(Sideways)
Megatronowi błysnęły oczy po tym jak usłyszał, czego znów dowiedziałem się o Selen. Nie było z nami Soundwavea, który zapewne od razu ruszyłby na ziemię by ją odszukać. Całe szczęście. Dziewczyna sama nie wie o swoim możliwym pochodzeniu i jakiś robot krzyczący zapalczywie " już czas siostro" mógłby ją jedynie przestraszyć. Uśmiechnąłem się na tą wizję wiedząc, że Wave jest bardzo żarliwy w tym co robi i nie omieszka zrobić dziwnego widowiska , gdy już znajdzie swoją siostrę. Czy to naprawdę Selen? Zacząłem znów wątpić. Być może mój kolega alchemik dodał jakiś składnik, który pomaga także ludziom ? Być może musiałbym podsunąć dziewczynie pomysł, by użyła maści na innej istocie ludzkiej, a potem spytać o rezultaty ? Sam nie wiem. Biłem się z myślami. Mogłem jedynie cieszyć się decyzją lidera, by nie robić tej dziewczynie krzywdy. Nawet jeżeli nie jest prawdą, że jest siostrą Wavea to była pod ochroną, więc nie zagrażało jej żadne niebezpieczeństwo z naszej strony. Była w miarę bezpieczna. To najważniejsze.
- Wynoś się już z moich oczu, a skoro przyniosłeś przydatne wieści, pozwalam ci się nadużyć energonu. Uznajmy, że zasłużyłeś - gestem ręki dodatkowo oznajmił, że mam opuścić salę. Ucieszony wiadomością, że mogę zwiększyć swoją energię udałem się pospiesznie w stronę naszego magazynu. Minąłem kilku żołnierzy Megatrona i z przyzwyczajenia ukłoniłem się na powitanie. Jak to zwykło bywać nie ucieszyli się z mojego gestu powitalnego i rzucili kilka nieprzyjemnych obelg. Pokręciłem głową poruszony ich niegrzecznością. Wszyscy tutaj mają poprzewracane w głowie. A chodzą pogłosy, że to niby ja mam coś z procesorem. Ja po prostu jestem życzliwy. To, że jest się przynależnym do grupy uważanej za siejącą grozę i bezlitosną, nie znaczy, że ktoś nie może powiedzieć czegoś miłego. Nie rozumiem ich. Stanąłem obok magazynu, do którego zmierzałem. Dostałem oficjalne pozwolenie wypicia energonu. Liczyłem się z tym, nie to co niektóre decepty. Większość podpijała sobie trochę energonu po kryjomu. Najczęściej stoją tutaj straże, wtedy nikt nie odważa się podejść by nałgać im, że mają pozwolenie. Ja byłem zazwyczaj wyjątkiem. Po prostu wszyscy dookoła wiedzieli, że pod wieloma względami można mi ufać. Megatron za mną nie przepada, w zasadzie nigdy nie przepadał, ale potrafi docenić wiele moich zalet. Nie jestem po prostu chamski, jak na przykład Long Haul, który kradnie wszystko i pochłania wszystko. A jednak ma więcej przyjaciół niż ja, to po prostu dziwne. Gdy upijałem należną mi porcje energonu zaskoczył mnie Grindor stojący obok. Przyglądał mi się z ukosa.
- Jakiś problem ? - zapytałem wycierając twarz o rękę. Zdaje się, że kapka energonu spłynęła mi z kącika metalowych warg. Poczułem natychmiastowy przepływ błogiego uczucia siły. Wzmocniły mi się niemal wszystkie części ciała. Iskra zaświeciła mocniej, tak samo jak jaskrawoczerwone oczy.
- Nie, w zasadzie nic - westchnął - po prostu szedłem do Blackouta i tak pomyślałem...
- Pewnie, że z tobą pójdę - oznajmiłem mocnym głosem, ale wciąż współczującym.
- No wiesz, może będzie mi łatwiej. Przy kumplu wstyd się rozkleić, no nie?
- Zaiste - odparłem i gestem ręki zaprosiłem go do spaceru. Przez chwile szliśmy w milczeniu, ale cisza nie jest łatwa, nie jest też komfortowa, dlatego postanowiłem, że zajmę go rozmową. Zapytałem, więc, gdzie jest teraz dawno przeze mnie nie widziany Starscream. Grindor i nasz lizus są braćmi. Nie do końca genetycznie, aczkolwiek Upadły tak ich sobie dobrał. Screamo należał kiedyś do innej rodziny, która go porzuciła. Od tamtej pory był nasz.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
(Soundwave)
- Litości błagam!
- Zamknij tą parszywą gębę autobocie!
- Mam rodzinę! Ja nie mogę umrzeć, oni mnie potrzebują...
- Zamknij się mówię, bo ich też rozwalimy!
- Starscream, uspokój się! Wiesz, po co tu jesteśmy.
- Nie do końca rozumiem, po co nasz wódz kazał nam tu z tobą łazić. To ty jesteś tropicielem, my zajmujemy się zupełnie innymi sprawami - oburzył się, jak zawsze używając zbyt wysokiego głosu.
- Tak, ty zajmujesz się lizaniem dupy Megatrona - warknął Haul.
- Szukasz guza, grubasie?
- Uspokójcie się, bo tylko kompromitujecie swoją rasę! - uniosłem się. Spojrzałem w oczy przerażonego autobota. Klęczał na kolanach trzymając ręce do modlitwy. Zdaje się, że wykonywał gest proszący o życie. Zamierzałem skrócić tę beznadziejną farsę. Rzeczywiście, dziwiłem się, że Megatron przydzielił mi do tropienia tą dwójkę tępaków. Ostatnimi czasy przestał mi ufać. Uważa, że jedyne co robię, to poszukiwanie siostry, która jak to określił "dawno już jest martwa"... Nie prawda. Z jednym i drugim. Moja siostra żyje, wiem to, czuje... poza tym, nie zajmuje się jej poszukiwaniem tak często. Zwykle robię to po całej tej brudnej robocie. Dlatego też nie wiem po co ta cała szopka i jego wątpliwość w moje siły. - Jeszcze raz zapytam, co wiesz o zdrajcy ? Moi poprzedni mówcy kazali mi przybyć do ciebie, bo ...sugerowali, że masz z nim coś wspólnego.
- Już mówiłem, nic o nim nie wiem. NIC! Proszę o litość, proszę o litość, proszę! - jego błagalny krzyk ucichł, a na jego miejsce wstąpił huk. Odwróciłem wzrok widząc jak głowa starca eksploduje na miliony części. Reszta ciała robota nie mająca podstawy zasilającej opadła bezwładnie na ziemię. Spojrzałem z pogardą na Starscreama, który wciąż trzymał uniesioną broń zadowolony ze swojego dzieła. - Co ty do cholery wyprawiasz?! - ryknąłem wściekle - chyba była mowa, że zabijamy tylko zdrajców!
- To był zdrajca - Starscream odparł sucho spluwając wydzieliną z ust na ziemię - każdy autobot nim jest.
Schował broń, a ja spojrzałem ostatni raz na truchło leżące pod moimi stopami. Wykonałem znak przeżegnania. Nienawidziłem widoku śmierci. To bardzo dziwne, gdyż zazwyczaj to ja ją zadawałem. Jak już kiedyś wspominałem, wolałem oszczędzać kryjące się autoboty. Nie robiły nic wbrew nam. Próbowały żyć. Zwyczajnie w świecie się ukrywały. Karałem tylko tych, którzy łamali prawo, jakie zostało przez nas uchwalone. To my rządziliśmy tą połową. Autoboty były bezpieczne tylko w swoim terenie, tym całym Imperium. I tak byli słabi. Jeden z najpotężniejszych liderów uciekł na Ziemię. Dziwne, że cały ten ich szef nie pomścił jego zdrady. Chociaż w sumie jakiej zdrady? Prime wciąż z nami walczy, znalazł sobie tylko jakiś cel, życie, które ma chronić. Wie chociaż czego chce. Wciąż napawała mnie złość na Starscreama. Kątem oka spostrzegłem zbliżającą się do nas istotę. Odwróciłem się z wycelowaną bronią. Autobot, który wyglądał na niewiele starszego od nas uśmiechnął się chytrze unosząc ręce w geście poddania. - Mam informacje, które mogą wam się spodobać.
