo w składzie. To po tym jak Granger prychnęła pogardliwie na Eliksirach, gdy wybuchnął jego kociołek, ślizgon zakuwał godzinami, aż stał się najlepszy w klasie. PRAWIE najlepszy – pierwsze miejsce tradycyjnie należało do Panny-Wiem-To-Wszystko...
Co on bez niej zrobi? Co, jeżeli ona nadal będzie się blokować? Co jeżeli ten jej ośli upór...nie, nawet nie był w stanie o tym myśleć. Malfoyowie zawsze dostają to czego chcą. ZAWSZE.
A on chce Granger.
Nagle, z pozoru zupełnie bez sensu, przemknął mu przez myśl fragment rozmowy z Zabinim:
„- Właściwie jedynym co nas NIE różni jest fakt, że oboje jesteśmy piekielnie seksowni.
- no widzisz, światełko w tunelu. Na twoim miejscu bym to wykorzystał"
***
Z pamiętnika Hermiony Granger:Profesor Flitwick jest święcie przekonany, że notuję każde jego słowo, podczas kiedy ja beztrosko bazgrzę pamiętnik... Co tu kryć - jestem okropną uczennicą.
Ale przyrzekam, że wszystko nadrobię. Zresztą wkuwałam ten dział już w wakacje, więc nie powinnam mieć za dużo braków...
Merlinie, jestem taka niezdecydowana! Podoba mi się Malfoy, podoba mi się sposób, w jaki mogę na niego wpłynąć, podoba mi się, że dorównujemy sobie inteligencją i że nasze docinki są takie... takie nasze, specyficzne, rozumiesz?
A teraz, gdy wróciły do mnie wszystkie wspomnienia i gdy okazało się, że tamta dziewczyna to tylko jego kuzynka... Ja po prostu nie wiem co będzie dalej. Myślisz, że powinnam „płynąć z prądem"? A może zostawię mu całą inicjatywę i niech się dzieje co chce? A może trzymać się pierwotnej wersji i starać się o nim zapomnieć raz na zawsze? To pewnie byłoby najwygodniejsze, ale obawiam się, że tego zrobić nie dam rady. Zwłaszcza, że widuję go niemal codziennie...
Właściwie, to czemu ja się tak przed tym bronię? Czemu nie mogę go kochać, tak po prostu. Czy to aż takie złe? Przecież nikomu nie dzieje się krzywda...Błąd – mnie dzieje się krzywda. Wiesz dlaczego? Ponieważ my nigdy, przenigdy nie będziemy razem, a kiedy się kogoś kocha, to potrzebuje się jego stałej bliskości, prawda?
Zanim spytasz: nie możemy być razem, bo ja... bo moja krew jest brudna, a jego czysta jak łza. I nigdy, nawet za milion lat, nie będziemy sobie równi. Zawsze będziemy „Malfoyem i tą szlamą obok" - jeżeli kiedykolwiek, czymkolwiek będziemy.
Przykre, ale prawdziwe.
I stąd ta blokada, rozumiesz?
Wszystko przez przeklęty rozsądek.
Ups, zbliża się Flitwick. Trzeba zrobić mądrą minę i potakiwać.
